Florianf 
status: Czytelnik, dodał: 7 książek i 11 cytatów, ostatnio widziany 1 dzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-08-05 08:27:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Cioran porównywany jest do Pascala ze względu na głębię swojej filozofii. Tylko, że Cioran to totalny dekadent, pesymista i "nie wierzę w nic".

Ta książka to zapis różnych myśli, taki ciąg myślowy, w którym autor nagłaśnia swoje przekonanie jako to nic nie ma sensu, obojętność jest najwyższą cnotą, a samobójstwo najlogiczniejszym rozwiązaniem. No ale o ile wiem, to dożył 84 lat, więc raczej...
Cioran porównywany jest do Pascala ze względu na głębię swojej filozofii. Tylko, że Cioran to totalny dekadent, pesymista i "nie wierzę w nic".

Ta książka to zapis różnych myśli, taki ciąg myślowy, w którym autor nagłaśnia swoje przekonanie jako to nic nie ma sensu, obojętność jest najwyższą cnotą, a samobójstwo najlogiczniejszym rozwiązaniem. No ale o ile wiem, to dożył 84 lat, więc raczej nie poszedł za głosem własnego rozumu.

I to jest pierwszy mój zarzut wobec tej książki: Jeśli autor głosi nieważność wszystkiego, to po co w ogóle pisze książkę? Jakaś jest w tym sprzeczność, zgadza się? W dodatku sprzeczność, której ostateczną wymową jest coś takiego: Wszystko, co piszę jest pustym gadaniem. Sam nie mam zamiaru w to wierzyć ani postępować zgodnie ze swoimi przekonaniami.

Trochę jakby sam przekonywał czytelnika, że jego rozmyślania są niewarte funta kłaków. No cóż. Zgadzam się. Może to i wszystko jest nieźle napisane, a może nawet nieźle wymyślone, ale skoro sam autor ma to za gadkę-szmatkę, to ja się z nim zgadzam.

Drugi minus - to już związany jest ze mną. Ja nie lubię książek, w których autor objawia czytelnikowi strukturę świata w postaci produktu końcowego: jest tak i tak. Bardzo lubię filozofię, ale pod warunkiem, że autor przedstawia całe zaplecze: jak doszedł do swoich przekonań, jakiego typu rozmyślania doprowadziły go do jego konkluzji. Tutaj niestety mamy akcent położony nie na proces myślenia, ale na konkluzje. A to jest męczące. Nie lubię objawień. Moim zdaniem mają zbyt dużo wspólnego z szaleństwem.

pokaż więcej

 
2018-08-02 12:07:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Zaczyna się świetnie. Wciągnęła mnie. Fajnie zbudowane napięcie pomiędzy gonieniem za kasą a poczuciem, że robi się coś nieważnego. Ten konflikt różnych motywacji napędzał pierwsze 50-100 stron.

Ale potem jest gorzej, a im dalej w las tym gorzej.
Po pierwsze nie da się lubić autorki tej książki. Jest zakłamana, egocentryczna, z poczuciem wyższości zbudowanym na jakichś niejasnych...
Zaczyna się świetnie. Wciągnęła mnie. Fajnie zbudowane napięcie pomiędzy gonieniem za kasą a poczuciem, że robi się coś nieważnego. Ten konflikt różnych motywacji napędzał pierwsze 50-100 stron.

Ale potem jest gorzej, a im dalej w las tym gorzej.
Po pierwsze nie da się lubić autorki tej książki. Jest zakłamana, egocentryczna, z poczuciem wyższości zbudowanym na jakichś niejasnych kompleksach, kierująca się moralnością Kalego, której nie rozpoznaje. Potępia "wszechobecną" pogoń za kasą i pracuje przez 10 lat w agencji reklamowej. Wkurza mnie też ten stereotypowy obraz facetów - płaskich, prymitywnych, sztywnych albo jakichś wypaczonych.

Autorka kreuje siebie na takiego wrażliwca. Kultura, poziom, arystokratyczne pretensje itp. A jak ktoś ją obraża w warsztacie samochodowym (mówiąc do niej "złotko"), to nie rozmawia z tym gościem, żę nie lubi takiej mowy, tylko wzywa szefa i go objeżdża zarówno szefa jak i tego mechanika w najgorszym stylu. Mnie takie rzeczy zawsze wprowadzają w depresję: moralność Kalego. To prymitywny poziom.

Druga potężna wada tej książki to jest zupełnie jakieś płaskie, polukrowane motywacje bohaterów. Mamusia zostawia córeczkę na plecach tatusia, bo "poszła za głosem wielkiej miłości" - szkoda, ze nie miłości do córki. Albo "realizuje się w pracy". Żałosne wyjaśnienie. Opowieść o jakiejś Jadzi, która wyszła za starego Niemca, którego majątek przylegał do jej obejścia z patriotyzmu, aby ten jego majątek odziedziczyć "na walkę powstańczą". LITOŚCI! To jest propozycja myślenia na poziomie zupełnie dla mnie niestrawnym.

Trzecia wada zaczyna się mniej więcej w 1/3 książki. Bohaterka już przeprowadziła się do super-sielskiego raju nad rozlewiskiem i zaczyna się... nudaaa. Nie dlatego, że życie na wsi jest nudne. Nie. Książka zaczyna być nudna - opisy potraw, banalnych rozmów i tych papierowych relacji między ludźmi. Przez to się brnie jak przez muł, mimo, że na poziomie warsztatowym książka nie jest zła.

Nie lubię też egocentryzmu autorki, który przewija cały czas się przez tę powieść. Przykład. Bohaterka ma coś bardzo ważnego do powiedzenia mężowi, chce ich relacje omówić, coś ich oddziela. Więc dzwoni do niego i każe mu do siebie przyjechać nad rozlewisko. Ale mąż nie widzi powodu, co to za nagły telefon? Więc on jest nieczuły. Oczywiście ona nie zapakuje się do swojego auta i nie pojedzie do niego, bo ona jest wrażliwa i dlatego nie jedzie, a on nie jedzie bo jest niewrażliwy. Ten typ myślenia przyprawia mnie o depresję.

Dlatego mimo dobrego początku daję dwóję. Nie chcę czytać o tym jak to cały świat, oprócz tego, który swoją wspaniałą obecnością opromienia autorka, jest prymitywny, zły, płaski, głupi, sprzedajny i wyprany w wartości itp. Tak naprawdę wszystkie te wady można przypisać bohaterce tej powieści: zdradza, zaprzedaje swoje wartości, jest wroga wobec ludzi, korzy robią coś "złego", ckliwa, wredna i płytka. Czyli wszystkie wady, które tak surowo potępia.

Jak mąż z którym była ileśdziesiąt lat mówi jej że ma od lat kochankę, to ona reaguje jakby jej powiedział, ze ma nową komórkę - z życzliwą obojętnością. Nie! To przelało czarę goryczy. W tej ckliwej opowieści jest sporo ukrytego jadu, wredności. To wszystko przebija między wierszami, a ponieważ autorka nie ma ochoty tego zauważać, to książka staje się po prostu płytka. A więc nudna i ostatecznie głupia.

Dla mnie nie do strawienia, dobrnąłem do połowy.

pokaż więcej

 
2018-08-01 16:13:37
Ma nowego znajomego: Witold Lisek
 
2018-07-31 08:33:01
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Szkoda: ktoś włożył sporo wysiłku w zapisanie tych 400 stron. Ale kto? Jakiś nastolatek. Tak wnioskuję ze sposobu pisania, z wtórnych pomysłów, z kompletnie nierealistycznych rozwiązań sytuacji i stworzenia relacji między ludźmi. Brak oryginalności to jest grzech główny, brak realizmu to jest drugi grzech (coś na poziomie krowy galopującej po lesie - serio jest taka scena). Jakaś wydumana,... Szkoda: ktoś włożył sporo wysiłku w zapisanie tych 400 stron. Ale kto? Jakiś nastolatek. Tak wnioskuję ze sposobu pisania, z wtórnych pomysłów, z kompletnie nierealistycznych rozwiązań sytuacji i stworzenia relacji między ludźmi. Brak oryginalności to jest grzech główny, brak realizmu to jest drugi grzech (coś na poziomie krowy galopującej po lesie - serio jest taka scena). Jakaś wydumana, naciągana monstrualna intryga. No co tu dużo mówić: kompletna amatorszczyzna na wszystkich poziomach - warsztatu, psychologii, intrygi, przesłania, opisów, dialogów. Na końcu podlane sosem moralistycznym, już naprawdę baaardzo trudnym do strawienia.

pokaż więcej

 
2018-07-27 11:31:51
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Wspaniałą książka! Zdecydowanie polecam. Oryginalny, zrozumiały i ciekawy wykład tego jak genialny fizyk rozumie dziedzinę, którą się zajmuje. Ja się z tym obrazem świata nie do końca zgadzam, ale książka jest naprawdę świetna, daje mnóstwo intelektualnej radości. Mnie pomogła też na niektóre sprawy spojrzeć inaczej. Może nie jest tak doskonała jak "Boska cząstka" Ledermanna, ale to i tak... Wspaniałą książka! Zdecydowanie polecam. Oryginalny, zrozumiały i ciekawy wykład tego jak genialny fizyk rozumie dziedzinę, którą się zajmuje. Ja się z tym obrazem świata nie do końca zgadzam, ale książka jest naprawdę świetna, daje mnóstwo intelektualnej radości. Mnie pomogła też na niektóre sprawy spojrzeć inaczej. Może nie jest tak doskonała jak "Boska cząstka" Ledermanna, ale to i tak bardzo wysoka półka.

pokaż więcej

 
2018-07-26 07:28:48
Ma nowego znajomego: Arek
 
2018-07-24 23:52:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

"Bardzo słaba" - tak ją oceniam. Chestertona cenię za "Człowieka, który był czwartkiem", ale zestaw tych esejów tutaj ujawnia bardzo zaściankowe myślenie, pomieszane z poczuciem jakiegoś misjonarstwa i niestrawnym przekonaniem o poznaniu "prawdy".

Najgorsze w tej książce jest jednak to bezsensowne, puste wodolejstwo. Ja nie cierpię takiego pisania, w którym autor kreuje sam jakiegoś potwora...
"Bardzo słaba" - tak ją oceniam. Chestertona cenię za "Człowieka, który był czwartkiem", ale zestaw tych esejów tutaj ujawnia bardzo zaściankowe myślenie, pomieszane z poczuciem jakiegoś misjonarstwa i niestrawnym przekonaniem o poznaniu "prawdy".

Najgorsze w tej książce jest jednak to bezsensowne, puste wodolejstwo. Ja nie cierpię takiego pisania, w którym autor kreuje sam jakiegoś potwora (np. "współczesnym myślicielom mocno brakuje wyobraźni") a potem go zwalcza.

Irytuje mnie też to bezmyślne - wiem, mówię o Chestertonie - uogólnianie "Współcześni myśliciele". Jezu, ktoś uważa, że naprawdę kiedykolwiek istniał lub zaistnieje coś takiego jak "współczesny myśliciel".

Głupota ubrana w mądre wyrazy. Jak to powiedział Szekspir w Makbecie: "Karzeł ubiera się w szaty olbrzyma". Bezmyślna ta książka, choć niby wypełniona przemyśleniami.

He he - jakimi przemyśleniami? Na temat "współczesnej polityki", "zwierzęcia w człowieku" i "nowoczesnych problemach". Wszystkie te pojęcia zupełnie niesprecyzowane, tak że można sobie pod to podstawić dowolną treść i na jej temat dyskutować. Puste to dyskusje, jałowe i nudne. Podobnie jak cała książka.

Zdecydowanie zniechęcam.

pokaż więcej

 
2018-07-24 23:23:34
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Czytam książki na dwa sposoby. Niektóre po prostu zaczynam i kończę. Szybko to idzie i kniha wciągnięta. Inne czytam po kilkanaście stron, potem odkładam, zaczynam czytać coś innego, potem wracam i znowu kilkanaście stron i ponownie przeczytam coś innego, czasem nawet grubego jednym tchem. A potem ponownie wracam do tej przerwanej lektury. Bywa, że taką książkę czytam nawet pół roku, w... Czytam książki na dwa sposoby. Niektóre po prostu zaczynam i kończę. Szybko to idzie i kniha wciągnięta. Inne czytam po kilkanaście stron, potem odkładam, zaczynam czytać coś innego, potem wracam i znowu kilkanaście stron i ponownie przeczytam coś innego, czasem nawet grubego jednym tchem. A potem ponownie wracam do tej przerwanej lektury. Bywa, że taką książkę czytam nawet pół roku, w międzyczasie przeczytawszy sporo innych (ubocznym skutkiem tego stylu jest to, że mam w mieszkaniu porozkładanych kilka książek czytanych w tym samym czasie na raty z zakładkami w środku, a tylko jedną z nich kończę szybko).

Heban przeczytałem za jednym razem. I to był chyba błąd, bo książka jest tak jakby zlepkiem różnych impresji, porozrzucanych w różnym czasie i różnych miejscach Afryki. Mam też wrażenie, że to zlepek różnych felietonów, zabranych w książkę. Dlatego czytanie tego jednym ciągiem ujawnia braki warsztatowe Kapuścińskiego – przytaczanie tego samego spostrzeżenia kilka razy, czasem sprzecznych wniosków. W dodatku warsztat pisarski jest dość ubogi. Na przykład Kapuściński ma taką manierę wyliczania po trzy razy jakiejś kwestii: „Będąc w Afryce, Europejczyk widzi tylko jej część, fragment, ułamek.” „W tym słońcu wszystko skrzy się, mieni, lśni.” „W oddali widać jakieś wraki, złomowiska, ruiny.” I tak ciągle – trójskok Kapuścińskiego.
Znalazłem świetny fragment, który obrazuję ten wszechobecny (i w końcu męczący) trójskok (autor opisuje Wigilię, na którą był zaproszony): „Na stołach - smażone ryby, ryż, pomidory, lokalne piwo pombe. Paliły się świece, kaganki, lampy naftowe. Panowała przyjemna, luźna atmosfera. Jak to w Afryce przy takich okazjach - dużo opowieści, dowcipów, śmiechu. Byli tam ministrowie rządu Tanzanii, ambasadorzy, generałowie, wodzowie klanów…” i ciągle w tym stylu.
Gdybym czytał Heban na raty, to pewnie bym tego wszystkiego nie zauważył i byłbym bardziej zadowolony z lektury.

Ale muszę powiedzieć uczciwie, że jestem zadowolony. Z jakiegoś, tajemniczego dla mnie, powodu omijałem Kapuścińskiego do tej pory, więc do lektury podszedłem z nastawieniem: "Znajdziemy tu sporo pospolitych słów, ułożonych w pospolite przesłania..." A jednak się myliłem. Książkę zdecydowanie polecam. Wypełniona jest bardzo interesującymi obserwacjami, naprawdę rozszerza horyzonty nie dlatego, że dostarcza jakichś informacji, ale dlatego, że próbuje opisać inny sposób widzenia świata, który króluje – wg autora – wśród Murzynów. Na przykład historia czarownika jest niesamowita. Zagadka braku szkieletów słoni, albo sposobu tworzenia dróg pomiędzy miastami. Opis slamsów i życia wśród nich oraz myślenia o więziach międzyludzkich. Sposoby witania się, rewolucja kanistrów itp. To są naprawdę świetne fragmenty i stanowią wg mnie o wartości tej książki.

Ale jest też do czego się przyczepić. Prócz warsztatu na przykład zdumiały mnie takie zdania: „Uprawia się tu poletka z maniokiem lub kassawą”. Kurczę, kassawa to jest przerobiony maniok. Stosunek kassawy do manioku jest taki jak placka ziemniaczanego do ziemniaka. Inny przykład: autor opisuje (skądinąd świetną) historię sekty stworzonej dzięki płycie Leshiny. Opisuje jak to było i czym się skończyło (naprawdę świetna historia). Tylko, że ta kobieta nie nazywała się Leshina a Alice Lenshina. Ok, to są takie drobne niedociągnięcia, lecz niestety niedociągnięcia. Mnie od razu zapala się żółte światełko i zastanawiam się jak wiele jeszcze razy autor coś przeinaczył, podbarwił, dokolorował (używam właśnie trójskoku Kapuścińskiego). Znalazłbym kilka takich naciąganych fragmentów bez problemu.
Ok., to niekoniecznie obniża jakość całości, to tylko niedoróbka. Tylko, że niedoróbkom mówimy: NIE.

Książce jednak mówię: tak. Polecam. He he. I jeszcze jedno! Heban zaczyna się od opisu Ghany. Czytam i czytam o tych spotkaniach z politykami i w pewnym momencie myślę: no dobrze, średnio to napisane i co mnie właściwie obchodzi historia polityczna Ghany z lat .60 ubiegłego wieku. Już – już lektura miała wylądować na krawędzi tej studni, do której wrzucam knihy, które mi się nie spodobały i których nigdy już więcej nie mam zamiaru oglądać. Po namyśle dałem Hebanowi jeszcze jedną szansę na paręnaście stron.
No i bardzo dobrze!

pokaż więcej

 
2018-07-17 19:18:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Żenada. Ta książka pisana jest mniej wiecej tak: "Andrzej Samson był niebezpieczny. Takich terapeutów jest o wiele więcej, dlatego psychoterapia szkodzi."

Zacząłem czytać tę książkę, bo jest w niej napisane: "Niechęć do religii, zwłaszcza chrześcijaństwa cechowała wszystkich liczących się twóców wiodących kierunków psychologicznych". Jak dowiedziona jest ta teza w książce? Badaczka dobrała...
Żenada. Ta książka pisana jest mniej wiecej tak: "Andrzej Samson był niebezpieczny. Takich terapeutów jest o wiele więcej, dlatego psychoterapia szkodzi."

Zacząłem czytać tę książkę, bo jest w niej napisane: "Niechęć do religii, zwłaszcza chrześcijaństwa cechowała wszystkich liczących się twóców wiodących kierunków psychologicznych". Jak dowiedziona jest ta teza w książce? Badaczka dobrała 10 (dziesięć!) osób wg swojego widzimisię i opisując, co stworzyli doszła do wniosku, że byli katolikożercami. Żadnych źródeł, żadnej literatury - tylko własne opisy i własne wnioski. Przy tym wśród tych 10 postaci jest np. Wiliam Reich, Kurt Lewin (przy okazji omówienia jego wkładu autorka popełnia merytoryczne błędy myląc psychoterapię Gestalt z psychologią postaci, również nazywaną gestaltem, ale o innym znaczeniu), Erich Fromm a nawet Bill Wilson, który w ogóle nie był żadnym psychologiem (twórca terapii AA i 12 kroków). Brakuje za to takich postaci jak Binet, Skinner, Pawłow, Wundt... Zresztą nie ma sensu wymieniać, bo w tej książce nie chodzi o to aby sprawdzić jak jest, ale żeby dobrać fakty tak aby potwierdzały własne, z góry uczynione założenia. Ssssłabe.

W tekście jest też mnóstwo sformułowań takich jak: "Odrzucenie Boga jako źródła prawdy jawi się jako największy błąd psychologii." Powtórzę więc: żenada. Nie dlatego, że Autorka ma swoje poglądy, ale dlatego że tak nieudolnie ich dowodzi, tak tendencyjnie dobiera przykłady i dokonuje takich uogólnień, że trudno się nie uśmiechnąć. Zacytuję jeszcze jedno, pierwsze lepsze zdanie: "...psychologia zdejmuje z człowieka ciężar odpowiedzialności, co prowadzi do zahamowania rozwoju." Rany, ale wstyd podpisać się pod czymś podobnym!

Nawet trochę wstyd czytać taką książkę.

pokaż więcej

 
2018-07-16 22:43:43
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Jest takie powiedzenie: "Ateizm implikuje brak zainteresowania Bogiem". Zgadzam się z tym. Mimo to przeczytałem tę książkę. Nie dlatego, że interesuję się Bogiem, ale dlatego że interesuję się ludźmi, którzy wierzą w Boga, oraz tymi, którzy w niego nie wierzą oraz ich wzajemnym pragnieniem przekonania drugich o swoich racjach.

Jednak pisanie książki przeciwko Bogu - coś mi w tym nie gra....
Jest takie powiedzenie: "Ateizm implikuje brak zainteresowania Bogiem". Zgadzam się z tym. Mimo to przeczytałem tę książkę. Nie dlatego, że interesuję się Bogiem, ale dlatego że interesuję się ludźmi, którzy wierzą w Boga, oraz tymi, którzy w niego nie wierzą oraz ich wzajemnym pragnieniem przekonania drugich o swoich racjach.

Jednak pisanie książki przeciwko Bogu - coś mi w tym nie gra. Jestem przekonany, że po niezależność myślenia i wolność musisz sięgnąć sam, nikt ci ich nie da, nie wręczy. Dlatego pisanie książki po to aby "dostarczyć argumentów" tym, którzy w Boga nie wierzą? Jakieś słabe.

Przez karty tej książki przebija ponownie to, co w Dawkinsie jest niestrawne - sam Dawkins. Gość umie pisać, przedstawia świetne rozumowania i eksperymenty. Ale to jego wyolbrzymione ego - litości!

pokaż więcej

 
2018-07-15 10:00:43
Ma nowego znajomego: Juanhijuan
 
2018-07-15 10:00:12
Ma nowego znajomego: Piotr
 
2018-07-15 04:34:01
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Mortalis (tom 1)

Odradzam. To jedna z takich książek, które służą do zabijania czasu. Poziom słabego rzemieślnictwa. Psychologia na poziomie strasznie naiwnym a niekiedy wręcz obrażającym inteligencję czytelnika. Książka o szpiegach, z której wyłania się obraz szpiegów, którzy bawią się w strzelanego jak mali chłopcy. Infantylne. Rozdział o dorastaniu dzieci jest już zupełną porażką.

 
2018-07-04 12:22:02
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Najpierw plusy.

Temat jest arcyciekawy. Techniczna strona umierania fajnie opisana. Praca tych ludzi i ich doświadczenia - szybko się czyta, chętnie się czyta, często wzrusza. To największa wartość tej książki.

Drugi plus to poznanie sposobu radzenia sobie z nim przez ludzi, którzy na co dzień obcują ze śmiercią. Jak ludzie funkcjonują widząc codziennie parę świeżych trupów.

Trzeci plus to...
Najpierw plusy.

Temat jest arcyciekawy. Techniczna strona umierania fajnie opisana. Praca tych ludzi i ich doświadczenia - szybko się czyta, chętnie się czyta, często wzrusza. To największa wartość tej książki.

Drugi plus to poznanie sposobu radzenia sobie z nim przez ludzi, którzy na co dzień obcują ze śmiercią. Jak ludzie funkcjonują widząc codziennie parę świeżych trupów.

Trzeci plus to realizacja tytułu książki. Faktycznie zaczyna się czytać z duszą na ramieniu, a kończy z sercem na miejscu. Normalne mówienie o śmierci faktycznie temat oswaja.

Czwarty. Dobrze się czyta, Autorka umie pisać interesująco. W niektórych momentach jest może troszkę potknięć jeśli chodzi o sam język, czy prowadzenie dialogu, ale generalnie jest bardzo dobrze. Książkę przeczytać można w cztery godziny i zdecydowanie warto ten czas na lekturę poświęcić.

Teraz minusy.

Sięgnąłem po tę książkę przede wszystkim z powodów egzystencjalnych, a nie prostej ciekawości "jak to jest w prosektorium". Autorka chyba wie, że taki jest motyw przynajmniej jakiejś porcji czytelników, bo umieściła w rozdziały pt. "Bóg" i "Dusza" "Tajemnica". No ale czego dowiadujemy się z tych rozdziałów? Że autor wierzy w Boga ("Oczywiście. Ale nie chodzę do kościoła i modlę się po swojemu"), że dusza istnieje i że doświadczył jakichś stukań w domu, które były jakby krokami, co oznacza "energię zmarłej osoby". I tyle. Temat wyczerpany, bo - jak mówi bohater wywiadu - "Nie lubię filozofii".

Drugi minus. W wywiadzie nie padają najciekawsze pytania. Na przykład - główny balsamista, pan Adam wierzy w Boga. Dlaczego wierzy? Jak to jest możliwe, że wierzy, skoro codziennie obcuje z ludzkimi tragediami największego kalibru, a mimo to zachowuje wiarę w Boga. Odpowiedź pada między słowami - "Nie filozofuję". No to oznacza, że mamy wywiad z osobą o ciekawej profesji i nieciekawej osobowości.

Trzeci. Jaki jest skutek uprawiania zawodu balsamisty? Carpe diem, chroń dzieci i ostrożnie jeźdź autem, miej szacunek dla zmarłych i . Serio? Na tym wyczerpują się refleksje nad śmiercią? No dla mnie zdecydowanie niedosyt. I ten niedosyt jest chyba związany z problemem reporterki. Widać, że jest coś więcej. Mamy historię dziewczyny, której brat się utopił, a ona potem postanowiła pracować w prosektorium. Adam ma nadciśnienie, cholesterol, pali papierosy ("Ale tylko cudzesy") i przpina kluczyki do auta do breloczka w kształcie trumny. "Ale jestm szczęśliwy". Kurcze, autorka ma sygnały, że dzieje się coś więcej z tymi ludźmi niż tylko "dystansujemy się od swojej pracy" i "to nie moja tragedia", a jednak nie drąży tematu, nie zadaje trudnych pytań. Dziura w książce.

Czwarty. Adam mówi coś o tym, że "energia matki i dziecka które razem umarły jest inna", coś przebąkuje o "duszy ważącej 21 gram" w dodatku "nad którą badania nadal trwają" (to już nieprofesjonalne - żadne takie badania nie trwają i wiadomo, że eksperymenty z któych wziąłą się pomysł 21 jeden gram były po prostu niechlujne. POprawnie przeprowadzone badania nic takiego jak 21 gram nie potwierdziły). TO są jakieś ezoteryczne przekonania, które - ponownie - trącą naiwnością tym bardziej, że nie są do końca wyjaśnione i pozostawione na takim poziomie bezrefleksyjnym. Minus.

Generalnie książka warta przeczytania, choć na pytania egzystencjalne - o które aż prosi się ze względu na temat - nie dostaniesz żadnej propozycji odpowiedzi.

pokaż więcej

 
2018-07-03 09:20:47
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

"Siedem jest liczbą skutecznego działania. Nie więcej i nie mniej. Siedem jest liczbą skuteczną, a skuteczną liczbą jest siedem. Nie sześć jest tą liczbą ani nie osiem. Dziewięć jest wykluczone..." Parafrazując klasyków.

Gdybyś miał napisać egzamin z treści tej książki, to spokojnie ściągę napisałbyś sobie na dłoni. Tyle jest tu treści. Reszta słów to mowa motywacyjna, która ma zachęcić cię...
"Siedem jest liczbą skutecznego działania. Nie więcej i nie mniej. Siedem jest liczbą skuteczną, a skuteczną liczbą jest siedem. Nie sześć jest tą liczbą ani nie osiem. Dziewięć jest wykluczone..." Parafrazując klasyków.

Gdybyś miał napisać egzamin z treści tej książki, to spokojnie ściągę napisałbyś sobie na dłoni. Tyle jest tu treści. Reszta słów to mowa motywacyjna, która ma zachęcić cię do stosowania "siedmiu nawyków skutecznego działania, których jest dokładnie siedem. Nie sześć jest liczbą tych nawyków ani nie osiem...".


Mówcy motywacyjni budzą we mnie jakiś nieokreślony rodzaj przygnębienia. Nie wiem dokładnie na czym to polega. Przypomina mi to trochę współczesne pomidory albo truskawki sprzedawane w zimie: nasycone wszystkimi tymi nawozami, dzięki którym są czerwone i piękne jak z obrazka, ale hodowane na wacie, nigdy nie widziały gleby. Wyglądają tak ślicznie, że z przyjemnością wkładasz je do ust. I dopiero wtedy czujesz, że smakują jak styropian.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
929 220 720
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (6)

Ulubieni autorzy (2)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (21)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd