Hardcorowi bibliotekarze z Timbuktu

Tłumaczenie: Dariusz Żukowski
Wydawnictwo: Agora SA
6,68 (94 ocen i 23 opinie) Zobacz oceny
10
1
9
3
8
16
7
38
6
25
5
6
4
2
3
3
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Bad-Ass Librarians of Timbuktu: And Their Race to Save the World’s Most Precious Manuscripts
data wydania
ISBN
9788326824869
liczba stron
340
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodała
Iwona

W tej historii jest Bono z U2. Przylatuje do pustynnego Timbuktu prywatnym samolotem, wygłasza parę banałów o muzyce silniejszej niż wojna, a potem ulatnia się w towarzystwie obstawy. Cztery dni później do miasta wjeżdża Al-Kaida i zaczyna obcinać ludziom ręce. Jest tu również średniowieczny poradnik dla mężczyzn na temat spółkowania z żonami i zestaw koranicznych modlitw o długą erekcję oraz...

W tej historii jest Bono z U2. Przylatuje do pustynnego Timbuktu prywatnym samolotem, wygłasza parę banałów o muzyce silniejszej niż wojna, a potem ulatnia się w towarzystwie obstawy. Cztery dni później do miasta wjeżdża Al-Kaida i zaczyna obcinać ludziom ręce.

Jest tu również średniowieczny poradnik dla mężczyzn na temat spółkowania z żonami i zestaw koranicznych modlitw o długą erekcję oraz mocniejszy orgazm.

Przede wszystkim jednak jest 377 tysięcy bezcennych manuskryptów, które powstały w maleńkim Timbuktu na krańcach Sahary. Dorobek cywilizacji, która była otwarta i tolerancyjna, gdy w świecie Zachodu wolnomyśliciele wciąż trafiali na stosy.

„Hardkorowi bibliotekarze z Timbuktu” to prawdziwa historia ludzi, którzy przechytrzyli terrorystów z Al-Kaidy i uratowali ten skarb rozumu przed fanatykami. W 2012 roku grupa bibliotekarzy przeprowadziła karkołomną akcję w stylu Indiany Jonesa: wykradli i wywieźli setki tysięcy ksiąg z miasta opanowanego przez islamistów. Nawet oni sami nie wierzyli, że im się uda…

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 364
Saudyjskie-Wielbłądy | 2017-03-18
Przeczytana: 18 marca 2017

Niewiele osób wie, a jeszcze mniej jest w stanie uwierzyć w to, że w czarnej Afryce istniała świetnie prosperująca cywilizacja, która poziomem „naukowego fermentu” o kilka długości przerastała średniowieczną Europę.
Setki tysięcy woluminów, spisywanych przez tysiąclecie jest materialnym dowodem takiego stanu rzeczy.
Najbardziej znaną budowlą tego miejsca jest meczet Sankore, ale miasto przez wiele stuleci było jednym z tych, w których nauki islamu mieszały się z lokalnymi wierzeniami i wpływami kultury antycznej.
Tu tuarescy nomadzi żyli w miarę pokojowo z osiadłymi potomkami założycieli państwa Songhaj i będącego jego kontynuacją Imperium Mali.
Najbardziej znany malijski władca - król Mansa Musa podczas pielgrzymki to Mekki rozdał w Kairze taką ilość złota, że doprowadził do 12 – letniej inflacji, a jego majątek, w przeliczeniu oczywiście na dzień dzisiejszy wynosił marne.... 400 mld. $.
Dla porównania - od 17 edycji liderem rankingu Forbesa na najbogatszego człowieka świata jest Bill Gates, który może się poszczycić majątkiem na poziomie 75 mld $. W porównaniu z Mansa Musą wygląda jak ubogi krewny z prowincji.

Władca ten, oprócz rozdawnictwa złota zajmował się również rozwojem edukacji i utworzył szkołę wyższą w Timbuktu.
Przybywający do tego odległego od cywilizacji miejsca uczeni z przerażeniem uświadamiali sobie, jak ogromna wiedza jest w posiadaniu osiadłych tu naukowców i często przenosili się do innych ośrodków akademickich tamtych czasów, aby prze kolejne lata intensywnie poszerzać swoją wiedzę i uniknąć kompromitacji w mieście nad Nigrem.
To również miejsce, gdzie książki były jedynym, godnym pożądania prezentem, a bogactwo człowieka szacowano w oparciu o zawartość jego biblioteki.

Timbuktu było jednym z nielicznych miejsc, w których rozwijał się islam tolerancyjny, otwarty, przepełniony duchem humanizmu, a prawdziwym dżihadystą był ten, który walczył ze swoimi słabościami.
Jednak i na takie miejsca spadają (na szczęście – tylko co kilkaset lat) nieszczęścia w postaci różnego typu barbarzyńców i fanatyków.
Ostatnim razem maiło to miejsce w latach 2012 – 2014, kiedy Tuaregowie pragnęli utworzyć własne, niezależne państwo Azawad, lecz ich sny o niepodległości wybili im z głów wcześniejsi sojusznicy - Al-Ka’ida Islamskiego Maghrebu, Ruch na rzecz Jedności i Dżihadu w Afryce Zachodniej i Ansar ad-Din czyli zwolennicy islamu wojującego, którzy do tolerancyjnego islamu z Timbuktu odnosili się z wrogością nie mniejszą niż do cywilizacji zachodniej.
Istniało ogromne ryzyko, że świadectwa materialne, w tym 377 tysięcy unikalnych manuskryptów ulegnie zagładzie, tak jak inne zabytki kultury malijskiej, odbiegające od wahabickiej wersji islamu.

Osobą która z narażeniem życia podjęła cichą wojnę z fanatykami był skromny bibliotekarz z Timbuktu – Abdel Kader Haidara.
Człowiek o niesamowitym wręcz uporze i talencie do pozyskiwania środków finansowych na zbieranie rozproszonych po całym Mali wolumenów i budowanie bibliotek, także prywatnych, w Timbuktu.
Podczas swoich wieloletnich wędrówek udało mu się powiększyć zbiory biblioteki im. Ahmeda Baby o tysiące unikalnych manuskryptów. Za pieniądze, otrzymywane w postaci grantów od wszelkich fundacji i instytucji zajmujących się dobrami kultury budował doskonale wyposażone obiekty i wspierał kształcenie ludzi zajmujących się rekonstrukcjami oraz kopiowaniem i katalogowaniem tych bezcennych foliałów.

To książka o poświęceniu całego życia książkom i wiedzy, dbałości o wielki skarb, jaki przez wieki gromadzono w tym tajemniczym mieście.
O determinacji i ryzyku, które ponosili ludzie, aby ocalić je przez zniszczeniem przez bezwzględnych barbarzyńców, którzy wszelkie przejawy samodzielnego myślenia, tolerancji i kultury mającej korzenie w islamie uważali za zbrodnicze, bo są inne niż to, co sobie wymyślił Muhammad ibn Abd al-Wahhab jako jedyną słuszną interpretację nauk Proroka.
To także opowieść o historii miasta, którego nazwa od stuleci wywołuje gęsia skórkę u wszelkiego typu i maści podróżników i uczonych.

Ps. Byliśmy w drodze do Timbuktu na dwa tygodnie przed wybuchem powstania Tuaregów. Nie dojechaliśmy niestety na miejsce, musieliśmy zawrócić przy granicy z Mauretanią.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii

Książka należy do tych, które po przeczytaniu, odłożone na półkę ciągle pozostają z czytelnikiem. Historie mieszkańców komunistycznej Albanii wracają,...

zgłoś błąd zgłoś błąd