Hańba

Tłumaczenie: Michał Kłobukowski
Wydawnictwo: Znak
6,84 (1624 ocen i 89 opinii) Zobacz oceny
10
63
9
196
8
240
7
566
6
248
5
197
4
38
3
61
2
4
1
11
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Disgrace
data wydania
ISBN
8324006850
liczba stron
268
język
polski
dodał
Snoopy

Trudno uwierzyć, że koneser kobiecych wdzięków i wielbiciel poezji romantycznej częściej doświadcza nudy niż miłości. David Lurie, dwukrotnie rozwiedziony pięćdziesięciodwuletni profesor literatury na uniwersytecie w Kapsztadzie, świadomie burzy swój święty spokój. Nawiązuje romans z młodziutką studentką i wkrótce potem, zaskarżony przez nią, traci pracę i szacunek otoczenia. Wizyta u córki...

Trudno uwierzyć, że koneser kobiecych wdzięków i wielbiciel poezji romantycznej częściej doświadcza nudy niż miłości. David Lurie, dwukrotnie rozwiedziony pięćdziesięciodwuletni profesor literatury na uniwersytecie w Kapsztadzie, świadomie burzy swój święty spokój. Nawiązuje romans z młodziutką studentką i wkrótce potem, zaskarżony przez nią, traci pracę i szacunek otoczenia. Wizyta u córki Lucy i zmiana trybu życia ujawniają, że nie potrafi znaleźć wspólnego języka z innymi. Nie radzi sobie też z poczuciem winy za tragedię, która spotkała Lucy. W końcu każde z nich będzie musiało znaleźć własny sposób na to, jak żyć z piętnem hańby.
Precyzyjny, klarowny język powieści doskonale oddaje znakomity przekład Michała Kłobukowskiego.
J.M. Coetzee, laureat nagrody Nobla w 2003 roku, otrzymał za Hańbę prestiżową Nagrodę Bookera. W 2008 roku powieść została sfilmowana przez Steve'a Jacobsa. W trudną rolę Lurie'ego wcielił się znakomity John Malkovich.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Znak, 2006

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1052
carac | 2012-04-10
Przeczytana: 2011 rok

Do przeczytania „Hańby” zachęcił mnie film Steve'a Jacobsona pod tym samym tytułem. John Malkovich w charakterystyczny dla siebie sposób, pełen powściągliwości i niedopowiedzeń, pokazuje nam świat widziany oczami Davida Lurie . Jednak nie o filmie chciałbym napisać, lecz o książce, której przeczytanie utwierdziło mnie w przekonaniu, że film - nawet genialnie zagrany przez aktorów – nie odda głębi pierwowzoru.
Fabuła powieści jest bardzo zwarta.
Coetzee w prosty i rzeczowy sposób relacjonuje czytelnikowi przebieg zdarzeń, mających miejsce w życiu piędziesięciodwutelniego mężczyzny, który za sprawą „cnoty namiętności” uwikłał się w romans ze swoją studentką i w konsekwencji - pohańbiony i odrzucony przez środowisko, w którym się obracał - znalazł się gdzieś w afrykańskiej wiosce, w domu jego córki.
Narracja jest prowadzona w taki sposób, że czytelnik patrzy na świat oczami tego mężczyzny, zna jego myśli i poglądy, a ukształtowana w ten sposób rzeczywistość wydaje się być pozbawiona emocji, chłodna, zabarwiona nieco ironią.

Kim jest David Lurie, główny bohater tej zmuszającej do myślenia książki?
Profesor David Lurie z zawodu jest uczonym, na życie zarabiał najpierw jako wykładowca języków nowożytnych, potem - jako adiunkt w dziedzinie komunikacji społecznej - prowadził ćwiczenia ze studentami Politechniki Kapsztadzkiej. By podnieść „morale studentów” prowadził ponadto specjalistyczny kurs na temat poezji romantycznej. W towarzystwie kobiet czuł się dobrze. Czerpał z relacji damsko – męskich szczodrze. Prawdopodobnie z tej przyczyny dwa razy się rozwiódł. Z pierwszego małżeństwa ma córkę, Lucy, z którą po skandalu na uczelni – zamieszkał.
Lucy jest kobietą „wyzwoloną”. Zamieszkała na farmie ze swoją przyjaciółką Helen, z dala od cywilizacji, by być bliżej natury. Według niej „jedynym istniejącym życiem jest to, które dzielimy ze zwierzętami”. W pewnym momencie Helen wyjechała, a Lucy została sama ze swoimi warzywami, kwiatami, z psami, którymi się opiekowała. Mogła liczyć na pomoc mieszkającego w pobliżu czarnoskórego Petrusa, który zamieszkiwał nieopodal w rozpadającej się stajni. Bardzo ciekawa wydaje się konfrontacja wykształconego profesora z tym wieśniakiem. Coetzee nie ocenia i nie osądza, lecz w tym zestawieniu David Lurie jako mężczyzna „ukształtowany” przez dziedzictwo kultury wyraźnie przegrywa ze sprytnym życiowo i zaradnym Petrusem, przynajmniej na jego terenie. Petrus ma dwie żony i cała swoją energię wkłada w to, by zapewnić swoim kobietom oraz dziecku, które ma się urodzić, bezpieczeństwo i odpowiednie warunki do życia.
David był żonaty dwukrotnie, lecz z żadną z tych kobiet nie potrafił założyć trwałego związku. Jako ojciec jedynego swojego dziecka, Lucy, też się nie sprawdził. Co więcej, pobity przez trzech napastników nie był w stanie nic zrobić, gdy jego córka była gwałcona prawie że w jego obecności.
Ważna dla zrozumienia filozofii życiowej Davida wydaje się być jego rozmowa z córką krótko przed napadem, który zakończył się gwałtem:
„– Kiedy byłaś mała, kiedy mieszkaliśmy jeszcze w Kenilworth, nasi sąsiedzi mieli psa, goldena. Nie wiem, czy pamiętasz.
– Mgliście.
– Za każdym razem, kiedy w okolicy pojawiała się suka, pies podniecał się i przestawał słuchać swoich państwa, a oni z regularnością godną samego Pawłowa bili go. Powtarzało się to, aż w końcu biedak już zupełnie nie wiedział, co ma robić. Ledwo zwęszył sukę, zaczynał uganiać się po ogrodzie, z uszami położonymi po sobie, z podwiniętym ogonem. Skomlał i szukał, gdzie by się schować.
Przerywa.
– Nie rozumiem, co ma z tego niby wynikać – mówi Lucy. No bo rzeczywiście, co z tego wynika?
– Całe to widowisko miało w sobie coś tak nikczemnego, że doprowadzało mnie do rozpaczy. Moim zdaniem psa można ukarać za konkretne wykroczenie, na przykład jeżeli pogryzie kapeć. Sam pies uzna taką karę za sprawiedliwą – pogryzł kapeć, więc dostał lanie. Ale z żądzą sprawa ma się zupełnie inaczej. Żadne zwierzę nie dopatrzy się sprawiedliwości w karze wymierzonej za to, że posłuchało własnego instynktu.
– Czyli samcom trzeba pozwolić, żeby podążali za swoimi instynktami bez żadnych ograniczeń? Czy taki stąd płynie morał?
– Nie, nie taki. A nikczemność widowiska z Kenilworth polegała na tym, że nieszczęsny pies znienawidził w końcu własną naturę. Odtąd bicie stało się niepotrzebne. Gotów był sam się ukarać. W tym momencie lepiej byłoby go zastrzelić.
– Albo wysterylizować.
– Może. Ale w najskrytszej głębi duszy myślę, że wolałby dostać kulę. Kto wie, czy nie wolałby śmierci od tych dwóch wariantów życia, które mu dano do wyboru: albo zaprze się własnej natury, albo spędzi resztę swoich dni, człapiąc po salonie, wzdychając, obwąchując kota i obrastając sadłem.
– Zawsze tak to odczuwałeś, David?
– Nie, nie zawsze. Zdarzało mi się czuć coś wręcz przeciwnego – że żądza to brzemię, bez którego świetnie moglibyśmy się obejść”.
Coetzee zadaje czytelnikowi pytanie na temat ludzkiej seksualności i to w obliczu gwałtu na lesbijce.
Czy Lurie’mu jako ojcu i jako mężczyźnie, który sam dopuścił się gwałtu na swojej studentce, otworzyły się oczy i czy zrozumiał, że uleganie żądzy, tej „cnocie namiętności” jest dla człowieka haniebne?
Nie sądzę. David Lurie nadal żył zgodnie ze swoją naturą, nadal szukał okazji, by zaspokoić swoją żądzę. Jego wymagania nie były wielkie. Zadowolił go nawet romans z kobietą wybitnie „niepowabną”, z Bev. Można odnieść wrażenie, że uległ tej pokusie z jakichś wyższych pobudek, ponieważ uważał, że nawet taka kobieta „o imieniu dobrym dla krowy” zasługuje na to, by choć przez chwilę „mieć kochanka” .
Jedyna zmiana, jaka w nim zaszła, to jego stosunek do psów. Psy trafiały do kliniki, bo nikt ich nie chciał ( „albowiem jest nas zbyt wielkie mnóstwo” ) i jako psi grabarz pomagał Bev w ich uśmiercaniu.. Trzymał je „żeby stały nieruchomo, zanim igła trafi w żyłę, narkotyk uderzy w serce, łapy się ugną, a ślepia zmętnieją”. Czy to nie jest ta kula, o której mówił w rozmowie z córką? Myślę, że tak. „Lurie ratuje honor trupów, bo nikt inny nie jest dość głupi, żeby się tego podjąć”.
Tak samo jak nie powinno się zmuszać do robienia czegoś wbrew własnej naturze, nie powinno się – w świecie Lurie’go – „obtłukiwać zwłok łopatami, żeby nadać im kształt ułatwiający dalszą obróbkę”.

Coetzee stawia bardzo dużo pytań i nie udziela jednoznacznych odpowiedzi. Jest jak dobry i wymagający nauczyciel, który zmusza czytelnika do zastanowienia się i zachęca do odnalezienia odpowiedzi w sobie. Nie podaje gotowych rozwiązań. Nie jest moralizatorski i właśnie dlatego uważam, że po jego książki warto sięgać. Polecam wszystkim, którym nie zależy na… jedynej słusznej "prawdzie".

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Czarownice z Wolfensteinu. Pierścień i sito

Początkowo nie mogłam się przełamać i czytałam książkę na siłę. Potem jednak od momentu przybycia Amelii do rodzinnego domu ze strony na stronę zmieni...

zgłoś błąd zgłoś błąd