Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Trzy żywoty świętych

Tłumaczenie: Marzena Chrobak
Wydawnictwo: Znak
6,33 (257 ocen i 24 opinie) Zobacz oceny
10
4
9
8
8
29
7
82
6
66
5
47
4
16
3
5
2
0
1
0
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Tres vidas de santos
data wydania
ISBN
978-83-240-1621-1
liczba stron
184
język
polski
dodał
Snoopy

Kim jest święty? Definicja według Eduarda Mendozy. Najnowsza powieść Mendozy to opowieść o ludziach, o świętych nie w religijnym tego słowa znaczeniu, ale noszących ich pewne przymioty, poświęcających życie pewnej, często zwariowanej idei. To zwykli ludzie, niezauważani i niewyróżniający się niczym szczególnym. To, co jest w nich wyjątkowe jest najczęściej niedoceniane i nieakceptowane przez...

Kim jest święty? Definicja według Eduarda Mendozy.

Najnowsza powieść Mendozy to opowieść o ludziach, o świętych nie w religijnym tego słowa znaczeniu, ale noszących ich pewne przymioty, poświęcających życie pewnej, często zwariowanej idei. To zwykli ludzie, niezauważani i niewyróżniający się niczym szczególnym. To, co jest w nich wyjątkowe jest najczęściej niedoceniane i nieakceptowane przez środowisko, w jakim żyją. Są nieprzystosowani. Wykluczeni. Inni. A jednak z pasją i wytrwali w swoim postanowieniu. To właśnie typ bohatera jest łącznikiem trzech opowieści, które opowiada nam Mendoza w swojej najnowszej książce. Nie ma tu nic z hagiografii, cuda się nie zdarzają, wszystko jest z życia wzięte. Każda z tych historii mogłaby wydarzyć się naprawdę.

I ta o niezwykle skromnym i cichym Jego Świętobliwości Fulgencio Putucásie, zapomnianym, porzuconym przez rewolucję biskupie, który traci wszystkie tytuły i powoli zamienia się w zwykłego kloszarda. I ta o więźniu, który z kryminalisty staje się autorem poczytnych kryminałów. I Dubslava, swoistego Pana Nikt, który decyduje się na wystąpienie przed gronem obsypanych nagrodami naukowców, by odebrać w imieniu swojej matki nagrodę za całokształt dokonań, którą przyznano dokładnie w dniu jej śmierci. A że bohater ceni absurd, i jego wystąpienie na długo zapadnie w pamięć szanownemu gremium.

Mendoza to wirtuoz języka. Każda z opowieści dzieje się w innym czasie, miejscu, ma innego bohatera, a jednak trzy na pozór niezwiązane ze sobą historie uzupełniają się nawzajem i wzbogacają o nowe sensy. Opowiedziane są charakterystycznym dla pisarza gęstym, kipiącym od ironii stylem. Nie chodzi w nich jednak tylko o rozbawienie czytelnika. Humor służy głębszej refleksji, a w języku do życia budzą się niebanalne, wielowymiarowe postaci, które swoimi ułomnościami i natręctwami dodają książce jeszcze więcej kolorytu i zdobywają sympatię, a każda z nich nadawałyby się na głównego bohatera kolejnych powieści Mendozy.

Trzy żywoty świętych to kwintesencja pisarstwa Eduardo Mendozy. Proza krystaliczna, przepełniona niebanalnym poczuciem humoru, wzruszająca i skłaniająca do myślenia. Wyjątkowa.

 

źródło opisu: Nota wydawcy

źródło okładki: Wydawca

pokaż więcej

książek: 150
Monika | 2012-06-10
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Trudno zapamiętać wszystko, co się przeczytało. Imiona bohaterów, wątki, opisywane miejsca, a czasami nawet zakończenia, których nie mogłam się domyślić i na które czekałam - wszystko to często ginie w pamięci, zaciera się i zlewa. Zazwyczaj zapamiętuję ogólne wrażenie i emocje, jakie wywołała książka, ale i te emocje mają różne natężenie.

Pierwsza randka z Mendozą wywołała emocje wielkiego kalibru, i to chyba nie tylko u mnie, ale u wszystkich moich współpasażerów w przedziale pociągu relacji Poznań - Kraków. "Przygoda fryzjera damskiego", bo właśnie to była pierwsza powieść Mendozy, po którą sięgnęłam zachęcona oryginalną grafiką na pierwszej stronie okładki i hasłem "Monty Python" na ostatniej, wywołała u mnie niepohamowane i nieskrępowane obecnością obcych osób wybuchy śmiechu, rozmazała mi makijaż łzami radości, przywołała na czoło kilka zmarszczek zdziwienia i podziwu dla absurdalnego humoru, a ogólnym efektem były zakwasy mięśni brzucha i odśmiechowe wzmocnienie przepony. Współpasażerowie, równie rozbawieni moimi minami i zarażeni śmiechem, na pewno pobiegli do najbliższej księgarni zaaplikować sobie dawkę terapii śmiechem. Mimo że nie pamiętam dokładnie samej przygody, pamiętam humor i styl Mendozy, a właśnie dzięki temu w księgarni nie mogę obronić się przed zaniesieniem innych jego książek do kasy.

"Trzy żywoty świętych" zostawiły po sobie bardzo odmienne wrażenie. Nie było wybuchów śmiechu, chociaż niektóre wątki były komiczne. Absurdu też jakby mniej, mimo że okładka nadal porównuje do twórców "Świętego Graala". Czarny humor - owszem, zanotowano, ale spod tej czerni przebija trochę więcej smutku niż w "Przygodzie...". Ta większa powaga nie wynika na pewno z tytułu. Nie dajmy się zwieść - już w przedmowie Mendoza zaznacza, że w "Trzech żywotach świętych" nie znajdziemy typowych świętych pożeranych przez lwy, podróżujących w brzuchu wieloryba czy poświęcających się zbytnio dla bliźniego.

W opowiadaniach Mendozy trudno tak naprawdę zidentyfikować trzech tytułowych świętych. Pierwsze wrażenie, podsycane jeszcze przez streszczenie na tylnej okładce, każe myśleć, że świętymi będą przebywający na wygnaniu, mocno zagubiony w rzeczywistości biskup, nieradzący sobie w życiu syn lekarki, który wskutek dziwnego zbiegu okoliczności trafia na rozdanie Nagród Nobla, albo była nauczycielka akademicka, której aktualnym zajęciem jest prowadzenie zajęć z literatury w więzieniu. Trudno jednak zobaczyć w tych postaciach pierwiastek świętości przypatrując się im z bliska: biskup rozpija się i zaczyna głosić swoje deliryczne wizje, syn lekarki wiedzie, i na pewno będzie dalej wiódł żywot absurdalny i egoistyczny, a nauczycielka tylko dzięki przypadkowi zaszczepia miłość do literatury w sercu jednego z więźniów, ponieważ niesienie kaganka oświaty traktuje bardziej jako zło konieczne niż misję.

Kto więc jest tutaj świętym? Może matka, która mimo walki o wychowanie i edukację syna, obciążona dodatkowo alkoholizmem męża, przygarnia wygnanego biskupa, który szybko staje się kolejnym nieporadnym i obciążającym ją mężczyzną w jej życiu? Może matka Dubslava, która poświęciła się nauce i jej odkrycie, choć nie wiemy, z czym się wiąże, na pewno ocali wielu ludzi - w końcu Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny nie przyznaje się za byle co. Kandydatem na patrona byłby też Antolin Cabrales Pellejero, który przebył dość często uczęszczaną przez świętych podróż - od stacji "Zło", czyli przestępczość i więzienie, do "Dobro", którym był w sumie miłosierny uczynek wobec byłego współwięźnia i charakterystyczna tylko dla świętych pogarda dla sławy, pieniędzy i sukcesu.

Po "Trzech żywotach świętych" nie mam uczucia wielkiego rozbawienia, choć Mendoza nie szczędzi absurdalnych porównań, ironii i swoich specyficznych, wciągających i pełnych dygresji wielokrotnie złożonych zdań. Mam jednak wrażenie, że pod tymi warstwami można znaleźć coś bardziej smutnego i gorzkiego, niż w innych jego książkach, które przeczytałam. Mimo to, a może dzięki temu, uważam, że...:

(Moja ocena:) warto przeczytać!

Recenzja pochodzi z mojego bloga: http://poczytalnosc.blogspot.com

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Exodus

Opinie czytelników


O książce:
Nienachalna z urody

Bardzo pozytywnie byłam nastawiona do tej książki. Jakoś byłam pewna, że mi się spodoba. Ale tak się jednak nie stało. Autorka trochę przesadziła, nie...

zgłoś błąd zgłoś błąd