Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
SeVIIen 
Tak, jest nas dwoje! :D Ale na forach i w grach udziela się Anna (czyli ta lepsza połowa :D). ---------------------------------------------- Damian: "Zdarzają się jeszcze tacy ludzie jak ja. Poruszamy się w tłumie, normalni pod każdym względem — może nawet bardziej niż inni, bo nie daliśmy się owinąć jak mumie sterylnymi bandażami cywilizacji." - Tess Gerritsen - Chirurg--------------------------------------- Anna: "W prawdziwym życiu, w odróżnieniu od fikcji, nic nie jest tym, czym się wydaje..." - Carlos Ruiz Zafón – Światła września
From Hell, status: Czytelnik, dodał: 1 ksiązkę i 25 cytatów, ostatnio widziany 1 godzinę temu
Teraz czytam
  • Emma
    Emma
    Autor:
    Małżeństwo dla pieniędzy to nikczemność, a małżeństwo bez nich to głupota - tak zwięźle podsumował lord David Cecil poglądy autorki na tę instytucję. Ale Emma to nie tylko kolejna książka o perypetiac...
    czytelników: 8104 | opinie: 204 | ocena: 6,89 (3641 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2017-07-14 11:20:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017 A., Dramat, obyczajowy, E-booki, Posiadam

„Owszem, boję się śmierci. Boję się, że świat beze mnie dalej będzie się toczył, że moja nieobecność przejdzie niezauważona lub, co gorsza, odegra rolę jakiejś siły przyrody, popychającej życie naprzód.”

"Wszystko jest iluminacją" to historia młodego amerykańskiego Żyda - Jonathana, który przyjeżdża na Ukrainę w poszukiwaniu kobiety o imieniu Augustyna... Kobiety, która przed pięćdziesięciu...
„Owszem, boję się śmierci. Boję się, że świat beze mnie dalej będzie się toczył, że moja nieobecność przejdzie niezauważona lub, co gorsza, odegra rolę jakiejś siły przyrody, popychającej życie naprzód.”

"Wszystko jest iluminacją" to historia młodego amerykańskiego Żyda - Jonathana, który przyjeżdża na Ukrainę w poszukiwaniu kobiety o imieniu Augustyna... Kobiety, która przed pięćdziesięciu laty uratowała jego dziadka przed nazistami. Ale nie tylko. To także historia maleńkiej dziewczynki w tragicznych okolicznościach wyłowionej z rzeki 18 marca 1791 roku. To historia zafascynowanego Ameryką młodego Ukraińca Aleksa. To wreszcie historia jego dziadka - rzekomo niewidomego szofera, z jego nieodłączną suką-przewodniczką…

O czym jest ta powieść? O poszukiwaniu swojej tożsamości i o stereotypach, o marzeniach, o poświęceniu, o szczęściu i nieszczęściu. I o pozorach. O tym jak bardzo mogą mylić. To książka o życiu. Ach, jakie banalne stwierdzenie! Bohaterowie podróżują nie tylko po Ukrainie, ale także wewnątrz siebie. Bardzo ciekawa jest konstrukcja powieści, w której przeplatają się trzy głosy. Pierwszy głos to narracja Aleksa, który na prośbę Jonathana zdaje relację z wizyty młodego Żyda na Ukrainie. Głos drugi to listy Aleksa do Jonathana, w których wyjaśnia to, co zawarł we wspomnianej już narracji. Głos trzeci to treść książki Jonathana – historia jego rodziny, począwszy od końca XVIII wieku. Te trzy płaszczyzny przenikają się nawzajem i uzupełniają tworząc niezwykłą całość, tak jak przeszłość i teraźniejszość, które opisują.

Książka jest całkiem dobra – o tak. Jakiś rok temu miałam okazję zapoznać się z filmem nakręconym na jej podstawie. I co mogę powiedzieć? Że film podobał mi się bardziej. Jeden z nielicznych przypadków, kiedy muszę stwierdzić, że ekranizacja była lepsza od literackiego pierwowzoru. Bo ma w sobie coś, czego książce zabrakło. Ten niesamowity klimat, którego nie da się zapomnieć… Od rewelacyjnie przedstawionej historii, przez baśniową wręcz momentami scenografię po świetnie dobraną obsadę (zwłaszcza Elijah Wood pasujący do swojej roli idealnie).

Nie pozostaje nic innego jak zachęcić wszystkich do przeczytania książki „Wszystko jest iluminacją”, a także do obejrzenia filmu. Polecam jedno i drugie – warto!

pokaż więcej

 
2017-07-11 11:13:05
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017 A., E-booki, Fantasy, Książki Andzi, Posiadam, Ulubione
Cykl: Czas Żniw (tom 1) | Seria: Imaginatio [SQN]

„Istnieje także - pomyślałam - poważne ryzyko, że wszystko to dzieje się tylko w mojej głowie.”

Sajon. Rok 2059. Paige Mahoney jest na pozór zwyczajną 19-latką pracującą w barze z tlenem. Jednak prawda jest całkowicie inna – dziewczyna jest jednym z najzdolniejszych jasnowidzów w kryminalnym podziemiu Sajonu. Jej profesja jest postrzegana jako coś złego, odrażającego. Paige włamuje się do...
„Istnieje także - pomyślałam - poważne ryzyko, że wszystko to dzieje się tylko w mojej głowie.”

Sajon. Rok 2059. Paige Mahoney jest na pozór zwyczajną 19-latką pracującą w barze z tlenem. Jednak prawda jest całkowicie inna – dziewczyna jest jednym z najzdolniejszych jasnowidzów w kryminalnym podziemiu Sajonu. Jej profesja jest postrzegana jako coś złego, odrażającego. Paige włamuje się do ludzkich umysłów pozyskując potrzebne informacje, jest sennym wędrowcem. Wskutek niezbyt sprzyjających okoliczności trafia do Oksfordu – kolonii karnej, gdzie kontrolę sprawuje rasa Refaitów. Trafia pod protektorat tajemniczego Naczelnika, który staje się jej panem i trenerem, a równocześnie największym wrogiem…

Tak, tak – zachęcona pozytywnymi opiniami na portalu lubimyczytać sięgnęłam w końcu i ja po „Czas żniw”. Chciałabym powiedzieć, że mi się nie podobała. Chciałabym się wyłamać i stwierdzić, że nie ma w niej nic porywającego. Chciałabym móc napisać o niej coś nie do końca pozytywnego. Ale nie mogę… Bo była to chyba jedna z najlepszych książek w tym gatunku, jaką dane mi było przeczytać.

Wiele osób narzekało na początek książki i na to, że nie mogło się w nią ‘wgryźć’. Ja należę do tej drugiej części. Nie wszystko tutaj jest do końca jasne – temu nie mogę zaprzeczyć, ale nie aż tak, żeby trzeba było robić sobie przerwy w czytaniu co kilka minut. Wiele osób narzekało na początek książki i na to, że nie mogło się w nią ‘wgryźć’. Ja należę do tej drugiej części. Nie wszystko tutaj jest do końca jasne – temu nie mogę zaprzeczyć, ale nie aż tak, żeby trzeba było robić sobie przerwy w czytaniu co kilka minut. I ani razu nie zajrzałam do słowniczka – sukces!

Najbardziej podobał mi się pomysł i jego niepowtarzalność. Istnieje wiele dystopii, które nie mają aż tak rozbudowanej fabuły i mimo, że wszystko kręci się wokół Paige, to poznajemy także świat, który ją otacza. Mamy dzięki temu szerszy obraz przedstawionego świata. Mimo narracji pierwszoosobowej. Podobali mi się również bohaterowie i to, że wątek romansu jest gdzieś tam bardzo daleko i nie przeszkadza w akcji. Czasem irytowała mnie jednak postawa głównej bohaterki i kilkakrotnie nie mogłam zrozumieć jej postępowania. Ale nawet w naszym świecie nie da się logicznie wytłumaczyć postępowania wielu osób. Więc żadnym wielkim minusem to nie jest.

Polecam każdemu zapoznać się ze światem wykreowanym przez Samanthę Shannon. Naprawdę warto to zrobić. Gwarantuję kilka godzin dobrej rozrywki i podróży do krainy, w której nasza wyobraźnia będzie miała bardzo szerokie pole do popisu. Enjoy!

pokaż więcej

 
2017-07-07 14:20:00
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017 A., Książki Andzi, Z biblioteki

„Na człowieka składają się wybory i okoliczności. Nikt nie ma władzy nad okolicznościami, ale każdy ma władzę wyboru.”

Pewnie każdy z nas niejednokrotnie zastanawiał się, jakby potoczyło się jego życie, gdyby dokonał innego wyboru, poszedł w inne miejsce, wybrał inną drogę, udało mu się osiągnąć więcej… A co stałoby się, gdyby Adolf Hitler został przyjęty do Akademii Sztuk Pięknych? Jak...
„Na człowieka składają się wybory i okoliczności. Nikt nie ma władzy nad okolicznościami, ale każdy ma władzę wyboru.”

Pewnie każdy z nas niejednokrotnie zastanawiał się, jakby potoczyło się jego życie, gdyby dokonał innego wyboru, poszedł w inne miejsce, wybrał inną drogę, udało mu się osiągnąć więcej… A co stałoby się, gdyby Adolf Hitler został przyjęty do Akademii Sztuk Pięknych? Jak wyglądałby świat? Jak wyglądałaby Europa? W swojej powieści „Przypadek Adolfa H.” otrzymujemy dwa obrazy Hitlera – ten rzeczywisty, prawdziwy oraz alternatywny, przedstawiający człowieka, którym mógłby się stać, gdyby udało mu się rozpocząć naukę…

Przyznam, że z obawami podchodziłam do lektury i kilka razy odkładałam jej przeczytanie. Dlaczego? Bo przecież wyrobiłam już sobie swoje zdanie o Hitlerze, przecież wszystkim znany jest jako bezwzględny dyktator dążący do celu po trupach… Jako człowiek, który zmienił XX wiek! A teraz mam poznać go jako innego człowieka?! To było nie do pomyślenia. Jednak nie żałuję ani trochę, że w końcu się przełamałam.

Jak już wspomniałam – mamy dwie postaci: Hitlera – dyktatora oraz Adolfa H. – artystę. Hitler jest despotą, który uważa się za niedocenianego artystę, na talencie którego nikt się nie poznał; człowiekiem, dla którego wojna była sensem istnienia. Adolf H. natomiast jest wrażliwym człowiekiem, artystą spełnionym. Prawdziwa historia przeplata się z historią, która mogła się wydarzyć. Warto też zastanowić się czy wszystkie wybory w życiu każdego człowieka są właściwie. Oczywiście, że nie! Sama zaczęłam zastanawiać się nad swoim życiem i doszłam do wniosku, że wiele rzeczy zrobiłam inaczej… Nie wiem, do czego by mnie to doprowadziło, gdzie znalazłabym się teraz. Ale najważniejsze jest, żeby nie żałować. Czasu nie da się cofnąć. Choć niedosyt pozostaje…

Ale dość o tym. Była to pierwsza przeczytana przeze mnie książka Schmitta i już wiem, że nie ostatnia. Dostałam historię, która napisana jest przyjemnym, lekkim językiem, ale przy której trzeba się zatrzymać na chwilę, zastanowić nad samym sobą i nad tym, dlaczego raz wybieramy dobro, a innym razem zło? Jaka siła nami kieruje? Takich pytań można mnożyć bardzo wiele. Nie na wszystkie z nich odpowiedzi można odnaleźć od razu, a na niektóre z pewnością nie będziemy w stanie odpowiedzieć jednoznacznie. Każdemu, kto jeszcze nie miał okazji zapoznać się z alternatywnym obrazem najbardziej chyba znanej historycznej postaci XX wieku – polecam!

pokaż więcej

 
2017-07-04 16:02:35
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017 A., Książki Andzi, Posiadam

„Zajde nie pozwala mi czytać hebrajskich ksiąg, które trzyma zamknięte w swojej szafie. Mówi, że to tylko dla mężczyzn, a miejsce dziewczynek jest w kuchni. Ale ja tak bardzo chcę się uczyć.”

Książka jest zbiorem wspomnień autorki z dzieciństwa, okresu dojrzewania i ucieczki ze świata społeczności chasydzkiej. Poznajemy jej życie, pełne zakazów, nakazów i niewiedzy. Życie, które...
„Zajde nie pozwala mi czytać hebrajskich ksiąg, które trzyma zamknięte w swojej szafie. Mówi, że to tylko dla mężczyzn, a miejsce dziewczynek jest w kuchni. Ale ja tak bardzo chcę się uczyć.”

Książka jest zbiorem wspomnień autorki z dzieciństwa, okresu dojrzewania i ucieczki ze świata społeczności chasydzkiej. Poznajemy jej życie, pełne zakazów, nakazów i niewiedzy. Życie, które podporządkowane jest religii, tradycji i rodzinie. Nasza bohaterka i zarazem narratorka zmuszona była wyjść za mąż w wieku 17 lat. Jej mężem został człowiek, którego wybrali dla niej krewni i którego przed ślubem widziała zaledwie kilka razy. Była zupełnie nieprzygotowana do życia w małżeństwie, dlatego też przypłaciła to głębokim załamaniem nerwowym. Urodziła syna i kiedy ten skończył dwa lata, zaczęła zastanawiać się nad tym, jaki los czeka malca, jeśli zostanie wychowany w tej społeczności. Postanowiła więc zerwać wszelkie kontakty z mężem, z rodziną i ze wspólnotą. Zaczęła żyć na nowo…

Bardzo poruszająca książka! W głowie się nie mieści, że w XXI wieku istnieją jeszcze takie społeczności, jak Chasydzi. Autorka dość szczegółowo opisuje ich oraz typowe dla nich zachowania i zajęcia. Dla nas, Europejczyków, to nie do pomyślenia i nie do przyjęcia. Bardzo surowe zakazy, nakazy… Zastanawiam się, jak ja czułabym się, gdyby ktoś stał nade mną i mówił co wypada robić, czego nie. Od razu pomyślałam, że z pewnością także bym się załamała. Jeżeli ktoś narzeka, że brakuje mu wolności i przestrzeni… To ja polecam mu przeczytać tę książkę.

W książce znajdziemy także dużo opisów tradycji żydowskich. Niektóre z nich są naprawdę… Egzotyczne. Ale nie będę wdawać się w szczegóły – każdy z was może przecież sam o tym przeczytać. Nie mogłam uniknąć skojarzenia z religią muzułmańską. U ortodoksów rola kobiety także jest bardzo ograniczona… Wcale nie dziwię się krokom, jakie podjęła autorka, aby zerwać z tym środowiskiem. Jak sama pisze – po ukazaniu się książki była szykanowana, opisywana w żydowskich gazetach jako wróg numer jeden, a nawet porównywana do Josepha Goebbelsa! Według autorów tych artykułów była osobą, przez którą mogłoby dojść do kolejnego holocaustu…

Ortodoksyjni Żydzi – społeczność tak zamknięta, że niewiele o nich wiadomo. Dlatego tym bardziej trzeba przeczytać wspomnienia Dedorah Feldman i przekonać się, jak może wyglądać życie młodych dziewcząt w XXI wieku… Cieszę się, że nie jestem Żydówką. A książkę naprawdę polecam – warto!

pokaż więcej

 
2017-07-02 20:00:41
Autor:

„Czasem pakujemy stare rzeczy i chowamy je na strychu, nigdy nie zamierzając ich wyjmować, ale nie potrafimy się ich pozbyć. Pewnie tak samo jak marzeń.”

Elizabeth, żona lekarza Davida Becka, została zamordowana przez seryjnego mordercę osiem lat temu. Jednak mężczyzna cały czas o niej myśli, nie może zapomnieć. Pewnego dnia otrzymuje maila z tajemniczą wiadomością. Wynika z niej, że jego...
„Czasem pakujemy stare rzeczy i chowamy je na strychu, nigdy nie zamierzając ich wyjmować, ale nie potrafimy się ich pozbyć. Pewnie tak samo jak marzeń.”

Elizabeth, żona lekarza Davida Becka, została zamordowana przez seryjnego mordercę osiem lat temu. Jednak mężczyzna cały czas o niej myśli, nie może zapomnieć. Pewnego dnia otrzymuje maila z tajemniczą wiadomością. Wynika z niej, że jego żona żyje! Beck ma jednak wątpliwości – przecież jej ciało zostało zidentyfikowane przez członków rodziny. Na końcu wiadomości znajdują się znamienne słowa – „Nie mów nikomu”. Nasz bohater jednak ignoruje ostrzeżenie i stara się rozwiązać zagadkę. Czy Elizabeth faktycznie zmarła osiem lat temu? Tropy wiodą w przeszłość, przybywa zagadek i ofiar…

Była to pierwsza książka Harlana Cobena, którą przeczytałam… Muszę przyznać, że się nie zawiodłam. Choć początkowo czytanie szło mi nieco opornie i chciałam książkę odłożyć, ale cieszę się, że jednak tego nie zrobiłam. Dużo zagadek, dużo główkowania, mylące tropy – dostałam dokładnie to, co lubię najbardziej. Poza tym powieść napisana jest przystępnym językiem i czyta się ją naprawdę szybko. Trzeba tylko się nieco „wgryźć”. A potem już z górki…

Coben bardzo ciekawie przedstawił postacie zarówno główne, jak i poboczne. A każda z nich – choćby najbardziej niepozorna – pełni bardzo ważną rolę. Tajemnic jest wiele – niemalże na każdej stronie jakąś znajdziemy. Wszystkie w końcu zostają rozwiązane, ale nie zawsze w taki sposób, w jaki by nam się wydawało. Co prawda czytałam książki z bardziej zawiłą i pokręconą fabułą, ale tutaj też jest niczego sobie.

Jak wspomniałam, była to moja pierwsza książka Cobena, ale nie ostatnia. Na pewno nie. Czuję, że podczas tych wakacji jeszcze powrócę do jego twórczości. Gorąco polecam!

pokaż więcej

 
2017-07-01 14:26:18
Autor:

„Książki to naturalnie nie tylko lekarze. Bywają powieści, które można by określić raczej jako towarzyszy podróży. Niektóre zaś są jak policzek. Inne z kolei jak przyjaciółka, która okryje nas ciepłym kocem jesienią, kiedy nachodzi nas melancholia. A niektóre... no cóż. Niektóre są jak różowa wata cukrowa, zamigoczą nam w głowie na parę sekund i pozostawią z niczym. Jak krótki i namiętny... „Książki to naturalnie nie tylko lekarze. Bywają powieści, które można by określić raczej jako towarzyszy podróży. Niektóre zaś są jak policzek. Inne z kolei jak przyjaciółka, która okryje nas ciepłym kocem jesienią, kiedy nachodzi nas melancholia. A niektóre... no cóż. Niektóre są jak różowa wata cukrowa, zamigoczą nam w głowie na parę sekund i pozostawią z niczym. Jak krótki i namiętny romans.”

A gdyby tak istniała na świecie księgarnia, w której każdy może znaleźć książkę odpowiednią dla siebie? Książkę, która wskaże mu drogę, pomoże, ukoi ból i cierpienie… Taka właśnie jest Apteka Literacka - księgarnia prowadzona przez Jeana Perdu, mająca jednak do zaoferowania znacznie więcej niż same książki. Właściciel potrafi wejrzeć w głąb człowieka, poznać jego lęki, tęsknoty, marzenia… I zaaplikować odpowiednią książkę niczym lekarstwo. Jednak on sam boryka się z pewnym problemem i sam nie potrafi sobie pomóc. Minęło już dwadzieścia lat, odkąd opuściła go ukochana kobieta, ale Jean nie potrafi o niej zapomnieć. Wszystko zmienia się, kiedy w końcu czyta list, którego nie był w stanie otworzyć przez te wszystkie lata i podejmuje decyzję o podróży, w której towarzyszy mu młody pisarz, Max Jordan.

Ta powieść jest… Dziwna. Nie potrafię znaleźć innego słowa, którym mogłabym ją opisać. Początek dawał mi nadzieję na coś znacznie lepszego. Tak, jakby ktoś coś obiecał i słowa nie dotrzymał. Owszem – ma swój klimat i urok, ale… No tak – to słowo także musiało się pojawić. „Lawendowy pokój” to książka pełna filozoficznych dialogów kompletnie o niczym, postaci przerysowanych do granic możliwości… Przyznam, że nie przeszkadzają mi drobne odchylenia od normy i nieoczekiwane zwroty akcji, jednak nie w tym przypadku… Co za dużo to nie zdrowo – i tutaj sprawdza się to jak najbardziej. Po wspaniałym początku zaczęłam czytać z niejakim znużeniem, próbując nawet potraktować książkę jak baśniową odskocznię, ale nie mogłam. Wydawało mi się, że autorka chce na siłę narzucić nam własne zdanie i swoje poglądy nie zostawiając miejsca na refleksje i zastanowienie się nad głębszym przesłaniem.

Poczułam się oszukana – znowu to powtórzę. Nie miałam wygórowanych oczekiwań, gdy sięgałam po tę książkę, ale początek sprawił, że nabrałam apetytu na znacznie więcej, niż dostałam. Całkiem przeciętna – przynajmniej dla mnie. Czy poleciłabym komuś jej przeczytanie? I tak, i nie… Tak – choćby ze względu na początek, dający nadzieję... Nie – bo im dalej, tym gorzej. Więc nie odradzam lektury „Lawendowego pokoju”, ale też nie polecam jej z entuzjazmem. W tym wypadku zachowam neutralność.

pokaż więcej

 
2017-06-29 10:46:38
Cykl: Rizzoli/Isles (tom 9)

A.:

„(…) zemsta to tylko inne słowo na określenie sprawiedliwości.”

Bostońskie Chinatown. Wycieczka z Duchami jest tutaj jedną z największych atrakcji turystycznych. Podczas jednej z takich wycieczek turyści natrafiają na odciętą dłoń. Początkowo sądzą, że to tylko rekwizyt. Okazuje się jednak, że to nie jest atrapa… Tak samo, jak ciało martwej kobiety, do której ta dłoń należała. To sprawa...
A.:

„(…) zemsta to tylko inne słowo na określenie sprawiedliwości.”

Bostońskie Chinatown. Wycieczka z Duchami jest tutaj jedną z największych atrakcji turystycznych. Podczas jednej z takich wycieczek turyści natrafiają na odciętą dłoń. Początkowo sądzą, że to tylko rekwizyt. Okazuje się jednak, że to nie jest atrapa… Tak samo, jak ciało martwej kobiety, do której ta dłoń należała. To sprawa dla duetu Rizzoli i Isles! Wszystkie tropy prowadzą sprawy sprzed dziewiętnastu lat – masakry w restauracji Czerwony Feniks. W jaki sposób obie sprawy są ze sobą powiązane? I jakie jeszcze tajemnice skrywa Chinatown?

Po raz kolejny – jestem zachwycona książką Tess Gerritsen! Nie sądziłam, że tak dobrze będzie mi się czytało tę książkę, kiedy przeczytałam jej opis. A tu takie miłe zaskoczenie. Odnajdziemy tutaj misterną intrygę, nawiązania do starochińskich legend, wschodnie sztuki walki, tajemniczy pomocnicy… Ach! Takie książki mogę czytać zawsze!

A co nowego u moich ulubienic – Jane Rizzoli i Maury Isles? Jane jest jak zwykle twardą babką i mistrzynią ciętej riposty. Nadal lubię ją nieco bardziej niż doktor Isles. A pamiętam, że w pierwszych dwóch tomach cyklu strasznie mnie wkurzała... Jak wszystko potrafi się zmienić! Maura cicha, nieco na uboczu, bardzo przeżywająca sprawę policjanta, w której musi zeznawać. A także jej tajemniczy goście… Ale nie będę wyjawiać kim są. Oczywiście – czytając wcześniej dwa ostatnie jak dotąd tomy cyklu sama sobie narobiłam niezłych spoilerów, ale to cała ja…

„Milcząca dziewczyna” to powieść wciągająca, napisana lekkim i przystępnym językiem. Doskonała rozrywka na kilka godzin. Kiedy zaczęłam – nie mogłam się oderwać póki nie skończyłam. Jestem pełna podziwu dla pani Gerritsen. Nadal zastanawiam się, skąd bierze ona takie pomysły. A teraz już zacieram rączki, bo za kilka miesięcy ma ukazać się nowa część cyklu! W tym roku mam prawdziwy wysyp nowych książek moich ulubionych pisarzy. Żyć, nie umierać.

Książkę polecam wszystkim, nie tylko miłośnikom twórczości Tess Gerritsen. Każdy powinien znaleźć w niej coś dla siebie. Warto poświęcić czas, bo na pewno będzie mile spędzony.

-------------------------

D.:

Po Milczącej Dziewczynie, widać, że pani Gerritsen nie spoczęła na laurach i ostrzy swoje pióro. Ze skrupulatnością prawdziwego człowieka renesansu, dąży do samodoskonalenia nie tylko w kryminałach, ale również w Cobenowskich intrygach. Daje to niezwykle strawną mieszankę, od której możemy się uzależnić, aczkolwiek nie odbije nam się czkawką.

Fabuła umieszcza nas w chinatown i od razu zasypuje stertą pytań m.in: o ubranej na czarno kobiecie, duchach i szalonym kucharzu, strzelającym do swoich klientów. Przyznam szczerze, że potrzebowałem sporo czasu żeby dopasować wszystkie elementy układanki w całość i do ostatniej strony niczego nie byłem pewny.

Również osoby pasjonujące się krajami wschodu, acz nie koniecznie miłujące się w kryminałach, znajdą coś dla siebie. W przerwach między nowymi wątkami, pisarka uzupełnia luki wieloma ciekawymi informacjami, niekoniecznie mającymi coś wspólnego ze śledztwem.

Miałem obawy że ambicje przerosły możliwości, ale na szczęście się myliłem. Są co prawda niedoskonałości i momentami miałem wrażenie lekkiego deja vu, ale w przeciwieństwie do polskich dróg, ciężko tutaj dostrzec jakąś dziurę.

Oponent również i tutaj został sprytnie zakamuflowany, ale byłem bliski odgadnięcia i gdyby autorka co chwilę nie odwracała mojej uwagi nowymi śladami w śledztwie, prawda podobnie trafiłbym bez pudła.

pokaż więcej

 
2017-06-28 10:34:58
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017 A., Posiadam, Thriller, kryminał
Cykl: Herkules Poirot (tom 26)

„Plotka to rzeczywiście hydra lernejska o dziewięciu głowach. Nie sposób jej zniszczyć, bo na miejscu jednej odciętej głowy wyrastają dwie nowe.”

Herkules Poirot przed odejściem na emeryturę postanawia dokonać czegoś niezwykłego. Stawia sobie za cel rozwiązanie dwunastu spraw inspirowanych greckim mitem o swoim najbardziej znanym imienniku. Książka jest właściwie zbiorem 12 opowiadań – każde...
„Plotka to rzeczywiście hydra lernejska o dziewięciu głowach. Nie sposób jej zniszczyć, bo na miejscu jednej odciętej głowy wyrastają dwie nowe.”

Herkules Poirot przed odejściem na emeryturę postanawia dokonać czegoś niezwykłego. Stawia sobie za cel rozwiązanie dwunastu spraw inspirowanych greckim mitem o swoim najbardziej znanym imienniku. Książka jest właściwie zbiorem 12 opowiadań – każde opisujące inne zadanie postawione przed sławnym detektywem. Są to:
1. Lew z Nemei
2. Hydra lernejska
3. Łania kerynejska
4. Dzik z Erymantu
5. Stajnie Augiasza
6. Ptaki stymfalijskie
7. Byk kreteński
8. Klacze Diomedesa
9. Pas Hipolity
10. Stado Geryona
11. Jabłko Hesperyd
12. Pojmanie Cerbera.

Muszę przyznać, że oczekiwania miałam nieco większe. Choć czytałam różne opinie, których autorzy nie byli zachwyceni „Dwunastoma pracami…”, to postanowiłam przekonać się sama o tym, ile w nich prawdy. Niestety – tym razem niezbyt przychylne opinie nie okazały się ani troszkę przesadzone. Brakowało mi bardziej szczegółowych opisów postaci i ich portretów psychologicznych. Same prace detektywa także zostały potraktowane po macoszemu, a jego postać nie przypadła mi do gustu ani trochę. Tak, wiem – to dość krótkie opowiadania, więc czego ja się spodziewałam? Niby nie nastawiałam się na cuda, ale w głębi duszy oczekiwałam nieco więcej. Zawiodłam się…

Czytało mi się dość ciężko. Żadne opowiadanie nie wciągnęło mnie tak bardzo, abym mogła je wskazać jako moje ulubione. Choć najbardziej w pamięci utkwi mi chyba dziesiąte opowiadanie – „Stado Geryona”. Ale tylko ze względu na temat sekt… To wszystko. Mimo niewielkiej objętości nie dałam rady przeczytać tej książki jednym ciągiem. Nie tym razem.

Bardzo lubię mitologię grecką i odniesienia do niej w literaturze późniejszych epok. Tutaj jednak ewidentnie nie wyszło to do końca dobrze. Sam pomysł – genialny! Naprawdę genialny. Ale sam pomysł nie wystarczy. Całość wypada całkiem przeciętnie. Dlatego też nieco rozczarowana i w zgodzie ze swoim sumieniem nie będę gorąco zachęcać do przeczytania. Owszem – można to zrobić, ale bez nastawiania się na żadne rewelacje.

pokaż więcej

 
2017-06-25 21:12:10

A.:

„To opowieść o naszych najpodlejszych instynktach, o tym, co w człowieku najgorsze – chodzi jedynie o sposób, w jaki o tym opowiadamy. Zło i forma wypowiedzi.”

Pierre ma około 30 lat i pracuje w zoo w Vincennes. Niezbyt lubi swoją pracę. Wolny czas wypełniają mu książki i przygody na jedną noc. Nie chce wiązać się z nikim. Nie chce… A może nie potrafi? Wszystko zmienia się, kiedy w jego...
A.:

„To opowieść o naszych najpodlejszych instynktach, o tym, co w człowieku najgorsze – chodzi jedynie o sposób, w jaki o tym opowiadamy. Zło i forma wypowiedzi.”

Pierre ma około 30 lat i pracuje w zoo w Vincennes. Niezbyt lubi swoją pracę. Wolny czas wypełniają mu książki i przygody na jedną noc. Nie chce wiązać się z nikim. Nie chce… A może nie potrafi? Wszystko zmienia się, kiedy w jego otoczeniu pojawia się Ophélie – niezwykła blondynka, mająca dość ekscentryczne pomysły. Pewnego wieczoru zaciąga mężczyznę na cmentarz Pere-Lachaise. Od tej pory zaczynają ginąć ludzie z jego najbliższego otoczenia…

Być może ten opis brzmi jak kolejny typowy thriller – są zagadkowe morderstwa, więc musi być i wyjaśnienie. Ale… Nie jest to powieść, do jakich Chattam zdążył nas przyzwyczaić. Już „Niech będzie wola twoja” taka nie była. A „Sen śmiertelników”… Mistrz przeszedł sam siebie. Jednak od razu ostrzegam – powieść nie każdemu przypadnie do gustu. Jest to bowiem porządny kawał thrillera psychologicznego i totalny tzw. „mind fuck”. Chattam bawi się z czytelnikiem, nie ma żadnych skrupułów. Sama konstrukcja powieści może ciekawić – jest ona napisana od końca. Spotkałam się już z takim zabiegiem czytając powieść „Kolekcjoner oczu” Sebastiana Fitzka. Ale nie można porównywać tych dwóch książek. Są tak różne od siebie, a każda jest wyjątkowa.

Główny bohater jest zarazem narratorem i naszym przewodnikiem. A to, co się dzieje wokół niego… Niejednokrotnie odrywałam się od książki, spoglądałam przed siebie ze zdziwieniem i zadawałam sobie pytanie – czy to wszystko wydarzyło się naprawdę, czy jedynie w umyśle Pierre’a? Nawet po przeczytaniu całości nie umiem na to pytanie odpowiedzieć. Chattam otwarcie drwi z zasad dotyczących funkcjonowania społeczeństwa, konsumpcjonizmu i upodabniania się ludzi do siebie nawzajem. Z tym się zgadzam – każde, nawet lekkie odchylenie od normy traktowane jest jako coś szokującego, wręcz ordynarnego. Jest to coś, co nie powinno mieć miejsca. Przecież tak nie można! Nie można być sobą, trzeba być takim jak wszyscy. Inaczej wezmą cię za nienormalnego… Tak – okropnie mnie to drażni.

We wstępie autor ostrzega, że prawdy nie poda nam na tacy i będziemy musieli wysilić szare komórki. Ma rację! Wszystko jest tutaj tajemnicze, postaci nie pojawiają się przypadkowo, każda ma ogromne znaczenie dla fabuły, która naszpikowana jest symboliką. Z czymś wam się to kojarzy? Tak! To jak scenariusz najlepszych filmów Davida Lyncha. Jeżeli jego dzieła nie są wam obce, to „Sen śmiertelników” jest właśnie dla was! To powieść, o której będę długo pamiętała. Gorąco polecam, bo naprawdę WARTO!

-------------------------------------

D.:

Pierre to cyniczny młodzieniec ze skłonnościami samobójczymi. Pracuje w zoo, jako sprzątacz odchodów zwierząt. Wydaje się, że porządkuje to czym sam jest, bo robi to co mu się żywnie podoba. Nie liczy się z nikim dopóki nie poznaje pięknej Ophelie. Spędzają upojny wieczór, a nazajutrz zaczynają ginąć ludzie z jego otoczenia. Czy Pierre ma z tym coś wspólnego.

Na samym wstępie zaznaczę, że ta powieść jest inna od poprzednich z dorobku Chattam'a. Mniej krwawa i bardziej psychologiczna. Również napis na okładce nie kłamie, gdyż faktycznie można się w niej poczuć jak w filmie Davida Lyncha, bowiem fabuła jest zagadkowa i pozostaje niejasna do ostatnich stron. Wprawdzie domyśliłem się co nieco sensu wcześniej, ale forma w jakiej francuz, serwuje swoje opowieści wgniotła mnie w ziemię. To druga poważna zaleta Snu Smiertelników. Poza inteligentną fabułą, przy której trzeba trochę pomyśleć Chattam raczy nas doskonałym i lekkim językiem, który sprawił, że połknąłem tę książkę w trzy podejścia. Trzecim poważnym plusem jest zarys psychologiczny bohaterów. Tak oryginalnych postaci nie spotkamy nawet szpitalu psychiatrycznym. Mamy między innymi Ophelie, która lubuję się w organizowaniu romantycznych wieczorów na cmentarzach, wybuchowego Hugona, czy w końcu naszego Pierre'a, którego ostatnio pasją jest podawanie pandom środków na zatwardzenie.

Mroczna postać we mgle przywodzi mi na myśl Jamesa Sunderlanda, bohatera gry Silent Hill 2. James krążył po spowitym oparami mieście podobnie jak Pierre błądził w zakamarkach życia, próbując odnaleźć drogę. Depresja i seria niewytłumaczalnych zgonów komplikują mu to zadanie. Fabuła książki również jak wyżej wymienianej gry ma charakter symboliczny, a końcówkę możemy tłumaczyć niejednoznacznie. Jedna z najlepszych książek z dorobku tego autora.

pokaż więcej

 
2017-06-23 17:35:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017 A., E-booki, Książki Andzi, Posiadam

„Opowiadając ci tę historię, wymuszam twoje istnienie. Mówię, więc jesteś.”

Republika Gileadzka. Nasza bohaterka – Freda – pełni funkcję Podręcznej. Dom Komendanta i jego Żony może opuszczać jedynie raz dziennie. Nie wolno jej czytać, nie wolno posiadać własnych rzeczy. Raz w miesiącu musi oddać się Komendantowi, aby zajść w ciążę… Wspomina swoje dawne życie, swoją rodzinę, wolność. Ale ten...
„Opowiadając ci tę historię, wymuszam twoje istnienie. Mówię, więc jesteś.”

Republika Gileadzka. Nasza bohaterka – Freda – pełni funkcję Podręcznej. Dom Komendanta i jego Żony może opuszczać jedynie raz dziennie. Nie wolno jej czytać, nie wolno posiadać własnych rzeczy. Raz w miesiącu musi oddać się Komendantowi, aby zajść w ciążę… Wspomina swoje dawne życie, swoją rodzinę, wolność. Ale ten świat już zniknął. Teraz musi przetrwać w świecie, który dla kobiet jest istnym piekłem.

Czytałam o tej książce tak zróżnicowane opinie, że postanowiłam sama przekonać się, o co to całe zamieszanie. „Opowieść podręcznej” to powieść o zniewoleniu, odebraniu tożsamości, o poddaniu się woli przetrwania, o tym, ile jest w stanie wytrzymać człowiek… Kobiety są traktowane jak przedmioty, jak naczynia na spermę, jak maszyny rodzące dzieci. A przynajmniej Podręczne. Bo możemy tutaj poznać także Żony Komendantów, Marty oraz Gospożony. Właśnie ci Komendanci, których Żony są bezdzietne mogą posiadać Podręczne i co miesiąc odbywać z nimi stosunek. Tak, tylko raz w miesiącu. Seks nie służy zaznawaniu przyjemności, służy jedynie prokreacji. Marty natomiast są od usługiwania. Gospożony mają ubożsi mężczyźni. Pełnią one funkcję Żony, Podręcznej i Marty w jednym. Wróćmy jednak do Podręcznych. Nie noszą one swoich prawdziwych imion, ale takie, które świadczą o ich przynależności do konkretnego Komendanta. Na zakupy mogą chodzić jedynie parami – Fredzie zawsze towarzyszy Glena. Mieszkańcy Gileadu muszą uczestniczyć także w ceremoniach Wybawienia. Są to egzekucje tych, którzy złamali prawo. Ich ciała wiszą kilka dni na Murze jako ostrzeżenie…

Czy książę uznaję za kontrowersyjną, niesmaczną? Muszę przyznać, że… Nie… Być może jest to wizja świata, w którym łamane są wszelkie prawa natury, ale stwierdzam, że raczej nie będę z niesmakiem rozpamiętywać tego, co właśnie skończyłam czytać. Powieść nie jest zła – przeciwnie. Jest bardzo dobra. Ale dla mnie nie ma w niej nic szokującego. Chyba należę do innego gatunku człowieka. Albo za dużo już przeczytałam, żeby „Opowieść Podręcznej” wywołała u mnie wielkie oburzenie. Kobiety przeżywały piekło, przypominało mi to nieco życie w krajach arabskich, gdzie nie mają one nic do powiedzenia… Niemniej – nie czuję się zdruzgotana i wbita w fotel.

Kto jeszcze nie miał okazji przeczytać powieści Margaret Atwood – niech zmieni to jak najszybciej. Warto samemu ocenić, nie bazować na opiniach innych.

pokaż więcej

 
2017-06-22 05:56:38

„Nie da się zrozumieć ludzi bez próbowania tego, co mają w garnkach i na talerzach.”

Tym razem Beata Pawlikowska zabiera nas w podróż do Tybetu. Przypadek sprawił, że loty do Europy zostały odwołane i nasza autorka mogła lepiej poznać życie i kulturę Tybetańczyków. W tej króciutkiej książeczce opisane mamy klasztory buddyjskie, Pałac Potala w Lhasie, herbatę z solą i masłem, młynki...
„Nie da się zrozumieć ludzi bez próbowania tego, co mają w garnkach i na talerzach.”

Tym razem Beata Pawlikowska zabiera nas w podróż do Tybetu. Przypadek sprawił, że loty do Europy zostały odwołane i nasza autorka mogła lepiej poznać życie i kulturę Tybetańczyków. W tej króciutkiej książeczce opisane mamy klasztory buddyjskie, Pałac Potala w Lhasie, herbatę z solą i masłem, młynki modlitewne, jaki, tybetańską kuchnię oraz samego Dalajlamę. Ale… Czy jest to wystarczający obraz Tybetu?

Muszę przyznać, że tym razem autorka nieco mnie rozczarowała. Sądziłam, że dowiem się więcej o życiu mieszkańców Tybetu. Sprawa ta została jednak potraktowana nieco po macoszemu. Pani Beata rozbudziła jedynie mój apetyt, ale go nie zaspokoiła. Będę musiała sięgnąć po jakąś inną pozycję na temat Tybetu, który to jest miejscem niezwykłym, a żyjący tam ludzie są tak inni od nas… Nie wiem, czy zdecydowałabym się na wypicie herbaty z dodatkiem masła i soli albo zjadła jakikolwiek przysmak regionalnej kuchni… Tybetańczycy stosują doprawdy dziwne rozwiązania kulinarne. Choć pewnie tak samo oni myśleliby o naszej kuchni.

Na uwagę zasługuje tutaj opis postaci Dalajlamy, choć też nie jest on zbyt obszerny. Mam wrażenie, że w tej książce o wszystkim zostało zaledwie wspomniane. Żaden temat nie został opisany tak, jak należy. Zresztą – o tak bogatej kulturze nie da się napisać na kilkudziesięciu stronach, których znaczną część stanowią obrazki autorki. W poprzednich książkach Pawlikowskiej, które czytałam, nie drażniły mnie, nie przeszkadzały… A teraz było ich zdecydowanie za dużo, co kilka stron. Może przez to książka wydaje się nieco bardziej obszerna, ale co za dużo to niezdrowo.

Podsumowując – pozycja raczej średnia i stanowi bardziej wypunktowanie faktów niż rzetelny opis. A szkoda. Mam zamiar sięgnąć po jeszcze kilka pozycji napisanych przez panią Beatę i mam nadzieję, że tym razem się nie zawiodę. A „Blondynka w Tybecie” należy do takich pozycji, których czytania ani nie polecam, ani nie odradzam. Bo zapewne dość szybko o niej zapomnę…

pokaż więcej

 
2017-06-20 10:28:55

„Trzeba coś kochać, żeby to znienawidzić.”

Ronnie ma prawie 18 lat i pochodzi z Nowego Jorku. Te wakacje mają być najgorsze w jej życiu. A wszystko przez to, że będzie musiała spędzić je z ojcem, do którego nie odzywała się od trzech lat, czyli od czasu jego rozwodu z matką. Dziewczyna jest też przyzwyczajona do życia w wielkim mieście i wszelkich wygód, jakie ono oferuje. A teraz trafia do...
„Trzeba coś kochać, żeby to znienawidzić.”

Ronnie ma prawie 18 lat i pochodzi z Nowego Jorku. Te wakacje mają być najgorsze w jej życiu. A wszystko przez to, że będzie musiała spędzić je z ojcem, do którego nie odzywała się od trzech lat, czyli od czasu jego rozwodu z matką. Dziewczyna jest też przyzwyczajona do życia w wielkim mieście i wszelkich wygód, jakie ono oferuje. A teraz trafia do małej mieściny nad oceanem, w której zapewne nie dzieje się nic ciekawego… Ronnie poznaje Blaze i zaprzyjaźnia się z nią. Poznaje także Willa – przystojnego chłopaka, który należy do całkiem innego świata niż ona.

Tak, tak. Co to ja mówiłam? Ach, już wiem! Nie polubię Sparksa. Never! Argument miałam dość mocny – bo tak… A czemu nie? Przecież mogę, to wolny kraj. Nawet nie musiałam czytać opisu na okładce książki. Kilka lat temu oglądałam film pod tym samym tytułem. I wystarczy, że oglądało mi się niezbyt dobrze… Więc nastawiona byłam raczej sceptycznie. A tu proszę! W pewnym momencie nawet zerknęłam na okładkę mojego e-booka. Czy to aby na pewno Sparks? Film nijak ma się do książki, która jest o wiele lepsza. I wiem, że to nie tylko moja opinia.

Ronnie Miller jest zbuntowaną nastolatką, która nie może dogadać się z matką, a do ojca przestała się odzywać, kiedy rozpadło się małżeństwo rodziców. Nic dziwnego, że była wściekła, gdy musiała wyjechać do niego wraz ze swoim młodszym bratem. Dziewczyna wręcz nienawidzi ojca, obwinia go o rozpad małżeństwa rodziców. Ubiera się na czarno, ma fioletowe pasemka na włosach. Nie jest taka, jak większość dziewczyn. Tym właśnie zwraca uwagę przystojnego Willa, który wpada na nią podczas meczu siatkówki. Ronnie zaprzyjaźnia się z Blaze, która uwikłana jest w skomplikowany związek z dziwakiem Marcusem. Ach, wiem, że brzmi to jak jakieś tanie romansidełko, ale to nie wszystko, o czym możemy tutaj przeczytać. Ważne są także relacje Ronnie z ojcem. W ciągu trwania wakacji ulegają poprawie, a potem… Nie, nie będę spoilerować, bo jednak są tacy, którzy nie czytali książki ani nie oglądali filmu, więc nie będę odbierać im przyjemności.

Tak – Ronnie miała dla mnie twarz Miley Cyrus, a Will twarz Liama Hemswortha, ale nie przeszkadzało mi to zupełnie. Zaczynam przekonywać się do Sparksa coraz bardziej. Nie mogę wyjść z podziwu, że mężczyzna jest w stanie pisać takie dobre powieści obyczajowe. Teraz wiem także, że przy najbliższej okazji chętnie zapoznam się z inną książka tego autora. „Ostatnia piosenka” mnie przekonała. Polecam!

pokaż więcej

 
2017-06-17 15:46:33

„Byłem, jestem i będę twoim bogiem, który da ci wieczny spokój…
Ale… to będzie wymagało ofiar.
I ja ci je dam.
Bo mam do tego moje boskie prawo.”

Na Śląsku grasuje seryjny morderca, którego ofiara padają zielonookie blondynki. Policja nadaje mu przydomek Szósty, ponieważ zawsze zabija porwane kobiety po sześciu dniach. Akcją mającą na celu złapanie go dowodzi inspektor Marcin Langer ze...
„Byłem, jestem i będę twoim bogiem, który da ci wieczny spokój…
Ale… to będzie wymagało ofiar.
I ja ci je dam.
Bo mam do tego moje boskie prawo.”

Na Śląsku grasuje seryjny morderca, którego ofiara padają zielonookie blondynki. Policja nadaje mu przydomek Szósty, ponieważ zawsze zabija porwane kobiety po sześciu dniach. Akcją mającą na celu złapanie go dowodzi inspektor Marcin Langer ze Śląskiej Grupy Śledczej. Do pomocy zostaje przydzielona mu Alicja Szymczak, której zadaniem jest stworzenie portretu psychologicznego mordercy. W chwili, kiedy się spotykają, oboje mają wrażenie, że już skądś się znają… Tylko skąd?

Podczas wizyty w bibliotece zaczęłam szukać na półce książek nieznanych mi jeszcze autorów. Nazwisko Lingas-Łoniewska nie mówiło mi za dużo. Wzięłam książkę, przeczytałam opis… Tak – całkiem do rzeczy. I nie żałuję, że zdecydowałam się akurat na tę pozycję. W bibliotece można znaleźć prawdziwe skarby…

Już po kilkunastu pierwszych stronach poczułam, że oto znalazłam książkę, od której nie oderwę się, póki jej nie skończę. Klimat powieści jest niesamowity. Lekko niepokojący. Choć zapewne znajdą się czytelnicy narzekający na to, że wątek miłosny jest przesłodzony, wręcz nierealny. Ale mi tym razem to zupełnie nie przeszkadzało. Dziwne… Bo zwykle niezmiernie mnie irytuje. Znalazłam także opinie, których autorzy czepiają się błędów stylistycznych… Nie ma ich aż tak wiele, żeby mogły razić i odbierać przyjemność z czytania. Bądźmy realistami – nie czytamy rozprawy doktorskiej, w której wszystko musi być idealne. A właśnie dowiedziałam się, że „Szósty” to debiut autorki, więc tym większy szacunek i podziw z mojej strony.

Była to pierwsza powieść Agnieszki Lingas-Łoniewskiej przeczytana przeze mnie, ale na pewno nie ostatnia. Wystarczy, że napiszę, iż ta wciągnęła mnie na dobrych kilka godzin. Takie całkiem miłe oderwanie się od otaczającego świata. Nie wiem tylko, czy zaklasyfikować tę powieść jako kryminalną z wątkiem miłosnym, czy też na odwrót. Bo obydwa są tak samo ważne i znaczące dla całej historii. Muszę przyznać, że niezwykle ciekawie została opisana postać Szóstego. Czytelnik ma okazję śledzić wydarzenia także z jego perspektywy, a to dodaje całej powieści smaku. Choć nie jest trudno domyślić się, kto owym psychopatycznym zabójcą jest, ale całej historii nie ujmuje to niczego. A wręcz przeciwnie.

Polecam „Szóstego” jako odskocznię od rzeczywistości i przeniesienie się do świata, w którym znajdziemy zbrodnię, miłość, odrobinę magii i szaleństwa. Warto!

pokaż więcej

 
2017-06-16 11:29:20
Cykl: Wojna Dwóch Róż (tom 1)

„Mężczyźni rządzą światem, który znają. Wszystko, co poznają, uczynią swoim. Wszystko, czego się dowiedzą, wykorzystają. Są jak alchemicy poszukujący zasad rządzących światem i tak jak alchemicy pragną wszystko zachować dla siebie, w sekrecie. Wszystko co odkryją trzymają w zanadrzu, nawet wiedzę kują na własny, egoistyczny obraz. Cóż pozostaje dla nas, niewiast, jak nie to co nieznane.”

...
„Mężczyźni rządzą światem, który znają. Wszystko, co poznają, uczynią swoim. Wszystko, czego się dowiedzą, wykorzystają. Są jak alchemicy poszukujący zasad rządzących światem i tak jak alchemicy pragną wszystko zachować dla siebie, w sekrecie. Wszystko co odkryją trzymają w zanadrzu, nawet wiedzę kują na własny, egoistyczny obraz. Cóż pozostaje dla nas, niewiast, jak nie to co nieznane.”

Jakobinę Luksemburską poznajemy w momencie spotkania z Joanną D’Arc – tuż przed spaleniem tej drugiej na stosie. Według legendy Jakobina wywodzi się od legendarnej wodnej boginki Meluzyny i dość wcześnie odkrywa u siebie dar jasnowidzenia. W kartach widzi m.in. śmierć Joanny. Nieco później wychodzi za mąż za Jana Lancastera, który zapoznaje ją z tajnikami magii i alchemii. Umiera on jednak po dwóch latach małżeństwa, a Jakobina poślubia jego giermka - Ryszarda Woodville’a. Oboje służą na dworze króla Henryka VI i Małgorzaty Andegaweńskiej. W tym czasie także rozpoczyna się wojna Lancasterów i Yorków o władzę w Anglii. Wojnę, która przeszła do historii jako Wojna Dwóch Róż. Zaniepokojona Jakobina stara się chronić swoją rodzinę przed jej skutkami.

Kolejna przeczytana przeze mnie powieść Philippy Gregory i kolejne bardzo pozytywne zaskoczenie. Początek nie był dla mnie zbyt wciągający, natomiast później… Nie mogłam się oderwać. Z zapartym tchem czytałam o tym, jak Jakobina odkryła swój dar i jaka przerażona była, kiedy dowiedziała się o procesie czarownicy, z którą swego czasu się spotkała. Bała się o siebie i swoją rodzinę. Nic dziwnego – mamy przecież do czynienia z czasami, w których wszystko, czego nie dało się logicznie wytłumaczyć było przypisywane czarnej magii. Jakobina potrafiła przewidzieć śmierć bliskich – słyszała śpiew. Ale nie opowiadała o swoim darze wszem i wobec. Nie chciała skończyć jak inne niewiasty oskarżone o uprawianie magii, m.in. jak wspomniana już na początku Joanna D’Arc. Jakobina była niezwykłą kobietą i odegrała niemałą rolę w historii Anglii. Ale przyznam się szczerze, że do tej pory jej postać znałam tylko i wyłącznie dzięki małym wzmiankom w podręcznikach. Nigdy nie przyjrzałam się dokładniej jej postaci. Aż do teraz. Philippa Gregory wspaniale połączyła historię z fikcją literacką – za tę umiejętność bardzo ją cenię. I przyznam szczerze, że już nie mogę doczekać się, kiedy przeczytam jej kolejną powieść.

Anglia w okresie Wojny Dwóch Róż i panowania dynastii Tudorów to mój ulubiony okres historyczny. Więc grzechem jest tego nie wykorzystać. A ja właśnie grzech ten popełniłam. Polecano mi książki pani Gregory jakiś czas temu – nie skorzystałam… Ale nie żałuję, bo oto odkryłam w tym roku kolejną pisarkę, której książki sprawiają mi wielką frajdę. Wszystkim miłośnikom historii, intryg, wielkich namiętności i romansów – polecam!

pokaż więcej

 
2017-06-14 11:02:46
Autor:

„O, proszę pana, bo to była bardzo piękna, prześliczna dziewczyna. Jej uroda była równocześnie niespotkana i klasyczna. Z wyglądu mogła uchodzić za jakąś – i to nie jest przesada – księżniczkę czy nawet królewnę. A i maniery miała niczego sobie. Mężczyźni musieli na jej widok tracić głowę. No i jeden stracił…”

„Dziewczyny wyklęte 2” to życiorysy kolejnych 15 bohaterek, które ryzykowały...
„O, proszę pana, bo to była bardzo piękna, prześliczna dziewczyna. Jej uroda była równocześnie niespotkana i klasyczna. Z wyglądu mogła uchodzić za jakąś – i to nie jest przesada – księżniczkę czy nawet królewnę. A i maniery miała niczego sobie. Mężczyźni musieli na jej widok tracić głowę. No i jeden stracił…”

„Dziewczyny wyklęte 2” to życiorysy kolejnych 15 bohaterek, które ryzykowały wszystko w walce za Ojczyznę, za Polskę… Niektóre z nich skazano na karę śmierci, inne padły ofiarą komunistycznej propagandy, jakoby działały na niekorzyść ojczyzny. Wszystkie były dzielne, nie bały się. Dla nich dobro wspólne było ważniejsze niż korzyści własne. Tym razem były to: „Irena”, „Zo”, „Wiktoria”, „Marta”, „Ramzesowa”, „Ziuta”, „Ciotka”, „Eugenia”, „Ruta”, „Jachna”, „Krystyna”, „Mała Danka”, „Zofia”, „Iskierka” i „Ewunia”.

Muszę przyznać, że tę część czytało mi się lepiej niż część pierwszą. Choć odłożyłam ją na półkę na kilka miesięcy po przeczytaniu jednego rozdziału… Ale kiedy wzięłam książkę do ręki kilka dni temu i zaczęłam czytać – widziałam już, że muszę skończyć. Tym razem beletryzowanie historii postaci nie drażniło mnie tak bardzo. Wiedziałam już, czego mogę się spodziewać po autorze. A nie mam w zwyczaju oceniać książek tylko i wyłącznie po tematyce, jak już kilkakrotnie wspominałam… Więc spojrzałam na nią nieco bardziej krytycznie. Nawet okładka tej części podobała mi się znacznie bardziej niż poprzedniczki. Same plusy. Ale tylko w porównaniu… Bo mimo, że było troszkę lepiej, to jednak nie do końca przemawiała do mnie forma wypowiedzi. Ale zostawmy dokładniejszą ocenę fachowcom.

Pisanie opinii do tego typu książek jest chyba najtrudniejsze. Kilkanaście postaci, w tym wypadku kobiet, każda z nich tak samo ważna… Powtórzę to, co już pisałam - pamięć o Żołnierzach Wyklętych jest potrzebna. Warto znać ich historie, warto wiedzieć kim byli. Warto więc poznać historie dziewcząt, które przedłożyły Ojczyznę nad własne życie.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
634 266 19858
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (293)

Ulubieni autorzy (35)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (82)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd