Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Mam na imię Marytė

Tłumaczenie: Paulina Ciucka
Wydawnictwo: KEW
8 (31 ocen i 8 opinii) Zobacz oceny
10
5
9
4
8
12
7
7
6
2
5
1
4
0
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Mano vardas – Marytė
data wydania
ISBN
9788378931577
liczba stron
189
język
polski
dodał
anchois

Oparta na faktach powieść opowiada o jednej z białych plam powojennej historii – „wilczych dzieciach”. Po II wojnie światowej niemieckie sieroty tułały się po Litwie w poszukiwaniu dachu nad głową i chleba. Uciekająca z Prus Wschodnich mała Renata ukrywa się wśród lasów, ale także wśród ludzi – ukrywając swoje niemieckie pochodzenie. Otrzymuje przybranych rodziców i nowe, litewskie imię –...

Oparta na faktach powieść opowiada o jednej z białych plam powojennej historii – „wilczych dzieciach”. Po II wojnie światowej niemieckie sieroty tułały się po Litwie w poszukiwaniu dachu nad głową i chleba. Uciekająca z Prus Wschodnich mała Renata ukrywa się wśród lasów, ale także wśród ludzi – ukrywając swoje niemieckie pochodzenie. Otrzymuje przybranych rodziców i nowe, litewskie imię – Marytė, a historia jej rodziny ukazuje tragiczne losy wielu uchodźców z Prusów Wschodnich na Litwie. Powieść została oparta na prawdziwych historiach wilczych dzieci i ich krewnych.
Pierwsza powieść Alvydasa Šlepikasa Mam na imię Marysia została uznana za najlepszą litewską książkę w 2012 roku. Autor, znany głównie jako poeta, wykorzystuje w swej pierwszej powieści swój liryczny styl, posługując się niezwykle plastycznymi obrazami i emocjonalną, rwaną narracją.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 161
Książkożercy | 2016-02-23
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 23 lutego 2016

Zapraszamy na blog: http://ksiazkozercy9.blogspot.com
Wojna ma wiele twarzy i wiele odcieni – jest historią i wygranych, i zwyciężonych. Inną historią. O drugiej wojnie i doświadczeniach ludności zapisano już miliony kartek. I jak się okazuje – temat nie został wyczerpany. Nie wszystkie tragedie zostały jeszcze opowiedziane. Zwykle jednak w kontekście doświadczeń drugiej wojny światowej mówi się i pisze o tragedii Holocaustu, o powstaniu warszawskim, o waleczności żołnierzy i zwykłej ludności stawiającej czoła okupantowi. A pierwsze chwile powojennej rzeczywistości już chyba niekoniecznie znajdują takie odzwierciedlenie w rzeczywistości literackiej jak te sześć wcześniejszych lat.
Książka Alvydasa Šlepikasa dotyka tematu nierozpoznanego. Autor pochyla się nad tragedią tak zwanych wilczych dzieci, Wolfskinder, czyli niemieckich sierot wojennych z Prus Wschodnich (dzisiejsze tereny Warmii, Mazur, Litwy i Rosji), które do klęski III Rzeszy stanowiły ziemie niemieckie. Po zakończeniu II wojny światowej ludność niemiecka była z tych terenów wysiedlana. Jak niezbadanym tematem jest problem wilczych dzieci, najlepiej świadczy informacja z Wikipedii, która ich ilość szacuje od 10 tysięcy do 25 tysięcy. Ślepikas oddaje głos tym sierotom, opierając swoją historię na faktach.
Jest rok 1946. Ostra zima. Znajdujemy się w skutych lodem Prusach Wschodnich. Niemiecka ludność jest wysiedlana, na jej miejsce przybywają nowi osadnicy. Niemieckie dzieci – często bez rodziców muszą samodzielnie walczyć o przetrwanie: bez opieki, bez domu, bez jedzenia, za to w ciągłym zagrożeniu ze strony radzieckiego żołnierza. Wygłodniałe błądzą po lasach, chodzą od domu do domu, żebrząc o kawałek chleba i słoniny. Niektóre mają wielkie szczęście – przygarnie je jakaś litościwa litewska rodzina, niektórym tego szczęścia brakuje – umierają z głodu, zamarzają z zimna, giną od kuli radzieckiego żołnierza, wyzywane od nazistowskich świń – jakby czteroletnie dziecko miało świadomość znaczenia słowa nazizm w ogóle. To straszne historie, porażające.
O tym pisze Šlepikas. Ta książka wstrząsnęła mną bardzo. Z jednej strony dlatego, że pokazała coś, o czym nie miałam bladego pojęcia. Bo zwykle w kontekście drugiej wojny Niemcy są tymi złymi, a inni ofiarami ich wojennych działań. A tu ofiarami wojny są również niemieckie dzieci i nie sposób nie czuć litości dla ich losu. Z drugiej strony dlatego, że historie tych dzieci były straszne, wyjęte z najgorszego koszmaru. I najbardziej dlatego, że pisarz pokazał historię z punktu widzenia dzieci – nawet jeśli to były niemieckie dzieci, to jaka była ich odpowiedzialność za wydarzenia wojenne? Jaką winę ponosić może dziecko za politykę swojego państwa? Przecież to tylko dziecko.
To niepozorna książeczka. Nie ma nawet dwustu stron. Jednak przynosi duży ładunek emocjonalny. Składa się z krótkich, nawet bardzo krótkich rozdziałów – obrazów pokazujących losy kilkorga niemieckich dzieci i ich rodzin. Ale każdy ten pojedynczy obraz jest mocny. Autor jest oszczędny i w opisach, i w słowach – w tym leży siła oddziaływania jego książki. Warto ją przeczytać, by poznać jeszcze inne oblicze wojennej i powojennej rzeczywistości. Warto ją przeczytać po prostu dlatego, że to naprawdę bardzo dobra literatura.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Jak powietrze

Wciągająca, lekka i zabawna czasem książka. Dzięki rozgrywającej się akcji w Polsce jest jakieś opowieść o bliskich znajomych ☺️ gorąco polecam, mnie...

zgłoś błąd zgłoś błąd