Samotna wędrówka przez Afrykę

Tłumaczenie: Małgorzata Żbikowska
Wydawnictwo: Świat Książki
6,7 (67 ocen i 14 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
6
8
7
7
21
6
20
5
9
4
1
3
1
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788377990711
liczba stron
320
język
polski
dodała
Cafecitta

Bez zaplecza, zabezpieczeń i ubezpieczeń. Bez organizatorów wyprawy, tragarzy i funduszy. Bez ekipy filmowej i bez dziennikarzy. Bez kłopotów, bez wiwatujących tłumów. I bez żadnych zobowiązań… Samotnie i pieszo przez Afrykę, 5 tysięcy km, z Namibii do Tanzanii. Autor opowiada o swojej wędrówce przez kontynent afrykański: od Wybrzeża Szkieletowego nad Atlantykiem aż do Oceanu Indyjskiego....

Bez zaplecza, zabezpieczeń i ubezpieczeń. Bez organizatorów wyprawy, tragarzy i funduszy. Bez ekipy filmowej i bez dziennikarzy. Bez kłopotów, bez wiwatujących tłumów. I bez żadnych zobowiązań… Samotnie i pieszo przez Afrykę, 5 tysięcy km, z Namibii do Tanzanii. Autor opowiada o swojej wędrówce przez kontynent afrykański: od Wybrzeża Szkieletowego nad Atlantykiem aż do Oceanu Indyjskiego. Zainspirowany przez wielkich podróżników, porzuca harówkę w Londynie, by przeżyć przygodę życia – poznać Czarny Ląd. Odwiedza niezwykłe i niekiedy niebezpieczne miejsca, zaprzyjaźnia się z miejscową ludnością. Relację z podróży przeplata ciekawymi opowieściami o minionych bitwach i podbojach epoki kolonialnej oraz o… kanibalizmie.

 

źródło opisu: Świat Książki, 2011

źródło okładki: www.swiatksiazki.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
malineczka74 książek: 5594

Wędrówka przez Czarny Ląd

Uwielbiam czytać książki o Afryce. Ten kontynent jest tak piękny i fascynujący. Nie dziwi mnie zatem, że tak wielu podróżników właśnie tu planuje swoje wędrówki. Jednym z nich jest Fran Sandham. Pochodzący z Londynu Anglik marzy o przejściu Afryki z zachodu na wschód, od wybrzeży Atlantyku po Ocean Indyjski. Inspirują go podróże i odkrywanie Czarnego Lądu przez Grogana, Stanleya i Livingstone'a. Przez rok żyje oszczędnie, odkłada każdy grosz, ma słabo ogrzane mieszkanie, je tańsze produkty, a wszystko po to, by pewnego dnia wyruszyć w podróż marzeń. Londyn opuszcza z ulgą, marzy o wędrówce przez dzikie tereny, ale i ma sporo wątpliwości czy podoła wyzwaniu, czy da radę fizycznie. Rezygnuje ze sponsorów – chce czuć się wolny i niezależny. Ale za to musi być oszczędny.

Swoją trasę rozpoczyna w Namibii. Wiedzie ona przez Zambię, Malawi i Tanzanię. Meta wydaje się bardzo odległa, a kilometry do przejścia przerażają. Jest ich kilka tysięcy. A jednak nasz śmiałek wyrusza z optymizmem, ale i chęcią przeżycia przygody życia. Wybrzeże Szkieletowe to pierwszy etap. Przeraża go ciężki plecak. Kupuje osiłka i muła, ale w końcu i tak sam będzie sobie niósł bagaż. Samotnie, licząc tylko na własne siły podąża dzień po dniu. Śpi pod gołym niebem, w namiocie, w tanich hostelach. Poznaje ludzi, miejscowe zwyczaje, piękne krajobrazy. Zmaga się z upałem, zimnem, deszczem, brakiem wody, głodem, obawia się ataku lwów i krokodyli. A jednak uparcie wędruje. Odwiedza miejsce niedostępne dla...

Uwielbiam czytać książki o Afryce. Ten kontynent jest tak piękny i fascynujący. Nie dziwi mnie zatem, że tak wielu podróżników właśnie tu planuje swoje wędrówki. Jednym z nich jest Fran Sandham. Pochodzący z Londynu Anglik marzy o przejściu Afryki z zachodu na wschód, od wybrzeży Atlantyku po Ocean Indyjski. Inspirują go podróże i odkrywanie Czarnego Lądu przez Grogana, Stanleya i Livingstone'a. Przez rok żyje oszczędnie, odkłada każdy grosz, ma słabo ogrzane mieszkanie, je tańsze produkty, a wszystko po to, by pewnego dnia wyruszyć w podróż marzeń. Londyn opuszcza z ulgą, marzy o wędrówce przez dzikie tereny, ale i ma sporo wątpliwości czy podoła wyzwaniu, czy da radę fizycznie. Rezygnuje ze sponsorów – chce czuć się wolny i niezależny. Ale za to musi być oszczędny.

Swoją trasę rozpoczyna w Namibii. Wiedzie ona przez Zambię, Malawi i Tanzanię. Meta wydaje się bardzo odległa, a kilometry do przejścia przerażają. Jest ich kilka tysięcy. A jednak nasz śmiałek wyrusza z optymizmem, ale i chęcią przeżycia przygody życia. Wybrzeże Szkieletowe to pierwszy etap. Przeraża go ciężki plecak. Kupuje osiłka i muła, ale w końcu i tak sam będzie sobie niósł bagaż. Samotnie, licząc tylko na własne siły podąża dzień po dniu. Śpi pod gołym niebem, w namiocie, w tanich hostelach. Poznaje ludzi, miejscowe zwyczaje, piękne krajobrazy. Zmaga się z upałem, zimnem, deszczem, brakiem wody, głodem, obawia się ataku lwów i krokodyli. A jednak uparcie wędruje. Odwiedza miejsce niedostępne dla turystów, poznaje nowych przyjaciół, odkrywa smaki regionalnych przysmaków, walczy z owadami. Dokuczają mu pęcherze, wanna pełna wody jest luksusem niedostępnym, niszczy odzież, ściera sandały. I poznaje Czarny Ląd – odkrywa jego osobliwości. W swoją opowieść wplata fakty historyczne z czasów przeszłych – opowiada o przygodach i dokonaniach podróżników, który go zainspirowali do wędrówki, opisuje tragiczne wydarzenia z czasów kolonizacji.

Książka pochłonęła mnie bez reszty. Nie ruszając się z przytulnego fotela czułam się tak, jakbym towarzyszyła Autorowi w wyczerpującym marszu, dzieliła jego troski, niewygody. Sandham napisał ciekawą relację, której trudno się oprzeć. Prostym językiem oddał znakomicie swoje przeżycia i emocje. Mający dystans do życia podróżnik pisze bez zbędnego patosu, ale z dużym dystansem do, często sporych, tarapatów. Świetnie wyraża proporcje w opisie krajobrazu, ludności, mijanych osad i knajpek które odwiedza. Jego opowieść o Afryce jest pełna ciekawych anegdot, śmiesznych sytuacji. Żywiołowa i autentyczna relacja jest wyśmienitą lekturą, która skutecznie odrywa od rzeczywistości.

Zatopiłam się bez reszty w tej relacji, jeszcze bardziej zakochałam w Afryce i zapragnęłam ją zobaczyć na własne oczy. I dotyczy to nie tylko tej Afryki z katalogów biur podróży, ale także tej dzikiej, opisanej w książce Sandhama, któremu udało się uchwycić prawdziwe oblicze Czarnego Lądu. Pozytywnie zakręcony podróżnik zaraża pasją odkrywania, pokonywania barier, stawiania sobie ambitnych celów.

W lekturze znalazłam jedną wadę – szkoda,że książka opatrzona jest tak małą liczbą fotografii.
Polecam książkę tym, którzy mają w sobie żyłkę podróżnika. Może lektura zainspiruje kogoś do podjęcia wyprawy życia, do odważnych planów, do przejścia wielu kilometrów. Jeśli nie skusicie się na taka wyprawę, i tak podczas czytania czekają Was wspaniałe emocje. Ulegnijcie magii Afryki! Z całego serca polecam!

Bernardeta Łagodzic-Mielnik

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (235)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 240
Łukasz Mielech | 2017-02-26
Przeczytana: 07 marca 2017

Zbyt mało zdjęć w tej książce.

książek: 3856
wiolagg66 | 2014-07-22
Na półkach: Przeczytane

Naprawdę wspaniała opowieść o wędrówce autora przez Czarny Ląd.
Podziwiam tego człowieka,jeśli chodzi o jego wytrwałość.
Stworzył naprawdę ciekawy opis wędrówki przez nieznane ;p
Jeśli jesteście na tyle ciekawi,by poznać Afrykę- to koniecznie musicie przeczytać książkę.
Polecam.

książek: 3840

Spojrzałam na półkę i pomyślałam sobie, że oto genialna książka na te nasze, może nie super upały, bo brakuje nam trochę do 50 stopni, ale nasz klimat równie mocno negatywnie na nas wpływa już przy ok 30 stopniach. Skoro i tak człowiekowi leje się po plecach to dlaczego by nie skupić się na wędrówce po Afryce? Ostatecznie czytając książkę, mając dostęp do bieżącej wody, możemy jednocześnie poczuć nienośny upał i trud wędrówki,a będąc w własnym domu mieć świadomość, że jednak jest się w raju, ze wszystkimi dogodnościami pod ręką.
Przyznam, że nigdy nie miałam myśli, by akurat puścić się na zwiedzanie tej części świata. A jeśli zastanowić się głębiej, że miałabym sunąć jak żółw po pustyni to zdecydowanie moje myśli robią przeskok na Syberię, gdzie równie trudne warunki, ale przynajmniej w temperaturze poniżej zera. Zdecydowanie lubię chłód, a temperatura 25stopni to dla mnie już gorąco, czyli jeśli iśc pustynnymi ścieżkami to tylko nocą, spowita we mgle i zimno. Co zatem ludzi pcha...

książek: 2337
zoso | 2015-12-15
Przeczytana: 11 grudnia 2015

Głęboko rozczarowany ostatnimi moimi kontaktami z wypocinami tuzów naszej rodzimej,ale i światowej również literatury postanowiłem sięgnąć po coś lekkiego.Coś co przyniesie mi autentyczną przyjemność z czytania.Wybór padł na książkę Sandhama.Książkę,która zajmowała bardzo dalekie miejsce w moich planach czytelniczych.Dobry wybór?Bardzo!Lektura lekka,łatwa i przyjemna!Co zawiera? Jak sam tytuł wskazuje,zawiera relację z samotnej,pieszej podróży przez kontynent afrykański.5000 kilometrów,4 kraje(Namibia,Zambia,Malawi i Tanzania) z ciężkim plecakiem na grzbiecie w niemal rok.Kto tego dokonał?Otóż zwykły,samotny facet,który postanowił urozmaicić swoje szare,rutynowe życie i przejść Afrykę z zachodu na wschód.Sam,za własne,z trudem zaoszczędzone pieniądze,bez sponsorów i bez kamer.Prosty facet taki jak ja lub każdy inny czytelnik tej książki.Trochę wariat.Ale mu się udało.Pozazdrościć.Upał,skwar,pragnienie,głód,choroby,walka z ogromnym dystansem i własnymi słabościami.Wszystko to...

książek: 113
amalgamat | 2013-07-10
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: luty 2013

Nie każdy kto przemierzył czarny ląd od jednego oceanu do drugiego jest dobrym pisarzem. To główna refleksja jaka przychodzi mi do głowy po lekturze. Przygoda życia dla niejednego z nas okazała się dla autora wyścigiem z czasem i własnym zmęczeniem. Zasuwając do celu wydaje mi się, że Sandham zatracił ideę przyświecającą swej wyprawie. Zmęczenie musi być nieodzownym elementem dalekiej wędrówki. Jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, że idzie za szybko, a w znacznym stopniu swoje refleksje redukuje do zaspokajania podstawowych potrzeb związanych z żarciem, snem i odpoczynkiem. Dłuższy pobyt w jakimś miejscu można byłoby okrasić ciekawym opisem. Tymczasem Sandham idzie się narąbać, po czym śpi przez kolejne 3 dni. Oczywiście jest to barwny element przygody, ale gdy zostaje powielony, czytelnikowi odbija się czkawką. Opisy przyrody, choć wyeksponowane w umiarkowanej ilości, nie zachwycają. Brakuje odwołań z prawdziwego zdarzenia do lokalnych kultur i zwyczajów. Warsztat pisarski...

książek: 2791
joly_fh | 2012-06-21
Przeczytana: 18 czerwca 2012

Fran Sandham postanowił samotnie przejść Afrykę wszerz – od wybrzeża Namibii, po Zanzibar. Ta podróż była marzeniem autora – skromnego księgarza z Londynu, inspirowaną wyprawami słynnych wiktoriańskich podróżników. Była także ucieczką od szarego życia w mieście. Co więcej, autor zdecydował się tę trasę przebyć sam: bez sponsorów, ekip telewizyjnych, fotografów. Chyba jedynym odstępstwem od owego antykomercyjnego podejścia jest niniejsza książka.

"Samotna wyprawa" nie jest może jakimś arcydziełem literackim, nie jest też wydawnictwem quasi-albumowym, jakich ostatnio sporo na naszym rynku (w istocie zdjęć w tej książce jest zbyt mało i są kiepskiej jakości). Jest za to całkiem nieźle napisaną relacją z podróży – czasem śmieszną, czasem straszną, a czasem pouczającą. Sandham pisze o tym, co spotyka go na trasie, o tym, co czuł (zmęczenie, strach, ból), o zwykłych problemach: odciskach, dokuczliwym głodzie, ciężkim plecaku, rozpadających się butach. Jest brudny i często sypia w...

książek: 95
Deogracias Apostatis | 2015-09-17
Na półkach: Przeczytane, Podróżnicze

Podziwiać Autora można za odwagę: ot sfrustrowany księgarz, nałogowy palacz i niestroniący od napojów chemicznie alternatywnych zwykły facecik wpada na myśl: przejdę se Afrykę z buta od morza do morza. No i przechodzi. Po drodze śpi gdzie popadnie uważając na lwy, mrówki i moskity, jęczy na pęcherze i podziwia okoliczności przyrody. Przygoda życia bez sponsorów i medialnego szumu, tylko On i kilkudziesięciokilogramowy plecak. Swoją włóczęgę opisuje lekko, dowcipnie, z dużą dozą autoironii. Momentami miałem wrażenie, że Fran Sandham to pseudonim artystyczny Jeremiasza Clarksona, ale ten przemierzając wszerz Afrykę siedziałby raczej za kółkiem jakiegoś auta!
Ogólnie rzecz biorąc styl narracji mi odpowiadał, odpowiadały mi częste dygresje na temat wielkich odkrywców, czytało się fajnie. Jedyne czego brakowało to refleksji i zadumy, która może współistnieć z humorem (vide: "Rio Anaconda" Cejrowskiego).
Polecić można.

książek: 358
magika78 | 2013-08-21
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 20 sierpnia 2013

Bardzo fajna książka. Przejście pieszo przez Afrykę - godne podziwu. Fajnie się czyta, fajne elementy humorystyczne.

książek: 854
Iwona | 2017-09-03
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 2012 rok

Jest przygoda, jest przepiękny, barwny kontynent, tylko czytać.

książek: 131
Natanna | 2012-12-06
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 2012 rok

Bardzo wartościowa literatura podróżnicza. Po raz pierwszy czytam o relacji z przejścia Afryki pieszo. (od wybrzeża szkieletowego w Namibii do Zanzibaru). Bardzo trudne przedsięwzięcie, które realizuje autor. Fran Sandham w bardzo realistyczny i humorystyczny sposób opisuje nam swoją wędrówkę. Uświadamia nam jak trudnym kontynentem jest Afryka. Podobało mi się typowo angielskie poczucie humoru autora i podziwiam go, że zakończył z sukcesem tak ciężką wyprawę. Myślę, że mało kto dałby radę.

zobacz kolejne z 225 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
zgłoś błąd zgłoś błąd