rozwińzwiń

Pisarz dla dorosłych. Opowieść o Józefie Mackiewiczu

Okładka książki Pisarz dla dorosłych. Opowieść o Józefie Mackiewiczu autora Grzegorz Eberhardt, 9788361344469
Okładka książki Pisarz dla dorosłych. Opowieść o Józefie Mackiewiczu
Grzegorz Eberhardt Wydawnictwo: Prohibita biografia, autobiografia, pamiętnik
988 str. 16 godz. 28 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2013-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2010-01-01
Liczba stron:
988
Czas czytania
16 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788361344469
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pisarz dla dorosłych. Opowieść o Józefie Mackiewiczu w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Pisarz dla dorosłych. Opowieść o Józefie Mackiewiczu

Średnia ocen
7,2 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pisarz dla dorosłych. Opowieść o Józefie Mackiewiczu

avatar
95
25

Na półkach:

Udało się przebrnąć (kiedy, jak nie w roku poświęconym twórczości J.M.),dzieło, choć monumentalne, to jednak posiada pewne mankamenty; momentami razi nierówność rozdziałów (z których część zwyczajnie mogłaby być krótsza),pewna niechlujność (choćby te nieszczęsne potrójne wykrzykniki),a także zbyt wiele tzw. "osobistych wycieczek" autora. Nie mniej,, do niektórych rozdziałów na pewno będę wracał. Pozycja obowiązkowa na półce każdego "Mackiewiczologa".

Udało się przebrnąć (kiedy, jak nie w roku poświęconym twórczości J.M.),dzieło, choć monumentalne, to jednak posiada pewne mankamenty; momentami razi nierówność rozdziałów (z których część zwyczajnie mogłaby być krótsza),pewna niechlujność (choćby te nieszczęsne potrójne wykrzykniki),a także zbyt wiele tzw. "osobistych wycieczek" autora. Nie mniej,, do niektórych...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1058
207

Na półkach:

Ani tego biografią nazwać nie sposób ani wgłębić się w to z czystym zainteresowaniem i chęcią rychłego doń powrotu. Przytłacza mnogość nieskładnych cytatów, denerwują liczne personalne wycieczki, dziwi mantra z afiszowaniem własnych dokonań. Miałem wrażenie, że przez ponad 900 stron czytam niemal tylko o tym, że pana J.M. nie ma w księgarniach...

Ani tego biografią nazwać nie sposób ani wgłębić się w to z czystym zainteresowaniem i chęcią rychłego doń powrotu. Przytłacza mnogość nieskładnych cytatów, denerwują liczne personalne wycieczki, dziwi mantra z afiszowaniem własnych dokonań. Miałem wrażenie, że przez ponad 900 stron czytam niemal tylko o tym, że pana J.M. nie ma w księgarniach...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
610
528

Na półkach: , ,

Wiedziałem o książce ale nie potrafiłem odnaleźć. Przez internet rzadko zamawiam, tylko w księgarni. Ale o tytule dowiedziałem się niedawno, może dwa lata temu... natomiast osiem lat temu po raz drugi, od dawna, przeczytałem "Drogę donikąd" i "Nie trzeba głośno mówić". Komentując lektury nie mogłem dojść do tego jakim cudem książki drukuje się na wyspach a sprzedaje w "niewielu" księgarniach krajowych. No i dostałem wyjaśnienie. Ale nie chcę tutaj omawiać także swojej niechęci do Pani z Londynu. Książka pisana przez oddanego bardzo czytelnika Mackiewicza zawiera tyle informacji że może być nawet przewodnikiem po emigracyjnym życiu...no właśnie czy kulturalnym. Tak, przecież wiemy nie od dziś że za granicą najważniejsze to nie natknąć się na rodaka. Oni musieli żyć na emigracji obok siebie pisząc i komentując. A plotkowali Panie....!!! W tym opisie tyle odkryjemy znanych nam nazwisk, autorytetów i miłośników moralizowania że głowa boli od natężenia. Zwracałem uwagę na publicystykę, riposty np. Mariana Hemara albo G.H.Grudzińskiego. Dla mnie fragmenty tekstów, artykułów są niezwykle smakowite na tle epoki. Dlatego denerwowałem się gdy musiałem co jakiś czas przeczytać komentarz autorski, nie zawsze potrzebny, moim zdaniem oczywiście. wielu zapewne bardzo to komentowanie się podobało. Ale Pan Grzegorz ma dziennikarski pazur, więc chyba musiał. Wnikliwa to jednak jest opowieść o znakomitym naszym pisarzu i Pani Barbarze, oddanej na dobre i na złe ale także znakomitej pisarce. Tak, tak drodzy Państwo, przeczytanie tej opowieści to jest wyczyn. Przebijanie przez naszą historię nie należy do łatwych, szczególnie gdy dotyczy takiej znakomitości jak Józef Mackiewicz. Pomyślałem iż po "wakacjach" jak zdrowie dopisze, wrócę do książek tych kresowych. A może po raz trzeci...

Wiedziałem o książce ale nie potrafiłem odnaleźć. Przez internet rzadko zamawiam, tylko w księgarni. Ale o tytule dowiedziałem się niedawno, może dwa lata temu... natomiast osiem lat temu po raz drugi, od dawna, przeczytałem "Drogę donikąd" i "Nie trzeba głośno mówić". Komentując lektury nie mogłem dojść do tego jakim cudem książki drukuje się na wyspach a sprzedaje w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

105 użytkowników ma tytuł Pisarz dla dorosłych. Opowieść o Józefie Mackiewiczu na półkach głównych
  • 77
  • 21
  • 7
25 użytkowników ma tytuł Pisarz dla dorosłych. Opowieść o Józefie Mackiewiczu na półkach dodatkowych
  • 12
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Pisarz dla dorosłych. Opowieść o Józefie Mackiewiczu

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ptasznik z Wilna. O Józefie Mackiewiczu. Zarys monograficzny Włodzimierz Bolecki
Ptasznik z Wilna. O Józefie Mackiewiczu. Zarys monograficzny
Włodzimierz Bolecki
UWAGA: książka wydawana wielokrotnie, pierwszy raz jeszcze za komuny i pod pseudonimem, potem w kolejnych wydaniach autor uzupełniał/poprawiał różne rozdziały, nieraz znacznie. Stąd najlepiej znaleźć najnowsze wydanie (2022). Tego też dotyczą niniejsze uwagi. Spośród licznych piszących o Mackiewiczu (Zadencka, Fitas, Rohnka, Prądzyńska, Lewandowski, Eberhardt, Łukomski, Orłoś, Bartyzel, Maciąg plus dziesiątki prac magisterskich),Bolecki ma opinię (moim zdaniem słusznie) najlepszego znawcy. Jeśli ktoś nic o Mackiewiczu nie wie, to faktycznie radziłbym zacząć od tej książki. Co nie znaczy, że jest bez wad. Największa to ta, że Bolecki nie bardzo wiedział, co chce napisać. Biografię? Biografię literacką? Pracę historycznoliteracką? Analizę historiograficzną? Jak na monografię o pisarzu, niewspółmiernie dużo miejsca zajmuje tu tzw. „sprawa Mackiewicza”, czyli kwestia jego domniemanej kolaboracji (tu trzeba Boleckiemu przyznać, że kilka rzeczy wyjaśnił, ale nie do końca: np. znane jest nazwisko człowieka, który wydał wyrok na Mackiewicza - Stanisław Ochocki - ale w książce ono nie pada). W rezultacie nie bardzo wiadomo, czym książka jest. Życiorys potraktowany jest bardzo wybiórczo, nie dowiemy się praktycznie nic o latach 1925-1935, gdy Mackiewicz romansował i robił dzieci, klepał biedę i chlał na umór, goły i wesoły (kiedy z Toporską kupili domek w Czarnym Borze to za jej pieniądze, bo on – mimo 15 lat pracy – nic nie odłożył). Także okres emigracyjny jest pokwitowany bardzo ogólnikowo, bez wielu kluczowych informacji, znanych skądinąd (np. że przeprowadzili się do Monachium, bo Józef miał tam nagraną pracę – której ostatecznie nie dostał). W tej sytuacji trudno mieć pretensję, że Bolecki nie wyjaśnia epizodów nieznanych (co do cholery Józef i Barbara robili w Brighton?). Analiza historycznoliteracka twórczości wypada marnie, głównie skupiona na antykomuniźmie Mackiewicza. Nie ma wiele o jego powieściowej technice narracyjnej, o budowie postaci, o typowych wątkach (np. związki z wieloma kobietami),o jego rozpięciu między behawioryzmem a naturalizmem, o stronie leksykalnej (regionalizmy, rusycyzmy, trasianka) o prowadzeniu dialogów, o ewolucji jego formuły powieściowej, o ukrytej metaforyce przyrodniczej, o wielopostaciowym porte-parole, o przerzucaniu się z polifonii w monofonie, o technice prowadzenia konkretnych scen, o dozowaniu epiki, o jego eponimii, o panoramiczności wileńskiej topogafii i jej roli w rozwoju akcji. Rekonstrukcja światopoglądu Mackiewicza też ostatecznie wychodzi kulawo. Antykomunizm, antykomunizm i antykomunizm. A na przykład, gdzie jest chorobliwa rusofilia Mackiewicza, która tak go otumaniła, że wypisywał brednie o caracie? A jego religijność? Nie tylko w warstwie wyznaniowej, typu jak to było z tą konwersją na prawosławie, ale generalnie, czy był tradycjonalistycznym integrystą, do bólu praktycznym człowiekiem pogranicza, czy może raczej kimś w rodzaju katolickiego agnostyka? A weźmy kobiety; przecież wychodzi z niego mizoginia, jego kobiece postacie muczą, kwaczą, miauczą, ćwierkają – ale żadna nie mówi ludzkim głosem. No i wreszcie taka oto kwestia: czy Mackiewicz uważał się za polskiego patriotę? Bo ja sądzę, że nie. Tego właśnie nie ma w książce Boleckiego. Niestety ostatnie wydania obciążone są też jego członkostwem w obozie Niny Karsov. Tak do roku 2010 Bolecki był w tym sporze w miarę neutralny, ale potem dołączył do takich cyngli Karsov jak Lewandowski czy Rohnka. Prawdopodobnie po to, żeby zyskać dostęp do archiwaliów. No i zyskał, może teraz szaleć w Toruniu. Ale przecież z Raperswilu zdjęto już klauzulę, więc tutaj tego serwilizmu nie rozumiem. No dobrze, ale to wszystko nie jest takie ważne. Książkę polecam. I mam nadzieję, że ktoś (może i Bolecki?) jeszcze napisze znakomitą, wszechstronną książkę o Mackiewiczu.
PrzemekMichalak - awatar PrzemekMichalak
ocenił na72 lata temu
Na skraju Imperium i inne wspomnienia Mieczysław Jałowiecki
Na skraju Imperium i inne wspomnienia
Mieczysław Jałowiecki
Wspomnienia Mieczysława Jałowieckiego to nie tylko lektura, lecz fascynująca wyprawa przez epoki, tożsamości i wydarzenia, które ukształtowały Europę Wschodnią. Autor, z niezwykłą pasją i swadą, maluje słowem świat, który odszedł bezpowrotnie. Jego opowieść rozpoczyna się w sercu Wileńszczyzny, gdzie korzenie Jałowieckich sięgają daleko w przeszłość, aż po ruskich kniaziów Pieriejasławskich. Autor miał osobliwe szczęście "życia w ciekawych czasach" – od zmierzchu imperium carów, przez odzyskanie przez Polskę niepodległości, aż po II wojnę światową. Jałowiecki, jako pierwszy przedstawiciel rządu Rzeczypospolitej w Wolnym Mieście Gdańsku, stał się naocznym świadkiem narodzin nowego porządku w Europie. Jego wspomnienia to mozaika barwnych portretów, od sielskich dworów wśród litewskich borów, po gorączkowe tygodnie w wojennej Rosji czy zawiłości polityczne międzywojennego Gdańska. Nostalgia przeplata się tu z pasją, a osobiste refleksje Autora, pełne patriotycznego żaru i czasem gorzkiej ironii, nadają lekturze niepowtarzalny klimat. Wspomnienia Mieczysława Jałowieckiego to nie tylko zapis przeszłości, lecz również – a może przede wszystkim – przestroga i wezwanie do pamięci o tradycjach, kształtujących naszą tożsamość, które - właściwie wykorzystane - mogą być ogromnym atutem. Pozycja autorstwa Mieczysława Jałowieckiego zachwyca bogactwem szczegółów, mądrością spostrzeżeń i kunsztem pisarskim, godnym dojrzałej literatury. Polecam, nie tylko pasjonatom historii ...
Dariusz BOŃCZA-WYSPIAŃSKI - awatar Dariusz BOŃCZA-WYSPIAŃSKI
ocenił na97 miesięcy temu
Niepokorny Piotr Zaremba
Niepokorny
Piotr Zaremba Michał Karnowski
Możemy się na współczesnych dziennikarzy oburzać i denerwować krytycznie patrząc zarówno na ich warsztat dziennikarski jak i etykę zawodową, a jednocześnie przyglądać się również im pod katem tego, co sobą reprezentują, jaką szkołę przeszli, jak reagują na ożywione dyskusje toczące się i w przestrzeni politycznej i społecznej i kulturalnej, co czytają i czy w ogóle, czy bardziej im do cmentarnych hien bazujących na sensacji i jednorazowych newsach czy na rzetelnej, pogłębionej analizie problemów i ich wszechstronnemu obiektywnemu przedstawieniu. Polska scena medialna stworzyła niebezpieczny precedens tworząc bardzo silną grupę mainstreamowych mediów i ich reprezentantów a usuwając w cień niszowe redakcje i dziennikarzy niezależnych i nie podlegających żadnym wpływom, odmawiając im często prawa bytu i prawa do istnienia, bo skoro nie stoi za nimi żaden obcy kapitał będzie im niezwykle trudno przebić się do umysłów społeczeństwa, które mocno zmanipulowane i pod wpływem promowanych na wielu frontach jednolitych i spójnych przekazów zaczyna tracić zdrowy ogląd rzeczywistości przyjmując ten, który mu został perswazyjnie zaserwowany. Dziennikarz przestaje być świetnie wyszkolonym i profesjonalnie przygotowanym do dyskusji referentem czy sprawozdawca czyichś poglądów czy przemyśleń, ale ze swoją nachalnością czy arogancją połączoną z propagandowym przekazem często z niekompetencją i płycizną intelektualną zagłuszaną słowotokiem i przebojowością próbuje wykreować taki obraz jaki pasuje jemu czy też stacji czy frakcji, którą reprezentuje. A przecież muszą wtedy mówić jednym głosem, bo to nie tylko kwestia lojalności, ale i swoista kuźnia kadr, w której grilluje się ludzi według określonych i zaakceptowanych zasad, bo w ten sposób wywiera się istotną presję na nich a poprzez nich na myślenie Polaków. Dla przeciwwagi niniejsza lektura jest całkiem innym spojrzeniem na to, jaka jest rola dziennikarza i jakimi cechami powinien się on odznaczać, by wypełniać swoją misje i powołanie, a nie być tylko zwykłym sprawnym bo sprawnym, ale rzemieślnikiem. Jeśli w tym wszystkim brakuje zdrowego kręgosłupa, to i to, co otrzymujemy jest zwykłą papką nie wartą naszego czasu i energii. Spodziewamy się bowiem, że dostaniemy najlepszy towar, a tu nie tylko że go nie mam, ale czujemy się oszukani, bo opakowanie wprawdzie było ładne ale w środku pleśń. Wildstein jest postacią funkcjonującą w odbiorze Polaków jako dziennikarz krnąbrny i idący pod prąd, ale jednocześnie bardzo wyrazisty i stały w swych poglądach. My poznajemy historię człowieka opowiedzianą przez niego samego, który nie wstydzi się przyznać do swoich błędów, do różnych pomyłek i niewłaściwych wyborów, ale czyni to w poczuciu odpowiedzialności za siebie i za działania, które podejmował w trosce o Polskę. Jego droga nie była łatwa i jednoznaczna, zmagał się z brakiem zrozumienia i często na własnej skórze odczul samotność i brak wsparcia, bo nie wszystkie jego decyzje znajdowały zrozumienie i akceptacje. Przeszedł twardą szkołę życia, od pełnego młodzieńczego zaangażowania w niezależne struktury studenckie, a tu współpracę z zamordowanym przyjacielem Staszkiem Pyjasem i drugim kumplem Lesławem Maleszko, który okazał się wieloletnim tajnym współpracownikiem o pseudonimie Ketman, i który donosił na nich, a to mogło być przyczyną zabójstwa Pyjasa, który poznał jego tajemnicę. Poprzez pobyt na emigracji, powrót, budowanie struktury radia, potem szefowanie telewizji, praca w gazecie, stworzenie listy tajnych współpracowników ze świata polityki, sztuki, kultury. Jego poglądy ewoluowały, dziś czuje się zwolennikiem PiS i Jarosława Kaczyńskiego, bo dostrzega jego wielkość jako polityka. Jako dziennikarz osiągnął sukces i zachował tożsamość, co nie udało się wielu, zarówno tym nierozliczonym z PRL, jak i tym, którzy dziś za kasę są gotowi sprzedać człowieka, by tylko osiągnąć sławę i uznanie. Nie ucieka przed ostrymi sądami i nazywa rzeczy po imieniu. Polskie media są zawłaszczone i trzeba o nie walczyć, by nie doprowadziły do utraty systemu wartości, na którym według niego powinniśmy budować polską rzeczywistość zakorzenioną w chrześcijaństwie.
Antoni Leśniak - awatar Antoni Leśniak
ocenił na711 lat temu
Wojna i sezon Michał Kryspin Pawlikowski
Wojna i sezon
Michał Kryspin Pawlikowski
Kolejna genialna staroć - równie zapomniana, jak i nieczytana. A to jeden z najbarwniejszych obrazów pamiętnikarskich w polskiej literaturze lat I wojny i II RP. To się po prostu czyta – i to jak (a nie wyłącznie dla przednich anegdot i barwnych opisów ważnych postaci). Lepsza gawęda niż u Wańkowicza, którego Autor miał (nb. całkiem słusznie) za „reżymowego pisarza sanacji”. Michał K. Pawlikowski to ziemianin z dalekiej Mińszczyzny, gdzie do lat I wojny zachował się patriarchalny porządek społeczny. Był on bez wątpienia jego beneficjentem, niezależnie od rządów zaborcy rosyjskiego. A nigdy nie dość przypominania słów Józefa Mackiewicza (jego rodaka z bliższej nam Wileńszczyzny i kolegi z redakcji „Słowa” w Wilnie– nb. o podobnym stylu pisarskim),że Rosja była państwem stanowym, a nie narodowym - polski szlachcic więcej zatem znaczył niż rosyjski mieszczanin i miał od niego więcej praw. Imperium oficjalnie nie uznawało innych narodowości – liczyły się zaś tylko stany, języki i wyznania (określenie rzymski katolik oznaczało niemal wyłącznie Polaka). Nic dziwnego, ze wspomnienia z lat młodości w innej książce Autora („Dzieciństwo i młodość Tadeusza Irteńskiego”) nie są bynajmniej nacechowane przesadną martyrologią. Podobnie jest i w tej książce. Inna rzecz, że Autor prezentuje duży dystans do współczesnych mu wydarzeń. Zdaje się nie należeć do ludzi, którzy „pucują” rzeczywistość, widzących świat takim, jaki powinien być, a nie jakim naprawdę jest. I tu wymowna realizacja tej zasady: rzecz się dzieje w 1920 r. w pociągu ewakuacyjnym z Kresów podczas kontrofensywy bolszewików: ” W sąsiednim wagonie jechało kilkunastu żołnierzy z pułku poznańskiego - wojska zapewne bardzo dzielnego w boju, ale niesfornego poza służbą, słynnego z grabieży, nękania ludności cywilnej, bicia Żydów. Zachowywali się krzykliwie i po chuligańsku. Do wagonu ich trafił żołnierz Żyd z jakiegoś innego pułku. Zaczęli się nad nim znęcać: śmieli się z niego, nasuwali mu rogatywkę na oczy, szczypali go, udawali że go chcą zakłuć bagnetem. Żyd znosił to wszystko w milczeniu, ale z biegających oczu można było zgadnąć, że jest bliski obłędu. W czasie jakiegoś postoju w polu przed zamkniętym semaforem jeden z Poznańczyków chlusnął na Żyda z bańki z benzyną, a drugi sięgnął po zapałki mówiąc, że go podpali. Tego już biedak nie mógł wytrzymać. Wyskoczył z wagonu i zaczął biec na oślep w kierunku łanu zieleniejącego żyta. - Dezerter! zdrajca! szpieg bolszewicki! - zaczęli wrzeszczeć Poznańczycy. Szczęknęły zamki karabinów i huknęło kilka strzałów. Żyd nie zdążył dobiec do łanu żyta i upadł kopiąc murawę nogami. W minutę później rozległ się gwizd parowozu i pociąg ruszył dalej”:.. Tak to się, mili Państwo, zaczynało Dwudziestolecie… A jak się kończyło? Pod koniec lat 30. Autor był sekretarzem wojewody pomorskiego Władysława Raczkiewicza (potem prezydenta RP na uchodźstwie). I notuje we wrześniu 1939 r.: „We Włocławku Tadeusz był świadkiem dziwnej rozmowy. Wszedł niepostrzeżenie do gabinetu starosty, gdzie siedzieli wojewoda Raczkiewicz; wicewojewoda Szczepański, starosta włocławski, naczelnik wydziału' społeczno-politycznego Cichalewski i jakiś major - podobno oficer łącznikowy generała Bortnowskiego. Nazwiska jego Tadeusz nie wiedział ni wtenczas, ni potem. Rozmowa toczyła się o środkach ewakuacji z Włocławka, który był zlewiskiem ewakuacyjnym z całego Pomorza. Mowa była o autobusach, furmankach i nawet o statkach na Wiśle. - A co robić z aresztowanymi Niemcami? - spytał starosta - Jest ich... - tu wymienił cyfrę paru tysięcy. - Jak to - co? - wmieszał się do rozmowy major - Zlikwidować! Tadeusz podniósł mimowolnie brwi i wzrok jego spotkał się szklanym wzrokiem pana Raczkiewicza. - Panie Tadeuszu - powiedział wojewoda - może będzie pan łaskaw poszukać i sprowadzić do mnie naczelnika wydziału rolnictwa... Tadeusz wyszedł i nie słyszał końca ciekawej rozmowy….” Zaprawdę, Autor nie pucował rzeczywistości w imię odwiecznej zasady: „Tylko mi gniazda nie kalać, rozumieta…:?” Zmarł na emigracji w 1972 r. (Hawaje - drugi biegun od Białorusi) . A ta jego książka jest w wolnym dostępie w sieci. Dobrej lektury!
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na84 lata temu
Atlantyda. Opowieść o Wielkim Księstwie Bałaku Andrzej Chciuk
Atlantyda. Opowieść o Wielkim Księstwie Bałaku
Andrzej Chciuk
Najciekawsze są takie wspomnienia sprzed lat (dziwnym trafem - zazwyczaj lepszych niż w czasie pisania),których Autor nie ulega pokusie łatwej idealizacji dawnych miejsc, ludzi i siebie. Mam na myśli słynną przemowę z „Dzienników” Gombrowicza do rodaków: „Przestańcie opiewać łzawo piękności Grójca, Piotrkowa czy Biłgoraja (…) Nieprawda, że Grójec jest czymś więcej niż przeraźliwą i prowincjonalną dziurą, w której ongiś biedowała wasza szara egzystencja. Nie, to kłamstwo: Radom nigdy nie był poematem, nawet o wschodzie słońca…”. Tych słów Mistrz nie mógłby skierować pod adresem Andrzeja Chciuka, autora wspomnień z przedwojennego Drohobycza. Nie zamierza on bowiem przekonywać, że „Wielkie Księstwo Bałaku” było niebem na ziemi, a ludzie – bezgrzeszni. Za to ukazuje, jak wielka była „tam i wtedy” radość życia, jak ludzie potrafili się tam cieszyć czystym istnieniem. Wspomnienia - pisane często właśnie "bałakiem", czyli gwarą lwowską, co bynajmniej nie utrudnia lektury - są porywające. Wręcz dyszą autentyzmem wyczuwalnym na pierwszy rzut oka, niezależnie czy Autor opisuje swoje lata szkolne (był uczniem Brunona Schulza, którego przedstawił niezwykle ciepło),czy mecze piłkarskie (najgorszym wyzwiskiem wobec sędziego było: „sędzia kalosz, kanarki doić, pluskwy łaskotać”, ale już po meczu sędziowie mogli w japę zarobić, co jest także cudownie opisane),czy też świat Żydów albo Ukraińców. Ale co do tych ostatnich, Autor przytacza też i sytuację, gdy jako kilkunastolatek był świadkiem, jak na rozstajnych drogach wachmistrz Korpusu Ochrony Pogranicza pytał pod drogowskazem na Truskawiec przejeżdżających Ukraińców: "A którędy do Truskawca, ojciec i jak daleko?". Wieśniacy baranieli na takie pytanie, odpowiadając: „Tuda pane do Truskawcia szist’ kilometriw”. Wtedy dostawali w gębę, ku uciesze wachmistrza i żołnierzy. Gdy na ponowne pytanie odpowiadali tak samo, podoficer uderzał ponownie, aż niedomyślny chłop zrozumiał i odpowiedział po polsku. Gdy Chciuk spytał wachmistrza, czy mu nie wstyd, usłyszał: ”A ty co, też Ukrainiec..?”. Matka, której to powtórzył, odpowiedziała mu: ”Boję się o was dzieci, takie postępowanie z nimi nic dobrego nie przyniesie”. I nie przyniosło. I teraz tylko pytanie, ile odpowiedzialności za zbrodnie UPA ponosi ten durny wachmistrz - a taka postawa nie była raczej wyjątkiem, choć my (wiecznie niewinne ofiary Innych) lubimy wyobrażać sobie inaczej…. Jeden plus z agresji RoSSji na Ukrainę: nad przeszłością trudnych relacji polsko-ukraińskich będzie teraz dominować teraźniejszość. I przyszłość….
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na93 lata temu
Listy z Rosji Astolphe de Custine
Listy z Rosji
Astolphe de Custine
Opis i opinie o książce są wyczerpujące. Cóż można dodać? Listy markiza są w Polsce mało znane, dosłownie parę wzmianek w literaturze. A szkoda. Niezapomniana lektura. Moim zdaniem książka - matka, dla wszystkich późniejszych historyków. Nie twierdzę, że następcy byli plagiatorami, ale tyle razy spotykałem się z opiniami innych autorów, jakby żywcem zapożyczonych od autora. Na pewno była to lektura obowiązkowa dla każdego z nich. Wiele celnych opinii o Rosjanach i Rosji, dwa przykłady: " Rosjanie zgnili, zanim dojrzeli " " Syberia zaczyna się od Wisły " itd. itp. Jeden opis bardzo smutny, przytoczę go w całości, bo nie myślę, żeby dużo osób miało możliwość przeczytać książkę. Petersburg 1839r."... trafiłem nogą na kamień i przeczytałem na nim imię, które mnie mocno wzruszyło: Poniatowski... Królewska ofiara próżności, ten zbyt łatwowierny kochanek Katarzyny II jest pochowany tu bez żadnych należnych mu względów, ale wyzuty z majestatu korony, zachował majestat nieszczęścia. Niedole tego władcy, jego zaślepienie tak okrutnie ukarane i perfidna polityka jego wrogów zwraca uwagę wszystkich podróżnych na jego poniechany grób. " Bez komentarza. Nie, chwila ciszy. Jaki był, taki był, ale to zawsze KRÓL POLSKI. Jego ciało przeniesiono w 1938 r. do Wołczyna ( obecnie Białoruś ). Od 1995 r w Warszawie, w katedrze św, Jana. Jeśli ktoś ma ochotę przeczytać na 246 stronach niekończącej się krytyki Rosji, cara, arystokracji, chłopów, wojska ( za wyjątkiem Kozaków ) azjatyckiej mentalności, strachu, zakłamania, architektury, kultury... spokojnie, spokojnie, brak kultury to też kultura, a to tylko wstęp do wyliczanki, to znalazł swoją książkę. Polecam.
ando - awatar ando
ocenił na1010 miesięcy temu

Cytaty z książki Pisarz dla dorosłych. Opowieść o Józefie Mackiewiczu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Pisarz dla dorosłych. Opowieść o Józefie Mackiewiczu