Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
izabela81 
sza-terazczytam.blogspot.com
Witam, dziękuję że wpadłaś/eś. W książkach szukam głównie emocji. Emocji wszelakich. Najbardziej lubię i cenię sobie polską literaturę. Jeśli masz ochotę, wpadnij ponownie. :)
36 lat, kobieta, Dobre Miasto, status: Czytelniczka, dodała: 10 książek i 7 cytatów, ostatnio widziana 8 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2017-07-21 09:49:35
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017 rok, Posiadam

Coraz więcej blogerów decyduje się na napisanie i wydanie własnej książki. Przemysław Garczyński to twórca serwisu 3telnik.pl. Podczas wyboru tej książki, nie wiedziałam, że jej autorem będzie znany mi bloger. Natomiast pierwsze na co zwróciłam uwagę, to jej okładka. Siekiera z ręką ociekające krwią - to robi wrażenie. Następnie był opis, który tylko podsycił moją ciekawość, a później gdy już... Coraz więcej blogerów decyduje się na napisanie i wydanie własnej książki. Przemysław Garczyński to twórca serwisu 3telnik.pl. Podczas wyboru tej książki, nie wiedziałam, że jej autorem będzie znany mi bloger. Natomiast pierwsze na co zwróciłam uwagę, to jej okładka. Siekiera z ręką ociekające krwią - to robi wrażenie. Następnie był opis, który tylko podsycił moją ciekawość, a później gdy już wzięłam ową powieść do ręki, wszystko potoczyło się błyskawicznie. Niniejsza lektura może i nie jest wielka objętościowo, ale zapewniam Was, że na tych ponad dwustu stronach sporo się wydarzy.

Już od pierwszych stron autor mocno uderza. Jest zbrodnia i trup - kibic Legii Warszawa, którego znajduje emerytowany woźny - Eugeniusz Chorwat. Śledztwa podejmują się policjanci z poznańskiej Komendy Wojewódzkiej oraz ich warszawski partner - Wojciech Gót. Im dalej, tym wszystko się plącze, nic nie jest jasne, przybywa niewiadomych. Dłuższy czas nie wiadomo kim jest morderca, a kim ofiara. I co ma wspólnego memento z Boskiej Komedii Dantego Alighieri: "Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie." z miejscem zbrodni? W międzyczasie zostaje zamordowana Dinara (córka znanej artystki), przyjaciółka byłej dziewczyny Jakuba, Dominiki, co jeszcze bardziej gmatwa fabułę. Czy policjantom uda się rozwikłać tę i inne zagadki? I co z tym wszystkim ma wspólnego historia Wikingów?

"W głębi ducha czuł, że w pogoni za mordercą umyka im ofiara, a to przecież ona (a w tym przypadku on) jest najważniejszym elementem tej układanki."

Postacie są nietuzinkowi, zostali dobrze wykreowani, zwłaszcza Wilczek. Dialogi miedzy poszczególnymi bohaterami są naturalne, niekiedy ociekają humorem, co osobiście bardzo lubię. Równowaga pomiędzy opisami a dialogami została zachowana. Lekki, prosty, plastyczny język i styl sprawiają, że czyta się przyjemnością. Akcja mknie niczym piłka wprost do bramki. Nie ma niepotrzebnych przestojów, dłużyzn.

To, co mi się spodobało, to dopuszczenie tak blisko śledztwa rzecznika prasowego w postaci Izabeli Malak. W realu tak to nie wygląda. Ten element wypadł udanie. Z takim wątkiem jak do tej pory w książkach jeszcze się nie spotkałam. To oryginalne posunięcie. Swoja drogą, Malak to bardzo interesująca postać.

Zagadka kryminalna okazała się interesująca. Nic nie jest takie, jakim się początkowo wydaje. Bohaterowie prowadząc swoje śledztwo, niejednokrotnie odwołują się do literatury, muzyki, filmów, programów telewizyjnych, utartych powiedzonek, polityki czy znanych osób. Ważną rolę odgrywają tu także technologie naszych czasów, takie jak: smartfony, laptopy, internet, facebook. Autor wyraźnie zaznaczył, że to wszystko w znaczny sposób pomaga w prowadzeniu śledztwa.

"Czy wątek sportowy jest wpleciony w główny motyw, czy może stanowi przykrywkę?"

Autor dobrze, w ciekawy i sugestywny sposób oddał miasto Poznań, jego ulice, ważne miejsca. Dało się nawet wyczuć pewną ironię w tym, jak Poznaniacy postrzegają Warszawę i jej mieszkańców. Poza tym mamy liczne wtrącenia gwary poznańskiej.

Muszę jeszcze wspomnieć o tytule, który zmylił mnie, bo z prawdziwym kelnerem ma on niewiele wspólnego, ale to pod koniec książki się wyjaśnia. Nic więcej nie zdradzę, to musicie sami odkryć. Natomiast zakończenie, a właściwie ostatnie zdania mocno mnie zaintrygowały, sugerując, że to jeszcze nie koniec tej historii.

"Nie o taką Polskę walczyli, nie o taki finisz im chodziło. "

"Kelner" to oryginalny kryminał z elementami komedii i powieści obyczajowej, w której sport, pseudokibice, historia Wikingów, literatura, samotność, trudne śledztwo, tworzą zagmatwaną i intrygującą zagadkę kryminalną. Debiut interesujący, udany, nawet bardzo, ale ze strony autora czekam na jeszcze większe wow, mam nadzieję, że czymś mnie zaskoczy. Z niecierpliwością będę wyglądać kolejnych książek Przemysława Garczyńskiego.

pokaż więcej

 
2017-07-16 11:23:50
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017 rok, Posiadam
Cykl: Stajnia w Pieńkach (tom 1)

Magda wiedzie na pozór szczęśliwe życie i małżeństwo. Jej mąż to typowy maminsynek. Żyje pod dyktando matki Leontyny, która potrafi umiejętnie grać na emocjach syna. Do tego od jakiegoś czasu steruje życiem Magdy i chce by ta spełniała jej fanaberie. Jej intrygi i kłamstwa... oj nie chciałabym mieć takiej teściowej. Narobiła długów i ma plan, by synowa je spłaciła sprzedając otrzymaną po babci... Magda wiedzie na pozór szczęśliwe życie i małżeństwo. Jej mąż to typowy maminsynek. Żyje pod dyktando matki Leontyny, która potrafi umiejętnie grać na emocjach syna. Do tego od jakiegoś czasu steruje życiem Magdy i chce by ta spełniała jej fanaberie. Jej intrygi i kłamstwa... oj nie chciałabym mieć takiej teściowej. Narobiła długów i ma plan, by synowa je spłaciła sprzedając otrzymaną po babci w spadku stadninę koni w Pieńkach, która jak się okazuje jest zadłużoną ruiną. W pewnym momencie Magda mówi dość, bierze życie w swoje ręce i zaczyna wszystko od nowa wyjeżdżając na wieś. Dla kobiety będzie to wielkie życiowe wyzwanie. Czy podoła i rozkręci biznes? A co z prywatnym życiem? Tego wszystkiego dowiecie się na kartach niniejszej powieści.

"Do tej pory nie miałam marzeń, od dawna żyłam cudzymi. Na dodatek w przekonaniu, że nie stać mnie na własne, bo nie jestem ich godna."

Z bohaterami z łatwością można znaleźć wspólny język, utożsamić się, zwłaszcza z Magdą. Ich problemy wydają się naszymi problemami. Bardzo podobało mi się to, że w końcu Magda przeciwstawiła się mężowi i teściowej oraz sposób w jaki to zrobiła. Jej przemiana jest interesująca. Z szarej myszki stała się kobietą odważną, która w końcu zaczyna wiedzieć czego chce.

"Życie właśnie boleśnie przygięło jej kark. Tak mocno, że nie miała siły się podnieść. Jak dotychczas świetnie opanowała sztukę chowania głowy w piasek, tymczasem w aktualnym stanie ducha bardziej by się jej przydała umiejętność wstawania z kolan."

Wątek koni stanowi tło, nie przesłania reszty fabuły, choć już na samym początku główna bohaterka będzie musiała poradzić sobie z porodem tego zwierzęcia. Pojawiający się ciekawy wątek kryminalny z dwoma trupami sprzed lat dodał powieści smaczku. Prawdziwą gratką był dla mnie wątek z farmą strusi pod Olsztynem, bo sama mieszkam niedaleko. Kolejną sprawą była "sprzedaż" samochodu przez Magdę, co wręcz rozbawiło mnie do łez. Rewelacja! Oprócz tego pojawia się temat nadużywania alkoholu i zdrady, co sprawi, że krew w żyłach zawrze. Natomiast zakończenie okazało się niezwykle intrygujące i zachęcające do poznania dalszych losów bohaterów.

Z książki wyraźnie bije przesłanie, że nie należy żyć dla kogoś, a dla siebie. Czasem potrzebny jest zdrowy egoizm i umiejętność powiedzenia nie. Nie można dawać się przez całe życie wykorzystywać. Każdemu z nas należy się coś od życia. A Magda w pewnym momencie o tym zapomniała. O swoich marzeniach, planach, pragnieniach.

Akcja toczy się wartko, cały czas coś się dzieje, coś nowego się pojawia mimo iż fabuła nie jest skomplikowana. Czyta się bardzo przyjemnie, co jest zasługą lekkiego stylu i prostego języka, jakimi posługuje się autorka. Jedynie małym minusem jest zbyt często powtarzanie imienia głównej bohaterki w miejscach, gdzie przykładowo wiadomo kto jest wypowiadającym daną kwestię czy myśl. Ale to tylko sprawa czysto kosmetyczna nie wpływająca na ogólny odbiór książki.

"Koncert cudzych życzeń" to ciepła powieść o życiu, które zaskakuje, o przyjaźni, zaufaniu i próbie rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Napawa optymizmem i wiarą w lepsze jutro. Polecam!

pokaż więcej

 
2017-07-13 22:31:08
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017 rok
Cykl: Szkoła żon (tom 1-2)

"Szkoła żon"

Świeżo rozwiedziona Julia podczas opijania w klubie z przyjaciółkami rozwodu wygrywa trzytygodniowe zaproszenie do luksusowego SPA o nazwie "Szkoła Żon". Kobieta straciwszy wiarę w miłość, decyduje się na wyjazd. W mazurskiej głuszy poznaje kilka innych kobiet. Będzie to niezapomniana przygoda (a nawet coś więcej) życia dla każdej z nich. Po powrocie nic już nie będzie takie...
"Szkoła żon"

Świeżo rozwiedziona Julia podczas opijania w klubie z przyjaciółkami rozwodu wygrywa trzytygodniowe zaproszenie do luksusowego SPA o nazwie "Szkoła Żon". Kobieta straciwszy wiarę w miłość, decyduje się na wyjazd. W mazurskiej głuszy poznaje kilka innych kobiet. Będzie to niezapomniana przygoda (a nawet coś więcej) życia dla każdej z nich. Po powrocie nic już nie będzie takie samo. A tytułowa Szkoła żon to idealne miejsce dla kobiet, które chcą złapać wiatr w żagle i poczuć się szczęśliwe. Znajdą tam wszystko, czego potrzebują i pragną. Szkoła nauczy je zdrowego egoizmu, dbania o siebie, o zaspokojenie swoich potrzeb, a dopiero potem partnera. Uczy by same ze sobą czuły się dobrze i zaczęły inaczej traktować swoją osobę. Kobieta, która trafi do tego miejsca nabierze pewności siebie i stanie się otwarta na to, co nowe. I do takiej szkoły trafiają Julia, Jadwiga, Michalina i Marta, gdzie między kobietami zawiązuje się przyjaźń. Ze szkoły wyjdą silniejsze, odmienione i wiedzące czego chcą od życia, a raczej czego już nie chcą.

"Wiesz moja mama mówiła mi, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Jeżeli coś się dzieje, to tylko po to, by pociągnęło za sobą jakieś sznurki, które poruszą to, co musi i tak nas spotkać. I coś w tym chyba jest."

Dużym plusem było dla mnie to, że bohaterkami nie są tylko młode dziewczyny (jak to zazwyczaj bywa w erotykach). Tu spotykamy bohaterki w każdym przedziale wiekowym. Różni je nie tylko wiek, ale i wygląd, doświadczenie życiowe czy plany na przyszłość. Ale jest coś, co je wszystkie łączy - każda pragnie szczęścia, a w dotychczasowym życiu doznała zdrady, braku miłości i zrozumienia. Bardzo łatwo można się z nimi utożsamić, znaleźć którąś podobną do siebie.

W książce nie brak śmiałych opisów scen erotycznych, ale podanych ze smakiem. I mimo iż jest to powieść erotyczna, zawiera w sobie ważne przesłanie, które jeśli tylko będziemy chcieli, to je dostrzeżemy. My, kobiety mamy nie tylko obowiązki domowe, małżeńskie i rodzicielskie, ale i prawa, z których powinnyśmy śmiało korzystać. Potrzebujemy od życia chwili dla siebie, oddechu, egoizmu, przysłowiowych swoich pięciu minut, zwłaszcza teraz, w tak zabieganym świecie. Bo szczęśliwa kobieta to szczęśliwa żona i matka. Czytając to wszystko, aż chciałoby się znaleźć w takim miejscu. Życie jest tylko jedno, więc dlaczego by z niego nie korzystać?

Powieść zarówno odważna, jak i romantyczna, napisana lekkim, przystępnym językiem, więc czyta się bardzo przyjemnie i szybko.

Dostałam moc pozytywnej energii, bawiłam się świetnie. Lektura wzruszyła mnie i zmusiła do przewartościowania kilka rzeczy w swoim życiu. Książka motywuje do zmiany swojego życia na lepsze, do zawalczenia o szczęście. "Szkoła żon" to powieść dla każdej kobiety, żony i nie żony. Jestem pewna, że dzięki niej każda z Was dostrzeże swoją wartość i potrzeby.


"Pensjonat marzeń"

Zaczynając czytać ten tom, najbardziej ucieszył mnie fakt, że nie czytałam oddzielnych części, a od razu za jednym razem obie. To świetny pomysł wydawnictwa.

W "Pensjonacie marzeń" powracają znane nam bohaterki ze "Szkoły żon". Polubiłam je wszystkie, dlatego ciekawa byłam, jak potoczą się ich dalsze losy. Ale oprócz dobrze już nam znanych postaci, pojawią się nowe, więc na nudę nie można narzekać, bo dzieje się naprawdę dużo. Bohaterki już wiedzą, że ich los zależy tylko i wyłącznie od nich samych. Tym razem same stworzą szkołę na Kaszubach o nazwie "Pensjonat Marzeń". Nie obejdzie się przy tym bez problemów, przeszkód, ale jak to mawiają, w przyjaźni siła. Razem można wszystko osiągnąć. Autorka bardzo fajnie pokazała tę babską przyjaźń, solidarność i wzajemne wsparcie.

"Jakie to dziwne, że na zewnątrz człowiek ma stare opakowanie, a w środku jest tą samą młodą, uśmiechniętą kobietą. Dziwne i trochę niesprawiedliwe..."

Erotyki w tym tomie jest zdecydowanie mniej, a ta, która się pojawia, utrzymana jest w tonie z poprzedniej części, bez niepotrzebnych dziwnych nazw czy zwrotów.

Przedstawiona przez autorkę historia pokazuje, że mimo życiowych niepowodzeń, nie można się poddawać, trzeba walczyć o swoje szczęście. Trzeba pamiętać o tym, że w życiu nigdy nie jest za późno na zmiany. Magdalena Witkiewicz utwierdziła mnie w przekonaniu, że co by nie napisała, potrafi zdobyć tym moje serce.

"Pensjonat marzeń" to lektura niezwykle optymistyczna, lekka, zmysłowa, romantyczna, o marzeniach, miłości, przyjaźni, a przede wszystkim o kobietach. Moje wycieczki do "Szkoły żon" i "Pensjonatu marzeń" uważam za bardzo udane. Wam również je polecam!

pokaż więcej

 
2017-07-10 20:05:07
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017 rok, Posiadam

To już kolejna powieść z serii "Kobiety to czytają" jaką miałam okazję czytać. O tych książkach rzeczywiście aż chce się rozmawiać, bowiem poruszane w nich problemy są bliskie każdej kobiecie.

Sarah Laden to młoda wdowa wychowująca dwóch synów. Stara się jak może, aby zapewnić im normalny, pełen ciepła dom. Pewnego dnia w przypływie impulsu pod swój dach przyjmuje ciężko doświadczonego przez...
To już kolejna powieść z serii "Kobiety to czytają" jaką miałam okazję czytać. O tych książkach rzeczywiście aż chce się rozmawiać, bowiem poruszane w nich problemy są bliskie każdej kobiecie.

Sarah Laden to młoda wdowa wychowująca dwóch synów. Stara się jak może, aby zapewnić im normalny, pełen ciepła dom. Pewnego dnia w przypływie impulsu pod swój dach przyjmuje ciężko doświadczonego przez los chłopca. Jordan to cichy, wyobcowany kolega ze szkoły syna Sarah, Danny'ego. Wszystko w ich poukładanym dotąd życiu się komplikuje, gdy na jaw wychodzą mroczne sekrety z przeszłości.

Lekki tytuł może sugerować, że będziemy mieli do czynienia z czymś optymistycznym, przyjemnym. Ale wcale tak nie jest. Wręcz przeciwnie. Autorka postanowiła zmierzyć się z trudnym tematem, jakim jest pedofilia, molestowanie, kazirodztwo, przemoc. Do tego dołożyła skomplikowane relacje rodzinne, uprzedzenia i brak zaufania. W moim odczuciu autorka ze wszystkimi tymi tematami poradziła sobie świetnie.

"I kto skazał na taki los jego - pozwolił mu przeżyć straszliwe zbrodnie przeciwko jego ciału i duszy, dojść do siebie, rozkwitnąć, po to tylko, by potem obarczyć go czymś takim? To było nieludzkie, chore. "

Wszystkie opisane wydarzenia możemy poznać z czterech punktów widzenia - z perspektywy Danny`ego, Sarah, Nate`a i Jordana. W zasadzie każdy z bohaterów poniósł stratę, która w znaczny sposób zmieniła jego życie. Jednak największe wrażenie zrobiło na mnie to, kiedy to Jordan był narratorem. To nad wiek dojrzały chłopiec. Wraz z nim odczuwałam nie tyle strach, co nawet przerażenie. Katrina Kittle wiarygodnie i ze szczegółami pokazała to, co dzieje się w głowie krzywdzonego dziecka. Czytając przeżywałam wszystko wraz z Jordanem. Emocje niejednokrotnie brały górę i musiałam robić sobie przerwy, aby to wszystko jakoś przetrawić, poukładać. Ciężko czyta się takie książki, kiedy jest się samemu wrażliwym na takie zło, na dodatek w stosunku do bezbronnego dziecka. Tylko bestia, nie człowiek, jest zdolna do takich niecnych, zwyrodnialczych czynów. Podczas lektury mnóstwo pytań kotłowało się w mojej głowie. Bo ile jest takich historii jak ta wokół nas? Ile zła dzieje się za zamkniętymi drzwiami, za ścianą? Złość, nienawiść, żal, smutek, współczucie - to tylko mała część emocji i odczuć w trakcie lektury, jakie mi towarzyszyły. Ta powieść wyczerpała mnie emocjonalnie.

"Żywimy głębokie przekonanie, że przestępcy (...) to potwory, a potwora przecież rozpoznamy na pierwszy rzut oka, prawda?"

"Dobroć nieznajomych" to powieść mocna, poruszająca, wzbudzająca wiele emocji o rodzinie, strachu, winie, sile przebaczenia, miłości i przyjaźni. To książka, która tak łatwo nie da o sobie zapomnieć. Zmusza do refleksji i chwili zatrzymania się, do rozejrzenia się wokół. Uwrażliwia na to, co dzieje się wokół nas. Sprawia, że dokładniej zaczynamy przyglądać się naszemu otoczeniu. Jest impulsem do działania, by nie przyglądać się biernie na krzywdę niewinnych.

pokaż więcej

 
2017-07-07 08:56:24
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017 rok, Posiadam, Ulubione

Poznajcie Julitę, uczennicę warszawskiego liceum. Dziewczyna nie jest typową nastolatką. Nie spotkacie jej na imprezie, nie ujrzycie na randce z chłopakiem, ani w towarzystwie przyjaciół. Jest zagubiona, nikomu nie ufa, a jej zachowanie związane jest z wydarzeniami z przeszłości. Jednak pewnego dnia otrzymuje propozycję, która może odmienić jej życie. Musi jedynie (a może aż) zatańczyć w... Poznajcie Julitę, uczennicę warszawskiego liceum. Dziewczyna nie jest typową nastolatką. Nie spotkacie jej na imprezie, nie ujrzycie na randce z chłopakiem, ani w towarzystwie przyjaciół. Jest zagubiona, nikomu nie ufa, a jej zachowanie związane jest z wydarzeniami z przeszłości. Jednak pewnego dnia otrzymuje propozycję, która może odmienić jej życie. Musi jedynie (a może aż) zatańczyć w konkursie kizomby.

Z kolei Marcel to przystojny, pewny siebie tancerz i instruktor. Gdy dowiaduje się o chorobie matki, postanawia również wystartować w konkursie tańca, by ewentualną wygraną przeznaczyć na pomoc rodzicielce. Julitę i Marcela dzieli przepaść, która wydaje się nie do pokonania. Ale czy aby na pewno?

Zanim dowiedziałam się o tej książce, nie wiedziałam o istnieniu tańca, jakim jest kizomba. I właściwie co to ta tytułowa passada? Mocno mnie to zaintrygowało i po prostu musiałam poznać tę powieść.

"(...) czasami szczęście można znaleźć na wyciągnięcie ręki. Szczęścia nie mierzy się miarą centymetrów, pieniędzy i wieku. Szczęście mierzy się ilością uśmiechów i rytmem bicia naszych serc, przypominającym tempo tańczenia passady."

Najbardziej ucieszył mnie fakt, że mogłam śledzić całą akcję z perspektywy obojga bohaterów. To pozwoliło mi na bliższe poznanie ich myśli, uczuć i emocji. A wierzcie mi, ich spojrzenie na wiele wydarzeń jest zgoła odmienne, przez co jest bardzo interesująco. Zostali dopracowani w najdrobniejszym szczególe. Przyjemne było obserwowanie tego, jak ciekawą przechodzą metamorfozę, to jak siebie nawzajem poznają i jak rodzi się między nimi uczucie. Czytając niejednokrotnie zastanawiałam się, czy tacy mężczyźni jak Marcel istnieją w realu? Chłopak miał do Julii i jej, mogłoby się wydawać irytującego zachowania, nieograniczone pokłady cierpliwości. No ideał po prostu. Choć jeśli wziąć pod uwagę to, co przeszła ta dziewczyna, nikogo nie powinno dziwić jej zachowanie i lęki wobec innych ludzi.

"Miłość jest niedorzeczna i przez to niepowtarzalna."

Scena miłosna, jaka się pojawia, jest pięknie przedstawiona. Bez zbędnej wulgarności, z uczuciem. Kolejnym wątkiem, który zasługuje, aby o nim wspomnieć jest choroba matki Marcela. Ujęła mnie więź pomiędzy tą dwójką. Chłopak rezygnuje ze swoich marzeń, aby pomoc kobiecie. Bardzo kibicowałam mu w jego staraniach.

"Bałem się śmierci matki, bałem się pustki, która po niej pozostanie. Obawiałem się, że będzie umierała cierpiąc katusze. Bałem się też bezcelowości swojego życia, bałem się miłości, która potrafiła zgnieść serce na miazgę."

Zakończenie sprawiło zaś, że łzy płynęły po moich policzkach niepohamowanym strumieniem. Nie tego się spodziewałam, nie tak miało być... Moje serce zostało roztrzaskane na milion kawałków. Jeszcze długo będę musiała je sklejać. Być może do następnej powieści pani Ani, która pewnie ponownie je złamie.

Muszę wspomnieć tu jeszcze o samym tańcu. Byłam szalenie ciekawa, w jaki sposób autorka go przedstawi. Czy poczuję ten rytm, klimat? Tę namiętność? Wyszło wspaniale, nawet lepiej niż się spodziewałam. A przecież nie tak wcale łatwo oddać to wszystko słowami, bez wizualizacji. Tę bliskość, naturalność i subtelny dotyk. A mimo to odniosłam wrażenie jakbym znajdowała się na sali i oddawała się temu zmysłowemu tańcowi.

Książka zawiera mnóstwo barwnych, plastycznych opisów, co sprawia, że czyta się naprawdę z wielką przyjemnością. Rozgrywające się wydarzenia przedstawione są w realistyczny sposób. Anna Dąbrowska nie narzuca nam wszystkiego od razu, umiejętnie stopniuje napięcie. Dzięki temu kolejne kartki przewraca się z wielkim napięciem i zaciekawieniem.

Już od pierwszych stron czułam się jakbym wkroczyła na parkiet i rozpoczęła swój własny taniec. Zostałam porwana przez bohaterów, poruszona do granic możliwości oraz zmuszona do refleksji i głębokich przemyśleń nad tym, co tak naprawdę jest w życiu najważniejsze. Ta historia zawiera ogromny ładunek emocji, pochłonęła mnie, zassała, i nawet teraz, już po skończeniu lektury trudno mi się otrząsnąć. Po prostu roztrzaskała mnie emocjonalnie!

"Jest taki taniec, który nazywa się życiem. Nigdy nie wiesz, jak potoczy się twoja historia."

