Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Nasz mały PRL. Pół roku w M-3 z trwałą, wąsami i maluchem

Wydawnictwo: Znak
6,9 (622 ocen i 87 opinii) Zobacz oceny
10
22
9
36
8
136
7
189
6
179
5
40
4
8
3
6
2
5
1
1
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-240-2181-9
liczba stron
300
słowa kluczowe
PRL
język
polski
dodała
malineczka74

Co dziś rzucili?... czyli podróż do przeszłości. Przystanek PRL Kolejki po girlandy papieru toaletowego, „Brutal” obok „Pani Walewskiej”, rodzinna podróż maluchem do Bułgarii. Czasy, w których panie nosiły trwałą, a panowie „męski zwis”, dobrze znamy z filmów Barei albo przeżyliśmy na własnej skórze... Ale warto spojrzeć na nie w zupełnie inny sposób. Dwójka dziennikarzy, Iza i Witek,...

Co dziś rzucili?... czyli podróż do przeszłości. Przystanek PRL


Kolejki po girlandy papieru toaletowego, „Brutal” obok „Pani Walewskiej”, rodzinna podróż maluchem do Bułgarii. Czasy, w których panie nosiły trwałą, a panowie „męski zwis”, dobrze znamy z filmów Barei albo przeżyliśmy na własnej skórze... Ale warto spojrzeć na nie w zupełnie inny sposób.

Dwójka dziennikarzy, Iza i Witek, postanowili na pół roku przenieść się do rzeczywistości przełomu lat 1981/1982. Zamieszkali w bloku z wielkiej płyty, zrezygnowali z Internetu i komórek, a po Warszawie jeździli fiatem 126p. Dziecku wręczyli zabawki pamiętające czasy Jaruzelskiego, a w ich kuchni zagościły dania polecane przez kultową „Przyjaciółkę”.

Po co to wszystko? Autorzy sprawdzili czym różni się współczesne życie od tego sprzed trzech dekad. Zabrali nas w sentymentalną podróż, przyjrzeli się absurdom PRL-u, ale przede wszystkim szukali odpowiedzi na pytanie, czy dziś żyje się nam lepiej.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Znak, 2012

źródło okładki: www.znak.com.pl

pokaż więcej

książek: 730
mag | 2012-10-23
Na półkach: Posiadam

A gdyby tak cofnąć się w czasie trzydzieści lat? Szalone? Niemożliwe? Pretensjonalne? Dwoje dziennikarzy z Warszawy- Izabela Meyza i Witold Szabłowski wpadli na wariacki pomysł: zróbmy swój mały PRL, odtwórzmy w kapitalizmie warunki życia jakie panowały w komunizmie. Da radę? Ano.

„Pomysł na projekt wziął się z przekory" - wspomina Szabłowski w jednym z wywiadów. „Skoro wszyscy tak bardzo w dzisiejszych czasach chcą być z przodu, to my zdecydowaliśmy, że umościmy się nieco z tyłu"- dodaje. Poza tym dla Izabeli Meyzy, antropolożki, taki projekt to świetny materiał do badań, a dla Witolda Szabłowskiego, reportera, cofnięcie w czasie może być tematem na reporterską publikację.

Ale od samego początku autorzy mieli wiele problemów. Najpierw musieli określić w jakim roku będą żyć, bo jak uświadomił ich znajomy historyk, PRL to niejednorodny czas, w każdym roku było inaczej i tak naprawdę cały ten okres można podzielić na małe epoki.

Meyza i Szabłowski swoją wizję PRL-u chcieli oprzeć na wspomnieniach ze swojego dzieciństwa (oboje urodzili się na początku lat osiemdziesiątych), wspomnieniach znajomych, rodziców, ale okazuje się, że każdy pamięta tamte czasy zupełnie inaczej. Jeden narzeka na jedzenie, inny z kolei stwierdza, że dzisiejsza żywność, w porównaniu z przeszłością, jest śmieciowa. Jedni narzekają na złej jakości ubrania, inni twierdzą, że w tamtych czasach to dopiero były marki, nosiło się odzież kilka lat, a nie to co dzisiaj- jednosezonówki. Jednym PRL kojarzy się z poniżeniem, innym z kolei z poszanowaniem drugiego człowieka (sic!). No i bądź tu teraz mądry- ilu Polaków, tyle opinii. W takim wypadku trzeba sięgnąć po opracowania naukowe, gazety z tamtych czasów i przede wszystkim przejrzeć statystyki GUS-u. Na takich podstawach dwoje dziennikarzy oparło swój projekt. Dzięki statystykom wiedzieli ile żywności przysługiwało ówczesnemu statystycznemu Polakowi, choć, jak się później autorzy dowiedzieli, statystyki swoją drogą, a życie swoją.

22 lipca 1981 rok - 67. rocznica Manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, data, która staje się również początkiem peerelowskiej przygody.
Szabłowski i Meyza wyłączają komórki, odłączają Internet i przeprowadzają się na Ursynów do mieszkania z wielkiej płyty. Jest tam wszystko zachowane, tak, jakby mieszkanie nadal tkwiło w swojej epoce. Pokój z meblościanką, telefon z tarczą, pralka „Frania". Projekt czas zacząć.

Przez pół roku autorzy próbują odtworzyć ducha roku 1981. Szukają kolejek, w których można stać, pytają zdezorientowanych sprzedawczyń, co tym razem rzucili na sklep, próbują się zaprzyjaźnić z sąsiadami i zaktywizować się społecznie. Dla niektórych może to być zabawne-szukanie papieru toaletowego, czy też odżywianie się mortadelą i ziemniakami, gdy półki w sklepach uginają sie od towarów. Ludzie patrzą na nich jak na wariatów, a znajomi traktują jak zjawisko. Do czasu, bo ileż można?

Meyza i Szabłowski otoczyli się gadżetami z epoki, myli się szarym mydłem, używali szamponu familijnego, jedli kurczaka po polsku, ubierali się w bieliznę non-iron, prali na sposób rosyjski, szorowali wannę pastą bhp, a nawet udało im się dostać z przydziału fiata 125p. Zabrali ze sobą czytelnika w podróż sentymentalną, ale to nie wszystko.

Ogromną wartością książki i całego projektu jest refleksja nad współczesnością. Autorzy przez pryzmat peerelowskich perypetii i obserwacji wyciągają istotne wnioski o zmianach społecznych, kulturowych i duchowych, jakie zaszły na przestrzeni trzydziestu lat. Zmieniły się przede wszystkim role płciowe. Mężczyźni nie są już typowymi macho, którzy po przyjściu z pracy zasiadali przed telewizorem i czekali aż żona poda im kapcie i talerz zupy z „wkładką".
Kobieta nie jest już kurą domową, która ma zająć się dzieckiem i domem.
Autorzy zwracają uwagę na to, że zanika życie towarzyskie. Teraz nie wiesz, kto mieszka obok, a kiedyś sąsiad to niemal jak rodzina był. Ludzie ze sobą rozmawiali, w kolejkach zawiązywały się więzi międzyludzkie, dzieciaki nie siedziały przed komputerami, tylko szalały na trzepakach.

Meyza i Szabłowski doprowadzili projekt do końca, choć były momenty, w których skapitulowali. Problem z pracą- przesyłaniem tekstów napisanych na maszynie, gdy żyjemy w świecie elektroniki, maili i Worda. A co zrobić, gdy pilnie trzeba się dostać do lekarza, a najbliższe terminy są na za miesiąc. Prywatnie iść nie można, bo przecież w PRL-u nie było prywatnych klinik. Jak sobie poradzić ze sprawami higieny? Gdzie znaleźć sklepy z pozostałościami peerelowskich produktów?

„Nasz mały PRL" to książka cudnie pochłaniająca, przywołująca wspomnienia, przezabawna, ale i zmuszająca do refleksji. Ile w nasz- ludziach konsumpcyjnych pozostało z homo soviectusa- pytają siebie autorzy. No właśnie- ile?

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Gwiazdy, które spłonęły

Nie ukrywam, że literatura obyczajowa jest moim ulubionym gatunkiem na równi z fantastyką. W tej kwestii nie mam wątpliwości. Właśnie dlatego pochło...

zgłoś błąd zgłoś błąd