pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Śniadanie z kangurami. Australijskie przygody
Witaj daleka Australio!
Bill Bryson kontynuuje radosną podróż po świecie, jak zwykle pełną przezabawnych zwrotów akcji. Tym razem za zadanie stawia sobie oswoić i zawojować Australię. Jadowite stworz...
Witaj daleka Australio!
Bill Bryson kontynuuje radosną podróż po świecie, jak zwykle pełną przezabawnych zwrotów akcji. Tym razem za zadanie stawia sobie oswoić i zawojować Australię. Jadowite stworzenia czy surowy klimat tego kontynentu to tylko kolejne atrakcje wyprawy.
Ta nieprzewidywalna i ekscytująca kraina szybko zdobywa jego serce. I trudno się dziwić! Ludzie są niesamowicie sympatyczni, radośni, ekstrawertyczni i niezawodnie pomocni. Miasta australijskie są bezpieczne, czyste i prawie zawsze zbudowane nad wodą. Społeczeństwo jest zamożne i dobrze zorganizowane. Jedzenie jest znakomite, piwo zimne, słońce zawsze świeci, na każdym rogu można dostać kawę... Czego jeszcze chcieć od życia?
Bill Bryson to pisarska ekstraklasa, podana z rozbrajającym humorem!
pokaż więcej.
źródło opisu: Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2011
źródło okładki: http://www.zysk.com.pl/pl/Zapowiedzi/Sniadanie_z_kangurami_-_Bill_Bryson
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Oficjalna recenzja
Kraj na końcu świata
Australia? Nie, dziękuję. Po „Śniadaniu z kangurami” jedyny kontakt z tym krajem, na jaki mam ochotę, to oglądanie Jessego Spencera w roli Chase’a w serialu „House M.D.”. Bill Bryson, szanowany przez wielu pisarz i podróżnik, w rzeczywistości poczciwy amerykański grubasek, swoją niezdarność, panikarstwo i pijaństwo usiłuje sprzedać pod postacią oryginalnego uroku osobistego (bo cóż mu pozostaje?).
Australia widziana oczami Brysona to miejsce pełne niebezpieczeństw – przede wszystkim naturalnych - jadowitych zwierząt, śmiertelnie niebezpiecznych i spotykanych na każdym kroku. Uderza w jego relacji nieogarniona pustka krajobrazu tego niegościnnego kraju. Jeżeli w okolicy znajduje się jakieś muzeum – Bryson musi je odwiedzić i opisać. Miasta widziane jego oczami wydają się nudne i pozbawione charakteru, choć zdarzają się perełki.
W jego sposobie narracji zaintereosowała mnie wielka liczba informacji i zapomnianych wydarzeń Australijskiej historii. Autor dociera do faktów, o których Australijczycy nie uczą się w szkołach, choć niektóre zdarzenia mrożą krew w żyłach (jak masowe morderstwa Aborygenów czy tajemniczo znikający ludzie, po zwykłych wycieczkach z nurkowaniem). Co chwila w Australii znajduje się zwierzę, które miało wyginąć miliony lat temu, albo ginie kolejny gatunek żyjący tylko w tym kraju.
Książka została wydana w oryginale w 2000 roku, a więc przed powszechną dostępnością Internetu. Bryson musiał wykonać tytaniczną pracę docierając do historii i wydarzeń kraju, który jest tak daleko od swoich korzeni (mam tu na myśli Wielką Brytanię), że nikt właściwie nie wie, co się w nim dzieje. Katastroficzne wydarzenia, jak spłonięcie kilkuset tysięcy hektarów lasu, nie są wspominane w żadnych zagranicznych wiadomościach.
Niewątpliwie „Śniadanie z kangurami” daje nam jakąś wizję Australii. To kraj pełen tajemnic, nieraz zapomnianych faktów i ludzi, którzy żyją przecież na końcu świata. Cieszę się, że w moim imieniu zwiedził ją Bill Bryson. Australia ma przed nami jeszcze wiele nieznanych tajemnic, choć po przeczytaniu tej książki – z pewnością mniej.
Anna Kaczmarczyk
Opinie znajomych
Dyskusje o książce
Opinie czytelników
Siedzicie wygodnie przed monitorami? Tak? Bardzo dobrze. Teraz odsuńcie od siebie klawiatury, wyciągnijcie karteczki i jakikolwiek przyrząd do pisania. Po jej lewej stronie napiszcie swoje imię i nazwisko, a na samym środku dużymi literami: kto jest premierem Australii? Chyba nie muszę dodawać, że pod pytaniem należy umieścić odpowiedź na nie? Ejże! Proszę zostawić wujka Google’a w spokoju! Czy jest na sali ktoś, kto odpowie na to pytanie bez wspomagania się internetem? Grzecznie czekając na zgłoszenie się, choć jednej takiej osoby, ośmielę się stwierdzić, że zapewne niewiele z Was jest w posiadaniu takiej informacji. Dodatkowo szczerze się przyznam, że i ja tego nie wiedziałam.
Zatem, gdy tylko na horyzoncie pojawiła się możliwość zmiany stanu rzeczy i pogłębienie wiedzy o Australii poprzez książkową podróż (jaka szkoda, że tylko taką…) do tego kraju, skorzystałam z niej z dużym entuzjazmem. Mimo że za przewodnikami i temu podobnymi, nie przepadam, z czym nigdy się nie kryłam. Dlaczego, wiec dałam szansę zapisowi australijskich wojaży Billa Brysona pt. „Śniadanie z kangurami. Australijskie przygody”? Ponieważ zauroczył mnie opis ksiązki obiecujący nie tyle poznanie tego kraju, co dużą dawkę humoru jej autora. Czy obietnica okazała się być bez pokrycia? Absolutnie nie!
Niemal od jej pierwszych słów daje się wyczuć bardzo specyficzne, z lekka ironiczne poczucie humoru Brysona, które nie opuszcza czytelnika aż do samego końca. Pozwolę sobie Wam zaprezentować jego próbkę abyście wiedzieli, o czym mówię. Bill opisuje w nim jak dla obserwatora wygląda jego sen:
„(…)głośno i nieprzyzwoicie chrapię, jak postać z kreskówki: moje nadmiernie elastyczne wargi trzepoczą i z furkotem wypuszczają obłoki pary. Następnie na kilka długich chwil staję się nienaturalnie cichy, co skłania obserwatorów do wymiany zatroskanych spojrzeń i dokonania oględzin pacjenta, po czym dramatycznie sztywnieję i po kolejnej zatrważającej pauzie zaczynam szarpać i miotać całym ciałem, co przypomina spazmy osoby siedzącej na krześle elektrycznym, po naciśnięciu guzika. Potem wydaję z siebie parę przejmujących, zniewieściałych wrzasków i budzę się by stwierdzić, ze w promieniu 150 metrów ustał wszelki ruch, a dzieci poniżej ósmego roku życia panicznie trzymają się spódnic swoich mam.”*
Chyba po tym fragmencie bardzo łatwo jednoznacznie stwierdzić, że z tym autorem nudzić się nie da? Zaręczam, że to prawda!
Podzielił on zapis swoich przygód na trzy części: outback, cywilizowaną Australię i Australię kresową. Outback to tereny minimalnie zamieszkane przez ludzi (lub wcale) o możliwe najmniej sprzyjających warunkach do życia (pustynia, busz i masa mało przyjaznych zwierzątek oraz roślin). Cywilizowana Australia to rejon ciągnący się od Brisbane do Adelaide (dolny prawy róg kraju jak pisze sam Bryson). Natomiast Australia kresowa wiedzie przez północ kraju i centrum.
Cała drogę przemierzył za pomocą torów kolejowych Indian Pacific – wsiadając na stacji początkowej w Sydney, a kończąc podróż w Perth. Nie sposób pokrótce wymienić choćby część tego, co widział autor - opisać muzeów, opery, fauny i flory oraz fascynujących ludzi, jakich spotykał podczas niej. Wszystkich opisów, historii, anegdot jest weń niewyobrażalnie dużo!
„Śniadanie z kangurami. Australijskie przygody” to obszerne i wyczerpujące kompendium wiedzy na temat tego egzotycznego kraju gdzie idealnie współgrają ze sobą wątki historyczne, polityczne, geograficzne - bez cienia zgrzytu.
Sama osoba Billa Brysona wydaje się być nader interesująca – jego inteligencja i ogrom wiedzy wręcz błyskają z kartek, co świetnie wkomponowane jest w jego z lekka luzacki i niezwykle zabawny styl bycia (tak a propos, zastanawiam się czy po jego tournée po Australii zachowała się gdziekolwiek, choć jedna butelka piwa…).
Całość przedstawia się wręcz wyśmienicie z maleńką skazą. Nie jest to, co prawda typowy przewodnik, ale mimo to brak mi tu zdjęć lub chociażby jakichkolwiek ilustracji (mapka Australii na początku to za mało). Bryson mówi tu o wielu gatunkach egzotycznych roślin, zwierząt, owadów – jakby tak wstawić w treść kilka zdjęć np. „uroczego” pająka redbacka (no dobrze, tego widoku chciałabym sobie może jednak oszczędzić…) albo krokodyla, którego przysmakiem bywają ludzie, to książka ta byłaby mistrzostwem świata, a tak…Jest „jedynie” wyśmienita.
Zatem, jeśli jest na sali ktoś chętny do zapoznania się bliżej z krajem, który (dosłownie) gubi premiera (rok 1967), w latach 50-tych miał tajną listę książek, których cenzura zakazywała czytać (ot zagdaka, skąd wiedzieć, czego niewolno wybrać na lekturę?) albo jak odbyć podróż do przyszłości i „zgubić” kilkanaście godzin z życia, to zwyczajnie musi zaopatrzyć się w ten świetny tytuł. Dobra zabawa gwarantowana – sygnowano Książkówka.
* Bill Bryson „Śniadanie z kangurami. Australijskie przygody”; str. 22
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.
Ocena 5,5/6
***http://ksiazkowka.blogspot.com***
Do tej pory udało mi się przeczytać większość książek Billa Brysona i po chwili refleksji muszę powiedzieć, że "Śniadanie z kangurami" jest jedną z najlepszych jego opowieści. Ten człowiek za każdym razem zadziwia mnie swoją prostotą, niedoskonałościami, ale też olbrzymią elokwencją, dzięki której potrafi wszystkie swoje wady, czy też możliwie najnudniejsze informacje zamienić w niekończące się pasmo śmiechów, chichów i fascynacji.
Bryson tym razem odwiedza kraj wielkich przestrzeni, zwariowanych ludzi i zwierząt dotkniętych dziwnymi objawami ewolucji, czyli jedyny kontynent-państwo - Australię.
Jak wielu z nas jest w stanie z ręką na sercu odpowiedzieć na pytania: Kto rządzi obecnie Australią? Dlaczego stolicą jest... (no właśnie, co jest stolicą Australii?), a nie Sydney? Jakie cuda natury skrywa ten kontynent prócz Uluru i Wielkiej Rafy Koralowej? Na te i wiele innych pytań Bryson znajduje wyśmienite odpowiedzi i choć książka wydana została w oryginale w 2000 roku, nie straciła niczego na swej wartości.
Książkę czytałem z zapartym tchem, wielokrotnie googlując podane w niej informacje, czasami nie dowierzając, czasami z czystej ciekawości i muszę przyznać, że Bryson po raz kolejny pokazał klasę, wertując dziesiątki książek, albumów i rozmawiając z lokalną ludnością, by na końcu spisać wszystkie ciekawostki w jednej pozycji. "Śniadanie z kangurami" polecam przede wszystkim miłośnikom książek tego autora, którym pasuje jego wszędobylskie poczucie humoru!
Dzisiaj wybierzemy się w daleką podróż do kraju który zachwyca, zadziwia i często jest przez wszystkich marginalnie traktowany. Do kraju kangurów, Aborygenów i niezliczonych ilości stworów, które w drastyczny sposób mogą pozbawić nas życia. Ubierzcie się więc wygodnie, zaopatrzcie w spore zapasy wody i uważnie patrzcie pod nogi- ruszamy w Australię!
Bill Bryson jest amerykańskim pisarzem i podróżnikiem. Za swój dorobek literacki został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego. Ode mnie dostaje dzisiaj nagrodę najbardziej zdystansowanego do siebie i tego co go spotyka, pisarza, którego pokochałam po przeczytaniu zaledwie jego jednego dzieła.
Autor stworzył książkę opowiadającą o swoich przygodach w trakcie licznych wypraw do Australii. Systematycznie z kolejnymi kartami podróżujemy poprzez różne rejony tego, znanego nam z kangurów i misiów koala świata, jednocześnie poznając liczne trudy towarzyszące przemieszczaniu się po tym kraju. Kapryśna pogoda, upalny klimat i ogrom niebezpiecznych zwierzaków, które z ogromną chęcią pozbawiłyby narratora nogi lub też innej części ciała, nie zniechęcają mężczyzny przed poznaniem tej fascynującej i pełnej sprzeczności ziemi.
Styl Brysona jest pełen komizmu. Nie będzie przesadą, gdy stwierdzę, że śmiałam się przez 90% tej książki. Jego autoironia, cięty język i ogromny dystans do siebie sprawiają, że czytelnik zaprzyjaźnia się z nim od pierwszej strony! Autor jest ogromnie otwartą i ekspresyjną osobą przez co każde opisane przez niego wydarzenie staje się świetną przygodą. Mężczyzna nie kryje się z tym, że lubił robić sobie przerwę na piwo, która często kończyła się ogromnym kacem, czy że zasnął w trakcie mini wycieczki zafundowanej mu przez znajomego (Mało tego że zasnął! Oślinił się i wydawał z siebie różne nieprzyzwoite odgłosy! :D). Przez tą niezwykłą szczerość odnosi się wrażenie jakby całą historie opowiadał nam jakiś najbliższy przyjaciel, a nie nieznany nam Amerykanin.
Zdecydowanie musze tej książce przyznać jeszcze plus, za bardzo zgrabnie wprowadzone ciekawostki historyczne. Nie ukrywam, że do tej pory o Australii wiedziałam tylko tyle co mi powiedziano na geografii lub z „Tomka w krainie kangurów” Alfreda Szklarskiego, dlatego takie smaczki jak premier, który wskoczył do oceanu i nie wrócił, czy mordercza meduza przysparzająca nieporównywalnego z niczym innym bólu, pochłaniałam i przyswajałam z szeroko otwartymi oczami. Szczerze wątpię czy z jakiejkolwiek innej przeczytanej ostatnio książki nauczyłam się tak wiele, jednocześnie nie odczuwając tego, że pochłaniam wiedzę.
Bryson w trakcie całej swojej opowieści podkreśla to, że kocha ten niezwykły ląd, mimo wielu jego sprzeczności. Jest to dla niego miła przystań, będąca połączeniem elementów dzikich i ujarzmionych, amerykańskich i brytyjskich, czegoś co już minęło i co dopiero nadchodzi. Ja z ręką na sercu przyznaję, że dzięki niemu głęboko zapragnęłam ujrzeć, to o czym pisał.
W trakcie tworzenia tej recenzji wielokrotnie walczyłam ze sobą, który cytat wybrać, żeby was zachęcić i pokazać w jakim stylu jest ta książka. Mój wybór padł na dialog dotyczący pewnego specyficznego hobby Australijczyków. Czy wiecie, że w tym kraju z zamiłowaniem tworzy się „duże rzeczy które kształtem mają przypominać inne rzeczy”. I tak w trakcie podróży po kraju możecie natknąć się na: wielkiego banana, homara, krewetkę, ostrygę, czy kosiarkę. Bryson na swej trasie natrafił właśnie na homara i przeprowadził przy nim dość ciekawą rozmowę:
- W Wauchope jest Wielki Byk (…) Jądra kołyszą mu się na wietrze
- Ma jądra?
- Jeszcze jakie. Gdyby na pana spadły, nieprędko by się pan podniósł!
Chwila milczenia na wyobrażenie sobie tej sceny.
-Ciekawe jak by to potraktowała firma ubezpieczeniowa- powiedziałem w końcu.
-No! (…) I te nagłówki w gazecie: „Mężczyzna zmiażdżony przez jaja byka”.
-„Tragiczne jaja w Australii”.
Sięgnijcie po tę książkę, gdyż jest ona niesamowita, zabawna, pouczająca i wciągająca. Gwarantuję wam niezapomnianą zabawę! :
Jeśli szukamy książki, która rozbudzi zmysły, ukoi nerwy albo rozbawi do łez powinniśmy sięgnąć po "Śniadanie z kangurami". Napisana lekkim językiem relacja z wizyty autora w Australii jest dobra dla każdego; udowadnia, że nawet dorosły człowiek może poznawać świat z pasją dziecka. Zaskakująco szczere komentarze autora rozpalają wyobraźnię stawiając nas u jego boku i pozwalając przeżywać z nim tę niesamowitą przygodę. Kto nie chciałby poznać takiej Australii? Po przeczytaniu książki na pewno będziecie chcieli zobaczyć ją na własne oczy chodź by była gorąca, czasem nawet niebezpieczna!
Wycieczka do Australii to moje marzenie, niestety raczej trudne do zrealizowania.
Czytając "Śniadanie..." chociaż na chwilę mogłam się cieszyć pobytem na tym pięknym, choć surowym kontynencie. Polecam wszystkim podróżnikom, czyta się rewelacyjnie, napisana obrazowym, przystępnym językiem.
Nie można opowiedzieć, trzeba po prostu przeczytać
http://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje/282/kraj-na-koncu-swiata
uwielbiam Brysona w każdej postaci :) Plus do tego uwielbiam podróżować i czytac książki podróżnicze - zatem TU będę miała wszystko czego mi trzeba! :D

Albertus
Zinamon
Weltbild
Selkar
Matras
Empik