"W rytmie passady" to wielowątkowa powieść pełna miłości, pasji, poświęcenia, niepewności jutra i odnajdywania samego siebie. To książka z gatunku New Adult, więc idealnie odnajdzie się w niej młodzież, która dopiero poznaje swoje uczucia, pierwsze miłości i towarzyszące jej emocje. Tę powieść przeżywa się całym sobą. Polecam gorąco!

pokaż więcej

 
2017-07-03 13:58:52
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017 rok, Posiadam

To, co najbardziej zaskoczyło mnie, gdy wzięłam do ręki tę książkę, to jej podwójna okładka. Z czymś takim jeszcze się nie spotkałam. Wnętrze jest oryginalnie skonstruowane, że można czytać na trzy sposoby. Osobiście musiałam się zastanowić z jakiej strony "ugryźć" tę powieść. Postanowiłam zacząć od Gemmy.

Gemma to zakompleksiona dziewczyna, która od zawsze była bardzo chorowita i sporo...
To, co najbardziej zaskoczyło mnie, gdy wzięłam do ręki tę książkę, to jej podwójna okładka. Z czymś takim jeszcze się nie spotkałam. Wnętrze jest oryginalnie skonstruowane, że można czytać na trzy sposoby. Osobiście musiałam się zastanowić z jakiej strony "ugryźć" tę powieść. Postanowiłam zacząć od Gemmy.

Gemma to zakompleksiona dziewczyna, która od zawsze była bardzo chorowita i sporo czasu spędziła w szpitalach. Nie ma przyjaciół, szkolne koleżanki jej dokuczają, a rodzice przejawiają wobec niej nadopiekuńczość. Gdy pojawia się możliwość wyjazdu na wycieczkę na Florydę, Gemma widzi w tym szansę na oderwanie się od swoich problemów i zasmakowania życia. Niestety w ostatniej chwili rodzice zakazują jej wyjazdu. Dziewczyna podsłuchując ich rozmowę dowiaduje się o tajemniczej klinice w Heaven, która znajduje się niedaleko docelowego miejsca wycieczki. Gemma ucieka z domu, by sprawdzić o co w tym wszystkim chodzi. Będzie ryzykować swoje życie, ale czy to ryzyko się opłaci? I czy pozna wszystkie odpowiedzi na nurtujące ją pytania? Tam poznaje Lirę. Co się stanie, gdy obie staną oko w oko? Co łączy obie dziewczyny? Która z nich to człowiek, a która to klon?

"Sekret wyszedł na jaw. Była dziwolągiem i potworem. Teraz już nie miała co do tego wątpliwości."

Gemma i Lira to dwie, ale tylko z pozoru różne dziewczyny. Gemma ma rodziców, Lira nie ma nikogo. Gemma ciągle choruje, Lira obawia się, że choroba w końcu ją dopadnie. Obie można polubić, jednakże to z Gemmą bardziej się zżyłam. Obie są silne, chciałyby móc decydować o sobie samej, posmakować wolności, ale każda na swój własny sposób. Gemma na początku jawiła mi się jako osoba słaba, później pokazała, że jest silną dziewczyną, która walczy o odkrycie prawdy kosztem swojego życia.

"Zapytałaś mnie, czego chcę. Powiem ci, czego nie chcę. Nie chcę spędzić reszty życia w ten sposób, nie chcę, by ktoś mi mówił, co mam robić, co mam jeść, kiedy spać, kiedy korzystać z łazienki. Mam już dość bycia szczurem laboratoryjnym."

Natomiast drugoplanową postacią, która od pierwszej chwili wzbudziła moją sympatię był Pete. Uwielbiam jego specyficzny humor.

Pojawia się również delikatnie zarysowany wątek miłosny, a raczej dwa kiełkujące uczucia. Przyjemnie obserwowało się, jak i w jakim kierunku autorka poprowadziła tę część fabuły.

Akcja mknie bardzo szybko, po drodze pełno zaskakujących zwrotów akcji. Książka jest nieprzewidywalna, przewracając kolejne kartki, nie wiemy co się za chwilę wydarzy. Czyta się w wielkim napięciu. Zakończenie okazało się niewiarygodne, tego się nie spodziewałam.

Gdy poznałam historię Gemmy, musiałam natychmiast poznać historię Liry. I mimo, iż już wiedziałam, jak to się wszystko potoczy, zupełnie mi to nie przeszkadzało, gdyż mogłam zajrzeć do tych wydarzeń od drugiej strony. W niektórych momentach kilka scen się powtarza, ale w dalszym ciągu jest to interesujące, bo byłam ciekawa jak to wszystko wygląda z punktu widzenia Liry. A dzięki temu mogłam poznać jej myśli i odczucia. Gdybym jeszcze raz miała czytać tę książkę, pewnie zrobiłabym to w ten sam sposób. I co ważne, decydując się na Gemmę, znajdziecie więcej szczegółów i niedopowiedzeń.

Problematyka poruszana przez Lauren Olivier jest aktualna. Uważam że pomysł na fabułę to strzał w dziesiątkę. Przeraża mnie wizja przyszłości (a może to już się dzieje?), jaką przedstawiła autorka. W dzisiejszym świecie wielu naukowców modyfikuje geny i nigdy nie możemy być pewni, czy już nie powstał klon człowieka.

Tajemnice, zagadki, kłamstwa, intrygi, eksperymenty przeprowadzane po cichu, wirusy - to wszytko tworzy interesującą i emocjonalną powieść, która zaskoczy w najmniej spodziewanym momencie. "Replika" zmusza do wielu refleksji i przemyśleń, do odpowiedzenia sobie na kilka istotnych kwestii związanych z istotą człowieczeństwa i moralnością. Zastanawiające jest dla mnie to, że nie poznałam odpowiedzi na wszystkie pytania, więc może będzie ciąg dalszy tej historii... To powieść o samoakceptacji, o walce o własne ja i wolność. Książka inna niż wszystkie, świeża, oryginalna. Polecam nie tylko młodzieży, ale i starszemu czytelnikowi. Jestem pewna, że na niektóre kwestie i problemy zupełnie inaczej spojrzycie niż młodsze pokolenie.

pokaż więcej

 
2017-06-30 11:24:10
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017 rok, Posiadam

Każdy z nas pragnie kochać i być kochanym, ale niestety nie każdemu będzie dane doświadczyć tego uczucia. Jednak warto próbować, poszukiwać, nie tracić nadziei. Czasem tak bardzo pragniemy znaleźć kogoś, kto by nas kochał, a tymczasem nie zauważamy tego, który jest tuż za rogiem. Gonimy za niedoścignionym, wyimaginowanym, a możemy przegapić naszą szansę na dobry związek. Tak właśnie jest w... Każdy z nas pragnie kochać i być kochanym, ale niestety nie każdemu będzie dane doświadczyć tego uczucia. Jednak warto próbować, poszukiwać, nie tracić nadziei. Czasem tak bardzo pragniemy znaleźć kogoś, kto by nas kochał, a tymczasem nie zauważamy tego, który jest tuż za rogiem. Gonimy za niedoścignionym, wyimaginowanym, a możemy przegapić naszą szansę na dobry związek. Tak właśnie jest w przypadku bohaterów tej książki. Czy prawdziwa miłość przeszła im koło nosa, a może zawalczyli?

Alicja - zagubiona, roztargniona, niepoprawna romantyczka, która pragnie spotkać miłość swojego życia. Pewnego dnia poznaje Januarego, który robi na niej piorunujące wrażenie. Czy coś będzie z tej znajomości?

"Och, Alicjo, Alicjo, gdyby i tobie przytrafiła się podobna historia! Gdyby i na ciebie ktoś tak popatrzył! Bo czy wszystkie romantyczne historie musiały przytrafiać się innym? Czy tylko w twoim wykonaniu szukanie drugiej połówki było serią spektakularnych potknięć i minidramatów?"

Jest jeszcze niepewny siebie, z nadwagą trzydziestoletni Ignacy, który jest znawcą kobiecych dusz po sześćdziesiątce. Mieszka z despotyczną i nieznoszącą sprzeciwu matką, która nie pozwala mu dorosnąć. Skrycie kocha się w Alicji. Czy odważy się na wyznanie swoich uczuć? I czy w końcu uwolni się spod kurateli rodzicielki?

"Tak, zakochał się w sąsiadce z naprzeciwka. To było banalne i, prawdę mówiąc, byle pisarzyna mógł wymyślić podobną historię. On, zakompleksiony grubas, ona - świetna laska, a po drodze jakiś trzeci nie do pary. "

Ciekawą postacią okazała się ekscentryczna i bezkompromisowa feministka Marcelina, przyjaciółka Alicji. Stwarza wokół siebie pozory, ale skrywa bolesną przeszłość, z którą przyjdzie się jej zmierzyć.

Bohaterowie są wyraziści, różnorodni, mają swoje wady i zalety przez co wydają się nam tacy swojscy, bliscy dzięki czemu łatwo można zrozumieć ich motywy postępowania. Zdecydowanie więcej ich dzieli, aniżeli łączy. Każdy z nich inaczej postrzega związek i dla każdego z nich ma on inne znaczenie. Z postacią głównej bohaterki i jej licznymi perypetiami z pewnością utożsamią się inne podobne kobiety. Choć dla tych twardo stąpających po ziemi, taki nadmiar romantyzmu może być uciążliwy. Mnie osobiście absolutnie to nie przeszkadzało.

Anna Gratkowska w interesujący sposób przedstawiła miłość, pokazując ją z rożnych perspektyw. Przypomina również, że miłość trzeba budować na szczerości, inaczej to nie ma najmniejszego sensu. Czytając uświadamiamy sobie, że i my sami mamy podobne doświadczenia, marzenia i plany. Dlatego to wszystko jest tak bardzo realne i bliskie każdemu z nas.

Myślałam, że będzie to lektura tylko i wyłącznie optymistyczna, ale zostałam mile zaskoczona. Autorka bowiem nie unika trudnych tematów. Skutkowało to tym, że w jednym momencie się śmiałam, by po chwili zostać zmuszoną do refleksji.

Na uwagę zasługują plastyczne opisy, prosty język, błyskotliwe dialogi i nieszablonowe rozwiązanie poszczególnych wątków. Nic nie jest napisane na siłę czy w jakiś sposób przerysowane. To wszystko razem sprawia, że czyta się bardzo przyjemnie.

"Miłość. Wydanie drugie poprawione" to lekka wielowątkowa powieść, która bawi, zaskakuje i wzrusza. To książka o poszukiwaniu miłości (o jej blaskach i cieniach), szczęścia, o samotności, trudnej przeszłości i oczekiwaniach względem drugiej osoby. Polecam!

pokaż więcej

 
2017-06-27 15:56:46
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017 rok, Posiadam
Cykl: Konkurs na żonę (tom 2)

Pierwszą część oceniłam bardzo wysoko, ale okazało się, że ta jest jeszcze lepsza, a mnie zabrakło skali ocen. Przystępując do tej lektury, byłam bardzo ciekawa jak autorka poprowadziła postać Hugona, czy jego osoba będzie potrafiła się zmienić? Zakończenie "Konkursu na żonę" dało na to leciutką nadzieję...

Łucja po tym jak została zmanipulowana przez Hugona, czuje się oszukana, wykorzystana,...
Pierwszą część oceniłam bardzo wysoko, ale okazało się, że ta jest jeszcze lepsza, a mnie zabrakło skali ocen. Przystępując do tej lektury, byłam bardzo ciekawa jak autorka poprowadziła postać Hugona, czy jego osoba będzie potrafiła się zmienić? Zakończenie "Konkursu na żonę" dało na to leciutką nadzieję...

Łucja po tym jak została zmanipulowana przez Hugona, czuje się oszukana, wykorzystana, a na dodatek spodziewa się jego dziecka. W pierwszej chwili chce zerwać kontakty z mężczyzną, ale choroba babki sprawia, że dziewczyna na czas jej rekonwalescencji postanawia pozostać w jego mieszkaniu. Tymczasem Hajdukiewicz odkrywa, że naprawdę pokochał Łucję. Będzie próbował naprawić popełnione błędy. Tylko czy Łucja ponownie mu uwierzy i zaufa?

"Co sprawiło, że dał się porwać miłości? Przecież tak się pilnował. Od lat nawigował przez życie, unikając okazji do jej spotkania, a tu takie fiasko? Jak to możliwe, że się zakochał? Nieopatrznie. Bezmyślnie. I mocno, jak nigdy wcześniej."

Ogromnie ucieszył mnie fakt, iż w tej części mogłam poznać "drugą twarz" Hugona. A czy lepszą? Jak myślicie? O ile w poprzednim tomie mnie wkurzał, tak tu go nawet pokochałam. Jeśli zaś chodzi o Łucję, to przykre doświadczenia sprawiły, że troszeczkę wydoroślała.

Autorka już od pierwszych stron zainteresowała mnie fabułą i trzymała w napięciu do samego końca. W pierwszej części było kilka pobocznych wątków, które tu zostały ciekawie rozwinięte. Wprowadza to sporo zamieszania i pewnej świeżości. Bardzo ciekawiła mnie dawna miłość Hugona, Nicole oraz to, co sprawiło, że ta dwójka rozstała się. Ładnie również rozwinięta została kwestia związana z rodzicami Hajdukiewicza. Nie zabrakło powiedzonek babci Zofii. Kobietę pokochałam już wcześniej i nie wyobrażam sobie, aby i tu miało nie być tej postaci. Ponownie otrzymałam odpowiednio skonstruowaną dawkę emocji, wzruszeń i humoru. To, co sprawia, że powieść wręcz pochłania się, to lekki, przyjemny język i styl.

"Wsiadłem do twojego życia, jak pasażer na gapę. A ty zamiast dać mi karę za brak biletu, dałaś mi całą siebie..."

Beata Majewska kolejny raz przypomina nam o tym, co jest w życiu najważniejsze, że nawet największe pieniądze świata nie gwarantują szczęścia. Trzeba ze sobą rozmawiać, nie można zatajać, przemilczać pewnych faktów, bo one i tak prędzej czy później ujrzą światło dzienne. Podczas lektury niejednokrotnie zastanawiamy się, gdzie przebiega granica pomiędzy kłamstwem a zatajeniem? Czy starając się pomóc, działając w dobrej wierze, nieświadomie uzyskujemy przeciwny rezultat? Ważna jest również umiejętność przebaczania i proszenia o wybaczenie, by dalej z czystym sumieniem ruszyć do przodu. Ale czy wszystko można wybaczyć?

"Bilet do szczęścia" to słodko-gorzka, poruszająca powieść o sile przebaczenia, oraz że nigdy nie można tracić nadziei na to, że nawet z najbardziej beznadziejnej sytuacji można wyjść obronną ręką. To książka, która skłania do refleksji i przemyśleń. Wróciłam z bardzo interesującej podróży. Polecam i Wam, nie zwlekacie, przygoda gwarantowana!

pokaż więcej

 
2017-06-27 15:52:07
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017 rok, Posiadam

"Moje życie jest niemal idealne. Niestety jeszcze nie wiem, jak szybko może się to zmienić."

Ile razy słyszymy z ust innych, że życie jest piękne? A ile razy nam samym zdarzyło się to powiedzieć? Czy zawsze jest tak kolorowo? Jak będzie w przypadku bohaterek tej książki?

Cornelia Brave to zwyczajna 17-letnia nastolatka z marzeniami i planami na przyszłość. Brak jej jedynie prawdziwej...
"Moje życie jest niemal idealne. Niestety jeszcze nie wiem, jak szybko może się to zmienić."

Ile razy słyszymy z ust innych, że życie jest piękne? A ile razy nam samym zdarzyło się to powiedzieć? Czy zawsze jest tak kolorowo? Jak będzie w przypadku bohaterek tej książki?

Cornelia Brave to zwyczajna 17-letnia nastolatka z marzeniami i planami na przyszłość. Brak jej jedynie prawdziwej miłości. Wszystko zmienia się, kiedy okazuje się, że jest chora na białaczkę. Natomiast Natalie - przyjaciółka Cornelii, sprawia wrażenie silnej i przebojowej flirciary, sprawnie przywdziewa maski w zależności od okoliczności. A tak naprawdę to wrażliwa dziewczyna, którą skrzywdzili najbliżsi. Ona również marzy o miłości. Jednak jedna błędna, lekkomyślna decyzja sprawi, że zajdzie w ciążę i będzie musiała zmienić swoje życiowe plany. Czy zdecyduje się urodzić czy dokona aborcji? Czy przyjaciółki poddadzą się, a może podejmą walkę o życie i szczęście? O tym przekonacie się czytając tę książkę.

"Mam siedemnaście lat. Mogę wszystko. Mam przed sobą długie lata. Co złego może mi się stać? Życie w jednej krótkiej chwili uświadomiło mi prawdę. Wetknęło mi ją na siłę w ręce, a teraz z tryumfującym uśmiechem mówi: "I co, jak teraz sobie poradzisz? Bez tych złudzeń., którymi żyłaś do tej pory?". Życie jest suką. Właśnie wtedy to do mnie dociera. To cholernie niesprawiedliwe, ale tak właśnie życie traktuje ludzi. Niesprawiedliwie i bez cackania."

Już początek powieści jest mocny, smutny, przytłaczający. Na główną bohaterkę spada potężny cios w postaci choroby. Momentami ciężko było mi czytać o zmaganiach się ze śmiertelną chorobą tak młodej dziewczyny, przed którą jeszcze całe życie. Spory swój udział w tym miała zastosowana pierwszoosobowa narracja z perspektywy obu bohaterek, co pozwoliło na bliższe poznanie ich myśli, uczuć i przeżyć.

Bardzo polubiłam Nat - trochę zwariowaną, spontaniczną dziewczynę. Podobnie jest z Nel. Bohaterowie są dobrze nakreśleni, bez problemu można się z nimi utożsamić (zwłaszcza czytelnik w wieku obu dziewczyn). Męskie postacie, mimo młodego wieku, może i są zbyt idealni, ale takich chciałoby się spotkać w prawdziwym życiu - rozumiejących, wspierających, pomocnych.

Autorka oprócz choroby porusza także temat uzależnienia od alkoholu i niełatwych relacji rodzicielskich. Istotną rolę w tej książce odgrywa siła przyjaźni. Przyjaciółki zawsze mogą na siebie liczyć. Autorka pięknie ją pokazała. Przyjaźń szczerą, wspierającą mimo błędów, mobilizującą do działania, dającą kopa do przodu - taka właśnie powinna być.

Wątki miłosne z udziałem obu bohaterek są ciekawie wplecione. Z wielkim zainteresowaniem śledziłam ich poczynania, pierwsze zauroczenia, pocałunki, wyznania. W trakcie lektury przypomniała mi się moja własna młodość.

Nie zabrakło fachowego słownictwa związanego z przebiegiem choroby nowotworowej, lekami itp. Powieść została wzbogacona bardzo trafnie dobranymi, znanymi cytatami i myślami z innych książek, filmów, seriali itp. Znalazło się również miejsce na odrobinę humoru.

Książka pełna bólu, cierpienia, i te emocje udzielają się również czytelnikowi. Współczujemy Nel i zarazem kibicujemy jej w niełatwej walce o życie.

"Życie jest piękne" zawiera w sobie ważne przesłanie, przypomnienie, abyśmy potrafili docenić to, co mamy, cieszyć się każdym dniem, bo nic nie jest nam dane na zawsze, a życie mimo wszystko jest piękne. Nie zapominajmy o tym. To powieść o nadziei oraz o tym, że w życiu trzeba próbować wszystkiego, po prostu żyć. Powieść skierowana do młodzieży, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby sięgnął po nią starszy czytelnik.

pokaż więcej

 
2017-06-24 17:48:44
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017 rok, Posiadam

Jakiś czas temu zainteresował mnie niniejszy tytuł, byłam go ciekawa, ale nie złożyło się, abym go przeczytała. Nie do końca jest to mój gatunek i tematyka, miałam spore obawy przed rozpoczęciem czytania, ale dzięki propozycji autora postanowiłam dać tej książce szansę. I nie żałuję, bo kolejny raz mile się zaskoczyłam. "Gałęziste" to debiut powieściowy Artura Urbanowicza.

Karolina i Tomek -...
Jakiś czas temu zainteresował mnie niniejszy tytuł, byłam go ciekawa, ale nie złożyło się, abym go przeczytała. Nie do końca jest to mój gatunek i tematyka, miałam spore obawy przed rozpoczęciem czytania, ale dzięki propozycji autora postanowiłam dać tej książce szansę. I nie żałuję, bo kolejny raz mile się zaskoczyłam. "Gałęziste" to debiut powieściowy Artura Urbanowicza.

Karolina i Tomek - para studentów z Warszawy, która postanawia spędzić czas Wielkanocy na Suwalszczyźnie. Ich związek przechodzi kryzys, a ten wyjazd ma im pomóc w rozwiązaniu problemów. Podczas podróży zabierają nieoczekiwanych pasażerów. Do tego wszystkiego dojdzie choroba jednego z bohaterów, a poza tym zaczną dziać się dziwne, niepokojące incydenty... Bohaterowie będą musieli zmierzyć się z tajemniczą siłą. Czy znajdą sposób, aby się od niej uwolnić?

"Jeszcze się zdziwisz. Zdziwisz się, co jeszcze tutaj zobaczysz i co przeżyjesz. Zdziwisz się, jaka jest tego inwencja. Odwoła się do twoich najgłębszych, najbardziej zakorzenionych lęków, o których nawet nie miałeś pojęcia i przed którymi nie masz żadnych szans się obronić."

Stworzeni bohaterowie zostali nakreśleni w wiarygodny sposób. Są z krwi i kości, budzą skrajne emocje, niekiedy irytują, innym razem wzbudzają sympatię. Zarówno ci pierwszo- jak i drugoplanowi nakręcają spiralę obaw i niepewności, która zaczyna udzielać się i czytelnikowi. Mają odmienne poglądy na życie i w zasadzie dzieli ich wszystko. Możemy poznać ich światopogląd, motywacje lub ich brak. Karolina postawiła na psychologię, chrześcijaństwo, aktywność, intuicję, wiarę w ludzi i niesienie pomocy. Tomek zaś na matematykę, ateizm, bierność, logikę i koncentrację na sobie.

Mroczny las i to, co kryje, to coś, co zawsze wzbudza w ludziach niepokój. Nie inaczej jest w tej powieści. Już sam prolog, pierwsze zdania sprawiły, że poczułam dreszcz niepokoju, a im dalej, tym to uczucie się potęgowało. Przybywało zwrotów akcji i niespodzianek. Mimo sporej objętości czyta się dość szybko. Zasługa to płynnej narracji i interesującym opisom, zwłaszcza Suwalszczyzny, które wyraźnie budują mroczny, niepokojący, tajemniczy klimat. Trzeba przyznać, że książka napisana jest bardzo obrazowo. Z jednej strony to duża zaleta, ale z drugiej zbyt długie i złożone zdania mogą męczyć. Do mnie zawsze krótsze zdania dobitniej trafiają, a sama akcja wydaje się żwawiej posuwać.

"To miejsce to gniew. Gniew jest tym miejscem."

Tym, co mocno przebija się, to wulgaryzmy i perwersja. Tych bardziej wrażliwych czytelników może odstraszać czy zniechęcać do lektury, ale uważam że akurat są one w tej książce potrzebne i zostały we właściwy sposób użyte.

Pojawiają się elementy paranormalne, które okazały się dla mnie największym zaskoczeniem. Nie przepadam za tego typu rzeczami w książkach, ale tu przenikanie się świata realnego z nierzeczywistym dość interesująco wypadło, więc ten element był dla mnie do zaakceptowania. Poza tym autor odwołuje się do miejscowych legend, baśni, wierzeń i demonów, co buduje specyficzną swojskość i klimat.

To powieść z wyraźnie wysuwającym się przesłaniem, że ideałów nie ma, trzeba docenić to, co posiadamy. Natomiast otaczającą nas naturę powinniśmy szanować. Zwłaszcza teraz ten aspekt jest ważny, gdy wokół nas wszystko się bezmyślnie niszczy i wycina.

"Gałęziste" to poruszająca, o psychodelicznej atmosferze powieść grozy. Arturowi Urbanowiczowi udało się mnie zmanipulować. Polecam czytać tę książkę najlepiej w lesie, dzięki czemu jeszcze mocniej odczujecie tę aurę grozy, tajemniczości i niebezpieczeństwa. Tylko koniecznie w towarzystwie. Ja bym nie odważyła się na samotną wyprawę z nią do lasu... Po tej lekturze już nigdy nie spojrzę na las w ten sam sposób co do tej pory. Każdy, nawet najmniejszy szmer, szelest będzie wywoływał we mnie gęsią skórkę. A Wy, odważycie się wejść do "Gałęzistych"?

pokaż więcej

 
2017-06-21 09:24:24
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017 rok, Posiadam, Ulubione

Pierwsze co przy wyborze tej książki zwróciło moją uwagę, to hipnotyzujące spojrzenie błękitnych oczu wyzierających z okładki, od której po prostu nie sposób przejść obojętnie. Czuję jakby tymi oczami przeszywał moją duszę na wylot. Drugą sprawą jest intrygujący opis, który jeszcze bardziej podsycił moją ciekawość. To kolejny debiut, jaki miałam okazję poznać. A gdy już zaczęłam czytać...... Pierwsze co przy wyborze tej książki zwróciło moją uwagę, to hipnotyzujące spojrzenie błękitnych oczu wyzierających z okładki, od której po prostu nie sposób przejść obojętnie. Czuję jakby tymi oczami przeszywał moją duszę na wylot. Drugą sprawą jest intrygujący opis, który jeszcze bardziej podsycił moją ciekawość. To kolejny debiut, jaki miałam okazję poznać. A gdy już zaczęłam czytać... przepadłam!

Mamy świeżo upieczoną absolwentkę studiów licencjackich - Lenę Kajzer, która wyjeżdża do niewielkiego miasteczka o nazwie Głębia, by tam zapomnieć o ciążącej jej przeszłości. Co wydarzyło się cztery lata wcześniej? Jej nowe życie wcale nie będzie spokojne, wręcz przeciwnie. Już pierwszego dnia wjeżdża w tył zaparkowanego samochodu, który należy do tajemniczego właściciela wilczych oczu. To Artur Mangano, który ma opinię kogoś niebezpiecznego. Ale czy w rzeczywistości jest tak niebezpieczny jak go postrzegają? I czy jedno spojrzenie może zmienić całe nasze życie? O tym już musicie przekonać się sami podczas lektury.

"To skąd pochodzimy, to, jaka jest nasza przeszłość, ma większą siłę niż miłosne wzloty."

Choć powieść rozpoczyna się dość schematycznie, to jednak zupełnie mi to nie przeszkadzało. Autorka potrafiła w ciekawy sposób rozwinąć tę historię, poprowadzić fabułę tak, że już po kilku stronach nie byłam w stanie się oderwać.

Kreacja głównej bohaterki jest fenomenalna! Nie sposób jej nie polubić. Jest nieogarnięta, niezdarna, wrażliwa, zadziorna, szczera. Jej urocze wpadki sprawiły, że śmiałam się do rozpuku. Ale z drugiej strony momentami bałam się, czułam nawet przerażenie przez jej lekkomyślność. Artur również nie pozostaje w tyle. Jest przystojny, wysoki, bogaty, inteligentny, pewny siebie, tajemniczy, zabawny... i jak oprzeć się takiemu facetowi? Razem z Leną tworzą interesujący duet. Iskrzy miedzy nimi, wyraźnie wyczuwalne jest napięcie i przyciąganie. Dokąd ta fascynacja ich zaprowadzi?

"W tym tajemniczym spojrzeniu dostrzegam lekkość i... bezbronność. Teraz to ja patrzę na jego piękne oczy. Nie widzę już idealnych rysów twarzy, białych zębów i umięśnionej sylwetki, ale dziwną jasność bijącą od zaciekawionych źrenic. Czuję, że wchodzi mi do umysłu, jest coraz głębiej, głębiej."

Sceny miłosne są nawet gorące, ale wszystko zostało podane w sposób wyważony. Sam wątek romansowy jest dość zawiły, ciekawy, więc romantyczne dusze będą usatysfakcjonowane. Natomiast wątek z tajemniczą bronią i to, w jaki sposób ona działa, był czymś oryginalnym, z czym do tej pory w książkach się nie spotkałam. Zresztą takich nowinek jest znacznie więcej, jak chociażby prysznic, którego można porównać do usługi w myjni samochodowej.

Język i styl są proste w odbiorze, co przekłada się na szybkość i przyjemność czytania. Kilkustronicowe rozdziały, sporo dialogów i plastyczne opisy sprawiają, że przez powieść mknie się w zastraszającym tempie. Akcja zaś jest dynamiczna, cały czas coś się dzieje, nie ma dłuższych przestojów. Narracja pierwszoosobowa z perspektywy Leny satysfakcjonuje mnie, aczkolwiek fajnie byłoby poznać myśli, i odczucia Artura. Wprowadziłoby to interesujące urozmaicenie.

"Oczy wilka" to powieść naszpikowana tajemnicami, zaskoczeniem, humorem i emocjami. Bardzo udany debiut, z niecierpliwością będę wyglądać kolejnych książek autorki. Mroczny władca zmysłów oczarował mnie. A tymczasem zmykam popatrzeć w te oczy...

pokaż więcej

 
2017-06-18 19:16:50
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017 rok

Klaudia to zagubiona, samotna, sfrustrowana czterdziestolatka, która wiedzie poukładane, wręcz nudne życie w Anglii. Tęskni za ojczyzną, nigdy dobrze nie czuła się w obcym kraju. Posiada dwójkę dorosłych już dzieci i męża, który nie zwraca na nią uwagi. Jej związek z Piotrem opiera się na pozorach. Zamiast szczerze z nim porozmawiać w przypływie impulsu pakuje się i ucieka do Polski. Wmawia... Klaudia to zagubiona, samotna, sfrustrowana czterdziestolatka, która wiedzie poukładane, wręcz nudne życie w Anglii. Tęskni za ojczyzną, nigdy dobrze nie czuła się w obcym kraju. Posiada dwójkę dorosłych już dzieci i męża, który nie zwraca na nią uwagi. Jej związek z Piotrem opiera się na pozorach. Zamiast szczerze z nim porozmawiać w przypływie impulsu pakuje się i ucieka do Polski. Wmawia sobie, że matka jej potrzebuje, ale tak naprawdę to tylko pretekst. Nagły wyjazd zmieni jej życie o sto osiemdziesiąt stopni. Spróbuje o siebie zawalczyć, spróbuje też wziąć, a nie tylko dawać. Czy ułoży sobie życie na nowo, a może wróci do męża?

"Chciała być dobrą matką i żoną kosztem wszystkiego, kosztem swoich pragnień i marzeń."

Natomiast Ludwika, matka Klaudii żyje z wielką tajemnicą. Gdy w końcu zdecyduje się na jej wyjawienie córce, wszystkie wspomnienia odżyją i trzeba będzie zmierzyć się z wyrzutami sumienia. Czy Klaudia zdoła wybaczyć matce? I czy Ludwika zasługuje na jej wybaczenie i drugą szansę? Niczego nie zdradzę, musicie sami poznać, co takiego się wydarzyło przed laty.

"Nieważne, czy kłamstwo jest podszyte chęcią niesienia dobra. Kłamstwo zawsze pozostaje kłamstwem."

Można by powiedzieć, że powieść jest pełna schematów i wszystkiego tego, co już w literaturze było, ale mnie to zupełnie nie przeszkadzało. Lubię styl pisania autorki i sposób, w jaki przedstawia każdą z opisywanych przez siebie historii. Z wielkim zainteresowaniem śledziłam poczynania bohaterów i wraz z nimi starałam się podejmować trudne decyzje i towarzyszące temu emocje.

"Miłością nie możemy sterować. Często wpada do nas nieproszona. Nie puka do drzwi. Wlatuje przez okno, komin, szuka szpar w podłodze, by się nimi przedostać. Wariatka jedna!"

Gabriela Gargaś pokazuje, że nie można nikogo przekreślać za jeden błąd. Każdy ma prawo do popełniania błędów, złych decyzji, gorszych dni, do smutku, cierpienia i łez. Nie ma ludzi stuprocentowo dobrych i idealnych. Ważne jest byśmy później potrafili dalej iść do przodu. Gdy potrzebujemy pomocy, powinniśmy nie bać się o nią prosić. Często nie doceniamy tego, co mamy, chcemy wszystko zmieniać wokół siebie, ale siebie samych już niekoniecznie. Nie można odkładać ważnych rozmów na później. Pewne sprawy lepiej rozwiązywać od razu, wówczas można uniknąć cierpienia i wielu rozczarowań. Warto wybaczać, dawać sobie drugie szanse, schować dumę do kieszeni.

"Miłość boli. Zawsze boli, ale jest tego bólu warta."

Wszystko o czym pisze Gargaś skłania do głębszych refleksji, do wielu przemyśleń nad naszym życiem i wyborami. A jednocześnie daje pozytywnego kopa do walki o nasze marzenia, bo nigdy nie jest za późno, aby coś zmienić w naszym życiu.

"Wybacz mi" to powieść o miłości, przyjaźni, o poszukiwaniu swojego miejsca w życiu, przebaczeniu, wyborach, tajemnicach, zdradzie, pozorach, samotności, trudzie wychowania dzieci, ciąży w młodym wieku, alkoholizmie, śmierci i przeszłości, która wraca jak bumerang. To historia pełna uczuć, nadziei i wiary, że wszystko może się jeszcze udać.

pokaż więcej

 
2017-06-15 14:55:39
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017 rok, Posiadam
Autor:

Decydując się na tę lekturę, nie wiedziałam, że jest to wznowienie "Piąte - nie zabijaj", która była debiutem Anny Kasiuk. Tamtejszej książki nie czytałam, więc jest to dla mnie świeże podejście do niniejszej powieści. Jak w posłowiu napisała autorka, to wydanie zostało wzbogacone o kilka lat przemyśleń i przedstawia dręczące problemy już nieco w innym świetle.

Trzydziestodwuletnia Agnieszka...
Decydując się na tę lekturę, nie wiedziałam, że jest to wznowienie "Piąte - nie zabijaj", która była debiutem Anny Kasiuk. Tamtejszej książki nie czytałam, więc jest to dla mnie świeże podejście do niniejszej powieści. Jak w posłowiu napisała autorka, to wydanie zostało wzbogacone o kilka lat przemyśleń i przedstawia dręczące problemy już nieco w innym świetle.

