Mongolia, czyli drogi rzadko uczęszczane

Wydawnictwo: Poligraf
6 (3 ocen i 3 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
0
7
0
6
3
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-62752-67-6
liczba stron
192
słowa kluczowe
Mongolia, Rower, wyprawa, podróż
język
polski
dodał
Matacz

Ludzie dość często zadawali nam pytanie, dlaczego właśnie Mongolia: fatalne drogi, bagna, rzeki, piach, podjazdy, upał i nocny chłód. Czasem za mało mamy odwagi na taką decyzję, bo uważamy, że jest za późno, bo obowiązki, kredyty, praca. Ale to wspólny cel zmaterializował rzecz, w którą wielu nie wierzyło, a która pozwoliła wniknąć w głąb i odnaleźć siłę na dokonywanie niezwykłych rzeczy....

Ludzie dość często zadawali nam pytanie, dlaczego właśnie Mongolia: fatalne drogi, bagna, rzeki, piach, podjazdy, upał i nocny chłód. Czasem za mało mamy odwagi na taką decyzję, bo uważamy, że jest za późno, bo obowiązki, kredyty, praca. Ale to wspólny cel zmaterializował rzecz, w którą wielu nie wierzyło, a która pozwoliła wniknąć w głąb i odnaleźć siłę na dokonywanie niezwykłych rzeczy. Mongolia to kraj, w którym każdy odkrywa samego siebie. Dawaliśmy rowerom ostro popalić, a co za tym idzie i sobie. Pokonaliśmy trasę dłuższą niż planowaliśmy. Ale warto było. Bo tak naprawdę tylko ty możesz powiedzieć „jadę dalej”.

 

źródło opisu: www.wydawnictwopoligraf.pl

źródło okładki: www.wydawnictwopoligraf.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 8
justy | 2017-07-14
Na półkach: Przeczytane

To nie jest recenzja książki. To inna wersja historii, którą książka opowiada.
Adam, Dorota i Justyna znali się z wyycieczek i wypraw klubu rowerowego. Tworzyli "paczkę" i trzymali się razem, a nawet oddzielali się niekiedy od większej grupy, żeby zrealizować we trójkę jakąś trudniejszą trasę. Tak było na Sycylii w 2003 r.
Rok 2004 był dla Justyny bardzo trudny. Miała nawrót ciężkiej depresji, z której długo nie mogła wyzdrowieć. W 2005 r. zaczęła znowu uczestniczyć w wyjazdach klubu, choć daleko jej było do poprzedniej formy - fizycznej, a zwłaszcza psychicznej. Kiedy pojawił się pomysł wyprawy do Mongolii, z jednej strony bardzo chciała wrócić do swojej ukochanej turystyki rowerowej, z drugiej - miała obiekcje, czy podoła wyzwaniu. Podzieliła się wątpliwościami z kolegami, uprzedziła, że "może nie być zbyt zabawna". Przekonały ją argumenty, że wyprawa będzie "lajtowa", "żadnych wyczynów", "do 70 km dziennie", "będziemy siedzieć wieczorami przy ognisku i gadać, będzie fajnie".
W Mongolii okazało się, że najważniejsze jest zrealizowanie planu. Jazda po drogach niewiele różniących się od bezdroży, w palącym słońcu i często pod górę, była bardzo wyczerpująca. Po paru dniach ustalił się następujący schemat: Dorota i Adam mieli szybsze tempo, za to co jakiś czas odpoczywali. Gdy Justyna się do nich zbliżała, wsiadali na rowery i ruszali w dalszą drogę. Bywało tak, że nie czekali na nią nawet tam, gdzie zmieniali kierunek jazdy. Justyna pedałowała godzinami sama, wpatrzona w drogę, żeby nie zgubić śladów rowerowych opon odbitych w pyle. Później w maszynopisie książki przeczytała, że jej towarzysze zmówili się, żeby nie dać się jej dogonić.
Kiedy dzienny dystans wyniósł 90 km, Justyna zaprotestowała, że nie taka była umowa. Usłyszała, że 90 km to żaden wyczyn. Dlatego, kiedy następnego dnia przejechali 120 km, nie odezwała się słowem.
Gwoli ścisłości, do niej też nikt się nie odzywał. Pogaduszki przy ognisku okazały się mitem. Po rozbiciu obozowiska i zjedzeniu posiłku każdy chował się w swoim namiocie. Justyna - żeby się ukryć i uciec w sen, Adam i Dorota - żeby spisać notatki z podróży. Kiedy do namiotów podchodzili mongolscy pasterze, ciekawi gości ze świata, który znali najwyżej z telewizji, kpili między sobą z "tubylców" i ich inteligencji.
Któregoś ranka Justyna próbowała przerwać panującą ciszę. Usłyszała: "No wiesz, nie jesteś fajna". Była tak zdeterminowana, żeby od tego uciec, że chciała zawrócić i tą samą drogą, bez mapy i kompasu, dotrzeć do Ułan Bator. Dała się jednak przekonać do dalszej jazdy, bo sama czuła, że byłoby to szaleństwo. Dopiero kiedy podróżnicy dotarli do małego miasteczka Moron i kiedy pojawiła się możliwość przerwania wyprawy, skorzystała z niej. Fizycznie dałaby radę jechać dalej, ale była wykończona mobbingiem. Wróciła sama do Polski, chociaż czasami trudno jej w to uwierzyć.
Skąd to wiem? Ja jestem Justyną.
Co mi pozostało po tej wyprawie?
-Nalepka z lotniska na ramie roweru.
-Dwie rolki zdjęć, do których nigdy nie wracam.
-Lęk przed rozległą przestrzenią.
-Duma z siebie, że znalazłam odwagę by wyrwać się z chorego układu i dałam radę przyjechać sama z drugiego krańca globu.
-Zasada, by unikać układów trójkowych, które często przybierają postać "dwóch na jednego".
-I druga - nigdy nie jechać tam, skąd nie da się wrócić samej w dowolnym momencie.
"Mongolia to kraj, w którym każdy odkrywa samego siebie"? Przede wszystkim poznaje swoich towarzyszy podróży. Ja odkryłam, jakimi są ludźmi i nie chcę mieć z nimi do czynienia. W relacjach z wyprawy stawiają sobie pomniki, a w rzeczywistości nie byli lepsi od kury, gotowej zadziobać najsłabszego.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wodospad

I wreszcie niemal rok po przeczytaniu "Łzy "udało mi się w końcu sięgnąć po "Wodospad " . Z twórczości Lauren Kate spotkałam się...

zgłoś błąd zgłoś błąd