Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Światło, które utraciliśmy

Tłumaczenie: Mateusz Borowski
Wydawnictwo: Otwarte
7,84 (726 ocen i 171 opinii) Zobacz oceny
10
123
9
138
8
170
7
167
6
90
5
18
4
8
3
5
2
5
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The light we lost
data wydania
ISBN
9788375154511
liczba stron
304
słowa kluczowe
Mateusz Borowski
język
polski
dodała
Ag2S

Nauczyłeś mnie, że zawsze trzeba szukać piękna. W ciemności, w ruinach potrafiłeś odnaleźć światło. Nie wiem, jakie piękno i jakie światło teraz odnajdę. Ale spróbuję. Zrobię to dla ciebie. Bo wiem, że ty zrobiłbyś dla mnie to samo. Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku. Gdy wieże WTC runęły, a pył przykrył Nowy Jork, zrozumieli, że życie jest zbyt kruche, by przeżyć je bez pasji i...

Nauczyłeś mnie, że zawsze trzeba szukać piękna. W ciemności, w ruinach potrafiłeś odnaleźć światło. Nie wiem, jakie piękno i jakie światło teraz odnajdę. Ale spróbuję. Zrobię to dla ciebie. Bo wiem, że ty zrobiłbyś dla mnie to samo.

Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku. Gdy wieże WTC runęły, a pył przykrył Nowy Jork, zrozumieli, że życie jest zbyt kruche, by przeżyć je bez pasji i emocji. I zbyt krótkie, by nie być razem.
Wkrótce jednak Gabe postanawia przyjąć pracę reportera na Bliskim Wschodzie i wtedy wszystko się zmienia. Lucy dowiaduje się o jego decyzji w dniu, w którym produkowany przez nią program telewizyjny zdobywa nagrodę Emmy. Dzień jej triumfu staje się też dniem, w którym coś nieodwracalnie się kończy. W kolejnych latach Lucy będzie musiała podjąć niejedną rozdzierającą serce decyzję. Czy pierwsza miłość okaże się też ostatnią?


„Dreszcz emocji i niszczycielska siła miłości – odczułam je na własnej skórze dzięki książce Jill Santopolo”.

Renée Carlino

 

źródło opisu: www.znak.com.pl

źródło okładki: www.znak.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 977
karasmi317 | 2017-07-11
Na półkach: Przeczytane w 2017
Przeczytana: 10 lipca 2017

https://zatraconewinnymswiecie.blogspot.com/2017/07/recenzja-123-swiato-ktore-utracilismy.html

Światło, które utraciliśmy to książka o sile miłości, podejmowaniu decyzji między tym co słuszne a tym, czego sami byśmy chcieli. O tym czy to nasze decyzje kształtują nasz los, czy może los i przeznaczenie kształtują nasze decyzje?

Główną bohaterką jest Lucy Carter, która będąc na ostatnim roku studiów poznaje Gabriela Samsona. W dzień ich spotkania upadają wieże WTC, a oni sami muszą zmierzyć się z tym, jak życia ich i innych zmieniły się w obliczu tej tragedii.
Oboje postanawiają zająć się czymś, co pozwoli im zmienić świat i stać się częścią nowego. Będąc razem są szczęśliwsi niż będąc osobno i wiedzą, że rozumieją siebie wzajemnie bardziej niż ktokolwiek inny. Do czasu aż Gabe nie przyjmuje pracy na Bliskim Wschodzie, będącej spełnieniem jego marzeń, którym jest możliwość pokazania ludziom, jak bardzo wszyscy są do siebie podobni. Musi jednak przez to poświęcić miłość, a rozstanie okazuje się być dużo trudniejsze niż się wydawało. Od tego momentu Lucy zaczyna kwestionować decyzje podjęte nie tylko przez nią, ale przez nich oboje.
Nawet jeśli nie wszystkie wybory Lucy czy Gabe'a były dla mnie zrozumiałe, starałam się ich nie oceniać. Trudno powiedzieć co zrobiłby się lepiej, nie będąc wcześniej w takiej sytuacji.
Pomimo tego, oceniam ją bardzo pozytywnie. Można naprawdę zżyć się z nią już od pierwszej strony i zrozumieć choć część powodów kierujących nią przy podejmowaniu decyzji. Z pewnością jest jedną z najbardziej naturalnych i autentycznych bohaterek, o jakich miałam okazję przeczytać.
Związek tej dwójki jest czymś, czego niewątpliwie każdy chciałby doświadczyć. Jednak nie dla każdego jest to możliwe. Im się to udaje i pomimo wielu popełnionych błędów są wdzięczni za to, co ich spotkało. Za to, że mieli okazję poznać osobę, która zawsze była przy tej drugiej i rozumiała ją bardziej niż ona sama.

