ksiazkoholiczka94 
ksiazkoholiczka94.blogspot.com, , https://www.facebook.com/pages/Ksi%C4%85%C5%BCkoholicy/730936793630533?ref_type=bookmark
24 lat, kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 1 ksiązkę i 73 cytaty, ostatnio widziana 8 godzin temu
Teraz czytam
  • Ślepa bogini
    Ślepa bogini
    Autor:
    Doskonałe otwarcie nowego cyklu! W Oslo, nad rzeką Aker, policja znajduje martwego narkomana z raną postrzałową. Jego śmierć nie trafia na nagłówki gazet. Dopiero, gdy kilka dni później adwokat ofiar...
    czytelników: 532 | opinie: 22 | ocena: 6 (211 głosów)
  • Życie w słoiku. Ocalenie Ireny Sendler
    Życie w słoiku. Ocalenie Ireny Sendler
    Autor:
    Życie w słoiku to zdumiewająca opowieść o amerykańskich nastolatkach, których życie odmieniła historia Ireny Sendlerowej. Każda z dziewczynek miała bolesny życiorys i każda na własny sposób łączyła sw...
    czytelników: 348 | opinie: 26 | ocena: 7,78 (101 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-12 13:04:59
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

https://ksiazkoholiczka94.blogspot.com/2019/01/recenzja-przedpremierowa-trzy-razy.html

Ona- ambitna, pracowita studentka medycyny. On- rozpuszczony chłopak z tzw. dobrego domu. Teoretycznie dzieli ich wszystko, ale jak wiemy- przeciwieństwa lubią się przyciągać, więc i w tej historii szybko pojawi się płomienne uczucie, jednak jeśli myślicie, że na tym koniec- jesteście w olbrzymim błędzie,...
https://ksiazkoholiczka94.blogspot.com/2019/01/recenzja-przedpremierowa-trzy-razy.html

Ona- ambitna, pracowita studentka medycyny. On- rozpuszczony chłopak z tzw. dobrego domu. Teoretycznie dzieli ich wszystko, ale jak wiemy- przeciwieństwa lubią się przyciągać, więc i w tej historii szybko pojawi się płomienne uczucie, jednak jeśli myślicie, że na tym koniec- jesteście w olbrzymim błędzie, bo to dopiero początek...
Jak to w życiu bywa uczucia na ogół są czymś niepojętym. Nie ma żadnego wzoru dobierającego ludzi, tak by do siebie pasowali i mieli szansę być szczęśliwymi, wręcz przeciwnie czasami patrząc na to, kogo ludzie obdarowują swoimi uczuciami, mam wrażenie, że Pan Bóg miał niezłą zabawę rozdzielając ludzkie uczucia i więzi, ale cóż, tak już jest ten nieidealny świat zbudowany i musimy z tym żyć. Podobnie sytuacja wygląda z przypadku głównych bohaterów najnowszej powieści Jolanty Kosowskiej- "Trzy razy miłość".

Martyna i Łukasz to para, która mimo wielu sprzeczności, pozornie pasuje do siebie całkiem nieźle: oboje udzielają się charytatywnie i zawodowo chcą pomagać ludziom i wszystko byłoby pięknie gdyby nie fakt, że sami ze sobą nie potrafią się porozumieć, co rodzi coraz to nowe konflikty, a jak wiadomo związek oparty na niedomówieniach, nie ma zbyt wielkich szans na przetrwanie, zwłaszcza, gdy obie osoby są tak silnymi charakterami. Taka mieszanka zwiastuje tylko kłopoty...

pokaż więcej

 
2019-01-02 16:13:21
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Kilkanaście osób z problemami: frustracja, wypalenie zawodowe, poczucie braku sensu w życiu, samotność. Wszystkich łączy fakt, że trafili do grupy organizowanej przez Jakuba. Całość przypomina spotkania grupy wsparcia: każdy z uczestników opowiada swoją historię, jednocześnie integrując się z resztą. I w zasadzie tak wygląda konstrukcja całej książki: grupa odbywa kilka spotkań, po czym każdy... Kilkanaście osób z problemami: frustracja, wypalenie zawodowe, poczucie braku sensu w życiu, samotność. Wszystkich łączy fakt, że trafili do grupy organizowanej przez Jakuba. Całość przypomina spotkania grupy wsparcia: każdy z uczestników opowiada swoją historię, jednocześnie integrując się z resztą. I w zasadzie tak wygląda konstrukcja całej książki: grupa odbywa kilka spotkań, po czym każdy idzie w swoją stronę by spotkać się ponownie po kilku latach, w tym samym miejscu, w tym samym celu, niestety w coraz mniejszym składzie. Konstrukcja powieści i cały ogólny zamysł bardzo mi się podoba, czytając zapowiedź książki byłam bardzo zaciekawiona i wiązałam z książką spore nadzieje. Historia grupy ludzi walczących z depresją- brzmi naprawdę ciekawie. Szkoda tylko, że dalej coś poszło nie tak...

Przy każdym spotkaniu inny uczestnik opowiada swoją historię. I wszystko byłoby w porządku gdyby nie tak okropnie nużące, niekończące się opisy i nie mam tu na myśli opisów uczuć, emocji, które akurat byłyby tutaj jak najbardziej wskazane. Nie- tutaj mamy opisy wszystkiego: ulicy, budynków, parków, ubrań- czego dusza zapragnie i mam wrażenie, że gdyby z książki wyciąć wszystkie opisy nie zostałaby nawet połowa...

Drugim aspektem, który osobiście bardzo mi się nie podobał to podejście do tematu: Jeżeli decydujemy się pisać o depresji, to trzymajmy się tego i przede wszystkim porządnie się w tym temacie doinformujmy. Niestety miałam wątpliwą przyjemność poznać tę chorobę i co nie co na jej temat wiem i kiedy czytałam kolejne historie przecierałam oczy ze zdumienia. W tym, co wymyśliła autorka można doszukać się wszystkiego: schizofrenii, choroby dwubiegunowej, psychozy, czy uzależnień, ale z pewnością nie depresji. Na kilkanaście historii prawdziwą depresję widziałam maksymalnie w dwóch przypadkach, reszta to jakiś zbitek chorób psychicznych, przedstawiający chorych w bardzo niekorzystnym świetlne. Osobiście mam wrażenie, że autorka zamiast porządnie zagłębić się w temat poszła na łatwiznę i opierała się na stereotypach, które niestety są dla osób chorych bardzo krzywdzące.

"Nad lawendowym morzem" to debiutancka powieść autorki i niestety nie jest to udany debiut. Mam wrażenie, że pani Karolina popełniła podstawowy błąd: kiedy już napisała książkę nie skupiła się na poprawieniu swojego warsztatu, czy korektach, a raczej na tym, by "jakoś" tę książkę wydać, gdyż szukając informacji na jej temat doszukałam się nawet zbiórki, jaką utworzyła na jednym z portali, której celem było sfinansowanie wydania tejże właśnie książki, nie wiem jaką drogę później przeszła książka, ale ostatecznie wydało ją wydawnictwo Novae Res, co prawdę powiedziawszy bardzo mnie zdziwiło, bo dla mnie było to zawsze jedno z lepszych polskich wydawnictw, ale cóż, może to po prostu ja stałam się tak krytyczna?
"Nad lawendowym morzem" to powieść o wielkim, niewykorzystanym potencjale. Mam wrażenie, że autorkę przerosła fabuła, którą sama wymyśliła i gubiąc się w akcji starała się nadrobić opisami, niestety widać, że jest to jej debiut, którego raczej nie zaliczy do udanych, gdyż ma bardzo ciężkie pióro, które potrafi znużyć czytelnika. Cóż, na ten moment książce mówię: "Nie", ale autorce życzę, by popracowała nad swoim warsztatem i następnym razem pokazała wszystkim krytykom, że "Nad lawendowym morzem" było tylko niedopracowanym wypadkiem przy pracy.

www.ksiazkoholiczka94.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-12-16 14:33:47
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-12-16 14:32:29
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Literatura kobieca, Posiadam

"Dom w malinowym chruściaku" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Haliny Kowalczuk, ale z pewnością nie ostatnie. Autorka oczarowała mnie klimatem, jaki potrafiła stworzyć. Malinówka to miejscowość roztaczająca wokół siebie tak niesamowitą aurę, że człowiek od razu pragnie się tam przenieść. Bardzo podobała mi się również kreacja bohaterów. Każdy z nich jest charakterystyczny, a przy tym... "Dom w malinowym chruściaku" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Haliny Kowalczuk, ale z pewnością nie ostatnie. Autorka oczarowała mnie klimatem, jaki potrafiła stworzyć. Malinówka to miejscowość roztaczająca wokół siebie tak niesamowitą aurę, że człowiek od razu pragnie się tam przenieść. Bardzo podobała mi się również kreacja bohaterów. Każdy z nich jest charakterystyczny, a przy tym tak autentyczny, że aż chciałoby się ich spotkać na swojej drodze.
Oprócz typowo obyczajowej akcji, autorka dodała element miejscowych legend, czym nadała całości nieco baśniowego klimatu co dodatkowo podkreśla idylliczny charakter całości, co jest w zasadzie dość paradoksalne, gdyż mimo wielu trudności i naprawdę ciężkich, życiowych sytuacji, z którymi musi zmierzyć się autorka, czytelnik odbiera powieść raczej w kategoriach "historii idealnej", a główną bohaterkę jako szczęściarę, która czego się nie dotknie zamienia w przysłowiowe złoto, mimo że w rzeczywistości wszystko co robi kosztuje ją wiele pracy, wysiłku i skrajnych emocji.
Jedyny aspekt, który mi osobiście nie przypadł do gustu to wybór bohaterki, jeśli chodzi o mężczyznę, z którym zdecydowała się spędzić resztę życia. Osobiście byłam zdecydowaną fanką, drugiego z nich i kiedy zobaczyłam na jakie posunięcie zdecydowała się autorka, poczułam ogromne rozczarowanie, ale cóż... "de gustibus non est disputandum".

"Dom w malinowym chruśniaku" to niezwykle klimatyczna i piękna w swej prostocie powieść o walce z przeciwnościami losu i odnajdywaniu własnej drogi do szczęścia. Autorka w cudowny sposób potrafi zagrać na uczuciach czytelnika: na ogół bawi, chwilami wzrusza ale również zmusza do refleksji nad własną definicją "szczęścia". Zdecydowanie polecam wszystkim, którzy nieco pogubili się w tym wszechogarniającym wyścigu szczurów i chcą, choć na chwilę, zwolnić tempo i nacieszyć się chwilą...

www.ksiazkoholiczka94.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-12-08 14:07:45
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Mirek Filer to prywatny detektywy, który nie cieszy się raczej wielką sławą, a jego najczęstszym zajęciem jest tropienie niewiernych małżonków, aż do czasu kiedy zostaje aresztowany jego księgowy- Leszek Szajna. Mężczyzna jest podejrzany o morderstwo gwałciciela- Kazimierza Kropa, który przed trzydziestoma laty zabił jego matkę. Żona Szajny, przekonana o jego niewinności, prosi Filera o pomoc... Mirek Filer to prywatny detektywy, który nie cieszy się raczej wielką sławą, a jego najczęstszym zajęciem jest tropienie niewiernych małżonków, aż do czasu kiedy zostaje aresztowany jego księgowy- Leszek Szajna. Mężczyzna jest podejrzany o morderstwo gwałciciela- Kazimierza Kropa, który przed trzydziestoma laty zabił jego matkę. Żona Szajny, przekonana o jego niewinności, prosi Filera o pomoc w oczyszczeniu męża z zarzutów.
Mirek rozpoczyna własne śledztwo i odkrywa, że chętnych by pozbyć się Kropa było znacznie więcej: Rodzina, która przeszła przez niego piekło, zgwałcone przez niego w przeszłości kobiety oraz ich najbliżsi, a także koledzy spod celi. Gdzie by się nie obejrzeć, ciężko spotkać kogoś, kto dobrze życzył Kropowi, a jak wiadomo chęć zemsty to jeden z najpopularniejszych motywów zbrodni... W śledztwie mężczyźnie pomaga Tadeusz Milewicz- emerytowany policjant, który przed trzema dekadami prowadził sprawę Kropa. Kto tak naprawdę ma krew na rękach? Tego Wam nie zdradzę, ale jedno jest pewne: Takiego rozwiązania zagadki, z pewnością się nie spodziewacie.

Nie jest żadną tajemnicą, że jestem absolutną fanką Danki Braun, ale muszę przyznać, że kiedy okazało się, że nowa książka, nie będzie kontynuacją losów rodziny Orłowskich, a początkiem nowej serii- trochę się zaniepokoiłam.Bo jak to tak- Danka Braun bez Orłowskich? Ale cóż... autorka może zmieniła bohaterów, ale zachowała swój charakterystyczny styl prowadzenia akcji, lekkość pióra i jak zawsze niebanalny pomysł na fabułę, jedyne czego mi zabrakło to tak charakterystycznego dla Danki Braun poczucia humoru, które uwielbiam, a którego tutaj było wyjątkowo mało.
Znalazłam też jeden aspekt wspólny dla obu serii, a mianowicie postawa Mirka Filera bardzo przypomina mi zachowania Roberta Orłowskiego i niestety obaj drażnią mnie w równym stopniu (chociaż chyba detektyw nawet bardziej, gdyż do Roberta jednak czułam większą sympatię), niemniej jednak obaj mają zapędy szowinistyczne, a ich kobiety tak naprawdę pełnią funkcję ich służących, co okropnie mnie denerwowało. Mam wrażenie, że Mirek to taki "Piotruś Pan", na dodatek z dwoma lewymi rękoma i absolutnym hitem są tutaj opisy poranków, kiedy to jego kobieta, która wychodzi do pracy na długo przed tym, zanim królewicz w ogóle wstanie z łóżka musi zostawić mu przygotowane śniadanie. Ba! Nawet torebkę herbaty mu wkłada do kubka, żeby jaśnie Pan się nie przemęczył. I tak sobie myślę, że mimo że jest on głównym bohaterem powieści to naprawdę ciężko go lubić. Zdecydowanie wolałam Marka Bieglera, który wyjaśniał kryminalne zagadki w sadze o rodzinie Orłowskich. Tutaj najbardziej zdecydowanie polubiłam Magdę, która wydaje się być zwyczajnie dobrą, troskliwą osobą, choć drażniła mnie jej naiwność i to, jak daje się wykorzystywać, ale ostatecznie pokazała swój charakter.

"Morderstwo przy drodze krajowej 94" to powieść inspirowana prawdziwą historią jaka miała miejsce w rodzinie autorki. Danka Braun po raz kolejny wzniosła się na wyżyny literackiego kunsztu łącząc fakty z fikcją literacką i jak zawsze jest niezawodna. To powieść, która wciąga czytelnika w wir zawiłych intryg i relacji, pokazuje prawdę o ludzkich wadach i słabościach, a przede wszystkim zaskakuje. Każda kolejna strona to nowy wątek, nowy motyw i ludzki dramat, których sprawca jest jeden- Kazimierz Krop. Polecam Wam tę lekturę z całego serca, bo zdecydowanie jest warta zarwanej nocy, a zakończenie wbije Was w fotel.

www.ksiazkoholiczka94.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-11-29 14:13:32
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Literatura kobieca, Posiadam

Czytając "Nie ma nieba" odniosłam wrażenie, że autorka bardzo stara się przekonać czytelnika do lekarzy, do ich misji, powołania i pokazać ich w samych superlatywach. Cóż... chyba żyjemy w dwóch różnych rzeczywistościach, bo takich lekarzy jakich przedstawia pani Kosowska: pełnych poświęcenia, życzliwości, prawdziwie przejmujących się losem pacjenta- nie spotkałam nigdy. Ani jednego. wręcz... Czytając "Nie ma nieba" odniosłam wrażenie, że autorka bardzo stara się przekonać czytelnika do lekarzy, do ich misji, powołania i pokazać ich w samych superlatywach. Cóż... chyba żyjemy w dwóch różnych rzeczywistościach, bo takich lekarzy jakich przedstawia pani Kosowska: pełnych poświęcenia, życzliwości, prawdziwie przejmujących się losem pacjenta- nie spotkałam nigdy. Ani jednego. wręcz brzmi to dla mnie nieco utopijnie. Ale załóżmy na chwilę, że faktycznie tak jest, że tacy lekarze istnieją: lekarze, którzy przejmują się każdym pacjentem, zaprzyjaźniają się z nimi, przeżywają każdą przegraną z chorobą jak indywidualną klęskę... i tak przez całą karierę. I tak się zastanawiam ile jest w stanie wytrzymać człowiek z takim nastawieniem do życia 20 lat? 30? 40?
Mam wrażenie, że ta książka wcale nie jest o lekarzach. Jest o ludziach, którzy wybrali w swoim życiu nieodpowiednią dla siebie drogę zawodową i z jakiegoś, niezrozumiałego dla mnie powodu postanowili pójść na medycynę. Może z poczucia misji? Chęci niesienia pomocy? Jednak prawda jest taka, że żadne z nich tak naprawdę nie nadaje się do tego zawodu. Praca ich wyniszcza, wykańcza psychicznie, a pacjenci bardzo chętnie wykorzystują ich słabości.

Bardzo podoba mi się sposób, w jaki autorka kreuje bohaterów. Ich przeżycia, emocje i zachowania- nie zawsze odpowiednie, pełne wad i często irytujące sprawiają, że stają się oni bardziej prawdziwi. Choć tak naprawdę z trójki głównych bohaterów, ciężko powiedzieć, żebym naprawdę polubiła któregoś z nich. Najwięcej mojej sympatii, mimo wszystko, zdobył chyba Maciek, choć nie rozumiem wielu jego zachowań i denerwował mnie fakt, że przez tyle czasu uciekał przed konfrontacją.
Małgorzata to dla mnie po prostu synonim naiwności i niezdecydowania. Kobieta, która sama chyba do końca nie wie, czego chce, za sprawą swojej ogromnej wrażliwości daje sobą manipulować na każdy możliwy sposób.
Mamy jeszcze Roberta- młodego mężczyznę chorego na nowotwór. Zazwyczaj choroby powodują, że patrzymy na bohatera nieco łaskawszym okiem, jednak w tym przypadku, kompletnie nie potrafiłam z siebie wykrzesać ani krzty sympatii dla jego osoby. Dla mnie do jedynie komplety egoista, widzący tylko i wyłącznie czubek własnego nosa i żerujący na ludzkiej wrażliwości. Bez skrupułów wykorzystuje ludzkie współczucie i nie przeszkadza mu nawet fakt, że swoim zachowaniem niszczy komuś życie.

Po całość lektury, raczej nie mam wiele do zarzucenia autorce w kwestii jej pracy słowem, ale jest rzecz, która regularnie, przez większość książki przeszkadzała mi w lekturze: Opisy. O ile rozumiem i lubię opisy przeżyć, emocji, uczuć czy konkretnych sytuacji, o tyle czytanie po pięć razy niemalże tego samego opisu Dolomitów doprowadzało mnie do szewskiej pasji:D

www.ksiazkoholiczka94.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-11-22 13:24:15
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

„Lissy” to bardzo nieoczywista powieść, pełna mrocznych tajemnic, i trzymająca czytelnika w napięciu aż do ostatniej strony, jednocześnie budząc strach brutalnością scen i opisów. Ale pod grubą warstwą przemocy, żądzy krwi i tajemnic kryje się drugie dno tej powieści: psychologiczna gra, która pozwala czytelnikowi niejako przeniknąć do wnętrza postaci i przez chwile patrzeć na świat oczami... „Lissy” to bardzo nieoczywista powieść, pełna mrocznych tajemnic, i trzymająca czytelnika w napięciu aż do ostatniej strony, jednocześnie budząc strach brutalnością scen i opisów. Ale pod grubą warstwą przemocy, żądzy krwi i tajemnic kryje się drugie dno tej powieści: psychologiczna gra, która pozwala czytelnikowi niejako przeniknąć do wnętrza postaci i przez chwile patrzeć na świat oczami poszczególnych bohaterów i zgłębić sekrety ich zawiłych psychik.
To książka, w której zatraca się granica między dobrem a złem, w której nic nie jest jedynie czarne lub białe, a każdy bohater, każde wydarzenie jawi się całą paletą szarości, bo nikt nie jest w stu procentach dobry, ani w stu procentach zły.

Nieco rozczarowało mnie zakończenie książki, które z decydującej akcji nagle przenosi czytelnika kilka lat do przodu przez co omijają nas kolejne kluczowe wydarzenia z życia bohaterów. Co prawda dowiadujemy się jaki finalnie los ich spotkał, ale nie mamy możliwości śledzić ich zmagań i drogi jaką muszą pokonać by znaleźć się w miejscu swojego przeznaczenia.

„Lissy” to coś więcej niż tylko kolejny krwawy thriller, to pełne spektrum uczuć i emocji: miłość, nienawiść, chęć zemsty, poczucie dumy i wyższości, troska, bezsilność, brutalność, bezwzględność... a to dopiero początek, bo za każdym razem kiedy będzie Wam się wydawać, że zrozumieliście już wszystko, wydarzy się coś, co zupełnie odwróci Wasze postrzeganie bohaterów i całej historii i pamiętajcie, zło ma zawsze najbardziej niepozorne oblicze.

www.ksiazkoholiczka94.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-11-06 21:58:29
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

„Wczorajsza róża” to debiut Darii Rajdy, muszę przyznać, bardzo udany debiut. Początkowo miałam mieszane uczucia, gdyż bohaterowie to ludzie świeżo po studiach, którzy właśnie wkraczają w prawdziwe, dorosłe życie, a chwilami sytuacje i opisy przypominały mi bardziej poczynania licealistów, którzy ledwo odebrali dowód osobisty i wydaje im się, że są „dorośli”. Na szczęście autorka dość szybko... „Wczorajsza róża” to debiut Darii Rajdy, muszę przyznać, bardzo udany debiut. Początkowo miałam mieszane uczucia, gdyż bohaterowie to ludzie świeżo po studiach, którzy właśnie wkraczają w prawdziwe, dorosłe życie, a chwilami sytuacje i opisy przypominały mi bardziej poczynania licealistów, którzy ledwo odebrali dowód osobisty i wydaje im się, że są „dorośli”. Na szczęście autorka dość szybko przeszła do właściwej części akcji i tutaj już bohaterowie prezentują się jak na swój wiek przystało. Z mojej strony duży plus dla aktorki za właśnie taki przedział wiekowy bohaterów, bo obecnie w literaturze jest ich bardzo mało. Zazwyczaj mamy albo powieści typowo new adults gdzie królują nastolatkowie, którzy za wiele o życiu jeszcze nie widzą, a później przeskakujemy w przedział czterdziestolatek, którym życie już dało w kość i z jakiś przyczyn muszą poukładać swój świat na nowo. A pomiędzy? Pustka. I Daria Rajda właśnie w tę pustkę się idealnie wpisała, za co dla niej duży plus.

Bardzo podoba mi się kreacja bohaterów, opis ich przeżyć, emocji i przemiany jakie w nich następują. Zarówno Magda, jak i Krzysiek to bohaterowie z krwi i kości, ze swoimi wadami, słabościami, czasami irytują i ciężko czytelnikowi zrozumieć ich decyzje, ale dzięki temu wydają się bardziej prawdziwi i bliscy przeciętemu, szaremu człowiekowi.

Początkowo historia sprawia wrażenie, kolejnej wersji bajki o Kopciuszku, ale nic bardziej mylnego, a jeśli już chcecie rozpatrywać akcję tych kategoriach, to jest to naprawdę bardzo abstrakcyjna aranżacja Kopciuszka z jeszcze bardziej nieprzewidywalnym zakończeniem.

„Wczorajsza róża” to niezwykle wciągająca historia o przeciwieństwach, które przyciągają do siebie ludzi i przeciwnościach losu, które ich od siebie oddalają. Pełna emocji i sprzecznych uczuć. To książka, którą chwilami macie ochotę spalić ze złości, ale jednak chęć przeczytania kolejnego rozdziału jest silniejsza i tak dotrwacie do zakończenia, które okaże się jeszcze bardziej nieprzewidywalne niż wszystko, co wydarzyło się wcześniej. Na tych nieco ponad trzystu stronach autorka funduje czytelnikom emocjonalny rollercoaster, więc przygotujcie się na sporą dawkę emocji, a książka z pewnością Was nie zawiedzie.

www.ksiazkoholiczka94.blogspot.com

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
330 113 846
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (23)

Ulubieni autorzy (13)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (96)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd