Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Na ratunek

Tłumaczenie: Andrzej Szulc
Seria: Pi
Wydawnictwo: Albatros, Słówko
7,34 (3089 ocen i 277 opinii) Zobacz oceny
10
358
9
353
8
619
7
965
6
442
5
246
4
43
3
46
2
7
1
10
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Rescue
data wydania
ISBN
838783405X
liczba stron
400
język
polski
dodał
polaris

Inne wydania

Denise Holton samodzielnie wychowuje cierpiącego na zaburzenia mowy czteroletniego Kyle'a. Nie wiadomo, co jest źródłem choroby: upośledzenie, autyzm czy dysfunkcja słuchu. Denise spędza całe dnie ucząc chłopca mówić, a wieczorami pracuje jako kelnerka. Pewnego dnia podczas burzy rozbija samochód i traci przytomność. Zdezorientowany malec wysiada i gubi się w lesie. Odnajduje go Taylor McAden-...

Denise Holton samodzielnie wychowuje cierpiącego na zaburzenia mowy czteroletniego Kyle'a. Nie wiadomo, co jest źródłem choroby: upośledzenie, autyzm czy dysfunkcja słuchu. Denise spędza całe dnie ucząc chłopca mówić, a wieczorami pracuje jako kelnerka. Pewnego dnia podczas burzy rozbija samochód i traci przytomność. Zdezorientowany malec wysiada i gubi się w lesie. Odnajduje go Taylor McAden- zapalony myśliwy, członek ochotniczej straży pożarnej. Udaana akcja zbliża do siebie Denise i Taylora, a zamknięty w sobie Kyle zaczyna wręcz uwielbiać swojego wybawcę. Po kilku miesiącach zaczynają się problemy- dręczony wspomnieniami z dzieciństwa Taylor dokonuje w trakcie służby cudów odwagi, ale odsuwa się od Denise i chłopca, nie wierząc, iż może zapewnić im szczęście...

 

źródło opisu: Albatros 2001

źródło okładki: Zdjęcie autorskie

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 468
Kinga Kulig | 2016-09-18
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 30 października 2015

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Denise Holton jest młodą kobietą zarabiającą marne grosze, ale wystarczająco, aby przeżyć do następnego miesiąca w barze u Joego. Co więcej, jest też matką niezwykłego, czteroletniego chłopca. Kyle jest czteroletnim chłopcem, który zmienił życie kobiety o całe 360 stopni. Jest owocem jednorazowej nocy z Brettem, mężczyzny mieszkającego w Nowym Yorku. Tuż przed narodzinami synka, Denise poinformowała biologicznego ojca o synku, ale ten jedynie zaproponował pieniądze na wykonanie aborcji. Po tym śmiałym wyznaniu o nieprzyznaniu się i niechęci poznania swojego potomka, mężczyzna na zawsze zniknął z ich życia. Denise już więcej nie kontaktowała się z Brettem.

Kobieta została sama z synkiem. Całe wychowanie, codzienność spadły na jej karby. Nie nudziła się, nie miała nawet ku temu powodów. Jak tylko mogła chodziła do baru, a kiedy nie mogła pozostawić samego synka w domu, dzięki przyzwoleniu chlebodawcy zabierała go ze sobą, gdzie przebywał większość dnia bawiąc się i sypiając na zapleczu.
W wolnych chwilach Denise przebywała na werandzie, zamiast czytywania długich, wzruszających romansideł, trzymała w ręku książki psychologiczne, wertowała artykuły medyczne oraz analizowała broszury uniwersyteckie. Zapewne nie robiłaby tego dla czystej przyjemności, zmusiła ją do tego sytuacja..

Otóż jej malutki synek w pewnym momencie przestał spełniać sztandarowe i ogólnie przyjęte zachowania, jakie kreślą na czteroletnie dziecko. Mały Kyle niejednokrotnie był podejrzany o opóźnienie rozwoju. Co więcej, zmaga się z zaburzeniami mowy, lekarze zastanawiali się nad tym, czy chłopiec, aby przypadkiem nie słyszy albo nie zmaga się z autyzmem. Padały różne diagnozy, ale niestety nie do końca zweryfikowane, były tylko pewnymi hipotezami, na które lekarze bezradnie rozkładali ręce. Denise to przerasta. To wysłuchiwanie, błędne diagnozowanie choroby – nie może nawet na własną rękę znaleźć punktu zaczepienia, czegoś, od czego mogłaby ruszyć na przód, pomóc swojemu synkowi. Wychowanie i przyswajanie podstawowych czynności, a przede wszystkim uporczywa praca nad mową wymaga wiele wysiłku, poświęconego czasu. Kobieta skrupulatnie prowadzi dzienniczek poszczególnych czynności, z mijającym czasem widoczne są drobne zmiany, ale nie na tyle wystarczające, aby odetchnąć z ulgą i zaprzestać nauki.

Denise zachowuje opanowanie i cierpliwość, czasami owszem, nie ma siły, ale mimo wszystko tak bardzo kocha Kyle'a, jest dla niego całym życiem, w żadnym razie nie uważa go za błąd, którego żałuje, którego można by się pozbyć. Jest ciężko, ale to chłopiec sprawia, że Denise ma siłę, aby zwlec się z łóżka. Bo choć chłopiec ma problem z wyrażeniem siebie w rzeczywistości, stara się nie odbiegać od zachowania jego rówieśników, ale niestety jest to trudne, kiedy dzieci go nie zauważają, spoglądają krzywym wzrokiem, a niektórzy rodzice separują je, sądząc, że na swojej drodze spotkały jakiegoś zwyrodnialca albo małego szaleńca. Choć Kyle tego nie odczuwa, nie widzi, ponieważ zamknięty jest we własnym świecie i zdany wyłącznie na osobę kochającej go matki, sama Denise bardzo to przeżywa, tak bardzo by chciała, aby jej synek cudownie ozdrowiał. Z całego serca marzy, aby ten kiedyś wyznał jej chociażby miłość albo poprawnie się do niej wyraził, ale wciąż ta praca. Nieustanna, każdego dnia, po kilka godzin..

Bywały takie dni, kiedy Denise bezradnie poruszała ramionami. Miała synka, ale ledwo utrzymywali się do końca miesiąca, a w tym całym zgiełku kobieta czuła się bezsilna, pragnęła tego, aby ktoś ją zrozumiał. Czasami pragnęła się przytulić do kogoś, zatopić w męskich ramionach, ot tak porozmawiać o codziennych, przyziemnych, mało znaczących sprawach. Jednak nikogo takiego nie miała wokół siebie, przez co bardziej odczuwała ciężar, który wlókł się za nią. Marzyła o powrocie do dawnej pracy, ile radości dawały jej spotkania z ośmiolatkami w szkole podstawowej, ale to wszystko się zmieniło po narodzinach Kyle'a. Wiązanie początku z końcem.
Bywały momenty, kiedy Denisie obarczała siebie za zaniedbanie w czasie ciąży, że jest jej to wyłącznie wina, że coś zrobiła nie tak, nawet tego nie odczuła, a poważnie odbiło się na synku, dalszych konsekwencjach związanych z jego sprawnością umysłu, całego organizmu.
Denise w gruncie rzeczy była samotna, nie tylko z definicji samotnej matki, ale też kobietą spragnioną kogoś u boku, przyjaciela, kochanka, kogoś, kto mógłby ją wesprzeć w tych trudnych dla niej chwilach. Nigdy jednak nie żałowała narodzin synka. On był najważniejszy cały czas, mimo wszystko w jej sercu jaśniało złote pragnienie o tym, aby nie tylko ona została pokochana, ale również jej synka, a to był już ciężki orzech do zgryzienia.

Pewnego razu, był to deszczowy dzień, niebezpieczna burza roztaczała się nad miastem, a w tamtym momencie Denisie zaprzątnięta jedną albo i wieloma beznadziejnymi myślami odnośnie swojego samopoczucia, tego jak wygląda jej życie po prostu straciła kontrolę nad pojazdem. Na drodze stanęła łania, która najspokojniej w świecie wędrowała sobie ulicami miasta. Niestety roztargniona Denisie za późno zorientowała się, co się dzieje. Wszystko zawirowało jej przed oczami, raz malowały się jej szybkie i pobieżne obrazy, zaraz później wszystko stanęło w miejscu. Pamiętała tylko gwałtowny obrót samochodu i zderzenie z drzewem..

Kiedy pierwszy raz otworzyła oczy ujrzała przed sobą zakamuflowanego mężczyznę. Ubrany był w żółty skafander. Był miejscowym strażakiem. Przedstawił się, jako Taylor. Wyjaśniał Denisie zdarzenia z wypadku, jak wygląda sytuacja. Kobieta niewiele rozumiała, co się z nią dzieje, nagle dostała jasnego olśnienia. Odwróciła się na tylne siedzenie samochodu, ale w foteliku nikogo nie zastała. Zaczęła krzyczeć, spazmatycznie płakać. Odezwał się w niej instynkt macierzyński, nie rozumiała, dlaczego jej synek mógł uciec, zresztą zaczęła przyjmować różne wersje wydarzeń, które niestety w jej głowie kształtowały się i kończyły niestety, ale tragicznie. Wiedziała, bowiem, że synek sam sobie nie poradzi, nie tylko zważywszy na jego wiek, ale to, że nie miał żadnego pojęcia o zagrożeniach, czekającym go niebezpieczeństwie. Jak mogła ona mu pomóc? Kiedy w rozmowie ze strażakami oraz policją z niemałym wstydem i niezrozumieniem ze strony mężczyzn, wyznała, że synek ich nie usłyszy podczas poszukiwań, już wiadomo było, że należy uruchomić akcję poszukiwawczą. Z góry ona była utrudniona. Nie tylko burza utrzymywała się nad miastem, padał ciężki deszcz, ale też na okolicę składa się autostrada oraz leśne mokradła. Warunki naturalne, zatem w żaden sposób niczego nie ułatwiały. Denisie za wszelką cenę pragnęła wziąć udział w poszukiwaniu synka, ona mogła jedynie wiedzieć, gdzie ewentualnie mógł się skryć. Jedyną dla niej pewną informacją była świadomość, że synek nie boi się lasów, ale nie przepada za burzą, boi się jej. Z przekazaną dalej o tym informacją, Taylor McAden ruszył przed siebie do lasu..

Denisie nie mogła wspólnie ze strażakami, policją oraz ochoczo pojawiającymi się mężczyznami poszukiwać synka. Nie sprzyjała do tego pogoda, a na dodatek kobieta miała ciętą ranę na głowie, miała zawroty i nie potrafiła utrzymać koordynacji swojego ciała. Po wszczętym proteście o niemożności poszukiwania synka, z bezsilności straciła przytomność. Została przewieziona do szpitala na zaopatrzenie ran oraz na obserwację..
W tym samym czasie mężczyźni jak jeden mąż ruszyli w stronę niebezpiecznym terenom. Taylor jednak wiedział, że odnajdzie chłopca. Był to jego priorytet na ten moment. Przede wszystkim mężczyzna był bardzo dobrym tropicielem, razem z przyjacielem Mitchem potrafili odnaleźć każdego i upolować każdą zwierzynę. Co więcej, Taylor też był wzorowym ochotniczym strażakiem, przypominał człowieka powołanego i zafascynowanego tą pracą, ale nikt nie wiedział, że udzielając się w straży kierowały nim zupełnie inne motywy aniżeli wyłącznie chęć ratowania ludzi, chociaż to również. Z zawodu Taylor był pracownikiem firmy budowlanej. Mieszkał z matką, Jody, wspaniałą kobietą, która ta wychodziła do każdego z pomocną dłonią, o wszystkim na czas wiedziała, nie skąpiła nikomu rozmowy. Żywy okaz niewinności, skromności niezłomnej pracy. Wtedy jeszcze Czytelnik niewiele dowiaduje się o jego ojcu, jedyną informacją jest jego tragiczna śmierć w pożarze..

Akcja poszukiwawcza trawa wiele godzin. W tym samym czasie, w szpitalu Denisie odchodzi od zmysłów, rozpacza i czuje okropną bezradność. Przypomina sobie ostatnie chwile przed wypadkiem, później urwanie filmu i nie potrafi zrozumieć, dlaczego dopuściła do tragedii. Odwiedza ją, zatem Jody, matka Taylora, która pomyślała, że przyda się młodej kobiecie jakieś towarzystwo na czas poszukiwania synka. Jednak Denisie nie jest specjalnie towarzyska, co jest raczej umotywowane. Mimo wszystko Jody spędza cały czas u boku Denisie. Kiedy młoda matka wyznaje, że przez długi czas nie otrzymała żadnego znaku ze strony władz stanowych, Judy oburzona rusza do aparatu telefonicznego i z rozgniewanym głosem prosi przyjaciela Taylora o uzyskanie informacji w sprawie postępów w odnalezieniu Kyle'a. Niestety, ale mężczyzna nie ma dobrych wiadomości dla kobiet. Wciąż nic, nikt nie może znaleźć chłopca. Żaden z poszukujących nawet nie chce przyznać się do myśli, że zważywszy na warunki pogodowe oraz warunków naturalnych, chłopiec już dawno może nie żyć i jednie mogą odnaleźć jego ciało. Ta wiadomość nie przekonuje jednak Taylora. Uparł się, że wykona swoją misję do końca, że znajdzie chłopca, choćby nie wiedział już, co począć. Zaczął myśleć jak mały chłopiec, w głowie stawiał sobie pytanie, gdzie mógłby się schować czteroletni chłopiec, bezradny, zagubiony, rozpaczający za matką, w obliczu zagrożenia. I bach, przywołał wszystkich ochotników do porządku, wyjaśnił, że instynkt podpowiada mu drogę ucieczki chłopca. Chociaż szeryf sceptycznie podszedł do tego planu, nie chciał narażać dodatkowo ludzi, wyraził zgodę na rychłą reorganizację planów. Natchniony Taylor raz jeszcze wyruszył w głębokie gąszcze.. Po wielu godzinach poszukiwania, zmęczony i nieco już zrezygnowany Taylor odnajduje zlęknionego po szpik kości chłopca w chatce przeznaczonej na polowania. Chłopiec nie potrafi wyrazić swojego podziwu i wdzięczności, w ramach gestu rzuca się obcemu mężczyźnie w ramiona, dziękując za wybawienie. Taylor zaskoczony jest tym drobnym gestem, ale udało mi się, wykonał swoją zadanie. Kyle był cały i zdrów, powrócił do zdenerwowanej, ale i prze-szczęśliwej matki..

Życie od czasu wypadku nieco się zmieniło, niestety nie na lepsze. Choć kobieta zachwycała się swoim odnalezionym synkiem, straty i konsekwencje powypadkowe Denisie szybko odczuła. Musiała pokryć pobyt w szpitalu, badania, zniszczenie auta – oddała, więc go prawie darmo w zamian za uregulowanie kwot ubezpieczeniowych. Zamiast samochodu miała tylko pod orędziu rower, który szybko stał się jej codziennym transportem do pracy, na zakupach, w poruszaniu się na mieście. Niestety, ale brak pojazdu utrudnił nieco codzienne funkcjonowanie. Trochę to musiało drażnić Denisie, z wyprzedzeniem planowała różne wyjścia, ale mina i zadowolenia Kyle' a podbijającego świat na rowerze, po prostu był dla niej bezcennym i rozczulającym widokiem.

Jak też się domyślacie, pewnego razu Taylor (po raz już drugi konkretnie) zobaczył się z Denise. Początkowo kobieta sądziła, że to sierżant policji odnalazł jej synka, ale właściwie to bezpośrednio mężczyźnie należały się podziękowania, na co tylko Taylor zareagował delikatnym uśmiechem i wykręcając się, że jest to jednak jego obowiązek. Mimo wszystko w duchu obawiał się, że przyjdzie ze złą wiadomością do matki, nadzieja ustępowała rezygnacji, w każdym razie najważniejsze, że Kyle i Denisie ponownie byli razem.
Mężczyzna widząc ilość nakupionych tobołków, zaoferował swoje podwiezienie matki i synka. Denisie początkowo niechętnie podeszła do tego pomysłu, ale kiedy spoglądnęła za witrynę na swój rower, a później ilość reklamówek, chętnie przyjęła propozycję. Oprócz tego prostego wykalkulowania po prostu miała ochotę poznać bliżej swojego wybawcę, który ten również żywił podobne uczucia w stosunku do Denisie. Jednak żadne o tym się nie przyznało, dopiero z czasem..

Mijały kolejne dni. Taylor nie mógł opędzić się od myśli i osoby Denisie. Zafascynowała go zupełnie, mimo że jej nie znał. Identycznie było z kobietą. Wykonywała swoje codzienne obowiązki – praca, terapia z synkiem, ale czuła się delikatnie rzecz ujmując, uskrzydlona. Pragnęła raz jeszcze wpaść na strażaka. Nadarzyła się ku temu okazja. Potem kolejna. Najpierw to jednak było zaproszenie na corocznie organizowany festyn w mieście, ale z racji całkowitego poświęceniu się synkowi, Denisie nawet nie miała pojęcia, że coś takiego organizowanego jest w mieście. Pomyślała, więc że na chwilę wypocznie, a Kyle będzie miał uciechę. Nie było inaczej. Denisie raz jeszcze podziękowała matce Taylora za pomoc i czuwanie przy niej w szpitalu. Plotkowały zawzięcie, kobieta wiele się dowiedziała o jego obiekcie zainteresowania. W tym czasie Taylor rozgrywał mecz z ochotniczą strażą kontra policjantami, a chociaż rozgrywki przegrał, najważniejsze, że dobrze się bawił i miał świadomość obecności Denisie i jej synka. Po meczu kobieta zauważyła, w jaki sposób Taylor zwraca się do jej synka. Jak spostrzegła, nie widziała w zachowaniu mężczyzny żadnego zniechęcenia i niezrozumienia, a jeśli nie rozumiał wybełkotanych słów przez Kyla'a w żadnym razie nie dawał tego poznać po sobie. Denisie wówczas zrozumiała, że jednak warto przyjrzeć się bliżej temu zapracowanemu przystojniakowi. W stan wzruszenia popadła szybko, kiedy spostrzegła, że Taylor z niepohamowaną radością podrzuca piłkę malcowi, a przecież ten nigdy nie reagował na tę zabawkę. To było pierwsze, jedno z większych zaskoczeń w życiu Denise i prowadzonej przez nią terapii. Zaczęła wierzyć, że chłopiec jeszcze da więcej od siebie i pokaże światu, jej, innym dzieciakom swoje możliwości.. Po udanej zabawie, w drodze powrotnej do mieszkania Denisie, Taylor zaproponował malcowi wspólną jazdę za kierownicą, chłopcu bardzo przypadł ten pomysł do gustu, wyglądał na najszczęśliwszego chłopca pod słońcem. Te gesty Taylora zaczęły wiele znaczyć dla Denise. Nie tylko istotne było dla niej uczucie mężczyzny żywiący jedynie w stosunku do niej, pragnęła też miłości, którą mężczyzna mógłby obdarzać jej synka. I tak zaczęło się to dziać, kiełkujące uczucie. Tamtego dnia Denisie zrozumiała, że chce poznać prawdziwego Taylora, tego, jaki on jest, czym się zajmuje, podchwycić coś z jego przeszłości, planów na kolejne lata. Była nim oczarowana do reszty, tylko pozostało pytanie, czy on również tego pragnie względem niej samej, czy tylko okazał pomoc i czystą grzeczność i empatię wobec jej synka?

Z czasem relacja między Taylorem a Denisie coraz bardziej się pogłębiała. Mężczyzna coraz więcej czasu przebywał w domu Holtonów, na co Kyle reagował entuzjastycznie, szybko podchwytywał reguły zabawy, choć nie do końca je rozumiał. Sprawiały mu nieposkromioną radość, a widać to było chociażby po rozanielonym uśmiechu, na który z przyjemnością Denisie spoglądała z tarasu. Ona również była szczęśliwa mając u boku dwóch wspaniałych mężczyzn. Tylko, kiedy ona coraz bardziej otwierała swoje serce, Taylor zaczął się dystansować. Nie chciał się angażować, bał się miłości, jaką obdarzała go Denisie. Po prostu był zakłopotany tą sytuacją i nieco zażenowany własnym zachowaniem. Przeszłość i związane z nią wspomnienia zaczęły się gorąco do jego serca przedzierać, przez co Taylor przybierał postawę obronną, a jego jedynym znanym mechanizmem była ucieczka. W tym przypadku było nie inaczej..
Po powrocie z naprawdę udanego wypadu do parku rozrywki i szalonej zabawy Kyle'a na karuzeli, Denisie i Taylor odbyli ze sobą szczerą, delikatną rozmowę, kiedy to Denisie poruszyła temat przeszłości ojca mężczyzny. On zareagował powściągliwie, nie chciał się wypowiadać. Denisie również opowiedziała swoją historię i o tym, jak również ona tęskni za swoim rodzicielem. Wtedy Taylor zrozumiał, że Denisie, jako jedyna osoba, kobieta, jaką spotkał w swoim życiu tak naprawdę rozumie jego uczucia, jego położenie, jego niepohamowaną tęsknotę do ojca. Denisie zaś odważnie wyznała mu, że pragnie być kimś więcej, nie tylko matką Kyle'a, ale również kobietą, którą można pokochać..

Wydaje się, że wszystko powraca do codzienności. Taylor w dalszym ciągu spotyka się z ukochaną, relacja się pogłębia, a Kyle mógłby śmiało powiedzieć, że wiele zyskuje na znajomości jego matki i jego wybawcy. Mężczyzna bardzo polubił chłopca, nie przeszkadzały mu niezrozumiałe sformułowania, ale chętnie bawił się i ćwiczyli swoje ruchy.
Młodzi postanowili spotkać się raz na gruncie neutralnym, tylko we dwoje. Matka Taylora, która zaaprobowała osobę Denise, z przyjemnością na czas randki zaopiekowała się malcem. Zaś Taylor i Denisie oderwali się na chwilę od codzienności. To była ich pierwsza oficjalna randka, podczas której nie padło imię synka. Żadne z nich nie poruszało kłopotliwych kwestii. Było wybornie. Oficjalnie zakochanie wtargnęło do ich serc. Wtedy po raz pierwszy żarliwie się ze sobą kochali. Z pełną pasją, oddaniem, tęsknotą...

Wydaje się, że sielanka między tym dwojgiem będzie trwać wiecznie, a na pewno długo. Taylor z całym sercem, całym sobą angażuje się w wychowanie Kyla'a oraz w pracę nad jego mową. Jednakże coraz bardzie oddala się od samej Denise, co jest dla niej niezrozumiałe. Tyle razy rozmawiali o wielu rzeczach, a mimo wszystko widzi i czuje, że coś od środa wyżera mężczyznę. Taylor wybudza się niespodziewanie w nocy, wyrzuca z siebie zlepek niejasnych słów, zdarzy mu się krzyknąć, ale nie powraca następnego dnia do tych wydarzeń, co też martwi kobietę.

Punktem kulminacyjnym, który doprowadza do nagłego rozpadu związku Denise i Taylora jest spotkanie u jego przyjaciółki. Ta niby pół żartem, niby pół serio zadaje pytanie o małżeństwie. Drugim zdarzeniem było nazwanie Taylora „tatą” przez Kyle'a. Co prawda malec wypowiedział to słowo podsłuchując je podczas zabawy w berka, uważając je, jako normalny zwrot, punkt zasady gry. Trzecim zaś uderzeniem w stronę sumienia Taylora okazała się wiadomość o tym, że Denise zna powód śmierci jego ojca, chociaż nie w całej okrasie. Mimo tego mężczyzna nie potrafił odnaleźć się w rzeczywistości, kiedy to wiele urywków i wątpliwości, obaw z przeszłości zaczęło wymykać się na powierzchnię. Powoli oddalał się od Denise, unikał wspólnych spotkań nawet z czteroletnim Kyle'm, przez co chłopiec zaczął czuć się zdezorientowany i smutny. Denise również zaczęła się poważniej niepokoić o Taylora, który wymigiwał się obowiązkami i pracą.

Szala goryczy nadeszła, kiedy to Denise zrozumiała, że nie może żyć z mężczyzną, który nie tylko jej nie kocha, ale zaniedbuje chłopca. To ona angażuje się, czuje się uskrzydlona, w wolnych chwilach rozmyśla o wspólnej przyszłości. W dalszym ciągu opiekuje się i uczy synka mówić, a on wpada, kiedy to on ma ochotę, on ustala zasady. Dość tej zabawy, która donikąd nie prowadzi. Denisie po raz kolejny jest w stanie wziąć na swoje karby cierpienie, zranienie i ból po stracie, ale nie chce tego samego w stosunku do synka. Sądziła, może naiwny miała ogląd na to, że jednak mogłaby na nowo ułożyć sobie życie, tak jak należy, po prostu być szczęśliwą, z poczuciem bezpieczeństwa i spokoju. Ale na pierwszym miejscu już dawno postawiła Kyle'a i wbrew temu, co ona sama czuje, musi wybrać mniejsze zło. Postanawia zakończyć związek mimo złamanego serca. Kyle jest najważniejszy, ona jakoś sobie poradzi. Może z czasem.. Ale to nie jest takie znowu łatwe...

Bolesne rozstanie również odczuwa Taylor, do którego jeszcze nie dochodzi. Mężczyzna uświadamia sobie, co tak naprawdę stracił, a przecież pokochał tych dwoje z całych sił. Mimo tego nie potrafi skonfrontować się z wynurzającą się coraz to bardziej i odczuwalną przeszłością. Chociaż zarówno jego przyjaciółka jak i najbliższy i wierny mu przyjaciel starają się za wszelką cenę pomóc mężczyźnie, ten jest nieugięty i twardy jak skała. Tamte wydarzenia wyryły na nim mocne piętno. I lata mijają, a on wciąż trzyma głęboki uraz obwiniając siebie za śmierć najbliższej mu niegdyś osoby, jego autorytetu, jego starszego przyjaciela – ojca.
Taylor wybrał drogę ucieczki, dobrowolnego cierpienia na rzecz uciszenia a raczej usprawiedliwienia swojego sumienia, które to też nie daje mu spokoju. Sądzi, że jeśli odmówi sobie szczęścia, miłości to w jakiś sposób wyrówna rachunki, ale jest to po prostu niemożliwe. Najlepszym rozwiązaniem na jego bolączki byłaby szczera i otwarta rozmowa z kimś, ale nie potrafi się jej podjąć. Jest zwykłym tchórzem, który przybiera maskę twardego, silnego i niewzruszonego...

Pewnego razu nadarza się okazja, aby Taylor w jakiś sposób mógł odkupić swoje winy, choć wiadomo, nie istnieje szansa na to, aby przyciszyć swoje szalejące sumienie. Kiedy dociera do niego informacja o groźnym pożarze w fabryce chemikaliów, bez mrugnięcia okiem wyrusza na akcję. Jest to dla niego oczywista rzecz. Na miejscu języki ognia złowieszczo połykają ściany, fundamenty, okna. W środku utknęło dwóch strażaków. To właśnie im Taylor wychodzi na ratunek. Udaje mu się wydostać jednego strażaka, drugiego już nie. Niestety był przygnieciony stertą belek, którym nie mógł podołać, sam zaś czuł liżący go ogień po ciele. Nie mógł oddychać. Czym prędzej opuścił płonącą fabrykę.. Kiedy akcja gaśnicza dobiegła akcja, Taylor dowiaduje się, że strażakiem, którego nie zdołował uratować jest nim nikt inny jak jego najlepszy przyjaciel. Tego Taylor nie potrafi wytrzymać. Jego wnętrze płonie z emocji. Początkowo wydawać by się mogło, że wyruszając na akcję, pragnie coś komuś udowodnić, a zwłaszcza swojemu tragicznie zmarłemu ojcu, że chciałby wypełnić niewypowiedzianą przez nikogo pokutę, którą sam sobie narzucił, ale śmierć najbardziej lojalnego przyjaciela była dla niego ogromnym ciosem. Po raz drugi boleśnie wziął na siebie śmierć bliskiej mu osoby. Było mu jeszcze ciężej aniżeli przez te dotychczasowe lata. Czuł się jeszcze bardziej dobity i bezradny.

Postanowił jednak coś zrobić, chociaż spróbować zmienić. Wiedział, że jedyną osobą, która go zrozumie, a jeśli nie, to, chociaż wysłucha dokładnie i ze szczegółami jego historii - jest Denise, ale przecież on się z nią rozstał.. Mimo wszystko postanowił zaryzykować, zrobić w końcu coś szczerze i od siebie. Ten krok wiele go kosztował emocjonalnie, ale jednak to zrobił. Trudno było Denise po raz drugi przyjąć mężczyznę pod dach, zrobiła to z niechęcią, ale wpuściła go do wnętrza domu. Tym sposobem Taylor wyrzucił z siebie wszelkie bóle, jakie spiętrzyły się w jego wnętrzu przez te wszystkie lata począwszy od śmierci ojca i związanej z nią okolicznościami, a później nieposkromiony ból związany ze śmiercią przyjaciela, Mitcha...

Czy wszystko skończyło się dobrze? W jaki sposób zginął ukochany ojciec Taylora, przez którego zmienił na długie lata spojrzenie na siebie, swoje życie i gorzką, zdystansowaną postawę, jaką przyjął? O tym już na własną rękę się przekonajcie.

Historie w obydwu przypadkach, czyli Denise oraz jej synka, Kyle'a jak również Taylora po prostu są gorzkie, smutne, z życia wyjęte.
Kobieta zmaga się z trudami codzienności, pracą, obowiązkami, niskimi zarobkami, jak również z trudami związanymi z wychowaniem synka i próbą na własną rękę jego leczenia. W tym wszystkim kobieta, samotna matka, po prostu była zmęczona, czasami zniecierpliwiona tym, co spotkało ją w życiu. Bolało ją, że synek robi minimalne postępy, ale doceniała każdą jego zmianę na lepsze, nagradzała go za to. Mimo trudów i przykrości, Kyle był dla niej najważniejszy i nigdy w to nie wątpiła, choć będąc młodą pewnie nie śniła o takiej wersji wydarzeń. I choć była wyczynową, ekstremalną i godną podziwu matką, Denise z czystej potrzeby serca, duszy i ciała zapragnęła być kochaną nie tylko miłością w relacji dziecko – matka, jak również miłością partnerską. Tego jej brakowało.
Na pewno Denise nie można odmówić pracowitości, sumienności oraz całkowitej lojalności. Potrafiła połączyć swoje osobiste życie i wziąć na swoją odpowiedzialność los jej małego synka. Kierując się głównie jego dobrem, była w stanie powiedzieć Taylorowi „do widzenia”. Ona potrafiła raz jeszcze odczuć cierpienie, ale zdecydowanie ciężej synkowi byłoby pogodzić się z różnorodnością i zmianami, które ciężko byłoby zaakceptować chłopcu. Chciała uniknąć zamieszania oraz tego, aby Kyle nie przyzwyczajał się do tego, co dobre, ponieważ w każdej chwili mogłoby zostać mu to zabrane i doprowadziłoby to do wielu łez, może i ataków złości i nieobliczalnych, wybuchowych zachowań Kyle'a.
Denise była cierpliwa, pokorna, ale niezwykle silna pod różnymi względami. Potrafiła udźwignąć własne rozterki dotyczące teraźniejszych wydarzeń, jak również skonfrontować się z przeszłością samej tęskniąc za ukochanym wzorcem, ojcem, którego też nie miała. Dlatego kierowała się podobnymi pobudkami, pragnęła, aby chociaż jej syn miał i wychowywał się u boku mężczyzny, który zarówno i ją pokocha jak i jej dziecko, które wymaga nieco więcej troski, opieki i zaangażowania.
Co więcej, Denise było stać na znoszenie cierpień, zagadkowych zachowań i postaw Taylora. Zakochała się w nim, pragnęła jego dobra, ale miała świadomość, że nie da mu szczęścia, jeżeli on sam nie popracuje nad nim i nad sobą.
Przeszłość Denise, wypadek, choroba synka, zranione serce pokazują jak Denise okazała się niezależną, silną kobietą, która potrafi, stara się przenosić złote góry. Na pewno myśląc o niej kierujemy się ogromnym współczuciem, dumą, ale i zaradnością, wielu z nas mogłoby się na pewnym etapie wycofać, choćby przy narodzinach niespodziewanego dziecka, dowiadując się o jego chorobie, a później wydarzenia przypominały kulą śnieżną.
Mimo pełnej serii przykrych wydarzeń i nie zawsze sprzyjającego zrządzenia losu, Denise dzielnie dźwignęła na swoje barki rzeczywistość, w jakiej przyszło jej żyć.
Potrafiła przebaczyć Taylorowi jego aroganckie i egoistyczne zachowanie, potrafiła go wpuścić na nowo do serca, dać szansę. Zarówno jemu, ale też sobie. Z nadzieją na nowe, lepsze jutro u boku ukochanego mężczyzny. Wydaje mi się, że zawsze wierzyła w szczęśliwe, dobre dla niej i jej synka zakończenie. Ta głęboka wiara, nadzieja utrzymywały ją przy życiu, przez każdy dzień. A miłością skierowaną do Taylora uratowała go przed samym sobą..

Taylor zaś, jest można powiedzieć typowym przypadkiem mężczyzny, człowieka, który to wkracza i przeżywa życie będąc zamkniętym w sobie, budując przed sobą szczelny mur – z niemożnością dopuszczenia wielu osób, jedynie pojedynczym jednostkom. Na przeszkodzie zmian w sobie, czy to w swoim otoczeniu na piedestale, stoją nierozwiązane, niewybaczone, bolesne wydarzenia z przeszłości, które uniemożliwiają spokojną, normalną egzystencję. Niestety, ale utrata autorytetu, a szczególnie w osobach rodziców, przyjaciół, kogoś dla nas ważnego automatycznie w jakiś sposób zabiera nam bezpowrotnie cząstkę siebie. Pozostając skazanym samemu sobie wedle własnego uznania, człowiek staje się strachliwym, zdystansowanym i ma problemy, nie tylko związane z codziennym podejmowaniem decyzji, jak również na tle uczuciowym, emocjonalnym. Z poczucia strachu przed przyszłością, tacy ludzie najczęściej uciekają, bojąc się zmian, stworzenia normalnego, bezpiecznego świata opartego na zaufaniu, szacunku i miłości. Ludzie, którzy czują się i żyją w nieustannym poczuciu winy, wierzą, że odbierając sobie szczęście i miłość wyrównują wymyślony rachunek. „Skoro tamtej osobie było źle, dlaczego to mnie ma się lepiej powodzić?” Dlatego też, kiedy przyjaciółka zadała mu pytanie dotyczące ślubu, Taylor poczuł jak mięknie mu grunt pod nogami. Owszem, Denise stała się dla niego ważną osobą, można by zastanowić się, czy faktycznie wobec niej miał poważniejsze plany, czy liczył, że relacja się rozpadnie i spadnie z jego serca ciężar. Jeżeli faktycznie się zaangażował, po prostu bał się, może ewentualności, że stałby się autorytetem dla czteroletniego Kyle'a, który zaufał mu już podczas pierwszego spotkania. Można by dalej drążyć, czy przez to, że chłopiec uznał go za swojego przyjaciela, odbierało mu to szansę na obdarzenie go wzajemną lojalnością, tylko, dlatego, że samo to zostało mu utracone?


Dwie smutne historie ludzi skrzywdzonych, cierpiących a przede wszystkim dość mocno doświadczonych przez życie. Ja pozostawiam sobie, ale i Wam pytanie, (które też nie raz sobie stawiam), czy można, jeśli nie na zawsze to, chociaż próbować oderwać się, w sposób trwały od przeszłości? Czy ona może utracić swoją władzę i tak, kontrolę nad nami, która na różne sposoby odbiera nam wiele szans, niespodzianek i wyzwań? Bo utrata autorytetu, jedno, zaś plik uszkodzonych wspomnień może na zawsze zdominować nad nami życiem? Czy to nie my przypadkiem zostaliśmy obdarzeni wolną wolą, możliwością podjęcia decyzji? Zatem dlaczego niejednokrotnie pozwalamy własnemu umysłowi, wnętrzowi tak naiwnie i łatwo się zniewalać? To tylko nasz umysł, żadna żywa istota, która ma prawo nas oceniać, potępiać, gnębić i wewnętrznie zabijać. Przeszłość bywa okrutna. Z różnych przyczyn, ale zapewniam, że jeśli tylko się gorąco tego pragnie można to zmienić. Czasami wystarczy zwykła, szczera, otwarta rozmowa. Owszem, zakończy się ona pewnie rozpaczliwie, niezwykle emocjonalnie, ale ważne, że chociaż zdołaliśmy komuś oddać, podzielić się naszym wyniszczającym nas utrapieniem. Choć dla odbiorcy może być niewiele łatwiej przyjąć do wiadomości te rewelacje, to zawsze jest łatwiej pokonać kolejne przeszkody, zawieruchy, ale w tym przypadku już razem i o wspólnych siłach. Z nadzieją i wiarą, że po prostu uda się zażegnać demony i ze spokojem, poczuciem bezpieczeństwa i miłością w sercu stawić czoła nowym wyzwaniom, po prostu codzienności, życiu.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Większość bezwzględna

Tak jak u p. Mroza zakończenie wprost "bombowe". Chociaż teraz autor będzie musiał trochę pokombinować, żeby iść dalej skoro zgładził główną...

zgłoś błąd zgłoś błąd