Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dziennik złodzieja

Tłumaczenie: Piotr Kamiński
Seria: Arcydzieła Literatury Światowej
Wydawnictwo: Zielona Sowa
6,95 (146 ocen i 13 opinii) Zobacz oceny
10
14
9
18
8
28
7
32
6
26
5
15
4
3
3
4
2
3
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Journal du voleur
data wydania
ISBN
8373897887
liczba stron
223
język
polski
dodała
kania

Dziennik złodzieja to stylizowane wspomnienie oparte na burzliwym okresie życia autora. Bohater Geneta przekracza w nich barierę społecznej "normalności", by znaleźć się po stronie marginesu i tam lokować swe namiętności. Odbywa on podróż po Europie jako złodziejaszek, homoseksualista oraz, co szczególnie ważne, człowiek pozbawiony etycznych zasad, gdyż one właśnie, jak można wywieść z lektury...

Dziennik złodzieja to stylizowane wspomnienie oparte na burzliwym okresie życia autora. Bohater Geneta przekracza w nich barierę społecznej "normalności", by znaleźć się po stronie marginesu i tam lokować swe namiętności. Odbywa on podróż po Europie jako złodziejaszek, homoseksualista oraz, co szczególnie ważne, człowiek pozbawiony etycznych zasad, gdyż one właśnie, jak można wywieść z lektury książki, są odpowiedzialne za dławienie postaw mniejszościowych w mieszczańskim społeczeństwie "dobrze urodzonych" i "dobrze sytuowanych".

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 7458
Antoni Leśniak | 2016-08-15
Przeczytana: 12 maja 2015

Świat widziany oczyma rasowego złodzieja wygląda całkiem inaczej niż z perspektywy uczciwego człowieka. Mrzonką są opowieści o obowiązującym złodziei kodeksie postępowania, a zwłaszcza do mitów należy zapisać zasadę, że prawdziwy złodziej nigdy nie okrada swoich najbliższych tylko obcych. Tego typu stwierdzenia mają charakter typowo apologetycznego opisu tego światka, gdzie wśród braku zasad można by było jednak znaleźć tak „szczytne” zasady jak wzajemny szacunek i lojalność tych, którzy parają się tego typu pracą. Trochę ten romantyczny obraz złodzieja wykreowały media. Oto złodziej to ktoś lepszego gatunku, człowiek skrzywdzony przez los, mocno doświadczony, który będąc jednak moralnym postanawia odegrać się, by wprost nie powiedzieć, zemścić się na tych, którzy zrobili mu krzywdę. I na tym skupia się często nasza uwaga. Warto przywołać w tym miejscu postać Kwinty z kultowego dyptyku Machulskiego „Vabank”, w którym bycie złodziejem to ceniony fach, a idealny złodziej jest człowiekiem honoru i wszelkich zasad, poza tą tylko, że zarabia na życie kradnąc. Żeby ten ideał nie został skażony podkreśla się, że tylko bogaczy i to złych, bo, co jak co, ale bogactwa u innych nie lubimy i wcale się nie będziemy rozczulać nad tym, że ktoś im coś z tego ich nadmiaru im skubnie, ba, będziemy się cieszyć, że to ich spotkało, bo się im należy z samego faktu, że są bogaci. Tym bardziej, że od razu włączamy szereg usprawiedliwień dla takiego postępowania, z główną tezą, że pewnie tego bogactwa dorobili się nieuczciwie, więc zasłużyli na to, co ich spotkało. Genet swoją karierę złodzieja zaczyna w tym samym czasie, w którym toczy się akcja „Vabanku”, skądinąd warto pamiętać, że film, który częściowo opiera się na prawdziwej opowieści o znanym warszawskim przestępcy złodzieju – kasiarzu, który swój niecny proceder uprawiał w Warszawie i długo udawało mu się grać na nosie organom ścigania. Jest pewien moment wspólny tych wydarzeń, a mianowicie młody Genet w ramach swych rozliczny podróży dociera na początku lat 30 do Polski i ląduje w więzieniu w Katowicach. To pewnie jedyny opis systemu więziennictwa z tamtych czasów z jakim mamy do czynienia od tej drugiej strony czyli z opisu samego przestępcy, który w nim ląduje. Ten fragment zasługuje na pewnie dalsze sprawdzenie, bo ciekawym jest czy w katowickim więzieniu zachował się w dokumentach jakikolwiek ślad po obecności więźnia Geneta, złodzieja –pisarza, który w swej rodzinnej Francji doczekał się wielu pamiątkowych tablic i wpisał się do kanonu cenionych literatów, którego wspomnienia i książki wydawane są na całym świecie budząc zainteresowanie publiczności i uznanie krytyków zafascynowanych tak bardzo wulgarnie prawdziwym uzewnętrznieniem przeżyć nie ukrywającego niczego człowieka, który nie tylko, że się nie wstydził tego, co robił, ale przez swe literackie osiągnięcia z jednej strony odmitologizował negatywnie złodziei, a z drugiej strony wyniósł na piedestał ich zachowania nadając im niespotykaną wcześniej emocjonalną i wyrafinowaną barwę, odsłaniającą skomplikowane doświadczenia i głębie uczuć jakich byśmy się nawet nie spodziewali. Inaczej mówiąc, choć zbyt może dosadnie, oto patrzymy na brudną kałużę, wiemy, że to jest brudna kałuża, ale zostaje ona opisana takimi słowami i tak zinterioryzowana, że nagle wydaje się nam najpiękniejszą kałużą o cudownym zapachu i barwie i takim bogactwie wnętrza, że chcemy się w nie zanurzyć a ona wciąga nas. Zapominamy, że to wszystko pozory i jesteśmy w szambie. To jednak Genetowi udaje się genialnie. Uczestnicząc w jego przygodach, i oglądając świat jego oczyma, widzimy go naprawdę inaczej, zostawiając na boku ocenę jak, warto raczej popatrzeć na ten element inności, bo tylko to, że jest to inne, może wzbudzić nasze zainteresowanie i pokazać jego specyficzną oryginalność, nieznaną nam a nawet wręcz nieprawdopodobną. Genet odsłania rzeczywistość istniejącą, wzbraniamy się przed jej akceptacją, bo wyrastamy z diametralnie różnych doświadczeń i systemów wartości. Tam nie ma żadnego kodeksu, zasad, norm. Liczy się własna korzyść i przyjemność, a wszelkie odstępstwa sugerujące istnienie koleżeństwa i zaufania są tylko próbą zatuszowania, że ten egoistyczny brutalny świat, często pochodzący z wyboru a nie z życiowej konieczności, nie ma w sobie nic urokliwego, i apoteozowanie go, to próba wybielania czegoś, co w istocie jest złe i zło rodzi. U Geneta ma to jeszcze podwójny wymiar. Jeden dotyczy działalności przestępczej, a drugi realizacji jego homoseksualnych pragnień. Takie zestawienie, choć przecież prawdziwe, bo mające faktycznie miejsce, upublicznione budzi niesmak i sprzeciw, nawet nie w sensie moralnym, ale w sensie czysto ludzkim, że to zatarcie wszelkich granic niszczy i degraduje człowieka, odczłowiecza go. A może właśnie, i to jest chyba przesłanie Geneta, pokazuje nam jacy naprawdę jesteśmy, i że to my wkładając na siebie różne maski oszukujemy, a on i jemu podobni są prawdziwi?

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Templanza znaczy umiar

Czytajac ta ksiozke nie moglam pozbyc sie wrazenia, ze kiedys juz czytalam cos podobnego. Salony, kasyna, wielkie fortuny i kopalnie. Milosc i...

zgłoś błąd zgłoś błąd