Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/publicystyka/12817/gwiazdy-mowia

Gwiazdy mówią

6 wartościowy tekst

Pytanie, jak żyją gwiazdy, rozpalało wyobraźnię od zarania popkultury. Dzisiaj o tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami, nie muszą nam donosić paparazzi. Celebryci sami chętnie dzielą się zawartością szuflad i planami wakacyjnymi. A przy okazji mentorskim tonem radzą, jak trzeba żyć.

Nie wystarczą długie blond włosy, szczupłe nogi i uśmiech, nie wystarczy kolejny kinowy przebój ani nawet milion obserwujących na Instagramie. Dzisiaj, choć bynajmniej nie od dzisiaj, gwiazdy z ekranu chętnie spieniężają domowe troski i radości, otwierając przez nami drzwi swoich kuchni, łazienek i, coraz częściej, sypialni. Era smartfona i social mediów nie tylko to umożliwia, ale i niejako wymusza. Tyle że za niemal każdym opublikowanym zdjęciem bez makijażu czy z dziecięciem u piersi stoi asystent pieczołowicie dodający strategiczne hashtagi i filtry. I nie chodzi już tylko o budowanie internetowej persony i wizerunkowe czary-mary. Bo coraz częściej do owych zdjęć z prywatnego ogródka czy znad kuchenki dopisana jest swoista poezja codzienności, mająca uczłowieczyć oderwane od szarej rzeczywistości gwiazdy. A te, choć zarabiają miliony, mają osobistych kucharzy i po trzy nianie na dziecko, inwestują czas i środki, aby pokazać, że są takie jak my, i sprzedać swój sposób bycia. Celebryci na fundamencie swojej popularności rozbudowują całe imperia oblepione etykietkami „wellness” i „lifestyle”, które mają mam podpowiedzieć, jak mamy podróżować, gotować, jeść, rodzić, ubierać się, i, co gorsza, żyć.

Jakże niewinnie wygląda z dzisiejszej perspektywy (udana!) próba przebranżowienia się takiej Jane Fondy, która na początku lat 80., u zmierzchu swojej kariery aktorskiej, została guru fitnessu, a po latach przyznała na łamach swojej autobiografii, że był to z jej strony jedynie skok na kasę. Podbiła rynek kasetowy swoimi programami treningowymi i zarobiła miliony, ale trudno szukać tutaj dziury w całym. Bo choć może dzisiaj ćwiczenia oraz porady dietetyczne przeznaczone przede wszystkim dla zasiedziałych gospodyń domowych mogą wydać się cokolwiek archaiczne, to jednak Fonda zaktywizowała i uświadomiła kawał amerykańskiego społeczeństwa z pokolenia baby boomers. Nagrania z początku miały jedynie towarzyszyć bestsellerowej książce z programem treningowym pomagającym zachować szczupłą sylwetkę i, tak jak ona, były emanacją pewnego spojrzenia na zdrowie i samorealizację. Ale Fonda, czytana po latach, na tle dzisiejszej śmietanki celebryckiej wydaje się całkiem konkretna, nie znosi pustosłowia i traktuje swoją publikę z klasą i bez protekcjonalności. Rynek nie lubi próżni i kiedy Fonda zrobiła sobie przerwę, na początku kolejnej dekady lukę wypełniła będąca nadal na topie modelka Cindy Crawford. Oferowała nie tylko programy ćwiczeniowe (później także dla świeżo upieczonych mam), ale i kosmetyki oraz meble, wychodząc do ludzi z konkretnym katalogiem. Gwoździem jej oferty była oczywiście ona sama. Crawford nigdy nie lubiła, gdy mówiło się na nią per guru, upierała się, że po prostu dzieli się informacjami. Do tego miana nie pretenduje też swoista spadkobierczyni wyżej wymienionych, modelka Gisele Bündchen. Świeżo wydane u nas, napisane tuż przed czterdziestką „Lekcje. Moja droga do dobrego życia” może i mają niefortunny tytuł oraz niekiedy nieznośnie coachingowy wydźwięk, ale Bündchen zachowuje pewną dyscyplinę (jest to zresztą kluczowe hasło całej książki) i rzadko pozwala sobie na proste rady „rób to”, „nie rób tamtego”. Zdaje się nawet, że to książka dość powściągliwa w dobie epoki internetu. Bo przecież w XXI wieku każdy może być guru.

Życie na wynajem

Celebrytki zaczęły sprzedawać starannie opakowane i przewiązane tasiemką kawałki swojego dnia. I nie chodzi tu o chętnie publikowane zdjęcia, ale o cały przepis na życie. Mistrzyniami owej strategii i pewnymi reprezentantkami tej nowej epoki gwiazdorskiego coachingu są siostry Kardashianki, które uczyniły ze swojego ekshibicjonizmu towar przynoszący rocznie miliony zysku. Ostatnia głośna afera, która rozpętała się po tym, gdy Kim Kardashian nazwała swoją kolekcję bielizny korygującej „Kimono”, tylko pomogła zdobyć jej rozgłos, choć celebrytka spór przegrała. Po sławnych siostrach odsłoniły się i inne modelki, aktorki i tak zwane osobowości telewizyjne, zmieniając profil swoich kont na Facebooku czy Instagramie. Teraz zamiast publikować fotki z czerwonego dywanu czy napuszonej gali, udostępniały zdjęcia z kuchni czy podczas karmienia niemowlęcia, do tego okraszone inspirującym cytatem. Dziś to nic zaskakującego, ale jeszcze kilkanaście lat temu było nie do pomyślenia, że podobnie mogłyby się odsłaniać modelki z okładek czy popularne aktorki. I nie tylko odsłaniać, ale i namaszczać się na lifestyle’owe przewodniczki.

Zmiana myślenia podyktowana została wymogami ery cyfrowej, nastawionej z założenia na swoisty ekshibicjonizm i ciągłą rywalizację o to, kto prowadzi się dostatniej. O ile jednak aktywnej zawodowo modelce ujdzie na sucho publikacja kolejnej fotki w wystudiowanej pozie, tak aktorkom z ambicjami businesswoman to nie wystarczy. Dlatego częstokroć przemieniają one swoje media społecznościowe w swoiste tuby, przy pomocy których głoszą skrajnie subiektywne prawdy o życiu. Zwykle jest to albo element kampanii promocyjnej, albo, rzadziej, zwyczajna niefrasobliwość. Bodaj najbardziej konsekwentnie od przeszło dekady działa aktorka Gwyneth Paltrow, której firma Goop, funkcjonująca jako „brand lifestyle’owy”, promuje alternatywną medycynę i pseudonaukowe sposoby na osiągnięcie osobistego spełnienia i zdrowego życia. Goop pierwotnie miało formę newslettera, ale szybko się rozrosło i dzisiaj wyceniane jest na ćwierć miliarda dolarów. Pod firmę podpięty jest internetowy portal z regularnymi poradami (pisanymi również przez Paltrow i rozpiętymi tematycznie od diety do seksu), sklep z suplementami diety, ubraniami i kosmetykami, wydawnictwo, podcast, pojawiające się tu i ówdzie sklepy stacjonarne typu pop-up, a także cykliczne spotkania oraz program realizowany z Netflixem.

Goop promuje osobliwe sposoby na lepsze życie. Swojego czasu Paltrow zabłysnęła radami na temat konieczności parowego oczyszczania miejsc intymnych, a na liście świątecznych prezentów, jakimi czytelniczki powinny uraczyć bliskich, znalazły się wycieczki prywatnym samolotem. Na jej stronie znaleźć można jeszcze lepsze – to znaczy gorsze – kwiatki. Goop promowało chociażby nawyk wykonywania lewatywy z kawy, publikowało teksty samozwańczego medium, obwiniało biustonosze o raka piersi i regularnie bajdurzyło o naturalnej energii i tym podobnych rzeczach. Przypomnijmy, że stronę odwiedza miesięcznie przeszło dwa i pół miliona ludzi. Ale należy przyznać, że aktorka pozostaje konsekwentna i jej wypowiedzi czy publikowane zdjęcia (przeplecione jogą i jarmużem) są spójne z polityką prowadzonej przezeń firmy. Czyli pełne wyssanych z palca, nierzadko moralizatorskich zapewnień o słuszności obranej przezeń ścieżki do samopoznania. I wyrządzania sobie krzywdy. Choć akurat do tego nie trzeba być hollywoodzką gwiazdą, wystarczy zrobić szum na Instagramie, tak jak ostatnimi czasy jedna z tak zwanych influencerek, która odchudzającym się osobom radziła przyjmowanie leków na niewydolność serca.

Królowe i peleton

Paltrow to niekwestionowana królowa celebryckiego lifestyle’u, której cyfrowy sukces próbowały powtórzyć inne aktorki, ale bez powodzenia. Preserve, firmowane przez Blake Lively, wytrzymało jedynie rok, zniknęły też strony Lindsay Lohan (należy przyznać, że mająca ciągłe problemy z prawem i narkotykami gwiazda i tak była mało wiarygodna) i Heidi Klum, a przed paroma miesiącami Lena Dunham zamknęła swoją stronę Lenny, choć akurat tam znaleźć można było nieco poważniejsze, zaangażowane społecznie treści. Za to nastawione na promocję pozytywnego podejścia do życia Happy Giggles, internetowe dziecko Zooey Deschanel, radzi sobie całkiem nieźle. Warto zaznaczyć, że amerykańskie celebrytki nie odpuściły sobie starego, dobrego papieru i przez cały czas wychodzą poradniki „jak żyć”, firmowane znanymi twarzami. Cameron Diaz, która od 2014 roku nie występuje na ekranie, wydała od tamtej pory dwie książki lifestyle’owe i trafiła na listę bestsellerów „New York Timesa”. Choć obszernie cytuje rozmaite periodyki naukowe i medyczne i posługuje się nieraz aż przydługimi definicjami, chcąc uargumentować swoje wybory zdrowotne, nadal epatuje „paltrowizmami”, upierając się, że antyperspiranty powodują raka, a jedząc zwierzęta roślinożerne, „pochłaniamy nie tylko słońce, ale i gwiazdy”. Kate Hudson ma swoją firmę sprzedającą sprzęt fitness oraz, a jakże, dwie książki na koncie, najeżone coachingowymi truizmami i pełne zawoalowanych przechwałek przykrytych płaszczykiem skromności. Alicia Silverstone też napisała kilka wegańskich książek kucharskich, które skaziła pseudonaukowym bajdurzeniem i antyszczepionkową propagandą.

Na ich tle całkiem sensownie prezentuje się rzeczona Bündchen, która może i zbyt chętnie nawija o „energii”, to jednak odwołuje się do Josepha Campbella i Martina Luthera Kinga, zachęca do zajęć z jogi i diety roślinnej. Całkiem sensowna jest Reese Witherspoon, która za sprawą swojej firmy Draper James, sprzedającej wyposażenie domowe i ubrania, oraz wydanej niedawno debiutanckiej książki kucharsko-lifestyle’owej „Whiskey in a Teacup” wystylizowała się na damę z uwielbiającego tradycję amerykańskiego Południa. Podobnie Jessica Alba – szefowa dobrze prosperującego The Honest Company, które szczyci się sprzedażą wyłącznie naturalnych kosmetyków. Również i u nas wydano napisany przez nią poradnik „Naturalnie. Jak żyć w harmonii z naturą i własnym ja”, zresztą całkiem nieszkodliwy i miejscami konkretny, jeśli nie liczyć ciągłego straszenia, z iloma to substancjami chemicznymi mamy do czynienia na każdym kroku. Aktorce, dzięki jej starannie wyważonemu image’owi odpowiedzialnej matki i ambitnej szefowej, nie zaszkodziły rewelacje opiniotwórczego „The Wall Street Journal”, gdy dziennik odkrył, że produkowany przez firmę produkt do prania zawiera środek, którego The Honest Company zgodnie ze swoją filozofią miało nie używać. Niełatwo jednak orzec, ile jest w tym wszystkim niedoinformowania, a co za tym idzie faktycznej wiary w głoszone kazania, a ile czysto marketingowego fałszu wynikającego z chłodnej biznesowej kalkulacji. Pozostaje jednak zadać sobie pytanie, czy ma to jakiekolwiek znaczenie, skoro znane twarze budzą zaufanie na tyle duże, że ich słowa spora część odbiorców przyjmie bezkrytycznie. I nie jest to domena rynku zachodniego. Bo choć to zwłaszcza amerykański odbiorca wystawiony jest na destrukcyjne działanie lifestyle'owych bajań, również i nasze poletko nie jest od niego wolne.

Coaching po polsku

Wystarczy bowiem szybki rzut oka na księgarniane półki i okaże się, że pośród rodzimych celebrytów też mamy grono eksperckie od lifestyle’u, obejmującego gotowanie, rodzicielstwo, etykietę i podróżowanie. O ile jednak nie ma niczego zdrożnego w tym, że Magda Gessler czy uczestnicy kulinarnych reality shows publikują książki kucharskie, a Ewa Chodakowska poradniki z zakresu fitnessu i dietetyki (choć i jej, zupełnie niepotrzebnie, przydarzyło się przelać na papier pretensjonalne, filozofujące przemyślenia), tak niektóre propozycje mogą zdziwić. Małgorzata Rozenek-Majdan, do tej pory pisząca zwykle o dobrych manierach i sprzątaniu, wydała książę z rozmowami o zapłodnieniu in vitro, trenerka i dietetyczka Anna Lewandowska okazała się też ekspertką od wychowywania dzieci, blogerka Kasia Tusk od fotografii, dziennikarka Karolina Szostak od diety, a modelka Joanna Krupa od zwierząt. Oczywiście nie można odmówić autorkom fachowości jedynie na podstawie tego, że są celebrytkami, lecz sam fakt zapuszczania się na terytoria zwykle zarezerwowane dla grona eksperckiego może budzić wątpliwości.

Ale jest też i przykład na pierwszy rzut oka zaskakujący, a wyjątkowy. Przeznaczone przede wszystkim dla czytelnika nastoletniego „#sexedpl”, czyli przeprowadzone przez modelkę Anję Rubik rozmowy z celebrytami i ekspertami o seksualności, połączone ze spotkaniami i akcją informacyjną, można potraktować jako kampanię społeczną i niemalże brakujące ogniwo szkolnej edukacji. Podobne inicjatywy to jednak wyjątki. Częstsze są próby wykrojenia dla siebie jak największego kawałka smakowitego tortu. Ekspertką od wszystkiego i zdecydowaną liderką rynku wydaje się Beata Pawlikowska, która wydała przeszło sto książek, w tym swoje flagowe pozycje podróżnicze, a do tego podręczniki do nauki języków obcych oraz pozycje traktujące o zdrowym odżywianiu, kotach, i te bodaj najbardziej kontrowersyjne, czyli szumnie nazwane psychologicznymi. Pawlikowska udziela tam rad między innymi osobom z depresją – rad podpartych jedynie dowodami anegdotycznymi – gani farmakoterapię i poleca zwalczenie choroby pozytywnym myśleniem. Do tego, choć badania czytelnictwa nie nastrajają optymistycznie, rzeczone książki nieźle się sprzedają. Jak wyliczył swojego czasu dziennik „Fakt”, polscy celebryci na poradnikach zarabiają od dwustu tysięcy do pół miliona złotych.

Na Zachodzie zaliczki są oczywiście znacznie okazalsze i sięgają nawet miliona dolarów. Ale to nic dziwnego, że wydawnictwa chętnie publikują podobne rzeczy, bo wysoka stopa zwrotu jest niemalże gwarantowana. Ponoć debiutancka książka brytyjskiej modelki Katie Price, znanej pod pseudonimem Jordan, piszącej nie tylko beletrystykę, ale i naszpikowane złotymi myślami odcinki swojej autobiografii, sprzedała się w jej ojczyźnie lepiej niż powieści wszystkich nominowanych owego roku do nagrody Bookera. Za sprawą Facebooka i Instagrama gwiazdy nigdy nie były tak blisko „zwykłych” ludzi, a omawiane publikacje to kolejna odsłona zamaszystej aktorskiej kreacji, wejście w rolę matki czy kucharki, mające również na celu utrwalenie osobistej marki gwarantującej dłuższą żywotność na rynku. To starannie wypielęgnowane obrazki z życia mające zapewnić odbiorcę, jak cienka jest granica pomiędzy nim a jednym procentem. Buduje to fałszywy obraz, ale taki, który da się łatwo sprzedać. Tyle że szczęście i zdrowie autorek nie jest, jak zdają się sugerować, darmowe i nierzadko stanowi wynik wsparcia całego sztabu prawdziwych ekspertów. I choć chciałoby się wierzyć w szczerość chociażby poradnika Bündchen, to trudno zapomnieć, jak kremy z filtrem nazwała trucizną – mimo że sama je reklamowała – a szpitalny poród barbarzyństwem. Ale może do tej pory zdążyła zmienić zdanie. Na to bardziej opłacalne.

Powiązane treści:
Sława się skończy, literatura pozostanie – rozmowa z Jakubem Małeckim

Pisząc o karierze pisarskiej Kuby Małeckiego, zwykle wskazuje się na to, że kiedyś uprawiał fantastykę, ale komercyjny sukces osiągnął dopiero wtedy, gdy przerzucił się na szeroko rozumiany obyczaj. Ale wystarczy tylko jedna, choćby krótka rozmowa z Kubą i od razu staje się jasne, że nie była to cyniczna decyzja, ale szczera potrzeba ducha. I serca. Rozmawialiśmy z autorem tuż przed premierą „Horyzontu”.



więcej
Pokolenie Stephena Kinga

Od wczoraj w kinach można oglądać „To: Rozdział 2”, a już w przyszłym tygodniu premiera najnowszej książki Stephena Kinga, zatytułowanej „Instytut”. To świetny moment, by przyjrzeć się bliżej twórczości Mistrza Grozy. Wychowało się na niej całe pokolenie, a poznawało ją nie tylko z kart książek, lecz także z dużego i małego ekranu. Ekranizacjom Kinga przygląda się Bartosz Czartoryski.



więcej
Komiksy to literatura naszej epoki. Rozmowa z Eddiem Campbellem

Legendarny brytyjski rysownik kojarzony jest przede wszystkim z kultowym dziełem „Prosto z piekła”, powstałym na podstawie scenariusza Alana Moore'a. W rozmowie z Bartkiem Czartoryskim Eddie Campbell opowiada o tym, czym jest dla niego komiks i jak postrzeganie tego medium przez odbiorców ewoluowało przez lata.



więcej

Pokaż wszystkie teksty publicystyczne.
Komentarze
Autor:  Bartek |  wypowiedzi: 25  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 220
Wera2002
07-10-2019 16:37
"#Sexedpl" trafiło w moje ręce w poprzedniej klasie technikum (klasie pierwszej) w czasie zajęć z WDŻ. Książka jest lekka, przeznaczona dla nastolatków i dorosłych, którzy chcą się na dane tematy doedukować.
książek: 40
Ma_dlen
09-10-2019 10:59
Bardzo dobry artykuł.
Te wszystkie słowa "lifestylowy czy coaching etc" doprowadzą nas do zguby. Jeśli celebrytki tak bardzo chcą być "normalne" i bliżej "zwykłych" kobiet, chcą nam mówić jak żyć, gotować, wychowywać dzieci, to niech się z nami zamienią... Z miłą chęcią zamieniłabym 22 dni urlopu rocznego na egzotyczne wakacje, wynajmowane mieszkanie na chatę w Los Angeles i przedszkole na...
Bardzo dobry artykuł.
Te wszystkie słowa "lifestylowy czy coaching etc" doprowadzą nas do zguby. Jeśli celebrytki tak bardzo chcą być "normalne" i bliżej "zwykłych" kobiet, chcą nam mówić jak żyć, gotować, wychowywać dzieci, to niech się z nami zamienią... Z miłą chęcią zamieniłabym 22 dni urlopu rocznego na egzotyczne wakacje, wynajmowane mieszkanie na chatę w Los Angeles i przedszkole na prywatne opiekunki. To nie marudzenie ani użalanie się nad sobą, tylko dlaczego ktoś kto nie wie jak się żyje za średnią wypłatę, z ograniczoną ilością dni wolnych, z trzema miesiącami macierzyńskiego ma nam mówić jak organizować sobie życie?
Najbardziej wkurzające są te wszystkie teksty "myśl pozytywnie i wyjdziesz z depresji", depresja to silna i poważna choroba, a nie zły humor czy gorszy dzień. Jest łatwo mówić o naturalnych kosmetykach, lekach etc. kiedy masz za sobą sztab ludzi dbających o Ciebie i niezliczone możliwości do używania takich produktów. Najlepszych lekarzy i specjalistów. Te wszystkie poradniki, książki lifestylowe to tylko kolejny sposób na wzbogacenie się, wypromowanie i ponowne zaistnienie w medialnym świecie.
pokaż więcej
książek: 188
GruszBook
09-10-2019 13:25
Świetny artykuł, który z tego potoku celebryckiego bełkotu wyłowił pozycje książkowe, których nie trzeba się (aż tak) wstydzić.
Osobiście gardzę wszelkimi poradnikami, w których znane osoby próbują nam wmówić, że żyją tak samo jak my, przecież wystarczy wydać tylko grubą kasę, żeby poczuć się tak samo jak oni.
Jak widzę takie twory książkopodobne, to zawsze się zastanawiam czy lepiej, żeby...
Świetny artykuł, który z tego potoku celebryckiego bełkotu wyłowił pozycje książkowe, których nie trzeba się (aż tak) wstydzić.
Osobiście gardzę wszelkimi poradnikami, w których znane osoby próbują nam wmówić, że żyją tak samo jak my, przecież wystarczy wydać tylko grubą kasę, żeby poczuć się tak samo jak oni.
Jak widzę takie twory książkopodobne, to zawsze się zastanawiam czy lepiej, żeby człowiek czytał takie coś, czy lepiej żeby nie czytał nic.
pokaż więcej
książek: 292
Buchling
09-10-2019 15:42
Do tej pory żyłam w błogiej nieświadomości...
Jakie ilości słońca i gwiazd zdążyłam już pochłonąć...
Przepraszam...
książek: 3360
Vemona
10-10-2019 12:55
Akurat w przypadku Małgorzaty Rozenek-Majdan nie czepiałabym się przesadnie, skoro jej książka jest rozmowami o in-vitro, szczególnie, że obaj jej synowie urodzili się dzięki tej metodzie. Znana twarz na okładce książki o takiej tematyce ma szansę oswoić z problemem tych, którzy mają wątpliwości wynikające z niewiedzy i niezbyt przychylnych treści medialnych.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Psychoza

Jestem pod wrażeniem. Książka nie jest potężnych rozmiarów, stąd jej lektura zajęła mi kilka godzin. To także zasługa wciągającej fabuły. Nie oglądałe...

zgłoś błąd zgłoś błąd