Cesarzowa Piotra. Tom 1 Kristina Sabaliauskaitė 8,3

ocenił(a) na 89 tyg. temu Ostatnia doba carycy Katarzyny I (wdowie po Piotrze I),a jednocześnie całe jej życie, przewijające się jej przed oczami. Życie władczyni opisane zostało w porządku chronologicznym (co nie jest takie oczywiste, jako że wspomnienia umierającej wcale nie musiały być tak ułożone po sznurku) i ujęte w formę jej monologu. Nie brzmiało to dla mnie zbyt zachęcająco, jako że idzie to w parze z relacją z łoża boleści i autorka/narratorka potrafi być dosadna i dosłowna w opisie tej choroby (na co w zasadzie zmarła caryca??),a więc jest krew, pot i inne płyny fizjologiczne… To umieranie bez upiększeń. A jednak opowieść faktycznie wciąga tak, że trudno ją odłożyć.
Niesamowite życie miała ta kobieta, zwłaszcza w kontekście czasów, w których żyła, niesamowity był jej awans społeczny, stąd jest ona wdzięczną kanwą do kolejnych opowieści. W tej są chwile szczęścia, ale przeważa jednak strach, ból, poniżenie, pogarda dla kraju, nad którym otrzymała władzę, niewygody, jakich wówczas doświadczały nawet elity. Bohaterka jest tu człowiekiem, kobietą, czasem słabą i przerażoną, bardziej “robiącą co trzeba”, niż bezwzględną carycą. Zarazem mamy tu portret Piotra Wielkiego - z jednej strony wizjonera i postępowca, z drugiej okrutnego satrapy, okiem kobiety, która widzi dwoistość jego natury także w życiu osobistym: raz kochany, że do rany przyłóż, a innym razem staje się tyranem. Katarzyna będąc w relacji z nim musi cały czas być czujna, spełniać nie tylko jego wymagania fizyczne, ale i emocjonalne, opiekować się, gdy on celebruje swoją męskość. Ona musi nieustannie zastanawiać się, jak postąpić, by go zadowolić, jego nie zajmuje to nigdy, bo on po prostu bierze, co chce. "Musiałam być wybaczająca, kochająca go bez żadnych warunków." Perfekcyjnie autorka ukazała toksyczność tej relacji.
Nie jest to tylko książka historyczna, ale też bardzo współczesna w swojej wymowie, nie sposób nie odnosić jej do obecnych wydarzeń. Cała ta opowieść to ostra krytyka i oskarżenie Rosji - tego niecywilizowanego kraju na europejskich rubieżach, z pretensjami już to do kultury europejskiej, już to skłaniającego się bardziej ku obyczajom azjatyckim. Dla mnie to było ewidentne. Kiedy czyta się "Cesarzową Piotra" i to, jak opisani zostali XVIII-wieczni Rosjanie, to myśli się, że trochę tej zachodniej cywilizacji faktycznie by się przydało. Lud rosyjski jest ciemny i nieokrzesany, żołdacy pozbawieni człowieczeństwa, a władca tej całej menażerii jest kapryśnym okrutnikiem. Wódka leje się strumieniami. Cała ta “kultura” przesiąknięta jest iście wschodnią pogardą dla ludzkiego życia. "W Rosji wszystko służy wojnie" , a dla Piotra "wszystko, wszystkie ziemie, na jakie się połaszczył, były “odwiecznie rosyjskie”. Czy cokolwiek się zmieniło? Czy rację ma władczyni, zastanawiająca się, czy za kolejnych 200 lat w rosyjskich wioskach będzie tak samo... To jest niesamowite, że świat tak bardzo się zmienił, a w Rosji czas się jakby zatrzymał, a może nawet cofnął - do czasów sprzed rewolucji październikowej.
Nie wiem, czy Marta Skowrońska, przechrzczona na Katarzynę rozumiała to tak dobrze, jak możnaby sądzić po jej monologu, stworzonym przez litewską pisarkę. Ona nie walczyła o tron, tylko o życie i na pewno rozumiała, że aby przetrwać, musi się jakoś dostosować do tych realiów, w których poddany rosyjskiego władcy, a zwłaszcza kobieta, nic nie znaczy. Nic nie mogła poradzić na to, że stała się wojennym trofeum, przechodzącym z rąk do rąk i że jej los zależy od kaprysu cara. Zagrała kartami, jakie dostała - najlepiej, jak potrafiła. Wszystko co przeżyła zmieniło ją w kobietę pełną blizn, zupełnie przeformowaną z niewinnej, prostej dziewczyny, na obraz i podobieństwo okrutnego kraju i czasów, w jakich przyszło jej żyć, co wyraźnie odbija się w narracji. Z niecierpliwością czekam na tom drugi, w którym zostają do opisania lata faktycznego sprawowania władzy przez Katarzynę.