Kultura odgrzewanych kotletów

Marcin Zwierzchowski
03.07.2016

Mówi się, że historia kołem się toczy. Nie tylko ona jednak, bo kultura, ta popularna, w ostatnich latach także w dużej mierze dawała nam głównie stare w nowym opakowaniu. Komuś się to nie podoba? Jego pech – wygląda na to, że niedługo recykling pomysłów, fabuł i bohaterów będzie trendem dominującym.

Oczywistością z gatunku tych najbardziej oczywistych jest miłość przemysłu filmowego do wszelkiej maści kontynuacji, zgodnie ze złotą zasadą producentów: skoro zażarło raz, zażre znowu, i będzie żreć, dopóki nie padnie; dlatego mieliśmy już siedem części „Szybkich i wściekłych” (o jakieś sześć za dużo) czy cztery części „Transformersów” (o cztery za dużo), a James Cameron po sukcesie „Avatara” wziął się za kręcenie od razu kilku kolejnych odsłon (choć na chwilę obecną więcej gada, niż faktycznie kręci).

Inną miłością Fabryki Snów są rzecz jasna remaki, dzięki którym nawet nie trzeba udawać, że wymyśla się coś nowego. Jasne, po jakimś czasie nawet wielkie hity się starzeją i można próbować dotrzeć ze starą opowieścią do młodego pokolenia, najczęściej jednak widzowie raczej zastanawiają się, po co w ogóle remake powstaje, skoro poza ideą „zaróbmy na tym jeszcze raz” twórcom nie przyświecał żaden sensowny pomysł. Przykład? „Planeta małp” Tima Burtona.

Ostatnimi czasy doświadczamy jednak czegoś nowego: swoistego połączenia kontynuacji z remakiem, bo niby opowiada nam się dalsze/nowe losy znanych bohaterów, a jednak schematy fabularne są niemalże identyczne. Wszystko przez to, że do Hollywood dotarło, że nostalgia się sprzedaje. Pamiętacie „Pogromców duchów”? Fajni byli, nie? To macie nową wersje. Pamiętacie „Park Jurajski”? Obejrzyjcie „Jurrasic World”. Skończyły nam się części „Harry’ego Pottera” do ekranizowania? To jeden z pomysłów rozwiniemy do „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”. „Terminator: Genisys” też się pod to łapał. W zeszły piątek w kinie byłem zaś na „Dniu Niepodległości 2: Odrodzeniu”, gdzie obejrzałem wizję alternatywnego roku 2016, dwadzieścia lat po premierze pierwszego filmu, a więc i pierwszego ataku Obcych.

No tak, ktoś powie, ale przecież to obrzydliwe Hollywood, świątynia pieniędzy, więc czego innego się po nich spodziewać? Sęk w tym, że ta „przypadłość” się rozprzestrzenia: na małym ekranie wyczekujemy nowego „Miasteczka Twin Peaks”, powróci „Star Trek”, dostaliśmy już „Asha vs. Martwe Zło” oraz nowe „Z Archiwum X”, w letniej ramówce mignął mi natomiast serial „Uncle Buck” – możecie być pewni, że jeżeli coś było popularne 10, 15, 20 czy 30 lat temu, są spore szanse, że do nas wróci, w tej czy innej postaci.

Co jednak obchodzi to nas, miłośników słowa pisanego? Otóż opisane wyżej postawy twórców nie są zarezerwowane wyłącznie dla przemysłów filmowego i serialowego. I na rynku książek mnożą się przykłady głośnych powrotów do zamkniętych przed laty fabuł, a nawet po prostu powtórnego sprzedawania nam tego, co już kupiliśmy, z małymi zmianami i ewentualnie nowym tytułem. Automatycznie nasuwającymi się przykładami na to ostatnie są Grey E.L. James oraz Życie i śmierć Stephanie Meyer – popularne autorki wzięły swoje bestsellery i przepisały je, w pierwszym przypadku zmieniając perspektywę opowieści (w oryginale widzimy wszystko oczami Anastasii, w „Grey” – Christiana Greya), w drugim zaś płeć bohaterów (Bella stała się Beaufortem, a Edward Edythe), i niewiele więcej, bo dialogi w sumie zostały te same.

Jeszcze więcej dzieje się na polu powrotów po latach. W Polsce niedawno wszyscy ekscytowaliśmy się Sezonem burz, czyli nową fabułą z wiedźminem pióra Andrzeja Sapkowskiego, wydaną szesnaście lat po zamknięciu pięcioksięgu z Geraltem. Stephen King w Doktorze Śnie wrócił do bohaterów ze Lśnienia ponad trzy dekady po pierwszej publikacji, nawet J.K. Rowling, mimo iż oficjalnie nie dopisuje nowych odsłon serii o Potterze, w tym roku wróci do tego świata zarówno w filmie (wspomniane „Fantastyczne zwierzęta…”), jak i w sztuce („Harry Potter and the Cursed Child”), zresztą przez lata dopisywała mniejsze historyjki na potrzeby serwis Pottermore.com.

I komiksu nie omija ten trend – Neil Gaiman po latach przerwy na nowo ożywił swojego Sna z Nieskończonych, który powrócił w komiksie „Sandman: Overture”, z którego dowiedzieliśmy się, jak to się stało, że Władca Krainy Snu w ogóle został uwięziony (od jego uwolnienia się rozpoczyna się „Sandman”).

Przykładów więc nie brakuje, a będzie ich więcej. Co istotne też: trend nie ogranicza się do jednego medium, powoli rozlewając się na wszystkie, nawet te dotychczas raczej odporne na sequelozy czy manię remakeów. Czy jest to coś pozytywnego? Nie, raczej nie. Jest więc to coś złego? Tu też osąd nie może być jednoznaczny, bo taki „Sandman: Overture” jest genialny, „Doktor Sen” i „Sezon burz” co najmniej dobre, a filmowy „Mad Max: Na drodze gniewu” to arcydzieło gatunku. Nawet „Dzień Niepodległości: Odrodzenie”, choć miał mnóstwo wad i w zasadzie jest filmem przeciętnym, oglądałem z przyjemnością, ciesząc się powrotami po latach. Zresztą, i nowe „Gwiezdne wojny” były naprawdę dobre, nie należę więc do grupy tych, którzy są wkurzeni na Disneya za to, że kupił firmę Lucasa i rzucił się na kręcenie kolejnych filmów z serii – super, niech kręcą, oby tylko były warte oglądania.

Bo jak to zwykle bywa, najważniejszy jest umiar (powtórki i powroty są mile widziane, póki nie dominują, zostawiając miejsce dla nowości), ale przede wszystkim liczy się cel, który przyświeca twórcom: czy wracają do starych bohaterów, bo chcą zarobić, czy dlatego, że mają nam coś do opowiedzenia. Sapkowski miał, King miał, George Miller w „Mad Maxie” miał, wierzę też w Rowling, bo przecież komu jak komu, ale jej więcej pieniędzy nie trzeba, pisze też inne rzeczy, także nie wraca do Pottera, bo coś ją zmusza.

Zjawiska odgrzewania starych kotletów i grania na naszej nostalgii nie oceniam negatywnie: to przyjemne po latach znowu spotkać bohaterów, których się pokochało, odwiedzić świat, w którym niegdyś przeżywaliśmy wspaniałe przygody. Pomyślcie: gdyby ktoś napisał/nakręcił nową opowieść ze Śródziemia, taką bardzo dobrą, nie na poziomie filmowego „Hobbita”, to oburzalibyście się na świętokradców, czy cieszyli z tego, że to wspaniałe miejsce znowu staje dla Was otworem? Ja wyczekiwałbym takiego filmu jak Gwiazdki. Tak jak wyczekuję kolejnych „Gwiezdnych wojen” i nowego „Mad Maxa”, tak jak chciałbym, aby Andrzej Sapkowski znowu pisał o wiedźminach, chociaż niekoniecznie o Geralcie, bo jego historię już znamy.

Niektóre postacie i światy warte są tego, by mogły powracać po latach i oferować nam nowego przygody.

Reklama

komentarze [54]

Sortuj:
390
5
07.05.2017 23:11

Najgorsza dla mnie była kontynuacja Trylogii Czarnego Maga, czyli Trylogia Zdrajcy. Koszmar. Płaskie nowe postaci, karykatury starych, niezakończone wątki z poprzedniej serii dalej pozostały zagadką, a nowy/stary świat był nudny. Autorka chciała odciąć się od oskarżeń, że odgrzewa kotleta i skupiła się na świeżych wątkach, jednak tak bardzo, że nie czuło się połączenia obu...

więcej

7151
373
08.07.2016 00:22

Dla mnie całkowicie bezsensowne i słabe były poniższe "kontynuacje" napisane przez innych autorów:
 Co nas nie zabije Co nas nie zabije
(kontynuacja "Millennium" Larssona; moim zdaniem nie ma nawet połowy tej świeżości, napięcia i potencjału intelektualnego).

 Inicjały zbrodni. Agatha Christie

więcej

1373
17
08.07.2016 23:17

1. Dla mnie rozczarowaniem były już druga i trzecia książka Larssona. Nie były złe, ale zupełnie nie ten poziom, co pierwsza. Najpierw był solidny kryminał z niezbyt łatwym do odgadnięcia rozwiązaniem i dalej spodziewałam się czegoś podobnego. Niestety, dostałam przeciętną fabułę sensacyjną bez jakichkolwiek zagadek czy nieoczekiwanych zwrotów akcji :(
Podróbki nie...

więcej

418
41
02.02.2018 15:28

Zgadzam się w zupełności z dłużyznami w „Inicjałach zbrodni” i brakiem napięcia w końcowych partiach tejże powieści; więcej, pod tą kwestią w Twojej recenzji podpisuję się wręcz obiema rękoma, ponieważ konieczność robienia przerw podczas przedzierania się przez ponad 50 stron finałowego ględzenia, mającego objaśnić całą intrygę, dokładnie pokrywa się z moimi końcowymi...

więcej

335
69
05.07.2016 20:03

No ilez mozna wymyslaci i wymslac.ludzkosc ma swoje ograniczenia.W koncu dochodzimy do momentu kiedy wszystkie historie zostana opowiedzane.


Reklama
237
77
05.07.2016 15:43

Jeżeli chodzi o przemysł filmowy, to w mojej ocenie kino skończyło się wraz z końcem XXw. Dzisiaj, żeby obejrzeć dobry film, trzeba przesiać z co najmniej dziesięciu pozycji. Sequele, prequele i wszechobecna marvelizacja są obecne z powodu braku nowych idei przy jednoczesnym parciu na kasę. Jeżeli zdarza się coś dobrego - to najczęściej na motywach jakiejś powieści.
...

więcej

985
131
05.07.2016 13:26

Kilka "wpadzioch", które zapowiadane były przez marektingowców jako świetna kontynuacja/nawiązanie/sequel/prequel (niepotrzebne skreślić):


* O. S. Card i jego, można by spokojnie zaryzykować określenie, universum Endera.
- Cykl: Saga Cienia - generalnie wszystko do kitu
- Cykl: Pierwsza wojna z Formidami - w miarę udane "W przededniu" reszta porażka
- Cykl: Saga Endera...

więcej

985
131
05.07.2016 15:32

Jeszcze dorzucam, bo sobie przypomniałem

* Kontynuacja Szwejka Karola Vańka.
Cóż, od razu widać (na zasadzie kontrastu) jak lekkim piórem dysponował Haśek. Vaniek to już toporne rzemiosło. Może się podobać ale do pierwowzoru to temu daleko.

Kolejny przykład, który mi się przypomniał (proszę o wybaczenie ale to może tak skapywać kropelka po kropelce przez kilka dni)

*...

więcej

418
41
07.07.2016 00:25

A ja dorzucę części cyklu "Rama", w których wkład Arthura Clarke'a kurczy się coraz bardziej i ustępuje sensacyjno-telenowelowemu odbiciu ziemskiej rzeczywistości, zaserwowanemu przez Gentry'ego Lee. Dwie pierwsze, pióra samego Clarke'a, warto przeczytać, trzecią - napisaną we współpracy - już tylko można, reszta zaś to już tylko odgrzewany i do tego nieświeży kotlet, na...

więcej

1650
43
11.05.2017 23:34

Ja z zasady nie czytam kontynuacji pisanych przez innych autorów niż oryginalny cykl. To pójście na łatwiznę, zwłaszcza przy fantastyce, gdzie ktoś inny odwalił robotę z wykreowaniem całego świata. Chcesz być pisarzem to miej swój własny pomysł.

Co do powrotów pisarzy do stworzonych przez nich samych postaci czy światów to zazwyczaj jednak mnie to cieszy. Owszem, zdarzają...

więcej

0
1505
konto usunięte
04.07.2016 13:06

Użytkownik wypowiedzi usunął konto


880
365
03.07.2016 22:53

Bardzo fajny artykuł, tylko ma parę literówek i Panie Autorze, nie wiem co Pan widzi w Mad Maxie!


849
42
05.07.2016 10:06

Ja tam widzę niezły film akcji, na którym bawiłem się lepiej niż na wcześniejszym "Mad Max pod kopułą gromu".


373
86
03.07.2016 20:44

Skoro jest na to popyt to tak długo będą odgrzewać te kotlety,aż zostanie z nich spalony wiór i posmak popiołu w ustach.


179
156
03.07.2016 17:40

Ciekawy artykuł, podobny czytałam gdzie indziej, choć bardziej był skupiony na fantastyce i w komentarzach ludzie potwierdzali przedstawione fakty. Pewnie tak jest, ale ja tego fenomenu aż tak nie widzę, ponieważ wszystkich książek z gatunków które mnie interesują nie czytam i to samo tyczy się filmów i seriali.


4818
467
03.07.2016 15:45

Pod ten temat łapią się, choćby częściowo przeróbki dzieł sprzed wielu, wielu lat - "Przedwiośnie żywych trupów", "Faraon wampirów"... Po co to komu?


616
0
03.07.2016 16:26

Jak to po co? Na fali szału na żywe trupy można bez większego wysiłku własnego zdobyć dużo biletów płatniczych Narodowego Banku Polskiego. ;)


307
42
03.07.2016 23:59

Ostatnio obejrzałam film "Duma, uprzedzenie i zombie"... Nic dodać nic ująć, można się tylko za głowę złapać.


418
41
04.07.2016 11:50

Patrząc na tytuły, byłem pewien, że to tylko żart, a tymczasem te książki naprawdę istnieją. Już sam opis od wydawcy pierwszej z nich – „A co najgorsze, dokucza mu straszliwy głód, który może zaspokoić tylko potrawka z ludzkich mózgów. Czy Cezaremu uda się najeść do syta?” – sprawia, że nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać.


1039
397
05.07.2016 08:56

Pastisz, groteska... to już zależy od podejścia i talentu autora. Nie zawsze musi wyjść z tego skok na kasę ;-)


418
41
05.07.2016 10:37

@ Beremis:
Udany pastisz czy nawet skok na kasę to jedno, ale tutaj jest przede wszystkim podpinanie się z własną tandetą pod cudzą twórczość i klasykę literatury. Innymi słowy, pisarska mortadela i – nomen omen – mielonka, sprzedawana w opakowaniu po wysokogatunkowej wędlinie.


4818
467
05.07.2016 21:12

@Rubikon, co do mortadeli, to ta prawdziwa, zwłaszcza z dodatkami w postaci np. pistacji potrafi być bardzo smaczna, no i bardzo droga ;)


1039
397
06.07.2016 12:24

Jak "klasyka" to nie można ruszyć, tylko na ołtarzyku wystawiać? Bez przesady.

Faraon wampirów - ech, aż przez ten wątek mam coraz większą ochotę przeczytać.
:-P


418
41
06.07.2016 13:47

Zgadza się, bez, bo tutaj chodzi przecież o to, żeby samemu stworzyć coś swojego i wartościowego, zamiast się podczepić pod beletrystykę.

O wampirach zaś można przeczytać "Nekroskop 3" Lumleya. Dziś nie wiem, czy bym to szczególnie polecał, ale ta powieść przynajmniej nie udaje niczego więcej, niż faktycznie jest - połączeniem fantastyki, sensacji i horroru.


1039
397
06.07.2016 23:09

Może po prostu źle na to patrzę, bo wcześniej wymienionych tytułów jeszcze nie przeczytałem, a patrzę na to przez pryzmat filmów, gdzie często kręcone są mniej lub bardziej śmieszne komedyjki, które bawią się tymi najbardziej znanymi klasykami.
I często trafia się tam na gnioty, ale od czasu do czasu pokarzą się perełki. Zakładam, że przy książkach jest podobnie.


zgłoś błąd