Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Nowojorskie odloty

Tłumaczenie: Olga Stanisławska
Książka jest przypisana do serii/cyklu "Biblioteka Fantastyki". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.
Wydawnictwo: Alfa - Wero
4,57 (14 ocen i 3 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
2
7
1
6
3
5
1
4
3
3
1
2
0
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Free live free
data wydania
ISBN
8370019838
liczba stron
450
słowa kluczowe
nowy jork, protest, rozbitkowie
język
polski
dodała
Edyta

Akcja "Nowojorskich odlotów" toczy się w styczniu 1983 w Nowym Jorku (jak łatwo się domyślić z polskiego, niestety dość pokrętnego, tytułu). Stary Benjamin Free protestuje przeciwko wyburzeniu swojego domu i ogłasza, że można u niego mieszkać za darmo (stąd angielski tytuł będący grą słów - "Free Live Free", mieszkaj za darmo u Free) w zamian za pomoc w proteście. Pojawia się więc u niego...

Akcja "Nowojorskich odlotów" toczy się w styczniu 1983 w Nowym Jorku (jak łatwo się domyślić z polskiego, niestety dość pokrętnego, tytułu). Stary Benjamin Free protestuje przeciwko wyburzeniu swojego domu i ogłasza, że można u niego mieszkać za darmo (stąd angielski tytuł będący grą słów - "Free Live Free", mieszkaj za darmo u Free) w zamian za pomoc w proteście. Pojawia się więc u niego czworo życiowych rozbitków - gruba prostytutka Candy Garth, prywatny detektyw bez licencji Jim Stubb, domokrążny sprzedawca różności Osgood Barnes, i czarownica Madame Serpentina. Free wkrótce znika, ale niektórzy z jego lokatorów wiedzą, że w domu zostawił coś bardzo cennego, przepustkę do Podniebnej Krainy, i będą chcieli to odzyskać. A przy okazji dowiedzieć się, co stało się z ich gospodarzem. Nie będą jedyni.

 

źródło opisu: okładka

źródło okładki: wydawca

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 984
Marcin Knyszyński | 2016-08-29
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 29 sierpnia 2016

Gene Wolfe jak do tej pory trafiał idealnie w moje czytelnicze gusta. I nie jest to jakieś zamazane już wspomnienie sprzed dziesięciu lat. Dwa lata temu przeczytałem „Pokój”, „Piątą Głowę Cerbera”, „Księgi Nowego/Długiego/Krótkiego Słońca” i zbiór „Śmierć Doktora Wyspy”. I za każdym razem niesamowite wrażenia i pełne uznanie.
Tym bardziej zdziwiony jestem po przeczytaniu „Nowojorskich Odlotów”. Książka została napisana w przerwie między tetralogią „Księga Nowego Słońca” a jej kodą jaką jest „Urth Nowego Słońca”, więc nie jest przesadą z mojej strony oczekiwać od niej podobnie wysokiej jakości. Niestety jakości tej nie ma.
Cechą charakterystyczną dla twórczości Wolfe’a jest jej swego rodzaju „interaktywność” i „rekurencyjność”. Czytelnik oprócz historii, wizji świata przedstawionego bierze udział w pewnej rozgrywce. Wymusza to najczęściej ponowne czytanie (czasem więcej niż jednokrotne), wiązanie pewnych faktów na pierwszy rzut oka nie powiązanych i zdrapywanie wierzchniej warstwy fabularnej. Powroty i ponowne odczytania często powodują zmianę perspektywy i reinterpretację fabuły, postacie okazują się kimś innym niż sądziliśmy a wydarzenia znaczą coś innego niż za pierwszym razem. Oczywiście, czasem rozpędzamy się za bardzo i dajemy się wyprowadzić na manowce. U Wolfe’a bardzo ważny jest każdy fragment powieści ale jednocześnie ważne jest też to co pominięte. Bo u niego nawet narrator trzecioosobowy nie jest wszechwiedzący, co mi osobiście mocno przypomina twórczość Thomasa Pynchona. Ja uwielbiam takie książki, bardzo.
W „Nowojorskich Odlotach” Wolfe zapomniał chyba, że tworzenie zagadki nie powinno być głównym celem literatury. Znakomicie to zbalansował w „Pokoju” czy słonecznych cyklach. W Odlotach zwyczajnie przesadził. Tej książki nie czyta się dobrze. Tak usilnie stara się budować tajemnicę i zaskoczyć czytelnika, tak bardzo angażuje się w grę wstępną, że gubi gdzieś inne cechy, których literatura pozbawiona być nie powinna. A na koniec okazuje się, że nie dość, że jesteśmy totalnie zmęczeni to i orgazmu nie ma żadnego a losy bohaterów i to co z nimi się dzieje nie interesuje nas wcale. Nie poszło tym razem. Nie rozumiem dlaczego.
A cykl o Latro i tak przeczytam.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Młyn do mumii

Wątek kryminalny jest potraktowany marginalnie. Co jakiś czas trochę popchnięty, bez specjalnego zaangażowania. Autor za to skupia się na iście baroko...

zgłoś błąd zgłoś błąd