Lucyna Tomoń 
today-ornever.blogspot.com
Witaj! Przeczytałeś/aś moją recenzję? Zgadzasz się z nią? A może wręcz przeciwnie? Przydała Ci się, zachęciłam Cię do lektury, a może sprawiłam, że nigdy nie sięgniesz po tę książkę? Opowiedz mi o tym! Codzienna garść INSPIRACJI: https://www.facebook.com/pages/Lucyna-Tomo%C5%84-todayornever/192845530752152 Współpraca- lucynatomon@gmail.com
26 lat, kobieta, Toruń, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 3 dni temu
Teraz czytam
  • Ballada o pewnej panience
    Ballada o pewnej panience
    Autor:
    Ballada o pewnej panience Nowa książka Szczepana Twardocha. Wszystkie najważniejsze opowiadania. I nic więcej nie trzeba już mówić. Reszty dowiecie się sami. Spis treści: 1. Ballada o pewnej p...
    czytelników: 1284 | opinie: 97 | ocena: 6,54 (661 głosów)
  • Intymnie. Rozmowy nie tylko o miłości
    Intymnie. Rozmowy nie tylko o miłości
    Autorzy:
    Czego pragnie kobieta, a czego mężczyzna? Czy monogamia może być podniecająca? Czy nimfomankę kiedykolwiek boli głowa? I po co ludziom wierność? Jak kocha się ginekolog? Autorów tej książki pewnie ni...
    czytelników: 1030 | opinie: 50 | ocena: 6,91 (358 głosów)
  • Jedwabnik
    Jedwabnik
    Autor:
    Pisarz Owen Quine zaginął. Jego żona zleca sprawę prywatnemu detektywowi Cormoranowi Strike’owi. Kobieta sądzi, że mąż potrzebował kilku dni dla siebie, jak to zdarzało się już wcześniej. Strike ma go...
    czytelników: 8139 | opinie: 522 | ocena: 7,03 (4210 głosów) | inne wydania: 2
  • Lekcje francuskiego
    Lekcje francuskiego
    Autor:
    Gdy Kate zaraz po ukończeniu Yale otrzymuje propozycję pracy w charakterze asystentki mieszkającej w Paryżu, znanej amerykańskiej fotograf Lydii Schell, nie waha się ani chwili. Młoda dziewczyna pozna...
    czytelników: 330 | opinie: 19 | ocena: 5,23 (115 głosów)
  • Pamiętnik
    Pamiętnik
    Autor:
    Karty starego notatnika kryją historię romantycznej miłości. Starszy pan codziennie odczytuje ją mieszkającej w domu opieki kobiecie chorej na alzheimera. Jest to opowieść o bogatej dziewczynie z mias...
    czytelników: 25401 | opinie: 1322 | ocena: 7,66 (13084 głosy) | inne wydania: 12

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-15 09:01:54
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Isabel Fielding (tom 1) | Seria: Mroczna strona

Leah zaczyna życie w nowym miejscu. Podejmuje pracę w szpitalu psychiatrycznym o zaostrzonym rygorze. Przeprowadza się wraz z bratem, Tomem, do wiejskiego domu gdzieś między wrzosowiskami. W szpitalu zostają jej przydzielone trzy pacjentki. Ale jedna z nich wzbudza jej szczególne zainteresowanie. Isabel przed laty została skazana za morderstwo. Troje dzieci bawiło się razem nad stawem. Kiedy... Leah zaczyna życie w nowym miejscu. Podejmuje pracę w szpitalu psychiatrycznym o zaostrzonym rygorze. Przeprowadza się wraz z bratem, Tomem, do wiejskiego domu gdzieś między wrzosowiskami. W szpitalu zostają jej przydzielone trzy pacjentki. Ale jedna z nich wzbudza jej szczególne zainteresowanie. Isabel przed laty została skazana za morderstwo. Troje dzieci bawiło się razem nad stawem. Kiedy zrobiło się nienormalnie cicho i dorośli poszli sprawdzić, co robią, znaleźli małą Maisie pływającą w stawie...martwą, a obok lekko umazanego krwią Owena i Isabel z krwią na ustach.

Sprawa tylko na pierwszy rzut oka wydawała się ewidentna. Kiedy Leah poznaje Isabel, stara się zachować pełen profesjonalizm, jednak dziewczyna jest...taka normalna. Nie ujmująco urocza jakby była socjopatką, ale też nie specjalnie wycofana. Rysuje ptaki, oswoiła wronę. Leah coraz bardziej zastanawia się, czy to możliwe, by ktoś taki mógł popełnić straszną zbrodnię.

Bardzo ciężko było mi przewidzieć, co się wydarzy. Razem z główną bohaterką naprawdę długo nie potrafiłam stwierdzić, czy wierzę Isabel. Ciężko było mi się przekonać do Leah. Nawet jeżeli z czasem okazało się, że miała pewne powody to...Nie miała jednocześnie takich mocno widocznych cech charakteru, takie trochę...ciepłe kluchy. To się nieco zmienia w drugiej części, kiedy Leah zostaje trochę...obnażona.

Isabel za to jest świetna. Niemal do ostatniej strony trudno było mi zdecydować, czy to ona zabiła Maisie, czy nie, tym bardziej, że w trakcie poznałam ojca Isabel i jej brata, który był wtedy przy nich, kiedy umierała Maisie. Czasami skłaniałam się ku jednej teorii, innym razem zupełnie odrzucałam scenariusz tego wydarzenia.

Przy tym wszystkim po prostu leciałam, strona po stronie, aż nieoczekiwanie robiła się pierwsza w nocy i okazało się, że niemal skończyłam lekturę.

Mocne strony? Książka jest niezaprzeczalnie wciągająca i nieprzewidywalna. Dzieje się bardzo dużo, przez co w szczególność w drugiej części, ciężko się od niej oderwać. Co więcej, autorka jest bardzo przekonywująca w opowiadaniu o niewinności Isabel. Albo wręcz przeciwnie, o tym, że to ona jest morderczynią. Ciężko samemu zdecydować, po której stronie chcemy stanąć.

Są jednak i słabe strony. Bardzo dużo się dzieje. Autorka utrzymuje czytelnika w ciągłym, bardzo thrillerowym strachu, ale w pewnym momencie chciałam jej powiedzieć- dość, tego już zbyt wiele! Nie koniecznie dlatego, że było mi ciężko znieść ogrom strachu, raczej dlatego, że jeszcze jeden element i książka zrobiłaby się mocno przekombinowana...

Do połknięcia w kilka wieczorów, albo jeden dzień. Nie trzeba lubić głównej bohaterki, żeby dać się ponieść historii. Zaznaczyłabym jeszcze, że to thriller z gatunku tych brutalnych, takich, po których czytelnik boi się zgasić w nocy światło. Mocny, dla wytrawnych thrilleroholików ;-)
Lucyna Tomoń/ https://today-ornever.blogspot.com/2019/01/morderczyni-sarah-denzil.html

pokaż więcej

 
2018-12-07 11:54:58
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Kolejna świąteczna propozycja, tym razem debiut Agnieszki Błażyńskiej, który ukazał się nakładem wydawnictwa Wielka Litera.

Finka (od Józefina) jest fotografem. Wracając do Polski, na lotnisku wpada na bardzo przystojnego mężczyznę. Robi mu zdjęcie. Jej przyjaciółka postanawia wrzucić je do sieci, żeby pomóc Fince w znalezieniu modela. Niestety, zdjęcie szybko zostaje memem....
Kolejna świąteczna propozycja, tym razem debiut Agnieszki Błażyńskiej, który ukazał się nakładem wydawnictwa Wielka Litera.

Finka (od Józefina) jest fotografem. Wracając do Polski, na lotnisku wpada na bardzo przystojnego mężczyznę. Robi mu zdjęcie. Jej przyjaciółka postanawia wrzucić je do sieci, żeby pomóc Fince w znalezieniu modela. Niestety, zdjęcie szybko zostaje memem. Wiemy, że raz wrzucone do sieci zdjęcie, zostaje tam na zawsze. Rafał, którego wizerunek widnieje na zdjęciu, też właśnie wrócił do kraju. Nie spodziewa się burzy, która rozpęta się za chwilę wokół jego osoby. Ale ma przy sobie przyjaciela prawnika. Finka natomiast, Martynę, która wrzuciła zdjęcie do sieci. Czy uda się to wszystko odkręcić do Wigilii?

Powieści świąteczne są do siebie dość podobne. Zawsze pada śnieg, ktoś nie wierzy w Święta, ktoś spędzi je sam. W Wigilię wszystko się naprawia i nagle wszyscy bohaterowie są szczęśliwi. Tutaj jest...nieco inaczej.

Pada śnieg, ale nie od razu ;-). Akcja książki zaczyna się bowiem jeszcze w listopadzie. Podobają mi się bohaterowie, bo nie są idealni. Główna bohaterka, Finka nie jest taką eteryczną romantyczną panną. Albo nawet jeżeli jest, to jest też bardzo ludzka, czytelnik poznaje ją od razu od wpadki, głupiego pomysłu. Od tego miejsca trudno było mi się oderwać od tej książki, czy w zasadzie...od samego początku ;-).

Nie ma patosu Bożego Narodzenia, jest natomiast ciekawa akcja i dobrze napisani bohaterowie, tacy, którzy od razu wizualizowali się w mojej wyobraźni. Święta nie grają tu głównej roli, są dobrym tłem dla zabawnych wydarzeń.

Wątków jest kilka ale nie znowu aż tyle, żeby nie móc się w nich połapać. Całość mam wrażenie, jest raczej, jako, że bohaterowie są młodzi, skierowana raczej do podobnej grupy wiekowej.

Wcale nie oznacza to jednak, że książka jest śmieszna i o niczym. Wręcz przeciwnie. Pojawiają się wątki, w szczególności jeden, o którym nie powiem zbyt wiele, który ma w sobie magię świątecznego cudu.

Poleciłabym ją tym, którzy do Świąt mają raczej obojętny stosunek. Albo tym, którzy wręcz ich unikają i denerwuje ich, że od połowy listopada we wszystkich centrach handlowych stoją ogromne świecące choinki. Nie po to, by wróciła wiarę w Święta. Ale po to, by pozwoliła spojrzeń na nie w inny sposób, lekki? Zabawny? Bez patosu.

Napis na okładce mówi, że na podstawie tej książki powinien powstać film. I...mógłby. Poszłabym na taki film do kina. I jestem pewna, że bawiłabym się doskonale ale...popłakałabym się na finale.
Lucyna Tomoń/ www.today-ornever.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-11-30 10:38:42
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Wydaje mi się, że przez cały rok nie czytam tyle polskich powieści, co przed Świętami. Skoro nie ma śniegu i alternatywnym sposobem na poczucie magii Świąt może być jedynie chodzenie po centrum handlowym z "Last Christmas" w tle...To ja wybieram lektury. Zaczęłam od "Okruchów dobra".

Dom w centrum Krakowa. Roman samotnie wychowuje syna, który ma do niego same pretensje. Jowita organizuje...
Wydaje mi się, że przez cały rok nie czytam tyle polskich powieści, co przed Świętami. Skoro nie ma śniegu i alternatywnym sposobem na poczucie magii Świąt może być jedynie chodzenie po centrum handlowym z "Last Christmas" w tle...To ja wybieram lektury. Zaczęłam od "Okruchów dobra".

Dom w centrum Krakowa. Roman samotnie wychowuje syna, który ma do niego same pretensje. Jowita organizuje Wigilię dla swojej córeczki. Musi jej wyjaśnić, że taty nie będzie z nimi ani w tym roku, ani w następnym. Małgorzata nie potrafi zbudować relacji z dorosłą córką, Urszulą. Szymon właśnie dowiaduje się, że jedna noc zapomnienia, może zmienić całe jej życie. Pan Ignacy natomiast po prostu rusza dorożką ze swoim koniem na Stare Miasto.

Trudno byłoby mi tutaj przywołać wszystkich bohaterów tej historii. Początkowo zresztą są to zupełnie osobne opowieści, dopiero później, w Wigilię, losy bohaterów zaczynają się przeplatać. Z takiego trochę chaosu, wyłania się w bardzo przyjemny sposób spójna, wspólna klamra.

To trochę takie słowo, jak sympatyczny albo fajny, że tak naprawdę można tak powiedzieć o wszystkim, ale tutaj nic nie pasuje bardziej. "Okruchy dobra" są klimatyczne. Pada śnieg i autorki wspominają o tym na tyle często i opisują to w tak umiejętny sposób, że ja widziałam ten zimowy krajobraz za oknem. Oglądałam go razem z Zuzią, córeczką Jowity, która wypatrywała swojego taty. Co więcej, ten śnieg pada nad Krakowem. Chyba nie ma piękniejszego miejsca niż klimatyczne (znowu?) ulice Krakowa.

Nie potrafię tego wyjaśnić, może to dlatego, że to pierwsza świąteczna książka, którą czytam w tym roku, ale wciągnęła mnie bardziej niż niejeden kryminał. Poczułam Święta bardzo mocno.

Wiem, że to może troszkę bajka dla dorosłych, bo w grudniu rzadko pada śnieg, nikt nie zaprasza obcych ludzi do siebie do domu, nie wpada się na miłość swojego życia w second handzie. Tylko...skoro już nie wierzymy w Mikołaja, to czy nie pozostaje nam tylko wierzyć w Święta? W ludzkie dobro, w to, że w tym wyjątkowym czasie cuda wychodzą tak jakoś same. I że to nie kwestia atmosfery, gwiazdki z nieba ale tego, żebyśmy sami dali komuś coś od siebie. Wtedy dobro na pewno do nas wróci.

Przepiękna historia. Wspaniale, magicznie świąteczna. Pomoże poczuć klimat Bożego Narodzenia i przywróci wiarę w ludzi :-).
Lucyna Tomoń/ https://today-ornever.blogspot.com/2018/11/okruchy-dobra-justyna-bednarek-jagna.html

pokaż więcej

 
2018-11-20 15:25:41
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Stawiam sobie właśnie bardzo trudne zadanie, przekonania Was, że bardzo chcecie przeczytać tę książkę. Nie dlatego, że ktoś mi każe, ale dlatego, że warto. Bardzo warto.

Normalny szkolny dzień. Zach razem ze swoją klasą chowa się w szatni. Za drzwiami słychać strzały. Pyk, pyk, pyk...Dźwięk jest coraz bliżej. Spanikowane dzieci starają się być bardzo cicho. Byleby tylko pykanie nie doszło...
Stawiam sobie właśnie bardzo trudne zadanie, przekonania Was, że bardzo chcecie przeczytać tę książkę. Nie dlatego, że ktoś mi każe, ale dlatego, że warto. Bardzo warto.

Normalny szkolny dzień. Zach razem ze swoją klasą chowa się w szatni. Za drzwiami słychać strzały. Pyk, pyk, pyk...Dźwięk jest coraz bliżej. Spanikowane dzieci starają się być bardzo cicho. Byleby tylko pykanie nie doszło do nich. Nagle cichnie. Wychodzą z sali by zobaczyć masakrę, która miała przed chwilą miejsce. Zach żyje. Ale nigdzie nie ma jego starszego brata Andy'ego.

To nie jest autentyczna historia. Na stronie autorki (polecam zajrzeć, można tam przeczytać pierwszy rozdział książki i znaleźć pytania do dyskusji po lekturze) znalazłam informację, że zainspirowała ją strzelanina w Sandy Hook. Dwudziestoletni napastnik zabił własną matkę, a potem uzbrojony w kilka sztuk broni wtargnął do szkoły, zabijając tam dwadzieścia osób, dzieci w wieku sześciu i siedmiu lat.

W "Kolorze samotności" historia jest nieco inna. Ja jednak usilnie starałam się znaleźć połączenie z rzeczywistością. Słusznie wydawało mi się, że to nie wyobraźnia autorki ale życie napisało makabryczny scenariusz.

Autorka wykorzystała to, do stworzenia historii innej niż wszystkie. Narratorem w książce jest sześcioletni Zach. Co więcej, masakra, czyli to co wydawać by się mogło, najstraszniejsze, dzieje się na samym początku. Znacznie trudniejsze, dla nas, dorosłych, będzie to, co przeżywa Zach. I jak bardzo "przyczyniają" się do tego dorośli.

Wszyscy wiemy, jak ważne jest prawidłowe przeżycie żałoby, że może ono trwać bardzo długo i niemal zawsze jest strasznie trudnym procesem. Co jednak z dziećmi? One nie mają świadomości tego, co przeżywają. Często też próbują znaleźć wytłumaczenie dla kwestii zupełnie nie do wyjaśnienia.

To wszystko ma miejsce u Zacha. Początkowo czuje ulgę, że brata nie ma. Zaraz jednak przychodzi poczucie winy, że nie pomyślał o nim w trakcie masakry w szkole. Dziecko potrzebuje matki, ale ta straciła właśnie syna i jedyne, czego potrzebuje, to spokój...

Zach odnajduje ukojenie w swój dziecięcy sposób. Buduje kryjówkę w garderobie brata i tam przelewa swoje emocje na papier. By, jak mówi, móc je rozdzielić. W nim są bowiem całkiem pomieszane, a tak odczuwa się je znacznie trudniej.

"Kolor samotności" jest trudny. Płakałam co najmniej kilka razy, a jednocześnie nie mogłam się od niego oderwać. I cały czas rosła we mnie myśl, że bardzo chcę ją polecić. Wiem, że książka ma małe szanse zostać bestsellerem, bo pierwszoosobowa narracja dziecka, bo nie pokazują jej na YouTube'ie. Ale...Jeżeli literatura ma poruszać, wzbudzać emocje, to "Kolor samotności" nadaje się do tego idealnie.

Co więcej, to nie tylko historia ogromnej tragedii, ale przede wszystkim opowieść o tym, jak dziecko widzi otaczającą rzeczywistość, w jaki sposób interpretuje to, co się dzieje. Świetny obraz tego, w jaki sposób my dorośli czasami zupełnie nieświadomie, jednym słowem, potrafimy zrujnować ten młody wewnętrzny świat. \

Świetna książka i chociaż trudna, warta przeczytania. By móc spojrzeć na życie dziecięcym okiem, by zobaczyć, w jaki sposób z dziećmi, w obliczu tragedii, żałoby, NIE rozmawiać. Porusza te najgłębiej skrywane emocje. Jedna z lepszych książek, jakie czytałam w tym roku.
Lucyna Tomoń/ https://today-ornever.blogspot.com/2018/11/kolor-samotnosci-rhiannon-navin.html

pokaż więcej

 
2018-11-09 09:24:10
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Alicja Rokicka jest autorką bloga .wegańskiego, kulinarnego. To jej druga książka, obok której nie mogłam przejść obojętnie.

No dobra, możecie mnie zlinczować, ale...poleciałam na okładkę. Ale tylko na nią spójrzcie. Jeżeli dobrze pamiętam, nie tylko przepisy i zdjęcia są autorstwa Alicji ale również ilustracje. Trudno się nie zakochać, a w środku jest tylko piękniej (naprawdę!).

...
Alicja Rokicka jest autorką bloga .wegańskiego, kulinarnego. To jej druga książka, obok której nie mogłam przejść obojętnie.

No dobra, możecie mnie zlinczować, ale...poleciałam na okładkę. Ale tylko na nią spójrzcie. Jeżeli dobrze pamiętam, nie tylko przepisy i zdjęcia są autorstwa Alicji ale również ilustracje. Trudno się nie zakochać, a w środku jest tylko piękniej (naprawdę!).

Sięgnęłam po tę książkę jednak nie tylko ze względu na okładkę, ale jej wegańską zawartość.

Nie jestem weganką, ani nawet wegetarianką, ale od lat noszę się z zamiarem porzucenia mięsa. Nie chcę być łańcuchem przemysłu, w którym zwierząt nie traktuje się dobrze. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie życia bez sera...Co innego samo mięso, mogłoby dla mnie nie istnieć. Często korzystam z wegańskich przepisów. Przygotowuję dla moich bliskich coś bez produktów zwierzęcych. Uwielbiam zaskoczenie na ich twarzy, ale jak to tu nie ma jajek? Śmietany? Same roślinki?

To jednak rzadko są słodycze. Wegańskie wypieki kojarzą mi się z takimi ciężkimi, mokrymi plackami. Koniecznie z dynią albo burakiem i najlepiej płatkami owsianymi...że to takie gnioty po prostu ;-). Chciałam sprawdzić, czy można inaczej i czy autorka pokaże mi coś, o czym jeszcze nie słyszałam.

Moja gniotowa teoria została od razu obalona. Na palcach jednej ręki policzyłabym przepisy w tej książce, które są takimi plackami. Za to bardzo dużo tu takich klasyków, tylko roślinnych. Znajdziecie przepis na wegańską karpatkę, pleśniak, szarlotkę albo taką babciną drożdżówkę.

Wypróbowałam na razie trzy przepisy. Imbirowe ciastka, placek z sezonowymi owocami i dyniową drożdżówkę. Widziałam zaskoczenie na twarzach moich bliskich, ale jak to, drożdżowe bez jajek? Bez masła? Da się! I ciasto wcale nie smakuje inaczej, niż to tradycyjne.

Jest jeszcze jednak kwestia, która często odstrasza mnie w wegańskich przepisach. To...składniki. Obawiałam się, że każdy przepis będzie wymagał kilograma orzechów nerkowca, albo wymyślnych wegańskich zamienników sera/śmietany/masła. Nic bardziej mylnego. Wszystkie produkty, które używane są w książce, znalazłam w sklepie w moim małym mieście. Nic wymyślnego :-). To zdecydowanie plus. Przyznaję, że na początku studiów, kiedy wyprowadziłam się od rodziców, często sięgałam po wegańskie przepisy, bo były...tańsze i mniej skomplikowane (wbrew pozorom!).

Ta książka jest przepiękna. I nie jest tylko ładnymi zdjęciami ale bardzo dużym zbiorem świetnych przepisów. Świetne zdjęcia i ilustracje, we wszystkim widać konsekwencję. Co więcej, kolejne "rozdziały" książki są opatrzone krótkim wstępem, w którym Alicja opowiada o swoich kuchennych wspomnieniach, idolach. Przyjemnie napisane, zachęcają do zajrzenia dalej.

Mam jeszcze kilka wypieków, które chciałabym wypróbować, właśnie pleśniak i karpatka. Jestem zachwycona i wiem, że będę do niej wracać. Bardzo polecam, nie tylko weganom. Naprawdę, chcecie zrobić sobie tę przyjemność i mieć "Słodką wegan nerd" w swojej kuchennej biblioteczce.
Lucyna Tomoń/ https://today-ornever.blogspot.com/2018/11/sodka-wegan-nerd-alicja-rokicka.html

pokaż więcej

 
2018-10-29 10:59:51
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Z Coolleen Hoover jest tak, że kiedy pojawia się informacja o nowej polskiej wersji jej powieści, internet huczy. Powiedziałabym, i z pewnością wielu z Was się ze mną zgodzi, że to taka J.K. Rowling kobiecego young adult. Ma rzeszę fanów, którzy niemal rzucają się na każdą nową książkę i każdą bez wyjątku są zachwyceni.

Quinn i Graham są małżeństwem od kilku lat. Ich miłość jest niemal...
Z Coolleen Hoover jest tak, że kiedy pojawia się informacja o nowej polskiej wersji jej powieści, internet huczy. Powiedziałabym, i z pewnością wielu z Was się ze mną zgodzi, że to taka J.K. Rowling kobiecego young adult. Ma rzeszę fanów, którzy niemal rzucają się na każdą nową książkę i każdą bez wyjątku są zachwyceni.

Quinn i Graham są małżeństwem od kilku lat. Ich miłość jest niemal nierzeczywista, utopijna, wymarzona. Jednak w codzienność wkradają się kłopoty. Para od lat stara się o dziecko, ale Quinn nie udaje się zajść w ciążę. Próbują wielu metod, starają się o adopcję. Wszystko zawodzi, upragnione przez kobietę dziecko, ciągle się nie pojawia. Para coraz bardziej się od siebie odsuwa. Seks przestaje być wyrazem uczucia, jest raczej kolejną próbą, z góry skazaną na porażkę. Czy z małżeństwem będzie podobnie? Ciągle pozostaje między nimi tajemnicza szkatułka. Coś, co w niej zamknęli ma pomóc im cofnąć się w czasie, odbudować, albo ostatecznie przypieczętować rozstanie.

Na samym wstępie, to na pewno nie jest young adult. To chyba najbardziej dojrzała książka Hoover. Po "Without Merit", w której główna bohaterka była bardzo młodą nastolatką, a sama książka była raczej nieco zabawna, "Wszystkie nasze obietnice" to zmiana o sto osiemdziesiąt stopni.

To na pewno zmiana na lepsze. "Without Merit" nie było, moim zdaniem najlepszą powieścią autorki.

W książce znajdziemy dwie równolegle historie. Historię aktualną, w której Graham i Quinn są małżeństwem i drugą, w której dopiero się poznają. Ich kontrast jest uderzający i z pewnością bardzo wpływa na czytelnika. Dobitnie pokazuje różnice pomiędzy dzikimi uniesieniami pierwszych spotkań i zderzeniem z trudnościami wiele lat później.

Oczywiście, że jak tylko książka do mnie dotarła, od razu się na nią rzuciłam. Przeczytałam w jeden weekend. Byłoby szybciej ale...w pierwszej chwili pomyślałam, że temat bezpłodności wydaje mi się w sporym stopniu pozbawiony nadziei. Przewidywałam zakończenie od pierwszej strony. Trochę się jednak pomyliłam i po drodze naprawdę obraziłam się na Hoover. Nie mogę powiedzieć, bo spojler, ale...Ja jednak miałam sporo nadziei.

Zakończenie absolutnie zmieniło moje postrzeganie "Wszystkich naszych obietnic". Przede wszystkim dlatego, że przyszło mi do głowy, że ta książka wcale nie mówi o bezpłodności, albo o gasnącym uczuciu. To historia o tym, jak można nie umieć ze sobą rozmawiać. Jak dwie, najbliższe sobie osoby, brną głęboko w swoje przekonania, co do których mają absolutną (błędną) pewność.

To takie prawdziwe i zdarza nam się nagminnie. Przecież kto jak nie my zna lepiej naszych partnerów? Przecież doskonale wiem, co powie, jak zareaguje, ba! Wiem nawet co myśli. Ciekawe...Widzicie w tym absurd? ;-)

Jednak my regularnie pozwalamy sobie na tego typu komentarze i szczerze wierzymy w ich prawdziwość. Quinn też wierzyła. Jej mąż również. I trwali w nich nieodwracalnie długo, zamiast po prostu ze sobą porozmawiać.

To jednak też historia o tym, czy rola matki jest w życiu nadrzędna, czy zawsze trzeba walczyć z losem. To jasne, że większość kobiet chce zostać mamą. Jeżeli jednak podjęte próby nie dają upragnionego rezultatu, posiadanie dziecka zaczyna przeradzać się w obsesję. Świetnie pokazane przez Hoover, miejsce, które w nieudanym staraniu zajmuje mąż.

Historia jest trudna, piękna i tak wciągająca, że można przeczytać ją w jedną noc. Ale...nie, dla mnie to nie jest temat, przy którym mogłabym się rozpłakać. Co innego przy "Confess", ale tutaj...Czytałam niewzruszona aż do epilogu. Tam wydarzyło się coś, co kompletnie mnie rozłożyło. Ponownie, nie mogę nic powiedzieć. Mogę jedynie zachęcić do lektury.

"Wszystkie nasze obietnice" jest moim zdaniem najtrudniejszą, jak dotąd książką Colleen Hoover. Dojrzała, piękna historia, po którą trzeba sięgnąć. Mam ogromną nadzieję, że autorka pójdzie dalej tą drogą.

Lucyna Tomoń/ https://today-ornever.blogspot.com/2018/10/wszystkie-nasze-obietnice-colleen-hoover.html

pokaż więcej

 
2018-10-18 14:50:47
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Obserwuję od pewnego czasu ogromne zainteresowanie himalaizmem w Polsce. I widzę dwie tendencje. Po pierwsze to ten rodzaj pasji, którą raczej obserwujemy w zaciszu swojego domu. Jedni i chyba do nich się zaliczam, czytają i próbują zrozumieć. Jest ogromnie dużo książek o wspinaczce, o Wandzie Rutkiewicz, o Hajzerze, książka Adama Bieleckiego, o wyprawie na Nanga Parbat sprzed kilku lat.... Obserwuję od pewnego czasu ogromne zainteresowanie himalaizmem w Polsce. I widzę dwie tendencje. Po pierwsze to ten rodzaj pasji, którą raczej obserwujemy w zaciszu swojego domu. Jedni i chyba do nich się zaliczam, czytają i próbują zrozumieć. Jest ogromnie dużo książek o wspinaczce, o Wandzie Rutkiewicz, o Hajzerze, książka Adama Bieleckiego, o wyprawie na Nanga Parbat sprzed kilku lat. Sprzedaż i zainteresowanie podkręca przede wszystkim...tragedia. Tak samo tej drugiej grupie, która śledzi wspinaczki w TVN24 i komentuje. Mocno i bardzo z hejtem. Bo po cholerę oni tak wchodzili... To właśnie próbuję zrozumieć. I myślę, że motorem napędowym całego tego zainteresowania jest właśnie chęć zrozumienia.

"Wszystko za K2" miało być dziennikiem z wyprawy, która miała miejsce poprzedniej zimy. Niestety, autor książki ostatecznie nie dostał pozwolenia na uczestnictwo w wyprawie. Zablokowali go sami uczestnicy. Jestem w stanie to zrozumieć, mogli mieć obawę, że wtedy wyprawa byłaby jeszcze bardziej jak reality-show. W pierwszej chwili pomyślałam - co zatem autor może wiedzieć o K2, skoro go tam nie było? Z pewnością więcej niż ja...I z pewnością więcej niż wszystkowiedzący znawcy z Twittera.

Piotr Trybalski przybliża sporą część historii polskiego himalaizmu. Warto sięgnąć po tę książkę chociażby dlatego. Żeby zobaczyć, że oni wspinali się na długo przed tym, kiedy telewizja zaczęła się interesować. Opowiada jak to było wcześniej i jeżeli nie czytaliście wcześniej nic na ten temat to świetne kompendium wiedzy.

Co do samej wyprawy, historia napisana przez autora z pewnością byłaby inna, gdyby pisał ją u podnóża K2. Trudno mi rozpatrywać, czy byłaby lepsza. Bo jest dobra. Nie śledziłam wyprawy od samego początku, przyznaję, zaczęłam dopiero, kiedy do Polski dotarła wieść o ataku szczytowym na Nanga Parbat i potem, kiedy polska wyprawa musiała ruszyć do akcji ratunkowej. To zresztą spora część tej książki.

Opisana dość obiektywnie, chociaż z subiektywnych punktów widzenia tych, którzy tam byli ale także autora, który obserwował wszystko z Polski. Pięknie podsumowuje postawę Elizabeth Revol pisząc, że większość z tych, którzy wracają z gór bez swoich kolegów, musi się potem z tego wytłumaczyć. Tak na przykład Bielecki po Broad Peak i jego książka, która zresztą od dłuższego czasu czeka u mnie na przeczytanie. Elizabeth też przyjdzie kiedyś to wyjaśnić.

Nie wiem, czy "Wszystko za K2" przyniosło odpowiedzi, na pytania, które gdzieś mam w sobie. Z pewnością poszerzyła moją bardzo niewielką wiedzę w temacie. Otworzyła kolejne drogi, urodziła kolejne niedopowiedzenia. I rozbudziła apetyt na więcej.

Przepiękna, opasła, bo prawie 600 stron, to opowieść o polskim himalaizmie , o tym dlaczego dobrze jest, kiedy szczyt nie zostanie zdobyty i czemu czemu niektórzy z gór już nigdy nie wrócą.

Dla tych, którzy próbują zrozumieć dlaczego oni tam w ogóle idą i czemu nie dało się uratować Mackiewicza. Dla tych, którzy chcą dyskutować i tych, którzy lubią o himalaizmie czytać to z pewnością łakomy kąsek.

Lucyna Tomoń/ https://today-ornever.blogspot.com/2018/10/wszystko-za-k2-piotr-trybalski.html

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
378 163 1397
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (25)

Ulubieni autorzy (8)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd