Lucyna Tomoń 
today-ornever.blogspot.com
Witaj! Przeczytałeś/aś moją recenzję? Zgadzasz się z nią? A może wręcz przeciwnie? Przydała Ci się, zachęciłam Cię do lektury, a może sprawiłam, że nigdy nie sięgniesz po tę książkę? Opowiedz mi o tym! Codzienna garść INSPIRACJI: https://www.facebook.com/pages/Lucyna-Tomo%C5%84-todayornever/192845530752152 Współpraca- lucynatomon@gmail.com
25 lat, kobieta, Toruń, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 2 dni temu
Teraz czytam
  • Ballada o pewnej panience
    Ballada o pewnej panience
    Autor:
    Ballada o pewnej panience Nowa książka Szczepana Twardocha. Wszystkie najważniejsze opowiadania. I nic więcej nie trzeba już mówić. Reszty dowiecie się sami. Spis treści: 1. Ballada o pewnej p...
    czytelników: 1212 | opinie: 89 | ocena: 6,56 (613 głosów)
  • Intymnie. Rozmowy nie tylko o miłości
    Intymnie. Rozmowy nie tylko o miłości
    Autorzy:
    Czego pragnie kobieta, a czego mężczyzna? Czy monogamia może być podniecająca? Czy nimfomankę kiedykolwiek boli głowa? I po co ludziom wierność? Jak kocha się ginekolog? Autorów tej książki pewnie ni...
    czytelników: 1015 | opinie: 49 | ocena: 6,93 (352 głosy)
  • Jedwabnik
    Jedwabnik
    Autor:
    Pisarz Owen Quine zaginął. Jego żona zleca sprawę prywatnemu detektywowi Cormoranowi Strike’owi. Kobieta sądzi, że mąż potrzebował kilku dni dla siebie, jak to zdarzało się już wcześniej. Strike ma go...
    czytelników: 8137 | opinie: 520 | ocena: 7,03 (4187 głosów) | inne wydania: 2
  • Lekcje francuskiego
    Lekcje francuskiego
    Autor:
    Gdy Kate zaraz po ukończeniu Yale otrzymuje propozycję pracy w charakterze asystentki mieszkającej w Paryżu, znanej amerykańskiej fotograf Lydii Schell, nie waha się ani chwili. Młoda dziewczyna pozna...
    czytelników: 323 | opinie: 19 | ocena: 5,18 (112 głosów)
  • Pamiętnik
    Pamiętnik
    Autor:
    Karty starego notatnika kryją historię romantycznej miłości. Starszy pan codziennie odczytuje ją mieszkającej w domu opieki kobiecie chorej na alzheimera. Jest to opowieść o bogatej dziewczynie z mias...
    czytelników: 25217 | opinie: 1321 | ocena: 7,66 (12975 głosów) | inne wydania: 10

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-11-09 09:24:10
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Alicja Rokicka jest autorką bloga .wegańskiego, kulinarnego. To jej druga książka, obok której nie mogłam przejść obojętnie.

No dobra, możecie mnie zlinczować, ale...poleciałam na okładkę. Ale tylko na nią spójrzcie. Jeżeli dobrze pamiętam, nie tylko przepisy i zdjęcia są autorstwa Alicji ale również ilustracje. Trudno się nie zakochać, a w środku jest tylko piękniej (naprawdę!).

...
Alicja Rokicka jest autorką bloga .wegańskiego, kulinarnego. To jej druga książka, obok której nie mogłam przejść obojętnie.

No dobra, możecie mnie zlinczować, ale...poleciałam na okładkę. Ale tylko na nią spójrzcie. Jeżeli dobrze pamiętam, nie tylko przepisy i zdjęcia są autorstwa Alicji ale również ilustracje. Trudno się nie zakochać, a w środku jest tylko piękniej (naprawdę!).

Sięgnęłam po tę książkę jednak nie tylko ze względu na okładkę, ale jej wegańską zawartość.

