rozwińzwiń

Dziewczynka z listy Schindlera: oczami dziecka

Okładka książki Dziewczynka z listy Schindlera: oczami dziecka autora Stella Müller-Madej, 8372711062
Okładka książki Dziewczynka z listy Schindlera: oczami dziecka
Stella Müller-Madej Wydawnictwo: NAP biografia, autobiografia, pamiętnik
249 str. 4 godz. 9 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2001-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2001-01-01
Liczba stron:
249
Czas czytania
4 godz. 9 min.
Język:
polski
ISBN:
8372711062
Średnia ocen

7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dziewczynka z listy Schindlera: oczami dziecka w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dziewczynka z listy Schindlera: oczami dziecka

Średnia ocen
7,9 / 10
94 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Dziewczynka z listy Schindlera: oczami dziecka

avatar
837
453

Na półkach: ,

Krakowskie getto, obóz w Płaszowie, obóz w Oświęcimiu...i postać słynnego Oskara Schindlera, dobrego Niemca, wybawcy wielu. To właśnie dzięki niemu możemy przeczytać wspomnienia Stelli Müller-Madej, której losy nie wiadomo jakby się potoczyły, gdyby nie jego pomoc.
Autorka nie miała jeszcze dziesięciu lat, gdy musiała zderzyć się z okrucieństwem wojny.
Jej dziecięca wyobraźnia tworzyła wizje zabawy w wojnę, której z dozą ekscytacji nie mogła się doczekać. Dopiero później dotarło do niej czym ona jest, i że niewiele ma wspólnego z radosnym, niewinnym ubawem.
Niebawem musiała dorosnąć szybciej i z czego nie zdawała sobie sprawy, a co zostało jej dobitnie uświadomione - zauważyć różnice między Żydami, a resztą społeczeństwa.
Piękna, wstrząsająca i zarazem wzruszająca książka. Arcyważna. Dołączyła do czołówki tych, które już zostały przeze mnie odstawione na półkę i nawet gdy już nie zdarzy mi się do nich wrócić, w pamięci zostaną na zawsze.

"Świat o nas zapomniał, wyrzekł się nas, znikąd najmniejszej pomocy, żadnego zainteresowania".
Dobrze, że chociaż po tylu latach, dzięki m.in. tej relacji, ludzie mogą dowiedzieć się i co za tym idzie zainteresować przeszłymi, tak okrutnymi wydarzeniami. Wpuszczając je do swojego umysłu chociaż raz, nie da się ich wymazać z pamięci już nigdy...
Ale żeby nie było tak idealnie...
zawiódł korektor.
Błędy np. zamiast albo - ablo, terem zamiast teren, ie oznaczające nie, Itp. W żadnej książce nie wypada, a już tym bardziej dotyczącej Holocaustu. Trąca niepowagą.
Druga sprawa - książka jest już niedostępna od dawna w sprzedaży. A powinna być zdecydowanie! wznawiana.
Póki co jako unikat można nabyć ją w antykwariacie +200zl, lub ciut taniej +100 używana na allegro.
Szkoda, że taki chłam, który jest jedynie fantazją, na dodatek nudną i mijającą się z prawdą i celem np."Niusia z listy Schindlera", która jest momentami splagiatowana, a większa część to wymysl, jest wpychany na siłę do księgarń, a prawdziwe perełki zostają wypchnięte, unieważnione. To wielka niesprawiedliwość wobec osób, które przeszły przez piekło, jak i czytelników, którzy są oszukiwani.

Krakowskie getto, obóz w Płaszowie, obóz w Oświęcimiu...i postać słynnego Oskara Schindlera, dobrego Niemca, wybawcy wielu. To właśnie dzięki niemu możemy przeczytać wspomnienia Stelli Müller-Madej, której losy nie wiadomo jakby się potoczyły, gdyby nie jego pomoc.
Autorka nie miała jeszcze dziesięciu lat, gdy musiała zderzyć się z okrucieństwem wojny.
Jej dziecięca...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1259
369

Na półkach: ,

Z całą pewnością książka zasługuje na 10 gwiazdek. Pierwsza część jest wstrząsająca (jak wszystkie książki z tego okresu),ale dopiero druga część pokazuje,że te przeżycie zniszczyły życie Stelli. To, że nie chciała mieć dzieci, że nie potrafiła długo ułożyć sobie relacji z mężczyznami, "uzależnienie" od rodziców i to, że nie potrafiła się cieszyć się życiem są niewątpliwie wynikiem jej wojennych przeżyć.

Z całą pewnością książka zasługuje na 10 gwiazdek. Pierwsza część jest wstrząsająca (jak wszystkie książki z tego okresu),ale dopiero druga część pokazuje,że te przeżycie zniszczyły życie Stelli. To, że nie chciała mieć dzieci, że nie potrafiła długo ułożyć sobie relacji z mężczyznami, "uzależnienie" od rodziców i to, że nie potrafiła się cieszyć się życiem są niewątpliwie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
16713
3165

Na półkach: , , , ,

"Wszyscy będziemy musieli zaczynać życie od nowa, a ty bardziej.
-Czemu bardziej?
-My, dorośli, już byliśmy jakoś ukształtowani, ty rosłaś w piekle, a teraz będziesz się uczyła życia."

Lata temu zrobiły na mnie wrażenie dwie książki o Holokauście z punktu widzenia zwyczajnych ludzi, czyli "Pianista" i "Lista Schindlera". Potem zapoznałam się z wspomnieniami Krystyny Chilger, czyli "Dziewczynki w zielonym sweterku". Jednak to opis niedoli wojennej przedstawiony przez Stellę Muller zrobił na mnie wstrząsające wrażenie. Przede wszystkim, w odróżnieniu do Krysi, Stella była już właściwie podlotkiem, a jej inteligencja pozwalała na bezkompromisowe rozliczenie się z traumatycznymi przeżyciami. Wyrósłszy z wieku dziecięcego, mogła z łatwością dostrzec więcej niuansów i dylematów mniejszości żydowskiej w przededniu wojny, zwracała też uwagę na antyżydowskie zachowanie wielu Polaków, choć sama się za Polkę uznawała. Dramat jej rodziny polegał na dualizmie, matka miała "aryjski" wygląd, była wykształconą blondynką z dobrego domu, tak jak jej syn Adaś, ale mąż i córka niestety uosabiali typowe żydowskie cechy, mieli ciemne włosy, ostre rysy twarzy, no i semickie nosy.
jak wynika z przedmowy, pisarka postawiła sobie niełatwe zadanie. Musiała w przekonujący sposób odtworzyć tok rozumowania małej dziewczynki, jedenasto- lub czternastolatki, jej nieustanną ciekawość, dlaczego tak się dzieje, dla czego ludzie dopuszczają się aktów przemocy, w czym leży wina narodu żydowskiego. Pochodziła przecież z zasymilowanej rodziny, a nie z żydowskiej ortodoksyjnej biedoty.
Akcja zaczyna się w momencie utworzenia getta w Krakowie. Rodzina Mullerów jest zmuszona opuścić swoje mieszkanie, w zamian dostają lokal w obrębie getta. Dziewczynka zaprzyjaźnia się z Bubim, który kiepsko mówi po polsku. Ojciec pracuje w organach porządkowych, zbiera na co dzień trupy, w których rozpoznaje a to znajomych, a to wujka lub ciotkę. Książka opisuje codzienność życia w getcie, okrucieństwo i butę oraz pogardę nazistów w stosunku do żydów i Polaków. Stella nie czuje się żydówką, spaceruje po ulicy jedząc chleb, a jest to zabronione ze względu na święto żydowskie, więc przechodnie obrzucają ją wyzwiskami "szabes goj". O wiele bardzie cieszy się z Bożego Narodzenia i śpiewa kolędy. Na marginesie wywózek, likwidacji, tortur referuje też jasne chwile, jak np. swoje 12 urodziny. Gdy likwidowany jest kinderheim, na oczach ludzi giną małe żydowskie dzieci, ale nikogo to nie obchodzi. Przeraża zobojętnienie, poczucie beznadziei i jakiś fatalizm, największym wrogiem żydowskiej społeczności jest akceptacja tego, co z nimi robią Niemcy, jakieś fatalistyczne pogodzenie się z losem. Stellę wszyscy napominają, by nie zachowywała się jak dziecko, którym przecież jest, że musi dorosnąć by przeżyć. Ludzie przyzwyczajają się do cierpienia innych, czytelnika uderza postępujące zezwięrzęcenie ludzi. Nawet tata Stelli na wieść o śmierci ojca napomyka, że dobrze że umarł w domu a nie na ulicy bo byłoby trudniej go przetransportować.
Rodzina trafia do obozu, Stella skrupulatnie przedstawia obozową codzienność, głodowe racje żywnościowe, problemy zdrowotne i niekończące się apele. Co dzień to samo, selekcja, wieszanie ludzi, egzekucje za próbę ucieczki, akcje odwetowe kapo i potworne warunki sanitarne. Najgorsze, że wstyd został dawno wypleniony, jak i odruchy serca oraz uczucia wyższe. Powieść dokumentuje losy jednostek zepchniętych do wykonywania funkcji biologicznych, do kierowania się instynktem przetrwania. Wybawieniem staje się przydział do fabryki porcelany O. Schindlera, ponad 1600 osób może liczyć na godziwe warunki, nie ma kominów, krematoryjnych pieców. Tam właśnie rodzina doczekuje wyzwolenia, a Stella zachowuje w pamięci obraz Schindlera jako normalnego, dbającego o pracowników mężczyzny, który przebiegle postępował z nazistowską władzą.

"Wszyscy będziemy musieli zaczynać życie od nowa, a ty bardziej.
-Czemu bardziej?
-My, dorośli, już byliśmy jakoś ukształtowani, ty rosłaś w piekle, a teraz będziesz się uczyła życia."

Lata temu zrobiły na mnie wrażenie dwie książki o Holokauście z punktu widzenia zwyczajnych ludzi, czyli "Pianista" i "Lista Schindlera". Potem zapoznałam się z wspomnieniami Krystyny...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

459 użytkowników ma tytuł Dziewczynka z listy Schindlera: oczami dziecka na półkach głównych
  • 317
  • 137
  • 5
50 użytkowników ma tytuł Dziewczynka z listy Schindlera: oczami dziecka na półkach dodatkowych
  • 20
  • 8
  • 6
  • 5
  • 4
  • 4
  • 3

Tagi i tematy do książki Dziewczynka z listy Schindlera: oczami dziecka

Inne książki autora

Stella Müller-Madej
Stella Müller-Madej
Ocalona z Holocaustu przez Oskara Schindlera zapisała wojenne wspomnienia w książce "Oczami dziecka". Jest także autorką książki o swoich powojennych losach. Mieszkanka krakowskiego getta w okupowanej Polsce. W 1944 roku trafiła do Auschwitz. Została wpisana wraz z rodziną na listę Schindlera i wraz z innymi więźniami z listy wysłana do fabryki Brunnlitz na Morawach gdzie doczekała wyzwolenia.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Nadzieja umiera ostatnia. Wyprawa w przeszłość Halina Birenbaum
Nadzieja umiera ostatnia. Wyprawa w przeszłość
Halina Birenbaum
W zasadzie takim książkom nie powinno wystawiać się ocen, bo niby jaką miarą ocenić ludzkie cierpienie . Zwłaszcza gdy chodzi o cierpienie dziecka. Moja ocena jest zatem bardziej oceną literackiej formy tej książki. Co do treści. Ja tę książkę czytałam ze ściśniętym gardłem i w wielu miejscach z ogromnym wzruszeniem. To bardzo bolesna lektura. Książka została napisana w latach 1964 -1965 przez dorosłą już kobietę, ale zawiera wspomnienia autorki z okresu jej dzieciństwa przypadającego na lata 1939 - 1945. Jej wspomnienia rozpoczynają się bowiem w momencie wybuchu wojny , gdy autorka ma 10 lat a kończą gdy autorka ma 15 lat. Autorka opowiada nam swoją wojenną historię poczynając od wybuchu wojny, poprzez rzeczywistość getta warszawskiego, a następnie kolejnych obozów , w których przebywała po upadku powstania w getcie warszawskim tj. na Majdanku, w Auschwitz, Ravensbruck i wyzwolenie w obozie Neustadt - Glewe. Ogrom cierpień autorki , która w tym czasie była przecież tylko dzieckiem, przerósłby niejednego dorosłego. Ja nie będę tu opowiadać tej historii, dość że powiem , że autorka utraciła praktycznie wszystkich najbliższych. Z jej bliskich przeżył bowiem tylko jeden z jej braci, Marek. Samo zaś przetrwanie Haliny Birenbaum była to w istocie rzeczy, tylko i aż , wypadkowa szczęścia, przypadku , nadziei, odruchów człowieczeństwa przypadkowo spotkanych ludzi, nadludzkiej woli życia autorki , a czasem wręcz kaprysu niemieckiego oprawcy. Dodam, że do książki załączono krótkie wspomnienia autorki z jej pobytu w Polsce po 40 latach od zakończenia wojny, kiedy to w roku 1986 udała się z Izraela do Polski by odwiedzić Majdanek, Auschwitz i Treblinkę .Nie muszę chyba dodawać, że książkę polecam. Z tym, że ostrzegam to nie jest lektura dla ludzi , którzy powinni unikać silnych wzruszeń. Tę pozycję czyta się bowiem z ogromnym bólem.
Marzena - awatar Marzena
oceniła na92 lata temu
Bunt w Sobiborze. Opowieść o przetrwaniu w Polsce okupowanej przez Niemców Philip Bialowitz
Bunt w Sobiborze. Opowieść o przetrwaniu w Polsce okupowanej przez Niemców
Philip Bialowitz Joseph Bialowitz
„Jeśli komuś uda się przeżyć i uciec, niech pamięta, że ma obowiązek być świadkiem i głosić światu o tym miejscu i o tym, co tutaj widział.” Te słowa usłyszał 14 października 1943 roku siedemnastoletni Fiszel Białowicz (obecnie Philip Bialowitz) w obozie koncentracyjnym Sobibór od przywódców buntu więźniów – rosyjskiego żołnierza Saszy Peczerskiego i syna rabina z Żółkiewki Leona Feldhendlera. Ucieczka przez nich zorganizowana była pod wieloma względami nietypowa. Przede wszystkim była jedynym i udanym buntem większości więźniów w niemieckim obozie koncentracyjnym. Łączyła siły Rosjan i polskich Żydów, z których ci pierwsi wnieśli umiejętności wojskowe, a ci drudzy bardzo dobre rozeznanie w topografii i funkcjonowaniu obozu. Dawała także możliwość opuszczenia obozu i szansę uwolnienia wszystkim więźniom. Organizatorzy nie chcieli, by w odwecie Niemcy zamordowali tych, którzy zostali, co zawsze miało miejsce w przypadku ucieczki niewielkiej grupy. Obalała również mit o biernym poddawaniu się nazistom, zadając temu kłam.1 Autor wspomnień dotrzymał słowa. Z pomocą syna, Josepha, spisał wspomnienia zaczynające się tuż przed wybuchem II wojny światowej w rodzinnej Izbicy Lubelskiej, a kończące się w 1945 roku. Nadał im osobisty charakter w pierwszej osobie czasu rzeczywistego widzianego oczami dorastającego chłopca, który w czasie rozpoczęcia narastającej fali nienawiści wobec Żydów tuż przed 1 września 1939 roku miał 13 lat, a przed sobą 6 lat życia szczutego, poniżanego, zastraszanego, więzionego, upodlonego człowieka w sztafecie życia i śmierci. Widział lub przeżył śmierć ojca, matki, trzech sióstr i ich dzieci, przyjaciół i trzech ukochanych dziewcząt, w tym jednej narzeczonej (wszyscy zamordowani przez Niemców),za każdym razem przypominając sobie przez nieustanne powtarzanie, dlaczego musi i chce żyć. Kilkakrotnie cudem uciekał śmierci, unikając kul plutonu egzekucyjnego nad dołem, wygrzebując się spod zwału zamordowanych, uciekając z transportu lub łapanki, wychodząc z szeregu idących do gazu, ocalając z selekcji, biegnąc przez pole minowe śladami ginących przed nim, unikając skutków donosów szmalcowników i morderstw polskich antysemitów. Przyglądając się tej przerażającej roszadzie nieszczęść i cudów przypadających na jednego nastolatka, musiałam przyznać mu rację – nic nie zależało od człowieka. Przeżycie było tylko i wyłącznie kwestią szczęścia. Człowiek mógł tylko w oczekiwaniu na wyrok walczyć o odporność psychiki, by tak, jak wielu znajomych chłopca, nie popaść w depresję lub nie popełnić samobójstwa. Bohater wspomnień wskazywał na trzy wartości, które w utrzymaniu tej niezłomnej postawy mu pomogły – brat, który wielokrotnie ratował mu życie, wiara w dobro, pomimo zalewu zła wokół i chęć życia zdecydowanie wyrażana w chwilach trudnych, skrajnych, tragicznych i beznadziejnych – „Jestem jeszcze młody. Chcę żyć. Całym sercem pragnę żyć.” Jego wspomnienia mają również wymiar ponadczasowy. Obecnie wręcz pożądany. To człowiek, który przestrzega przed skutkami nienawiści, ponieważ był ich ofiarą. Dokładnie opisał proces jej narastania i efektów, które zakończyły się masowym ludobójstwem. Mówi wprost – zobaczcie do czego dochodzi, kiedy człowiek nienawidzi drugiego człowieka z różnych powodów: koloru skóry, religii, światopoglądu, narodowości, przekonań politycznych czy rasy. Nawet koloru kurtki, z powodu którego ostatnio został pobity znany i ceniony przeze mnie aktor Krzysztof Pieczyński. Pozostaje mi tylko powtórzyć jego słowa usłyszane w wywiadzie, kierowane do agresora – Kto ciebie tak ustawił, że ty tak nienawidzisz człowieka? Jak to możliwe, że pomimo tylu świadków okrutnych czasów i ich licznych przekazów, historia zaczyna się powtarzać. Może rację ma Martin Luter King, który twierdził – „Mam poczucie, że ludzie złej woli działają bardziej efektywnie niż ludzie dobrej woli”. To od takich „drobnych” incydentów, zaczyna się właśnie ludobójstwo, a największym jego wsparciem są bierność, zaniechanie i przyzwolenie innych,które zabijają tak samo, jak karabin. Historia pokazuje, że takich postaw w społeczeństwie była zawsze większość. Dokładnie to przekazuje w swoich wspomnieniach Joszele. Warto posłuchać tych, którzy już to przeżyli i boleśnie doświadczyli. To dlatego na motto tych wspomnień wybrano słowa Milana Kundery - "Walka ludzi z przemocą to walka pamięci z zapominaniem". Nie chcę być bierna, więc walczę, przypominając. http://naostrzuksiazki.pl/
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na86 lat temu
Wojna Klary Clara Kramer
Wojna Klary
Clara Kramer Stephen Glantz
W tej książce wszystko idzie nieco pod prąd typowej literatury pisanej przez "ocaleńców" z Holokaustu. Grupę Żydów w Żółkwi pod Lwowem przechowuje bowiem w piwnicy swego domu obywatel II RP pochodzenia niemieckiego. W czasie wojny pan Beck został volksdeutschem, co pozwolił o mu udzielić schronienia w sytuacji braku podejrzeń ze strony Niemców. Ale z drugiej strony do jego domu dokwaterowano Niemców, którzy wieczorami wracali z mordowania Żydów. A ich "bohaterskie" relacje z tego, opijane alkoholem, słyszą świetnie ukryci w piwnicy. Każdy własny odgłos może ich zdradzić. Słyszą zaś m.in. ze Niemcy pytają podczas popijaw Becka, czy przypadkiem nie chowa u siebie Żydów.... A sami ukrywani nie tworzą bynajmniej żadnej jedności. Jest wśród nich antypatyczna para bogaczy, których stać - początkowo - na kupowanie pieczonych kurczaków, którymi.... oczywiście nie dzielą się z towarzyszami niedoli. Dochodzi też do nieporozumień i na innym tle. Raz wynosząc z piwnicy kubeł z nieczystościami w nocy ojciec Klary spotka pijanego Niemca-domownika z góry... A jakby było tego mało, pewnym razem w domu Becków wybucha pożar, który.... ale to już trzeba doczytać! Wspaniała, przerażająca, a zarazem optymistyczna relacja z "czasów pogardy", świetnie spisana przez kilkunastoletnią wtedy Klarę... Must read literatury Holokaustu (zamiast tego "popowego" śmiecia wypełniającego księgarnie)
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na74 lata temu
Moje skradzione życie Renée Villancher
Moje skradzione życie
Renée Villancher
Często się słyszy, że do Rosji (a kiedyś tym bardziej do Związku Radzieckiego) łatwo jest wjechać, ale trudniej stamtąd wyjechać. Bohaterka tego reportażu utknęła tam na ... 57 lat i dopiero po takim czasie mogła ponownie postawić nogę na ojczystej, francuskiej ziemi. Wydaje się to nieprawdopodobne, a przecież w tamtych czasach nie był to wcale odosobniony przypadek, o czym świadczy fakt, iż dziennikarze z Francji poszukiwali takich osób po całym terenie Rosji. Pomimo iż książka objętościowo niewielka, to zawiera tragiczną, trudną do ogarnięcia rozumem historię życia francuskiej kobiety – Rene Villancher. Francuska dziewczyna, mając 19 lat poznaje rosyjskiego żołnierza i zachodzi z nim w ciążę, czym nie jest specjalnie zachwycony. Jednak tuż po II wojnie światowej, Rene wyjeżdża z nim, swoją matką i dwutygodniową córeczką do Związku Radzieckiego mając nadzieję na szczęśliwe życie. Na miejscu okazuje się, że Iwan ma już żonę, która odnosi się do Rene bardzo wrogo. Wszyscy mieszkają „na kupie” w małym pomieszczeniu, śpią na podłodze, jedzą z jednej, wspólnej dla wszystkich miski. Kobieta nie może przywyknąć do takich warunków życia i stwierdza, że: „ Mój Boże, to już musi być piekło. Żyję tu, w tej osadzie pośród bydła! To nie są istoty ludzkie; to jest bydło.” Sytuacji nie ułatwia fakt, że mąż Iwan okazuje się sadystą i pijakiem. Jednak rodzi mu kolejne dzieci, podejmuje pracę w kołchozie, bo w ZSRR panuje zasada, że kto nie pracuje ten nie je. Gdy zapada żelazna kurtyna, ,kobieta traci możliwość wyjazdu do ojczystej Francji, chociaż podejmowała rozpaczliwe próby wyrwania się z sowieckiej ziemi i powrotu do Francji, ale szybko je udaremniono. Po jakimś czasie wychodzi drugi raz za mąż i przeprowadza się ze znienawidzonego Morozowa do Sołncewa, gdzie od władz otrzymuje parterowy domek i znajduje lepiej płatną pracę. Rodzi kolejne dzieci. Końcówka książki niezwykle wzruszająca. Dobrzy ludzie z Francji, dowiedziawszy się o losie rodaczki, organizują specjalny komitet na rzecz zebrania pieniędzy dla Rene, aby umożliwić jej u schyłku życia (miała wówczas 76 lat) podróż do ojczyzny i rodzinnej miejscowości. Niezwykła opowieść, bardzo emocjonalna. Plus za to, że w książce nie ma taniego sentymentalizmu. Wszystko jest opisane „na chłodno”, a mimo to, w wielu momentach łzy same cisną się do oczu. Ciężko uwierzyć, że ta historia wydarzyło się naprawdę. Jak widać – życie potrafi pisać niesamowite scenariusze...
Agafitness - awatar Agafitness
ocenił na73 miesiące temu
Utracone dzieciństwo Yehuda Nir
Utracone dzieciństwo
Yehuda Nir
W takich wojennych historiach jak ta zawarta w tej książce szukam zawsze odpowiedzi na jedno pytanie – Jak udało się bohaterowi wspomnień przeżyć nazistowskie piekło Holokaustu? I chyba nie ja jedna poszukuję odpowiedzi na to lub podobne mu pytania, skoro przetłumaczono ją na 10 języków, Gottfried Wagner napisał na jej podstawie operę, w USA doczekała się pięciu wydań, a ja czytałam trzecie już z kolei wydanie polskie. Moje oczekiwanie na odpowiedź w tym przypadku było dodatkowo spotęgowane wiekiem opowiadającego. Było nim… dziecko. Chłopiec miał 9 lat, kiedy wybuchła wojna. Mieszkał we Lwowie i był synem kochających go rodziców. Zamożnych Żydów. I ten ostatni fakt miał największe znaczenie w skomplikowaniu jego wojennych losów. Musiał uciekać i ukrywać się nie tylko przed Niemcami, ale i przed Polakami. Podczas czytania jego wspomnień zaczynających się od inwazji najpierw niemieckiej, a potem rosyjskiej na Polskę, śmierci ojca rozstrzelanego przez Rosjan, ucieczkę ze Lwowa do podkrakowskiego uzdrowiska Swoszowice, z którego z kolei uciekł do Warszawy, by przejść przez obóz dla ewakuowanej ludności po Powstaniu Warszawskim i ostatecznie znaleźć się w niemieckim gospodarstwie w Herzbergu pod Berlinem w roli przymusowego robotnika, uważnie wyszukiwałam tych jego cech, które pozwoliły mu przeżyć. A nie było łatwo. Na każdym etapie tej wędrówki, każdego dnia towarzyszyło mu wysokie ryzyko rozpoznania w nim Żyda, stałe zagrożenie zdemaskowania ze strony Niemców i denuncjacji przez Polaków, ciągły lęk przed zdradzeniem się gestem lub niewiedzą i strach przed utratą własnego życia i jego bliskich. Musiał się ukryć, wtopić w polskie tło, udawać innego człowieka i w zależności od sytuacji być Polakiem lub Niemcem. Wszystkie chwyty uważał za dozwolone, by ukryć swoją przeszłość i prawdziwą tożsamość, a w konsekwencji, by przeżyć. Zmienił więc imię i nazwisko na polsko brzmiące Julian Heybowicz, posługiwał się fałszywym dokumentem tożsamości, nosił przy sobie zdjęcie komunijne, nauczył się katolickich modlitw po polsku, przyjął świat takim, jakim obdarzyli go dorośli i zaczął grać w ich brutalną grę, w której stawką było życie. Pomogła mu w tym dziecięca zdolność przystosowywania się, przemiana niewinnego zaufania w cynizm, zdolność szybkiej oceny otaczających go warunków i pogodzenie się z faktem ich absurdalności, nieobliczalności i wysokiego stopnia niebezpieczeństwa oraz silne więzi rodzinne z towarzyszącą mu matką i starszą siostrą Lalą, z którymi tworzył, jak sam to nazywał, triumwirat, "zwarty, współzależny monolit – trójkąt w symbiozie. Nasz ratunek oparty był na jedności – wspólnocie fizycznego trwania i psychicznych cierpień". Każde z nich miało wyznaczone role przez predyspozycje i zdolności. "Siła Lali tkwiła w jej inteligencji i kuszącej urodzie oraz młodym wieku, wdzięku i dowcipie. […] Atutem matki był jej aryjski wygląd: niemal blond włosy, niebieskie oczy i jasna cera, a nadto wewnętrzne opanowanie i zdrowy rozsądek". Zaletami bohatera były jego wiek, inteligencja, zdolność szybkiego uczenia się i zdrowy rozsądek oparty o zwierzęcy instynkt i szybką reakcję. Cechy, które nie raz i nie dwa ratowały mu życie z łapanki na warszawskiej ulicy, spod obozowego prysznica, gdzie widok obrzezanego penisa był wyrokiem śmierci, przed skutkiem donosu wynikającego z jego fatalnej pomyłki na temat polskich świąt czy przed denuncjacją polskich sąsiadów. Perspektywa spojrzenia na rzeczywistość wojenną oczami żydowskiego chłopca pokazała mi również świat ukrywających się Żydów, wtopionych w polskie społeczeństwo, funkcjonujących między Polakami pod zmienioną tożsamością, żyjących i pracujących wśród nich po aryjskiej stronie Warszawy. Absurdalność rzeczywistości dopełniał fakt, że wielu z nich pracowało u Niemców tak, jak matka bohatera, profesor Zwilling, ginekolog ze Lwowa po operacji nosa i, maskującej obrzezanie, penisa, mieszkający u katolickiej gospodyni, Tadzio o wyglądzie stuprocentowego Aryjczyka żyjący z niemieckim homoseksualistą, pani Schotzler pracująca jako gospodyni domowa i jej matka udająca głuchoniemą, bo znała tylko jidysz, sześcioletni Jurek udający dziewczynkę Marię, Kazik należący do Armii Ludowej i działający w ruchu oporu, Irka o wyglądzie typowo semickim ukrywająca się od półtora roku w kościele, do którego przychodziła "na poranną mszę i pozostawała tam aż do zmroku, udając, że się modli" czy wreszcie pan Kramer pracujący jako technik dentystyczny u niemieckiego stomatologa. Przypominało mi to gorzki teatr absurdu z plejadą aktorów grających przybrane, przymusowe role, a każda dobra, jeśli dawała, choć cień nadziei na bezpieczne przeżycie kolejnego dnia. I o ile w przypadku Niemców ocena ryzyka wpadki była jednoznaczna – każdy był zagrożeniem, o tyle w przypadku Polaków poszukiwanie tego dobrego, przychylnego i gotowego pomóc Żydowi było ogromnym ryzykiem. Według bohatera wspomnień "większość Polaków nie zwalczała nazizmu, a raczej walczyła z Niemcami – ich odwiecznym, historycznym wrogiem. To zaś pozwalało znacznej ich całości zachować swój antysemityzm, nawet wtedy, gdy przelewali własną krew w walce ze wspólnym wrogiem". To był główny powód, dla którego bohater nie zdradził swojej prawdziwej tożsamości, nawet biorąc udział w Powstaniu Warszawskim, nawet w obozie wśród Polaków, nawet będąc robotnikiem przymusowym w Niemczech. Po wojnie przybrał nazwisko Nir, "aby nie nosić dłużej niemieckiego nazwiska" – Grünfeld, odcinając się od przeszłości. Rozpoczął nowe życie, w nowym kraju, z nową tożsamością, a męczącym go przeżyciom dał upust w tej książce. Żył, ale mimo wszystko przeszłość pozostawiła w jego pamięci ślad nie do wymazania, nie do zapomnienia, nie do wyparcia, która nie tylko zabrała bohaterowi normalne dzieciństwo, ale również zdolność do radości, zadziwień i wzruszeń należnych każdemu dziecku. Podstawową i niezbędną bazę do budowania szczęśliwej przyszłości. Staram się o tym pamiętać, o takich małych bohaterach, kiedy napotykam na chwile, w których wydaje mi się, że moje życie w czasach pokoju mnie przerasta. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na83 lata temu
Wilcze dziecko Ingeborg Jacobs
Wilcze dziecko
Ingeborg Jacobs
Wilcze dzieci to sieroty wojenne, głównie z terenu Prus Wschodnich, które wymknęły się systemowi. W zasadzie władze żadnego państwa, ani przegranego, ani "zwycięskich" nie miały pomysłu jak rozwiązać problem tysięcy dzieci, które zostały bez opieki i radziły sobie, jak umiały po wkroczeniu AR do Prus Wschodnich i dalej po zakończeniu działań wojennych.Te dzieci, żeby przeżyć i zdobyć żywność dla rodziny, poźniej dla saych siebie trochę kradły, trochę żebrały, w większości były wykorzystywane jako tania siła robocza, którą można wykorzystać i pogonić, jak bezpańskiego psa. Historia Lisabeth Otto, która błąkała się do 1953r. po Litwie, gdzie było stosunkowo łatwo się przedrzeć z Prus Wschodnich. jest wstrząsająca. To nie tylko wieloletnia tułaczka dziecka, od ucieczki z Welawy, pobyt w dziecięcej kolonii karnej, łagże, wielelokrotne zmiany miejsca zamieszkania w poszukiwaniu pracy i wykonywanie najcięższych prac, powrót do Niemiec i ucieczka do ZSRR, aż po osiedlenie się w rodzinnych stronach. "Stalowa Maria" utraciła nie tylko tożsamość, możliwość zdobycia wykształcenia, założenia normalnej rodziny, przeszła piekło, w którym od totalnego wykolejenia uchroniła ja chyba tylko dziecięca religijność i naiwna wiara w to, że ludzie są dobrzy. Ideologia, w którą uwierzyli Niemcy w latach 30. XX w. zrujnowała życie milionom ludzi, wielu odebrała życie, a przykład Lisabeth Otto to tylko jeden z wielu.
Katarzyna - awatar Katarzyna
oceniła na87 miesięcy temu

Cytaty z książki Dziewczynka z listy Schindlera: oczami dziecka

Więcej
Stella Müller-Madej Dziewczynka z listy Schindlera: oczami dziecka Zobacz więcej
Stella Müller-Madej Dziewczynka z listy Schindlera: oczami dziecka Zobacz więcej
Stella Müller-Madej Dziewczynka z listy Schindlera: oczami dziecka Zobacz więcej
Więcej