Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Kowal słów. Tom 1

Cykl: Skald (tom 2.1)
Wydawnictwo: Erica
7,32 (63 ocen i 16 opinii) Zobacz oceny
10
8
9
4
8
18
7
16
6
8
5
6
4
2
3
1
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788364185564
liczba stron
348
słowa kluczowe
skald, Skandynawia, Wikingowie
język
polski
dodała
Elaine

Przygotuj się na krwawą, mityczną podróż w głąb wikińskiej duszy, gdzie walka jest jak poezja, miłość jak klątwa, pieśń jak złoto, magia jak religia, a śmierć to zbawienie... „Europa Wschodnia, X wiek. Nastały czasy krwi i chciwości. Waregowie łupią morskie wybrzeża i zapuszczają się daleko w głąb lądu, gdzie władają rzecznymi trasami handlowymi. Powstają bogata państwa, wybucha wiele wojen,...

Przygotuj się na krwawą, mityczną podróż w głąb wikińskiej duszy, gdzie walka jest jak poezja, miłość jak klątwa, pieśń jak złoto, magia jak religia, a śmierć to zbawienie...

„Europa Wschodnia, X wiek. Nastały czasy krwi i chciwości. Waregowie łupią morskie wybrzeża i zapuszczają się daleko w głąb lądu, gdzie władają rzecznymi trasami handlowymi. Powstają bogata państwa, wybucha wiele wojen, a wszyscy wojownicy połączeni są żądzą władzy, przemocy i bogactwa. To wspaniały czas dla najemników z Północy. Takich jak Ainar Skald, który nie tylko dobrze rąbie mieczem ale jest kowalem słów sprawnym w strof składaniu.
Po wydarzeniach opisanych w Karmicielu kruków, Ainar Skald staje się banitą na całej Północy. Schronienia szuka na Wschodzie, na krańcach znanego mu świata, ufając, że tam kłopoty go nie znajdą. Gdy na swojej drodze spotyka olbrzymiego murzyna Alego Czarnego Berserka, który stara się pozbyć swojego gniewu oraz szalonego Haukrhedina, który wierzy, iż w jego głowie mieszka człowiek i jastrząb, Ainar szybko przekonuje się, że jego problemy dopiero się zaczynają. Razem wyruszają w misją pełną przygód i niebezpieczeństw, w trakcie której poznają różne oblicza szaleństwa.”

 

źródło opisu: Erica, 2014

źródło okładki: Erica, 2014

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 56
Inkoholiczka | 2016-03-10
Na półkach: Przeczytane

Pełna recenzja ze zdjęciami dostępna na inkoholiczka.wordpress.com :)

Powiem szczerze, że barrrdzo lubię brać się za dzieła debiutantów. Podchodzi się wtedy do książki jako do nagiego dzieła, pozbywając się jakichkolwiek oczekiwań wobec pisarza. Po prostu – tylko Ty i tekst.
Jeśli masz w sobie duszę Shieldmaiden i jesteś spragnionym literackiego, nordyckiego pieprznięcia wielbicielem wikingów, Flokiego i Mathiasa Nygårda, to mam coś dla Ciebie. Przemierzasz sobie facebooki beztrosko kłusując na swoim wiernym rumaku aż tu NA-GLE…! Książka niejakiego Malinowskiego, o którym słyszysz pierwszy raz w życiu, i to zupełnie o wikingach, X wieku, paleniu, grabieżach, alkoholu, bardach i dobrej zabawie… No i za kilka dni już była moja.
Nie no. Dobra, nie ma co gadać, że nie miałam oczekiwań co do tej książki – niemal zawsze sobie na coś ostrzę pazurki, czasem blurp przykuje uwagę, a czasem przyprawia o pusty śmiech. Po „Kowalu słów” spodziewałam się i wiele i mało. A po lekturze się i zawiodłam i miło zaskoczyłam. Co Ty gadasz, kobieto, piszże jaśniej! Mówicie? Już więc tłumaczę, jakie zady i walety ma to dzieło.
Mam dwie wiadomości – dobrą i złą. Którą chcecie usłyszeć najpierw? Zakładam, że tą drugą. Zapraszam więc Was na epistołkę o plusach ujemnych, żeby potem tymi dodatnimi rozkoszować się jak wisienką na przysłowiowym torcie.
Yksi – przerost treści nad formą. Naprawdę! Takie cudo pierwszy raz w życiu widzę. Nieźle brzmi, prawda? Wbrew pozorom nie jest to tylko przekręcenie znanej frazy przez umysł alkoholem upojony, paleniem przepalony, względnie Yodowatością zarażony.
Szanowny Pan Malinowski wykształcenie a pasje ma, jak wyczytałam w biogramie, historyczne. I to widać, słychać i czuć. Na każdym kroku. Często ogromne ilości dodatkowych kulturowo-historyczno-społecznych informacji tak mocno spowalniają akcję, że człowieka trafia szlag (nawet mnie, która konstruowaniem i dekorowaniem świata przedstawionego się delektuję jak Stenka Fantazją). Chodzi po prostu o to, że kiedy koleś podnosi topór na drugiego i już- już go opuszcza, to niekoniecznie chciałabym teraz słuchać o zawiłościach wierzeń tajemnych plemion, tylko może jednak troszku o akcji. Cenię u autorów solidne przygotowanie do pisania, więc wiadomo – ten zabieg czyni powieść maksymalnie dopracowaną i daje jej solidne fundamenty historyczne… Ale czasami tak wielkie ilości dodatkowych informacji, definicji, szczegółów nie są po prostu potrzebne zwykłemu Czytelnikowi. Po prostu przeszkadzają.
Kaksi – tak, wiem, że jestem chora z pożądania formy. Tak, wiem, że jestem wiecznie nienasycona, jeśli chodzi o kwiecisty styl pisarski. Tak, wiem, że słowniki staropolszczyzny i synonimów jadłabym na śniadanie ze smakiem. Ale to było coś, czego barrrdzo mi brakowało w „Skaldzie”. Jeśli autor nie chce prowadzić całej narracji w stylu na który się porywa, to niech chociaż dialogi w nim utrzyma. Tymczasem natknęłam się kilka razy na tak współczesne słowa z ust wikingów, Berserków i ich kobiet, że aż mi zupa ością stawała w gardle.
To są jednokowoż minidefekty, które nigdy nie przesłonią największego plusa tej książki, a mianowicie ZA… Znaczy się bardzo, bardzo dobrego pomysłu. Jak już pisałam wcześniej bardzo brakowało mi wikingowego akcentu w polskiej fantastyce, akcentu na poziomie. „Skald” bez wątpienia takim jest, a ze względu na solidne podłoże historycznospołecznokulturoworeligijnododajciecotamjeszcze, to i nawet ktoś w temacie siedzący doceni literackie dziecię Malinowskiego. I nieco Jaskrowo – łotrzykowa postać Skalda, i jego kompani, i tajemnicza Złotowłosa, i wszystkie, że się tak wyrażę, okoliczności przyrody sprawiają, że książkę czyta się naprawdę bardzo przyjemnie. Klimacik ma, oj, ma.
Dodatkowym przepięknym i smakowitym atutem są bonusy, które autor serwuje nam, czytelnikom. Bonusy w postaci map i nieodpartej urody wierszy i pieśni tytułowego Skalda. To jedna z rzeczy, które w książce inkoholiczkową aprobatę szturmem zdobyły i w śmiechy dzikie ją wprawiły, kiedy czytała jadąc autobusem. Dodatkowo od razu do głowy zaczęły mi przychodzić chwyty gitarowe, więc kto wie, może za rok nie będę już blogerem-pisarczykiem z Bożej łaski a żeńską wersją Ainara-węglożercy?
Ainar sam w sobie jest też postacią kompletnie obezwładniającą. Nieustannie kojarzył mi się mimowolnie z Jaskrem Sapkowskiego, aczkolwiek ten tutaj delikwent, poza talentem w strof składaniu, doprawiony został przez literackiego tatusia jeszcze o dodatkowe atuty. Cztery łyżki stołowe bezczelności, szczypta uroku, osiem łyżeczek bojowości , garść uwodzicielstwa… I cysterna pewności siebie.
Jaka więc jest ustawa końcowa? Patrząc holistycznie – seria jest bardzo na plus. Brakuje mi tej tematyki w polskiej fantastyce, dlatego z wielkim smakiem pożarłam pierwszy tom „Kowala słów”. Co zaś się tyczy wałkowanych przeze mnie kilka akapitów wyżej minusów – jest to niewielki ubytek spowodowanych niewątpliwie skrzywieniem zawodowym i jeszcze nie stwardniałymi beletrystycznie od klawiatury palcami. To, co tworzy Malinowski to naprawdę obiecujące początki i z uwagą będę śledziła jego karierę – bo rozwijać się będzie niewątpliwie. Takiego wikingowego zastrzyku energii mi było trzeba!

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Antologia tragedii greckiej

Bardzo dobra antologia. Mogła by być jeszcze Elektra Sofoklesa i co najmniej jedna tragedia Eurypidesa. Wstęp i analiza twórczości każdego z tragików...

zgłoś błąd zgłoś błąd