Nie jestem weganką, ani nawet wegetarianką, ale od lat noszę się z zamiarem porzucenia mięsa. Nie chcę być łańcuchem przemysłu, w którym zwierząt nie traktuje się dobrze. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie życia bez sera...Co innego samo mięso, mogłoby dla mnie nie istnieć. Często korzystam z wegańskich przepisów. Przygotowuję dla moich bliskich coś bez produktów zwierzęcych. Uwielbiam zaskoczenie na ich twarzy, ale jak to tu nie ma jajek? Śmietany? Same roślinki?

To jednak rzadko są słodycze. Wegańskie wypieki kojarzą mi się z takimi ciężkimi, mokrymi plackami. Koniecznie z dynią albo burakiem i najlepiej płatkami owsianymi...że to takie gnioty po prostu ;-). Chciałam sprawdzić, czy można inaczej i czy autorka pokaże mi coś, o czym jeszcze nie słyszałam.

Moja gniotowa teoria została od razu obalona. Na palcach jednej ręki policzyłabym przepisy w tej książce, które są takimi plackami. Za to bardzo dużo tu takich klasyków, tylko roślinnych. Znajdziecie przepis na wegańską karpatkę, pleśniak, szarlotkę albo taką babciną drożdżówkę.

Wypróbowałam na razie trzy przepisy. Imbirowe ciastka, placek z sezonowymi owocami i dyniową drożdżówkę. Widziałam zaskoczenie na twarzach moich bliskich, ale jak to, drożdżowe bez jajek? Bez masła? Da się! I ciasto wcale nie smakuje inaczej, niż to tradycyjne.

Jest jeszcze jednak kwestia, która często odstrasza mnie w wegańskich przepisach. To...składniki. Obawiałam się, że każdy przepis będzie wymagał kilograma orzechów nerkowca, albo wymyślnych wegańskich zamienników sera/śmietany/masła. Nic bardziej mylnego. Wszystkie produkty, które używane są w książce, znalazłam w sklepie w moim małym mieście. Nic wymyślnego :-). To zdecydowanie plus. Przyznaję, że na początku studiów, kiedy wyprowadziłam się od rodziców, często sięgałam po wegańskie przepisy, bo były...tańsze i mniej skomplikowane (wbrew pozorom!).

Ta książka jest przepiękna. I nie jest tylko ładnymi zdjęciami ale bardzo dużym zbiorem świetnych przepisów. Świetne zdjęcia i ilustracje, we wszystkim widać konsekwencję. Co więcej, kolejne "rozdziały" książki są opatrzone krótkim wstępem, w którym Alicja opowiada o swoich kuchennych wspomnieniach, idolach. Przyjemnie napisane, zachęcają do zajrzenia dalej.

Mam jeszcze kilka wypieków, które chciałabym wypróbować, właśnie pleśniak i karpatka. Jestem zachwycona i wiem, że będę do niej wracać. Bardzo polecam, nie tylko weganom. Naprawdę, chcecie zrobić sobie tę przyjemność i mieć "Słodką wegan nerd" w swojej kuchennej biblioteczce.
Lucyna Tomoń/ https://today-ornever.blogspot.com/2018/11/sodka-wegan-nerd-alicja-rokicka.html

pokaż więcej

 
2018-10-29 10:59:51
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Z Coolleen Hoover jest tak, że kiedy pojawia się informacja o nowej polskiej wersji jej powieści, internet huczy. Powiedziałabym, i z pewnością wielu z Was się ze mną zgodzi, że to taka J.K. Rowling kobiecego young adult. Ma rzeszę fanów, którzy niemal rzucają się na każdą nową książkę i każdą bez wyjątku są zachwyceni.

Quinn i Graham są małżeństwem od kilku lat. Ich miłość jest niemal...
Z Coolleen Hoover jest tak, że kiedy pojawia się informacja o nowej polskiej wersji jej powieści, internet huczy. Powiedziałabym, i z pewnością wielu z Was się ze mną zgodzi, że to taka J.K. Rowling kobiecego young adult. Ma rzeszę fanów, którzy niemal rzucają się na każdą nową książkę i każdą bez wyjątku są zachwyceni.

Quinn i Graham są małżeństwem od kilku lat. Ich miłość jest niemal nierzeczywista, utopijna, wymarzona. Jednak w codzienność wkradają się kłopoty. Para od lat stara się o dziecko, ale Quinn nie udaje się zajść w ciążę. Próbują wielu metod, starają się o adopcję. Wszystko zawodzi, upragnione przez kobietę dziecko, ciągle się nie pojawia. Para coraz bardziej się od siebie odsuwa. Seks przestaje być wyrazem uczucia, jest raczej kolejną próbą, z góry skazaną na porażkę. Czy z małżeństwem będzie podobnie? Ciągle pozostaje między nimi tajemnicza szkatułka. Coś, co w niej zamknęli ma pomóc im cofnąć się w czasie, odbudować, albo ostatecznie przypieczętować rozstanie.

Na samym wstępie, to na pewno nie jest young adult. To chyba najbardziej dojrzała książka Hoover. Po "Without Merit", w której główna bohaterka była bardzo młodą nastolatką, a sama książka była raczej nieco zabawna, "Wszystkie nasze obietnice" to zmiana o sto osiemdziesiąt stopni.

To na pewno zmiana na lepsze. "Without Merit" nie było, moim zdaniem najlepszą powieścią autorki.

W książce znajdziemy dwie równolegle historie. Historię aktualną, w której Graham i Quinn są małżeństwem i drugą, w której dopiero się poznają. Ich kontrast jest uderzający i z pewnością bardzo wpływa na czytelnika. Dobitnie pokazuje różnice pomiędzy dzikimi uniesieniami pierwszych spotkań i zderzeniem z trudnościami wiele lat później.

Oczywiście, że jak tylko książka do mnie dotarła, od razu się na nią rzuciłam. Przeczytałam w jeden weekend. Byłoby szybciej ale...w pierwszej chwili pomyślałam, że temat bezpłodności wydaje mi się w sporym stopniu pozbawiony nadziei. Przewidywałam zakończenie od pierwszej strony. Trochę się jednak pomyliłam i po drodze naprawdę obraziłam się na Hoover. Nie mogę powiedzieć, bo spojler, ale...Ja jednak miałam sporo nadziei.

Zakończenie absolutnie zmieniło moje postrzeganie "Wszystkich naszych obietnic". Przede wszystkim dlatego, że przyszło mi do głowy, że ta książka wcale nie mówi o bezpłodności, albo o gasnącym uczuciu. To historia o tym, jak można nie umieć ze sobą rozmawiać. Jak dwie, najbliższe sobie osoby, brną głęboko w swoje przekonania, co do których mają absolutną (błędną) pewność.

To takie prawdziwe i zdarza nam się nagminnie. Przecież kto jak nie my zna lepiej naszych partnerów? Przecież doskonale wiem, co powie, jak zareaguje, ba! Wiem nawet co myśli. Ciekawe...Widzicie w tym absurd? ;-)

Jednak my regularnie pozwalamy sobie na tego typu komentarze i szczerze wierzymy w ich prawdziwość. Quinn też wierzyła. Jej mąż również. I trwali w nich nieodwracalnie długo, zamiast po prostu ze sobą porozmawiać.

To jednak też historia o tym, czy rola matki jest w życiu nadrzędna, czy zawsze trzeba walczyć z losem. To jasne, że większość kobiet chce zostać mamą. Jeżeli jednak podjęte próby nie dają upragnionego rezultatu, posiadanie dziecka zaczyna przeradzać się w obsesję. Świetnie pokazane przez Hoover, miejsce, które w nieudanym staraniu zajmuje mąż.

Historia jest trudna, piękna i tak wciągająca, że można przeczytać ją w jedną noc. Ale...nie, dla mnie to nie jest temat, przy którym mogłabym się rozpłakać. Co innego przy "Confess", ale tutaj...Czytałam niewzruszona aż do epilogu. Tam wydarzyło się coś, co kompletnie mnie rozłożyło. Ponownie, nie mogę nic powiedzieć. Mogę jedynie zachęcić do lektury.

"Wszystkie nasze obietnice" jest moim zdaniem najtrudniejszą, jak dotąd książką Colleen Hoover. Dojrzała, piękna historia, po którą trzeba sięgnąć. Mam ogromną nadzieję, że autorka pójdzie dalej tą drogą.

Lucyna Tomoń/ https://today-ornever.blogspot.com/2018/10/wszystkie-nasze-obietnice-colleen-hoover.html

pokaż więcej

 
2018-10-18 14:50:47
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Obserwuję od pewnego czasu ogromne zainteresowanie himalaizmem w Polsce. I widzę dwie tendencje. Po pierwsze to ten rodzaj pasji, którą raczej obserwujemy w zaciszu swojego domu. Jedni i chyba do nich się zaliczam, czytają i próbują zrozumieć. Jest ogromnie dużo książek o wspinaczce, o Wandzie Rutkiewicz, o Hajzerze, książka Adama Bieleckiego, o wyprawie na Nanga Parbat sprzed kilku lat.... Obserwuję od pewnego czasu ogromne zainteresowanie himalaizmem w Polsce. I widzę dwie tendencje. Po pierwsze to ten rodzaj pasji, którą raczej obserwujemy w zaciszu swojego domu. Jedni i chyba do nich się zaliczam, czytają i próbują zrozumieć. Jest ogromnie dużo książek o wspinaczce, o Wandzie Rutkiewicz, o Hajzerze, książka Adama Bieleckiego, o wyprawie na Nanga Parbat sprzed kilku lat. Sprzedaż i zainteresowanie podkręca przede wszystkim...tragedia. Tak samo tej drugiej grupie, która śledzi wspinaczki w TVN24 i komentuje. Mocno i bardzo z hejtem. Bo po cholerę oni tak wchodzili... To właśnie próbuję zrozumieć. I myślę, że motorem napędowym całego tego zainteresowania jest właśnie chęć zrozumienia.

"Wszystko za K2" miało być dziennikiem z wyprawy, która miała miejsce poprzedniej zimy. Niestety, autor książki ostatecznie nie dostał pozwolenia na uczestnictwo w wyprawie. Zablokowali go sami uczestnicy. Jestem w stanie to zrozumieć, mogli mieć obawę, że wtedy wyprawa byłaby jeszcze bardziej jak reality-show. W pierwszej chwili pomyślałam - co zatem autor może wiedzieć o K2, skoro go tam nie było? Z pewnością więcej niż ja...I z pewnością więcej niż wszystkowiedzący znawcy z Twittera.

Piotr Trybalski przybliża sporą część historii polskiego himalaizmu. Warto sięgnąć po tę książkę chociażby dlatego. Żeby zobaczyć, że oni wspinali się na długo przed tym, kiedy telewizja zaczęła się interesować. Opowiada jak to było wcześniej i jeżeli nie czytaliście wcześniej nic na ten temat to świetne kompendium wiedzy.

Co do samej wyprawy, historia napisana przez autora z pewnością byłaby inna, gdyby pisał ją u podnóża K2. Trudno mi rozpatrywać, czy byłaby lepsza. Bo jest dobra. Nie śledziłam wyprawy od samego początku, przyznaję, zaczęłam dopiero, kiedy do Polski dotarła wieść o ataku szczytowym na Nanga Parbat i potem, kiedy polska wyprawa musiała ruszyć do akcji ratunkowej. To zresztą spora część tej książki.

Opisana dość obiektywnie, chociaż z subiektywnych punktów widzenia tych, którzy tam byli ale także autora, który obserwował wszystko z Polski. Pięknie podsumowuje postawę Elizabeth Revol pisząc, że większość z tych, którzy wracają z gór bez swoich kolegów, musi się potem z tego wytłumaczyć. Tak na przykład Bielecki po Broad Peak i jego książka, która zresztą od dłuższego czasu czeka u mnie na przeczytanie. Elizabeth też przyjdzie kiedyś to wyjaśnić.

Nie wiem, czy "Wszystko za K2" przyniosło odpowiedzi, na pytania, które gdzieś mam w sobie. Z pewnością poszerzyła moją bardzo niewielką wiedzę w temacie. Otworzyła kolejne drogi, urodziła kolejne niedopowiedzenia. I rozbudziła apetyt na więcej.

Przepiękna, opasła, bo prawie 600 stron, to opowieść o polskim himalaizmie , o tym dlaczego dobrze jest, kiedy szczyt nie zostanie zdobyty i czemu czemu niektórzy z gór już nigdy nie wrócą.

Dla tych, którzy próbują zrozumieć dlaczego oni tam w ogóle idą i czemu nie dało się uratować Mackiewicza. Dla tych, którzy chcą dyskutować i tych, którzy lubią o himalaizmie czytać to z pewnością łakomy kąsek.

Lucyna Tomoń/ https://today-ornever.blogspot.com/2018/10/wszystko-za-k2-piotr-trybalski.html

pokaż więcej

 
2018-10-09 11:59:48
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Małe miasteczko Nowej Anglii, którego życie kręci się wokół sensacji. Ostatnio jego największą bolączką jest pastor Caskey. Młody człowiek, po śmierci żony próbuje od nowa nauczyć się normalnie funkcjonować. Pod bacznym okiem mieszkańców z całego miasta, nieświadomy pastor popełni wiele błędów. Błędów, za które miejscowi wymierzą mu później bardzo srogą karę.

Bardzo lubię książki...
Małe miasteczko Nowej Anglii, którego życie kręci się wokół sensacji. Ostatnio jego największą bolączką jest pastor Caskey. Młody człowiek, po śmierci żony próbuje od nowa nauczyć się normalnie funkcjonować. Pod bacznym okiem mieszkańców z całego miasta, nieświadomy pastor popełni wiele błędów. Błędów, za które miejscowi wymierzą mu później bardzo srogą karę.

Bardzo lubię książki Elizabeth Strout, chyba bez wyjątku. Są przyjemne, takie nieśpieszne. Chociaż nigdy nie są łatwe.

Trudno mi było wejść w tę historię. Poprzednia wydana przez Wielką Literę książka autorki, "Amy i Isabelle" wciągnęła mnie bez reszty. Natomiast historia pastora była początkowo jakaś...Caskey wydawał mi się kompletnie bez charakteru. Denerwowało mnie, że nie reaguje na to, co dzieje się z jego dzieckiem. Jedną z jego córek po śmierci żony zabiera matka, druga, Katherine, zostaje z ojcem. Ale jest dzieckiem trudnym. Po stracie mamy dziewczyna zupełnie się w sobie zamyka, przestaje mówić, bywa...dziwna. Przedszkolanki nie do końca wiedzą, jak się nią opiekować, analizują zachowanie, a nie jego przyczynę. I we wszystkim widzą winę Caskey'a. Próbują też poddawać dziecko psychoanalizie, która w owym czasie dopiero raczkuje. Oczywistym jest, ile obecna psychologia zawdzięcza Freudowi, jednak dzisiaj do pewnych kwestii podchodzi się troszkę inaczej. Spotkanie, podczas którego psycholog tłumaczy pastorowi co dzieje się z jego córką, że tak naprawdę zazdrości ojcu penisa...Spróbujcie powiedzieć to komuś, kto nigdy nie słyszał nie tylko o psychoanalizie, ale samą raczkującą psychologię uważa za szarlataństwo...

Wszystko, co tutaj się dzieje nabrało dla mnie sensu dopiero po lekturze. To przecież książka o...żałobie. W zasadzie o blokowanej, nieprzeżytej żałobie i o tym, jak trudno jest być sobą, kiedy jest się poddawanym ciągłej ocenie. Wydaje mi się, że bohater również dojrzewa do przeżycia swojej żałoby, do zrozumienia żałoby swojej córki, Katherine. Tak wiele rzeczy dzieje się tu z niewiedzy, braku świadomości. Wtedy jednak ludzie brali rzeczywistość taką, jaka była, nie zaglądali głębiej.

"Trwaj przy mnie" jest trudne. Ciężko się ją czyta, we mnie budziła złość, do czasu, kiedy sprawy nieco się wyjaśniły, autorka podała pomocną dłoń pastorowi, Katherine w końcu się odezwała.

Należy przeczytać ją całą. I dopiero po przeczytaniu wyciągać wnioski. Wtedy wszystko nabiera sensu, a książka chociaż trudna, wydaje się piękna.

https://today-ornever.blogspot.com/2018/10/trwaj-przy-mnie-elizabeth-strout.html

pokaż więcej

 
2018-09-24 18:15:00
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

"Psychoterapia dziś" to zbiór rozmów z psychoterapeutami. Każda z tych rozmów jest dokładnie opisana, czytelnik może sięgnąć dokładnie do tej, która go interesuje, chociaż gorąco zachęcam do czytania od początku, od pierwszego wywiadu.

Ta książka odpowiada na setki pytań. Takich, które zadają sobie terapeuci, psychologowie, studenci psychologii (tu ja!) ale także osoby, które interesują...
"Psychoterapia dziś" to zbiór rozmów z psychoterapeutami. Każda z tych rozmów jest dokładnie opisana, czytelnik może sięgnąć dokładnie do tej, która go interesuje, chociaż gorąco zachęcam do czytania od początku, od pierwszego wywiadu.

Ta książka odpowiada na setki pytań. Takich, które zadają sobie terapeuci, psychologowie, studenci psychologii (tu ja!) ale także osoby, które interesują się psychologią. Dla kogo zatem "Psychoterapia dziś"? Dla wszystkich wyżej wymienionych :-). Ludzka psychika chociaż poznana już znacznie lepiej niż za czasów Freuda, to nadal nie jest namacalna, mierzalna. Ciągle ma przed nami tajemnice i ciągle, psychologowie, ale także wszyscy zainteresowani, mogą spojrzeć na nią z innej strony.

To z pewnością kompendium bardzo praktycznej wiedzy. Czy psycholog i psychoterapeuta to to samo? Czy magister psychologii to psychoterapeuta? A jeżeli nie, to dlaczego ktoś skończył pedagogikę, a potem jakiś kurs i dziś jest terapeutą? Ile jest nurtów psychologii i który będzie dla mnie najlepszy?

Nawet jeżeli nie interesuje nas, czym jest podejście psychodynamiczne, znacznie bardziej mogą interesować nas zagadnienia praktyczne, codzienne. Żałoba na przykład. Czy przeżywamy ją tylko po czyjejś śmierci? Ile trwa? Czym są zaburzenia nastroju i kiedy będę wiedzieć, czy to już depresja? Jeżeli depresja, to skąd ona się u mnie wzięła? I co z nią zrobić?

I dalej, podstawowe pytanie- w jaki sposób rozmowa z gabinecie psychoterapeuty ma pomóc z rozwiązaniu moich problemów? Jak długo będzie trwała? I po czym poznam, że mi pomaga?

Czytałam tę książkę z ogromną ciekawością. Jasne, że studia psychologiczne rzadko są jakoś specjalnie fascynujące, nawet jeżeli są tym wymarzonym kierunkiem, do którego mi zajęło kilka lat, żeby dorosnąć, to takie książki przypominają mi, jak bardzo ludzka psychika jest fascynująca, ile jeszcze przede mną ale też jak wspaniale jest to wszystko poznawać.

Czytając "Psychoterapię dziś" czułam się trochę jakby zaproszona do rozmowy z mądrymi ludźmi, którzy odkrywają tajemnice swojego zawodu, w piękny, ciepły sposób. Źródło rzetelnej wiedzy i wielu ciekawych przypadków. Przed lekturą przygotuj zakreślacz i zakładki, bo będzie wiele fragmentów, do których będziesz chciał wrócić :-).
Lucyna Tomoń/ http://today-ornever.blogspot.com/2018/09/psychoterapia-dzis-rozmowy-pod-redakcja.html

pokaż więcej

 
2018-09-10 21:53:21
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Leon Brodzki (tom 3)

22 sierpnia swoją premierę miała trzecia, ostatnia część kryminalnej trylogii o Leonie Brodzkim. Pierwsza część, "Powtórka" powstała w czerwcu ubiegłego roku i od tego czasu historia zyskała rzeszę fanów.
Nadal mamy wrzesień 2016 roku. Leon Brodzki został zatrzymany za zabójstwo, którego jeszcze mu nie udowodniono. Na wolność wypuści go prokurator Mauer, ale pod pewnym warunkiem. Ma...
22 sierpnia swoją premierę miała trzecia, ostatnia część kryminalnej trylogii o Leonie Brodzkim. Pierwsza część, "Powtórka" powstała w czerwcu ubiegłego roku i od tego czasu historia zyskała rzeszę fanów.
Nadal mamy wrzesień 2016 roku. Leon Brodzki został zatrzymany za zabójstwo, którego jeszcze mu nie udowodniono. Na wolność wypuści go prokurator Mauer, ale pod pewnym warunkiem. Ma znaleźć sprawdzę zła, które sparaliżowało cały Toruń.
Pojawiają się starzy znajomi z poprzednich części. Nie tylko Brodzki, ale także Tomasz Żółtko i komendant Halicki, który nieźle w tej części namiesza. Pojawia się także nowa bohaterka, warszawska dziennikarka, Berenika Vesper.
"Otchłań" jest zupełnie inna, niż poprzednie części. "Powtórka" jest jakimś wprowadzeniem. Jest może nieco melancholijna, z pewnością natomiast bardzo toruńska i trochę fantastyczna. "Mgnienie" jest znacznie bardziej niż dwie pozostałe, samotną wędrówką Brodzkiego, do rozwiązania zagadki morderstwa, do odpowiedzi na pytania, które mogą zmienić życie Leona. I chociaż odpowiedzi te znajdziemy dopiero w "Otchłani" to tutaj schodzą one na dalszy plan.
"Otchłań" jest bardzo sensacyjna. Mieszkańcy Torunia boją się wyjść z domu, bo morderca nie celuje już tylko w konkretne osoby, ale giną przypadkowi ludzie. To taki męski kryminał, sporo tu zwrotów akcji, pościgów, strzelanin. Akcje Brodzkiego są niemal brawurowe, chociaż wpisane w nie dialogi zupełnie to przełamują, Leona nie opuszcza czarny humor znany czytelnikowi z poprzednich części.
Przeszłość ma tu ogromne znaczenie. Tym razem nie chodzi jednak o przeszłość fikcyjnych bohaterów, ale o komunizm. Marcel obnaża pozostałości po poprzednim ustroju, pokazuje jak wiele komunizmu pozostało w sposobie funkcjonowania i myślenia Polaków.
Całość mogłaby być nieco ciężka, gdyby nie świeża krew, dziennikarka Berenika. Absolutny kontrast z resztą powieści. Marcel poświęca jej sporą część książki, chociaż jej wątek jest zupełnie inny, nawet nie obyczajowy, ale bardzo...kobiecy, wrażliwy. Trudno jest mi się wczuć w brawurowe pościgi za przestępcą, natomiast znacznie łatwiej zobaczyć Brodzkiego i całą sprawę oczami kobiety.
Ta część z pewnością najbardziej gra na czytelniczych emocjach. Nie mogę zdradzić zbyt wiele, ale... to, co w pewnym momencie odnajdzie Brodzki, ale przede wszystkim to, w jaki sposób rozwiąże się zagadka ginących ludzi...Wstrząsające. Z drugiej natomiast strony, piękna, dojrzała relacja Brodzkiego z żoną, której nie było aż tyle w poprzednich częściach.Scena, w której Leon kocha się z żoną jest po prostu piękna. I dalej, Berenika i to, co siedzi w jej trudnej przeszłości i to, kogo przyniesie jej przyszłość.
Pamiętam, że kiedy sięgałam po "Powtórkę" bardzo trzymałam kciuki za Marcela, miałam ogromną nadzieję, że poradził sobie z kryminałem. Oglądałam na instagramie zdjęcia z tagiem #powtórka i sprawdzałam, czy czytelnikom też się podoba. Dzisiaj kompletnie nie nadążam za "Otchłanią", zdjęć jest za dużo :-). Marcel, poradziłeś sobie doskonale. Świetnie zamknięta trylogia. Co będzie dalej?
Lucyna Tomoń/ http://today-ornever.blogspot.com/2018/09/otchan-marcel-wozniak.html

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
374 159 1329
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (25)

Ulubieni autorzy (8)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd