rozwińzwiń

Biedny Tom już wystygł

Okładka książki Biedny Tom już wystygł autora Maureen Jennings, 9788362465224
Okładka książki Biedny Tom już wystygł
Maureen Jennings Wydawnictwo: Oficynka Cykl: Detektyw Murdoch (tom 3) kryminał, sensacja, thriller
400 str. 6 godz. 40 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Cykl:
Detektyw Murdoch (tom 3)
Tytuł oryginału:
Poor Tom is Cold
Data wydania:
2011-11-01
Data 1. wyd. pol.:
2011-11-01
Liczba stron:
400
Czas czytania
6 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788362465224
Tłumacz:
Anna Sawicka-Chrapkowicz
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Biedny Tom już wystygł w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Biedny Tom już wystygł



książek na półce przeczytane 8238 napisanych opinii 3787

Oceny książki Biedny Tom już wystygł

Średnia ocen
6,9 / 10
99 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Biedny Tom już wystygł

avatar
391
388

Na półkach:

Nie ma tu opisów drastycznych tortur , jakie zdarzają się we współczesnych kryminałach. Mimo to nastrój jest ponury. Połączenie nieszczęśliwych ludzi z przełomem wieków XIX na XX kiedy mieli mniej szans na samorealizację i więcej ograniczeń. Dylematy takie jak : czy katolik może poślubić baptystkę , z czego ma się utrzymać samotna kobieta ?
Książka jest ciekawie napisana , główny bohater sympatyczny , ale w niczym nie przypomina serialowego Murdocha . Ten serialowy interesuje się nowinkami technicznymi i sam dokonuje wynalazków, spotyka znanych ludzi. Bohater książek Maureen Jennings jest mniej oryginalny - inteligentny i dowcipny , ale nie ma w nim niczego niezwykłego.
To dobry , napisany z dużą znajomością epoki , kryminał retro. Nie należy tylko oczekiwać spotkania z postaciami znanymi z serialu.

Nie ma tu opisów drastycznych tortur , jakie zdarzają się we współczesnych kryminałach. Mimo to nastrój jest ponury. Połączenie nieszczęśliwych ludzi z przełomem wieków XIX na XX kiedy mieli mniej szans na samorealizację i więcej ograniczeń. Dylematy takie jak : czy katolik może poślubić baptystkę , z czego ma się utrzymać samotna kobieta ?
Książka jest ciekawie napisana ,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1925
1924

Na półkach:

Nie wiem, czy taki był zamysł autorki, by na dwudziestej drugiej stronie umieścić zdanie, a właściwie jeden, drobny w nim szczegół, który wskazał mi zabójcę i ofiarę, zanim zagłębiłam się w historię morderstwa konstabla Wickena na dobre. A może chciała mnie tylko zaintrygować, może rzucić delikatny cień podejrzenia, który potem łatwo byłoby jej podważyć, a może chciała, abym poznała mordercę, bym potem w to odkrycie zwątpiła? Jakkolwiek by nie było, ta zaszczepiona początkowa wiedza, której później nie zdołała mi podważyć do końca powieści, mimo usilnych starań i sprytnych zawirowań fabuły, w niczym, ale to absolutnie w niczym mi nie przeszkadzała, a zwłaszcza w przyjemności czytania tej trzeciej odsłony z życia zawodowego (prywatnego i osobistego też!) detektywa Murdocha.
Wręcz przeciwnie.
Moja pewność sprawcy pozwoliła mi na fascynującą obserwację prowadzonego śledztwa, jego kierunków rozwoju, zastojów i przyśpieszonego tempa w obliczu pojawiających się nowych dowodów, świadków mówiących półprawdę, natury ludzkiej skłonnej do kłamstw w imię własnych interesów lub zwykłego „świętego spokoju”, toku myślenia śledczego i jego rozważań oraz przyjmowanej logiki, dystyngowanych dialogów pełnych zawoalowanych sugestii i niedomówień oraz coraz bardziej gęstej atmosfery, dusznej od niewypowiedzianych myśli, nieujawnionych emocji i trzymanych na krótkiej smyczy norm społecznych, niewygodnych faktów. Dusiłam się od życia na pokaz bohaterów opowieści i jednocześnie czułam się jak ryba w wodzie jako obserwatorka tego zjawiska.
Jednak śledztwo, które dostarczyło mi wiele skrajnych emocji od irytacji po ulgę, nie było jedynym wątkiem powieści, który pochłonął moją uwagę. Cichym bohaterem, ale bardzo ważnym, był niezwykle sugestywnie odmalowany przekrój społeczeństwa kanadyjskiego żyjącego w Toronto pod koniec XIX wieku. Obraz mentalności mieszkańców zasiedziałych z dziada pradziada i nowych imigrantów szukających w Kanadzie lepszego życia, podzielonych nie tylko ze względu na status materialny, od żebraków i prostytutek począwszy, a na majętnych matronach i przedsiębiorcach skończywszy, ale i wyznawaną wiarę lub jej brak w pojęciu katolików i protestantów, od której zależał awans zawodowy. Społeczeństwa kierującym się surowymi zasadami moralnymi, w którym pozycja i rola kobiety była całkowicie podporządkowana mężczyźnie i rodzinie. Nie zawsze mającej na celu jej dobro. Rodzina Nathaniela Eakina opisana przez autorkę to skrajność, a jej patchworkowa struktura sprzyjała ukazaniu braku więzi rodzinnych i chciwości jej członków, zdolnych dla pieniędzy zrobić wszystko. Rodzina, którą określiła Augusta, córka Nathaniela, w dwóch zdaniach – "Złe uczucia nikogo nie zabijają, skarbie. Gdyby tak było, nikt w tym domu już by nie żył".
Ta podwójna moralność, rygorystyczne normy społeczne, zwłaszcza dotyczące kobiet, stanowiły bardzo jaskrawy kontrast w stosunku do postępu w nauce, rozwoju techniczno-przemysłowego i początków ruchów feministycznych ówczesnej epoki, o czym nie zapomniała w swojej powieści autorka. Pokazała nie tylko heroiczną wręcz walkę osamotnionej Peg, żony Nathaniela, o swoją przyszłość, a nawet życie, ale i kobiet w ogóle o swoje prawa. Zaprowadziła mnie do gabinetu dentystycznego, zapoznając z najnowszymi technikami ekstrakcji zęba. Pokazała również zasady i metody pracy z pacjentkami stosowane w ówczesnym zakładzie dla chorych psychicznie.
Miałam wrażenie, że pani, której pasją jest oprowadzanie miłośników cyklu o detektywie Murdochu po Toronto w strojach z minionej epoki, jak przeczytałam na okładkowym skrzydełku, była również i moją przewodniczką na kartkach tej książki, a intryga kryminalna tylko pretekstem do wycieczki w czas przeszły, by poczuć ducha epoki tak barwnej i jednocześnie kontrastowej w swoich przemianach społecznych, demograficznych i ekonomicznych.
Te walory docenili również producenci filmowi, tworząc na podstawie cyklu serial telewizyjny, który zdobył swoich wielbicieli. A polscy fani doczekali się blogu Sprawy detektywa Murdocha.
naostrzuksiazki.pl

Nie wiem, czy taki był zamysł autorki, by na dwudziestej drugiej stronie umieścić zdanie, a właściwie jeden, drobny w nim szczegół, który wskazał mi zabójcę i ofiarę, zanim zagłębiłam się w historię morderstwa konstabla Wickena na dobre. A może chciała mnie tylko zaintrygować, może rzucić delikatny cień podejrzenia, który potem łatwo byłoby jej podważyć, a może chciała,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
318
202

Na półkach:

Sięgnąłem po książkę w trakcie oglądania jednego z moich ulubionych seriali. I mocno się rozczarowałem. Książka sama w sobie jest niezła, ale w głowie mam zupełnie inne postaci. Postawny Crabtree nijak się ma do postaci z serialu, sam Murdoch zupełnie nie przypomina Yannicka Bissona. Tym samym czołówka też wprowadza w błąd informując, że postaci są zaczerpnięte z powieści, a tak naprawdę to mają tylko ich nazwiska. Może sięgnę po inny tom, żeby zmienić opinię...

Sięgnąłem po książkę w trakcie oglądania jednego z moich ulubionych seriali. I mocno się rozczarowałem. Książka sama w sobie jest niezła, ale w głowie mam zupełnie inne postaci. Postawny Crabtree nijak się ma do postaci z serialu, sam Murdoch zupełnie nie przypomina Yannicka Bissona. Tym samym czołówka też wprowadza w błąd informując, że postaci są zaczerpnięte z powieści,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

276 użytkowników ma tytuł Biedny Tom już wystygł na półkach głównych
  • 146
  • 130
66 użytkowników ma tytuł Biedny Tom już wystygł na półkach dodatkowych
  • 42
  • 6
  • 6
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Biedny Tom już wystygł

Inne książki autora

Maureen Jennings
Maureen Jennings
pisarka, psycholożka, terapeutka i filozofka. Urodziła się w Birmingham, ale od dłuższego czasu mieszka i pracuje w Kanadzie. Od 1997 roku publikuje powieści o detektywie Murdochu, które zyskały międzynarodową sławę, są tłumaczone na wiele języków i ekranizowane. Opublikowała również kryminalną serię o Christine Morris oraz wiele innych książek, w tym również niebeletrystycznych. Jej pasją jest oprowadzanie miłośników Murdocha po Toronto w strojach z epoki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ostatnia noc jej życia Maureen Jennings
Ostatnia noc jej życia
Maureen Jennings
Szukałam nazwiska redaktora tej powieści i niestety nie znalazłam. Albo wydawnictwo Oficynka chciało zaoszczędzić i w ogóle redaktora nie zatrudniło, albo też odwalił on (lub ona) tak straszną chałturę, że wstydził się podpisać to własnym nazwiskiem. Poczynając od takich kwiatków jak komisarz, który "ogrzewał słonie nad kominkiem" a kończąc na trudnościach z odmianą rzeczowników przez przypadki (zwłaszcza takich trudnych, jak liczebniki typu "dwaj", "dwoje"). To było ostrzeżenie dla tych, którzy lubią książki porządnie wydane i dopracowane pod każdym względem - edytorskim, translatorskim i literackim. Ta książka niestety jest byle jaka, chociaż widywałam gorsze. Za to sam kryminał - ciekawy. Myślę, że główny nacisk autorka położyła na oddanie realiów XIX wiecznego Toronto i chyba jej się to udało. Podobnie jak Eduardo Mendoza prowadzi czytelnika przez śmierdzące zaułki, speluny pełne oparów alkoholu i tytoniu, duszne pokoje niewietrzone z oszczędności, pomiędzy spoconych mężczyzn i kobiety. Jednak - w przeciwieństwie do Mendozy - autorka nie epatuje obsceną, nie babra się w tym z lubością, raczej relacjonuje beznamiętnie i... prawdziwie. Zaglądamy też do bogatszych domów, które pachną i wyglądają nieco inaczej, a problemy ich mieszkańców są nieco bardziej wyrafinowane niż "czym zapełnić żołądek i jak się choć trochę ogrzać" ale nie przestają przez to być problemami spędzającymi sen z powiek. Przyglądamy się więc całej tej ludzkiej biedzie i zewnętrznej i wewnętrznej, ludzkiej samotności i troskom, które gryzą każdego bez względu na zajmowaną pozycję społeczną. Sama intryga kryminalna cieniutka. Ale koloryt oddany IMHO po mistrzowsku. Do tego - co dosyć rzadkie w kryminałach - pięknie pokazane zetknięcie dwóch kultur - protestantów i katolików, kiedy jedni o drugich niczego nie wiedzą, więc niewiedzę wypełniają własnymi wyobrażeniami o tym jak to według nich "u tamtych" funkcjonuje. Jedni budują swoje widzenie świata na uprzedzeniach i stereotypach, inni, jak detektyw Murdoch, po prostu obserwują i wyciągają własne wnioski, nie prostując błędnych osądów, bo przecież ludzie i tak zawsze "wiedzą lepiej". Ciekawa jest też perspektywa, kiedy katolicy są mniejszością i niemalże (w najlepszym wypadku) dziwadłami z kosmosu. I za to - dodatkowy plus.
Teano - awatar Teano
ocenił na77 lat temu
Sherlockista Graham Moore
Sherlockista
Graham Moore
Czy wiecie, kim był Arthur Conan Doyle? A Sherlock Holmes? Założę się, że większości z Was o wiele łatwiej odpowiedzieć na to drugie pytanie. Choć detektyw nigdy nie żył w rzeczywistości, ludzie byli przekonani o jego istnieniu. Postać stworzona przez Doyle’a stała się bardziej realna od niego samego. Z tego właśnie powodu pisarz postanowił zakończyć raz na zawsze żywot swego wroga, bo tym stał się dla niego Holmes. W 1893 Arthura uznano za mordercę. Jednak z nieznanego nikomu powodu, ku radości wszystkich swoich czytelników, mężczyzna postanowił po ośmiu latach wskrzesić słynnego detektywa. Pozostało jednak jedno, nurtujące pytanie: dlaczego? Harold White to badacz literatury i najmłodszy ze stowarzyszenia Sherlockistów. Kiedy jeden z nich pewnego dnia oświadcza, że rozwiązał odwieczną zagadkę fanów Sherlocka i odnalazł zaginiony dziennik Conan Doyle’a, nikt nie może w to uwierzyć. Jednak staje się rzecz straszna- mężczyzna zostaje zamordowany we własnym pokoju hotelowym w noc przed planowanym ujawnieniem dziennika, a po zapiskach nie ma ani śladu. Harold postanawia wziąć przykład ze swojego idola i własnoręcznie, z pomocą pewnej tajemniczej kobiety, rozwiązać tę zagadkę. Gdzie są zapiski Doyle’a? Czy badacz skłamał? Kto zabił? I jaką rolę w tym zamieszaniu odgrywa potomek pisarza? Książka pisana jest z dwóch perspektyw- w jednej możemy poznać przygody White’a na tropie dziennika, a w drugiej samego Doyle’a w czasie jego pisania. Obydwaj panowie mają za zadanie rozwiązać mrożące krew w żyłach zagadki. To naprawdę świetna gratka dla fanów Holmesa. Chociaż książka tylko w niewielkim stopniu oparta jest na faktach, to dzięki niej możemy zapoznać się z paroma teoriami dotyczącymi zaginionego dziennika. Pojawiają się w niej postacie historyczne, jak Bram Stoker, Oscar Wilde (zostaje tylko wspomniany, lecz właśnie dzięki temu zainteresowałam się głębiej pisarzem, który ma tak smutny i przejmujący życiorys),czy właśnie Arthur Conan Doyle. „Sherlockista” to debiut Grahama Moore (twórcy m.in. „Gry tajemnic”, w której główna role zagrał Benedict Cumberbatch, znanego z serialu „Sherlock”) i jak na debiut jest naprawdę dobry. Można znaleźć wprawdzie parę niedociągnięć, ale książkę czyta się bardzo przyjemnie i z zainteresowaniem, szczególnie, jeżeli sami jesteśmy Sherlockistami lub po prostu fanami Arthura Conan Doyle'a.
ola - awatar ola
oceniła na66 lat temu
Córka kata Oliver Pötzsch
Córka kata
Oliver Pötzsch
♀️“Córka kata” to pierwszy i niestety jedyny wydany w Polsce tom całkiem potężnej, siedmioczęściowej serii. Po raz pierwszy czytałam ją ładnych parę lat temu i tak naprawdę od tego czasu chyba nigdy nie wypadła mi z głowy, do tego stopnia, że teraz (po re-readzie) bardzo mocno rozważam skompletowanie wszystkich części po angielsku. ♀️Kiedy myślę, jak mogłabym opisać tę książkę, to przychodzi mi do głowy, że to klimatyczny kryminał osadzony w siedemnastowiecznym bawarskim miasteczku. W Schongau zaczynają umierać dzieci. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że przyczyny śmierci nie są naturalne, a ginące dzieciaki mają jeden wspólny mianownik – często były widywane u miejscowej akuszerki, a na plecach wytatuowany mają tajemniczy symbol. Społeczność szybko wydaje wyrok – za wszystko odpowiada Marta Stechlin, która najwyraźniej jest czarownicą i ma jakieś konszachty z diabłem. Co w takiej sytuacji? Jest tylko jedna słuszna opcja – akuszerka powinna spłonąć na stosie. ♀️Jakub Kuisl, schongauski kat nie wierzy jednak w jej winę. Postanawia zrobić wszystko co w jego mocy, żeby ocalić ją przed śmiercią. W jego działaniach towarzyszy mu Simon – syn miejscowego medyka, który nie zważa na konwenanse, otwarcie zadaje się z katem, a dodatkowo jest blisko z jego córką. ♀️Co ciekawe, Kuislowie to udokumentowany historycznie ród bawarskich katów, a co więcej – sam autor jest ich potomkiem. Podczas czytania widać, że Pötzsch zrobił porządny research i mimo że sam przyznaje, że nie odwzorował realiów tamtych czasów w stu procentach, to kreacja świata i tak zasługuje na pochwałę. Mimo mrocznego i ciężkiego klimatu, całość nie jest też przeładowana brutalnymi i obrazowymi scenami, dzięki czemu całość jest wyważona i świetnie się czyta.
bogdanka - awatar bogdanka
oceniła na92 lata temu
Cień kruczych skrzydeł Garth Stein
Cień kruczych skrzydeł
Garth Stein
Styl? Nic wybitnego, autor nie jest mistrzem pióra, ale ma w sobie to coś. Z całych sił szanuję za tak emocjonalną i realistyczną narrację jaką udało się wprowadzić do tej książki, która pozwala nam się utożsamiać z bohaterami. Tym bardziej, że nie spodziewałam się tego po męskim autorze. Fabuła? Cóż, na wstępie trzeba zaznaczyć, że nie jest to całkowita fantastyka. Jest to ten rodzaj fantastyki gdzie znajdujemy się w realnym świecie, który ktoś pokropił nutą fantastyczności co jest ciekawym motywem, ale dałoby się bez niego obejść. Przede wszystkim jest to jednak opowieść o tym jak ktoś przechodzi żałobę, o jego przemianie i emocjach, które mu towarzyszyły. Więc jeśli liczysz na pełną magicznych zawirowań fabułę to tutaj tego nie doświadczysz, sam motyw indiański jest zresztą bardzo mało rozwinięty, ograniczający się właściwie do jednej legendy. Bohaterowie? Najbliżsi bohaterowie są mili, przyziemni, tacy, by się z nimi utożsamiać i bardzo było to przyjemne. Jeśli chodzi jednak o dalszych bohaterów to zbyt często przedstawiano nimi różne skrajności i to już mniej wychodziło choć może na tym miało to polegać, nie wiem. Realizm? Nie znam się na żałobie, nie mam pojęcia jak człowiek ją przechodzi, ale mam wrażenie, że część rzeczy w tej powieści jest wyolbrzymionych. Pierwsze sto stron jest zdecydowanie gorszych od reszty, a w ciągu pierwszych dwudziestu Jenna dwa razy płacze, raz seksownie tańczy przy muzyce. Później mimo skrytości i niechęci nagle zwierza się ze swoich problemów i dziwnych zjaw(kusztaki z opisu) dwóm nieznajomym i jednym mężczyźnie, którego też znała może z tydzień. Podsumowując, pomysł ciekawy, czytało się miło, ale książka miała potencjał na zdecydowanie więcej. Z jednej strony rozwinęłabym ją w czasie choć z drugiej strony zachowanie Roberta mogłoby się w tym przypadku zaburzyć i stałoby się mniej realistyczne, za długo, by to trwało. Ale tłumaczyłoby inną relację. Poszłabym też bardziej w motyw fantastyczny, choć mówię to osobiście jako wielki fan fantasy, ale początkowe mity i legendy dawały nadzieję na coś więcej. Znikły po połowie książki, a kusztaki stały się jedynie... jakimś tam bytem. Niemniej, za przyjemność czytania daję 7. [21.12.2020]
Saphirkka - awatar Saphirkka
oceniła na75 lat temu

Cytaty z książki Biedny Tom już wystygł

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Biedny Tom już wystygł