Jill Santopolo zawarła w swojej powieści mnóstwo emocji. Całą historia to wielka emocjonująca podróż, nie tylko dla bohaterów, ale i czytelników. Wraz z rozwojem wydarzeń pojawia się napięcie z myślą o tym, co takiego się wydarzyło, że doprowadziło to Luce i Gabe'a do tego miejsca.
Jest to zdecydowanie książka, którą trudno odłożyć i czasem naprawdę bywa to niemożliwe. W moim przypadku bywały momenty, w których nie byłam już w stanie dalej czytać, a jednak kontynuowałam. Bywały i takie, w których byłam zmuszona je zrobić przez zbyt dużą dawkę emocji. Jednak pomimo tego nie mogłam pozbyć się jej z głowy, myśląc o tym, jak dalej potoczy się ta historia.
Autorka przedstawia historię w sposób, w który Lucy przedstawia ją nie czytelnikowi, a Gabe’owi. Każdy z rozdziałów opowiada nie tylko o ich wspólnych wspomnieniach, od poznania poprzez ich związek, a także o jej życiu, decyzjach i uczuciach po ich rozstaniu. Zastanawia się przy tym czy wszystkie te podjęte decyzje na pewno były tymi właściwymi. Czy gdyby postąpili inaczej, byliby w innym miejscu?
Nadaje to pewną intymność, w której czytelnik nie czuje się jednak niekomfortowo. Choć może wydawać się, że jesteśmy intruzami w tej podróży, to zupełnie się tak tego nie odczuwa.
Zakończenie niewątpliwie jest rozdzierające i zaskakujące (choć można się było niektórych rzeczy domyślić), a jednak bardzo odpowiednie. Z chęcią dowiedziałabym się jak dalej potoczyło się życie Lucy, lecz taki koniec także satysfakcjonuje. Dzięki niemu sami możemy wymyślać własne scenariusze.
Światło, które utraciliśmy sięga do głębi, pokazując, jak decyzje wpływają na nasz los. Historia Lucy i Gabe’a inspiruje do poszukiwania szczęścia i miłości, tej jedynej i niepowtarzalnej. A przede wszystkim do odnalezienie naszego własnego światła.

To historia, którą pochłania się całym sobą, chcąc jednocześnie więcej i więcej. Niektóre książki zostają z nami na długi czas w naszej pamięci, a to właśnie jest jedna z nich. Jest jedną z najbardziej wzruszających książek, jakie dane mi było przeczytać w ostatnim czasie, a może i kiedykolwiek. Dotarła do mnie, jak mało która i jestem pewna, że pozostanie w gronie moich ulubionych powieści. Przygotujcie się na łzy i kompletne rozbicie, bo właśnie to Was czeka. Mimo to jest jak najbardziej warta przeczytania, niezależnie od wieku.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ludzie na drzewach

Nie spodziewałam się takiego zakończenia. Książka jest napisana wyśmienicie, dokładnie tak jak "Małe życie". Trzeba mieć naprawdę sporą wied...

zgłoś błąd zgłoś błąd