Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Nigdy nie gasną

Tłumaczenie: Magdalena Krzysik
Cykl: Mroczne umysły (tom 2) | Seria: Moondrive
Wydawnictwo: Otwarte
8 (2441 ocen i 222 opinie) Zobacz oceny
10
457
9
456
8
678
7
500
6
242
5
66
4
25
3
10
2
3
1
4
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Darkest Minds. Never Fade
data wydania
ISBN
9788375153132
liczba stron
456
słowa kluczowe
mroczne_umysły
język
polski
dodała
TinTincia

Mam na imię Ruby. Niektórzy nazywają mnie Liderką, ale tylko ja wiem, kim jestem naprawdę. Potworem.

Przede mną najbardziej ryzykowana misja w moim życiu – wojna, w której stawką jest ocalenie tych, których kocham. Zwycięstwo może oznaczać przegraną bitwę o samą siebie.

Jestem ostatnią z Pomarańczowych i jestem gotowa na wszystko.

 

źródło opisu: http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,5263,Mroczne-umysly-Wyzwanie

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,5263,Nigdy-nie-gasna

Brak materiałów.
książek: 296
Stebbins | 2015-12-15

Kiedy kilka miesięcy temu, zapoznałem się z pierwszą częścią dystopijnej, młodzieżowej trylogii "Mrocznych umysłów", autorstwa Alexandry Bracken; napisałem, że dawno już nie miałem aż takiego problemu z oceną jakiejkolwiek powieści. Z jednej strony książka naprawdę wciągała, a lekki styl pisarki powodował, że strony w zasadzie przewracały się same i nawet dorosły facet, taki jak ja, dał się pochłonąć historii młodziutkiej Ruby. Nie można jednak było nie zauważyć kilku kulawych rozwiązań i uproszczeń, które zaserwowała czytelnikom pani Bracken. Mimo to, napisałem również, że zakończenie Mrocznych umysłów jest na tyle dobre, że aż prosi się o natychmiastowe przeczytanie "Nigdy nie gasną" – drugiej część trylogii. Jak widać, sięgnięcie po kontynuację młodzieżowego bestsellera, zajęło mi więcej niż chwilę, tym razem jednak problem z oceną jest już mniejszy, ponieważ, pomimo kilku zalet mających przewagę nad pierwszą częścią, Nigdy nie gasną w ogólnym rozrachunku wypada według mnie, niestety słabiej, a autorce udało się jeszcze bardziej podkreślić wszystkie wady "Mrocznych umysłów", dokładając przy okazji jeszcze kilka niedociągnięć.

Trylogia Mrocznych umysłów opowiada historię Ruby – nastolatki, której jako jednej z nielicznych udaje się przeżyć epidemię OMNI. Czym jest OMNI? Wirusem, a dokładniej rzecz ujmując – wirusem Ostrej Młodzieńczej Neurodegradacji Idiopatycznej, który z nieznanych przyczyn zaatakował amerykańskie dzieci w wieku szkolnym, zabijając ponad 90% ich populacji. Jak się okazało, ci, którym udało się przetrwać, zyskują nadprzyrodzone zdolności, w związku z czym rząd umieszcza ocalałe dzieci w „obozach rehabilitacyjnych”, dzieląc je na pięć grup – Zielonych (dzieci o ponadprzeciętnej inteligencji), Niebieskich (posiadających zdolności telekinetyczne), Żółtych (kontrolujących prąd), Czerwonych (pirokineza), a także Pomarańczowych – najmniej liczną grupę dzieci (między innymi dlatego, że rządzący z obawy przed ich zdolnościami, systematycznie, w sekrecie wybija Pomarańczowych), potrafiących wnikać w umysły innych ludzi i sterować nimi. Jak nietrudno się domyślić, Ruby jest właśnie Pomarańczowa.

Pierwsza część serii cierpiała na masę uproszczeń (o czym pisałem w recenzji), które biorąc pod uwagę, jak bardzo autorka chciała nadać powieści poważniejszy wydźwięk, mocno kuły w oczy. Dodatkowo – no bo jakżeby inaczej w powieści młodzieżowej – otrzymaliśmy mocno cukierkowaty wątek miłosny, od którego momentami aż zęby zgrzytały. Wszystko jednak dało się przeżyć, ponieważ udało się Alexandrze Bracken kilka ciekawych (i autentycznie wzruszających) zwrotów akcji, w tym ten kończący pierwszą część, który nawet mnie poruszył. Udało się również stworzyć bohaterów, którzy nie irytowali (zbyt mocno) i których przygody chciało się śledzić. O dziwo, wbrew temu co napisane jest powyżej, Nigdy nie gasną oferuje jeszcze więcej akcji, a ciekawych bohaterów przybywa; skąd więc bierze się niższa ocena? No właśnie (zaznaczam, że poniżej znajdzie się kilka SPOILERÓW z pierwszej odsłony trylogii)…

Akcja kontynuacji Mrocznych umysłów rozpoczyna się kilka miesięcy po wydarzeniach z ostatnich stron książki i choć w zasadzie początek jest obiecujący, już tu znajdziemy jedną z wad. Po rozpadzie grupy, do której należała Ruby, bohaterka wstępuje do Ligi Dzieci – organizacji, która w założeniu miała pomagać chorym na OMNI oraz uwolnić wszystkie dzieci z rygorystycznych obozów. Rzecz jasna, nie wszystko jednak działa jak w zegarku, a sama Liga rozdzierana wewnętrznymi sporami przeistacza się w – nazwijmy to – armię dzieci walczących z rządem, jednak wcale nie dla własnego dobra. Pierwsze sceny, w których Ruby jak Liderka oddziału próbuje uwolnić z rąk żołnierzy jednego z agentów Ligi, wygląda naprawdę nieźle, tylko… kim w zasadzie teraz jest Ruby? Na ostatniej stronie Mrocznych umysłów mamy do czynienia z niezbyt pewną siebie dziewczyną, która powoli zaczyna dopiero poznawać i kontrolować „moce”, które posiadła. Kogo dostajemy w Nigdy nie gasną? Stanowczą kobietę, podejmującą odważne decyzje, która bardziej niż zahukaną nastolatkę, przypomina Rambo w spódnicy. Może nie byłoby to nawet takie złe, gdyby tylko autorka powieści raczyła nam wytłumaczyć, skąd dokładnie wzięła się owa zmiana. Nie jest nam jednak dane się tego dowiedzieć, tak po prostu jest i już. Chwilę później następuje pozytywne zaskoczenie, kiedy to poznajemy nowych bohaterów – chudego Jude’a, którego usta w zasadzie się nie zamykają, Cole’a – agenta Ligi, a przy okazji brata Liama – ukochanego naszej drogiej Ruby, a także sarkastyczną na każdym kroku Vidę, która z miejsca staje się najciekawszą postacią trylogii. Nie zdradzając wiele więcej z fabuły, powiem tylko, że wkrótce Ruby, Jude i Vida zostają wysłani na akcję, której celem jest odnalezienie Liama, który to nieświadomie nosi przy sobie pendrive’a, na którym – jak sugeruje autorka – znajdują się wyniki badań nad wirusem, które mają dać odpowiedź na pytanie, jaka jest jego przyczyna. Jak wspomniałem wcześniej, druga część obfituje w znacznie większą ilość akcji i można to zdecydowanie zapisać po stronie zalet, gdyż w zasadzie cały czas coś się dzieje, nie ma momentów przestoju; jest i więcej twistów fabularnych, tyle tylko, że nie są one tak mocne i poruszające, jak w otwierającej serię powieści. Dodatkowo, na nieszczęście, powraca Liam i tu dopiero zaczyna się robić niezbyt ciekawie. Dramaty, które przeżywa dwójka zakochanych, jak i same wewnętrzne problemy Ruby, wydają się po prostu śmieszne. Jasne, to książka młodzieżowa, ale bez przesady. Dylematy i rozterki głównej bohaterki, nie obrażając nikogo, mogą zrozumieć chyba tylko dziewczęta do lat piętnastu, a wątek miłosny woła o pomstę do nieba. Samo zakończenie, które jak mniemam ma wywołać u czytelnika szok i – tak jak w przypadku części pierwszej – zachęcić do jak najszybszego zapoznania się z ostatnią odsłoną przygód Pomarańczowej, jest moim zdaniem zdecydowanie słabsze; fakt, może nie „słabe”, jednak odstaje poziomem od tego z Mrocznych umysłów.

Z nieznanych mi powodów Nigdy nie gasną to powieść, która oceniana jest przez większość czytelników lepiej niż jej poprzedniczka. Nie mogę się z tym zgodzić, ponieważ, mimo ciekawych bohaterów i wartkiej akcji, pani Bracken jeszcze bardziej podkreśla wszystko to, na co cierpiała jej debiutancka książka. Inna sprawa, że nie jestem i nigdy nie byłem nastoletnią dziewczynką, więc może po prostu pewne rozwiązania zawarte w książce, które u mnie budzą uśmieszek niedowierzania, najzwyczajniej nie są skierowane do czytelnika takiego jak ja, a momenty, w których zgrzytałem zębami, u innych czyteliniCZEK wywołały łzy wzruszenia i cichy szept pod nosem: „Nie martw się Ruby, wszystko będzie dobrze”. Padło tu kilka cierpkich słów pod adresem bestsellera rozchwytywanego na całym świecie, nie jest jednak tak, że Nigdy nie gasną to taka zła książka. Może się podobać i jestem w stanie zrozumieć, skąd bierze się jej fenomen, powiem więcej – prawdopodobnie, chociażby z czystej ciekawości, sięgnę po zamykającż trylogię powieść Po zmierzchu, jednak póki co, wcale mi się do tego nie spieszy.

*Recenzja ukazała się wcześniej na stronie www.gloskultury.pl

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Awaria małżeńska

Świetna, żeby nie powiedzieć genialna. Mocno prześmiewcza, trochę przesadzająca w niektórych momentach, ale jednocześnie niezwykle życiowa i prawdziw...

zgłoś błąd zgłoś błąd