nan1989 
kobieta, status: Oficjalna recenzentka, dodała: 1 ksiązkę i 56 cytatów, ostatnio widziana 1 dzień temu

Oficjalne recenzje

04-10-2018
Oficjalna recenzja

„Przesyłka” to czwarta powieść Sebastiana Fitzka, jaką miałam przyjemność przeczytać, a zarazem trzecia, którą mam przyjemność recenzować. I po jej lekturze doszłam do następującego wniosku: problem z Fitzkiem polega na tym, że bardzo trudno jest przedstawić jego styl, nie powtarzając się; bo ileż można zachwycać się talentem autora? Moja odpowiedź jest prosta: bardzo dużo i bardzo często, z czego niejednokrotnie korzystam.

28-08-2018
Oficjalna recenzja

Z dość negatywnym nastawieniem po paru dniach cudem przebrnęłam przez 60 stron, aż tu nagle buch - wciągnęłam się na całego i nie mogłam przestać czytać aż do samiutkiego końca. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że nawet te nudne wywody są de facto fascynujące i żałowałam, że książka skończyła się tak szybko, co ostatnimi czasy bardzo rzadko mi się zdarza i świadomość tego wprowadziła mnie w chwilowe osłupienie.

25-07-2018
Oficjalna recenzja

Jednak sama fabuła jest niestety fatalna, niezwykle naiwna i przekombinowana na potęgę; wraz z jej rozwojem autor coraz bardziej się zapętla, co rusz wprowadzając nowe wątki, które nie tylko nie doczekały się chociażby pobieżnego wyjaśnienia, ale wręcz sensownego zarysu. Ta książka to kolejny dowód na to, że wbrew współczesnym trendom nadmiar pomysłów i zawirowań wcale nie jest korzystny.

11-07-2018
Oficjalna recenzja

Przeważnie z opiekuńczą osobą kojarzą się takie cechy jak łagodność, cierpliwość i delikatność, jednak troska, jak wszystko inne, ma również swoje ciemniejsze oblicze. Nadmierna troskliwość może działać destrukcyjnie zarówno na jej obiekt, jak i na samego opiekuna.

13-06-2018
Oficjalna recenzja

Jak dotąd największą zaletą tej serii jest humor. Pod tym względem autor ma doskonałe wyczucie chwili i na całego korzysta ze swojego lekkiego pióra. Bo jest ono niesłychanie lekkie i przez to lektura jest o wiele przyjemniejsza i w znacznym stopniu rekompensuje absurdalne części fabuły.

Teraz czytam
  • Kobiety nieidealne. Magda
    Kobiety nieidealne. Magda
    Autorzy:
    Kobiety nieidealne to cykl zrodzony ze szczerej przyjaźni dwóch świetnych pisarek. I to się czuje w każdym zdaniu! To nie jest polska Bridget Jones ani polski Seks w wielkim mieście. To jest nasze, po...
    czytelników: 267 | opinie: 23 | ocena: 7,3 (46 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-09-14 14:32:01
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam, Do zrecenzowania, Literatura polska, Posiadam
Cykl: Kobiety nieidealne (tom 1)
 
2018-09-14 14:29:26
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Do zrecenzowania, Posiadam, Thrillery i kryminały
Autor:
 
2018-09-08 16:10:46
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać, Science fiction, SERIA: Artefakty
Autor:
Cykl: Hyperion (tom 4) | Seria: Artefakty
 
2018-09-08 16:10:36
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać, Science fiction, SERIA: Artefakty
Autor:
Cykl: Hyperion (tom 3) | Seria: Artefakty
 
2018-08-28 05:03:48
 
2018-08-23 17:54:11
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać, PATRONATY LC, Posiadam, Thrillery i kryminały
Autor:
 
2018-08-19 14:20:00
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać, Chcę przeczytać a nie mam
 
2018-08-19 14:18:39
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać, Chcę przeczytać a nie mam
 
2018-08-17 20:16:06
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Literatura obyczajowa, Posiadam

Czworo rodzeństwa.
Cztery życia.
Cztery daty.
I cztery pomysły na przeżycie życia.
„Immortaliści” to książka ukazująca jak silny wpływ na człowieka może mieć sugestia. Bo sugestia wymusza decyzję, a ta pociąga za sobą kolejne i kolejne. I zanim się obejrzysz, to decyzje zaczynają decydować za Ciebie i kształtować Twoje życie.

 
2018-08-11 21:38:56

„Przesyłka” to czwarta powieść Sebastiana Fitzka, jaką miałam przyjemność przeczytać, a zarazem trzecia, którą mam przyjemność recenzować. I po jej lekturze doszłam do następującego wniosku: problem z Fitzkiem polega na tym, że bardzo trudno jest przedstawić jego styl, nie powtarzając się; bo ileż można zachwycać się talentem autora? Moja odpowiedź jest prosta: bardzo dużo i bardzo często, z... „Przesyłka” to czwarta powieść Sebastiana Fitzka, jaką miałam przyjemność przeczytać, a zarazem trzecia, którą mam przyjemność recenzować. I po jej lekturze doszłam do następującego wniosku: problem z Fitzkiem polega na tym, że bardzo trudno jest przedstawić jego styl, nie powtarzając się; bo ileż można zachwycać się talentem autora? Moja odpowiedź jest prosta: bardzo dużo i bardzo często, z czego niejednokrotnie korzystam. Jego twórczość zafascynowała mnie do tego stopnia, że w mojej prywatnej biblioteczce znalazły się prawie wszystkie jego powieści poza „Kliniką” (gdyż nakład jest od lat wyczerpany i nie byłam w stanie jej dostać, nie płacąc absurdalnej jak na moje możliwości kwoty) oraz kilku innych, które jeszcze nie doczekały się przekładu na język polski. Na szczęście od dwóch lat wydawnictwo Amber metodycznie wydaje jego książki, toteż skompletowanie kolekcji wydaje się tylko kwestią czasu.

Jedną z najgorszych rzeczy, jakie mogą przytrafić się lekarzowi, jest zdiagnozowanie u siebie choroby lub przypadłości, w jakiej sam się specjalizuje. A Emma Stein jest renomowanym psychiatrą. Wyobraźcie więc sobie jej przerażenie, kiedy zaczyna dostrzegać u siebie oznaki paranoi i głębokiej depresji. Naturalną reakcją normalnego człowieka na otrzymanie nie swojej przesyłki powinno być wzruszenie ramionami i oddanie jej właściwemu adresatowi. Jednak od kilku miesięcy życie Emmy jest dalekie od normalności i otrzymanie tej paczki kompletnie wytrąca ją z i tak już mocno zachwianej równowagi. Kierowana irracjonalnym lękiem otwiera nieszczęsną przesyłkę i tym samym przekracza granicę, za którą już nigdy nie wróci.

Cechy charakterystyczne twórczości Sebastiana Fitzka to przede wszystkim napięcie, którym operuje niczym chirurg skalpelem, wręcz przerażający realizm oraz wiarygodne sylwetki wykreowanych postaci, spośród których żadna nie jest kryształowa. Nie ma się jednak czemu dziwić – w końcu Fitzek niejednokrotnie zaznaczał, że „thrillery są zwierciadłem społeczeństwa”, ale niejednokrotnie zastanawiałam się, ilu krytyków i zwyczajnych czytelników posądziło go o socjopatyczne skłonności. Jednak i na to ma gotową odpowiedź: „często muszę wręcz łagodzić okrucieństwo świata, żeby czytelnik mi uwierzył”. To stwierdzenie jest tak przerażające, że aż strach pomyśleć, jakie wydarzenia utwierdziły go w tym przekonaniu.

Po zakończeniu lektury mam jednak nieco wątpliwości, gdyż kilka wątków pozostaje dla mnie niejasnych. Odniosłam wręcz wrażenie, że nie zostały one dopracowane, co wydaje się wręcz niemożliwe w przypadku tego autora. Nie wiem, czy te „błędy” wynikają z przekładu (a niestety nie znam języka niemieckiego, więc nie przekonam się o tym, nie odwołując się do oryginału), czy też były intencją autora. Możliwe jednak, że swoim zwyczajem po prostu szukam dziury w całym. Jedynym ratunkiem pozostaje dla mnie sam Sebastian Fitzek, a prawdopodobieństwo, że zdecyduje się odpisać akurat na mojego maila, wynosi jeden do kilkudziesięciu tysięcy. Należę jednak do osób, które nie zniechęcają się łatwo, więc na zadane pytania z cichą nadzieją oczekuję odpowiedzi.

Jak napisał jeden z krytyków w „Der Spiegel”: „Popularność Fitzka wynika z jego niepowtarzalności i wyjątkowości. Znakomita literacko narracja, umiejętność budowania napięcia, dojrzałość i obrazowość języka, panowanie nad całością materii (wszystko się zgadza, wszystkie wątki zbiegają się logicznie) to jego stałe zalety”. Czy to prawda? Moim zdaniem tak i gwarantuję Wam, że nie będziecie w stanie przewidzieć zakończenia. Bo najwspanialsze u Sebastiana Fitzka jest to, że nawet odkrywając sprawcę przed wielkim finałem, i tak nie domyślicie się, dlaczego zrobił to, co zrobił.

pokaż więcej

 
2018-07-30 12:23:31
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Thrillery i kryminały, Zrecenzowane dla LC
Seria: Editio Black

Flatey, jedna z niezliczonych wysepek otaczających Islandię, zamieszkana jest przez około 50 osób. Chciałoby się powiedzieć, że to najmniej interesujące miejsce, w którym można by osadzić akcję książki z tajemnicą w tle. Jednak nic bardziej mylnego! Mimowolnie przychodzi mi na myśl „Kult”; mała społeczność mająca bogatą historię i czerpiąca z niej inspiracje, a nawet się na niej wzorująca. Na... Flatey, jedna z niezliczonych wysepek otaczających Islandię, zamieszkana jest przez około 50 osób. Chciałoby się powiedzieć, że to najmniej interesujące miejsce, w którym można by osadzić akcję książki z tajemnicą w tle. Jednak nic bardziej mylnego! Mimowolnie przychodzi mi na myśl „Kult”; mała społeczność mająca bogatą historię i czerpiąca z niej inspiracje, a nawet się na niej wzorująca. Na szczęście nie w tak makabryczny sposób, ale krew Wikingów robi swoje. Mimo to tamtejsi mieszkańcy są przyjaźnie nastawieni do obcych i nie wzbraniają się przed wyprawą na główną wyspę, chociaż znajdzie się delikwent (albo dwóch), którzy nie opuścili rodzimego Flatey przez parę dekad.

Pisząc, że lektura szła mi z oporami, to bardzo delikatne stwierdzenie. Początkowo czytałam „Tajemnicę…” bez entuzjazmu i raczej z obowiązku niż dla rozrywki. Kompletnie nie mogłam zrozumieć sensu rozwlekłych wypowiedzi, które z jednej strony czynią tę książkę bardziej realistyczną, a z drugiej – są przeraźliwie nudne. Bo czytelnika raczej nie zainteresuje fakt, że miejscowy nauczyciel i kościelny organista pomaga wójtowi w pracach gospodarskich i pływa z nim łodzią z wysepki na wysepkę, dzięki czemu ma zapewniony stały wikt. Nuda! Wielu autorów ma problem jak nadać książce autentyczności, równocześnie nie bombardując czytelnika mało istotnymi informacjami, a tym samym go nie zanudzając. A tzw. rozmowy o pogodzie jak nic nadają książkom autentyczności – w końcu większość ludzi plecie co im ślina na język przyniesie, nie bacząc czy jest to dla innych interesujące czy nie, a z drugiej strony kompletnie niepotrzebne z tegoż samego powodu. Tak więc z dość negatywnym nastawieniem po paru dniach cudem przebrnęłam przez 60 stron, aż tu nagle buch - wciągnęłam się na całego i nie mogłam przestać czytać aż do samiutkiego końca. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że nawet te nudne wywody są de facto fascynujące i żałowałam, że książka skończyła się tak szybko, co ostatnimi czasy bardzo rzadko mi się zdarza i świadomość tego wprowadziła mnie w chwilowe osłupienie.

Nazwy własne stanowią standardowy problem przy czytaniu książek napisanych w językach wywodzących się ze staronordyckiego. Nie dość że można sobie na nich język połamać, to jeszcze trudno je zapamiętać. Bo jeśli nie ma się zielonego pojęcia o języku, to bardzo ciężko jest się odnaleźć, mimo że „Tajemnicy wyspy Flatey” nie można nazwać obszerną. Polskie wydanie liczy zaledwie 242 strony (plus mały dodatek zawierający fragmenty jednej z sag), ale mimo to książka skrywa niejedną tajemnicę. Nie są to sekrety rodem z książek Dana Browna, co mogłaby zasugerować wzmianka o średniowiecznym manuskrypcie, ale nie da się ukryć, że jest to kluczowy element, wokół którego wszystko się na Flatey kręci.

Początkowo po cichu naśmiewałam się z „jednego z najbardziej poczytnych autorów powieści kryminalnych w Islandii” – w końcu Islandia to jeden z najrzadziej zaludnionych krajów świata więc to raczej żaden wyczyn, ale na korzyść Viktora Arnara Ingólfssona przemawia fakt, że tak jak Yrsa Sigurdardóttir i Arnaldur Indriðason zaistniał nie tylko w skandynawskim gronie. Trzy z jego powieści doczekały się przekładu na język niemiecki, a na podstawie jednej nakręcono serial telewizyjny. Całkiem nieźle jak na inżyniera budownictwa lądowego i wodnego, który w swoim pięćdziesięciopięcioletnim życiu napisał sześć książek.

pokaż więcej

 
2018-07-23 15:55:43
 
Moja biblioteczka
501 269 1431
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (18)

Ulubieni autorzy (20)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (745)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd