Dzień pierwszy

Okładka książki Dzień pierwszy autora Kristof Zorde, 9788396424051
Okładka książki Dzień pierwszy
Kristof Zorde Wydawnictwo: Czuły Barbarzyńca publicystyka literacka, eseje
110 str. 1 godz. 50 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Data wydania:
2022-09-05
Data 1. wyd. pol.:
2022-09-05
Liczba stron:
110
Czas czytania
1 godz. 50 min.
Język:
polski
ISBN:
9788396424051
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dzień pierwszy w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dzień pierwszy

Średnia ocen
7,4 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Dzień pierwszy

avatar
16686
3006

Na półkach: ,

Wyprawa w góry to zawsze sprawdzian charakteru, ale w powieści Kristofa Zordego staje się ona czymś znacznie mniejszym i jednocześnie nieskończenie większym: intymną wiwisekcją lęków, ambicji i rozczarowań. Dzień pierwszy to książka, która operuje na styku thrillera psychologicznego i surowej prozy egzystencjalnej, zasługując na mocne 8/10. Zorde udowadnia, że najgroźniejsze przepaście nie znajdują się pod stopami wspinaczy, lecz wewnątrz nich samych.

Fabuła zawiązuje się wokół grupy przyjaciół, którzy wyruszają na trekking w wysokie góry. To, co miało być rutynowym wyzwaniem i okazją do odświeżenia dawnych więzi, szybko zmienia się w walkę o przetrwanie. Nie chodzi jednak tylko o kapryśną pogodę czy zdradliwe podejścia. Punktem zwrotnym staje się narastające napięcie między uczestnikami wyprawy – niewypowiedziane żale, dawne urazy i skrywane tajemnice zaczynają pękać pod wpływem fizycznego wycieńczenia i izolacji. Tytułowy „dzień pierwszy” to nie tylko początek trasy, ale moment, w którym maski opadają, a bohaterowie muszą zmierzyć się z prawdą o sobie i swoich towarzyszach w warunkach, gdzie błąd oznacza śmierć.

Zorde po mistrzowsku buduje atmosferę klaustrofobii na otwartej przestrzeni. Jego opisy natury są surowe i odarte z romantycznego blichtru – góry w tej powieści są obojętne, nieludzkie i potężne. Autor używa krajobrazu jako lustra dla stanów psychicznych bohaterów. Każdy metr podejścia to dodatkowy ciężar emocjonalny, który muszą dźwigać. Dynamika grupy jest nakreślona z chirurgiczną precyzją; czytelnik czuje duszny klimat narastającej nieufności, mimo że wokół rozciągają się hektary pustej przestrzeni. To właśnie ten paradoks stanowi o sile powieści.

Największym atutem książki jest jej psychologiczna głębia. Zorde nie tworzy papierowych postaci; każda z nich ma swoje racje, swoje słabości i swój własny „dzień pierwszy”, do którego wciąż powraca myślami. Ewolucja relacji między nimi jest logiczna, a jednocześnie przerażająca w swojej nieuchronności. Autor stawia pytania o granice lojalności i o to, ile naprawdę jesteśmy w stanie poświęcić dla drugiego człowieka, gdy instynkt samozachowawczy przejmuje stery.

Dzień pierwszy to proza niezwykle skondensowana i wymagająca skupienia. Autor nie oszczędza czytelnika, serwując mu opowieść pozbawioną łatwych pocieszeń. Nieco niższa nota wynika jedynie z faktu, że tempo narracji w środkowej części książki mogłoby być odrobinę bardziej zróżnicowane – momentami gęstość psychologicznych analiz spowalnia akcję niemal do zera. Jest to jednak zabieg celowy, mający oddać mozół górskiej wspinaczki, co dla jednych będzie zaletą, dla innych lekkim utrudnieniem.

Podsumowując, Kristof Zorde stworzył powieść, która zostaje pod skórą niczym odmrożenie. To fascynujące studium ludzkiej natury w warunkach ekstremalnych, napisane z elegancją i brutalną szczerością. Dzień pierwszy to lektura obowiązkowa dla tych, którzy w literaturze szukają czegoś więcej niż tylko rozrywki – to wyprawa w głąb ludzkiego mroku, z której nie wraca się takim samym.

Wyprawa w góry to zawsze sprawdzian charakteru, ale w powieści Kristofa Zordego staje się ona czymś znacznie mniejszym i jednocześnie nieskończenie większym: intymną wiwisekcją lęków, ambicji i rozczarowań. Dzień pierwszy to książka, która operuje na styku thrillera psychologicznego i surowej prozy egzystencjalnej, zasługując na mocne 8/10. Zorde udowadnia, że...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
193
22

Na półkach:

Poznajemy go znienacka. Bez wstępu i ceregieli oznajmia: oto ja. Plecak na plecach, aparat fotograficzny i ląduję w Izraelu. To powinno pomóc w leczeniu złamanego serca. Zaczynam podróż, zaczynam coś nowego. W przebiegu całej książki, narrator (choć pierwszoosobowy) nie wysuwa się na pierwszy plan, jest raczej uważnym obserwatorem. Informacje o sobie wtrąca „niechcący', między wierszami i tylko z tego możemy budować jego portret.

Na początku jest prawie jak w Kopenhadze, z której „uciekł”: plakaty obwieszczają te same premiery kinowe, rytm i kurz miasta niczym się nie różnią, ale im dalej od wielkomiejskiego hałasu, tym robi się bardziej egzotycznie, spokojnie i dziwnie. Metafizyczne spotkanie z biało-czarnym koniem jest wstępem do szeregu zdarzeń i znaczeń pojawiających się w zaplanowanej wędrówce.

Ważni są ludzie.

Najwyraźniej opisaną osobą jest siostra młodego bohatera - Hadassa, której poświęcone jest drugie opowiadanie i zadedykowana cała książka. Zalewie kilka stron pozwala na poznanie jej naznaczonego wojnami życia; od narodzin, poprzez służbę wojskową, po małżeństwo z towarzyszem broni. Widzę to jako pewnego rodzaju hołd i czuły portret bliskiej osoby.

Są też: Yael – towarzyszka przygód, starszy Polak poznany w kibucu – jak można się doczytać między wierszami – wygnany z kraju przez antysemicką nagonkę w 1968 roku, następnie - zmęczony i sugestywnie opisany żołnierz napotkany w autobusie, psycholożka Helen, rudowłosa Irlandka Miriam, i wreszcie Alma – wzbudzająca wielką namiętność, przez którą (jak pisze narrator) ,„powoli dochodzę do stanu, gdy miałbym ochotę złożyć swój los w jej ręce”. Wszyscy oni, czegoś Gustava (gdzieś, przypadkiem poznajemy jego imię!) uczą lub prowokują do refleksji i wspomnień. Żadna z tych osób nie pojawia się przypadkowo. Każda jest „po coś”. Każda, a było ich wiele. Wszystkich tu wymienić nie mogę.

Ważne są miejsca.

Razem z Gustavem odbywamy podróż śladami miejsc biblijnych, jak np.: jezioro Genezaret, lub legendarne miejsce, gdzie miał znajdować się rajski ogród, Góra Oliwna... Te okoliczności skłaniają go do przemyśleń, przywoływania przypowieści i biblijnych historii, pozwalają wzbić się ponad ziemskie troski i łagodzą ból złamanego serca.

Piękne plaże, rozbuchane zielenią ogrody, miasta i miasteczka, spontaniczne lekcje tańca, zabawy i dyskusje z napotkanymi ludźmi. Kibuc z jego tak odmiennymi od europejskich, wspólnotowymi zasadami i obowiązkami. Poczucie sensu odnalezione w fizycznej pracy i wędrówce. Mozaika epizodów, miks ludzkich historii i osobowości. Wszystko to, nieco niedopowiedziane, delikatne, pozostawia czytelnikowi przestrzeń do własnych rozważań i interpretacji.

Czas akcji opowiadań, chociaż w pewnym momencie dokładnie określony (lata 70-te XX wieku),nie ma tak naprawdę większego znaczenia. Bo to przede wszystkim, w moim przekonaniu, opowieść o poszukiwaniu siebie, równowagi życiowej, doceniania zwykłych chwil i zdarzeń oraz czerpania z życia tego, co najlepsze. W tym wymiarze to lektura ponadczasowa. Enigmatyczna podróż, mająca w sobie coś z „Buszującego w zbożu” (J.D. Salingera) i nastroju impresjonistycznych obrazów.

Poznajemy go znienacka. Bez wstępu i ceregieli oznajmia: oto ja. Plecak na plecach, aparat fotograficzny i ląduję w Izraelu. To powinno pomóc w leczeniu złamanego serca. Zaczynam podróż, zaczynam coś nowego. W przebiegu całej książki, narrator (choć pierwszoosobowy) nie wysuwa się na pierwszy plan, jest raczej uważnym obserwatorem. Informacje o sobie wtrąca „niechcący',...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1
1

Na półkach:

Często wychodząc z kina i komentując dopiero co obejrzany film, a zwłaszcza taki, który Majce podobał się a mnie nie, słyszę zarzut: „bo ty oceniasz go jak filmowiec”. To nieprawda. Gdy akcja filmu wciąga mnie reaguję tak jak każdy inny widz. Wchłaniam całym ciałem i wszystkimi zmysłami. Jeśli natomiast nie zaangażował mnie emocjonalnie, usiłuję dociec przyczyn i wtedy analizuję film jak surowy krytyk. Dlaczego o tym wspominam? Otóż właśnie skończyłem czytać debiut literacki Kristofa Zorde „Dzień pierwszy”. A tak nie chciałem skończyć czytać tej książeczki… Gdy ubywało kartek czytałem niektóre strony po dwa, trzy razy, delektując się każdym słowem. Książeczki, gdyż nie jest długa, zaledwie 113 stron. Wszystko we mnie krzyczało „co dalej, co dalej?”, „więcej, więcej!”. Powiedzieć, że jest rewelacyjna, to jakby nie powiedzieć nic. Akcja dzieje się – sądząc z cytowanych filmów w kinach – w 1973 lub 74 roku. Młody student z Kopenhagi, emigrant ’68, przyjeżdża do Izraela na wakacje, które pomogą mu odnaleźć cel życia. Wrażliwy, elokwentny, oczytany w historii oraz religii postanawia poznać Izrael podążając śladami Elohim. Może to pomoże mu zdecydować, czy wybrał właściwą drogę życiową studiując ekonomię i bankowość. W wędrówkach towarzyszą mu kobiety, w większości sabry. Dwadzieścia jeden opowiadań, a właściwie rozdziałów łączących się w spójną całość czyta się jak smakowity deser. Napisane pięknym, bogatym a jednocześnie niesłychanie precyzyjnym i w gruncie rzeczy prostym językiem, od pierwszego zdania wciągają czytelnika w psychikę bohatera i utożsamiają z nim. Czytając, czuję piasek pustyni Negev pod stopami, widzę przyrodę, aż chce mi się jej dotknąć, zalęgam się z autorem w kolejnych kibucach i zaczynam wraz z nim w nich żyć. A życie, wiedząc, że to tylko wakacje, staje się jedną wielką przygodą. Od wielu lat nie czytałem polskiej literatury, w której tak łatwo autor nawiązałby tak głęboko emocjonalną więź z czytelnikiem. Religijne przemyślenia splatają się z rzeczywistością pierwszej połowy lat 70-tych. Poetyckie skojarzenia prowokują biblijnego Boga, budują suspens, tworząc łańcuch niesłychanie filmowych scen i obrazów. „Dzień pierwszy” to książka drogi. A tak naprawdę jest to gotowy scenariusz. Nasz kolega, Kristof (Krzysztof) Zorde napisał literacko ważną i fantastycznie ciekawą książkę. Bardzo polecam.

Często wychodząc z kina i komentując dopiero co obejrzany film, a zwłaszcza taki, który Majce podobał się a mnie nie, słyszę zarzut: „bo ty oceniasz go jak filmowiec”. To nieprawda. Gdy akcja filmu wciąga mnie reaguję tak jak każdy inny widz. Wchłaniam całym ciałem i wszystkimi zmysłami. Jeśli natomiast nie zaangażował mnie emocjonalnie, usiłuję dociec przyczyn i wtedy...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

26 użytkowników ma tytuł Dzień pierwszy na półkach głównych
  • 20
  • 6
6 użytkowników ma tytuł Dzień pierwszy na półkach dodatkowych
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Dzień pierwszy

Więcej
Kristof Zorde Dzień pierwszy Zobacz więcej
Więcej