Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Oczytany 
Mój blog www.oczytany.eu
31 lat, mężczyzna, Lublin, status: Czytelnik, dodał: 24 książki i 3 cytaty, ostatnio widziany 2 godziny temu
Teraz czytam
  • Na południe od Brazos
    Na południe od Brazos
    Autor:
    Oddana po raz pierwszy do rąk czytelników w 1985 roku „Na południe od Brazos” Larry'ego McMurtry’ego to powieść wyjątkowa. Doceniona zarówno przez krytyków (Nagroda Pulitzera), jak i czytelników (śred...
    czytelników: 1136 | opinie: 41 | ocena: 8,52 (187 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2017-12-15 14:28:18
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Chcę mieć
 
2017-12-14 17:55:35
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Posiadam
Autor:
 
2017-12-11 19:58:38
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam, Posiadam
 
2017-12-11 00:40:30
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Chcę mieć
Autor:
 
2017-12-11 00:39:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
 
2017-12-09 23:57:12
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
 
2017-12-08 00:02:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Z twórczością Stanisława Staszewskiego po raz pierwszy spotkałem się, tak jak większość osób z mojego pokolenia, dzięki dwóm genialnym płytom mojego ulubionego zespołu muzycznego KULT, na których Kazik i spółka nagrali własne wersje piosenek jego ojca. Oczywiście od razu zakochałem się w „Baranku”, „Celinie” i „Mariannie”. Od tamtej pory, po głowie chodziło mi marzenie, żeby mieć w swojej... Z twórczością Stanisława Staszewskiego po raz pierwszy spotkałem się, tak jak większość osób z mojego pokolenia, dzięki dwóm genialnym płytom mojego ulubionego zespołu muzycznego KULT, na których Kazik i spółka nagrali własne wersje piosenek jego ojca. Oczywiście od razu zakochałem się w „Baranku”, „Celinie” i „Mariannie”. Od tamtej pory, po głowie chodziło mi marzenie, żeby mieć w swojej biblioteczce książkę zawierającą teksty piosenek taty Kazika. Dlatego gdy jakiś czas temu dowiedziałem się, że ukazała się antologia „Samotni ludzie. Wiersze i piosenki”, to po prostu musiałem ten tomik mieć u siebie na półce.

Stanisław Staszewski urodził się 18 grudnia 1925 w Pabianicach – polski poeta i bard, ojciec Kazika Staszewskiego. W czasie II wojny światowej Stanisław działał w Armii Krajowej (w 1942 roku był więźniem Pawiaka, w 1943 roku został dowódcą drużyny w stopniu kaprala). Został aresztowany i odesłany do niemieckiego obozu w Ebensee, stanowiącego filię KL Mauthausen-Gusen. W marcu 1945 ciężko zachorował i ledwie żywy znalazł się w obozowej kostnicy (gdzie przeleżał całą noc). Uratował go kapo z Pabianic, który chciał odszukać adresata nadesłanej paczki, aby ją przejąć. Po zakończeniu wojny Staszewski rozpoczął studia na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej. W latach 1960-1965 był naczelnym architektem Płocka. Jego twórczość stała się „podejrzana ideologicznie”, a nim samym zaczęła interesować się milicja. Rozpoczął się konflikt z władzami partyjnymi, w wyniku którego Staszewski został usunięty z partii, co oznaczało w tamtych czasach utratę możliwości znalezienia pracy w zawodzie architekta. Staszewski wrócił do Warszawy, zaś w 1967 wyemigrował do Paryża, gdzie pracował w charakterze kreślarza. Zmarł 22 stycznia 1973 w Paryżu.

„Samotni ludzie. Wiersze i piosenki” to zbiór wszystkich ocalałych i odnalezionych utworów, jakie wyszły spod pióra Stanisława Staszewskiego. Pomysłodawcą i redaktorem tomiku jest Przemysław Lembicz (lider zespołu Kwartet ProForma, z którym obecnie współpracuje Kazik, czego owocem była wydana w tym roku płyta „Tata Kazika kontra Hedora” zawierająca piosenki do tekstów Stanisława), który namówił wokalistę KULTU na wydanie tej książki. I muszę przyznać, że bardzo dobrze się stało, bo autor „Celiny” zasługuje na to, żeby jego twórczość trafiła do szerszego grona odbiorców.

To, co od razu rzuciło mi się w oczy, gdy po raz pierwszy zobaczyłem ten tomik, to bardzo klimatyczna forma wydania tej książki. Już sama okładka niesamowicie przyciągnęła mój wzrok, a dalej jest tylko lepiej, bo całość jest wydana na specyficznym papierze, który imituje maszynopisy. Mając na uwadze, że Staszek pisał swoje wiersze w połowie dwudziestego wieku, to chyba nie można było lepiej wydać tej pozycji. Warto zwrócić też uwagę, że zdecydowana większość zawartych w tym zbiorze utworów, nie jest zatytułowana, ani nie jest opatrzona datą, ponieważ autor niestety nie miał takiego zwyczaju.

Antologia zawiera około stu różnych tekstów Stanisława Staszewskiego. Uczciwie trzeba przyznać, że nie wszystkie są wybitne, osobiście nawet uważam, że kilka jest po prostu bardzo słabych, zwłaszcza tak zwane Krótkie formy. Ale między nimi możemy znaleźć wiele doskonałych utworów. A jakie są to teksty? Takie jak życie autora „Baranka”. Staszek przelewał na papier to, co akurat w danej chwili działo się w jego sercu i duszy. A działo się sporo. Nie mając szczęścia w miłości pisał:

Gdybym miał kogoś, kto by mi zapłacił
Te chwile puste, jak morza bezkresy
Kto by tę jasność nieskończoną ściemnił
Którą mi w duszę jadem wszczepił przesyt
Kto by mnie ściągnął w życie z zapomnienia
Kto by mnie z ziemią związał byle więzem
Szczęścia czy smutku – rozkoszy – cierpienia
Gdybym miał kogoś… Potęgą bym stężał.

Jedyną kobietą, którą tak naprawdę w życiu kochał, była Krystyna – mama Kazika. Jednak był to bardzo trudny związek, dlatego w „W czarnej urnie” pisze:

Słyszę Twój stłumiony głos
Mówisz słowa gorzkie przez łzy
Lecz już we mnie tylko złość
Pusta wściekłość, już nie ty
Ni nam samym, ni we dwoje zostać nam
Ni nam samym, ni bez siebie żyć
Ni nam samym, ni we dwoje zostać nam
Ni nam samym, ni bez siebie żyć

A w „Balu kreślarzy” dzieli się z nami, swoimi refleksjami w trakcie pobytu na emigracji w Paryżu:

Więc jeszcze seta, znakomicie
Padniemy, ale zgódźcie się
Że z tylu różnych dróg przez życie
Każdy ma prawo wybrać źle.

Na samym końcu książki, znajduje się skan rewelacyjnej odpowiedzi z tygodnika Odrodzenie, do którego Staszewski wysyłał swoje wiersze, w którym to redakcja zarzuca poecie młodopolskość. A co na to Stanisław? Odpowiedź znajdujemy w jednej z jego piosenek:

Tymczasem wciąż nie idzie (Idzie, lecz pod placki)
I wciąż z ogniem w policzkach starannie wertuję
Odpowiedzi wpatrzonej w własny nos redakcji
„Dobre, ale nie dla nas”
No, pewnie! wy…. zbóje!

„Samotni ludzie. Wiersze i piosenki” to dokonały zbiór twórczości, moim zdaniem, jednego z najbardziej niedocenianych poetów ubiegłego wieku. Jeżeli ktoś zna twórczość Stanisława Staszewskiego wyłącznie z płyt „Tata Kazika” i „Tata 2”, to warto, żeby sięgnął po tę lekturę, bo autor „Marianny”, jak nikt potrafił przedstawić w swoich utworach szary, ponury i bardzo smutny obraz tamtych czasów.

Opinia pochodzi z mojego bloga: www.oczytany.eu

pokaż więcej

 
2017-12-07 13:26:18
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
 
2017-12-06 22:17:51
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Juliusz Machulski w swoim genialnym filmie „Seksmisja”, pokazał jak wyglądałby świat, gdyby pozostały na nim wyłącznie kobiety. A co by się stało, gdyby zabrakło wszystkich przedstawicielek płci pięknej i na Ziemi zostaliby wyłącznie mężczyźni? Na to pytanie odpowiedział tandem Kingów w książce „Śpiące królewny”.

Stephen King (pisze także pod pseudonimem Richard Bachman) urodził się 21...
Juliusz Machulski w swoim genialnym filmie „Seksmisja”, pokazał jak wyglądałby świat, gdyby pozostały na nim wyłącznie kobiety. A co by się stało, gdyby zabrakło wszystkich przedstawicielek płci pięknej i na Ziemi zostaliby wyłącznie mężczyźni? Na to pytanie odpowiedział tandem Kingów w książce „Śpiące królewny”.

Stephen King (pisze także pod pseudonimem Richard Bachman) urodził się 21 września 1947 w Portland. Jako dziecko był świadkiem nieszczęśliwego wypadku – jeden z jego przyjaciół został potrącony przez pociąg i zmarł. King zanim odniósł sukces, jako pisarz pracował, jako nauczyciel języka angielskiego w szkole. W 1973 roku ogromny sukces literacki odniosła jego pierwsza powieść „Carrie”. Od tamtej pory jego książki rozeszły się w nakładzie przekraczającym 350 milionów egzemplarzy, co czyni go jednym z najbardziej poczytnych pisarzy na świecie. Jest wielokrotnym zdobywcą Nagród Brama Stokera i British Fantasy Award. W 1999 roku został potrącony przez samochód. Jego obrażenia – wielokrotne złamanie biodra, połamane żebra i uszkodzone płuco – unieruchomiły go w szpitalu na prawie trzy tygodnie. King przez ponad dziesięć lat miał problemy z alkoholem i narkotykami. Jego dwaj synowie – Owen King oraz Joe Hill – są również pisarzami.

Owen King urodził się 21 lutego 1977 w Bangor w stanie Maine. Amerykański pisarz. W 1999 roku ukończył Vassar College, a w 2002 Uniwersytet Columbia. Zadebiutował w 2005 roku zbiorem opowiadań „Jesteśmy w tym wszyscy razem”. Jest nauczycielem akademickim, kierunek: kreatywne pisanie.

W przyszłości tak realistycznej i bliskiej, że mogłaby być współczesnością, coś dziwnego dzieje się z kobietami, które zasypiają: szczelnie owija je zwiewna substancja przypominająca kokon. Gdy ktoś je budzi, gdy obrastający je materiał zostaje naruszony bądź zerwany, uśpione kobiety wpadają w dziką furię i stają się szaleńczo agresywne; śpiąc, przenoszą się do innego świata − świata, w którym panuje harmonia, a konflikty są rzadkością. Tajemnicza Evie jest jednak odporna na błogosławieństwo, bądź klątwę, niezwykłej śpiączki. Czy jest medyczną anomalią, którą należy przebadać? A może demonem, którego trzeba zabić? Porzuceni mężczyźni, zdani na siebie i swoje coraz bardziej prymitywne odruchy, dzielą się na wrogie frakcje, niektórzy pragną zabić Evie, inni ją ocalić. Część wykorzystuje panujący chaos, by zemścić się na starych bądź nowych wrogach. W świecie nagle opanowanym przez mężczyzn wszyscy uciekają się do przemocy.

„Śpiące królewny”, to druga po „Pudełku z guzikami Gwendy” książka autorstwa Stephena Kinga, która trafiła do rąk polskich czytelników w tym roku i druga, którą mój ulubiony pisarz napisał do spółki z innym autorem. Nie ukrywam, że zdecydowanie bardziej byłem ciekawy pierwszego z tych tytułów. Lubię książki Mistrza grozy, które ze względu na ilość stron, można zaliczyć do tak zwanych „cegieł”, a niektóre z nich, jak „Dallas’63” i „Bastion” należą wręcz do moich ulubionych tytułów w dorobku autora.

Powieść zaczyna się od prawie czterostronicowego spisu wszystkich postaci występujących w książce, co na początku trochę mnie przeraziło. Jednak w miarę upływu kolejnych stron spokojnie połapałem się, kto jest, kim i nie miałem większych problemów z zapamiętaniem bohaterów. Chociaż muszę uczciwie przyznać, że w czasie czytania zdarzyło mi się trzy lub cztery razy wrócić do wspomnianej listy, dlatego koniec końców uważam ją za pożyteczny dodatek. Kolejne sto stron wprowadza nas w małomiasteczkowy świat Dooling, czyli to, co fani Stephena lubią najbardziej, a w czym King jest najlepszy. Od momentu zaśnięcia pierwszej z kobiet, akcja zaczyna przyśpieszać, a autorzy zaczynają na przemian przedstawiać nam realny i fantastyczne świat. Mnie osobiście zdecydowanie przyjemniej czytało się rozdziały, które opisywały rzeczywistość, a za najlepszy fragment „Śpiących królewien” uważam obronę więzienia, który to miał w sobie coś z klimatu filmowych westernów „Rio Bravo” i „Alamo”. Kolejnym plusem tej powieści, jest jej całkiem niezłe i tak naprawdę otwarte zakończenie. Ostatni rozdział, który jest napisany kursywą, powoduje, że teoretycznie jasny i klarowny koniec, pozostawia nas jednak ze sporym znakiem zapytania i wątpliwościami.

Sporym minusem tej książki są występujące w niej postacie. Pomimo tego, że przez „Śpiące królewny” przewija się kilkadziesiąt mniej lub bardziej istotnych dla rozwoju akcji bohaterów, to tak naprawdę poza Evie i Willym, żaden z nich nie wzbudził mojej większej sympatii. Może właśnie tak duża ilość osób sprawiła, że praktycznie z żadną z nich nie byłem w stanie emocjonalnie się związać.

Zupełnie nie znam twórczości Owena, bo do tej pory nie miałem okazji przeczytać żadnej z jego książek, ale po przeczytaniu „Śpiących królewien” mogę zaryzykować stwierdzenie, że zdecydowaną większą część tej powieści napisał starszy z Kingów. Styl, w jakim została napisana ta książka, język i kilka fragmentów uderzających w obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych (Stephen, jako demokrata, jest wielkim przeciwnikiem Donalda Trumpa)

„Raz za Pennsylvania Avenue napotkały prezydencką kolumnę, orszak błyszczących czarnych limuzyn i SUV-ów. Przemknęła obok, nie zatrzymując się.
– Zobacz – Michaela pokazała palcem
– Kogo to obchodzi? – rzuciła Jeanice. – Jeszcze jeden kutas.”

utwierdzają mnie w przekonaniu, że raczej nie mylę się w swoim założeniu.

„Śpiące królewny” na pewno spodobają się wielbicielom twórczości Stephena Kinga, a zwłaszcza tym, którzy zachwycają się „Bastionem” lub „Pod kopułą”. Pomimo tego, że autorom niespecjalnie udali się bohaterowie, to uważam tę książkę za naprawdę dobrą, chociaż do ścisłej czołówki powieści mojego ulubionego pisarza, jest jej bardzo daleko. Z dwóch tegorocznym tytułów, jednak minimalnie lepiej oceniam „Pudełko z guzikami Gwendy”.

Opinia pochodzi z mojego bloga: www.oczytany.eu

pokaż więcej

 
2017-12-02 08:57:57
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Chcę mieć
Autor:
 
2017-11-30 19:50:28
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Posiadam
Autor:
 
2017-11-24 14:35:16
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Chcę mieć
 
2017-11-22 22:11:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Najnowsza książka Stephena Kinga „Pudełko z guzikami Gwendy”, napisana do spółki z Richardem Chizmarem, to bardzo przyjemna lektura na jeden wieczór.

Stephen King (pisze także pod pseudonimem Richard Bachman) urodził się 21 września 1947 w Portland. Jako dziecko był świadkiem nieszczęśliwego wypadku – jeden z jego przyjaciół został potrącony przez pociąg i zmarł. King zanim odniósł sukces...
Najnowsza książka Stephena Kinga „Pudełko z guzikami Gwendy”, napisana do spółki z Richardem Chizmarem, to bardzo przyjemna lektura na jeden wieczór.

Stephen King (pisze także pod pseudonimem Richard Bachman) urodził się 21 września 1947 w Portland. Jako dziecko był świadkiem nieszczęśliwego wypadku – jeden z jego przyjaciół został potrącony przez pociąg i zmarł. King zanim odniósł sukces jako pisarz pracował, jako nauczyciel języka angielskiego w szkole. W 1973 roku ogromny sukces literacki odniosła jego pierwsza powieść „Carrie”. Od tamtej pory jego książki rozeszły się w nakładzie przekraczającym 350 milionów egzemplarzy, co czyni go jednym z najbardziej poczytnych pisarzy na świecie. Jest wielokrotnym zdobywcą Nagród Brama Stokera i British Fantasy Award. W 1999 roku został potrącony przez samochód. Jego obrażenia – wielokrotne złamanie biodra, połamane żebra i uszkodzone płuco – unieruchomiły go w szpitalu na prawie trzy tygodnie. King przez ponad dziesięć lat miał problemy z alkoholem i narkotykami. Jego dwaj synowie – Owen King oraz Joe Hill – są również pisarzami.

Richard Chizmar urodził się w 1965 roku. Popularny i doceniony przez krytyków autor opowiadań publikowanych m.in. w „Ellery Quenn’s Mystery Magazine” czy „Cemetery Dance Magazine”. Dwukrotny laureat World Fantasy Award, a także zdobywca nagrody Stowarzyszenia autorów Horrorów i – czterokrotny – nagrody Międzynarodowej Gildii Horroru. Jego opowiadania są wydawane na całym świecie.

Istnieją trzy drogi prowadzące do Castle View z miasteczka Castle Rock: Trasa 117, Pleasant Road i Schody samobójców. Każdego dnia latem 1974 roku dwunastoletnia Gwendy Peterson wybierała schody podtrzymywane na mocnych, żelaznych śrubach nad klifem. Na szczycie schodów Gwendy łapała oddech, słyszała krzyki bawiących się dzieci. Z oddali słychać uderzenie kija bejsbolowego, to ćwiczący członkowie Ligi seniorów przed charytatywnym meczem z okazji Święta Pracy. Pewnego dnia ktoś obcy zawołał do Gwendy: „Hej dziewczynko! Podejdź tu, pogadamy sobie”. Na ławce siedział mężczyzna w czarnych dżinsach, czarnym płaszczu i białej koszuli rozpiętej pod szyją. Na głowie miał mały czarny kapelusz. Nadejdzie czas, gdy ten kapelusz zacznie pojawiać się w koszmarach Gwendy…

Kingowi zdarzało się już kilkakrotnie napisać książkę do spółki z innym autorem. Tym razem do współpracy zmusił go fakt, że w trakcie pisania nie był w stanie stworzyć sensownego zakończenia, dlatego dokończenie zaproponował swojemu przyjacielowi Chizmarowi. Dzięki temu zamiast opowiadania, które zapewne znalazłoby się w kolejnym zbiorze Króla, trafiła w nasze ręce niewielka książeczka.

„Pudełko z guzikami Gwendy” zostało wydane w dość nietypowy sposób, w porównaniu z wcześniejszymi książkami Kinga. Całkiem spora czcionka, szerokie marginesy z ozdobnikami, kilka zupełnie czystych kartek, oraz całostronicowe rysunki – wszystko to sprawiło, że przeczytanie tego opowiadania zajęło mi dwie godziny. Ogólnie moim pierwszym skojarzeniem, gdy zobaczyłem tę książkę było to, że jest to lektura skierowana dla młodzieży. Zresztą, gdy wgłębiłem się w treść, to moje podejrzenia się potwierdziły. Jest to historia kilku lat życia pewnej nastolatki, która dzięki otrzymanemu od tajemniczego mężczyzny pudełku, zmienia swoje życie na lepsze. Jej rodzice przestają pić, z brzydkiego kaczątka staje się najładniejszą dziewczyną w szkole, osiąga co raz lepsze wyniki w nauce i sporcie. Ale dzieje się to tylko wtedy, gdy myśli o swoim skarbie. Kiedy przez dłuższy czas o nim zapomina, wszystko zaczyna się psuć. Bo nie jest to zwykłe pudełko. Zawiera kilka guzików (w sensie przycisków), które pozwalają z jednej strony uszczęśliwić siebie, z drugiej mają potężną moc, dzięki której jednym kliknięciem można zniszczyć nawet cały kontynent. A gdzieś pomiędzy tym wszystkim, Gwendy przeżywa rozterki, typowe dla dziewczyny w jej wieku. Sprzeczki z najlepszą przyjaciółką, problemy z nadwagą, pierwsza miłość i pierwszy raz.

Jak to zwykle bywa w opowiadaniach, nie znajdziemy tutaj jakoś mocno wyrazistych postaci, bo po prostu nie ma na to miejsca. Powoduje to, że niespecjalnie się zidentyfikowałem z którymś z bohaterów. Ale pomimo to, czytało mi się tę historię bardzo dobrze. Warto zwrócić uwagę na fakt, że jeżeli faktycznie King napisał prawie trzy czwarte tego dzieła, to przejście w część, którą napisał Chizmar, jest zupełnie niezauważalne. Mogę wręcz powiedzieć, że zakończenie mogłoby być lepsze, co jest typowe dla Króla, pomimo tego, że to nie on je napisał.

Nie wiem, czy to wina mojego egzemplarza, ale nie wszystkie rysunki współgrały z treścią. Na jednym z pierwszych obrazków jest trumna, a scena pogrzebu została opisywana dopiero kilkadziesiąt stron dalej. Oczywiście takie drobiazgi nie wpływają na moją końcową ocenę, ale warto żeby wydawnictwo unikało takich pomyłek.

Na pewno „Pudełko z guzikami Gwendy” nie jest najlepszym opowiadaniem, jakie kiedykolwiek napisał mój ulubiony pisarz. Gdzieś na końcu czułem niedosyt, że nie jest to bardziej rozbudowana powieść. Ale pomimo tego, w mojej ocenie to bardzo dobra lektura i wszyscy fani twórczości Mistrza grozy nie powinni czuć się zawiedzeni. Uważam, że opowiadanie jest lekkim mrugnięciem okiem autora do młodszej części czytelników. I jeżeli jest to jednorazowy wybryk, to ja takiego Kinga kupuję.

Opinia pochodzi z mojego bloga: www.oczytany.eu

pokaż więcej

 
2017-11-22 18:31:38
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Posiadam
Autor:
 
2017-11-22 18:31:29
Dodał do serwisu książkę: Wybór pism wierszem i prozą & Złote myśli
Autor:
 
Moja biblioteczka
487 54 582
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (12)

Ulubieni autorzy (11)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (11)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd