Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Pożeracz 
slpablos.blogspot.com, https://www.facebook.com/slpablos
34 lat, mężczyzna, Gdynia, status: Czytelnik, dodał: 1 ksiązkę, ostatnio widziany 6 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-05-16 12:48:57
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Genius Creations ma świetny wybór arcyciekawych książek, ale to prawdziwa perła. Nie ma przesady w twierdzeniu Arkadego Saulskiego, że to "najlepsza powieść fantasy od wielu lat". Spotkanie z Siódmym Regimentem z Erei przypomniało mi czasy literackich podróży z Czarną Kompanią, ale nie tylko...

Nie tylko, bo "Taniec Marionetek" jawi mi się niczym nieślubne literackie dziecko Glena Cooka i...
Genius Creations ma świetny wybór arcyciekawych książek, ale to prawdziwa perła. Nie ma przesady w twierdzeniu Arkadego Saulskiego, że to "najlepsza powieść fantasy od wielu lat". Spotkanie z Siódmym Regimentem z Erei przypomniało mi czasy literackich podróży z Czarną Kompanią, ale nie tylko...

Nie tylko, bo "Taniec Marionetek" jawi mi się niczym nieślubne literackie dziecko Glena Cooka i Terry'ego Pratchetta. Nieznany mi dotychczas Autor opowiada żywiołową historię erejskiego Siódmego Regimentu okupującego z ramienia Króla zapadłą prowincję, kojarzącą się ze znaną nam Irlandią. Banda najemników uformowana w ściśle wojskowe szeregi trzyma pod butem krnąbrnych miejscowych - z lepszym lub gorszym skutkiem. Z reguły gorszym. Dla miejscowych oczywiście.
Antybohaterowie niczym z kart cyklu Cooka pojawiają się ubrani opisani przez Norgaarda, oficera tej armii wyrzutków z wężowymi tatuażami. Opis ten porywa od pierwszych stron, bo ma ten sznyt właściwy mistrzowi ciętego humoru, Pratchettowi. Autor wypowiadając się ustami Isa nieustannie mruga do czytelnika z szelmowskim uśmiechem, wiedząc że odczyta skojarzenia i odniesienia. Jest ich naprawdę sporo, żeby wspomnieć tylko pewnego starego barmana, ulubieńca irlandzkich braci. Nie znaczy to, że dominują - nawet bez popkulturowych inspiracji fabuła aż iskrzy od ciekawych postaci, z którymi szybko się zżywamy. Szelmy, awanturnicy, kreatywny i utalentowany złodziej, szalony naukowiec... wróć, alchemik. Regiment, będąc na służbie korony, nie zaprzepaści przecież okazji do zarobku na boku. Oczywiście w ramach rozsądku - bardzo szeroko pojętego. Szalbierze nie mają tu fantazji Mistrza Haxerlina, ale też działać muszą ostrożnie i w cieniu. W miarę możliwości, a jeśli coś wypłynie... no cóż, ktoś zapewne zginie i raczej nie będzie to osobnik z czarnym tatuażem na prawym przedramieniu.
Skoszarowani w centrum wrzącej prowincji pacyfikuja miejskie uliczki, prawie nie opuszczając granic stolicy Ceallarh - nie dostajemy tu więc od razu epickiej podróży przez kontynenty do źródeł historii jednostki, jak u Cooka. Historia Siódmego Regimentu jest niedługa, zabawna (Baron!) i raczej nie będzie kanwą epopei, co nie znaczy, że kończąc lekturę rozstajemy się z ekhm... bohaterami. Całe szczęście szykuje się kolejny tom, na co miałem nadzieję gdzieś od połowy, zdjęty nagłym złym przeczuciem, że to wszystko. Paradoksalnie więc zakończenie powieści mnie nie zasmuciło, ba nawet nie miałem niedosytu, bo Niziński prowadzi narrację tak, że można by powieść czytać bez końca. Mam nadzieję na wiele kolejnych części.
Jeśli nie epicka podróż, to co? Ano spisek. Pod butem Erejczyków pączkuje kwiat buntu, a pani kapitan bardzo chce dotrzeć do struktur nim dowodzących. Ślady wiążą się z prastarymi wierzeniami i przedziwnymi bóstwami...
Tytułowy taniec - kto jest tu marionetką? Każdy po trochu, bo i wojskowi zależni od rozkazów płynących z góry, odzwierciedlających wolę sił wyższych, i kolejne postaci pojawiające się na caellarhskiej szachownicy, reprezentujące skryte w cieniu postaci większych graczy. Jakby tego było mało, każdy gra tu dla siebie, nie ma mowy o jasnych i prostych do wytyczenia podziałach, strefach wpływu czy stałych grupach interesu. A kto rozgrywa rozgrywających?
W pewnym momencie miałem lekki dysonans - bo jak tu pasjonować się losami okupantów i ich beztroską brutalnością, przecież patrząc na historię Polski powinienem lokować sympatię po stronie bunotwników. Wątek ten został umiejętnie wyjaśniony w miarę rozwoju fabuły, gdy Autor ukazał implikacje społeczno - gospodarcze świata przedstawionego.
Łyżką dziegciu w beczce (przedniego) miodu było dla mnie traktowanie zwierząt - pojawiło się parę scen, które mnie wzburzyły i wywołały niesmak. Nie zaburzyło to jednak do końca odbioru powieści - z nadzieją, że Autor tego nie powtórzy.
Wiele wątków splecionych umiejętnie w linę fabuły, przedstawionych brawurowo, z humorem i bez zwalniania tempa fabuły - Autor zgrabnie prowadzi opowieść, wprowadzając nowe postaci, stopniowo odsłaniając mapę świata i tłumacząc stosunki geopolityczne i gospodarcze (Wolne Morze!). Wszystko to sprawia, że chłoniemy powieść niemalże z wypiekami na twarzy i po zakończeniu czekamy na więcej!
Co do podkładu dźwiękowego - świetnie sprawdził się niemiłosiernie, na okrągło katowany Alestorm. Aye!
Prawdziwa perełka fantasy, z sowizdrzalskim humorem zapowiadająca świetny cykl.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Genius Creations.

pokaż więcej

 
2018-05-16 09:56:08
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Po świetnym zbiorze Przeczywitość Marek Zychla powraca z powieścią. Wi@rusa znamy już z opowiadania pod tym samym tytułem.
Pamiętacie jegomościa, który uporał się z inwazją dziwnych zombie na blokowisku? To właśnie on. Niespokojny, chaotyczny i z obolałymi stopami, całymi w pęcherzach. Cóż, takie życie. (These boots are made for stomping - Symarip)
Wiemy już o kogo chodzi, ale czy też o co...
Po świetnym zbiorze Przeczywitość Marek Zychla powraca z powieścią. Wi@rusa znamy już z opowiadania pod tym samym tytułem.
Pamiętacie jegomościa, który uporał się z inwazją dziwnych zombie na blokowisku? To właśnie on. Niespokojny, chaotyczny i z obolałymi stopami, całymi w pęcherzach. Cóż, takie życie. (These boots are made for stomping - Symarip)
Wiemy już o kogo chodzi, ale czy też o co chodzi? Zdawać by się mogło, że o zemstę. Marek Zychla odkrywa dla nas historię Krisa, jego tragedię i siłę napędową do zemsty na skrzatach. Tak! Skrzatach. Mitologia irlandzka (i nie tylko zresztą) powraca, nie spodziewajmy się jednak bajkowej wersji znanej z szlifującej ostre kanty popkultury. Tu od pierwszych stron mamy duże wysycenie magią, wieszczeniem, octem i okrucieństwem. Taka bowiem jest mitologia - zarówno znana nam ze szkoły grecka, jak i irlandzka. Moc musi być skądś czerpana, a więc krew i cierpienie muszą znaleźć poczesne miejsce w działaniach wspomnianych skrzatów. Autor wrzuca nas od razu na głęboką wodę, każąc domyślić się reguł świata, w którym podróżujemy z Krisem i jego dziwną kompanią. Reguły - a więc rozgrywka.
Wątek Wi@rusa przetykany jest zapiskami Antybajta, stanowiącymi ostrzeżenie przed technologią. Nie ma tu luddyzmu, o nie. Punkt po punkcie przedstawia nam katastrofalny w skutkach rozwój SI. Podzespoły zawładnęły znanym nam światem, a ludzie skryli się w jaskiniach. A zaczynało się tak niewinnie... Właściwie - zaczyna, co uświadamia nam Autor.
Co tu mają wspólnego mitologia i technologia? Czy Kris zmierzając do starcia z rosnącym w siłę złem spotka coś innego? Wydaje mi się, że to zestawienie nie jest przypadkowe. Ludzie uwielbiają zabawę w Boga - zabawę, bo nigdy nie jest to przemyślane i świadome potęgi wynalazku i jego skutków. Wszystko na hurra - i jakoś to będzie. A może nie być. W mitologii konieczne nakłady, ofiary a wreszcie skutki są pokazane dość wyraźnie. Za skarb trzeba zapłacić cenę - wszystkim rządzą specyficzne reguły. Tak, znów zabezpieczenie w postaci reguł. Co z tego, że nie podlegają logice i nawet nie znamy ich do końca. Jak to w życiu, trzeba działać na podstawie ograniczonych danych. Reakcje musza być szybkie - nawet gdy nagle zjawia się Efemeryczna Czwórka trzeba być przygotowanym. Kris jest - ma swoje buteleczki i okrwawione stopy, bo już plan to nie bardzo. Marny z niego taktyk, o strategii nie mówiąc. Przypomina tu trochę holistyczną zabójczynię z serialu na podstawie powieści Douglasa Adamsa - a może po prostu taki jest, zawsze do przodu, bez względu na okoliczności (co ma swoje późniejsze uzasadnienie). Ciekawa to postać, trudna do określenia, mimo charakteru trudna do polubienia przez koniecznie okrutne czyny, ale jednak budząca jakąś dziwną nutę sympatii.
Marek Zychla z właściwą sobie przewrotnością, zmierzając w głąb tej smakowitej cebuli fabuły (mówiąc o cebuli mam na myśli warstwy oczywiście), brutalnie przerywa nasze domysły i rozważania nad istotą człowieka, przenosząc je na zupełnie inny poziom. Początkowa głęboka woda okazuje się być kałużą na brzegu Morza Północnego: wrzuca nas z niej w Rów Mariański - i nawet nie możemy być pewni, czy naprawdę widzimy dno. Rozmach tego pomysłu na powiązanie pozornie oderwanych treści przywodzi na myśl odległe echa "Robota" Snerga i niczym bohater "Incepcji" chcemy zejść głębiej. Ciężko tu kwestionować rzeczywistość - raczej trzeba zdecydować, KTÓRA jest właściwa i ostateczna. O ile w ogóle taka jest. Bo pytanie kim naprawdę są gracze daje szerokie pole do spekulacji.
Każda kolejna pozycja wychodząca spod pióra Marka jest lepsza - po gościnnych występach w "Horrorze na Roztoczu", przez "Hardboiled", "Pokłosie", rozwijając się w samodzielnym zbiorze "Przeczywistość" - konsekwentnie buduje markę (nomen omen, marka Marka) pisarza oryginalnego i intrygującego. Tym bardziej cieszy ponowne pojawienie się ilustracji Krzysztofa Wrońskiego nie tylko na okładce, ale i we wkładce komiksowej (widziałem już, choć w wersji recenzenckiej była tylko opisana przez Autora - uwierzcie, miażdży poziomem szczegółowości, zwłaszcza w odniesieniu do treści powieści).
Opowieść o zemście, ostrzeżenie przed zapędami naukowymi, przede wszystkim refleksja nad istotą człowieczeństwa, o tym co nas targa i tym targaniem kształtuje. Gorąco polecam każdemu czytelnikowi otwartemu na odważną i oryginalną literaturę. Zgłaszając nominacje do nagród im. Janusza Zajdla za rok 2017, już widzę murowanego kandydata na rok 2018. I oby tak dalej!

pokaż więcej

 
2018-05-07 15:47:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Po świetnym debiucie Rafał Cuprjak powraca w jeszcze lepszej formie. Intensywna i pełna głębokich emocji opowieść o marzeniach, miłości, cieniach historii i naszej codziennej rzeczywistości rozbitej na szkiełka witrażu.
Witraż, choć w samej powieści nie występuje - bo i fabuła opowiedziana przez różnych bohaterów maluje skrajnie odmiennymi odcieniami obraz świata.
Jeden budynek, Skrzydlak....
Po świetnym debiucie Rafał Cuprjak powraca w jeszcze lepszej formie. Intensywna i pełna głębokich emocji opowieść o marzeniach, miłości, cieniach historii i naszej codziennej rzeczywistości rozbitej na szkiełka witrażu.
Witraż, choć w samej powieści nie występuje - bo i fabuła opowiedziana przez różnych bohaterów maluje skrajnie odmiennymi odcieniami obraz świata.
Jeden budynek, Skrzydlak. Trzy mieszkania - Orłów, Kwiatków i Steina. Trzy opowieści przeplatające, odbijające te same kształty pod innym kątem, inną optyką. Rzeczywistość drżąca w posadach, rozdwajająca się, uderzająca niemożliwym. No i magiczna kraina, nie tak wspaniała jak mogłaby się wydawać. Historia sięgająca swoim długim cieniem obecnych zdarzeń, będąca ich wytłumaczeniem i dopełnieniem.
Trudno tu prosto i dokładnie przekazać wrażenia o prozie Cuprjaka, bo mimo bardzo spójnego i konsekwentnego prowadzenia historii dużo tu artyzmu, przenikają z kart jazz i malarstwo (czasem kojarząc się ze znanymi dziełami - jak w pewnym momencie zobaczyłem wariację na temat obrazu "Wędrowiec przed morzem mgły"), wszystko tętni życiem, emocjami, miłością, tragedią, kolorowane jest krwią rozcieńczaną alkoholem. Znów epizodycznie pojawia się Nóż, bo przecież to Miasto. Mamy tu artystę, rodzinę dawnych punków i bogobojnego patriotę. Cuprjak nie boi się wziąć na warsztat takiego spektrum postaw, nierzadko doprowadzając je do skrajności - ale bez obrażania, zajmowania stron, niczym bezstronny malarz ukazujący nam obraz, czy witraż właśnie mieniący się różnymi odcieniami.
Od początków Skrzydlaka stopniowo poznajemy historię Jerzego Wolańskiego i jego rodziny, mieszkańców kamienicy, ich potwornych losów w czasie okupacji, potomków nieświadomych działań sprzed lat, ale będących w jakimś stopniu echem przodków. Kochają (miłością absolutną, tą piękną, tą szaloną i tą toksyczną w swym zatraceniu) i marzą, ale jaką cenę przyjdzie im zapłacić? Czy są gotowi na poświęcenie? Czy warto w ogóle tyle poświęcić dla szczęścia - czy też tego, co się szczęściem jawi? Warto się zastanowić nad tą ułudą magii, bo i w kolorowej krainie z boska mocą objawia się inwazyjna Sieć. Warstwy czasowe nakładają się na siebie, a obraz rzeczywistości błyszczy dwoma stronami medalu, każąc zastanowić się nad Bogiem i boskością. Swoją drogą ciekawe ujęcie, bo ani droga Wolańskiego, ani Orła, ani nikogo innego nie daje optymalnego rozwiązania - ot, ludzki los błądzić, w nieraz daremnych próbach podążania za ideałami. Tylko czy nie tracimy wówczas z oczu tego, co najważniejsze? Autor zdaje się mówić, zwolnijcie, zatrzymajcie się i spójrzcie uważniej. W coraz większym pośpiechu brakuje nam tego - ale przecież bezczas i trwanie w niepamięci nie są alternatywą.
Twórczość Cuprjaka niezawodnie wymyka się klasyfikacjom, bo nie można jej przypisać do konkretnego gatunku - są one tylko narzędziami, niczym pędzle różnej grubości czy odmienne dłuta. Piękna to literatura, niebojąca się odważnych posunięć, brutalnych opisów, niewygodnych pytań. Tyle mówi się o Orbitowskim, a o Cuprjaku cisza. Dziwne, bo sądząc po samych "Wigilijnych psach" - u Cuprjaka ciężar gatunkowy obyczajowości, historii i zadumy nad człowiekiem jest dużo większy, przy czym styl, jak dla mnie, jest dużo bardziej porywający, plastyczny i jakby organicznie obrazowy. Autor nie stroni od synestezji, ale i zderzania sacrum i profanum - cierpienia i miłości z pijackim upadkiem i ekstremizmem, spaczonej wolności i rozpaczliwego obłędu miłości. Czyta się jednym tchem, z pełnią podziwu dla drobiazgowości w osadzeniu detali, które odegrają rolę w niesamowitym finale. I ten twist na koniec, niczym pięść uderzająca w przeponę pozbawia czytelnika tchu i zostawia samego, pełnego pytań i myśli, w oczekiwaniu na kolejną powieść Rafała Cuprjaka.
Wspaniała opowieść, po której długo nie można się otrząsnąć - przy czym zupełnie nie zważająca na schematy, ale też nie burząca ich dla samej post(post)modernistycznej frajdy destrukcji. Unikatowa jakość na polskim rynku, więc naprawdę warto zwrócić uwagę.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Genius Creations.

pokaż więcej

 
2018-04-23 15:02:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

http://slpablos.blogspot.com/2018/04/ucieczka-krzysztof-t-dabrowski.html

 
2018-04-23 15:00:05
Ma nowego znajomego: marindek
 
2018-04-23 14:59:54
Ma nowego znajomego: Matylda Saresta
 
2018-04-23 14:59:41
Ma nowego znajomego: Cezary Czyżewski
 
2018-04-10 21:26:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Alazza (tom 2)

Jeżeli ktoś jeszcze nie poznał Alazzy, niech się koniecznie zaopatrzy - najlepiej w oba tomy! To jakieś zaprzeczenie reguły, bo po porywającej pierwszej części dostajemy jeszcze lepszą kontynuację. Już jutro premiera, więc zamawiajcie!
Stabilne życie z demonicą u boku? Nie brzmi to wiarygodnie, ale chyba tego chciałby Tadeusz. Niedoczekanie! Alazza znika w dziwnych okolicznościach, a fizyk...
Jeżeli ktoś jeszcze nie poznał Alazzy, niech się koniecznie zaopatrzy - najlepiej w oba tomy! To jakieś zaprzeczenie reguły, bo po porywającej pierwszej części dostajemy jeszcze lepszą kontynuację. Już jutro premiera, więc zamawiajcie!
Stabilne życie z demonicą u boku? Nie brzmi to wiarygodnie, ale chyba tego chciałby Tadeusz. Niedoczekanie! Alazza znika w dziwnych okolicznościach, a fizyk pogrąża się w poszukiwaniach, zaczynając podążać za niebezpiecznymi magicznymi tropami. Do leśniczówki wraca też Roman - i nie jest szczęśliwy na widok tego, co zastał...
Cezary Czyżewski nie skupia się tylko na parze Tadeusz-Ala, co znacznie ubarwia powieść. Poza Romanem mamy przecież też Piotra - u którego zachodzi sporo zmian i zapadają ważne decyzje - i Roszczaka, który tym razem robi dużo lepsze wrażenie. Powracają Węgliszek i Smoluch, pojawia się też nowa postać, ale nie zdradzam szczegółów. Bardzo dobrym zabiegiem jest pewne przetasowanie bohaterów, lekka zmiana konfiguracji, która zmienia nieco - hmmm - optykę relacji i pozwala lepiej poznać zarówno policjantów, jak i demonicę. Postaci nie są statyczne, jak to ludzie (i nie tylko) zmieniają się i odkrywają nowe, nieznane oblicza.
Mgły przeszłości... Ala będzie musiała zmierzyć się z historią, by wykuwać swoją przyszłość. Jej podróż do źródeł nie będzie tu jednak jedynym wątkiem historycznym - inne tropy wiążą się z pewnym znanym wegetarianinem i abstynentem o charakterystycznym wąsie. To bardzo mnie ucieszyło, bo wątki ezoteryczne i magiczne w ideologii nazistowskiej są intrygujące (sporo o tym mówi książka "Szatan i swastyka", polecam mimo pewnej nienaukowości), a Autor umiejętnie wplótł je w historię i geografię Bydgoszczy i okolic. Nazistowskie tajemnice są głęboko osadzone w tajemniczym kompleksie, a krążąca wokół łysogłowa postać spowoduje sporo perturbacji.
Mamy tu też sporo konkretnego humoru, mrugającego do czytelnika odniesieniami do pewnych produkcji telewizyjnych - nieźle mnie rozbawiły. Nie jest to jednak kluczowy składnik fabuły, bo mamy tu do czynienia z rasowym thrillerem, gdzie akcja nie zwalnia tempa, stawiając nas zarówno przed zagadkami, jak i niebezpieczeństwami - niekoniecznie ze znanego nam świata. Nowi gracze spoza fizycznej rzeczywistości zmieniają trochę układ sił i wnoszą ciekawe zależności.
Rozłąka Alazzy i Tadeusza zasiewa też ziarno nadziei, bo potężny cliffhanger po dramatycznym i nakreślonym z rozmachem finale pozwala czekać na wiele kolejnych tomów przygód fizyka i demonicy. Nie wiem jak długo i intensywnie możnaby eksploatować legendy ziemi bydgoskiej, ale na pewno jeśli nie samo miasto, to i okolice przyniosą wiele inspiracji dla kolejnych przygód. Trzymam kciuki za Cezarego Czyżewskiego, bo bardzo leży mi ten humor i dystans, wyważenie racjonalizmu i elementów mistycznych, wartka akcja, postaci są z rodzaju tych, do których szybko się przywiązujemy i czekamy co się z nimi stanie. Zwłaszcza po takim zakończeniu!
Błogosławione kule... a gdzie Święty Granat Ręczny z Antiochii? ;)
Nie chcę zdradzać za wiele szczegółów, więc powiem tylko że nie sama Bydgoszcz odgrywa tu rolę, tropy prowadzą do wielu miast poza Polską.
Dodatkowo byłby to niezły materiał do ekranizacji, ale znając polskie seriale... lepiej nie. Zresztą niektóre sceny zepchnęłyby go do emisji w późnych godzinach nocnych. No, ale i ekranizacja Harry'ego Dresdena mimo bycia ciekawą samą w sobie dość znacząco odbiegała od pierwowzoru.
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Autorowi i gorąco zachęcam do kupna - premiera już 11.04.2018.

pokaż więcej

 
2018-03-20 11:44:03
Został fanem autora: Marek Zychla
 
Moja biblioteczka
564 141 563
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (19)

Ulubieni autorzy (11)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (1)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd