Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Jestem Tyrmand, syn Leopolda

Wydawnictwo: Znak
5,87 (69 ocen i 19 opinii) Zobacz oceny
10
0
9
2
8
5
7
21
6
18
5
10
4
6
3
5
2
1
1
1
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324027781
liczba stron
208
język
polski
dodała
joly_fh

Kiedy matka jest wściekła, mówi, że jestem tak samo jak on przeświadczony o słuszności swojego zdania, tak samo uparty i tak samo przekonany o swojej niezniszczalności. Kochał tłuste sery, czerwone wino, ignorował lekarzy, którzy kazali mu przejść na dietę. Żył na całego, szybko odszedł. Nazywam się Matthew Tyrmand. Lubię swoje nazwisko. Lubię być synem Leopolda, choć właściwie nigdy nie...

Kiedy matka jest wściekła, mówi, że jestem tak samo jak on przeświadczony o słuszności swojego zdania, tak samo uparty i tak samo przekonany o swojej niezniszczalności. Kochał tłuste sery, czerwone wino, ignorował lekarzy, którzy kazali mu przejść na dietę. Żył na całego, szybko odszedł.

Nazywam się Matthew Tyrmand. Lubię swoje nazwisko. Lubię być synem Leopolda, choć właściwie nigdy nie miałem ojca. Żyję w dwóch światach, które dzieli ocean.
W Ameryce włóczę się po Brooklynie i zarabiam na Wall Street. W Polsce kocham kobiety i piję wściekłe psy.

Ojciec przekazał mi w genach niezgodę na głupie ideologie i skłonność do gadulstwa. Uwielbienie dla pięknych blondynek i chęć koloryzowania własnej historii. Nie zdążył jednak przekazać swojej ojcowskiej miłości. Niedawno założyłem profil na Facebooku i natychmiast zasypały mnie wiadomości: „Rany boskie! Matthew Tyrmand – Leopold, tylko bez okularów”. Przestałem być synem bez ojca.

Wiem o jego barwnych skarpetkach i miłości do jazzu. Namiętnie, choć na razie tylko po angielsku, czytuję "Złego". Ponieważ sam nie potrafiłem tego zrobić, Google przetłumaczył moje podanie o polski paszport. Teraz mogę szukać taty także w Polsce. Jesteśmy do siebie podobni. Jestem Tyrmand, syn Leopolda.


Zeszłej zimy na peronie Dworca Centralnego w Warszawie na oko 20-letni chłopak, z gitarą na plecach, czytał „Złego” .
– Podoba ci się? – zapytałem.
– Ta książka zmieniła moje życie – rzucił z powagą.
– Napisał ją mój ojciec.
(…) Poczułem się jak potomek gwiazdy rocka. Tyle, że ten dwudziestolatek wiedział więcej o moim ojcu niż ja.

Amerykański romans Tyrmandów kończy się niespodziewanie 19 marca 1985 r. Autor „Złego”, jednej z najpopularniejszych polskich powieści XX wieku, umiera nagle podczas wakacji na Florydzie. Czteroletni Matthew z siostrą Rebbecą słyszą wszystko z sąsiedniego pokoju. Nie mają okazji dobrze poznać ojca – wybitnego pisarza i publicysty. Przez lata nie wiedzą też o skali jego popularności w Polsce. W 2008 r. Matthew zakłada profil na Facebooku i zasypują go wiadomości: Czytałem książki twojego ojca. Wspaniałe. Jak go pamiętasz? Mówisz po polsku?, Rany boskie! Matthew Tyrmand – Leopold, tylko bez okularów. Tak rozpoczyna się romans Matthew Tyrmanda z Polską.

Historia Matthew Tyrmanda to bardzo osobista opowieść o chłopcu wychowywanym przez kobiety. O chłopcu, który podświadomie postanawia spełnić amerykański sen swojego ojca i z Brooklynu ucieka na wymarzony Manhattan, by podbić Wall Street. To tym samym opowieść o Ameryce. O tej dawnej, której potęgę budowali emigranci z całej Europy i tej współczesnej – pogrążonej w kryzysie, uzależnionej zarazem od pobudzaczy i środków uspokajających. Ale przede wszystkim jest to historia poszukiwania prawdy o ojcu – w jego książkach, w Ameryce, w Polsce i w samym sobie. To książka dla Taty.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Znak, 2013

źródło okładki: www.znak.com.pl

pokaż więcej

książek: 1658

Przed przystąpieniem do czytania przejrzałam sobie trochę opinii o tej książce (najwięcej tych, które wyszły zaraz po ukazaniu się "Jestem Tyrmand..." na rynku) i najbardziej byłam ciekawa, skąd się wzięły zarzuty pt. "Tyrmand zmarł, jak Matthew miał cztery lata, także to nie jest książka o relacji ojciec-syn, młody Tyrmand chce zarobić na znanym nazwisku" i tak dalej.
Cóż, faktycznie - Leopold Tyrmand osierocił dwójkę swoich dzieci, kiedy te miały po cztery lata. Obydwoje słabo pamiętają ojca, wygląda na to, że tylko Matthew zastanawia się nad tym, co po nim odziedziczył.
Dobrze mi się to czytało. Mimo, iż więź między obydwoma panami została przerwana bardzo wcześnie, widać, że Matthew jest synem swojego ojca - pyskatym, dążącym do celu, zdolnym mężczyzną.
Nie, żeby to była pozycja obowiązkowa, ale dla mnie stanowi mimo wszystko próbę opowiedzenia ciągu dalszego, jak wygląda dorastanie z wiedzą, kim był Twój ojciec i jak ważny był w pewnym europejskim kraju, skąd pochodził.
Dłuższa opinia tutaj: https://czechozydek.wordpress.com/2015/02/19/matthew-tyrmand-i-kamila-sypniewska-jestem-tyrmand-syn-leopolda/

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Dziesiąta aleja

Zakochana w twórczości Puzo, byłam wiele lat temu mile zaskoczona, gdy w moje ręce wpadła książka o kobiecie (sic!)... Tak, odbiega to od typowej, maf...

zgłoś błąd zgłoś błąd