Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
SeVIIen 
Tak, jest nas dwoje! :D Ale na forach i w grach udziela się Anna (czyli ta lepsza połowa :D). ---------------------------------------------- Damian: "Zdarzają się jeszcze tacy ludzie jak ja. Poruszamy się w tłumie, normalni pod każdym względem — może nawet bardziej niż inni, bo nie daliśmy się owinąć jak mumie sterylnymi bandażami cywilizacji." - Tess Gerritsen - Chirurg--------------------------------------- Anna: "W prawdziwym życiu, w odróżnieniu od fikcji, nic nie jest tym, czym się wydaje..." - Carlos Ruiz Zafón – Światła września
From Hell, status: Czytelnik, dodał: 1 ksiązkę i 20 cytatów, ostatnio widziany 16 minut temu
Teraz czytam
  • Kobiety z Ravensbrück. Życie i śmierć w hitlerowskim obozie koncentracyjnym dla kobiet
    Kobiety z Ravensbrück. Życie i śmierć w hitlerowskim obozie koncentracyjnym dla kobiet
    Autor:
    Przerażająca, inspirująca i głęboko niepokojąca książka Sarah Helm jest wynikiem przełomowych badań historycznych. Przez dziesięciolecia historia Ravensbrück ukryta była za żelazną kurtyną i pozostawa...
    czytelników: 74 | opinie: 3 | ocena: 9,67 (3 głosy)
  • Niespokojni zmarli
    Niespokojni zmarli
    Autor:
    Piąta część serii o antropologu sądowym Davidzie Hunterze. Piątkowy wieczór, konsultant w dziedzinie medycyny sądowej, doktor David Hunter, odbiera telefon inspektora Lundy'ego z komendy w Essex. Na w...
    czytelników: 534 | opinie: 2 | ocena: 7,83 (6 głosów) | inne wydania: 2

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-05-29 08:44:29
Cykl: Trylogia Oriany Fallaci (tom 1)

"Pierwszym z ludzkich praw jest wolność od strachu. Nie bójcie się." - Rudolph Giuliani


Nie można obiektywnie ocenić Wściekłości i Dumy nie dając wcześniej wyczerpujących danych na temat autorki. Oriana Fallaci była florentynką zamieszkałą w Nowym Jorku. Jako korespondentka relacjonowała niemal wszystkie konflikty zbrojne naszych czasów - od Wietnamu, aż do Powstania Węgierskiego. Mimo...
"Pierwszym z ludzkich praw jest wolność od strachu. Nie bójcie się." - Rudolph Giuliani


Nie można obiektywnie ocenić Wściekłości i Dumy nie dając wcześniej wyczerpujących danych na temat autorki. Oriana Fallaci była florentynką zamieszkałą w Nowym Jorku. Jako korespondentka relacjonowała niemal wszystkie konflikty zbrojne naszych czasów - od Wietnamu, aż do Powstania Węgierskiego. Mimo bogatego życiorysu, najbardziej jednak zasłynęła jako krytyczka Islamu i o tym w główne mierze jest niniejsza książka.

Wściekłość i Duma została napisana zaraz po tragicznych wydarzeniach z World Trade Center w 2001. Autorka przerwała pakt milczenia i napisała bardzo pokaźny i dość subiektywny list w którym obnaża głupotę "lewactwa" i dokładnie opisuje ideologię Mahometa. Kunszt autorki jest wyśmienity i mimo trudnego tematu jej wywody się przyjemnie czyta.


Jak już wspomniałem "Wściekłość i Duma" jest bardzo osobistą i emocjonalną refleksją autorki na temat problemu terroryzmu i bezmyślności rządów, które na niego pozwalają. Fakt ten ani trochę mi nie przeszkadzał. Wręcz przeciwnie. Oriana Fallaci w mojej podświadomości nabrała postaci małej i niewinnej dziewczynki, która próbuje zrozumieć prymitywną istotę zła. Jej uczuciowa narracja kontrastuje z okrucieństwem "dzieci Allacha". Polecam wszystkim aktywistom lewicowym głoszącym slogany pokroju: "Islam jest religią pokoju".

7/10

pokaż więcej

 
2017-05-28 11:35:05
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017 A., Książki Andzi, Podróże, Z biblioteki

„Jest początek emirackiego weekendu: czwartek wieczór, około godziny dwudziestej. Na parking galerii handlowej zajeżdża błyszczący mimo wszechobecnego pisaku i kurzu sportowy samochód lub terenówka z napędem na cztery koła. Sedany, tu nazywane „autami z salonu”, nie są popularne wśród Emiratczyków, bo uważa się je za samochody tanie, właściwe klasie pracującej i odzwierciedlające niski status... „Jest początek emirackiego weekendu: czwartek wieczór, około godziny dwudziestej. Na parking galerii handlowej zajeżdża błyszczący mimo wszechobecnego pisaku i kurzu sportowy samochód lub terenówka z napędem na cztery koła. Sedany, tu nazywane „autami z salonu”, nie są popularne wśród Emiratczyków, bo uważa się je za samochody tanie, właściwe klasie pracującej i odzwierciedlające niski status społeczny przynależących do niej osób.”

Powyższy cytat jest początkiem książki Aleksandry Chrobak „Beduinki na Instagramie”. Przyznam, że książkę przeczytałam zupełnie przypadkiem. Nie miałam tego w planach. Zobaczyłam ją stojąca na półce w bibliotece i wzięłam… Zaczęłam czytać z pewnymi obawami. Ale niepotrzebnie. Całkowicie wciągnął mnie egzotyczny i niemal baśniowy dla Europejczyków świat Emiratów.

Autorka książki jest absolwentką religioznawstwa i polonistyki oraz byłą studentką iranistyki z Krakowa. Przez pięć lat mieszkała w Abu Zabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Aby wydać swoją książkę, musiała opuścić ten kraj i już nie może do niego powrócić, bo mogłaby spotkać ją kara za krytykowanie narodu. Ale kto już miał okazję przeczytać książkę, ten wie, że nie było w niej nic gorszącego ani obrazoburczego. Jednak wie też, że ZEA to całkiem inny świat, gdzie głęboko zakorzeniona tradycja miesza się z nowoczesnością i nie do końca wiadomo, w jaki sposób książka mogła zostać tam odebrana.

Aleksandra Chrobak w swojej książce skupia się na życiu kobiet w ZEA. Mamy tutaj do czynienia z całkowicie innym obrazem muzułmanek niż ten, do którego przywykliśmy. Dowiadujemy się, że kobiety w Emiratach są często samodzielne, pracują… Są co prawda też takie, które są wierne tradycji, ale mimo wszystko jest to kraj bardzo nowoczesny. Dowiadujemy się, jak doszło do zjednoczenia Emiratów, jak wygląda codzienne życie mieszkańców, co wolno robić publicznie, a czego nie wypada, jak traktowane są Europejki, jak wygląda małżeństwo w ZEA… I o wielu, wielu innych aspektach życia Emiratczyków. Najbardziej rzuca się w oczy wspomniane już zderzenie nowoczesności i tradycji. Zakazy dotyczące kobiet są respektowane, jednak w granicach rozsądku, a Emiratki mają własne sposoby na to, aby je obejść. Nam, mieszkankom Europy, wydaje się nie do pojęcia fakt, że nie mogłybyśmy zrobić niczego bez pozwolenia mężczyzn. W ZEA tradycja ta jest nadal żywa, ale kobiety mają i na to swoje sposoby. Jakie – możecie dowiedzieć się z książki. To, co może wydać się przeciętnemu Europejczykowi szokujące, to poligamia. Obywatel Emiratów może mieć cztery żony i jest to całkiem normalna rzecz.

Różnic jest o wiele więcej, ale nie będę wszystkich opisywała… Chcę jedynie zachęcić Was do przeczytania tej naprawdę dobrej książki Aleksandry Chrobak. Nie krytykujmy innych kultur – poznajmy je lepiej. Choć nie zawsze jest to proste. Warto jednak dać im szansę. Polecam!

pokaż więcej

 
2017-05-26 12:41:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017 A., Dramat, obyczajowy, E-booki, Posiadam, Ulubione
Cykl: Zabić drozda (tom 1) | Seria: Salamandra

„Ale ja, zanim będę mógł żyć w zgodzie z innymi ludźmi, przede wszystkim muszę żyć w zgodzie z sobą samym. Jedyna rzecz, jaka nie podlega przegłosowaniu przez większość, to sumienie człowieka.”

Swoje opinie zwykle zaczynam krótkim streszczeniem początku książki i ogólnym zarysem sytuacji. Nie tym razem… Mogę jedynie napisać, że akcja rozgrywa się w fikcyjnej miejscowości Maycomb, stan...
„Ale ja, zanim będę mógł żyć w zgodzie z innymi ludźmi, przede wszystkim muszę żyć w zgodzie z sobą samym. Jedyna rzecz, jaka nie podlega przegłosowaniu przez większość, to sumienie człowieka.”

Swoje opinie zwykle zaczynam krótkim streszczeniem początku książki i ogólnym zarysem sytuacji. Nie tym razem… Mogę jedynie napisać, że akcja rozgrywa się w fikcyjnej miejscowości Maycomb, stan Alabamy, Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, a narratorką książki jest mała dziewczynka - Jean Louise Finch, zwana Skautem (lub Smykiem – zależy od tłumaczenia). Poza nią poznajemy jej brata Jema, ojca Atticusa oraz rówieśnikiem rodzeństwa – Dillem. Głównymi problemami są tutaj rasizm oraz mylne wyobrażenia o człowieku. Zatem widzimy przedstawiony świat oczami dziecka. Nieraz postrzeganie rzeczywistości może wydać nam się naiwne, ale… Dzieci już tak mają – co widzą to mówią i opisują. Być może za dużo tutaj wyobraźni. Jednak niech każdy przypomni sobie czas, kiedy był dzieckiem. Wielu z nas wyobrażało sobie nieistniejących przyjaciół, różne sytuacje… A także naszych sąsiadów i nowo poznane osoby postrzegaliśmy niekoniecznie zgodnie ze stanem faktycznym.

W powieści mamy bowiem do czynienia z osobą Arthura Radleya. Człowiek ten nie wychodzi z domu, nie bierze udziału w życiu miasteczka, nie chodzi do kościoła… A więc Skaut, Jem i Dill wyobrażają sobie, że jest z nim coś na pewno nie w porządku. Bo jak tak można? Dziecięca wyobraźnia stwarza nawet jego obrazy jako psychopatycznego mordercy… Drugą ważną postacią jest Tom Robinson, który został oskarżony o gwałt jedynie dlatego, że… był czarny. Dziś jest to nie do pomyślenia. Ale w latach Wielkiego Kryzysu w USA, kiedy to mają miejsce wydarzenia opisane w powieści, nikogo to nie dziwiło. Zwłaszcza na Południu… Obrońcą Toma zostaje ojciec Skauta, czym naraża się zdecydowanej większości mieszkańców Maycomb.

Postrzeganie w niekorzystnym świetle kogoś tylko dlatego, że zachowuje się inaczej niż większość, zawsze było dla mnie dziwne. Ale to można wytłumaczyć faktem, że sama nie jestem taka jak inni. Problem rasizmu także jest dla mnie nie do przyjęcia. Człowiek to człowiek – niezależnie od tego, jaki ma kolor skóry. Ale kilkadziesiąt lat temu było inaczej. Wszechobecna nietolerancja…. Skąd to się brało? Z zabobonów, z niesprawdzonych informacji, które przeradzały się w legendy przekazywane z pokolenia na pokolenie… W dużej mierze także ze strachu i niewiedzy. Naprawdę - trudne do pojęcia…

Cieszę się, że mogłam przeczytać „Zabić drozda”. Naprawdę się cieszę. Kilka lat temu oglądałam film nakręcony na podstawie książki, ale to jednak nie to samo. Powieść jest GENIALNA! Dlatego też podpowiem niezdecydowanym – nie czekajcie z przeczytaniem tak długo, jak ja to robiłam! Najlepiej zabierajcie się za to od razu… Bo warto.

pokaż więcej

 
2017-05-20 14:35:04

„Czasami wychodzenie za linię kosztuje. Tylko trzeba się zastanowić, czy jest tego warte.”

Jane Forrester jest świeżo upieczoną mężatką. Zamierza także podjąć pracę opiekunki społecznej, co nie do końca podoba się jej mężowi, który jest pediatrą i nie chce, żeby jego żona pracowała – szczególnie w takich warunkach… Podopiecznymi Jane zostają bowiem ubogie rodziny z okręgu Grace w Karolinie...
„Czasami wychodzenie za linię kosztuje. Tylko trzeba się zastanowić, czy jest tego warte.”

Jane Forrester jest świeżo upieczoną mężatką. Zamierza także podjąć pracę opiekunki społecznej, co nie do końca podoba się jej mężowi, który jest pediatrą i nie chce, żeby jego żona pracowała – szczególnie w takich warunkach… Podopiecznymi Jane zostają bowiem ubogie rodziny z okręgu Grace w Karolinie Północnej. W tym kolorowe rodziny. Na tle innych szczególnie wyróżnia się rodzina Hartów – piętnastolatka Ivy, jej o dwa lata starsza siostra Mary Ella wraz z synkiem Williamem oraz babka dziewcząt – Nonnie. Mary Ella jako dziewczyna niezbyt inteligentna, została zaraz po urodzeniu dziecka poddana sterylizacji. Co było zgodne z obowiązującymi przepisami… A teraz okazuje się, że także Ivy jest w ciąży i władze chcą, aby poddała się takiemu samemu zabiegowi. O wszystko zadbać ma Jane, która jednak bardzo przywiązuje się do dziewczyny i za wszelką cenę stara się uchronić ją przed losem siostry, co niezwykle wszystko komplikuje…

Po raz kolejny Diane Chamberlain zadbała o to, abym się nie nudziła. Moim zdaniem – to najlepsza jej powieść, jaką miałam okazję przeczytać. Bez dwóch zdań. Porusza niezwykle ważny temat, jakim był Program Sterylizacji Eugenicznej obowiązujący w Karolinie Północnej w latach 1929-1975. Zadaniem programu było doprowadzenie do sterylizacji osób z ograniczeniami i upośledzeniami umysłowymi oraz epilepsją. W innych stanach USA przepisy takie również istniały, ale zostały zniesione po II wojnie światowej, gdyż chciano uniknąć porównań z nazistowskimi Niemcami, gdzie miały miejsce podobne praktyki… Przyznam szczerze, że lektura nie należała do najłatwiejszych. Szczególnie, że to wszystko wydało mi się absurdalne. Ludzie nie mogący decydować o sobie sami? Poddawani sterylizacji tylko dlatego, że nie są super inteligentni? Nie do pojęcia! Jakiś tydzień temu oglądałam film „Wyrok w Norymberdze”, w którym poruszany był problem sterylizacji w hitlerowskich Niemczech i wspomniane także o takim przepisie obowiązującym w Karolinie Północnej. Ale wtedy nie widziałam, że będę miała okazję o tym przeczytać! Kiedy wzięłam z półki książkę „W słusznej sprawie” i uważnie przeczytałam opis (wcześniej ledwie na niego zerknęłam) wiedziałam już, że ta książka jest mi przeznaczona. Bo szczerze mówiąc – nie miałam pojęcia o eugenice w odniesieniu do jednego ze stanów USA. I to tak długo po wojnie…

W książce mamy do czynienia także z całą gamą bohaterów – przeciwników i zwolenników przymusowej sterylizacji. Możemy zobaczyć jak wyglądał idealny model rodziny w latach 60. – bogaty mąż, mający świetną pracę, żona nie pracuje, zajmuje się wychowaniem dzieci oraz działalnością dobroczynną, ale tylko taką, w której nie trzeba „brudzić sobie rąk”. Jane była inna – nie potrafiła wpasować się w ten model, a jej mąż, który miał inne wyobrażenia o ich małżeństwie, otwarcie krytykował jej pracę oraz sposób bycia. Chciał, aby przypominała żony jego kolegów – ciche, pokorne, uległe… Możemy także dowiedzieć się, w jakich warunkach przyszło żyć biednym rodzinom zarówno białym jak i kolorowym. Nie było to łatwe. Każdy dzień był walką o przetrwanie i o to, żeby mieć co włożyć do ust… Nie będę jednak rozpisywała się bardziej, bo przecież każdy może sięgnąć po „W słusznej sprawie” i poddać to wszystko własnemu osądowi.

Na koniec pozostaje mi tylko polecić każdemu tę właśnie książkę Diane Chamberlain, obok której nie można przejść obojętnie. Naprawdę warto!

pokaż więcej

 
2017-05-19 16:36:13

„Czasem wszystko jest zupełnie inne niż sobie wyobrażamy a czasem to, co uważaliśmy za rzeczywistość w ogóle nie istnieje.”

Rok po śmierci jednej ze swoich córeczek – bliźniaczek jednojajowych -Lydii, Angus i Sarah Moorcroft postanawiają, że ich rodzina będzie odtąd zamieszkiwać Torran, maleńką szkocką wysepkę. Tym sposobem cała rodzina chce uciec od wspomnień. Jednak niespodziewanie ich...
„Czasem wszystko jest zupełnie inne niż sobie wyobrażamy a czasem to, co uważaliśmy za rzeczywistość w ogóle nie istnieje.”

Rok po śmierci jednej ze swoich córeczek – bliźniaczek jednojajowych -Lydii, Angus i Sarah Moorcroft postanawiają, że ich rodzina będzie odtąd zamieszkiwać Torran, maleńką szkocką wysepkę. Tym sposobem cała rodzina chce uciec od wspomnień. Jednak niespodziewanie ich córka Kristie – ta, która przeżyła, zaczyna twierdzić, że wszyscy się pomylili, a ona jest Lydią… Koszmar powraca. Na wysepce odciętej od świata wszystko wydaje się jeszcze bardziej przytłaczające… Z którą bliźniaczką mamy do czynienia – z Lydią czy Kristie? Co tak naprawdę działo się owego feralnego dnia, kiedy jedna z nich zginęła w nieszczęśliwym wypadku?

Kiedy zaczęłam czytać „Bliźnięta z lodu”… Czułam, że to będzie świetna książka. Napięcie rosło, wszystko zaczynało być coraz bardziej tajemnicze i niezrozumiałe, autor prowadził swoistą grę psychologiczną z czytelnikiem… Miałam nadzieję, że oto właśnie znalazłam thriller, jakiego jeszcze nie miałam okazji czytać. Byłam zmuszona odłożyć książkę, kiedy doszłam do połowy. Sięgnęłam po nią ponownie i… Czar prysł. Gdzie się podziała cała tajemnicza atmosfera i nutka niepokoju, którą odczuwałam po przeczytaniu pierwszej połowy? Absolutnie nie twierdzę, że książka jest zła. Nie jest! A nawet więcej – jest dobra. Ale w tym wypadku – tylko dobra…

Jak już wspomniałam – podczas lektury pierwszej połowy towarzyszyło mi uczucie niepokoju, tajemniczości, a nawet… lęku. Dziwne. Dawno tak się nie czułam podczas czytania jakiejkolwiek książki. Więc moje odczucie i efekt WOW były jak najbardziej na miejscu. Potem… Napięcie opadło. Pomyślałam nawet zaraz po zakończeniu książki, że to może niesprzyjająca atmosfera, hałasy, nie ta pora dnia… Jednak to odczucie szybko minęło. A nawet doszłam do wniosku, że to pewnie przez to, że obejrzałam za dużo filmów tego typu w swoim życiu… Zabrakło mi czegoś… Czego nawet nie potrafię nazwać. Ale dzięki temu „Bliźnięta z lodu” byłyby książką kompletną, która od początku do końca trzymała w napięciu.

Zakończenie… Czytałam różne opinie – że wbija w fotel, że ktoś nie spodziewał się takiego obrotu sprawy… Ale to było do przewidzenia. Choć autor stara się prowadzić z czytelnikiem swego rodzaju psychologiczną grę… To jednak moje przeczucia w tym wypadku okazały się słuszne. Mam za duże wymagania. Nic na to nie poradzę. Niemniej jednak – książka jest warta uwagi. Choćby ze względu na atmosferę towarzyszącą jej czytaniu na samym początku. Najlepiej przekonać się samemu, prawda? Polecam zatem tak właśnie zrobić.

pokaż więcej

 
2017-05-18 15:39:32

"Wojna to pokój.
Wolność to niewola.
Ignorancja to siła."


Winston Smith mieszka w Oceanii - antyutopijnym świecie pełnym kamer i kapusiów. Życie jego i milionów innych mieszkańców Angsocu jest bezustannie monitorowane przez władze, a najmniejsze odstępstwa od normy są surowo karane.

Minęły trzy lata od kiedy przeczytałem "Folwark Zwierzęcy". Mimo bajkowego konceptu, lektura ta niosła...
"Wojna to pokój.
Wolność to niewola.
Ignorancja to siła."


Winston Smith mieszka w Oceanii - antyutopijnym świecie pełnym kamer i kapusiów. Życie jego i milionów innych mieszkańców Angsocu jest bezustannie monitorowane przez władze, a najmniejsze odstępstwa od normy są surowo karane.

Minęły trzy lata od kiedy przeczytałem "Folwark Zwierzęcy". Mimo bajkowego konceptu, lektura ta niosła głębokie przesłanie, które nieraz przekładało się na karty naszej historii. Tym razem Orwell uderzył w samo sedno. Doskonale przedstawił uciśnioną warstwę mieszczańską, kompletnie wyzutą z narodowości i wolnej woli. "Rok 1984" jest nie tylko doskonałym sci-fi, ale również dogłębną analizą państwa totalitarnego. Mimo iż bohater jest tylko szarą mróweczką, to i tak Orwell nie poskąpił swoim czytelnikom kulis propagandy, podobnie jak to zrobił poprzednio przy "Folwarku Zwierzęcym".

Niniejsza pozycja została wydana w 1949. Mimo iż mroczna wizja autora się nie sprawdziła, to i tak od wielu lat obawiamy się totalitaryzmu, którego oddech jeszcze czujemy na karku. Przesłanie Orwella jest nadal aktualne i pozostanie jeszcze na wiele lat... Nawet w czasach kiedy ziemianie skolonizują Marsa.

pokaż więcej

 
2017-05-16 08:30:52

„Jeżeli moje długie życie czegoś mnie nauczyło, to tego, że miłość pokazuje nam, kim chcemy być, wojna zaś - kim jesteśmy.”

Dwie siostry – Isabelle i Vianne Rossignol. Dzieli je spora różnica wieku, doświadczenia oraz okoliczności, w jakich dorastały. Matka dziewczynek umiera, kiedy młodsza Isabelle ma zaledwie cztery latka. Ojciec oddaje obie siostry obcej kobiecie na wychowanie. Vianne...
„Jeżeli moje długie życie czegoś mnie nauczyło, to tego, że miłość pokazuje nam, kim chcemy być, wojna zaś - kim jesteśmy.”

Dwie siostry – Isabelle i Vianne Rossignol. Dzieli je spora różnica wieku, doświadczenia oraz okoliczności, w jakich dorastały. Matka dziewczynek umiera, kiedy młodsza Isabelle ma zaledwie cztery latka. Ojciec oddaje obie siostry obcej kobiecie na wychowanie. Vianne wcześnie wychodzi za mąż i oddaje swoją młodszą siostrzyczkę do szkoły z internatem. Temperament Isabelle powoduje, że zostaje wyrzucona z kilku placówek, z ostatniej tuż po rozpoczęciu wojny. Kiedy Niemcy zajmują Francję w 1940 roku – wszystko się zmienia. Impulsywna Isabelle włącza się w działalność ruchu oporu. Natomiast mąż Vianne otrzymuje powołanie do armii. Kobieta zostaje sama z córeczką, ale musi odtąd także dzielić własne mieszkanie z niemieckim oficerem, który odgórnie zostaje przydzielony do niej na kwaterę. Cena za uratowanie życia jest niezwykle wysoka…

Historia przedstawiona w książce inspirowana jest życiorysem Andrée de Jongh – bohaterki ruchu oporu. Była ona belgijską nauczycielką. Jej życie to walka z okupantem. Jej historia jest podobna do historii życia bohaterki „Słowika” – Isabelle. Dlatego też nie będę tutaj opisywała faktów dotyczących pani de Jongh, bo musiałabym zdradzić za dużo o Isabelle, a nie chcę nikomu psuć przyjemności czytania. Mogę jedynie powiedzieć, że młodsza z sióstr Rossignol była, kolokwialnie mówiąc, w gorącej wodzie kąpana. Nie mogła usiedzieć spokojnie, kiedy widziałam jaka krzywda dzieje się jej rodakom. Nie mogła też zrozumieć Vianne, która postanowiła poddać się losowi, bo czuła, że walka nic nie da i nic dobrego z tego nie wyniknie. Myślała, że wszystko się ułoży. Wierzyła, że rząd francuski, który uznał władzę Hitlera, nie da im – szarym obywatelom – zrobić krzywdy, a Niemcy okupujący Francję będą zachowywać się porządnie. Wraz z rozwojem wypadków obserwujemy przemianę Vianne. Ale także nie napiszę niczego więcej na jej temat. Dodam, że jej postać bardziej przypadła mi do gustu, niż postać młodszej siostry. Może dlatego, że zapewne zachowałabym się podobnie do niej… Tak – gdyby wybuchła wojna, na pewno nie byłabym od początku taką bohaterką jak Isabelle…

„Słowik” napisany jest bardzo przyjemnym językiem. Czyta się bez znużenia. Nie ma niepotrzebnych opisów. Konstrukcja powieści sprawia, że jest ona bardzo wciągająca i nie można przestać czytać, bo ciekawość nie daje spokoju. Jak będzie wyglądało dalsze życie sióstr? Co się stanie? Opisy zachowania niemieckich okupantów także są bardzo realistyczne. A to zachowanie razi. Pięści same się zaciskają. Ale takie rzeczy działy się naprawdę. Przecież w Polsce było podobnie, a może nawet jeszcze gorzej – brak żywności, bieda, polowania na Żydów, kary za jakiekolwiek przejawy oporu wobec okupanta, wywózki o obozów koncentracyjnych… Ta historia nie może się powtórzyć!

Popełniłam niewybaczalny błąd… Tak, tak – wielki błąd. Przyznaję się do winy. Podchodziłam do tej książki niezwykle sceptycznie. Bo pewnie kolejne głupiutkie romansidełko, postacie płytkie, a wydarzenia przelukrowane. A tu taka niespodzianka! Już po pierwszych kilkunastu stronicach poczułam ciarki na plecach. Poczułam, że to jest to! I nie mogłam się oderwać. Po prostu nie mogłam. Choć już od początku czułam, że kiedy dojdę do końca, to będę płakać. Tak też się stało… To druga lektura w moim życiu (i to w ciągu ostatnich kilku miesięcy), która doprowadziła mnie do łez. A także zmusiła do refleksji. Życie człowieka jest takie kruche. Może wydawać się także, że niewiele warte. Ale to nieprawda. Każdy człowiek jest ważny i może wiele. Każdy ma w sobie siłę i wolę przetrwania. Każdy może pomóc. Wszyscy tworzymy ten świat i nie możemy pozwolić, żeby ktoś nam go odebrał. Polecam lekturę „Słowika” wszystkim, bo warto! Ta książka jest jak magnes – zaczniesz czytać, nie będziesz mógł przestać, póki nie skończysz. A zatem – miłej lektury!

pokaż więcej

 
2017-05-13 14:39:45

„Nigdy nie miałem czasu pomyśleć. Zawsze były jakieś kłopoty i nad niczym nie mogłem się zastanowić. Gdybym zszedł w dół i został tam chociaż na krótko, miałbym czas na rozmyślania o wszystkim, co mnie spotkało w życiu.”

Trzy powieści Steinbecka w jednym tomie. Trzy powody do szczęścia. Książkę czytałam od miesiąca. Ale to nie dlatego, że była kiepska, o nie! Steinbeck jest bardzo wymagającym...
„Nigdy nie miałem czasu pomyśleć. Zawsze były jakieś kłopoty i nad niczym nie mogłem się zastanowić. Gdybym zszedł w dół i został tam chociaż na krótko, miałbym czas na rozmyślania o wszystkim, co mnie spotkało w życiu.”

Trzy powieści Steinbecka w jednym tomie. Trzy powody do szczęścia. Książkę czytałam od miesiąca. Ale to nie dlatego, że była kiepska, o nie! Steinbeck jest bardzo wymagającym pisarzem i każdą z powieści musiałam najpierw przetrawić i przemyśleć, a potem dopiero mogłam zabrać się za następną. A o czym była każda z nich?

Pierwsza powieść to „Pastwiska niebieskie”. Jest to zbiór opowiadań na temat tytułowych pastwisk i ich mieszkańców. Wszystkie łączy jedna z rodzin tam zamieszkujących. Są oni obserwatorami życia sąsiadów, prowadzą między sobą dyskusje na ten temat. Ale nie wtrącają się w życie innych. Komentują tylko to, co zaobserwowali. Druga powieść to „Złota czara” opowiadająca o życiu króla piratów – Henry’ego Morgana. Przypomina ona jednak bardziej baśń niż typową biografię. I wreszcie trzecia powieść – „Nieznanemu bogu”. Opowiada ona o nieuchronności przeznaczenia, praw natury i praw boskich. Jest to powieść o przemijaniu (uważam, że najlepsza z tych trzech).

Wszystkie powieści łączy oczywiście styl autora – barwny, dość lekki język. Ironia jest tutaj pomieszana z tragizmem bohaterów. Każda z powieści jest inna, z każdej można wynieść inną naukę. Ale każda z nich uczy nas czegoś. Każda jest wyjątkowa i niepowtarzalna. Są tutaj chwile radości, smutku, wzloty i upadki. Tak jak w życiu - raz lepiej, raz gorzej. Trzy powieści tak różne, a jednak tak bardzo ze sobą powiązane. Tutaj wszystko jest możliwe – ponownie można rzec – jak w życiu. Dopadł mnie nastrój niezwykle refleksyjny, ale nie sposób inaczej ocenić tej książki. Człowiek jest zależny od bardzo wielu czynników – od natury, od innych, od przypadkowego nieraz splotu zdarzeń, od Boga (jeżeli wierzy)… A od samego siebie? Ile zależy tylko i wyłącznie od nas samych? Steinbeck zmusza do zastanowienia się nad sobą.

Polecam wszystkim miłośnikom prozy autora, ale też tym, którzy lubią wysiłek intelektualny. To nie jest prosta lektura. Ale zapada w pamięć. I zmusza do refleksji nad życiem.

pokaż więcej

 
2017-05-11 19:31:41
Cykl: Królowie przeklęci (tom 6-7)

„Kiedy człowiek próbuje nazwać trawiący go ból za pomocą zrozumiałych słów, to znaczy że go zaakceptował.”

Francja chyli się ku upadkowi… Francja, która była taka wielka i potężna. Gaśnie dynastia Kapetyngów. Ich tronem rządzi bardzo prosta reguła - po silnym, autorytarnym władcy następował słaby, niezdecydowany, a nawet niedorozwinięty… Silna Francja, jaką zostawił Filip Piękny, rozsypuje...
„Kiedy człowiek próbuje nazwać trawiący go ból za pomocą zrozumiałych słów, to znaczy że go zaakceptował.”

Francja chyli się ku upadkowi… Francja, która była taka wielka i potężna. Gaśnie dynastia Kapetyngów. Ich tronem rządzi bardzo prosta reguła - po silnym, autorytarnym władcy następował słaby, niezdecydowany, a nawet niedorozwinięty… Silna Francja, jaką zostawił Filip Piękny, rozsypuje się po wybuchu wojny stuletniej. W Anglii mają dość Izabeli i Mortimera, których kiedyś przecież kochali. Niespodziewanie na tronie zasiada Edward III – król, na jakiego Anglia czekała. Zaczyna on rościć sobie prawa do tronu Francji – jako wnuk Filipa Pięknego. Rozpoczyna się prawdziwa walka. Walka o władzę. Walka, która doprowadzi Francję do klęski.

Zastanawiam się, jak mam ocenić leżącą obok mnie książkę, do której czytania zabierałam się ponad rok… W tomie tym zamieszczone są dwie powieści: „Lew i Lilie” oraz „Gdy król gubi swój kraj”. O ile pierwsza z nich poziomem zbliżona była do poprzedniczek, to ta ostatnia… Po przeczytaniu kilkunastu opinii i wszechobecnemu narzekaniu na ostatnią część, byłam właśnie jej najbardziej ciekawa. Z wielkim żalem muszę jednak stwierdzić – podzielam opinię zdecydowanej większości. Czytelnik może mieć nawet wrażenie, że jest ona napisana przez kogoś innego. Czytanie jej nie było może drogą przez mękę, ale nie należało do lekkich. Co jakiś czas nawet zerkałam na liczbę stron, która jeszcze została. Bo bardzo chciałam zakończyć czytanie jak należy…

„Lew i Lilie” są powieścią, która jak już wspomniałam nie ustępuje poprzedniczkom. Czyta się równie świetnie. Daje się odczuć widmo nieuchronnej zagłady. Czytelnik jest ciekawy: co stanie się dalej? I ma nadzieję, że coś być może się zmieni, że da się uniknąć klęski, że wszystko dobrze się zakończy. Ale jeżeli zapoznał się wcześniej z tym fragmentem historii… Wie, co się wydarzy. Ale i tak – nie traci wiary. Sama tak często mam oglądając film czy też czytając książkę po raz kolejny – znam zakończenie, wiem, co się wydarzy, a jednak mam cichą nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Może to głupie i naiwne, ale tak właśnie jest.

„Gdy król gubi swój kraj”… Tutaj czeka nas na początku małe zaskoczenie – zmiana sposobu narracji na pierwszoosobową. Wydarzenie śledzimy z perspektywy kardynała de Perigarda. Od razu można wyczuć tutaj jakąś melancholię, poczuć gęstniejącą atmosferę… A także przeczytać 300-stronicowy monolog, który miejscami usypia… Tylko dla wytrwałych.

Podsumować ten tom mogę w jeden sposób – wspaniała pierwsza powieść i dość przeciętna druga. Cały cykl prezentuje się znakomicie – z wyłączeniem tej właśnie ostatniej części. Myślę, że kiedyś jeszcze wrócę do tego cyklu. Rozstać się z niektórymi bohaterami nie było łatwo… Sentyment pozostanie. Na zawsze.

pokaż więcej

 
2017-05-09 18:53:15
Autor:

"I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie, i wypędzajcie ich, skąd oni was wypędzili – Prześladowanie jest gorsze niż zabicie. – I nie zwalczajcie ich przy świętym Meczecie, dopóki oni nie będą was tam zwalczać. Gdziekolwiek oni będą walczyć przeciw wam, zabijajcie ich! – Taka jest odpłata niewiernym!"
Koran 2:191

Centrum Studiów Nad Politycznym Islamem (CSPI) jest międzynarodowym ruchem,...
"I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie, i wypędzajcie ich, skąd oni was wypędzili – Prześladowanie jest gorsze niż zabicie. – I nie zwalczajcie ich przy świętym Meczecie, dopóki oni nie będą was tam zwalczać. Gdziekolwiek oni będą walczyć przeciw wam, zabijajcie ich! – Taka jest odpłata niewiernym!"
Koran 2:191

Centrum Studiów Nad Politycznym Islamem (CSPI) jest międzynarodowym ruchem, łączącym ludzi z całego świata świata i dostarczającym łatwo zrozumiałą wiedzę na temat politycznego islamu. Pracę organizacji opierają się na pracach Billa Warnera - przewodniczącego organizacji, profesora matematyki i pasjonata religijnego, ale do rzeczy...

"Koran w Dwie Godziny" objaśnia nam podstawowe założenia nauk Mahometa oraz jego nastawienie do swoich wyznawców i niewiernych (kafirów). Ponadto w naukowy sposób wyjaśnia zjawiska Świętej Wojny (Dzihadu) i łamie wiele innych stereotypów dotyczących tej "religii pokoju". Życiorys Mahometa jest zestawiony z odpowiednimi na ten czas wersetami Koranu, dzięki temu możemy zrozumieć jego postępowanie. Autor niewiele dodaje od siebie - podobał mi się ten zabieg, gdyż nie robi z czytelnika idioty, a tekst i tak jest przejrzysty.

Koran jest księgą niezrozumiałą dla osoby nieznającej życiorysu Mahometa. Ponadto rozdziały (Sury) w klasycznie wydawanym Koranie nie są uporządkowane chronologicznie. Praca Billa Warnera nie daje ścisłej wiedzy nauk mahometańskich, ale skrupulatnie przygotowuje do zapoznania sie z tą jakże kontrowersyjną ideologią polityczno-religijną. Polecam tę pracę szczególnie aktywistkom wspierającym ideologię multi-kulti.

pokaż więcej

 
2017-05-07 17:32:59

„Jeśli nie pasujesz do systemu, system zmienia ci życie w piekło.”

Niedaleko pubu The Fox and Hounds znajduje się niepozorne wejście do Slade House. Nie jest ono dostępne zawsze – tylko w wybranym czasie i dla wyjątkowych osób. Wejść jest łatwo, ale wyjść… Stamtąd nie ma ucieczki. Co dziewięć lat mieszkańcy niezwykłego domu zapraszają do siebie gościa posiadającego coś, czego nie mają inni....
„Jeśli nie pasujesz do systemu, system zmienia ci życie w piekło.”

Niedaleko pubu The Fox and Hounds znajduje się niepozorne wejście do Slade House. Nie jest ono dostępne zawsze – tylko w wybranym czasie i dla wyjątkowych osób. Wejść jest łatwo, ale wyjść… Stamtąd nie ma ucieczki. Co dziewięć lat mieszkańcy niezwykłego domu zapraszają do siebie gościa posiadającego coś, czego nie mają inni. Co dzieje się w wnętrzu tajemniczego domostwa skrywającego się w niepozornie wyglądającym zaułku? Kim są jego mieszkańcy? I dlaczego ten, kto raz tam wszedł, już nie wraca?...

Po raz pierwszy miałam okazję przeczytać utwór, który wyszedł spod pióra Davida Mitchella. Wcześniej zetknęłam się z tym nazwiskiem jedynie przy oglądaniu ekranizacji innej jego powieści – „Atlasu chmur”. Muszę przyznać, że nawet nie wiem, kiedy minęło mi te kilka godzin spędzonych nad lekturą. Miała w sobie coś tajemniczego, coś przyciągającego i niepokojącego. Coś zmuszającego do dalszego czytania.

Zastanawiam się, co też mogę napisać o tej książce tak, żeby nie zdradzić fabuły w stopniu większym niż jest to konieczne. Nie jest to proste. Książka nie jest zbyt obszerna – nie ma nawet 200 stron. Ale też wiem, że zapadnie w pamięć na dłużej. Gdybym miała jakoś zaklasyfikować tę powieść… To także miałabym problem. Mamy tutaj 5 historii połączonych z tajemniczym Slade House, elementy powieści grozy, sagi rodzinnej, fantastyki, science fiction… Z tego mixu wyszło jednak coś naprawdę rewelacyjnego!

Jak już wspomniałam – poznajemy tutaj 5 różnych historii i różne postacie. Każda z nich jest inna, ma inną osobowość. Każda odwiedziła Slade House z innych pobudek. Jednak wszystkie mają coś, co… Hm, lepiej będzie, jeżeli przemilczę tę kwestię. O postaciach nie dowiadujemy się za dużo. Akurat tyle, ile powinniśmy wiedzieć. Poznajemy jedynie zarysy ich portretów psychologicznych. W zakończeniu także jest coś, co może zaskoczyć. Nagły zwrot akcji. I nic już nie jest tym, co się wydaje…

Niektóre fragmenty czyta się jak opisy snów, halucynacji, biegu myśli, czego wyrazem jest brak znaków przestankowych (nie wiem dlaczego, ale od razu nasunęło mi się skojarzenie z „Ullysesem” Joyce’a). Ale znakomicie wkomponowują się one w całość. Wiem, że nad tą niezwykłą powieścią warto zastanowić się dłużej. Wiem także, że myśli o niej będą do mnie wracać. Polecam!

pokaż więcej

 
2017-05-06 20:29:04

„I wtedy zrozumiałam - możliwe, że po raz pierwszy - że on mnie kochał. I przez maleńką chwilę - Bóg wie, że tylko małą, maleńką chwilę - że i ja go kochałam.”

W hrabstwie Castelton płonie klasztor – to młody lord i jego ludzie nocą podpalili przybytek. Nikt nie uszedł z życiem. Nikt – oprócz nowicjuszki Anny. Kobieta powraca do swojego starego domu i do swojej opiekunki Morach. Wraca także...
„I wtedy zrozumiałam - możliwe, że po raz pierwszy - że on mnie kochał. I przez maleńką chwilę - Bóg wie, że tylko małą, maleńką chwilę - że i ja go kochałam.”

W hrabstwie Castelton płonie klasztor – to młody lord i jego ludzie nocą podpalili przybytek. Nikt nie uszedł z życiem. Nikt – oprócz nowicjuszki Anny. Kobieta powraca do swojego starego domu i do swojej opiekunki Morach. Wraca także do dawnego imienia – Alys. Stara Morach ma we wsi opinię czarownicy i odkrywa u Alys podobny dar. Daje się ona poznać także jako znakomita zielarka. O umiejętnościach dziewczyny dowiaduje się stary lord, który walczy ze śmiercią. Posyła więc po nią, a kiedy Alys ratuje mu życie zatrzymuje ją w zamku. Ale nikt nie może dowiedzieć się, że jest czarownicą. Wszyscy muszą wierzyć, że jest tylko zdolną zielarką. Bo przecież czarownice palą na stosie…

Było to moje pierwsze spotkanie z prozą pani Gregory. I tak do końca nie wiem, czy mogę zaliczyć je do udanych. Dlaczego? Już wyjaśniam. 2/3 książki czytałam niemalże z wypiekami na twarzy, a potem… Im dalej, tym na całe nieszczęście gorzej. Tak, jakby autorce nagle zabrakło pomysłów, nie wiedziała, w jaki sposób ma skończyć są powieść i chwytała się różnych rozwiązań, niekoniecznie dobrych. Przyznam też, że szczerze irytowała mnie postać Alys. Wszystkim obiecywała to, co chcieli i każdemu mówiła to, co właśnie chciał usłyszeć. A swoje i tak robiła. Nie liczyła się z nikim. Chciała jedynie osiągnąć swoje własne cele. Co jeszcze mnie nieco drażniło – opisy… A właściwie ich brak. Autorka za bardzo skupiła się akcji. Brakowało mi opisów rytuałów, opisów krajobrazów, strojów, realiów Anglii za panowania Henryka VIII. Tło historyczne też mogło być nieco lepiej przedstawione.

Zaczęłam od tego, co w książce mi się nie podobało. Ale nie byłabym sobą, gdybym nie dostrzegła także dobrych stron. Bardzo, ale to bardzo ciekawy pomysł. Choć byłam przekonana, że troszkę więcej będzie tych procesów czarownic… Alys była denerwująca – ale chyba dzięki temu zapamiętam tę postać na dłużej. Mimo wszystko – była całkiem udanie skonstruowaną postacią. Nieco zabrakło mi opisów jej myśli i wyjaśnienia pobudek, jakie kierowały nią w kluczowych momentach… Inne postacie także prezentowały się nadzwyczaj dobrze. O dziwo – najbardziej polubiłam lady Catherine, choć może początkowo lubić się nie dała, ale z czasem poczułam do niej swego rodzaju sympatię i współczułam… Jednak nic więcej nie napiszę – o tym, jaka była początkowo i dlaczego zasłużyła na moje współczucie można przeczytać sięgając po „Czarownicę”

Czytałam o autorce dużo dobrego. Być może trafiłam na niewłaściwą jej książkę. Zachęcona opisem – uległam. Bo uwielbiam powieści historyczne, gdzie fikcja przeplata się z wydarzeniami, które faktycznie miały miejsce. A Anglia za panowania Tudorów to jest to, co bardzo lubię. Z całą pewnością jednak dam szansę innym pozycjom napisanym przez panią Gregory. A „Czarownicę” można przeczytać – całkiem ciekawa odskocznia od codzienności.

pokaż więcej

 
2017-05-03 14:02:18
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017 A., Dramat, obyczajowy, E-booki, Posiadam
Autor:

„Kiedy znajdziesz książkę, którą pokochasz, zawsze będziesz pamiętał uczucie, jakie w Tobie wywołała, jej wagę i to, jak leżała w Twojej dłoni.”

Simon Watson pracuje w bibliotece, mieszkam sam w małym domku nad zatoką. Jego matka utonęła, a siostra zaczęła pracować w cyrku. Pewnego czerwcowego dnia, zupełnie niespodziewanie, Simon otrzymuje dziwną starą księgę, znacznie naruszoną przez upływ...
„Kiedy znajdziesz książkę, którą pokochasz, zawsze będziesz pamiętał uczucie, jakie w Tobie wywołała, jej wagę i to, jak leżała w Twojej dłoni.”

Simon Watson pracuje w bibliotece, mieszkam sam w małym domku nad zatoką. Jego matka utonęła, a siostra zaczęła pracować w cyrku. Pewnego czerwcowego dnia, zupełnie niespodziewanie, Simon otrzymuje dziwną starą księgę, znacznie naruszoną przez upływ czasu. Nie zna nadawcy i nie wie, dlaczego akurat on był adresatem przesyłki. Zapisana została w niej historia wędrownej trupy cyrkowej z XIX wieku. Stanowi ona część historii rodziny bibliotekarza. Dowiaduje się o utonięciu syreny – stało się to 24 lipca. Czyli dokładnie w tym samym dniu, kiedy zginęła jego matka! Czy to tylko przypadek? Simon coraz bardziej boi się o życie swojej siostry, która zamierza go odwiedzić, a magiczna data zbliża się nieuchronnie…

Zachęcona opisem i ciekawą okładką… Nastawiłam się na niesamowite emocje. Chyba jednak niepotrzebnie, bo poczułam lekki niedosyt. Oczekiwałam niesamowitej historii. A ta nie była aż tak niesamowita. Oczekiwałam jakiegoś nagłego zwrotu wydarzeń. Jednak też na próżno. Co nie oznacza, że książka była kiepska, bo to nieprawda. Ale też nie wciągnęła mnie. Nie przypadł mi do gustu także styl autorki, który momentami wydawał mi się nieco przytłaczający. W mojej głowie zaś rodziła się tylko jedna myśl – skończyć czytać jak najszybciej.

Początkowo byłam nastawiona bardzo pozytywnie – kiedy pojawiła się magia, wróżbiarstwo, tarot… Sądziłam, że będę się świetnie bawić. Im dalej jednak, tym bardziej byłam rozczarowana. Autorka nie potrafiła zaciekawić mnie na tyle, abym po przeczytaniu ostatniego słowa żałowała, że to koniec. Nie… Jak już napisałam – było wręcz przeciwnie. Poczucie ulgi… Pomysł znakomity – a wyszło bardzo przeciętnie. Choć wiem, że niektórzy są tą pozycją zachwyceni. Niestety, tym razem zachwytów nie podzielam.

Zauważyłam, że potrafię rozpisywać się na temat książek świetnych, wybitnych, jak i tych kiepskich, a o tych przeciętnych nie potrafię. Bo nie wzbudzają we mnie żadnych uczuć. Są, bo są. Czytam je, bo nie lubię zostawiać niedokończonych książek. Ale też szybko o nich zapominam. „Księga wieszczb” będzie właśnie taką książką – nie będę długo o niej pamiętać.

pokaż więcej

 
2017-05-01 12:39:14

„Drań był już spóźniony o siedemnaście minut, a jeśli czegoś nienawidził to z pewnością braku punktualności. No i oczywiście bycia wystawionym do wiatru. To uważał za jeszcze gorsze. Czego też ludzie nie wymyślą? Żaden z nich nie był nieśmiertelny, ale każdy zachowywał się tak, jakby gdzieś istniało biuro zaginionego czasu, dokąd można by pójść i odzyskać stracony czas życia.”

Robert Stern...
„Drań był już spóźniony o siedemnaście minut, a jeśli czegoś nienawidził to z pewnością braku punktualności. No i oczywiście bycia wystawionym do wiatru. To uważał za jeszcze gorsze. Czego też ludzie nie wymyślą? Żaden z nich nie był nieśmiertelny, ale każdy zachowywał się tak, jakby gdzieś istniało biuro zaginionego czasu, dokąd można by pójść i odzyskać stracony czas życia.”

Robert Stern jest odnoszącym sukcesy adwokatem. Była dziewczyna, Carina, prosi go o spotkanie. I nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że kobieta zjawia się w umówionym miejscu z dziesięcioletnim Simonem, który twierdzi, że zabił człowieka… Piętnaście lat temu. Początkowo Stern sądzi, że to jakiś głupi żart. Ale kiedy chłopiec podaje dokładne szczegóły zbrodni i miejsce ukrycia zwłok, Robert zmienia zdanie. Jest w tym coś dziwnego. Tym bardziej, że Simon zdradza adwokatowi, że w najbliższej przyszłości liczba ofiar się powiększy. Czy chłopiec przeżył reinkarnację? Czy w poprzednim wcieleniu był mordercą? Dlaczego Sternowi tak bardzo zależy na wyjaśnieniu tej zagadki?

Już jakiś czas temu miałam zamiar zabrać się za czytanie powieści pana Fitzka „Śmierć ma 143 cm wzrostu”. Był tylko jeden mały szczegół – nie mogłam nigdzie jej znaleźć. Dlatego ucieszył mnie fakt, że pojawi się ona w naszym kraju pod nowym tytułem – „Ostatnie dziecko”. Zabrałam się do czytania i… Przepadłam. Jak to zwykle bywa podczas lektury książek tego autora. Początkowo wszystko wydawało mi się poplątane, niespójne, dziwne i przerażające. Czułam się, jakbym oglądała jeden z filmów Davida Lyncha. Mózg działał na najwyższych obrotach, głowa bolała od myślenia. Gdyby była to pierwsza książka Fitzka, jaką czytałam, byłabym zachwycona. Gdybym nie czytała wcześniej „Odprysku” i „Pasażera 23”, pewnie wychwalałabym ją pod niebiosa. A teraz… Teraz mogę powiedzieć, że była „jedynie” rewelacyjna. Nie była wybitna, nie była też arcydziełem. Rewelacyjna.

Przyzwyczaiłam się, że do lektury Fitzka muszę zabrać się ze „świeżym” umysłem. Nic nie mogło mnie rozpraszać. Warunki musiały być „sterylne” – zero kontaktów ze światem zewnętrznym, totalne skupienie i koncentracja. A Fitzek porusza w swojej powieści bardzo trudne problemy – pedofilia, handel dziećmi, seryjni mordercy, reinkarnacja... Więc nie można podejść do tego całkowicie na luzie. Również kreacje głównych bohaterów nadają smaku całej historii. Robert Stern wydaje się szczęśliwym człowiekiem sukcesu. Ale dba o pozory – wewnętrznie jest rozdarty, cierpi po śmierci syna, który zmarł mając zaledwie kilka dni. Choć minęło już 10 lat, nadal nie może się z tym pogodzić. Jakaś jego cząstka nie dopuszcza myśli, że chłopczyk nie żyje. Simon natomiast jest sierotą, choruje na raka – ma guza w mózgu. Guza, którego nie da się zoperować. Wszystkie postacie są równie barwne i nikt nie pojawia się tutaj przypadkowo. Każdy ma swoje zadanie w misternej historii stworzonej przez Fitzka.

Podczas lektury przeklęłam kilka razy pod nosem. Zapomniałam też o całym świecie. Ale dostałam rasowy thriller na najwyższym światowym poziomie. Polecam zatem wszystkim miłośnikom prozy Fitzka, którzy jeszcze nie mieli okazji poznać historii Roberta Sterna i małego Simona. Bo naprawdę WARTO.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
603 248 17628
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (279)

Ulubieni autorzy (30)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (77)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd