Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Ameryka nie istnieje

Wydawnictwo: Pascal
6,8 (271 ocen i 32 opinie) Zobacz oceny
10
5
9
26
8
51
7
87
6
66
5
19
4
5
3
10
2
0
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-7513-742-2
liczba stron
288
język
polski
dodał
Agent86

Orliński pisze o Disneylandzie, którego – cytując Jeana Baudrillarda – „jawna nierzeczywistość ma odwrócić uwagę od skrywanej nierzeczywistości pobliskiego Los Angeles”, o Missisipi, gdzie dzieje się akcja słynnego filmu Alana Parkera i o przedstawionym tam mieście, którego burmistrz, o ironio, jest teraz „czarny jak głos Louisa Armstronga”, o Las Vegas z sylwetką Gór Źródlanych na horyzoncie...

Orliński pisze o Disneylandzie, którego – cytując Jeana Baudrillarda – „jawna nierzeczywistość ma odwrócić uwagę od skrywanej nierzeczywistości pobliskiego Los Angeles”, o Missisipi, gdzie dzieje się akcja słynnego filmu Alana Parkera i o przedstawionym tam mieście, którego burmistrz, o ironio, jest teraz „czarny jak głos Louisa Armstronga”, o Las Vegas z sylwetką Gór Źródlanych na horyzoncie i pustynią za rogatkami, Dolinie Krzemowej, Nowej Anglii... Sięga do dziecięcych marzeń o piciu whisky w saloonie na Dzikim Zachodzie i nostalgii za Route 66. Wreszcie skupia się na Ameryce spisków, konspiracji, szalonych teorii i wiecznego braku rozstrzygającego dowodu na cokolwiek, Ameryce, „co do której nie mamy do końca pewności, czy istnieje, bo wszystko tu jest tak bardzo tajne, że choćby przyszło tysiąc komisji kongresowych i każda z nich powołała tysiąc świadków – to w efekcie tylko będziemy mieli kolejne sekrety dotyczące sekretności sekretów”. Jest ciągle w drodze, od wybrzeża do wybrzeża, od jazzu do hip-hopu, od fikcji do rzeczywistości (i vice versa).

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 113
Grover | 2012-12-13
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 10 grudnia 2012

Książka ciekawa i warta przeczytania. Sporym plusem są świetnie zrobione zdjęcia. Natomiast nie jest to książka podróżnicza, wbrew wszelkim informacjom wydawcy i wbrew nagrodzie. Jest to zbiór esejów publicystycznych. Autor posługuje się tezą jednego z francuskich filozofów Jeana Baudrillarda, iż Ameryka nie istnieje. Wszystko co wiemy o Ameryce my - mieszkańcy Europy, ale także Amerykanie to pewnego rodzaju wykreowane mity. Autor stara się niejako "obalić" funkcjonujące mity:
Disnayland - to jedna wielke fikcja, w Disneylendzie funkcjonuje tzw. Main Street przy której za niby drobnymi przedsiębiorcami stoją wielkie koncerny.
Dziki Zachód - to mit stworzony przez filmy rodem z Hollywood
Purytanie - nad kościołami jednego z purytańskich wyznań dziś powiewają tęczowe flagi
Rasizm - dla autora najbardziej rasistowskim miastem jest Nowy York, na południu są miasta gdzie burmistrzami są już czaronskórzy
Całe kino amerykańskie to jedna blaga, filmy o Nowym Jorku powstają w studiach Hollywoodu a kilka przebitek na Manhattan udają dobrze skadrowane ujęcia garstki drapaczy chmur z Los Angeles. Filmy drogi, w których bohaterowie przemierzają setki mil także powstają w Hollywood, sceny charekterystycznch pustkowi czy przydroźnych barów z łatwością można nakręcić już kilkanaście mil od granic L.A.

Itd. itd. Wydaje mi się, że autor za bardzo skupił się na podciąganiu pod swoją tezę wszystkiego co spotkał w USA. Nie bardzo rozumie współczesnej Ameryki. Disneyland to od początku była bajka. Kino to biznez, w którym dba się o koszty i dlatego westerny o Dzikim Zachodzie kręci się choćby w Hiszpanii a wnętrza hollywódzkich fabryk snów udają Nowy Jork, średniowieczną Francję a nawet powierzchnię Marsa. Tak filmy kręci się na całym świecie.
Nowoyorczycy nie są aż tak stasznie rasistowscy. Swego rodzaju segregacja ma podłoże ekonomicne, bogatsi mieszkają w lepszych dzielnicach, ubożsi w biedniejszych, a najbiedniejsi muszą żyć w gettach (czasami zamieszkałymi głównie przez Afroamerykanów).
Tradycyjne kościoły i wyznania, po tym jak stały się nadto liberalne, lawinowo tracą wiernych. Ameryka jest bardzo róźnorodna, ale i dziś nie brakuje purytan, którzy walczą o nauczanie w szkołach teorii kreacjonizmu.
Autor reprezentuje czasem typowo polskie narzekanie i wciąż próbuje na siłę obalać mity. Ameryka jako raj dla kierowców - skądże, autor twierdzi, żę to albo podniszcozne szosy albo totalnie zatłoczone autostrady wielkich miast. Wszyscy wiecznie stoją w korkach. Większość ludzi odnosi zupełnie inne wrażenie. Ameryka to na prawdę raj dla kierowców - zwłaszcza w porównaniu z Polską. Przy wielkich miastach nie trudno o korki a przy tej ilości autostrad i dróg krajowych nie trudno o jezdnie wymagające remontu. Jednak tanie paliwo, wielkie bezpieczne samochody i duża kultura jazdy powoduje, że polski kierowca po wyjeździe do USA czuje się jak w raju.
Najlepsze są końcowe rozdziały (o Las Vegas, o teoriach spisku, o Dolinie Krzemowej) gdzie autor przestał udowadniać, że Ameryka nie istnieje.
Wielki szacunek za ogromną znajomość popkultury, amerykańskich filmów, muzyki, itd. Podciąganie wszystkiego pod z góry założoną tezę staje się jednak nieco męczące. Orliński wpadł w tę pułapkę, iż obalając stare mity zaczął tworzyć jakieś nowe, sztuczne klisze. Ameryka w jego wydaniu jest często jakaś taka odpychająca. Przydałoby się więcej luzu.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Opowieść wigilijna

Drogi Imperatorze! Dzisiaj, w ten wigilijny wieczór, przybywam do Ciebie z nietypową recenzją. Gdyż bardziej niż książkę ocenię samo wydanie. W końcu...

zgłoś błąd zgłoś błąd