Florianf 
status: Czytelnik, dodał: 7 książek i 11 cytatów, ostatnio widziany 7 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-08 12:08:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Jak zwykle ciekawy pomysł i średnie wykonanie.

 
2018-12-02 23:44:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Mnóstwo popiołu, w którym znajdziecie diament.
Fundamentem przekonań autora, głównym wątkiem i początkiem książeczki jest twierdzenie, że istnieje „prawo moralne” (za Kantem chyba „prawo moralne we mnie i niebo gwiaździste nade mną”), które jest prawem naturalnym (autor sensownie dowodzi, że każdy człowiek ma taki moralny zmysł), każdy odczuwa jego działanie, a więc Bóg istnieje.
Do wszystkich...
Mnóstwo popiołu, w którym znajdziecie diament.
Fundamentem przekonań autora, głównym wątkiem i początkiem książeczki jest twierdzenie, że istnieje „prawo moralne” (za Kantem chyba „prawo moralne we mnie i niebo gwiaździste nade mną”), które jest prawem naturalnym (autor sensownie dowodzi, że każdy człowiek ma taki moralny zmysł), każdy odczuwa jego działanie, a więc Bóg istnieje.
Do wszystkich elementów tego wywodu można się przyczepiać. Czy istnieje „prawo moralne” w sensie absolutnym? Czyli coś w rodzaju prawa naturalnego?
Po pierwsze, zakładanie, że istnieją „prawa naturalne” i zarazem odstępstwa od tych praw, jest nielogiczne. „Naturalne” to znaczy „zgodne z prawami natury”. No ale jeśli coś istnieje, to z samego tego faktu wynika, że musi być zgodne z prawami natury, bo gdyby było wbrew prawom natury, to po prostu by nie istniało. Nie może istnieć coś niezgodnego z naturą, czy prawami natury.

W związku z tym samo założenie, że istnieją „prawa naturalne” oraz istnieją odstępstwa od tych praw jest błędem logicznym. Ale i coś więcej – jest zakłamane, bo autor nie mówi prawdy, która brzmiałaby tak: „Ja mam takie a takie przekonania, ale uważam je za coś więcej niż moje osobiste przekonania, głoszę, że to są uniwersalne prawa moralne”, zamiast tego kłamie, zwodzi, albo sam siebie oszukuje, mówiąc: „Istnieją prawa naturalne, które ja tylko poznałem, wyczytałem w świętych księgach lub przejąłem od moich autorytetów i podporządkowałem się im. Jeśli zaś ktoś kieruje się innymi prawami niż owe moje "prawa naturalne", to błądzi.”
Tyle samo w tym zakłamania, co w tekście: „Bóg nienawidzi pedałów. Ja nic przeciw nim nie mam, ale skoro Bóg ich nienawidzi, no to i ja ich potępiam. Działam tylko z prawami naturalnymi”.
Weźmy przykład. Dzisiaj uważamy gwałt na kobiecie (albo niewolnictwo) za sprzeczny z „prawem moralnym” a jeszcze 200-500 lat temu uważano za sprzeczne z prawem moralnym to, że żona odmawia mężowi współżycia, zaś pojęcie gwałtu małżeńskiego było zupełnie nieobecne w „moralności naturalnej”. Gdyby ktoś twierdził, że kobieta ma prawo odmówić mężowi współżycia, byłoby to ocenione jako działanie sprzeczne z „prawem naturalnym” (no bo to wszak żona, a odmawia mężowi).

Następny element rozumowania brzmi tak: „Skoro istnieją uniwersalne prawa moralne, to dowodzi, że ktoś je nam wszczepił”. Tymczasem nawet gdyby takie prawa istniały, to wcale nie wynika z nich, że jakiś „dobry Bóg” je nam wszczepił! Zwierzęta też mają „prawa naturalne”. Oto jeden ze słynniejszych eksperymentów: kapucynka, która wykona jakąś wyuczoną pracę (np. przeniesie kamyk z jednego pudełka do drugiego) dostaje w nagrodę ogórka i zjada go ze smakiem. Ale jeśli widzi, że za tę samą pracę druga kapucynka dostaje winogrono (czyli o wiele lepszy smakołyk), jest oburzona i odmawia jedzenia ogórka, rzuca nim i nie wykonuje więcej pracy. Kapucynki też mają więc jakieś rozumienie sprawiedliwości. Zwierzęta zachowują się altruistycznie, umieją powstrzymać się przed zrobieniem komuś krzywdy, współpracują, pomagają sobie i nawet poświęcają życie aby uratować pobratymców.
To znaczy Bóg też wszczepił im „prawo naturalne”? Identyczne jak ludziom? Czy inne? Krokodyle i lamparty, słonie, żyrafy, kawki delfiny mają wszczepione identyczne prawo naturalne? No bo jeśli nie, to gdzie tu „uniwersalne prawo naturalne”?
Ponadto wszystkie te zachowania zwierząt daje się logicznie wytłumaczyć np. doborem krewniaczym. Nie musi istnieć rozumny, świadomy i dobry programista. Czyli kapucynki mają zmysł sprawiedliwości, bo wytworzyła go ewolucja, ale ludzie dlatego, że wytworzył go Bóg?
Nawet jeśliby istniało uniwersalne, ponadczasowe i wszechobecne „dobro” albo „prawo moralne” itp., to z tego żadną miarą nie wynika konieczność istnienia stwórcy tego prawa.

Wiele jest takich rozważań (i gorszych nawet – dla przykładu rozważania nad „obrażającym boga striptizem” i seksualnością, małżeństwem, wiernością itp., choć autor sam przyznaje, że jest nieżonaty! – klasyka! Faceci deliberujący o usuwaniu ciąż. Autor posunął się nawet do takiego sformułowania: „Potworność stosunku pozamałżeńskiego” albo to „głową małżeństwa jest mąż” – Chryste! Inne kuriozum, to pochwała wojny, która się tu i ówdzie przewija przez książkę! Chrześcijanin pochwala wojnę? Litości!).

Już chciałem tę książkę ciepnąć w kąt, gdzie trzymam śmieci. Ale mniej więcej w środku natrafiłem na perełkę! Autor opisuje dlaczego chrześcijanin nie powinien osądzać innego człowieka. Wywód jest niesamowity! To tak naprawdę rozwinięcie metafory wdowiego grosza, ale tę część trzeba przeczytać. Ciarki na plecach. Serio! Ten fragment przedstawia doskonały wykład humanistycznego, tolerancyjnego podejścia do innych ludzi.

Ja w ogóle nieco brzydzę się książkami religijnymi. Zawsze zalatuje mi od nich jakimś źle ukrywanym fałszem, jakimś skarłowaciałym (lub nie) fanatyzmem, dowodzeniem z góry przyjętych tez, nieżyciową ideologią, do której sam autor często sam się nie stosuje, zaściankowością i czymś najgorszym: rezygnacją ze sceptycyzmu, który uważam za szczyt ludzkiego intelektu. Wiara w jakiś sposób upośledza sceptycyzm, a wręcz czyni z niego wadę, cnotę zaś z bezmyślności i „ślepej wiary” i w ten sposób upośledza też rozum, obiektywność, rozsądek itp. (a mimo to z jakiegoś perwersyjnego powodu czasem wciągam takie lektury). Ta książka niestety nie jest wolna od tych wszystkich wad. Jednak fragment rozwijający przesłanie „nie sądźcie” uważam za genialny! I piękny.

Niestety, w odróżnieniu od gąszczu innych fragmentów, które czasem są wręcz mdlące np. rozważania autora na temat „głową małżeństwa jest mąż i nawet kobiety tak czują…”, „mężczyzna jest sprawiedliwszy niż kobieta w stosunku do obcych” zęby bolą jak się to czyta.

Jeszcze inne kuriozum (jak chrześcijanin może dojść do takiego wniosku?): „Miłuj bliźniego swego jak siebie samego. A ponieważ słusznym jest, że gdy samemu popełni się morderstwo, to trzeba oddać się w ręce policji i zostać powieszonym, to w takim razie można karać innych za grzechy – np. zabijać nieprzyjaciół. Nie widzę nic niestosownego w tym, ze sędzia-chrześcijanin skazuje kogoś na śmierć (parę stron wcześniej mój zachwyt wzbudził rozdział "nie sądźcie") i nadal kocha go jak siebie samego! Zabijać wolno, ponieważ przykazanie „nie zabijaj” ma na myśli tak naprawdę „nie morduj”.

Klasyczna fanatyczna szajba, w której jaskrawa sprzeczność wygląda na rozsądną. Jak natrafiłem na ten fragment, to już resztę sobie darowałem.

pokaż więcej

 
2018-11-28 10:42:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Książka ciekawa, ale dlatego, że stanowi jakiś taki przednaukowy traktat o leczeniu zaburzeń psychicznych.

Lekturę stanowi zbiór różnych przypowieści i historii ludzi, którzy z jakiegoś powodu cierpieli oraz opisów tego, jak pomógł im Bóg (lub modlitwa, albo też inne zbożne zabiegi). Czyli czytana dosłownie jest to pochwała wiary, bogobojności, miłości bliźniego etc., oraz potępienie...
Książka ciekawa, ale dlatego, że stanowi jakiś taki przednaukowy traktat o leczeniu zaburzeń psychicznych.

Lekturę stanowi zbiór różnych przypowieści i historii ludzi, którzy z jakiegoś powodu cierpieli oraz opisów tego, jak pomógł im Bóg (lub modlitwa, albo też inne zbożne zabiegi). Czyli czytana dosłownie jest to pochwała wiary, bogobojności, miłości bliźniego etc., oraz potępienie podłości zła itp.

I gdyby tak po prostu odczytywać tę książkę, to jest nieco nudnawa, bardzo naiwna, a z pewnością trąci archaizmami.

Mnie jednak czytało się ją bardzo dobrze, a to dlatego, że wszystkie te historie rozumiem jako opis dawnych metod radzenia sobie ludzi z własnymi zaburzeniami psychicznymi i cierpieniem. Z tej perspektywy Opowieść Pielgrzyma wydaje mi się naprawdę interesująca. Na przykład pochwała ciągłej modlitwy bardzo pasuje do medytacji i mantr, które buddyści traktują jako metodę uciszenia niepokoju i kierowania się ku nirwanie, czy - w moim przekonaniu - zdrowiu psychicznemu.

Weźmy inny przykład - historię księcia, który uderzył swojego kamerdynera w głowę za jakieś niedbalstwo, tak że kamerdyner zmarł. Książę - hulaka nic sobie z tego nie zrobił i po prostu najął nowego kamerdynera. Jednak zmarły wkrótce zaczął go nękać w snach, a nawet na jawie (oczywiście Pielgrzym przedstawia to jako ducha) i tak zadręczył księcia, że ten był bliski obłędu. Ostatecznie więc zmuszony przez ducha porzucił hulaszcze życie, oddał się Bogu i wędrował jako starzec po mateczce-Rosjii. Zjawa zniknęła, a ten zaznał spokoju. "Oto jak dobry Bóg wybacza grzechy"

Takich historii mnóstwo i to jest interesujące, jak dawnymi czasy ludzie próbowali poradzić sobie ze swoimi problemami psychicznymi. Bóg naprawdę ich leczył!

Pierwsza część Opowieści jest zdecydowanie ciekawsza niż druga, a zwłaszcza trzy ostatnie rozdziały, które są już po prostu wykładem światopoglądu, co można bez wielkiej szkody pominąć.

Polecam.

pokaż więcej

 
2018-11-27 10:48:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Dobra książka. Ale więcej nie dam gwiazdek, bo choć fajnie się czyta, jest ciekawa i sporo spraw inteligentnie wyjaśnia, to ma swoje błędy i to dość poważne. Na przykład Autor wypowiada się na temat niektórych kwestii, z pewnością nie przemyślanych przez niego dogłębnie (np. twierdzenie, że ogrodnicy mieli gorzej niż łowcy-zbieracze to uogólnienie nic nie mówiące. Albo utrzymywanie, że... Dobra książka. Ale więcej nie dam gwiazdek, bo choć fajnie się czyta, jest ciekawa i sporo spraw inteligentnie wyjaśnia, to ma swoje błędy i to dość poważne. Na przykład Autor wypowiada się na temat niektórych kwestii, z pewnością nie przemyślanych przez niego dogłębnie (np. twierdzenie, że ogrodnicy mieli gorzej niż łowcy-zbieracze to uogólnienie nic nie mówiące. Albo utrzymywanie, że łowcy-zbieracze umieli więcej niż współcześni ludzie, bo musieli szyć, zbierać rośliny, polować i wszystko robić we własnym zakresie, to jest strasznie naciągane wyjaśnienie, naciągane pod obronienie z góry założonej teorii - "Raj był w czasach łowców". Znana to hipoteza, nie nowa, ale ponownie nadmierne uogólnienie).

Zbyt często zdarzają się tu szokujące twierdzenia, które mają właśnie szokować. O wiele fajniej jeśli autor szokuje widza interesującymi przemyśleniami, których nie da się w ciągu minuty obalić.
I zbyt często autor staje się ideologiem, który sprzedać próbuje pewną wizję świata, jakiś swój światopogląd. Tego chyba nikt nie lubi. W każdym razie ja nie lubię takich inklinacji.

No ale książkę zdecydowanie polecam. Nie jest to może najlepszy opis "Dziejów ludzkości" jaki czytałem (zdecydowanie lepszy jest np. "Dlaczego zachód rządzi"), ale czas nie jest zmarnowany. Przeczytacie do konca :-)

pokaż więcej

 
2018-11-18 09:19:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-11-10 23:57:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Wkurza mnie ta książka. W ogóle psychiatrzy mają taką manierę pisania, która podobna jest do pism prawniczych: ledwie to możesz strawić i dopiero po wielokrotnym przeżuciu. No ale to w każdej psychiatrii.
Kardynalne błędy są tutaj jednak dwa:
Pierwszy to podawanie statystyk, które sobie wzajemnie przeczą, bez omówienia tych sprzeczności. W jednym miejscu jest np. że 8-9% populacji cierpi z...
Wkurza mnie ta książka. W ogóle psychiatrzy mają taką manierę pisania, która podobna jest do pism prawniczych: ledwie to możesz strawić i dopiero po wielokrotnym przeżuciu. No ale to w każdej psychiatrii.
Kardynalne błędy są tutaj jednak dwa:
Pierwszy to podawanie statystyk, które sobie wzajemnie przeczą, bez omówienia tych sprzeczności. W jednym miejscu jest np. że 8-9% populacji cierpi z powodu bulimii i anoreksji, a na następnej stronie, że na anoreksję choruje 0,8% populacji, zaś na bulimię 1%. I takich kwiatków jest mnóstwo. Albo jakieś głupie nic nie mówiące dane typu zachorowania 4-6 na 100.000 w ciągu roku. Bezmyślne przytaczanie danych.

Drugi kardynalny błąd to fragmenty, które pisane są tylko dla pisania. Na przykład widać, że autor jakiegoś rozdziału nie ma pojęcia na przykład o psychoterapii psychodynamicznej albo behawioralnej, ale pisze jakieś ogólniki tylko po to aby odhaczyć temat i aby nie było, ze pominął jakiś rodzaj leczenia. Po co to? Durne!

Trzeci błąd mniejszego kalibru polega na tym, że w bardzo rozbudowanych fragmentach dotyczących biologicznych uwarunkowań różnych zaburzeń mnóstwo jest rozważań, jakie to fragmenty mózgu są większe/mniejsze/gorzej/lepiej działające, ale nie ma nic na temat etiologii - to o czym piszą jest przyczyną, skutkiem, czy też nie wiadomo? Sugestie (ale nie wprost) są takie oczywiście, że podłożem zaburzeń jest zmiana biologiczna, ale autorzy jakby w ogóle nie zastanawiali się, ze może być odwrotnie, przynajmniej nie poruszają tego w żaden sposob.

Słabe, szukajcie lepszych psychiatrii.

pokaż więcej

 
2018-11-01 23:56:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-11-01 23:36:57
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: 1Q84 (tom 3)

Przeczytałem tę książkę z mieszanymi uczuciami. BARDZO mieszanymi.
Z jednej strony są naprawdę niezłe momenty, Murakami ma dar do pisania i tworzy nieraz niesamowite metafory. Czasem opowiada o czymś naprawdę interesującym w interesujący sposób.
Z drugiej strony są rozległe połacie pustosłowia, męczydupstwa, wywołujące przytłaczające uczucie abominacji (np. niepokalane poczęcie – serio!,...
Przeczytałem tę książkę z mieszanymi uczuciami. BARDZO mieszanymi.
Z jednej strony są naprawdę niezłe momenty, Murakami ma dar do pisania i tworzy nieraz niesamowite metafory. Czasem opowiada o czymś naprawdę interesującym w interesujący sposób.
Z drugiej strony są rozległe połacie pustosłowia, męczydupstwa, wywołujące przytłaczające uczucie abominacji (np. niepokalane poczęcie – serio!, gwałty na dziewczynkach, bezsensowne i wydumane zupełnie morderstwa szpikulcem, jakieś pierdoły o mother i dauther, itp.). Poczujesz zażenowanie, że taki autor co kilkadziesiąt stron, jako podkreślenie jakiegoś niezwykłego wydarzenia lub bohaterskiego czynu używa zwrotu „wielka rzecz”.
W dodatku z książki trąci nieraz porażającym brakiem rozumienia ludzi, co u powieściopisarza jest karygodne. Na przykład opisy zakochania się dwójki dziesięciolatków, którzy po dwudziestu latach nadal myślą tylko o sobie jest po prostu infantylnym wyobrażeniem więzi międzyludzkich. Próba nadania prawdopodobieństwa temu zdarzeniu (to prawdopodobieństwo jest nieodzowne ze względu na sens i konstrukcję całej powieści) nie ma szansy się udać i rzeczywiście na całej linii zawodzi. Te opisy miłości są niewiarygodne, odrealnione, sentymentalne, banalne i puste. Użyję staromodnego, ale idealnie pasującego tu słowa: to jest GŁUPIE.
W dodatku takich głupich scen jest wiele w różnych miejscach powieści. Czytasz je z grymasem zażenowania i jakąś cierpkością w ustach, jakby ktoś pokazywał wulgarne gesty na ceremonii pogrzebowej, albo jakbyś widział, że ktoś swój niezwykły talent literacki przeznacza na pisanie donosów do urzędu skarbowego.
Żeby dać poznać jak bardzo ta książka bywa dziecinna: na początku każdego rozdziału narysowane są dwa księżyce, raz w nowiu raz w pełni raz w kwadrze itp. To ma chyba podkreślać jakąś „inność świata”, który jest opisywany w powieści. Ale tak naprawdę CO TO W OGÓLE JEST? Książka dla pacanów?
Nie dziwię się więc, że Murakami nie dostaje Nagrody Nobla. Nie może dostać takiego wyróżnienia ktoś, kto pisze tak słabo (choć momentami pisze tak dobrze).
Trzeci tom to jest totalna porażka. Prócz kilkudziesięciu dobrych stron spośród 500 reszta jest po prostu niepotrzebna i nudna. Mnóstwo rozpoczętych wątków, które donikąd nie prowadzą. Całe setki stron, których wykreślenie tylko podniosłoby jakość całej powieści.
Kronika Ptaka Nakręcacza to lektura zdecydowanie lepsza i czytając 1Q84 miałem wrażenie, że autor pisał 1Q84 będąc o wiele mniej dojrzały, bo męczy swoją naiwnością czy pustotą, a wręcz grafomanią. Myślałem na początku: No tak tutaj Murakami jest na początku swojej kariery i dlatego to takie niedojrzałe. Jakże się zdziwiłem, gdy przekonałem się, że Kronika była napisana wcześniej!

I jeszcze jedno. W powieści są morderstwa, gwałty, intrygi, czary itp. Ale wszystko to pisane jakimś takim sprawozdawczym stylem, jakoś z dystansu, z punktu widzenia serwera albo programu komputerowego piszącego o notowaniach giełdowych. Czytając o tych wszystkich rzeczach w ogóle się nie angażujesz emocjonalnie. Jakoś Murakami pozbawiony poczucia humoru. To interesujący styl pisania, ale z leżącym u samego fundamentu jakimś defektem czy deficytem warsztatowym. Interesujący styl. Ale ułomny.
Pierwszemu tomowi daję piątkę, drugiemu tróję, trzeciemu dwóję. Gdyby można było oceniać tylko te dobre momenty, książka zasługiwałaby przynajmniej na siedem gwiazdek.

pokaż więcej

 
2018-11-01 23:36:41
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: 1Q84 (tom 2)

Przeczytałem tę książkę z mieszanymi uczuciami. BARDZO mieszanymi.
Z jednej strony są naprawdę niezłe momenty, Murakami ma dar do pisania i tworzy nieraz niesamowite metafory. Czasem opowiada o czymś naprawdę interesującym w interesujący sposób.
Z drugiej strony są rozległe połacie pustosłowia, męczydupstwa, wywołujące przytłaczające uczucie abominacji (np. niepokalane poczęcie – serio!,...
Przeczytałem tę książkę z mieszanymi uczuciami. BARDZO mieszanymi.
Z jednej strony są naprawdę niezłe momenty, Murakami ma dar do pisania i tworzy nieraz niesamowite metafory. Czasem opowiada o czymś naprawdę interesującym w interesujący sposób.
Z drugiej strony są rozległe połacie pustosłowia, męczydupstwa, wywołujące przytłaczające uczucie abominacji (np. niepokalane poczęcie – serio!, gwałty na dziewczynkach, bezsensowne i wydumane zupełnie morderstwa szpikulcem, jakieś pierdoły o mother i dauther, itp.). Poczujesz zażenowanie, że taki autor co kilkadziesiąt stron, jako podkreślenie jakiegoś niezwykłego wydarzenia lub bohaterskiego czynu używa zwrotu „wielka rzecz”.
W dodatku z książki trąci nieraz porażającym brakiem rozumienia ludzi, co u powieściopisarza jest karygodne. Na przykład opisy zakochania się dwójki dziesięciolatków, którzy po dwudziestu latach nadal myślą tylko o sobie jest po prostu infantylnym wyobrażeniem więzi międzyludzkich. Próba nadania prawdopodobieństwa temu zdarzeniu (to prawdopodobieństwo jest nieodzowne ze względu na sens i konstrukcję całej powieści) nie ma szansy się udać i rzeczywiście na całej linii zawodzi. Te opisy miłości są niewiarygodne, odrealnione, sentymentalne, banalne i puste. Użyję staromodnego, ale idealnie pasującego tu słowa: to jest GŁUPIE.
W dodatku takich głupich scen jest wiele w różnych miejscach powieści. Czytasz je z grymasem zażenowania i jakąś cierpkością w ustach, jakby ktoś pokazywał wulgarne gesty na ceremonii pogrzebowej, albo jakbyś widział, że ktoś swój niezwykły talent literacki przeznacza na pisanie donosów do urzędu skarbowego.
Żeby dać poznać jak bardzo ta książka bywa dziecinna: na początku każdego rozdziału narysowane są dwa księżyce, raz w nowiu raz w pełni raz w kwadrze itp. To ma chyba podkreślać jakąś „inność świata”, który jest opisywany w powieści. Ale tak naprawdę CO TO W OGÓLE JEST? Książka dla pacanów?
Nie dziwię się więc, że Murakami nie dostaje Nagrody Nobla. Nie może dostać takiego wyróżnienia ktoś, kto pisze tak słabo (choć momentami pisze tak dobrze).
Trzeci tom to jest totalna porażka. Prócz kilkudziesięciu dobrych stron spośród 500 reszta jest po prostu niepotrzebna i nudna. Mnóstwo rozpoczętych wątków, które donikąd nie prowadzą. Całe setki stron, których wykreślenie tylko podniosłoby jakość całej powieści.
Kronika Ptaka Nakręcacza to lektura zdecydowanie lepsza i czytając 1Q84 miałem wrażenie, że autor pisał 1Q84 będąc o wiele mniej dojrzały, bo męczy swoją naiwnością czy pustotą, a wręcz grafomanią. Myślałem na początku: No tak tutaj Murakami jest na początku swojej kariery i dlatego to takie niedojrzałe. Jakże się zdziwiłem, gdy przekonałem się, że Kronika była napisana wcześniej!

I jeszcze jedno. W powieści są morderstwa, gwałty, intrygi, czary itp. Ale wszystko to pisane jakimś takim sprawozdawczym stylem, jakoś z dystansu, z punktu widzenia serwera albo programu komputerowego piszącego o notowaniach giełdowych. Czytając o tych wszystkich rzeczach w ogóle się nie angażujesz emocjonalnie. Jakoś Murakami pozbawiony poczucia humoru. To interesujący styl pisania, ale z leżącym u samego fundamentu jakimś defektem czy deficytem warsztatowym. Interesujący styl. Ale ułomny.
Pierwszemu tomowi daję piątkę, drugiemu tróję, trzeciemu dwóję. Gdyby można było oceniać tylko te dobre momenty, książka zasługiwałaby przynajmniej na siedem gwiazdek.

pokaż więcej

 
2018-11-01 23:35:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: 1Q84 (tom 1)

Przeczytałem tę książkę z mieszanymi uczuciami. BARDZO mieszanymi.
Z jednej strony są naprawdę niezłe momenty, Murakami ma dar do pisania i tworzy nieraz niesamowite metafory. Czasem opowiada o czymś naprawdę interesującym w interesujący sposób.
Z drugiej strony są rozległe połacie pustosłowia, męczydupstwa, wywołujące przytłaczające uczucie abominacji (np. niepokalane poczęcie – serio!,...
Przeczytałem tę książkę z mieszanymi uczuciami. BARDZO mieszanymi.
Z jednej strony są naprawdę niezłe momenty, Murakami ma dar do pisania i tworzy nieraz niesamowite metafory. Czasem opowiada o czymś naprawdę interesującym w interesujący sposób.
Z drugiej strony są rozległe połacie pustosłowia, męczydupstwa, wywołujące przytłaczające uczucie abominacji (np. niepokalane poczęcie – serio!, gwałty na dziewczynkach, bezsensowne i wydumane zupełnie morderstwa szpikulcem, jakieś pierdoły o mother i dauther, itp.). Poczujesz zażenowanie, że taki autor co kilkadziesiąt stron, jako podkreślenie jakiegoś niezwykłego wydarzenia lub bohaterskiego czynu używa zwrotu „wielka rzecz”.
W dodatku z książki trąci nieraz porażającym brakiem rozumienia ludzi, co u powieściopisarza jest karygodne. Na przykład opisy zakochania się dwójki dziesięciolatków, którzy po dwudziestu latach nadal myślą tylko o sobie jest po prostu infantylnym wyobrażeniem więzi międzyludzkich. Próba nadania prawdopodobieństwa temu zdarzeniu (to prawdopodobieństwo jest nieodzowne ze względu na sens i konstrukcję całej powieści) nie ma szansy się udać i rzeczywiście na całej linii zawodzi. Te opisy miłości są niewiarygodne, odrealnione, sentymentalne, banalne i puste. Użyję staromodnego, ale idealnie pasującego tu słowa: to jest GŁUPIE.
W dodatku takich głupich scen jest wiele w różnych miejscach powieści. Czytasz je z grymasem zażenowania i jakąś cierpkością w ustach, jakby ktoś pokazywał wulgarne gesty na ceremonii pogrzebowej, albo jakbyś widział, że ktoś swój niezwykły talent literacki przeznacza na pisanie donosów do urzędu skarbowego.
Żeby dać poznać jak bardzo ta książka bywa dziecinna: na początku każdego rozdziału narysowane są dwa księżyce, raz w nowiu raz w pełni raz w kwadrze itp. To ma chyba podkreślać jakąś „inność świata”, który jest opisywany w powieści. Ale tak naprawdę CO TO W OGÓLE JEST? Książka dla pacanów?
Nie dziwię się więc, że Murakami nie dostaje Nagrody Nobla. Nie może dostać takiego wyróżnienia ktoś, kto pisze tak słabo (choć momentami pisze tak dobrze).
Trzeci tom to jest totalna porażka. Prócz kilkudziesięciu dobrych stron spośród 500 reszta jest po prostu niepotrzebna i nudna. Mnóstwo rozpoczętych wątków, które donikąd nie prowadzą. Całe setki stron, których wykreślenie tylko podniosłoby jakość całej powieści.
Kronika Ptaka Nakręcacza to lektura zdecydowanie lepsza i czytając 1Q84 miałem wrażenie, że autor pisał 1Q84 będąc o wiele mniej dojrzały, bo męczy swoją naiwnością czy pustotą, a wręcz grafomanią. Myślałem na początku: No tak tutaj Murakami jest na początku swojej kariery i dlatego to takie niedojrzałe. Jakże się zdziwiłem, gdy przekonałem się, że Kronika była napisana wcześniej!

I jeszcze jedno. W powieści są morderstwa, gwałty, intrygi, czary itp. Ale wszystko to pisane jakimś takim sprawozdawczym stylem, jakoś z dystansu, z punktu widzenia serwera albo programu komputerowego piszącego o notowaniach giełdowych. Czytając o tych wszystkich rzeczach w ogóle się nie angażujesz emocjonalnie. Jakoś Murakami pozbawiony poczucia humoru. To interesujący styl pisania, ale z leżącym u samego fundamentu jakimś defektem czy deficytem warsztatowym. Interesujący styl. Ale ułomny.
Pierwszemu tomowi daję piątkę, drugiemu tróję, trzeciemu dwóję. Gdyby można było oceniać tylko te dobre momenty, książka zasługiwałaby przynajmniej na siedem gwiazdek.

pokaż więcej

 
2018-10-22 08:48:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-10-18 10:14:51
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Nie ma porównania z Buszującym, no ale daje się czytać.

 
2018-10-16 12:20:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Żenująca swoim prymitywizmem mowa motywacyjna.

 
2018-10-07 16:39:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Książka jest przypisana do serii/cyklu "Nowa Marianna". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.

Nie jestem historykiem, więc nie mam porównania z innymi tego typu książkami. Mogę tylko powiedzieć o swoich odczuciach na temat tej książki. Przeczytałem 150 stron zainteresowały mnie dwie informacje: że dziadek Świętego Filipa nabrał obrzydzenia do swojej małżonki w noc poślubną i latami więził ją gdzieś po róznych klasztorach. I że historycy oceniają budowę katedr gotyckich jako jeden z... Nie jestem historykiem, więc nie mam porównania z innymi tego typu książkami. Mogę tylko powiedzieć o swoich odczuciach na temat tej książki. Przeczytałem 150 stron zainteresowały mnie dwie informacje: że dziadek Świętego Filipa nabrał obrzydzenia do swojej małżonki w noc poślubną i latami więził ją gdzieś po róznych klasztorach. I że historycy oceniają budowę katedr gotyckich jako jeden z powodów zastojów w rozwoju technik i nauki, bowiem olbrzymi wysiłek społeczny wsiąkał w budowle, które nie przynosiły żadnych korzyści ekonomicznych. Coś w tym stylu - dla mnie ciekawa myśl.

Interesująca jest również historia zaginięcia Świętego Gwoździa, którym Jezus był przybity do krzyża. Podczas procesji, czy całowania tego gwoździa wypadł on ze Świętej Szkatuły (czy jakiegoś innego świętego naczynia) i zginął. W całym państwie z tego powodu nastała żałoba. Na szczęście po tygodniu ktoś go znalazł. He he.

Po przeczytaniu tylu stron ile przeczytałem ŚF w mojej wyobraźni sportretowany został jako zupełnie przeciętny zjadacz chleba, który nie za bardzo rozumiał co się dookoła niego dzieje. Żaden geniusz, żaden mąż stanu, żaden wybitny przywódca. Ot gość, którego wielką zasługą jest to, że gdzieś czasem chodził na piechotę a nie na koniu i postanowił nie wdziewać przepysznych szat, jeśli nie było ku temu dobrego powodu.

Kiedy coś takiego sobie już ukształtowało się w mojej wyobraźni, dalsze czytanie o przeciętnej osobie, która stała się "Świętym", nie ma za bardzo sensu.

pokaż więcej

 
2018-10-01 20:07:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
Moja biblioteczka
955 238 870
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (6)

Ulubieni autorzy (2)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (21)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd