Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Paulina 
naksiazki.blogspot.com
status: Czytelnik, ostatnio widziany 1 dzień temu
Teraz czytam
  • Immunitet
    Immunitet
    Autor:
    Najmłodszy w historii sędzia Trybunału Konstytucyjnego zostaje publicznie oskarżony o zabójstwo człowieka, z którym nic go nie łączy. Ofiara pochodzi z innego miasta i nigdy nie spotkała swojego rzeko...
    czytelników: 8510 | opinie: 583 | ocena: 7,66 (4775 głosów)
  • Na południe od Brazos
    Na południe od Brazos
    Autor:
    Oddana po raz pierwszy do rąk czytelników w 1985 roku „Na południe od Brazos” Larry'ego McMurtry’ego to powieść wyjątkowa. Doceniona zarówno przez krytyków (Nagroda Pulitzera), jak i czytelników (śred...
    czytelników: 1442 | opinie: 65 | ocena: 8,62 (271 głosów) | inne wydania: 1
  • Piąty płatek róży
    Piąty płatek róży
    Autor:
    Współczesne Salem, malowniczo położone na chłostanym wichrami wybrzeżu Atlantyku. Historia kilku pokoleń kobiet i opowieść o przeszłości zaklętej w teraźniejszości. John Rafferty, komendant policji w...
    czytelników: 155 | opinie: 4 | ocena: 6,18 (17 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-04-23 20:12:53
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-04-23 20:11:10
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, E-booki
 
2018-04-16 17:12:19
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, E-booki
 
2018-04-14 12:38:46
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Joanna Chyłka (tom 4)
 
2018-04-14 12:37:57
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Posiadam
Cykl: Kroniki Ocalałych (tom 1)

* recenzja pochodzi z bloga www.naksiazki.blogspot.com


Oglądaliście kiedyś "Księżniczkę i łowcę"? O głównej bohaterce można powiedzieć wiele, ale z pewnością nie to, że jest potulna niczym baranek i wrażliwa jak Róża z "Małego księcia". Podobną i równie delikatną księżniczką jest Lia z "Fałszywego pocałunku" Mary E. Pearson, w którym magia miesza się z brutalnością, a kłamstwo stosowane jest...
* recenzja pochodzi z bloga www.naksiazki.blogspot.com


Oglądaliście kiedyś "Księżniczkę i łowcę"? O głównej bohaterce można powiedzieć wiele, ale z pewnością nie to, że jest potulna niczym baranek i wrażliwa jak Róża z "Małego księcia". Podobną i równie delikatną księżniczką jest Lia z "Fałszywego pocałunku" Mary E. Pearson, w którym magia miesza się z brutalnością, a kłamstwo stosowane jest częściej niż prawda.
Ta baśń nie będzie ani odrobinę baśniowa.




Lia jest księżniczką - i jak na księżniczkę przystało - ma poślubić księcia. Mężczyznę, którego nie tyle nie zna, co nigdy nawet nie spotkała.
Lia ma też własny plan na życie, a ten nie obejmuje małżeństwa z obcą osobą. Ucieka więc z domu, rujnując tym samym kruche porozumienie między dwoma rodami.
Schronienie znajduje w małej wiosce, a pracę w niewielkiej gospodzie. Życie zaczyna jawić jej się w jasnych barwach, a na horyzoncie pojawia się dwóch przystojnych młodzieńców, gotowych skraść jej serce. Nie wie jednak, że każdy z nich ma do odbycia własną krucjatę.


Jeden z nich musi ją zabić.
Drugi to porzucony niemal przed ołtarzem książę.

Kto zostanie zwycięzcą..?



Przeczytałam w swoim życiu naprawdę wiele książek, ale jeszcze nigdy dotąd nie trafiłam na taką, która choć trochę przypominałaby "Fałszywy pocałunek". Ni to romans, ni powieść historyczna, nawet nie zwykła przygodówka i nie klasyczne fantasy - trudno jest przypisać tę powieść do jednego tylko gatunku (co absolutnie nie jest wadą!). Mary E. Pearson stworzyła tak smaczne gatunkowe combo, że naprawdę trudno o to, by komukolwiek nie przypadło ono do gustu. Wykreowała charakternvch i odważnych (no, przeważnie :D ) bohaterów, którzy wzbudzają sympatię i mało kiedy doprowadzają do szewskiej pasji (co nie ukrywajmy, jest sztuką w tego typu książkach). Niektórym przeszkadzać może rozgrywający się na kartach powieści trójkąt miłosny (do przesady przecież wykorzystywany w literaturze młodzieżowej), mnie jednak zbytnio nie raził, może dlatego, że był dosyć subtelny. Fenomenalnym zabiegiem było ukrycie prawdziwej tożsamości Księcia i Zabójcy (oczywiście do pewnego momentu ;) ) - wiemy, że o względy Lii z różnych powodów zabiega dwóch mężczyzn, nie wiemy jednak, który z nich jest tym, który ma ją zgładzić, a który tym, którego niegdyś odtrąciła. Próbowałam wywnioskować to z części, w którym autorka oddawała im narrację, próbowałam czytać między wierszami, ale cóż, niestety, poniosłam sromotną klęskę. Brawo, pani Pearson, zwykle niełatwo jest wyprowadzić mnie w pole ;)
Pamiętajcie jednak, że "Fałszywy pocałunek" to nie tylko trójkąt miłosny, to także opowieść o często skomplikowanych relacjach rodzinnych, o konflikcie między pragnieniami, a powinnością. Gdzieś w tle pojawiają się też duchy przeszłości, a pochopnie podjęte decyzje okazują się być tragiczne w skutkach. Akcja jest dynamiczna, dialogi żwawe i nieoderwane od rzeczywistości, a sam pomysł na fabułę i stylizowanie powieści na książkę historyczną (choć w gruncie rzeczy wcale nią przecież nie jest ;) ) okazały się strzałem w dziesiątkę.
Czegóż chcieć więcej? ;)




Jeśli lubicie nieoczywistych bohaterów i niełatwe wybory, jeśli przepadacie za pełnymi akcji i nieoczekiwanych wydarzeń powieściami i jeśli odrobinę przejadły Wam się już księżniczki rodem z bajek Disneya, to "Fałszywy pocałunek" Mary E. Pearson jest książką, którą zdecydowanie powinniście się zainteresować.
Tym bardziej, że już niebawem usłyszeć będzie można o jej kontynuacji.

To jak, przeczytasz? ;)

pokaż więcej

 
2018-04-12 13:02:40
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, E-booki
Cykl: Consolation Duet (tom 1)
 
2018-04-08 23:37:53
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Posiadam

* recenzja pochodzi z bloga www.naksiazki.blogspot.com



Najgorszą chyba wadą młodzieżówek jest ich brak oryginalności. Wydawać by się mogło, że jedynym godnym uwagi tematem jest albo śmiertelna choroba, albo drama z przeszłości, która uniemożliwia rozkwitnięcie świetnie zapowiadającego się związku. Na szczęście powoli pojawiają się już autorzy, którzy nieśmiało próbują przemycić do tej...
* recenzja pochodzi z bloga www.naksiazki.blogspot.com



Najgorszą chyba wadą młodzieżówek jest ich brak oryginalności. Wydawać by się mogło, że jedynym godnym uwagi tematem jest albo śmiertelna choroba, albo drama z przeszłości, która uniemożliwia rozkwitnięcie świetnie zapowiadającego się związku. Na szczęście powoli pojawiają się już autorzy, którzy nieśmiało próbują przemycić do tej literatury troszkę inną problematykę i którzy nie boją się pisać o - na przykład - chorobach psychicznych.
Tym ostatnim zresztą swoją najnowszą powieść poświęca Krystal Sutherland, znana już polskim czytelnikom z "Chemii naszych serc".
Jej nowa książka jest ciekawa.
Jest dobra.
A już z całą pewnością jest nieszablonowa.




Rodzina Esther Solar jest... specyficzna.
Ojciec od lat tkwi uwięziony w piwnicy. Matka ma pociąg do hazardu, brat panicznie boi się ciemności, a dziadek... Dziadek wmówił sobie, że się utopi, dlatego kontakt z wodą ograniczył do minimum.
Esther żyje w przekonaniu, że nad jej rodziną ciąży klątwa, ale sama nie odkryła jeszcze, czego najbardziej się boi. Tworzy więc "Prawie ostateczną listę najgorszych koszmarów", na której to skrupulatnie umieszcza potencjalne lęki. I wszystko byłoby (w miarę) dobrze, gdyby nie przypadkowe spotkanie ze znajomym sprzed lat, który jednym niecnym uczynkiem burzy chaotyczny ład w życiu Esther.

Jonah zaczyna od kradzieży listy.
Ostatecznie... Ostatecznie kradnie o wiele, wiele więcej.




Moje pierwsze spotkanie z twórczością Krystal Sutherland nie było wybitnie udane. Traf chciał, że "Chemię naszych serc" przeczytałam niedługo po fenomenalnych "Wszystkich jasnych miejscach" Niven i naprawdę niemożliwym było, by w tamtym momencie jakakolwiek książka spodobała mi się bardziej niż historia Violet i Fincha. Całe szczęście, że Krystal Sutherland napisała drugą powieść, dzięki której mogłam - W KOŃCU - przekonać się, jak ciekawą i pomysłową jest autorką.
Dawno nie czytałam tak przyjemnej i oryginalnej młodzieżówki. Jestem zachwycona pomysłem Sutherland na fabułę - uczynienie z lęków numerków na liście i późniejsze mierzenie się z nimi to coś, z czym nigdy dotąd nie zetknęłam się w książkach. Zresztą lęki Esther to główny, ale nie jedyny ważny element tej historii - Krystal Sutherland porusza również problem depresji, nerwic, wyobcowania społecznego czy mutyzmu. Robi to w sposób niezwykle przystępny, daleki od coachingowych wywodów czy naukowego żargonu; wspaniale kreśli też relacje w nieco dysfunkcyjnej rodzinie (a w zasadzie w dwóch rodzinach), a jej bohaterowie... Nie będzie przesadą, gdy powiem, że są świetni. Tak normalni, niedoskonali i po prostu ludzcy, że aż chciałoby się ich poznać. Jestem pod wielkim wrażeniem Jonaha, empatycznego, dobrego i szalenie altruistycznego, a przy tym niezwykle uroczego i dowcipnego. Polubiłam też Esther, która nie zawsze jest racjonalna, a która tak naprawdę jest po części w każdym z nas. Sutherland należą się również wielkie brawa za rozmowy o depresji - zwłaszcza te u schyłku książki - między rodzeństwem, Esther i Eugene. Są nienachalne, są przejmujące, są mądre. Są po prostu idealne.
Skoro o rozmowach mowa - "Prawie ostateczna lista najgorszych koszmarów" to nieskończenie wiele świetnych dialogów i mnóstwo humoru sytuacyjnego. Jestem w zasadzie pewna, że nie istnieje osoba, na której twarzy nie zakwitnie choć sekundowy uśmiech po przeczytaniu wymiany zdań między Esther a Jonahem. Są zabawne, są urocze, są - powtórzę! :D - idealne.
Lubię retrospekcje w książkach i jestem wręcz zachwycona wstawkami z przeszłości dziadka Esther, od którego to zaczęła się rodzinna klątwa. Jego spotkania z tajemniczym Panem Śmierć i cały metafizyczny wątek są poprowadzone tak ciekawie i opowiedziane w przyjemny, gawędziarski sposób, że nic, tylko chciałoby się ich więcej.
Swoją drogą... Nie miałabym nic przeciwko kolejnym książkom pani Sutherland ;)



"Prawie ostateczna lista najgorszych koszmarów" to niezaprzeczalnie jedna z tych mądrych, nieprzeintelektualizowanych młodzieżowych książek, po które sięgnąć powinien każdy nastolatek, niezależnie od tego, czy akceptuje siebie i swoje życie, czy też może wręcz przeciwnie.
Najnowsza powieść Krystal Sutherland to przepiękna lekcja radzenia sobie z kompleksami, problemami i strachami; to opowieść o oswajaniu tych ostatnich i o odkrywaniu tego, co w nas najlepsze.
Z całego serca polecam ;)

pokaż więcej

 
2018-03-29 23:42:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Posiadam

Nie cierpię rozczarowań.
Nie lubię sytuacji, gdy w zapowiedziach wydawniczych znajduję książki, na których przeczytanie mam ochotę większą niż na tabliczkę czekolady podczas diety, a które ostatecznie okazują się niczym więcej jak tylko mocno przeciętnym czytadłem .
Nie znoszę się mylić i kończyć z nudną, obarczoną całym stosem wad powieścią.
A ostatnio - niestety! - tak właśnie się stało.




...
Nie cierpię rozczarowań.
Nie lubię sytuacji, gdy w zapowiedziach wydawniczych znajduję książki, na których przeczytanie mam ochotę większą niż na tabliczkę czekolady podczas diety, a które ostatecznie okazują się niczym więcej jak tylko mocno przeciętnym czytadłem .
Nie znoszę się mylić i kończyć z nudną, obarczoną całym stosem wad powieścią.
A ostatnio - niestety! - tak właśnie się stało.




Można być złamanym na wiele sposobów.
Można być martwym i wciąż mieć wyczuwalny puls.
Można umierać, a przy tym próbować odnaleźć w życiu jakiś sens.

Parker przeżyła niczym nieuzasadniony atak. Jej ciało pokryły blizny, a serce skuł lód. Nie chce pamiętać o przeszłości, ale nie chce też angażować się w przyszłość. Życie przecieka jej między palcami, a ona sama nie widzi w tym problemu.
Widzi go za to Everett, który powoli żegna się już ze swoim. Za cel obiera sobie pokaleczoną duszę Parker i ze wszystkich sił próbuje tchnąć w nią choć iskierkę radości. Sprawić, by zechciała żyć; tak naprawdę; pełnią życia.

Ale jego zegar wciąż tyka.
Tik
Tok



Czytam dużo książek. Czasem myślę, że aż za dużo i że właśnie przez to niektóre powieści, które zdobywają rzesze fanów, mnie osobiście nudzą, a czasem nawet i przyprawiają o mdłości do przesady powtarzanymi schematami. Tak też stało się z "Dziesięć poniżej zera" Whitney Barbetti.
4.3 na Goodreads, 8.52 na Lubimy czytać, a ja nieustannie zastanawiam się "w zasadzie dlaczego?".
Zaczęło się nienajgorzej. Przypadkowy SMS, spotkanie w barze, a gdzieś w tle traumatyczne doświadczenia i śmiertelna choroba. A potem... Potem było niestety coraz gorzej.


Ciąg dalszy na http://naksiazki.blogspot.com/2018/04/recenzja-dziesiec-ponizej-zera-whitney.html

pokaż więcej

 
2018-03-24 21:34:43
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Posiadam
Seria: Myślnik

* recenzja pochodzi z bloga www.naksiazki.blogspot.com



Wychodzi na to, że przez dłuższy czas nie uwolnię się od powieści z motywem straty i idącej za nią żałoby. Najnowsza książka od Bukowego Lasu, będąca jednocześnie debiutem literackim na polskim rynku pewnego Amerykanina, kolejny już raz podejmuje ten niezbyt kolorowy i nie do końca wesoły temat.
Pytanie tylko - czy robi to lepiej niż...
* recenzja pochodzi z bloga www.naksiazki.blogspot.com



Wychodzi na to, że przez dłuższy czas nie uwolnię się od powieści z motywem straty i idącej za nią żałoby. Najnowsza książka od Bukowego Lasu, będąca jednocześnie debiutem literackim na polskim rynku pewnego Amerykanina, kolejny już raz podejmuje ten niezbyt kolorowy i nie do końca wesoły temat.
Pytanie tylko - czy robi to lepiej niż jej poprzednicy?



Tess ma siedemnaście lat i kocha chłopaka, z którym kontaktuje się jedynie przez internet.
A raczej kochała, bo Jonah, wspomniany chłopak, zupełnie nieoczekiwanie popełnia samobójstwo.
Zaskoczona dziewczyna reaguje w jedyny znany sobie sposób - po prostu ucieka, uprzednio rzucając odrobinę dziwną szkołę. Wprowadza się do ojca, z którym łączą ją - delikatnie mówiąc - nienajlepsze relacje i który - o ironio! - zajmuje się organizacją nietypowych pogrzebów.
Ale czy ucieczka naprawdę jest jakimkolwiek rozwiązaniem? I czy można odnowić mocno nadszarpnięte relacje w momencie, gdy całe życie wali się w gruzy...?



Wiecie jaki jest problem z rewelacyjnymi książkami? Otóż taki, że później porównuje się do nich każdą kolejną, która porusza podobny temat i żadna, dosłownie żadna, nie jest w stanie spełnić absurdalnie wygórowanych oczekiwań, choć przecież - obiektywnie - wcale nie jest zła. Właśnie tak "skrzywiły" mnie "Listy do utraconej" Brigid Kemmerer, które to niezmiennie są moim nr 1, jeśli chodzi o powieści z motywem żałoby. Być może właśnie dlatego "To, co widzę bez ciebie" nie wywarło na mnie odpowiedniego wrażenia.
Okładkowe hasło twierdziło, że Fani "Gwiazd naszych wina", "Wszystkich jasnych miejsc" i "Trzynastu powodów" będą się śmiali i płakali, czytając tę powieść, tymczasem ja ani nie uroniłam nawet jednej łezki, ani nie śmiałam się przez łzy. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest zła/słaba/nieudana powieść. Bognanni stworzył całkiem zgrabną historię, która ma kilka dobrych momentów (czy to takich, które lekko chwycą za serce, czy takich, które wywołają na twarzy przelotny uśmiech) i dosyć interesujących bohaterów, mających swoje wady i przywary. Nieźle nakreślił też relacje między nimi, przy czym nie skupił się wyłącznie na związku dwójki - a w zasadzie trójki - nastoletnich bohaterów (choć nie ukrywam, to właśnie on stanowi lwią część opowieści), ale pokazał nam też kruche porozumienie między rodzicami, a ich dzieckiem z nadwątlonym już zaufaniem. Dał nam wskazówki, jak odbudować na pozór zniszczone relacje (albo przynajmniej jak próbować to zrobić) i udowodnił, że po każdym ciosie można się podnieść.
Bognanni starał się również przemycić garść głębszych treści (abstrahując już od głównego wątku), a sposób, w jaki to robi jest do złudzenia stylizowany na Greena. I nie jest to wada (wszak dobrze jest czerpać z odpowiednich wzorców), co po prostu stwierdzenie faktu. Oczywiście Peter Bognanni nie może się jeszcze równać z Greenem, ale biorąc pod uwagę, że "To, co widzę bez ciebie" jest poniekąd debiutem tego pierwszego, powiedzenie, że ta książka ma sens, a jej autor potencjał, nie będzie zbytnią przesadą.



"To, co widzę bez ciebie" to zdecydowanie dobra książka; oczywiście wtedy, gdy nie szuka się w niej na siłę wad i jeśli wcześniej nie miało się do czynienia z czymś znacznie lepszym. Ja - niestety! - zostałam już spaczona przez panią Kemmerer i jej fenomenalną historię, ale Wy - jeśli wciąż jesteście nieobciążeni piętnem "najlepszej książki w swojej kategorii" i jeśli tylko macie ochotę na kawałek co prawda krótkiej, ale przede wszystkim porządnej i wartościowej opowieści, to nie wahajcie się i dajcie szansę dopiero co wchodzącemu na pisarską arenę Bognanniemu.
Myślę, że na nią zasługuje.

pokaż więcej

 
2018-03-24 21:34:28
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Posiadam
Cykl: Tajemnica Askiru (tom 1)

* recenzja pochodzi z bloga www.naksiazki.blogspot.com



Nie czytam fantastyki. Nie lubię na siłę udziwnianych światów, bohaterów o mocy większej niż ta Hulka i miasteczek, których nazw nawet nie potrafię wymówić. O ile jeszcze przełknę "lekką fantastykę" (w stylu chociażby "Zmierzchu"), o tyle o high fantasy trzymam się tak daleko jak tylko mogę.
A jednak przeczytałam "Pierwszy róg"...
* recenzja pochodzi z bloga www.naksiazki.blogspot.com



Nie czytam fantastyki. Nie lubię na siłę udziwnianych światów, bohaterów o mocy większej niż ta Hulka i miasteczek, których nazw nawet nie potrafię wymówić. O ile jeszcze przełknę "lekką fantastykę" (w stylu chociażby "Zmierzchu"), o tyle o high fantasy trzymam się tak daleko jak tylko mogę.
A jednak przeczytałam "Pierwszy róg" Schwartza, opisywany jako wielotomową sagę w nurcie high/urban fantasy.
Przeczytałam i - o dziwo! - wcale nie było tak źle, jak się spodziewałam.



Gdy panuje zamieć, a w jednej gospodzie ścierają się różne światy, wszystko się może zdarzyć.
Lea dzierży w dłoniach magiczny miecz.
Havald jest starcem, który ponoć nie ma imienia i który na nic już nie czeka.
Janos, przywódca bandy rabusiów, za cel obrał sobie jedną z córek gospodarza.
Pośród rozmów, biesiadnych tańców i kufli pełnych piwa, rozkwitają relacje, tworzą się burdy, a w końcu i pewna opowieść, która doprowadzi wszystkich do Askiru.
Miasta z legend.




Wspominałam już, że nie przywykłam do czytania fantastyki i skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie obawiałam się lektury "Pierwszego rogu". Mawiają, że nie taki diabeł straszny jak go malują i powieść z nurtu high fantasy może być całkiem niezła, choć - oczywiście! - nie jest pozbawiona wad.
Cieszę się, że Schwartz nie odpłynął zbyt daleko w kreacji świata przedstawionego - co prawda mamy tu i elfy, i magię, i jeszcze epizod z wilkołakiem, ale w gruncie rzeczy świat ten jest bardzo podobny do naszego, tego prawdziwego. Za plus należy też uznać bohaterów, których stworzono z precyzją i naprawdę solidnie - każdy z nich jest bardzo charakterystyczny, pełen życia i barw. Akcja, choć na początku nieco ślamazarna, z czasem nabiera tempa i pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że momentami gna na łeb, na szyję. Niestety Schwartz ma tendencję do nagłych przeskoków jeśli chodzi o miejsce akcji czy też jej dynamikę - momentami idzie się pogubić w jego logice (albo raczej w jej braku). Kilkukrotnie straciłam wątek i musiałam wracać do poprzednich stron i wydarzeń, by w ogóle zrozumieć, co właśnie się zdarzyło". "Pierwszy róg" to również nierównie dialogi. Przez "nierówne" mam na myśli to, że raz są one inteligentne, dowcipne i napisane z przytupem, a innym razem są tak żałosne, że wywołują uśmiech pełen politowania. Razi też mieszanie słownictwa - eleganckich, pełnych emfazy zwrotów czy zdań z bluzgami i kolokwializmami, chociaż nie tak bardzo jak wciśnięty niemal na siłę wątek romansowy. Panie Schwartz, na litość boską, naprawdę? Czyż nie lepiej byłoby oprzeć się na poczciwej relacji uczeń-mistrz, zamiast tworzyć absurdalny związek starca i młodziutkiej elfki?
Co jeszcze... Zabrakło mi Askiru, miasta, od którego nazwę wziął przecież cykl zapoczątkowany przez "Pierwszy róg". Pojawia się w ledwie kilku wzmiankach i mam wrażenie, że jego znaczenie całkiem się rozmywa. Ja rozumiem, że to dopiero pierwsza część wielotomowej sagi, ale liczyłam na coś więcej niż burdy w barze czy łóżkowe podboje nadprzyrodzonych istot.
Całe szczęście, że Shwartz - mimo wszystko - ma całkiem przyjemny i niezbyt toporny styl; dzięki temu można odrobinę przymknąć oko na wady i nienajgorzej spędzić czas z jego książką.




"Pierwszy róg" powinien spodobać się tym z Was, którzy pasjami grają w gry RPG i tym, którzy lubią książki ze szczyptą magii. Jeśli szukacie chwilowego zastępstwa za Sandersona i tomiszcza, z którym będziecie mogli spędzić więcej niż jeden tylko wieczór, to śmiało próbujcie ze Schwartzem i jego "Pierwszym rogiem".
Co prawda Sanderson to to nie jest, ale mam nadzieję, że i tak nie będziecie narzekać ;)

pokaż więcej

 
2018-03-20 16:59:45
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-03-18 23:17:35
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Posiadam
Autor:
Cykl: Współczesne baśnie (tom 1)

* recenzja pochodzi z bloga www.naksiazki.blogspot.com



Wyobraźcie sobie, że macie lat dwadzieścia plus 2^2 - 1 i od zawsze jesteście ogromnymi fanami bajek (i wszelkich baśni). Wciąż je czytacie i oglądacie, choć nieco uwiera Was już świadomość, że może nie wypada, może czas wyrosnąć z pieluch i zacząć sięgać wyłącznie po pozycje przeznaczone dla starszych odbiorców.
Z drugiej strony -...
* recenzja pochodzi z bloga www.naksiazki.blogspot.com



Wyobraźcie sobie, że macie lat dwadzieścia plus 2^2 - 1 i od zawsze jesteście ogromnymi fanami bajek (i wszelkich baśni). Wciąż je czytacie i oglądacie, choć nieco uwiera Was już świadomość, że może nie wypada, może czas wyrosnąć z pieluch i zacząć sięgać wyłącznie po pozycje przeznaczone dla starszych odbiorców.
Z drugiej strony - czemu porzucać coś, co się kocha? Gdyby tylko można było znaleźć złoty środek...
Pozwólcie więc, że zdradzę Wam pewien sekret - ten złoty środek naprawdę istnieje.
Zwą go "retellingami".
Po nie możecie sięgać w ciemno i bez oporów. Zwłaszcza wtedy, gdy są tak dobre jak "Weteran" Katy Regnery.




Pochodzą z Danvers, małego miasteczka w Wirginii.
Savannah opuściła dom, by podbić świat i rozwinąć swą dziennikarską karierę.
Asher pojechał na wojnę. Miał bronić kraju i pomagać tym, których zraniono na polu walki.
Przekorny los lubi jednak płatać figle - Asher, w wyniku wybuchu miny, zostaje poważnie okaleczony i oszpecony. Wraca do Danvers, by w samotności lizać drążące duszę i ciało rany.
Osiem lat później do Danvers wraca ktoś jeszcze.
Oszukana, zwolniona z pracy i upokorzona Savannah ucieka do rodzinnego miasteczka, by przeczekać najgorsze i na nowo uwierzyć w siebie. Propozycja przeprowadzenia niezwykłego wywiadu, którą otrzymuje pewnego dnia, staje się dla niej szansą na powrót do zawodu. Tym bardziej, że Savannah znalazła już idealnego kandydata do rozmowy.
Kandydata, który często zwie się bestią i który w nawet najśmielszych snach nie przypuszcza, jaką niespodziankę szykuje dla niego los.




Kiedy tylko dowiedziałam się o wydaniu w Polsce "Weterana" Katy Regnery, wiedziałam, że nie istnieje siła, która powstrzymałaby mnie przed jego przeczytaniem, wszak kocham bajki (zwłaszcza Walta D. :D ), a "Piękna i bestia" - dzięki swojemu przesłaniu - zajmuje w moim sercu specjalne miejsce.
Przeczytałam.
Przeanalizowałam.
I absolutnie się nie rozczarowałam.
Historia może i nie poraża oryginalnością, a jej finał jest banalnie łatwy do przewidzenia (chociaż nie, on jest w zasadzie znany już od pierwszej strony ;) ), ale w żaden sposób nie umniejsza to przyjemności, którą czerpie się z lektury. Całość jest nieco naiwna i miejscami troszkę przesłodzona, ale czyż nie tego właśnie oczekujemy od baśniowych opowieści? ;)
"Weteran" to swego rodzaju ewenement - jest zlepkiem wszystkich tych motywów, które tak nieziemsko irytują mnie w literaturze (bo posłuchajcie tylko, mamy tu i zranione duszyczki z bagażem doświadczeń, mamy zakochaną w sobie po uszy parę i mamy też przewidywalne na wskroś zakończenie), a które - o dziwo! - tym razem zupełnie mi nie przeszkadzały. Regnery posługuje się tak leciutkim piórem i tak sympatycznie (i płynnie!) snuje swoją opowieść, że zamiast uśmiechu pełnego politowania wyciska na naszych twarzach ten najprawdziwszy, do którego kilka razy nieśmiało dołącza też łezka wzruszenia. Katy pokusiła się nawet o mały zwrot w relacji naszych bohaterów, za co oczywiście należy jej się duży plus - była to szczypta realizmu, którą posypano uczucie Savannah i Ashera.
Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że jest gro lepszych książek niż ta Regnery. Może mądrzejszych, może mniej przewidywalnych, może bardziej potrzebnych - nie zmienia to jednak faktu, że bardzo lubię tę historię, lubię Savannah (i zaskakująco prawdziwe tezy z magazynu jej siostry też :D ) i lubię Ashera.
Gdybym STRASZNIE chciała wytknąć tej powieści wady, być może wspomniałabym o odrobinę zbyt słabej analizie psychologicznej bohaterów (wszak jedyne przemyślenia i rozterki, do których mamy dostęp, dotyczą uczuć, które żywią do siebie nawzajem).
Ale czy chcę?
Nie, niekoniecznie ;)





Jeśli tak jak ja w podskokach pędzicie na każdą najnowszą animowaną produkcję Walta Disneya; jeśli tak jak ja stale odczuwacie niedobór romantycznych historii i jeśli (a może zwłaszcza! :D ) lubicie panów, którzy bez wstydu zaczytują się w romansach, to bez chwili zwłoki sięgajcie po "Weterana" Kate Regnery.
Przeczucie mówi mi, że będziecie zadowoleni ;)

pokaż więcej

 
2018-03-17 18:42:37
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, E-booki
Autor:
 
2018-03-14 22:44:48
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Autor:
Cykl: Dożywocie (tom 1) | Seria: Asy Polskiej Fantastyki
 
2018-03-11 14:24:21
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Posiadam

* recenzja pochodzi z bloga www.naksiazki.blogspot.com



Zauważyliście, że co jakiś czas zmieniają się "modne" w literaturze tematy? Po ukazaniu się "Gwiazd naszych wina" mogliśmy zaobserwować wysyp historii z chorobą nowotworową w tle, a chorym - bo jakżeby inaczej! - zwykle był nastolatek czy też osoba nieco starsza, ale wciąż dopiero wkraczająca w dorosłe życie.
Dziś, parę lat później,...
* recenzja pochodzi z bloga www.naksiazki.blogspot.com



Zauważyliście, że co jakiś czas zmieniają się "modne" w literaturze tematy? Po ukazaniu się "Gwiazd naszych wina" mogliśmy zaobserwować wysyp historii z chorobą nowotworową w tle, a chorym - bo jakżeby inaczej! - zwykle był nastolatek czy też osoba nieco starsza, ale wciąż dopiero wkraczająca w dorosłe życie.
Dziś, parę lat później, coraz popularniejsze stają się książki, które opowiadają o tym newralgicznym i ciężkim czasie "po". O czasie żałoby i o dalszym, uboższym o tę jedną osobę, życiu tych, którzy pozostali. Czytaliśmy "Coś o tobie i coś o mnie", zachwycaliśmy się "Listami do utraconej", w trymiga poznaliśmy "Lato Eden", a teraz... Teraz nadeszła pora na Sonię Belasco i jej "Mów do mnie".





Jej matka zmarła na raka, a jego przyjaciel na własne życzenie wylogował się z tego świata.

Melanie nie potrafi poradzić sobie ze śmiercią mamy. Odsuwa się od pogrążonego w rozpaczy ojca i zamyka przed światem, a sztuka i obrazy mają zbliżyć ją do utraconego rodzica.
Damon pożegnał przyjaciela i nieustannie obwinia się o jego samobójstwo. Bo dlaczego nie dostrzegł, że z Carlosem jest bardzo, bardzo nie w porządku? Dlaczego nie pomógł? Dlaczego... - pytania tylko się mnożą, a Damon próbuje znaleźć na nie odpowiedź przemierzając świat z aparatem Carlosa w dłoni.

I Melanie, i Damon starają się znaleźć ukojenie w sztuce. Kiedy jednak wezmą udział we wspólnych przygotowaniach do wystawienia szkolnego przedstawienia, zrozumieją, że nie można całkowicie odgrodzić się od ludzi i że ktoś, kto cię rozumie i trwa przy twoim boku bez względu na wszystko, naprawdę jest na wagę złota.
A samotność... Samotność jest przereklamowana.




Jest we mnie coś z masochistki, bo nałogowo czytam książki, co do których mam pewność, że doprowadzą mnie do łez. Oczywiście im większy niosą ładunek emocjonalny, tym lepiej.
I mimo że ten ostatni w "Mów do mnie" Soni Belasco jest nieporównywalnie mniejszy niż w chociażby wspomnianych wcześniej "Listach do utraconej" Brigit Kemmerer, to i tak - gwarantuję - parę razy ściśnie Was w gardle ze wzruszenia. Belasco pisze bowiem bardzo przystępnie i - choć oszczędnie - to również poruszająco. Każdy rozdział (opowiadany naprzemiennie, z perspektywy obojga bohaterów) poprzedzają króciutkie wstawki pisane przez Melanie i Damona. Można powiedzieć, że wstawki te są listami do osób, które stracili. Często są krótkie, kilka razy liczyły zaledwie dwa zdania, a mimo to za każdym razem poruszały do głębi - mam nawet wrażenie, że o stokroć bardziej niż pełnowymiarowe rozdziały.
Belasco świetnie uchwyciła żal, rozpacz, gniew i samotność, które towarzyszą stracie. Szkoda tylko, że jedynie na żałobie (och, i miłości, oczywiście ;) ) oparła całą swoją książkę, która na dodatek nie poraża objętością. Co prawda gdzieś w tle pojawia się wątek przyjaciela o innej orientacji i jego problemów z rodzicami, ale każdy zalążek czegokolwiek, co nie jest przejawem żałoby, szybciutko spychany był na boczny tor i jeszcze szybciej wygaszany. Przeszkadzało mi też tempo rozwoju znajomości głównych bohaterów - szczerze mówiąc parę razy byłam pewna, że po drodze zgubiłam kilka stron, bo niemożliwością jest, by czyjakolwiek relacja tak szybko ewoluowała.
Chociaż, jak widać, nie ma rzeczy niemożliwych :D
Pomijając rozkwitający szybciej niż mlecze na łące związek dwójki najistotniejszych postaci i skupianie się na jednym tylko wątku, muszę przyznać, że "Mów do mnie" pozytywnie mnie zaskoczyło. I choć w porównaniu do "Listów do utraconej" wypada dość blado, to nie ma się co uprzedzać i zawczasu jej skreślać, bo wciąż jest to porcja dobrej lektury.
Naprawdę ;)




Z dziką radością sięgam po książki, które subtelnie niczym walec drogowy miażdżą moje serducho. O ile dawniej wśród moich wyborów przodowały powieści z chorobą w tle, o tyle teraz najczęściej sięgam po takie, które dotyczą tzw. "dalszych losów" - jak to miało miejsce w przypadku "Mów do mnie" Soni Belasco.
I chociaż nie jest to najlepsza powieść z motywem straty czy też żałoby, z którą miałam do czynienia, to i tak śmiało - i z czystym sercem - mogę Wam ją polecić.
Spróbujecie? ;)

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
334 97 549
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (38)

Ulubieni autorzy (3)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (8)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd