Przemytnicy książek z Timbuktu

Okładka książki Przemytnicy książek z Timbuktu
Charlie English Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie Seria: Seria reporterska reportaż
495 str. 8 godz. 15 min.
Kategoria:
reportaż
Seria:
Seria reporterska
Tytuł oryginału:
The Storied City: The Quest for Timbuktu and the Fantastic Mission to Save Its Past
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Poznańskie
Data wydania:
2018-03-14
Data 1. wyd. pol.:
2018-03-14
Liczba stron:
495
Czas czytania
8 godz. 15 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379768745
Tłumacz:
Krzysztof Cieślik
Tagi:
Mali Afryka Zachodnia Sahel reportaż literatura faktu dżihad fundamentalizm islam Timbuktu
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Podobne książki

Oceny

Średnia ocen
6,7 / 10
55 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
933
572

Na półkach:

Misja: ocalić dorobek afrykańskiej cywilizacji.

Zagrożenie: dżihadyści zajmujący miasto.

Przemytnicy książek to intrygująca opowieść o próbie uratowania cennych manuskryptów z Timbuktu. Okazało się, że zagrożeniem dla nich nie jest klimat i szkodniki. To coś znacznie gorszego. Najeźdźcy są brutalni, nikogo nie oszczędzają, dziedzictwa narodowego również; nie wyznają żadnych wartości. Siłą i przemocą próbują narzucić własny porządek. Islamscy bojownicy nie znają litości, są bezwględni, dominują prymitywne instynkty. Wszystko w rękach bibliotekarzy. Czy uda im się zapobiec zniszczeniu kolekcji? Czy zdążą? Nie mają dużo czasu.

Dziennikarz namawia nas na ekscytującą wyprawę po Afryce, poznamy obyczaje ówczesnych wspólnot. Jednocześnie autor nie zanudza nas mało istotnymi detalami. Dygresje przez niego stosowane nie rozmywają zasadniczego wątku. Autorowi udało się stworzyć prawdziwą mieszankę gatunków: reportaż, sensacja, powieść historyczna, esej podróżniczy.

Timbuktu to miejscowość historyczna, założona na przełomie XI i XII wieku. Pierwsze wzmianki o niej pojawiają się w ''Atlasie katalońskim na mapie świata'' z 1375 roku. Jej autorem był Abraham Cresques, kartograf z Majorki. Pierwotnie zapisana nazwa brzmiała''Tenbuch", utożsamiana z dobrobytem. Lecz wiarygodniejsze informacje występują później, bo w XVI wieku. Autorem relacji był Al-Hasan Ibn Muhammad al-Wazan al-Fasi az-Zajjali. Przyjąwszy chrześcijaństwo, stał się znany jako Leon Afrykański, nazywany często drugim Kolumbem. Wedle jego przekazu Timbuktu należało do zamożnych miasteczek, jego mieszkańcom niczego nie brakowało. Tamtejsze społeczeństwo było przyjazne i bezpretensjonalne w sposobie bycia. Byli także ludźmi wykształconymi o szerokich horyzontach intelektualnych, więc dzieło Leona często tłumaczono, cieszyło się popularnością. Podobnie jak inne rękopisy.

Przypuszcza się, iż postacią naszego bohatera zainspirował się William Szekspir, tworząc ''Otella''.

Generalnie książka jest dobra, ale ma też kilka mankamentów: poślednie tłumaczenie, jakby ''na kolanie". Przekład jest niestaranny i powierzchowny. Charlie English wyraźnie stracił rezon, dotąd umiejętnie budował napięcie, pod koniec emocje nieco okrzepły.

Misja: ocalić dorobek afrykańskiej cywilizacji.

Zagrożenie: dżihadyści zajmujący miasto.

Przemytnicy książek to intrygująca opowieść o próbie uratowania cennych manuskryptów z Timbuktu. Okazało się, że zagrożeniem dla nich nie jest klimat i szkodniki. To coś znacznie gorszego. Najeźdźcy są brutalni, nikogo nie oszczędzają, dziedzictwa narodowego również; nie wyznają...

więcej Pokaż mimo to

avatar
609
30

Na półkach: ,

Okazuje się, że Timbuktu było tajemnicze kilka wieków temu, ale i obecnie historie, które się tam dzieją, bywają niejasne. English napisał potężną reportersko-historyczną książkę o miejscu i ludziach z nim związanych. (Podziwiam niesamowicie ilość pracy, którą włożył w przygotowanie tego tekstu.) Autor miesza dwa plany - historyczny z naciskiem na czasy, gdy biali "odkrywcy" (cudzysłów zamierzony, bo u podstaw ich podróży w poszukiwaniu Timbuktu czasami leżały kwestie dalekie od czystej naukowej ciekawości) próbowali Timbuktu odnaleźć oraz historię współczesną, kiedy państwo islamskie wkroczyło w te rejony i nagle bezcenne rękopisy stały się zagrożone na równi ze świątyniami, grobowcami i wszystkim, co się nie zgadzało z zasadami agresorów. Historia ratowania rękopisów to rzeczywiście materiał na powieść lub film sensacyjny, co wiele osób już podkreślało, ale nie zdradzę wiele, pisząc, że to jest też historia z podwójnym dnem, bo dzielni bibliotekarze z Timbuktu nie zawsze potrafią wytłumaczyć swoje decyzje, nie chcą odpowiedzieć na wszystkie pytania, a nawet pokazać, co zawierają skrzynie. Bohaterowie akcji ratunkowej jak z Indiany Jonesa czy spryciarze i kanciarze?

Okazuje się, że Timbuktu było tajemnicze kilka wieków temu, ale i obecnie historie, które się tam dzieją, bywają niejasne. English napisał potężną reportersko-historyczną książkę o miejscu i ludziach z nim związanych. (Podziwiam niesamowicie ilość pracy, którą włożył w przygotowanie tego tekstu.) Autor miesza dwa plany - historyczny z naciskiem na czasy, gdy biali...

więcej Pokaż mimo to

avatar
125
4

Na półkach:

Bardzo interesująca historia (a właściwie dwie!), napisana całkiem przystępnym językiem jak na poruszany temat. Przeszkadzały mi jednak przeplatające się zbyt często dwa wątki - ledwo co wciągnęłam się w jedną historię, a tu wracamy/przyspieszamy dwa wieki. Niemniej jednak polecam dla każdego zainteresowanego tematem Afryki, historii i geopolityki.

Bardzo interesująca historia (a właściwie dwie!), napisana całkiem przystępnym językiem jak na poruszany temat. Przeszkadzały mi jednak przeplatające się zbyt często dwa wątki - ledwo co wciągnęłam się w jedną historię, a tu wracamy/przyspieszamy dwa wieki. Niemniej jednak polecam dla każdego zainteresowanego tematem Afryki, historii i geopolityki.

Pokaż mimo to

Reklama
avatar
178
94

Na półkach: , , , , ,

Podziwiam autora za ogrom pracy włożony w napisanie tej ksiażki. Zaiste, "historia jak z Indiany Johnesa" jest tu idealnym określeniem. Czytelnik może się zgubić między postaciami, jednak autor, jak sam wspomina, stara się jak najbardziej ułatwić ogarniecie treści, za co duży plus (to nie jego wina, że Haidarów jest pięciu itp., więc to trzeba mu wybaczyć). Genialnym rozwiązaniem jest pokierowanie historii Timbuktu dwutorowo: współcześnie i historycznie, poczynając od europejskich wypraw podróżniczych w XVIII w. Autor rozprawia się z mitem dot. tajemniczego miasta, oddaje należny hołd tym odkrywcom, którzy nie zostali docenieni przez współczesnych. Z drugiej strony zgrabnie opisuje kontrowersyjną bądź co bądź akcję "przemytu" rękopisów z Timbuktu. Jest tu mnóstwo informacji, nazwisk, miejsc i można się w tym pogubić, ale tak to było: wielu ludzi miało swój udział w tej historii i czuć, że nikogo nie pominięto. Plus za dodatkowe informacje o pozyskiwaniu źródeł, gdzie zawarto dodatkowe smaczki dla całej historii nie burząc przy tym głównej narracji. Jedyny zarzut jaki mam to polska korekta. W drugiej połowie jakby jej nie ma i pojawiają się błędy na zasadzie zepsutej klawiatury: literówki, zjedzone litery, zła odmiana itp. To psuje odbiór, bo utrudnia skupienie się na lekturze.

Podziwiam autora za ogrom pracy włożony w napisanie tej ksiażki. Zaiste, "historia jak z Indiany Johnesa" jest tu idealnym określeniem. Czytelnik może się zgubić między postaciami, jednak autor, jak sam wspomina, stara się jak najbardziej ułatwić ogarniecie treści, za co duży plus (to nie jego wina, że Haidarów jest pięciu itp., więc to trzeba mu wybaczyć). Genialnym...

więcej Pokaż mimo to

avatar
214
213

Na półkach:

Timbuktu? To chyba gdzieś w Afryce - tak wyglądał stan mojej wiedzy na temat tego miasta przed sięgnięciem po „Przemytnicy książek z Timbuktu”. Książkę napisał Charlie English, angielski dziennikarz, który postanowił opisać brawurową akcję ratowania dóbr kultury przed religijnym fanatyzmem. To także świetna pozycja do zapełnienia wiedzą „wielkiej, białej plamy”, jaką z reguły jest dla Europejczyków historia Afryki Zachodniej. Timbuktu to miejsce, o którym przez stulecia do Europy docierały głównie mity. Warto przekonać się, czym w rzeczywistości okazało się być „Eldorado Afryki”.

Treść książki skupia się na dwóch wątkach. Pierwszy, główny, to wielka akcja ewakuacji dziesiątek tysięcy rękopisów z Timbuktu po jego zajęciu przez islamskich fundamentalistów w 2012 roku. Zapewne mało kto wie, ale miasto to w średniowieczu było dużym centrum nauki oraz rękopiśmiennictwa. Przez wieki wytworzono tam dziesiątki tysięcy książek, manuskryptów i innych pism o przeróżnej tematyce. Fakt ten każe zweryfikować niegdyś popularne w Europie poglądy, jakoby Afryka na południe od Sahary była całkowicie pozbawiona kultury słowa pisanego. Zbiory timbuktańskich manuskryptów były stopniowo gromadzone przez kilka wpływowych rodzin, które, w obliczu najazdu islamistów, podjęły walkę o zachowanie dziedzictwa swoich przodków.

Drugi wątek pojawiający się w książce angielskiego dziennikarza to nakreślenie historii odrywania przez Europejczyków tego tajemniczego miasta. Punktem wyjścia jest tutaj końcówka XVIII wieku i powstanie w Anglii Towarzystwa Afrykańskiego, którego celem była eksploracja Afryki. Oczywiście, pod pozorem poszerzania wiedzy kryły się jak zwykle interesy gospodarcze Imperium, które poszukiwało nowych rynków zbytu oraz źródła surowców. To właśnie Towarzystwo Afrykańskie jako pierwsze rzuciło wyzwanie odkrycia legendarnego miasta Timbuktu. Autor opisuje losy kolejnych śmiałków, którzy, nie bacząc na niebezpieczeństwa, ruszali, aby odkrywać nieznane i na stałe zapisać się w historii. Niestety, nie wszystkim dane było z tych wypraw powrócić, a ci, którym się to udało, nie zawsze doczekali się należytego docenienia swoich zasług.

Oba te wątki autor naprzemiennie relacjonuje w swojej książce, co sprawia, że ma ona dwojaki charakter – pracy historycznej oraz reportażu. Sądzę, że to całkiem udane połączenie. „Przemytnicy książek z Timbuktu” czyta się dobrze, aczkolwiek czasami można pogubić się w natłoku dziwnie brzmiących nazwisk bohaterów. W szczególności tych współczesnych. Taki niestety urok, gdy poznajemy historię miejsc z zupełnie odmiennego kręgu kulturowego. Nie pomaga tutaj wąski zasób malijskich imion oraz nazwisk, przez co pod tym samym nazwiskiem występuje kilka różnych postaci, które przeplatają się w narracji. Nie odczułem również, jakoby tłumacz pomógł w tym aspekcie czytelnikowi. Były wręcz moment, w których musiałem wrócić kilka stron wcześniej, aby jeszcze raz poskładać sobie, o kim była aktualnie mowa. Dodam również, że wydanie książki ma kilka mankamentów edytorskich, co da się zauważyć nawet przy niezbyt uważnej pod tym kątem lekturze. Można to było zrobić lepiej. Zresztą już na okładce można przeczytać nieścisłość. Podano bowiem: „Równolegle Charlie English, dziennikarz The Guardian, przywołuje pasjonującą historię europejskich odkrywców, którzy wyruszyli do Timbuktu, by spróbować odszukać mityczną stolicę tego królestwa”. Otóż Timbuktu nigdy nie było królestwem, wchodziło natomiast w skład imperiów Mali, Songhaju czy Ghany.

O ile narracja historyczna dotycząca odkrywania Timbuktu raczej nie wywołuje większych zastrzeżeń, o tyle części poświęcona „przemytnikom książek” już tak. Ogólnie muszę stwierdzić, że autor nie potrafił zbudować napięcia wokół tego wydarzenia. Sama akcja wywiezienia tysięcy manuskryptów w skrzyniach przez kraj ogarnięty wojną domową opisana jest dość flegmatycznie. Nie czuć w tej historii ryzyka. Brak również emocji, które pobudziłyby wyobraźnię czytelnika. Owszem, autor opisuje problemy, z którym musieli się zmierzyć kurierzy przewożący manuskrypty, ale nie robi tego z ich perspektywy. Nie pyta ludzi, jak to było, czy zdawali sobie sprawę z ryzyka, czy mieli jakieś obawy, wątpliwości itp. Zdaje nam po prostu suchą relację ze zdarzenia, czym koniec końców lekko się zawiodłem.

Po zakończonej lekturze muszę też stwierdzić, że wcale nie jestem przekonany, czy cała akcja ewakuacji rękopisów z Timbuktu w rzeczywistości była tak niebezpieczna, za jaką podaje ją autor oraz jego źródła. Ciężko bowiem uwierzyć, że rzeczywiście spod samego nosa dżihadystów wywieziono przez pustynię tysiące skrzyń z manuskryptami, a oni zupełnie nie mieli o tym pojęcia. Chyba że założymy, iż w rzeczywistości islamiści nie za bardzo interesowali się samymi pismami z Timbuktu, a przynajmniej nie do czasu, gdy na horyzoncie pojawiło się widmo odzyskania miasta przez wojsko malijskie, wspierane przez Francuzów. Autor zwraca też uwagę, że tak naprawdę ciężko określić skalę ewakuacji. Całkiem możliwe, że Savama, malijska organizacja, które kierowała ewakuacją, wyolbrzymia skalę przedsięwzięcia. W jakim celu? Cóż, warto zaznaczyć, że wywóz książek z Timbuktu odbywał się głównie dzięki... finansowemu wsparciu z Europy. Jest to też świetna reklama dla samych księgozbiorów.

Mit. Przez długi czas Timbuktu było dla Europejczyków mitem, który z wolna konfrontowano z rzeczywistością. Pytaniem otwartym jest, czy niezwykły przypadek ewakuacji tysięcy zagrożonych zniszczeniem manuskryptów nie jest kolejną jego odsłoną? A może nie? Może rzeczywiście z wielkim poświęceniem i ryzykiem uratowano bezcenne zabytki? Aby to ocenić, warto sięgnąć po książkę „Przemytnicy książek z Timbuktu”. To solidna pozycja poszerzająca wiedzę czytelnika o tym tak mało znanym rejonie świata.

Timbuktu? To chyba gdzieś w Afryce - tak wyglądał stan mojej wiedzy na temat tego miasta przed sięgnięciem po „Przemytnicy książek z Timbuktu”. Książkę napisał Charlie English, angielski dziennikarz, który postanowił opisać brawurową akcję ratowania dóbr kultury przed religijnym fanatyzmem. To także świetna pozycja do zapełnienia wiedzą „wielkiej, białej plamy”, jaką z...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1721
988

Na półkach: ,

Wręcz niesamowitym jest, że takie historie rozgrywają się współcześnie i to dokładnie pod nosem opinii publicznej. Wydarzenia jakie rozegrały się w Mali w 2012 i 2013 roku stanowią gotowy materiał na niezły film sensacyjno-przygodowy pełen akcji, napięcia, chociaż z jednym komercyjnym minusem - głównym bohaterem nie będzie amerykański przystojniak ale zwykły malijski bibliotekarz.

Afryka przez bardzo długi okres czasu uważana była za gorszy kontynent. U podstaw tego leżało przeświadczenie, że nie powstała tam żadna ciągła i udokumentowana kultura. Dopiero odkrycie w XIX wieku manuskryptów pochodzących z XV i XVI wieku zaczęło zmieniać ten błędny pogląd. Okrycie wyraźnie udowadniało, że w Afryce Zachodniej prężnie działał ośrodek kulturalny i naukowy, rozwijało się cywilizowane państwo a bezcenne manuskrypty, są jego rezultatem. Były to nie tylko traktaty naukowe, pisma religijne, prawnicze ale także zwykłe notatki, wiersze, listy. Wszystko to było przechowywane i zabezpieczane nie tylko w publicznych bibliotekach ale przede wszystkich w prywatnych kolekcjach.

Zagrożenie dla istnienia manuskryptów pojawiło się nagle, wraz z agresją dżihadystów w 2012. Wtedy to grupka osób pod kierunkiem Abdela Haidary zdecydowała się na szalony, niebezpieczny krok jakim było wywiezienie rękopisów z Timbuktu. Działali tak aby dżihadyści się nie zorientowali i aby uprzedzić prawdopodobnie nieuchronne spalenie manuskryptów. Było to wręcz tytaniczne dzieło polegające na przetransportowaniu z okupowanego Timbuktu ok. 400 000 (!!!) manuskryptów zgromadzonych w ponad 2000 skrzyń. Czyste, trudne do skoordynowania i zorganizowania szaleństwo.

Ale powieść Charliego Englisha to nie tylko opowieść o tej nieprawdopodobnej akcji. To także historia eksplorowania Afryki, historia poznawania, zdobywania i w końcu doceniania Czarnego Lądu. Autor stworzył reportaż, w którym przeszłość przenika się z teraźniejszością i ją uzupełnia, dając odpowiedź dlaczego akurat te dokumenty są aż tak ważne. Mimo, że to całkiem rzetelny reportaż nie brakuje w nim ducha przygody, szaleństwa i brawury jakimi to cechami kierowali się XIX-wieczni odkrywcy.

Reportaż mnie zaskoczył i zaciekawił, nie zdawałam sobie sprawy, że takie rzeczy mogą mieć miejsce współcześnie. Reportaż przede wszystkim uświadamia, że międzynarodowy patronat to za mało jeśli chodzi o zachowanie i zabezpieczenie dziedzictwa kulturowego danej społeczności, bo najważniejsze jest osobiste zaangażowanie i poczucie tego co ważne.

Wręcz niesamowitym jest, że takie historie rozgrywają się współcześnie i to dokładnie pod nosem opinii publicznej. Wydarzenia jakie rozegrały się w Mali w 2012 i 2013 roku stanowią gotowy materiał na niezły film sensacyjno-przygodowy pełen akcji, napięcia, chociaż z jednym komercyjnym minusem - głównym bohaterem nie będzie amerykański przystojniak ale zwykły malijski...

więcej Pokaż mimo to

avatar
3718
126

Na półkach:

Niestaranne, pośpieszne tłumaczenie, brak korekty językowej, brak redakcji - te uchybienia sprawiają, że książkę źle się czyta. W niektórych fragmentach tekstu trudno się zorientować, o co chodzi. W innych pomyłki i lapsusy są widoczne na pierwszy rzut oka, a tym samym jeszcze bardziej żenujące jest, że nie dostrzeżono ich w procesie redakcyjnym. Tej książce zrobiono krzywdę. Wstyd dla zasłużonego skądinąd Wydawnictwa Poznańskiego. Szkoda tym większa, że problematyka tej książki jest ciekawa.

Niestaranne, pośpieszne tłumaczenie, brak korekty językowej, brak redakcji - te uchybienia sprawiają, że książkę źle się czyta. W niektórych fragmentach tekstu trudno się zorientować, o co chodzi. W innych pomyłki i lapsusy są widoczne na pierwszy rzut oka, a tym samym jeszcze bardziej żenujące jest, że nie dostrzeżono ich w procesie redakcyjnym. Tej książce zrobiono...

więcej Pokaż mimo to

avatar
460
446

Na półkach:

Niesamowita, fascynująca książka! Reportaż, połączony z historią europejskiej eksploracji Afryki, a czyta się jak powieść sensacyjną.
Współczesną, reportażową fabułę tworzy historia ratowania sredniowiecznych manuskryptów z publicznych i prywatnych bibliotek Timbuktu po tym, jak miasto zostało zajęte przez Tuaregów oraz islamistów z Al-Kaidy. Timbuktu było w XIV-XVI wiekach chyba najbogatszym i jednym z największych państw świata, stolicą kilku afrykańskich królestw. Dzisiaj, to centrum administracyjne jednej z prowincji państwa Mali.
Zgromadzone w okresie świetności manuskrypty mogły być zniszczone przez religijnych, islamskich fundamentalistów. A są to rękopisy o unikatowym znaczeniu dla cywilizacyjnego dziedzictwa ludzkości. Charlie English opisuje, jak grupa dzielnych Malijczyków z bibliotekarzem Haidarą przeprowadziła operację wywiezienia manuskryptów z miasta.
Jednocześnie, w tle C.English prowadzi opowieść o historii miasta Timbuktu i o historii mitu, jaki żył w świadomości Europejczyków do czasu, aż na przełomie XVIII i XIX w. pierwsi odkrywcy z Europy odnaleźli to miasto.
To książka o współczesnej Afryce i o jej wielkiej, nieznanej kulturalne przeszłości, lecz również o nas, Europejczykach i naszej, tak trudnej do przezwycieżenia, arogancji i poczuciu kulturowej wyższości nad innymi ludami i kulturami.
Lektura obowiązkowa!

Niesamowita, fascynująca książka! Reportaż, połączony z historią europejskiej eksploracji Afryki, a czyta się jak powieść sensacyjną.
Współczesną, reportażową fabułę tworzy historia ratowania sredniowiecznych manuskryptów z publicznych i prywatnych bibliotek Timbuktu po tym, jak miasto zostało zajęte przez Tuaregów oraz islamistów z Al-Kaidy. Timbuktu było w XIV-XVI...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1527
698

Na półkach: ,

Dobry reportaż - autor nie komentuje, tylko opowiada.
Sama historia zdecydowanie dla pasjonatów książek i/lub historii/ manuskryptów/Timbuktu

Dobry reportaż - autor nie komentuje, tylko opowiada.
Sama historia zdecydowanie dla pasjonatów książek i/lub historii/ manuskryptów/Timbuktu

Pokaż mimo to

avatar
157
26

Na półkach: ,

Dużo ciekawych informacji o historii Afryki i państwie islamskim. Bardzo dobrze i szybko się czyta.

Dużo ciekawych informacji o historii Afryki i państwie islamskim. Bardzo dobrze i szybko się czyta.

Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Przemytnicy książek z Timbuktu


zgłoś błąd