Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
6,39 (233 ocen i 34 opinie) Zobacz oceny
10
12
9
8
8
33
7
62
6
59
5
31
4
14
3
7
2
6
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788310119537
liczba stron
280
słowa kluczowe
liceum, buntowniczka, miłość
język
polski
dodała
Kornelia

Zuzanna ma opinię zbuntowanej artystki, kocha fotografię, a w duszy jest niepoprawną romantyczką. Uczy się w renomowanym warszawskim liceum, chodzi na imprezy i bawi się do rana, aby następnego dnia plotkować o nich na Facebooku. Żyje pełnią życia. Tymczasem w jej szkole pojawia się Michał. Wygląda świetnie – w modnej bluzie, z długimi włosami ściągniętymi byle jak do tyłu, spłowiałymi od...

Zuzanna ma opinię zbuntowanej artystki, kocha fotografię, a w duszy jest niepoprawną romantyczką. Uczy się w renomowanym warszawskim liceum, chodzi na imprezy i bawi się do rana, aby następnego dnia plotkować o nich na Facebooku. Żyje pełnią życia. Tymczasem w jej szkole pojawia się Michał. Wygląda świetnie – w modnej bluzie, z długimi włosami ściągniętymi byle jak do tyłu, spłowiałymi od słońca. Nowy chłopak potrafi zawrócić w głowie...
Michał fascynuje się kulturą Japonii, uwielbia mangę, a w jego pokoju wszędzie wiszą wizerunki Asuki, pięknej, rudowłosej bohaterki anime. Jego przejście do nowej szkoły owiane jest tajemnicą. Tajemnicą jest także jego związek z zaborczą i zazdrosną Magdą. Jednak to Michał rozdaje karty i wie, czego chce. Teraz bardzo podoba mu się Zuzanna. Zaczyna grę, aby ją zdobyć.

 

źródło opisu: www.nk.com.pl

źródło okładki: www.nk.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 144
Borsuk | 2013-08-26
Na półkach: Przeczytane

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Spacerując pomiędzy regałami pełnych książek w Empiku tudzież Matrasie możliwe, że natknęliście się kiedyś na pewien dział...
Nie oszukujmy się. Nie mieliście o nim pojęcia. Wiecie, że coś takiego nie może istnieć. Zatykacie uszy gdy ktoś próbuje was uświadomić. Nie wierzycie. Ale jest inaczej. Zgoła odmiennie. Ów tajemniczy gatunek literatury zwie się: Literatura Młodzieżowa.
"Ki diabeł?"
"To jest coś takiego?"
"Stary, zaczynam się ciebie bać."
"To zakazane!"
Większość z was, gdy już oprzytomnieje ze strachu i zda sobie sprawę, że zapuściło w nieznaną czeluść empiku, omija dział szerokim łukiem i kieruje się do "zbadanej" i "bezpiecznej" części księgarni - do powieści typu kryminał, sensacja, sf czy literatura obcojęzyczna. Oddychasz z ulgą. Jednak uczucie niepokoju pozostaje na długo. Wiedza o tym, nie daje ci spać. Przegrałeś. Wiedziałeś jak to się może skończyć, choć głosy w głowie desperacko nawoływały do odwrotu. Teraz jedynym wyjściem jest stanąć twarzą w twarz z demonami enigmatycznej Literatury Młodzieżowej (o zgrozo! jak upiornie to brzmi!).
Nie dam się zastraszyć. Pojedynkuję się na wzrok z okładką "Sobowtóra". Nie, ja tak dłużej nie dam rady! Zostaw mnie!
O dziwo, książka nie zatopiła zębisk w moje dłonie, jak Księga Botaniki Hagrida, choć cały czas szyderczo zerka na mnie, jakby miała to za chwilę zrobić. Chyba jestem bezpieczny. Wygląda na to, że jest chętna, bym poznał jej tajemnice. Dobra, to jedyny sposób. Przeczeszę cie na wylot.
Niee! Ja tylko żartowałem! Słowa złego nie powiem! Nie patrz się tak!
Ech. A więc Literatura Młodzieżowa. Z czym to się je? O czym prawi? Co to właściwie jest?

Zacznę od opisu na tylnej okładce. Przyznam, że nic nie wyjaśnia. Bardzo prosty - powieść może być zarówno banalna, jak i genialna.
W porządku otwieram pierwszą stronę i zaczynam czytać.
Mija pierwsza godzina, druga, trzecia i czwarta.
Czuję się jak po pierwszej kawie. Mam tak bardzo zmieszane uczucia, że nie wiem co myśleć, jakie wnioski wysunąć.
Może kolejne strony naprostują moją nadszarpaną psychikę.
Następnego dnia wsiąkam na dłużej, nie widząc upływu czasu.
Dwieście stron tego mistycznego gatunku umożliwia mi pełne pozbycie się niepewności. Domykam ostatnią stronę, lustruję ostatnie zdanie. Teraz wiem wszystko.

Lektura jest przyjemna, ale nie pozbawiona wad. Najpierw opiszę zalety. Przede wszystkim fabuła. Ta jest radykalnie banalna przez całą opowieść. Mógłbym streścić ją w kilka sekund. Jednak nie to jest istotą "Sobowtóra". Tym niepowtarzalnym ekstraktem jest styl, język i treść. Autorka naszpikowała książkę mnóstwem inteligentnych rozmów, potyczek językowych, burzy mózgów, batalii słownych na tematy filozoficzne i polityczne. Każdy z bohaterów przedstawia swoje wnioski, refleksje, przemyślenia w wybornym stylu. Powieść zionie intelektualizmem. W ogóle nie zwracałem uwagę na rozwój wydarzeń, przecież każdy i tak wiedział, jak to się mniej więcej skończy. Czytałem z nieodpartą ciekawością, by przekonać się do jakich jeszcze wniosków dojdą Zuzanna, Michał i Łukasz. Wszechobecny jest sentymentalizm, dekadentyzm, odrobina psychologii. To mi się podobało. Postaci zwracają uwagę prozaizm życia, nieuchronny upływ czasu i chwile minione, szczególnie wydarzenia historyczne. To sprawia, że "Sobowtór" pełen jest wartości, poetyckich mądrości, aforyzmów i pokrzepienia. Chwalę Ewę za jej mistrzowski kunszt pisarski, prowadzenie rozmów i tworzenie żywych, jakże prawdziwych opisów otoczenia. Doskonale nakreśliła profile psychologiczne głównych bohaterów. Na tym polega cała zabawa - poznanie sylwetek emocjonalnych, metod działania i sposobów prowadzenia dyskusji. Dodajmy do tego całkiem nieźle zobrazowane podejście bohaterów do innych ludzi i pod tym względem książka staje się smakowitym kąskiem.
Miałem ochotę na pożarcie więcej intelektualnych pogadanek, ostrych jak brzytwa replik, ale niestety "Sobowtór" się skończył. Tak, czuję niedosyt. Przejdzie mi?
Gąszcz plotek, las dialogów, zasyp przekomarzań - to nie wszystko, co autorka ma do zaoferowania. Dodanie do tego facebookowego czatu okazało się dobrym pomysłem. Jeszcze więcej rozmów, jeszcze więcej. Nie miałbym nic przeciwko.

Nie wyobrażam sobie inaczej tej historii bez narracji pierwszoosobowej. Podoba mi się, że bohaterowie tak wiele mówią o sobie samych.
Kreacja postaci jest wyśmienita. Mamy plejadę różnych charakterów, ale wydaje mi się, że przesadnie odmiennych.

Humor - jest. Wpleciony rzadko, ale spełnia swoją rolę. Zdarzyło mi się zaśmiać i uśmiechnąć kilka razy, zwłaszcza dzięki Mistrzowi, poloniście - mojej ulubionej postaci. Facet ma genialne teksty i osobliwe przekonania (kobiety to podludzie?) Czekam na osobną powieść z jego udziałem np. pod tytułem: "Mistrz nauczania". Naprawdę komiczne sytuacje. No cóż, niewykorzystany potencjał.

Rozbrajały mnie niektóre porównania i określenia: pospolite ruszenie licealistek, delegacja kosmatych, paskudnych stworzeń.
Autorka ma nadzwyczajny dryg do tworzenia środków artystycznego wyrazu. Pływa w miodnych określeniach i trafnych zwrotach jak żarłacz błękitnopłetwy zwabiony krwią ofiary.
Ewa K. : Chyba nie potrafisz tak jak ja. :P

Pora przejrzeć w końcu na oczy i przerwać kaskadę miłych słów. Wyznać Prawdę. Przejść do... WAD.

Co? N-nie... Ja wcale nie... N-nie to m-miałem na myś...

Uff. Mam chwilę wytchnienia. Ok. Zrobię to szybko, póki mnie nie widzi.

Cała ta historia ocieka zupełną nieprawdziwością, brakiem realizmu. Po prostu nie ma dla niej miejsca w rzeczywistości i tyle. To fantazja Ewy na temat nastolatków. Miałem wrażenie, że czytam powieść o amerykańskich licealistach. W Polsce ludzie tak się nie zachowują. Atmosfera jest fałszywa i zmyślona, a przez to książka traci na realności. Autorka nie poradziła sobie z ukazaniem polskiej mentalności. Każdy z nastolatków przeżył już miłość, albo dwie, partnerzy zmieniają się jak rękawiczki. Podryw, flirt, imprezy stoją na porządku dziennym. Każdy zachowuje się szarmancko, wręcz nachalnie. Do tego ta rywalizacja o dziewczyny. Wybuchowe charaktery chłopaków i wpychana na siłę namiętność rodem z dziczy. Wystarczyło przenieść miejsce akcji do collegu i tyle. Myślę, że to i tak nie rozwiązałoby problemu całkowicie. Pisarka przesadziła z fantazjowaniem i przekoloryzowaniem bohaterów. Rozumiem, fikcja literacka, komuś może się to podobać. Ale! Wydawało mi się jakbym "czytał" film. Jakby autorka zainspirowana się oraz Doktorem Hause'm. Ewa misternie ujawnia swój stosunek do fabuły (albo strzela sobie w stopę) w pewnej wypowiedzi Michała.
Gość nie jest wart naśladowania, ale tu się z nim zgodzę:
"Wszystko co mnie otacza, przypomina kreskówkę szalonego rysownika, który za wszelką cenę chce urozmaicić wymyśloną historię i przez to staje się ona coraz mniej wiarygodna."
Na szczęście z każdym kolejnym rozdziałem było coraz lepiej.

Michał irytował mnie najbardziej. Stworzony przez dziewczęce fantazje i marzenia autorki o cudownym chłopaku. Dobra, ostro pokręconym, ale to nieważne. Pani Ewa nie ma pojęcia o chłopakach. Przez połowę lektury nie zauważyłem, by choć trochę jego narracja różniła się od Zuzanny. Cwana autorka widziała, że ma z tym problem i rozdziały Michała były tylko kilkustronicowe - czasem nawet dwie. Śmiech na sali. Obie postaci cechuje chaotyczna konstrukcja wypowiedzi, sposób myślenia i napomykanie o wszystkim gdzie pójdzie, co zobaczy. Np. Michał/Zuzanna widzi autobus. I leci monolog: “O! Pamiętam jak jeździłem tym środkiem transportu w czasach podstawówki, kiedy grałem na klarnecie. Do dziś nie mogę zapomnieć sumiastego wąsa kierowcy i zgrzytu jaki wydawał pojazd przy hamowaniu, no i jeszcze...”
I w ten sposób połowa strony z głowy. Retrospekcje mnie wnerwiały. Zniósłbym je u Zuzanny, ale druga taka postać to spora przesada.
Poznając życiorys Michała czułem, że mamy do czynienia z kolejnym Leonardo Da Vinci. Nadczłowiek XXI wieku. Gra na gitarze najtrudniejsze kawałki i riffy, oczywiście jest samoukiem i nie, nie ma żadnego zespołu, wywija triki na deskorolce, śpiewa arie operowe, tym samym zdobywając serca watahy dziewczyn, ma wielką wiedzę i talent do animacji komputerowej, rzuca ciętymi ripostami na lewo i prawo, w dodatku geniusz w dysputach politycznych. To samo dotyczyło reszty nastolatków, w znacznie mniejszym stopniu, jednak zabrakło mi szarych, przeciętnych osób.

Została złamana jedna z najważniejszych zasad wśród pisarzy szanujących czytelnika. Błąd dziecinny, podstawowy, tak bardzo przykry... Zważywszy, że zawartość "Sobowtóra" jest taka wartościowa.
Muzyka, filmy, książki, toposy, wiersze - wszędzie, na każdym kroku. W opisach, porównaniach, dialogach. Autorka traktuje czytelnika jak ignoranta, nie bierze pod uwagę nieznajomość tych tekstów czy utworów. Mam przerwać lekturę i odsłuchać Metallikę, przeczytać “Sto lat samotności” obejrzeć wszystkie części Ojca chrzestnego? Bo w innym wypadku nie poczuję klimatu jaki wyfantazjowała sobie pisarka. Podejście do czytelnika co najmniej niepoważne.

Rozmowa Pani Ewy z wydawcą pewnie wyglądała tak:

Nasza Księgarnia: No wiesz, Ewa. Ogólnie to czas nas goni, no i ten... Mogłabyś już skończyć "Sobowtóra"?

Ewa K. : Zastanawiam się jeszcze co zrobić z Zuzanną, kiedy zerwała z Michałem. Dajcie mi więcej czasu.

Nasza Księgarnia: No Ewa weź się. Napiszesz do soboty i pozwolimy ci fantazjować do woli przez tydzień.

Ewa K. : Yeyya! To po prostu wstawię jakiegoś Łukasza na koniec i kłopot z głowy! Aha, i jego wujek będzie jakimśtam chłopakiem matki Zuzy i nikt się nie połapie!

W końcu czy to nie dziwne, że nagle pojawia nowy facet, po stracie poprzedniego i życie układa się na nowo jak z bicza strzelił? Cóż, w końcu jakaś kulminacja musiała być. Zresztą mówiłem : fabuła to drugi plan. To czyni "Sobowtóra" niepowtarzalnym, mimo wszystko, niepowtarzalnym.

PLUSY:

+ kreacja postaci pod względem behawiorycznym i psychologicznym
+ inteligentne dialogi
+ niepowtarzalne rozmowy
+ intelektualizm
+ miodny, wyborny język
+ sentymentalizm i dekadentyzm
+ refleksje, aforyzmy, przemyślenia
+ Mistrz
+ pospolite ruszenie licealistek
+ podwójny motyw sobowtóra
+ udało się przeczytać

MINUSY:

- brak wiarygodności
- banalna, sztampowa fabuła
- nadludzie
- przekoloryzowanie postaci
- nieudana próba przeniesienia świata rzeczywistego do fikcji
- nawiązania do muzyki, literatury i kinematografii np. w porównaniach
- powtarzalność w narracji Michała i Zuzanny
- trywialność

Mam nadzieję, że się gdzieś zaszyję. Zbuduję lepiankę i będę jadł ziemię. Ten tomik gdzieś tam jest.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Spisek scenarzystów. Paloma

Ostatnimi czasy nie miałam za wiele okazji do czytania kryminałów i w końcu nadarzyła się sposobność. „Spisek scenarzystów. Paloma” to komedia krymina...

zgłoś błąd zgłoś błąd