Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Zgłosuj na książki roku 2017

Delirium

Tłumaczenie: Monika Bukowska
Cykl: Delirium (tom 1)
Wydawnictwo: Otwarte
7,85 (7011 ocen i 986 opinii) Zobacz oceny
10
1 362
9
1 253
8
1 706
7
1 357
6
765
5
311
4
143
3
78
2
21
1
15
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Delirium
data wydania
ISBN
9788375151565
liczba stron
360
słowa kluczowe
miłość, dystopia
język
polski
dodała
adela

„Mówili, że bez miłości będę szczęśliwa. Mówili, że lekarstwo na miłość sprawi, że będę bezpieczna. I zawsze im wierzyłam. Do dziś. Teraz wszystko się zmieniło. Teraz wolę zachorować i kochać choćby przez ułamek sekundy, niż żyć setki lat w kłamstwie”. Dawniej wierzono, że miłość jest najważniejszą rzeczą pod słońcem. W imię miłości ludzie byli w stanie zrobić wszystko, nawet zabić. Potem...

„Mówili, że bez miłości będę szczęśliwa.
Mówili, że lekarstwo na miłość sprawi, że będę bezpieczna.
I zawsze im wierzyłam.
Do dziś.
Teraz wszystko się zmieniło.
Teraz wolę zachorować i kochać choćby przez ułamek sekundy, niż żyć setki lat w kłamstwie”.


Dawniej wierzono, że miłość jest najważniejszą rzeczą pod słońcem.
W imię miłości ludzie byli w stanie zrobić wszystko, nawet zabić.
Potem wynaleziono lekarstwo na miłość.

Czy gdyby miłość była chorobą, chciałbyś się wyleczyć?

 

źródło opisu: Otwarte, 2012

źródło okładki: otwarte.eu

pokaż więcej

książek: 1724
Blair | 2012-04-05
Na półkach: Przeczytane, *2012*
Przeczytana: 05 kwietnia 2012

"Wolę zachorować i kochać chociażby przez sekundę"

Ze stylem pisania autorki zapoznałam się już przy lekturze „7 razy dziś”. Byłam kompletnie oczarowana. Z ogromną ciekawością wyczekiwałam polskiej premiery „Delirium”. Pierwszego tomu trylogii pióra tej samej pisarki. Chociaż jest to kompletnie inna historia oraz są to całkowicie odmienni bohaterowie, nie mogłam nie ulec przeświadczeniu, że znowu tonę. Tak moi drodzy, zapoznawanie się z tą historią wciągnęło mnie bez reszty.


Miasto, w którym mieszka główna bohaterka już od lat jest wolne od delirii – choroby, panoszącej się na całym świecie. Ludzie już od najmłodszych lat wyczekują momentu swojej dorosłości, jednakże wcale nie po to, aby móc zdać na prawo jazdy, czy legalnie napić się ze znajomymi alkoholu. Czekają, ponieważ wiedzą, że wtedy będą mogli zdać testy i dostać remedium – lekarstwo, dzięki któremu do końca życia będą wolni od cierpienia i bólu. Miłość bowiem jest złem, powodem wojen i okrucieństw, dziejących się na świecie. Skoro szczęście to wolność, a remedium przynosi szczęście, zarazem jest także wolnością.

Lena już od dawna nie może się doczekać, aż przekroczy próg dorosłości. W przeszłości bowiem przeżyła już o wiele więcej niż przeciętny nastolatek. Była świadkiem cierpienia własnej matki, potem także przeżyła jej samobójstwo. Będąc niemym obserwatorem upadku ukochanej osoby, powzięła decyzję, że sama nigdy taka się nie stanie. Nie popełni błędów swojej rodzicielki. Czy, aby na pewno?

Miłość to nie tylko uczucie, które może powiązać nas później często nierozerwalnym więzłem z naszą połówką. Jest to także uczucie, które objawia się w wielu innych postaciach. Jako czyste, platoniczne uczucie do przyjaciela. Często idzie w parze z szacunkiem względem rodziców, czy też pobłażliwością, którą często darzymy dzieci. Miłość ma wiele imion. Czasem rani, innymi razy przynosi spokój ducha.

Czy gdyby miłość była chorobą, chciałabyś się wyleczyć?

Podobnie jak w „7 razy dziś” świat przedstawiony przez panią Lauren jest bardzo plastyczny. Akcja książki powoli przyspiesza z każdym rozdziałem, niemniej dopiero pod koniec niewątpliwie zaczyna być dynamiczna. Nie trudno zauważyć faktu, że przy pierwszej części trylogii pisarka skupiła się na opisywaniu sytuacji, która ma miejsce oraz jej głównych aspektów. Wydarzenia stają się swojego rodzaju otoczką, czy może raczej dowodem, który pokazuje prawdziwość twierdzeń zawartych w powieści. Autorka ani razu nie odbiega od meritum książki, nie przysłania najważniejszego wątku pobocznymi, które chociaż nie skrywają się w cieniu, nie odwracają także uwagi czytelnika od bardziej istotnych spraw.

Ostatnio zauważyłam na rynku wydawniczym, rozwijającą się modę na powieści antyutopijne. Trzeba przyznać, że nawet jeśli mamy takowych książek od wyboru do koloru, to nie zawsze niektóre pozycje mogą okazać się trafnym zakupem. Po „Delirium” sięgnęłam bardziej ze względu na osobę, która ją napisała niż gatunek, w którym obraca się fabuła. Niemniej trzeba przyznać, że powieść całkiem dobrze dopasowuje się do ram, które zostały jej nadane, jednocześnie nie za bardzo się wybijając ponad inne, teraz już bardziej znane książki, ale także nie należąc do swoistej niszy gatunkowej.

Gdybym miała porównywać dzieło pani Oliver, na pewno nie byłyby to „Igrzyska śmierci”, ani żadna powieść klasyczna typu „Roku 1984”. Przy pierwszym podejściu naszło mnie porównanie do „Dobranych ” autorstwa Alyy Condie oraz „Atrofii” pióra pani Lauren DeStefano. Skojarzenie „Delirium” z dwoma wyżej podanymi tytułami, naszło mnie poprzez wątek nieszczęśliwej miłości. Jednakowoż teraz wszystko zależy od czytelnika, ponieważ o ile dzieło pani Oliver pertraktuje w tej sprawie, czyniąc tenże wątek głównym, to w „Dobranych” dochodzą także inny aspekty, takie jak Rada, czy Społeczeństwo. Pani Condie stworzyła świat, w którym wybiła wątek miłości między głównymi bohaterami, sprawiając, iż stał się on jednym z ważniejszych, jednakże cały czas tym najważniejszym pozostała walka z ustrojem czy też Społeczeństwem. Przy „Atrofii” natomiast jest to bardziej „odległa” sprawa. Chociaż Lauren DeStefano potrafi poświęcić wiele uwagi na wydarzenia pertraktujące o miłości bohaterów, to tutaj cały czas jako numer jeden stoi wątek choroby ludzkości oraz cierpienie głównej bohaterki z tym związane.

Nie licząc Leny, to właściwie żadnej z postaci „Delirium” nie można nazwać dynamiczną. Nie oznacza to jednak, że powieść „wieje nudą” kolokwialnie mówiąc. Narracja poprowadzona w książce jest pierwszoosobowa, wydarzenia poznajemy oczywiście dzięki ingerencji Leny, przez którą autorka z wielką wprawą zapoznaje nas ze światem przedstawionym. Przy lekturze książki, nie czytamy o przyczynach wprowadzanych zmian, a ich skutkach. Śledzimy poczynania ludzi, którzy przyzwyczaili się już to pewnego rodzaju „tyranii” oraz nie znają innego życia. Dla nich pozbycie się jednego z ważniejszych dla nas uczuć, jest całkowicie normalne. Tak więc prostując – system już jest, działa i nikt nie uważa go za swego rodzaju trefny. Poznając główną bohaterkę, tak naprawdę bliżej przyglądałam się osobie, która jest już taką „mróweczką”, robiącą wszystko to, co powinna. Dopiero potem, gdy w Lenie zaczynają dokonywać się zmiany, pozyskiwałam tak zwany szerszy obraz, ponieważ jednocześnie znając zdanie uległej części społeczności, zaczęłam zaznajamiać się z argumentami strony buntowniczej.

Powiem szczerze, że byłam bardzo ciekawa w jaki sposób autorka zapragnie rozwinąć wątek życia bez miłości. Opis od wydawnictwa był niezwykle interesujący. Przyciągał mój wzrok bardziej niż okładka, która na marginesie mówiąc, jest także całkiem niczego sobie. Sposób wykonania tego pomysłu przez autorkę troszkę mnie zaskoczył. Zauważyłam, że nie tylko fabuła, ale i każde zawahanie czy przyspieszenie akcji było starannie przemyślane. W powieści było poruszone wiele spraw, które nawet mi przez myśl nie przeszło, gdy w głowie układałam sobie różne wariacje, mogące być rozwinięciem fabuły.

Czy „Delirium ” to opowieść o nieszczęśliwej miłości? Tak. Czy ten wątek przewija się przez całą książkę? Trudno by było, gdyby tego nie robił. Jednakże jest tutaj także druga strona medalu, bo widzicie, ta powieść to nie tylko kilka łzawych wyznań bohaterów, którzy ubolewając nad swoim losem, szukają wyjścia z tej jakże okropnej sytuacji, aby na samym końcu osiągnąć szczęście. Jest to także książka o wzajemnym zrozumieniu, przełamywaniu własnych ograniczeń. Jak bardzo jesteśmy w stanie się zmienić dla ukochanej osoby? Wzruszająca historia o poszukiwaniu samego siebie, potrafiła budzić we mnie delikatny niepokój. Książka mnie nie obezwładniła ani za bardzo też nie poruszyła. Jeszcze nie. Jednak cała trylogia ma ogromny potencjał, którego rozwinięcie chciałabym poznać w kolejnej części.

„Kocham Cię. Pamiętaj. Tego nam nie odbiorą”

Ocena: 8/10

* cytaty pochodzą z pierwszego wydania książki

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Złowrogi cień Marszałka

Rozprawa z mitem Piłsudskiego, który jest bardzo zakorzeniony w naszym kraju. Jednak wcześniejsze publikacje bardziej mi się podobały, choć ta też nie...

zgłoś błąd zgłoś błąd