Umińska. Miłość, która zabiła Marta Sztokfisz 6,6

ocenił(a) na 748 tyg. temu „Umińska. Miłość, która zabiła” nie jest biografią, to opowieść o najważniejszych etapach życia Stanisławy Umińskiej – tak o swojej książce pisze we wstępie Marta Sztokfisz, jej autorka. Chociaż cech biografii jako gatunku literackiego mamy tu wiele, począwszy od chronologicznego porządku odpowiadającego zmiennym kolejom życia, po ogromną ilość wykorzystanych do napisania książki tekstów źródłowych oraz dokumentów. Tutaj konkretnie mamy możliwość zapoznania się min. z fragmentami recenzji spektakli teatralnych, artykułami z ówczesnej prasy, dokumentami archiwalnymi, dużą ilością listów, wspomnień osób bliskich bohaterce oraz zdjęć.
Stanisława Umińska urodziła się 17 listopada 1901 r. w Warszawie jako piąte z kolei, z jedenaściorga dzieci Antoniego i Walerii. Mimo, iż rodzina żyła bardzo skromnie, ojciec zadbał o wykształcenie Stasi, która od najmłodszych lat przejawiała talent aktorski. Po ukończeniu, w 1919 roku Kursów Wokalno - Dramatycznych prowadzonych przez Helenę Hryniewiecką, Umińska zadebiutowała na scenie warszawskiego Teatru Polskiego epizodyczną rolą Boya w sztuce "Romans" amerykańskiego dramatopisarza Edwarda Sheldona. Kariera Stanisławy nabrała tempa, a jej nazwisko zaczęto wymieniać wśród najzdolniejszych aktorek młodego pokolenia. W czasie, kiedy aktorka zaczęła odnosić coraz większe sukcesy, poznała Jana Żyznowskiego, 34-letniego (12 lat starszego od aktorki) powieściopisarza, krytyka, malarza i scenografa. Stanisławę i Jana połączyła gorąca miłość, ich uczuciu przyglądał się ówczesny świat artystów, i nie tylko. Jednak to Stanisława była w tym związku stroną „bardziej kochającą”, to ona więcej dawała ukochanemu uczucia niż dostawała, dopasowywała się do jego wizji dotyczącej ich relacji. 23 kwietnia 1924 roku Umińska zagrała Bertę w sztuce Karola Dickensa „Świerszcz za kominem” wystawianą na scenie Teatru Małego, i jak się później okazało, była to ostatnia zagrana przez nią rola.
Na parę kochanków spadło ogromne nieszczęście, Jan zachorował na nowotwór złośliwy. Operacja, jakiej poddał się w Polsce nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Nadziei na wyleczenie para upatrywała w wyjeździe do Paryża i tam poddaniu się nowatorskiej terapii. Niestety, i ta metoda leczenia nie była w stanie pomóc Żyznowskiemu, nie było już szans na pokonanie choroby. Przy szpitalnym łóżku bardzo cierpiącego ukochanego cały czas czuwała Stanisława. Jan wymusił na niej obietnicę, że ta zastrzeli go, gdy on nie będzie mógł znieść już udręki choroby. 15 lipca 1924 roku Umińska spełnia wolę ukochanego i strzela do niego z pistoletu.
Następstwem jej czynu był proces sądowy, o którym zrobiło się bardzo głośno. Na rozprawę toczącą się w paryskim sądzie sprzedawane były bilety, które rozchodziły się jak świeże bułeczki. Relacje z przebiegu sprawy były opisywane w prasie Polskiej i Francuskiej, a jej echa rozchodziły się po całym świecie. Morderstwo dokonane przez Umińską rozbudziło ogromne kontrowersje, toczyły się liczne publiczne dyskusje na temat ukarania lub też uniewinnienia aktorki. Ostatecznie, wyrokiem sądu, Stanisława Umińska została uniewinniona.
Skrócenie cierpień ukochanemu odmieniło całkowicie życie Stanisławy. Młoda aktorka nie wróciła już więcej do swojego zawodu, zapragnęła odpokutować swój czyn, zwróciła się ku Bogu, aby dane jej było odpuszczenie grzechu. Resztę życia poświeciła pomocy potrzebującym, pokrzywdzonym przez los, zagubionym. Stanisława Umińska zmarła w roku 1977.
Książka Marty Sztokfisz skłania czytelnika do przemyśleń natury etycznej. Mnie wprowadziła w stan zadumy nad tym, czy przerwanie męki nieuleczalnie chorego człowieka można uznać za morderstwo? Zastanawiałam się również, jak wiele potrafimy poświęcić z siebie, zrobić coś całkowicie nie zgadzającego się z wewnętrznymi przekonaniami, aby spełnić błaganie ukochanej osoby?
Mimo, że książka jest opowieścią biograficzną obfitującą w fakty z życia głównej bohaterki oraz liczne dokumenty i wspomnienia osób jej bliskich, książkę czyta się z dużymi emocjami i zainteresowaniem. Zapewniam, że refleksje po jej przeczytaniu nie ominą żadnego czytelnika.