Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Pożegnanie jesieni

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
7,66 (1065 ocen i 73 opinie) Zobacz oceny
10
155
9
225
8
212
7
257
6
104
5
66
4
15
3
22
2
4
1
5
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
ISBN
8373844015
liczba stron
413
kategoria
Literatura piękna
język
polski

W tej szyderczej tragikomedii miłosnej Witkacy poddaje mistrzowskiej analizie zmienne stany umysłu i sprzeczne odruchy wynikające z perwersyjnej psychopatologii, będącej podłożem działań wszystkich jego postaci. Ich reakcje fizjologiczne i emocjonalne są wzajemnie splecione z wyznawanymi teoriami narządy płciowe, serce czy głowa różne ośrodki władzy często zdobywają przewagę w niespodziewanych...

W tej szyderczej tragikomedii miłosnej Witkacy poddaje mistrzowskiej analizie zmienne stany umysłu i sprzeczne odruchy wynikające z perwersyjnej psychopatologii, będącej podłożem działań wszystkich jego postaci. Ich reakcje fizjologiczne i emocjonalne są wzajemnie splecione z wyznawanymi teoriami narządy płciowe, serce czy głowa różne ośrodki władzy często zdobywają przewagę w niespodziewanych i nieodpowiednich chwilach, niwecząc ludzką godność i prawość i doprowadzając do najbardziej groteskowych skutków (Daniel C. Gerould)

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 314
Dwojra | 2011-12-07
Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 07 grudnia 2011

„Ale gdzie jest między nami dobroć, poświęcenie, wzajemne zrozumienie duchowe, gdzie spokój duszy, gdy świat zdaje się jednym wielkim futerałem, kryjącym jedyne (poza nim naprawdę nie ma nic) szczęście. Zamiast tego męczące zmaganie się dwojga metafizycznie niesytych istot i ciągłe wahanie wartości na rozdyndanych wagach własnych sprzeczności. […]” [1]

Stanisław Ignacy Witkiewicz nie tylko napisał „Pożegnanie jesieni”. On tę książkę wykreował, wyimaginował, do głębi przesycił opracowanym przez siebie pojęciem Czystej Formy.
Literacka brawura Witkacego spoziera na czytelnika z każdej strony, każdego zdania książki. Już sama fabuła niepowetowanie oddaje klimat, jaki towarzyszył autorowi podczas pisanie tej pozycji. Atanazy Bazakbal, Hela Bertz, Zofia Osłabędzka, Azalin Prepudrech, hrabia Łohoyski oraz kilku innych… To ci bohaterowie towarzyszą nam przez całą książkę. Poznajemy ich zdegenerowany do reszty świat, przeżarte dekadencją myśli. Powstałe między nimi implikacje w połączeniu z ich szalonymi (jak również genialnymi) umysłami, prowadzą każdą z postaci po kolei na skraj zatracenia.
Książka przedstawia oblicze egzystencji tragicznej. Niezmiernie trudno sobie wyobrazić miłość tak wielką, iż kochanek czuje niepomierną potrzebę zdrady wybranki, by ulżyć swym myślom; przywiązanie do tego stopnia, że zakrawa o psychofizyczne uzależnienie od drugiej osoby; świat, gdzie antydotem alkoholu jest kokaina; a przede wszystkim umysł tak bardzo ogarnięty wizją nihilizmu, że nic, ale to nic, nie jest w stanie zaspokoić jego metafizycznych potrzeb.
Dla Witkacego Czysta Forma – w telegraficznym skrócie – to rola sztuki, filozofii i religii, które to mają dostarczać człowiekowi przeżyć metafizycznych oraz oddzielać jego duszę od reszty świata, upewniać go w przekonaniu, iż jest cząstką odrębną od szarej masy. Problem pojawia się wtedy, gdy osoba z zapałem zakrawającym o obłęd, zaczyna poszukiwać swojej Czystej Formy. Wówczas w szranki wchodzą niekończące się dywagacje nad sensem istnienia Boga (lub bogów), równi pochyłej, po której stacza się sztuka i usiłowania pogodzenia wielu filozofii w jedną tak, by pluralizm wszystkiego stanowił absolut.
„Pożegnanie jesieni” nie jest książką łatwą. Nie będzie idealną towarzyszką na dłużącą się podróż pociągiem, przerwę w pracy czy okienko w szkole. Pozycja ta wymaga od czytelnika absolutnego zaangażowania myśli, gdyż gdy tylko na moment „odpłyniemy”, już po chwili zdamy sobie sprawę, że nie mamy pojęcia, o czym czytamy, a przepływające przez nasz mózg słownictwo to nieartykułowany potok liter.
Nie jest to również powieść dla osób, które mają nikłe pojęcie o filozofii. Witkacy wielokrotnie przywołuje postulaty Schopenhauera czy Corneliusa, które niejednokrotnie są kluczowe dla zrozumienia pokrętnych myśli bohaterów.
„Pożegnanie jesieni” nie ma wartkiej fabuły. Gdyby pokusić się o utworzenie ramowego planu wydarzeń, całość udałoby się zamknąć w maksymalnie kilkunastu punktach. Kręgosłupem książki jest bowiem nie to, co dzieje się na zewnątrz, ale wewnątrz umysłów i dusz głównych postaci. To one, niekiedy przez swoje szaleństwo, kreują rzeczywistość wokół siebie; mają wpływ na wzajemne poczynania, twórczość, czy uczucia drugich osób, a wszystko to na tle rewolucji w stolicy, która przyrównana jest do jednej wielkiej efemerydy.
Czytając najbardziej znane dzieło Witkiewicza męczyłam się. Ale nie w ten sposób, w jaki umartwia się człowiek nad książką, która go po prostu nudzi albo nad lekturą, jaką czyta z kompletnego przymusu. Torturom Witkacy poddał moje myśli, uruchomił każdy trybik, zmusił niemal do absolutnego skoncentrowania się tylko i wyłącznie na jego świecie. Nic innego wówczas nie miało prawa istnieć. W obliczu tak doskonale wykreowanych postaci, których intelekt notorycznie mnie zaskakiwał, nie potrafiłam uwierzyć, iż żyją w tak zepsutym środowisku, w którym bywa i tak, że tylko obrzydliwa, erotyczna orgia i wyuzdanie przekraczające wszelką wyobraźnię, staje się lekiem na problemy nurtujące psychikę. Autor swoją powieścią „wżarł” się w mój umysł, doprowadził do pęknięcia którejś z bruzd, otworzył go na coś zupełnie innego, z czym dotychczas nie miałam styczności. W jednej chwili po prostu rozłupał moje myśli jak orzecha włoskiego.
Witkacy, przecząc filozofii Hegla, przeskoczył swoją epokę. Napisał katastroficzną powieść o hedonizmie, homoseksualizmie, narkotyzmie, dekadentyzmie i innym „izmie”, przewidując stopniową degenerację całego narodu. W wolnym, myślowym strumieniu, któremu pozwoliłam przepłynąć przez mój umysł po skończeniu lektury (by choć odrobinę się „oczyścić”), cała powieść skojarzyła mi się z wierszem Szymborskiej pod tytułem „Prospekt” – mam jednak świadomość, że pogalopował stosunkowo daleko. Każdy z bohaterów przypomina mi średniowiecznego flagelanta, który kaleczy swe ciało dla oczyszczenia duszy. Postaciom z powieści zdarzało się nie zamęczać jedynie fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. Powstaje wówczas pytanie: dla oczyszczeni czego?
„Pożegnanie jesieni” było pierwszą książką Witkacego, z jaką miałam okazję się zetknąć. Jestem pewna, że nie ostatnią. Człowiek ten przedstawia bowiem jakiś zupełnie nowy mi nurt, coś, czego chwilowo nie pojmuję do końca. Wiem jednak, że fascynacja tym „czymś”, zaklętym w powieściach Witkiewicza, jest tak ogromna, iż nie odmówię sobie „masochizmu” sięgnięcia po kolejną z jego pozycji. Nawet jeśli po raz wtóry zostanę wprowadzona w sadystyczny świat katowania myśli.
Czy nie o taką odrębność chodzi w Czystej Formie?


[1] „Pożegnanie jesieni”, Stanisław Ignacy Witkiewicz, Prószyński i S-ka, Warszawa 2010, str. 198-199

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zanim pozwolę ci wejść

Trzy przyjaciółki - Karen, Bea i Eleanor - znają się od zawsze i od zawsze się przyjaźnią. Wiedzą o sobie niemalże wszystko. A jednak istnieją pewne n...

zgłoś błąd zgłoś błąd