niepoczytalna com 
niepoczytalna.com
status: Czytelnik, dodał: 3 książki, ostatnio widziany 6 godzin temu
Teraz czytam
  • Czara wyroczni
    Czara wyroczni
    Autor:
    Akcja powieści rozgrywa się w siedemnastowiecznym Paryżu, a jej fabuła oparta jest na dokumentach sądowych ze śledztwa, które prowadzono po aresztowaniu zawodowej wiedźmy i trucicielki, Marie Bosse. D...
    czytelników: 1278 | opinie: 56 | ocena: 7,29 (402 głosy)
  • Kahlo 1907-1954
    Kahlo 1907-1954
    Autor:
    Maluję moją własną rzeczywistość. Jedyną rzeczą, jakiej jestem pewna, jest potrzeba malowania. A maluję bez żadnego namysłu, wszystko, co przemyka przez moją głowę. (Frida Kahlo)
    czytelników: 50 | opinie: 2 | ocena: 6,35 (23 głosy)
  • Na fejsie z moim synem
    Na fejsie z moim synem
    Autor:
    Powieść zaczyna się od urodzin Hitlera, które właśnie odbywają się w piekle, a później jest już tylko ciekawiej. Znajdziemy tu oryginalne rozważania o pochodzeniu człowieka, o Bogu, sztuce, tajemnicze...
    czytelników: 2331 | opinie: 187 | ocena: 5,43 (930 głosów) | inne wydania: 2
  • Nie kończąca się historia
    Nie kończąca się historia
    Autor:
    Bastian Baltazar Buks wchodzi przypadkiem do antykwariatu, gdzie znajduje starą zakurzoną księgę zatytułowaną "Nie kończąca się historia". Czytając ją, przenosi się do cudownej krainy fantazji pożeran...
    czytelników: 3263 | opinie: 116 | ocena: 7,56 (1548 głosów) | inne wydania: 7
  • Opowieść o miłości i mroku
    Opowieść o miłości i mroku
    Autor:
    Najbardziej osobista książka Amosa Oza, klucz do całej jego twórczości. Opowieść o miłości i mroku Amosa Oza (ur. 1939) to historia kilku pokoleń jego rodziny na Litwie i Ukrainie oraz po przybyciu do...
    czytelników: 1939 | opinie: 54 | ocena: 7,91 (351 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-08 16:46:23
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Dobra na dobry początek
W związku z premierą filmu "Bohemian Rhapsody" znów zrobiło się głośno wokół zespołu Queen, a zwłaszcza jego frontmana – Freddiego Mercury’ego. To niesamowite, że pokolenie ludzi, które przyszło na świat już po śmierci artysty zachwyciło się ponadczasową muzyką i niezwykłą charyzmą grupy, a wiele osób z pewnością zechce zgłębić jej historię i to własnie dla nich jest...
Dobra na dobry początek
W związku z premierą filmu "Bohemian Rhapsody" znów zrobiło się głośno wokół zespołu Queen, a zwłaszcza jego frontmana – Freddiego Mercury’ego. To niesamowite, że pokolenie ludzi, które przyszło na świat już po śmierci artysty zachwyciło się ponadczasową muzyką i niezwykłą charyzmą grupy, a wiele osób z pewnością zechce zgłębić jej historię i to własnie dla nich jest biografia autorstwa Laury Jackson.

Idealne wyważenie
W przeciwieństwie do poprzednich pozycji omawianych na blogu "Freddie Mercury". Biografia jest pozycją dla tych, którzy rozpoczynają swoją przygodę z zespołem Queen, niewiele wiedzą na temat historii grupy oraz biografii jego członków. Oprócz podstawowych wiadomości na temat powstawania płyt, tras koncertowych oraz różnych zmagań z wytwórniami, otrzymujemy ogromną porcję wszelkiego rodzaju anegdot i wspomnień najbliższych współpracowników, przyjaciół, ludzi z branży. Dzięki takiemu zabiegowi lektura nie jest nużąca i przesycona suchymi faktami i naprawdę potrafi wciągnąć i zaangażować, a przede wszystkim zachęcić do sięgnięcia po pozycje bardziej “zaawansowane”.

Wielki artysta, trudny człowiek
Laurze Jackson udało się zachować bezemocjonalny stosunek do bohatera swojej biografii, dzięki czemu chyba nieco łatwiej niż Lesley-Ann Jones ("Freddie Mercury. Biografia legendy") oprócz pozytywnych stron osobowości Freddiego, potrafiła opisać również jego mroczną stronę – wybuchowość, agresję, zachowania autodestrukcyjne. Biografia zawiera pełną historię piosenkarza, od momentu narodzin Farokha Bulsary, zdobywania sławy – niemal rok po roku, skandalizujących imprez, niezliczonych romansów, aż po jego artystyczną spuściznę i jego pośmiertne wspomnienie. Obraz człowieka pełnego skrajności, uwielbianego przez tłumy a jednocześnie samotnego jest sugestywny i poruszający, choć jednocześnie widać, że autorce nie zależało na tym, by tanio grać na emocjach czytelników – za to ogromny plus.

Historia wrażliwego skandalisty
"Freddie Mercury. Biografia" jest dobrą bazą do poznania historii zespołu Queen i jej frontmana – Freddiego Mercury’ego. Psychofani (tacy jak ja) mogą czuć lekki niedosyt, bo na rynku są inne pozycje: pełniejsze, bardziej szczegółowe, pełne drobiazgowych opisów każdego utworu, płyty, trasy koncertowej… Są, ale te kompletnie nie nadają się dla kogoś, kto dopiero poznał twórczość zespołu lub Freddiego i nie pokochał jej bezgranicznie od pierwszego usłyszenia. Takie biografie mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku i nie dość, że zniechęcą do zgłębiania życiorysu czterech wybitnych muzyków z Mercurym na czele to, co gorsza, mogą zrazić do ich twórczości. Biografia Laury Jackson jest solidną podwaliną, dobrą pozycją na dobry początek.

pokaż więcej

 
2018-12-02 19:17:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Arktyczna masakra

Gdyby ktoś, jeszcze całkiem niedawno, powiedział mi, że na powieść o morskiej wyprawie badawczej, gdzie ponad stu chłopa zostaje uwięzionych w lodzie pośrodku niczego rzucę się bez opamiętania, delektując się (choć może w tym przypadku nie jest to najtrafniejsze określenie) dosłownie każdą stroną, pomyślałabym że upadł na głowę. Z bardzo wysoka. A jednak "Terror"...
Arktyczna masakra

Gdyby ktoś, jeszcze całkiem niedawno, powiedział mi, że na powieść o morskiej wyprawie badawczej, gdzie ponad stu chłopa zostaje uwięzionych w lodzie pośrodku niczego rzucę się bez opamiętania, delektując się (choć może w tym przypadku nie jest to najtrafniejsze określenie) dosłownie każdą stroną, pomyślałabym że upadł na głowę. Z bardzo wysoka. A jednak "Terror" pochłonął mnie bez reszty i na kilka wieczorów zabrał w krainę bezwzględnego zimna, głodu i morderczych instynktów.

Bo w opisy trzeba umieć

Borze, mój borze! To, w jaki sposób Dan Simmons tworzy opisy, to jest prawdziwe mistrzostwo. Bo czy można pisać o tym, że zimno, że lód trzeszczy i jęczy na ponad sześciuset pięćdziesięciu stronach tak, żeby nie zabić nudą swojego czytelnika? Okazuje się, że można. Można pisać tak, że gęsia skórka towarzyszy w czasie lektury. Niemalże poczujecie smród niemytych od wielu miesięcy ciał, smaru, gnijącego jedzenia. Jednak prawdziwą wirtuozerią autor wykazał się podczas opisywania dźwięków – przesuwającego się lodu napierającego na statki, jęków niszczejących okrętów, chrzęstu zmarzniętego lodu i wielu innych, bardziej makabrycznych, które przyprawią Was o dreszcze.

Fakty i mity

Dan Simmons znakomicie połączył historię poszukiwań Przejścia Północno-Zachodniego z wątkami mitologicznymi i fikcją literacką. Choć w większości przypadków wszelkie treści fantastyczne wywołują we mnie wzdychanie (bynajmniej nie spowodowane zadowoleniem), o tyle w "Terrorze" nic mi nie zgrzytało i z przyjemnością poznałam całkowicie obcą kulturę. Dla osób, które nie przepadają za elementami nadprzyrodzonymi dodam tylko, że są one więcej niż nienachalne i bardzo często pozostawione do interpretacji czytelnika.

Lektura "Terroru" nie jest terrorem

A nawet więcej! To powieść, która z pewnością znajdzie się na podium w moim końcoworocznym podsumowaniu. Simmons zachwycił mnie opisami, kreacją bohaterów (doktorze Goodsir – kocham Pana!) i – co podkreśla autor posłowia (w przypadku wydawnictwa Vesper zawsze czytanego z prawdziwą przyjemnością) – niezwykle realistycznym oddaniem warunków pogodowych i specyfiki terytorium arktycznego. Kolejne strony "Terroru" przelatują jedna za drugą, aż nagle zostaniecie zaskoczeni końcem.
Jeżeli macie ochotę przeżyć morderczą wyprawę, poczuć otępiające zimno, głód, strach, odór niemytych ciał, krwi, gnijącego mięsa – "Terror" jest pozycją obowiązkową. Przerażająco dobry.

pokaż więcej

 
2018-11-28 19:08:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Magia wokół nas
Doceniam współczesne książeczki dla dzieci. Naprawdę. Doceniam szatę graficzną, która jest dostosowana do małych główek i nie przeciąża ich nadmiarem szczegółów. Doceniam trudne problemy ujęte tak, by maluchy mogły je zrozumieć bez większych problemów. Naprawdę doceniam wszystkie edukacyjne i rozwojowe walory współczesnych publikacji dla dzieci, ale czasem tęskno mi za...
Magia wokół nas
Doceniam współczesne książeczki dla dzieci. Naprawdę. Doceniam szatę graficzną, która jest dostosowana do małych główek i nie przeciąża ich nadmiarem szczegółów. Doceniam trudne problemy ujęte tak, by maluchy mogły je zrozumieć bez większych problemów. Naprawdę doceniam wszystkie edukacyjne i rozwojowe walory współczesnych publikacji dla dzieci, ale czasem tęskno mi za książeczkami, które może nie niosą za sobą wielkiego przesłania, ale za to są piękne i magiczne. I dokładnie taką pozycją jest "Fantastyczna encyklopedia małych stworów."
Szata graficzna jest przepiękna i przywodzi na myśl bogato ilustrowane baśnie, które czytałam jako małe dziecko. Niezwykle ciekawa jest też sama forma, bardzo przystępna dla najmłodszych czytelników – krótkie rozdzialiki, w każdym przedstawione jest jedno magiczne stworzenie z dokładnym opisem wyglądu, miejsca występowania, pożywienia (co nadaje temu naukowy sznyt). Aż chciałoby się więcej. Więcej fantastycznych stworków oraz jeszcze więcej “dowodów” na ich obecność wśród nas.
Lektura "Fantastycznej encyklopedii małych stworów" była najbardziej odprężającą lekturą ostatnich miesięcy, jednak gdybym miała znaleźć jakieś minusy tej publikacji, to powiem szczerze, że nie jestem zwolenniczką używania w książeczkach dla dzieci zwrotów typu: ktoś jest “głupi jak but” – po co wkładać najmłodszym broń do ręki? Starszak pewnie zrozumie, że to niezbyt ładnie mówić do kogoś w ten sposób, natomiast młodsze dziecko może mieć z tym problem.
Dobrze, że na rynku wydawniczym oprócz pozycji, które mają edukować i stymulować najmłodszych czytelników, pomagać w zrozumieniu świata i różnych problemów, z którymi muszą się mierzyć, jest miejsce na publikacje, które w świat smartfonów, konsol i innych elektronicznych gadżetów wprowadzają odrobinę magii, uruchamiają wyobraźnię i nakłaniają maluchy do własnych poszukiwań fantastycznych stworzeń.

pokaż więcej

 
2018-11-24 09:41:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Storia dolorosa, storia meravigliosa

Wydawać by się mogło, że czytanie hagiografii nie ma sensu dla osób niewierzących lub innego wyznania niż – jak w tym przypadku – chrześcijaństwo, jednak powieść Olmi bez wątpienia można nazwać wyjątkiem od normy. "Bakhita" jest książką, po którą może sięgnąć każdy. Dlaczego? Bo jak się okaże w trakcie lektury: wszystko wszędzie jest takie samo… Ale...
Storia dolorosa, storia meravigliosa

Wydawać by się mogło, że czytanie hagiografii nie ma sensu dla osób niewierzących lub innego wyznania niż – jak w tym przypadku – chrześcijaństwo, jednak powieść Olmi bez wątpienia można nazwać wyjątkiem od normy. "Bakhita" jest książką, po którą może sięgnąć każdy. Dlaczego? Bo jak się okaże w trakcie lektury: wszystko wszędzie jest takie samo… Ale zacznijmy od początku.

Historii opowiadających o niewolnictwie jest w literaturze mnóstwo, jednak tym, co odróżnia "Bakhitę" od pozostałych jest przepiękny, poetycki język. To nieprawdopodobne, że o okrucieństwie i cierpieniu można opowiedzieć tak subtelnie, bez dosadności i dopowiadania wszystkiego do końca. Autorka dokonała rzeczy niemalże niemożliwej – potrafiła nie tylko dostosować słownictwo i styl wypowiedzi do swojej bohaterki, ale również myśleć w zupełnie inny sposób. Nie dość, że idealnie ukazała punkt widzenia małego dziecka, które zderza się z brutalną rzeczywistością, to jeszcze potrafiła tchnąć w to wszystko orientalnego ducha (powiedziałabym – “afrykańskie myślenie”, choć to ogromne uproszczenie). Specyficzny sposób prowadzenia narracji, choć był zabiegiem całkowicie zamierzonym, zmuszał do częstych przerw w lekturze, co w tym przypadku również trudno uznać za wadę, ponieważ problemy poruszone w lekturze skłaniają do refleksji.

Wbrew wszelkim przesłankom historia Bakhity – niewolnicy, która została świętą, jest bardzo uniwersalna i, niestety, aktualna. Bo czy tak naprawdę na świecie cokolwiek się zmienia? Głód, wojny, cierpienie – to wszystko jest nieustannie obecne. Zmienia się tylko miejsce występowania. Przemoc pozostaje przemocą, gwałt gwałtem, podobnie jak dyskryminacja i wyzysk – niezależnie od miejsca na Ziemi, w którym się to wydarza. Fabularyzowana biografia Bakhity jest niezwykle poruszająca i inspirująca. Nie ma znaczenia, czy czyta ją osoba wierząca, agnostyk czy ateista, bo przede wszystkim jest to opowieść o niezłomnym duchu, pokorze, nieustającej walce o to, co jest w życiu najważniejsze, o odnalezieniu tego, o co warto walczyć. I chociaż cała powieść opowiada o wielkich sprawach: o niewolnictwie, gwałtach, głodzie, śmierci, wyobcowaniu, dyskryminacji, hipokryzji zarówno w organizacjach religijnych jak i państwowych – ponieważ jest napisana bez patosu i szantażowania emocjonalnego, naprawdę szczerze porusza.

Nie spodziewałam się tego, że powieść Olmi okaże się tak nowatorska zarówno pod względem formy jak i ujęcia tematu. Historia pozostawia czytelnika jednocześnie podniesionego na duchu, jak i zgnębionego. Z jednej strony ukazuje, jak niezłomny może okazać się człowiek zdolny do przebaczenia, z drugiej, jak niezmienne pozostaje okrucieństwo i ludzkie cierpienie, które przybiera tylko nowe nazwy. "Bakhita" jest prawdziwą ucztą dla wielbicieli pięknego języka i poetyckiego stylu. Wszystko, co o niej napiszę i tak będzie banalne, więc napiszę tylko jedno: przeczytajcie.

pokaż więcej

 
2018-11-19 21:12:41
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Medicus (tom 1)

Epicka powieść drogi

Od bardzo dawna marzyła mi się porządna powieść przygodowa; może nie taka co to powala stylem i słownictwem, ale taka, co wciągnie bez reszty i nie będzie dawała odłożyć się na później. No i powiem Wam szczerze – udało się! Chociaż "Medicus" nie jest wolny od wad, to spełnił swoje zadanie i dostarczył mi sporo rozrywki.

Trzeba przyznać, że choć Noah Gordon pod względem...
Epicka powieść drogi

Od bardzo dawna marzyła mi się porządna powieść przygodowa; może nie taka co to powala stylem i słownictwem, ale taka, co wciągnie bez reszty i nie będzie dawała odłożyć się na później. No i powiem Wam szczerze – udało się! Chociaż "Medicus" nie jest wolny od wad, to spełnił swoje zadanie i dostarczył mi sporo rozrywki.

Trzeba przyznać, że choć Noah Gordon pod względem merytorycznym nie popełnił mistrzostwa, to jednak w powieści nic nie zgrzyta na tyle, bym chciała ją porzucić w trakcie lektury. Nawet jeśli jest to trochę bajdurzenie na temat życia w średniowieczu, to autor dość dobrze oddaje atmosferę tamtych czasów, kreśli ogólny obraz codzienności, podróżowania, leczenia, tego co ludzie jedli i pili. Bardzo ciekawe były również fragmenty dotyczące rozbudowywania Londynu, któremu w chwili rozpoczęcia akcji powieści bliżej do osady niż miasta.

"Medicus" pomimo swojej objętości na pewno nie jest powieścią przegadaną, wszystkie wątki są wyważone i żaden się nie wlecze, choć niektóre rozwiązania fabularne przywodzą na myśl telenowelę. Podróż przez średniowieczną Europę aż do Persji jest naprawdę wdzięcznym tematem.
Właściwie jedyne, co naprawdę raziło mnie podczas lektury to stereotypy. Chrześcijanie są głupi i brudni, muzułmanie są rozpustnymi i/lub nadużywającymi alkoholu hipokrytami, a każda religia to zbiór bezsensownych zakazów, które hamują rozwój nauki. To razi i wywołuje we mnie sprzeciw; nie. Po prostu nie.

Dość już narzekania, ponieważ "Medicus" jest naprawdę epicką powieścią drogi. Lektura może nie powiększyła mojej wiedzy z zakresu mediewistyki, nie powaliła na kolana oryginalnością czy wyszukanym stylem, ale dała mi wszystko, czego oczekuję od powieści przygodowej z historią w tle – czyli kilka wieczorów niezłej rozrywki.

PS. Dla wszystkich tych którzy oglądali kiedyś film o tym samym tytule, mam dobrą wiadomość – (rzekoma) ekranizacja mało ma wspólnego z pierwowzorem, więc śmiało możecie sięgnąć po powieść. Niewiele fabuły książki zostało przeniesione na ekran.

pokaż więcej

 
2018-11-15 20:27:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Królewska encyklopedia

Uf! To było coś! Choć objętość może na to nie wskazuje, książka autorstwa Marca Blake’a jest ogromna. To nieprawdopodobne, ile informacji udało upchnąć się autorowi w jednej biografii, ale zanim się rozkręcę, muszę to napisać – "Queen. Królewska historia" prawdopodobnie nie wszystkim przypadnie do gustu. A dlaczego? Zacznijmy od początku.

Jak już wspomniałam, książka...
Królewska encyklopedia

Uf! To było coś! Choć objętość może na to nie wskazuje, książka autorstwa Marca Blake’a jest ogromna. To nieprawdopodobne, ile informacji udało upchnąć się autorowi w jednej biografii, ale zanim się rozkręcę, muszę to napisać – "Queen. Królewska historia" prawdopodobnie nie wszystkim przypadnie do gustu. A dlaczego? Zacznijmy od początku.

Jak już wspomniałam, książka jest przeładowana szczegółowymi informacjami na temat powstania każdej płyty (i prawie każdego utworu!), każdej trasy koncertowej, batalii z wytwórniami oraz solowymi projektami artystów. Zanim w ogóle docieramy do zespołu Queen jaki jest powszechnie znany, przez pierwsze sto pięćdziesiąt stron czytamy o procesie formowania się grupy. Dla mnie to nie jest wada (a nawet zaleta, bo nigdy wcześniej nie czytałam tak szczegółowej książki dotyczącej historii zespołu), ale ktoś, kto dopiero zaczyna przygodę z Queen, ktoś kto w biografiach najbardziej docenia anegdoty, może poczuć się przytłoczony lekturą.

Jestem pełna podziwu, że autorowi udało się zachować równowagę w opisywaniu muzyków i żaden z nich nie został potraktowany po macoszemu. I choć wiadomo, że nie dało się przemilczeć prywatnego życia frontmana grupy, to nie przyćmiło ono historii zespołu.
Trochę żałuję, że biografia nie zawiera większej liczby zdjęć (najlepiej w nieco większym rozmiarze, niż te zawarte w książce – kolor też byłby mile widziany). Historia zespołu aż się prosi o uzupełnienie fotografiami z tras czy prac w studio. O ile autor rzeczywiście dotarł do faktów, które mogły nie być znane nawet wiernym fanom, o tyle szkoda, że nie udało się wpleść niepublikowanych wcześniej zdjęć – królewska biografia zasługuje na królewską oprawę!

"Queen. Królewska historia" jest wielką encyklopedią wiedzy o jednym z najlepszych zespołów rockowych wszech czasów. Ogromny talent, determinacja, umiejętność porwania tłumów – to wszystko jest widoczne właściwie na każdej stronie. Być może nie jest to najlepsza pozycja na początek poznawania historii Queen, a natłok informacji może przytłoczyć, jednak czytelnicy i fani zespołu, którzy oczekują czegoś więcej niż anegdot (zwykle dość powszechnie znanych) powinni być naprawdę zadowoleni.

pokaż więcej

 
2018-11-08 13:44:21
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Zmierzch Jagiellonów (tom 1)

Nie taka znowu bona…

Kiedy w zapowiedziach wydawniczych pojawiła się nowa polska powieść z gatunku beletrystyki historycznej, zaklaskałam radośnie. Ponieważ ostatnia trylogia ("Opowieści z angielskiego dworu") autorstwa Magdaleny Niedźwiedzkiej okazała się lekką i dość zgrabnie napisaną lekturą – a niczego więcej nie oczekuję od takiej literatury – po najnowszą książkę sięgnęłam ochoczo. Choć...
Nie taka znowu bona…

Kiedy w zapowiedziach wydawniczych pojawiła się nowa polska powieść z gatunku beletrystyki historycznej, zaklaskałam radośnie. Ponieważ ostatnia trylogia ("Opowieści z angielskiego dworu") autorstwa Magdaleny Niedźwiedzkiej okazała się lekką i dość zgrabnie napisaną lekturą – a niczego więcej nie oczekuję od takiej literatury – po najnowszą książkę sięgnęłam ochoczo. Choć pojawiały się wcześniej pozycje dotyczące ostatnich Jagiellonów (np. powieści Renaty Czarnieckiej), to nie były one zbyt zadowalające, więc po "Zmierzchu Jagiellonów" obiecywałam sobie naprawdę wiele.

Bardzo chciałabym powiedzieć, że najnowsza powieść Magdaleny Niedźwiedzkiej jest jedną z tych, które odczarują ludziom historię (jako dziedzinę nauki), zaciekawią, zachęcą do zgłębienia tematu, ale niestety, obawiam się, że czytelnicy, którzy nie są pasjonatami historii, mogą nie odnaleźć się w tej lekturze.
Autorka postanowiła stworzyć powieść konstrukcją przypominają książki Elżbiety Cherezińskiej – mnóstwo postaci, wiele wątków, które powoli się zacieśniają i przeplatają. Niestety w tym przypadku zabrakło pewnej płynności i swobody w przechodzeniu od jednego bohatera do następnego. Znając dość dobrze ten okres historyczny, zdaję sobie sprawę, że te wszystkie wątki są powiązane, jednak w powieści to wszystko było jakieś niespójne, za mało zazębione i nie tak zgrabnie przeprowadzone.

Nie da się ukryć, że autorka dobrze przygotowała się merytorycznie. Czytelnik ma okazję poznać trochę dworskiej codzienności, potraw, napitków, strojów, polowań i wielu, wielu innych aspektów. Od powieści historycznej oczekuję jednak tego że tło historyczne, sytuacja polityczna będą przede wszystkim przedstawione ustami bohaterów, a nie przez kilkustronicowe opisy. Czytelnicy (nawet ci, którzy nie przepadają za historią) pokochali powieści Elżbiety Cherezińskiej i docenili to, że mają okazję poznać historię, wcale tego nie odczuwając. Tutaj zabrakło tej lekkości.

Jeśli chodzi o kreacje bohaterów, to w większości przypadków są one udane, jednak i na tym polu nie obyło się bez wpadek. W powieści zdarzały się takie sceny, gdzie nastroje bohaterów zmieniały się tak szybko i irracjonalnie, że czytelnik nie miał szans, by zrozumieć z czego wynikają tak nagłe zmiany. Na dwóch stronach król Zygmunt jest wzruszony i zakochany, chwilę później czuje ogromne pożądanie, by za moment wpaść w gniew. Podobnie jest z Boną, która na jednej stronie rozmyśla, że docenia męża za jego dobroć, by na następnej wyzywać go od tchórzy i miernot (ja rozumiem – Bona, włoski temperament, ale dla mnie to było zbyt wiele).

I ostatni zarzut – czysto techniczny – mianowicie tytuł. Umieszczenie Bony w tytule, jest dla mnie niezrozumiałym zabiegiem. Nie jest to zbeletryzowana biografia królowej. Jest ona jedną z bohaterek powieści, ale jedną z wielu. Czytelnik, sugerując się okładką, ma prawo nie czuć się w pełni usatysfakcjonowany, gdy podczas lektury okaże się, że Bona wcale nie jest najważniejszą postacią. Na to samo zwróciłam uwagę w tytułach kolejnych części "Opowieści z angielskiego dworu" i w tym przypadku ponawiam – tytuł wprowadza w błąd.

Pomimo tych niedociągnięć jestem pewna, że powieść Magdaleny Niedźwiedzkiej może przypaść do gustu niektórym miłośnikom beletrystyki historycznej. Pozycja jest zdecydowanie lepiej napisana, niż poprzednie książki przybliżające losy Jagiellonów, ale nie tak dobrze, jak rozbicie dzielnicowe z cyklu "Odrodzone królestwo".

pokaż więcej

 
2018-10-31 13:11:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Kraina wdów

Ostrzegali: Nie czytaj Tochmana, bo nie wyjdziesz z depresji do kwietnia. Mieli rację.
"Jakbyś kamień jadła" nie tłumaczy przyczyn konfliktu na Bałkanach (sama nie wiem, czy można wytłumaczyć taki poziom bestialstwa u schyłku XX wieku na kontynencie, który wydaje się dość ucywilizowany). Lektura nie przybliża nam również dokładnego przebiegu konfliktu, ani szczegółowych roszczeń...
Kraina wdów

Ostrzegali: Nie czytaj Tochmana, bo nie wyjdziesz z depresji do kwietnia. Mieli rację.
"Jakbyś kamień jadła" nie tłumaczy przyczyn konfliktu na Bałkanach (sama nie wiem, czy można wytłumaczyć taki poziom bestialstwa u schyłku XX wieku na kontynencie, który wydaje się dość ucywilizowany). Lektura nie przybliża nam również dokładnego przebiegu konfliktu, ani szczegółowych roszczeń wszystkich stron. Zamiast tego na czytelnika czeka obraz zniszczenia, żałoby, goryczy i oczekiwania na odnalezienie najbliższych – bez nadziei, że odnajdą się żywi.

Relacja Tochmana jest szorstka, surowa, bezemocjonalna, dzięki czemu wybrzmiewa z jeszcze większą mocą. Choć autor unika szczegółowego opisywania lokacji i rozmówców (zwykle jest to kilka słów, ledwie rys), potrafi oddać klimat miejsca, w którym się znajduje – skrajną biedę, zniszczenie, apatię i cierpienia ludzi, którzy sami muszą poradzić sobie z traumą wojny.
Przy okazji śledzenia całego cyklu ekshumacji ofiar ludobójstwa – od momentu odnalezienia masowego grobu do potwierdzenia tożsamości zamordowanych – poznajemy losy ich rodzin oraz przebieg wydarzeń, których byli uczestnikami od chwili wybuchu konfliktu.
"Jakbyś kamień jadła" jest bolesnym obrazem kraju całkowicie zrujnowanego wojną, zarówno pod względem gospodarczym, jak i emocjonalnym. Tochman ukazuje niezadowolenie związane z kompromisem, który dla nikogo nie jest satysfakcjonujący, przerażenie i nienawiść tych, którzy widzą swoich dawnych sąsiadów, niejednokrotne oprawców, historię ludzi, którzy przetrwali wojnę z brzemieniem, z którym już nigdy nie będą w stanie żyć normalnie.

Choć sam autor wydaje się całkowicie oderwany emocjonalnie od swojego reportażu, przekazuje ładunek emocji, który jest w stanie wstrząsnąć i powalić nawet silnego psychicznie czytelnika. Chociaż w całej książce nie pada ani jedna subiektywna ocena, ani jedno potępienie ludobójstwa, okrucieństwa oprawców, dość jasno rysuje się wizja bezsensu wojny domowej i spustoszenia jakie za sobą niesie, obrazu ludzi złamanych, którzy nie potrafią się podźwignąć po tym wszystkim, co przeżyli. Jestem pewna, że ta niewielka objętością pozycja będzie Wam ciążyć jeszcze wiele dni po skończonej lekturze...

pokaż więcej

 
2018-10-31 12:36:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Polowanie na czarci pomiot

Film "Omen" od ponad czterdziestu lat przyspiesza bicie serca widzów i sprawia, że czują się nieswojo w ciemnym mieszkaniu. Czy książkowa wersja tej samej historii również podnosi ciśnienie i zmusza do obgryzania paznokci? Nawet lepiej!

Nie oszukujmy się, pod względem literackim "Omen" nie jest arcydziełem. Styl Seltzera jest poprawny, jednak da się wyczuć, że...
Polowanie na czarci pomiot

Film "Omen" od ponad czterdziestu lat przyspiesza bicie serca widzów i sprawia, że czują się nieswojo w ciemnym mieszkaniu. Czy książkowa wersja tej samej historii również podnosi ciśnienie i zmusza do obgryzania paznokci? Nawet lepiej!

Nie oszukujmy się, pod względem literackim "Omen" nie jest arcydziełem. Styl Seltzera jest poprawny, jednak da się wyczuć, że autor zawodowo nie zajmuje się pisaniem powieści. Jednego nie można mu odmówić – naprawdę potrafi zbudować napięcie, stworzyć poczucie grozy. W powieści – dużo bardziej niż w filmie – wyczuwalne jest osaczenie głównego bohatera, jego rozterki i rozdarcie. Bohaterowie książki są dokładniej zarysowani, pełniejsi, więc wybory, których dokonują, wydają się mieć więcej sensu.

Kolejną przewagą powieści nad ekranizacją jest to, że nie zestarzała się ona tak bardzo. O ile film oglądany przeze mnie osiemnaście lat temu rzeczywiście wydawał mi się przerażający, o tyle oglądany w ramach uzupełnia lektury nie wywołał już większych emocji – o ile kostiumy i wnętrza można uznać za klimatyczne, o tyle „efekty specjalne” raczej bawią niż straszą. W powieści oprócz technologii (np. braku telefonów komórkowych) w ogóle nie czuć upływu czasu. Zaś mroczny klimat trzyma od pierwszej strony, a uczucie nieuchronności złych wydarzeń nie opuszcza przez całą lekturę (a nawet narasta!)

Ekranizację uznaje się dziś za klasykę horroru, za to powieść Seltzera została potraktowana po macoszemu, jako dodatek do premiery filmu – całkowicie niesłusznie! Spełnia ona wszelkie wymagania tego gatunku – jest mroczna, ma idealną dynamikę, świetnie zbudowanych i niejednoznacznych bohaterów (absolutnie żaden nie wzbudza sympatii), a dodatkowym jej atutem z pewnością są ponure, klimatyczne ilustracje (zresztą cała szata graficzna jest obłędna). I jeszcze jeden plus – posłowie, które okazało się świetnym źródłem informacji i ciekawostek na temat całego procesu powstania powieści oraz filmu.

"Omen" w wersji książkowej okazał się ogromnym (i pozytywnym) zaskoczeniem. Powieść uniknęła tego, co spotkało jej ekranizację – starzenia się. Literacki debiut Seltzera jest mroczny, klimatyczny i dokładnie taki, jaki powinien być horror – niepokojący. Niezależnie od tego czy widzieliście film, czy nie i tak warto sięgnąć po powieść, bo choć może nie uwiedzie czytelnika językiem, to na pewno zapewni rozrywkę w niejeden zimny, deszczowy, jesienny wieczór.

pokaż więcej

 
2018-10-31 12:16:28
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Wspomnienia pioniera filmu przyrodniczego

Kiedy byłam małym dzieckiem, nałogowo pochłaniałam wszystkie programy przyrodnicze, co w epoce przed telewizją kablową, bez Animal Planet i National Geographic, wcale nie było takie proste. Do dziś pamiętam nieustraszonego, starszego już pana, który pozwalał by łazikowały po nim wielgachne pająki i węże, który potrafił nakłonić dzikie zwierzęta, by...
Wspomnienia pioniera filmu przyrodniczego

Kiedy byłam małym dzieckiem, nałogowo pochłaniałam wszystkie programy przyrodnicze, co w epoce przed telewizją kablową, bez Animal Planet i National Geographic, wcale nie było takie proste. Do dziś pamiętam nieustraszonego, starszego już pana, który pozwalał by łazikowały po nim wielgachne pająki i węże, który potrafił nakłonić dzikie zwierzęta, by zostawały gwiazdami jego programu. Kiedy więc wiele lat później pojawiła się możliwość przeczytania o początkach kariery Davida Attenborough, nie mogłam nie skorzystać z okazji i nie przeczytać jego wspomnień.

Już na pierwszy rzut oka książka zachwyca przepięknym wydaniem (naprawdę jest zachwycające!) oraz dość bogatym zbiorem fotografii. "Przygody młodego przyrodnika" mają formę relacji z kolejnych podróży, począwszy od planu, jakie zwierzęta ekipa chciała nagrać (lub schwytać), skończywszy na drodze powrotnej. Wszystkie opisy są utrzymane w humorystycznym tonie, a każdy rozdział przepełniony jest zabawnymi anegdotami, więc nie ma się czego obawiać – czytelnika nie zaleje potok naukowych dywagacji (choć porządnej porcji wiedzy na pewno nie brakuje).

Książka Davida Attenborough jest świetnym źródłem informacji na temat początków powstawania programów przyrodniczych (a przede wszystkim popularyzowania wiedzy na temat świata dzikich zwierząt). Dzięki lekturze możemy zobaczyć jak zmieniło się podróżowanie na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat, jak wyglądało „polowanie” na zwierzęta, karmienie ich oraz transportowanie. Oprócz tego wspomnienia Attenborough są ciekawe również pod względem antropologicznym, ponieważ na swojej drodze autor spotykał mieszkańców różnych plemion, mniej lub bardziej zainfekowanych zachodnią cywilizacją.

Jedynym smutnym elementem w całej lekturze jest proces chwytania zwierząt i przewożenia ich do londyńskiego ogrodu zoologicznego. Łapanie dzikich zwierząt, by zamknąć je w klatkach lub na wybiegach jest dla mnie czymś bulwersującym (i pewnie nie tylko dla mnie). Należy jednak mieć na uwadze, że świadomość i mentalność ludzi kilkadziesiąt lat temu była jednak inna i członkowie egzotycznych eskapad naprawdę wierzyli, że łapią zwierzęta w dobrej wierze (dla rozwoju nauki – wiele gatunków nie było w ogóle przebadanych, ponadto rzadkie zwierzęta rozmnażano w ogrodach zoologicznych w celu podtrzymania gatunku). Jednego nie można odmówić uczestnikom eskapad – naprawdę robili wszystko, by zapewnić zwierzętom jak najlepsze warunki i przysparzać im jak najmniej stresu. Zawsze rozsądnie podchodzili do tematu, czy dane zwierzę mogą zabrać ze sobą do Londynu, czy nie (np. z racji pokarmu, który występuje tylko na określonym terytorium).

"Przygody młodego przyrodnika" to książka, w której autor przedstawia swoją fascynację światem zwierząt oraz sporą wiedzę w tym temacie. Pełne humoru opowieści czyta się jednym tchem, zwiedzając pół świata przy jednoczesnym nieschodzeniu z kanapy i choć wiele obiecywałam sobie po tej lekturze i tak przeszła moje oczekiwania.

pokaż więcej

 
2018-10-19 16:57:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Wiwisekcja złamanej duszy

Ja wiem, kryminały się sprzedają, ale "Drzazgi" to z pewnością nie jest kryminał. Miłośnicy powieści noir, zawiłych śledztw i krwawych zbrodni mogą w tym przypadku nie odnaleźć tego, co zwykle znajdują w omawianym gatunku. "Drzazgi" to przede wszystkim powieść psychologiczna, wewnętrzne studium matki, która nigdy nie dojrzała do bycia matką i dziecka, które nie miało...
Wiwisekcja złamanej duszy

Ja wiem, kryminały się sprzedają, ale "Drzazgi" to z pewnością nie jest kryminał. Miłośnicy powieści noir, zawiłych śledztw i krwawych zbrodni mogą w tym przypadku nie odnaleźć tego, co zwykle znajdują w omawianym gatunku. "Drzazgi" to przede wszystkim powieść psychologiczna, wewnętrzne studium matki, która nigdy nie dojrzała do bycia matką i dziecka, które nie miało okazji być dzieckiem.

Niedojrzali emocjonalnie rodzice nie są w literaturze niczym nowym, jednak spojrzenie Bartoń z pewnością można uznać za oryginalne, a kreacje bohaterów za co najmniej nieoczywiste. Nie są ważni rodzice, nie jest ważny pierwszy chłopak, ani dziecko ani nawet zbrodnia. Wszyscy pojawiają się tylko po to, by opowiedzieć historię Liliany. Właściwie w powieści nie jest ważne nic oprócz tego, co dzieje się w głowie głównej bohaterki. A tam dzieje się wiele. Czytelnik ma okazję zobaczyć proces kształtowania się człowieka, córki, matki, partnerki. Złamane dzieci, wyrastają na złamanych dorosłych. Czy poharatany emocjonalnie człowiek, jest w stanie wychować szczęśliwe dziecko?

Liliana ma dziecko, jednak Liliana nie jest matką. A na pewno nie taką, z którą większość matek mogłaby się utożsamić. Upada mit niezachwianej matczynej miłości, która wszystko znosi, wszystko przetrzyma i nigdy nie ustaje. Liliana nie tworzy z dzieckiem jedności. Nie tworzy jej z nikim.

Joanna Bartoń szarżuje. Drażni czytelnika kreacją głównej bohaterki i niespodziewanymi rozwiązaniami fabularnymi. Autorka bawi się słowem i ma rzadko spotykany talent do pisania dialogów – w całej powieści tylko jeden zgrzytał w mojej głowie (pierwsze spotkanie Lili i Mury) – czytanie całej reszty było więcej niż przyjemne.
"Drzazgi" to powieść trudna, przemyślana i niezwykle dojrzała (choć wiek autorki wcale tego nie zwiastował). Bartoń przemaglowała psychikę głównej bohaterki, rozłożyła na czynniki pierwsze jej relacje, związki, a przede wszystkim macierzyństwo z nieobecnym (choć tak naprawdę obecnym w każdym momencie) synem, by na koniec i tak zostawić czytelnika z pytaniem: kto tak naprawdę zabił?

"Drzazgi" to nie jest literatura, która będzie do Was krzyczeć z witryn wielkich księgarń-sieciówek. Raczej nie zostanie bestsellerem sklepu na E. (a szkoda!), ale wysilcie się trochę, poszperajcie w księgarniach, zamówcie powieść przez Internet, bo warto. Choćby po to, by zobaczyć, że w kraju nad Wisłą też mamy zdolnych młodych pisarzy.

pokaż więcej

 
2018-10-15 21:25:03
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Cykl Tudorowski (tom 14)

Powrót królowej

Ostatnie spotkania z powieściami Philippy Gregory trudno uznać za udane. To, czym autorka zachwycała w swoich wcześniejszych książkach, całkowicie zagubiło się w najnowszych (i nie mówię o książkach napisanych dawniej, a tylko wydanych w Polsce w ostatnich latach), zupełnie jakby Gregory zapomniała, jak tworzy się pełnokrwiste bohaterki i w jaki sposób tchnąć w nie życie....
Powrót królowej

Ostatnie spotkania z powieściami Philippy Gregory trudno uznać za udane. To, czym autorka zachwycała w swoich wcześniejszych książkach, całkowicie zagubiło się w najnowszych (i nie mówię o książkach napisanych dawniej, a tylko wydanych w Polsce w ostatnich latach), zupełnie jakby Gregory zapomniała, jak tworzy się pełnokrwiste bohaterki i w jaki sposób tchnąć w nie życie. Skutek był taki, że wybrane przez autorkę postaci były nijakie i/lub irytujące, a ich zachowania absurdalne i niezrozumiałe. Tym razem Philippa Gregory pokazała, że były to problemy przejściowe, a z cyklem tudorowskim żegna się w dobrym stylu.

Ostatni tom serii przedstawiającej losy Tudorów autorka poświęciła losom trzech sióstr Grey – Joanny, Katarzyny i Marii. O ile historia „dziewięciodniowej królowej” jest szeroko znana, o tyle losy jej młodszych sióstr niezbyt często pojawiają się w popkulturze. Choć ich doświadczenia były różne, łączy je jedno – każda z nich poświęciła się dla idei.

Nareszcie! Nareszcie doczekałam się autentycznych i wiarygodnych postaci. Nareszcie ich motywacje i zachowania mają sens. Philippa Gregory kończy przygodę z Tudorami na naprawdę dobrym poziomie. Choć w powieści sporo było (niestety) wątków romansowych, to wszystkie napisane były ze smakiem i wyczuciem. Trzeba je przełknąć (bo przecież nie sposób ich ominąć, skoro powieść ma bazować na prawdziwych wydarzeniach).

Urszula Gardner tradycyjnie weszła na wyżyny swoich możliwości i jej przekład jest naprawdę znakomity, a z każdym kolejnym zdaniem widać, że te klimaty są jej naprawdę bliskie. Ale żeby nie było zbyt różowo, mam jedno techniczne zastrzeżenie – powieść, choć jest częścią cyklu, ma nieco inną szatę graficzną i format (jest sporo mniejsza!) niż pozostałe części. Zdaję sobie sprawę, że wizualna strona wydań powieści Gregory, może nie powalała na kolana, ale przynajmniej była spójna. Są czytelnicy, którzy posiadają wszystkie wcześniej wydane książki i dla nich wygląd i rozmiar ostatniej mają znaczenie. I to duże.

Całe szczęście treść wynagrodziła mi niedociągnięcia wizualne (dopóki nie odłożę książki na półkę, krew mnie nie zaleje) i zakończenie serii spełniło moje oczekiwania, pod względem stylu i pomysłu na siostry Grey. Gregory po raz kolejny udowodniła, że epoka Tudorów to jej konik, podobnie jak tworzenie ciekawych i wiarygodnych bohaterek. "Zmierzch Tudorów" to przyjemna, lekka pozycja na chłodne, jesienne wieczory, z kocykiem i kubkiem herbaty. Powieść powinna zadowolić miłośników beletrystyki historycznej, zwłaszcza, że rzuca nowe światło na postaci historyczne, które są powszechnie znane. Philippa Gregory powróciła w wielkim stylu i trochę żal, że to zakończenie cyklu.

pokaż więcej

 
2018-10-07 21:07:48
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Czy tak musi być?

Nie mam wątpliwości, że Stanisław Grzesiuk był niesamowitym człowiekiem o niespotykanej pogodzie ducha, niepoprawnym wręcz optymizmie i niezwykłej niezłomności. Zarówno "Pięć lat kacetu", opowiadające o codzienności w obozie koncentracyjnym, jak i "Boso, ale w ostrogach" tchną poczuciem humoru, tupetem i autentyczną prostotą, że nie sposób oderwać się od lektury. Nie da się...
Czy tak musi być?

Nie mam wątpliwości, że Stanisław Grzesiuk był niesamowitym człowiekiem o niespotykanej pogodzie ducha, niepoprawnym wręcz optymizmie i niezwykłej niezłomności. Zarówno "Pięć lat kacetu", opowiadające o codzienności w obozie koncentracyjnym, jak i "Boso, ale w ostrogach" tchną poczuciem humoru, tupetem i autentyczną prostotą, że nie sposób oderwać się od lektury. Nie da się jednak ukryć, że to ostatni tom trylogii – "Na marginesie życia" – jest spośród nich najbardziej ponadczasowy i zmuszający do refleksji.

Trzecia część cyklu opisuje zmagania autora ze śmiertelną chorobą, ale w tym przypadku od fizycznych dolegliwości gorsze są społeczne konsekwencje bycia gruźlikiem. Problemy, z którymi musieli zmierzyć się chorzy, nie zmieniły się pomimo upływu lat, a jedyne co uległo zmianie, to grupy, których obecnie te problemy dotyczą – strach wynikający z niskiej edukacji i świadomości, wykluczenie społeczne i dyskryminacja, które zdawały się doskwierać chorym bardziej, niż kłopoty z zatrudnieniem (a co za tym idzie – problemy materialne).

Tak jak szerokim łukiem omijano trędowatych, tak w książce Grzesiuka na margines spycha się chorych na gruźlicę (a dwie dekady po Grzesiuku chorych na AIDS i inne groźne choroby, które wzbudzają powszechny lęk, najczęściej spowodowany niewiedzą np. w temacie ryzyka i sposobów zarażenia). Choć poczucie humoru i wola życia ciągle są u Grzesiuka bardzo widoczne, to równie widoczne jest coraz częściej pojawiające się przygaszenie i rozczarowanie, zwłaszcza tym, jak państwo nie umie poradzić sobie z problemem chorych na gruźlicę – bardzo często byli to ludzie młodzi, którzy nie zdążyli pracować zawodowo odpowiednio długo czy to z powodu wojny, zbyt młodego wieku, by podjąć pracę zarobkową, czy, jak w przypadku autora, przebywania w obozie koncentracyjnym. Po trzech miesiącach spędzonych w sanatoriach, pacjenci najczęściej byli zwalniani z pracy, po zakończeniu leczenia (a właściwie po zakończeniu podleczenia) nikt nie chciał ich zatrudnić. Bez zasiłku lub z minimalną rentą chorzy i ich rodziny byli skazani na wegetację.

Grzesiuk nie byłby Grzesiukiem, gdyby skupił się tylko na najgorszych stronach bycia chorym. Z humorem opisuje pobyty w sanatoriach, relacje z innymi pacjentami, metody leczenia i próby zachowania normalności. Choć wydaje się, że autor pomimo wielu traumatycznych wydarzeń pozostał zadziornym chłopakiem z Czerniakowa, to w jego narracji wyczuwalne jest rozgoryczenie, nawet jeśli nie jego własne, to innych pacjentów. Problemy, z którymi Grzesiuk zdawał sobie radzić i przechodzić nad nimi do porządku dziennego (odejście dawnych przyjaciół, kłopoty finansowe, izolacja społeczna), złamały niejednego chorego i choć autor nie poddawał się, to z pewnością utożsamiał się z innymi zepchniętymi na margines chorymi.
Nie polecę Wam lektury "Na marginesie życia". Polecam Wam przeczytanie całej trylogii. To wyjątkowy cykl, który ukazuje życie niezwykłego człowieka, począwszy od dzieciństwa i młodości na czerniakowskim podwórku, przez przeżycie obozu koncentracyjnego, po walkę z nieuleczalną chorobą. To najbardziej autentyczna, do bólu szczera i najpiękniejsza pieśń życia jaką spotkałam w literaturze. Sięgnijcie po nią. Koniecznie.

pokaż więcej

 
2018-10-03 10:22:28
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Seria: Ladyjanistki

Klasyka rozjechana buldożerem

W ubiegłym roku pisarskie trio Ashton – Hand – Meadows zachwyciło mnie "Moją Lady Jane" – alternatywną (i absurdalną) historią Jane Grey. Choć powieść dedykowana jest nastolatkom, to muszę przyznać, że humor przypominał miks skeczy Monty Pythona i serialu "Czarna Żmija" ("Blackadder"), co bardzo przypadło mi do gustu. Ostatecznie "Moja Lady Jane" została...
Klasyka rozjechana buldożerem

W ubiegłym roku pisarskie trio Ashton – Hand – Meadows zachwyciło mnie "Moją Lady Jane" – alternatywną (i absurdalną) historią Jane Grey. Choć powieść dedykowana jest nastolatkom, to muszę przyznać, że humor przypominał miks skeczy Monty Pythona i serialu "Czarna Żmija" ("Blackadder"), co bardzo przypadło mi do gustu. Ostatecznie "Moja Lady Jane" została najzabawniejszą powieścią przeczytaną przeze mnie w ubiegłym roku, więc po następnej pozycji napisanej przez te same autorki obiecywałam sobie równie wiele.

Tym razem postanowiły one polemizować z powieścią Charlotte Brontë, co z mrocznej, wiktoriańskiej historii zrobiło całkiem przyjemny pastisz. Pod względem języka zarówno "Moja Lady Jane" jak i "Moja Jane Eyre" nie są wybitne, ale należy mieć na uwadze, że miały to być lekkie, młodzieżowe czytadełka, więc na tym polu nie oczekiwałam wiele. Jeżeli chodzi o prowadzenie narracji, to tutaj autorki radzą sobie całkiem dobrze. Historia opowiedziana z różnych punktów widzenia jest dynamiczna, a wtrącenia (które uwielbiam) bardzo urozmaicają treść. Zrobienie z Charlotte Brontë jednej z bohaterek, wplecenie towarzystwa do relokacji duchów i wiele innych zaskakujących rozwiązań sprawia, że nawet czytelnicy dobrze znający pierwowzór nie czują znużenia lekturą.

Gdyby Moja Jane Eyre była pierwszą przeczytaną przeze mnie powieścią autorstwa tria Ashton – Hand – Meadows oceniłabym ją wyżej, bo w kategorii ‘powieść młodzieżowa’ niczego nie można jej zarzucić. Jeżeli do tego jeszcze znajdzie się grupa młodych czytelników, która zostanie zachęcona do sięgnięcia po klasykę literatury – tym lepiej. Jednak w porównaniu z Moją Lady Jane najnowsza powieść wypada nieco słabiej. Mniej jest humorystycznych wtrąceń i komentarzy, które w moim odczuciu były siłą pierwszej części serii Ladyjanistki. Autorkom nie można odmówić niezwykłej lekkości pióra i wymyślania zaskakujących alternatywnych rozwiązań. Czas spędzony z drugim tomem cyklu na pewno nie był stracony, choć trzeba mieć na uwadze, że wytrwamy czytelnik, sięgający li i jedynie po klasykę w najwyższym wydaniu, może nie czerpać z lektury zbyt wiele satysfakcji. Ja sama oczekiwałam przede wszystkim lekkiej i zabawnej odskoczni od cięższych i bardziej wymagających pozycji i to właśnie otrzymałam. Jeżeli trio Ashton – Hand – Meadows stworzy następną zwariowaną powieść, na pewno po nią sięgnę, bo to gwarancja świetnej rozrywki – i niech to będzie najlepszą zachętą, by sięgnąć po "Moją Jane Eyre" (i "Moją Lady Jane" również).

pokaż więcej

 
2018-10-02 16:03:40
Ma nowego znajomego: VViolla
 
Moja biblioteczka
266 179 2501
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (48)

Ulubieni autorzy (1)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (1)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd