Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Boży wojownik. Przeznaczenie

Wydawnictwo: Fosze
6,67 (3 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
1
9
0
8
1
7
0
6
0
5
0
4
0
3
0
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375860818
liczba stron
166
język
polski
dodała
Anna

"Boży wojownik. Przeznaczenie" to debiut literacki Damiana Deszczaka, ucznia jednego z rzeszowskich gimnazjów. Książka o bardzo ciekawej fabule, godna polecenia miłośnikom prozy fantasy, bo w taki nurt została wpisana. Główny bohater, Damian (interesujący i zarazem bardzo odważny ze strony autora zabieg nazwania bohatera swoim imieniem!) jest przeznaczony do wielkich rzeczy, choć nie jest tego...

"Boży wojownik. Przeznaczenie" to debiut literacki Damiana Deszczaka, ucznia jednego z rzeszowskich gimnazjów. Książka o bardzo ciekawej fabule, godna polecenia miłośnikom prozy fantasy, bo w taki nurt została wpisana.
Główny bohater, Damian (interesujący i zarazem bardzo odważny ze strony autora zabieg nazwania bohatera swoim imieniem!) jest przeznaczony do wielkich rzeczy, choć nie jest tego świadomy. To osoba wybrana, mająca doprowadzić do zwycięstwa. Jednocześnie obdarzony jest mocą nadprzyrodzoną, posiada atrybuty w postaci zbroi i broni, które dodają mu sił.
Podstawowym tematem powieści jest walka dobra ze złem. Wielość bohaterów, ich postawa, a także ilość podjętych wątków nie przeszkodziła autorowi, aby skonstruować wyraziste postacie uczestniczące w odwiecznej walce dobra ze złem. Co więcej, poszczególne postacie reprezentują bardzo wyraźne postawy etyczne.
Akcja książki Damiana Deszczaka toczy się bardzo szybko, przenika od wątku do wątku, zaś fabuła zmierza do rozwikłania zagadki. Wszystko jest tu dokładnie przemyślane i skonstruowane, począwszy od prowadzonej z wielką konsekwencją narracji, poprzez konstrukcję przygód, jakie przeżywają główni bohaterowie, aż po końcowy moment odkrycia tajemnicy.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 474
Anna | 2013-08-09
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 09 sierpnia 2013

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

POLSKA WINKELRIEDEM NARODÓW w nieco zmodyfikowanej wersji.
Młody debiutant w prozie fantasy roztacza przed czytelnikiem rzekomą wizję walki dobra ze złem. Temat - rzeka, oklepany, przewijający się aż nazbyt często w literaturze, aczkolwiek z pewnością potrzebny.

Prolog wprowadza świetny klimat po-apokaliptycznego świata poprzez dywagacje dotyczące wyborów człowieka w życiu. Dalej coś zaczyna się psuć. Kolejna scena bowiem to moment zagłady świata ze spektakularnym Końcem Wszystkiego wyrażonym słowami "Nie naciskaj tego przycisku, jeśli to zrobisz, zniszczysz cały świat." Nie wiem jak autor, ale ja tym chętniej przycisnęłabym guziczek. Na szczęście ostatkiem sił przycisk zostaje wciśnięty i następuje wielkie BUM. Przenosimy się prawie siedemdziesiąt lat później do twierdzy Srebrna Góra, ostatniego polskiego bastionu przeciw złowieszczym demonom. Tam resztkami zasobów ludzkich broni się król Łukasz, który w przypływie olśnienia wysyła swojego zaufanego człowieka, Damiana, do Jerozolimy po posiłki.
Damian, zwany dalej Bohaterem Stulecia, to z pozoru zwykły dwudziestolatek dobrze dowodzący wojskiem. O swojej nadprzyrodzonej sile dowiaduje się w lochu, kiedy zamienia się zbroją z przypadkowym człowiekiem. Nie cieszy się nią jednak zbyt długo, gdyż niebawem wszyscy więźniowie zostają wezwani na arenę. W owym mieście tradycją są cotygodniowe walki uwięzionych z demońskimi gladiatorami. Tu wkrada się pewna nieścisłość, ponieważ wedle relacji Człowieka Od Zbroi przebywającego tam od pół roku "imprezy" są cykliczne, przegranych jeńców czeka śmierć, tylko że... żaden człowiek jeszcze nie wygrał. Zostawmy na razie w spokoju ciągle żywego informatora - grunt, iż nasz Bohater Stulecia wychodzi na arenę, zabija wszystkie demony kilkoma machnięciami miecza, a następnie staje do walki z przywódcą osady Urizjelem. Oczywiście pokonuje przebrzydłego stwora, a ów w ostatnim tchnieniu pyta o... godzinę. Damian nie wydaje się być wcale zbity z pantałyku - jego odpowiedź jest wszak godna poczucia humoru gimnazjalisty: "Twoja ostatnia..."
Wędrówka naszego bohatera trwa dalej. Nawet nie warto wspominać o tak oczywistych rzeczach jak pokonanie hordy demonów odgryzających ludziom kończyny przez jednego człowieka, Damiana oczywiście. Zabawa zaczyna się, kiedy młodzieniec staje do pojedynku z demonem trzecim (po Lucyferze i Peccatorze) na ziemi pod względem siły - straszliwym Armagedonem. W przypływie niespotykanej litości (niczym moje dwie gwiazdki za "Bożego wojownika") piekielny przybysz wyzywa jedną osobę na pojedynek. Oczywiście wyrywa się do tego Bohater Stulecia, normalka, i wygrywa walkę, bo superanckiwszystkoniszczący miecz Armagedona na niego nie działa. A narrator śmie twierdzić kilka stron dalej, że pech nie opuszcza grupy ludzi pod przewodnictwem Damiana.
Po dotarciu (i obronie, a jakże!) do Jerozolimy rządzonej przez króla o wdzięcznym imieniu Kazimierz nasz bohater wraz ze swoją kompanią "oddaje się relaksowi" i przyjmuje podarki, mimo świadomości nieuchronnej demonicznej inwazji w odległej Polsce. Dowiaduje się też nieco o swojej nowej zbroi (tej z lochów), a także o mieczu z efektami specjalnymi, znaczy yyy... pobłogosławionym przez Boga, który w swej nieskończonej wszechmocy i miłości do ludzi nie jest w stanie unicestwić kilku demonów pragnących zawładnąć ziemią. Od tego jest w końcu Damian, prawda?
Kiedy wreszcie ma zamiar ruszyć w drogę powrotną, ulega namowom doradcy Kazimierza (parskam śmiechem za każdym razem, gdy pojawia się to trącące Orientem imię), aby zwerbować po drodze kilka ludów. Damian co sił rusza ku Afryce zabierając ze sobą miłość życia - Aldonę, przez którą nie dotarł przed zmrokiem do plemienia. Na swoje (nie)szczęście po drodze spotkał demony, a po kilku perypetiach z więzieniem i straszliwym pościgu (doszło do niego, ponieważ pomioty piekielne pozwoliły mu przedefilować sobie przed nosami), uratowały go z opresji słonie. Tu muszę się posłużyć cytatem, aby oddać charyzmę sceny: "Natomiast wojownicy kierujący słoniami byli tak strategicznie ustawieni, że mijali się jak samochody na jezdni." Po zaproszeniu Damiana do obozu i uratowaniu przez niego pewnej kobiety, którą przestraszył ogromny nieśmiertelny pająk zjawiający się znikąd, a który uciekł gdzie pieprz rośnie gdy zobaczył miecz Bohatera Stulecia, wódz afrykańskiego plemienia Krzysztof (!) zgodził się udzielić wsparcia Polakom. Jeszcze tylko jedno plemię i do Srebrnej Góry! Bohater Stulecia wyrusza więc z dwudziestoma sztukami słoni w góry Atlas (wcześniej zwycięża oddział demonów, ale to już powinno być oczywiste). Gdy król Bonifacy (!) nadal się waha nad udzieleniem wsparcia, z Jerozolimy nadchodzą straszne wieści - demony otoczyły miasto! Damian pędzi tam na łeb, na szyję, aby ocalić świątynię i ludność. Po dniu spędzonym na spacerze z Aldoną postanawia także wziąć z nią ślub, ależ romantycznie. Co prawda w czasie wesela udaje się na przechadzkę do kopalni złota, ale gdy z jej czeluści wyskakuje sam Lucyfer, zręcznie go pokonuje (zdejmując zawczasu płaszcz, coby się nie ubrudził). Teraz kierunek na Polskę i Damian z czystym sumieniem może przybyć z odsieczą do króla Łukasza (oczywiście w ostatniej chwili), aby w Polsce pokonać kwintesencję zła na świecie. To tak z grubsza, jeśli chodzi o fabułę. Nie będę wymieniała wszystkich uchybień, które zauważyłam; mam nadzieję, że potencjalny czytelnik tej opinii sam wyciągnie wnioski z cynicznych słów powyżej.
Chciałabym się jeszcze zatrzymać na moment przy karygodnych błędach językowych. Nie jestem pewna czy aby książka przeszła korektę po tym: "tę wiadomości", "walczy-ł", "zrobili [chyba chodzi o zwoływanie] naradę", "krzyknął do przywodzący obozu" i mój stylistyczny faworyt - "jeźdźcy wcięli się jak w demony jak w masło".

Nie jestem oczywiście przeciwniczką tego, aby utrudniać rozwijanie pasji młodym ludziom, ale moim zdaniem taki przykład grafomanii jak "Boży wojownik" powinien wylądować w szufladzie, a nie na półce w księgarni. Albo ktoś zabiera się za pisanie na poważnie, albo powinien dać sobie spokój.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zmysłowa idealna żona

"Zmysłowa idealna żona" to mieszanka wybuchowa, w której znajdziemy odrobinę kryminału, lekkiego thrillera i garść ognistego romansu, który...

zgłoś błąd zgłoś błąd