Trzydziestodwuletnia Agnieszka wiedzie spokojne życie u boku rodziców. Wszystko się zmienia, gdy jej rodzice giną w wypadku samochodowym. Kobieta jest pewna, że za ich śmierć odpowiada ktoś, kto dopuścił się napadu, którego mimowolnymi świadkami była Agnieszka i jej matka. Teraz kobieta przekonana jest, że jej życie i jej pięcioletniego brata jest zagrożone. Postanawia wyjechać z rodzinnego miasta. Czy Agnieszce w końcu uda się uciec od przeszłości? Czy będzie możliwe rozpoczęcie nowego życia? Czy odnajdzie bezpieczeństwo i spokój ducha? Czy pomimo tego, co przeżyła i wycierpiała, że zawiodła się na ludziach, będzie potrafiła jeszcze kiedyś komuś zaufać? I czy bandyci odpuszczą?

"Ile człowiek jest w stanie znieść, jak wiele wycierpieć, by nie stracić wiary w ludzi?"

Każdy z nas tracąc bliskich, a zwłaszcza, gdy jest się młodym i jeszcze nie musząc żyć na własny rachunek, boi się związanych ze śmiercią konsekwencji. Trzeba wziąć odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale i niekiedy za młodsze rodzeństwo. Tak było w przypadku Agnieszki.

"Ja po prostu bałam się dojrzałości. Ona mnie przerażała, bo wydawało mi się, że zdziera ze mnie płaszcz niewidzialności, jaki nosiłam u boku rodziców."

Bohaterowie są dobrze i ciekawie wykreowani, z krwi i kości, zróżnicowani, co szczególnie mocno widać w relacji Agnieszki i Jacka. Dorosłość, poczucie odpowiedzialności i obowiązku, jaki spada na tę dwójkę, sprawia że gubią się w tym. Para kłoci się, potem pożąda, następnie podejmuje niespodziewane decyzje. Dodaje to sporo pikanterii powieści. Poza tym autorka nie daje złotej recepty na to, jak poradzić sobie z tak ważnym aspektami naszego życia. To my sami dochodzimy do pewnych wniosków.

Moją wielką sympatię zdobyła Aniela - kobieta pełna życiowej mądrości, która wychowała dwóch synów (w tym dwóch przybranych). Widać jej poświęcenie względem nich, a i ona sama wśród nich ma wielki autorytet. Mimo iż rodzinę dzielą liczne różnice, liczy się dla nich szacunek, dobro, uczciwość i wsparcie.

Dużym atutem powieści jest interesująco nakreślony świat górali, tego jak żyją oraz samego miejsca klimatycznych gór, gdzie czas zupełnie inaczej płynie. To wszystko sprawia, że aż chciałoby się tam przebywać, a nawet zamieszkać.

To książka, która stawia rodzinę na pierwszym miejscu. Miłość, szacunek to wartości nadrzędne, o których często zapominamy, a autorka w umiejętny sposób nam o nich przypomina. Pokazuje, że w pędzie warto zwolnić, zatrzymać się. To powieść z wyraźnie przebijającym się przesłaniem, że aby coś zyskać, najpierw musimy coś stracić oraz tym, że problemy trzeba rozwiązywać wspólnie, nie można pozostawać z nimi samemu. Wydarzenia z przeszłości determinują naszą przyszłość. Od przeszłości nie da się uciec, choćbyśmy nie wiadomo jak się starali, ona wróci. Tylko od nas samych zależy co z tym zrobimy.

Przeważająca większość powieści to rozważania i przemyślenia głównej bohaterki. Dzięki pierwszoosobowej narracji możemy wczuć się w jej położenie. Wraz z nią przeżywamy jej cierpienie, strach, lęki, niepewność, zagubienie, samotność. To świetne studium psychologiczne. To również historia, która budzi nadzieję na lepsze jutro, na spokój.

Anna Kasiuk w "Za zakrętem" kusi wykreowanym światem, w którym dobro miesza się ze złem, gdzie łatwo zapaść się w otchłań strachu, lęków i niepewnej przyszłości czyhającej za zakrętem życia. Na jednym biegunie samotność i nieufność - na drugim siła rodziny i miłość. A Ty - skręcisz czy pojedziesz dalej?

Miałam przyjemność napisania do niniejszej powieści rekomendacji za co dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

pokaż więcej

 
2017-06-12 08:52:21
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017 rok

Poznajemy małżeństwo - Weronikę i Marka. Wszystko układa się im wspaniale, do momentu, kiedy postanawiają zostać rodzicami. Niestety ich starania są bezskuteczne. W wyniku niepowodzeń, stopniowo oddalają się od siebie, zarówno pod względem emocjonalnym, jak i fizycznym. Pewnego wieczoru, Weronika poznaje tajemniczego motocyklistę - Kubę. Jaką rolę w życiu Weroniki odegra mężczyzna? Czy jej... Poznajemy małżeństwo - Weronikę i Marka. Wszystko układa się im wspaniale, do momentu, kiedy postanawiają zostać rodzicami. Niestety ich starania są bezskuteczne. W wyniku niepowodzeń, stopniowo oddalają się od siebie, zarówno pod względem emocjonalnym, jak i fizycznym. Pewnego wieczoru, Weronika poznaje tajemniczego motocyklistę - Kubę. Jaką rolę w życiu Weroniki odegra mężczyzna? Czy jej małżeństwo ma szansę przetrwać? I co z wielkim marzeniem posiadania dziecka?

"- Czasem myślisz, że będąc z kimś połowę swojego życia doskonale zdołałeś go poznać... A tak naprawdę w ogóle go nie znasz. Zaskakuje cię po tylu latach. Nie zawsze pozytywnie..."

Wydawałoby się, że to kolejna banalna opowieść jakich wiele. Nic bardziej mylnego. Opisana historia jest bardzo realna, życiowa, nieprzesłodzona, mądra, z całych wachlarzem emocji. Autorka pokazała, że życie jest nie tylko czarno-białe, ale ma wiele innych barw. Miłość, przyjaźń, fascynacja seksualna, pragnienie dziecka, popełniane błędy, trudne wybory - to wszystko tworzy niezwykle interesującą powieść pod względem fabularnym. Czyta się z wielkim zainteresowaniem. Autorka porusza trudne i bolesne tematy w sposób delikatny, subtelny, a przy tym niezwykle interesujący. Trafia w sedno, wie jak dotrzeć do czytelnika i wydobyć z niego emocje.

Otrzymujemy powieść, z którą może utożsamiać się wiele kobiet. Bo takich Weronik wokół nas jest znacznie więcej. Nawet tacy mężczyźni jak Marek czy Kuba są wśród nas. Wcale nie trzeba tak daleko szukać. Magdalena Witkiewicz doskonale przedstawiła naturę człowieka, jego zachowanie, wybory, myśli. Prawda aż bije po oczach. To spory atut książki. Nie ma tu żadnej sztuczności, naciągania. Sam finał zaś jest dużym zaskoczeniem.

Małżeństwo jest jak zamek z piasku, w każdej chwili może runąć, jeśli nie będziemy odpowiednio dbać o jego fundamenty. Tak łatwo stracić to, co budowaliśmy przez wiele lat. Czy pogoń za marzeniami zawsze jest warta świeczki? Trzeba zastanowić się czy przyniesie to więcej strat czy zysków. Wiadomo, że marzenia są piękne, ale w tym pędzie trzeba pamiętać o tym, co najważniejsze.

"Dzisiaj wiem jedno. Tworzenie wzajemnych relacji to jak budowanie zamku z piasku. Nieustannie trzeba dbać, by nie runął... I by nikt nie wszedł w niego butami. ..Nie można na chwilę spuścić go z oczu. Związek pomiędzy dwojgiem ludzi bywa kruchy. Dokładnie tak jak zamek z piasku. Gdy odwrócisz głowę, zaleje go morska fala. Pozostanie tylko słona woda albo słone łzy."

Bohaterowie są bardzo realni, z krwi i kości, z wadami i zaletami. Z łatwością można się z nimi utożsamić. Trzymamy za nich kciuki, kibicujemy im, przeżywamy wraz z nimi niepowodzenia.

"Zamek z piasku" to ciepła, mądra, wzruszająca powieść, która zmusza do wielu refleksji i wyciągania własnych wniosków. Namawiałabym męską część czytelników do sięgnięcia po tę powieść. Dzięki niej może choć trochę lepiej zrozumieliby co czuje kobieta, która tak bardzo pragnie poczuć drugie bijące serce.

pokaż więcej

 
2017-06-09 16:22:47
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017 rok, Posiadam

Niektórym ludziom wydaje się, że wyjeżdżając, zostawiając za sobą całe dotychczasowe życie, da się zapomnieć o przeszłości. Jednak można to tylko zagłuszyć, oddalić na bliżej nieokreślony czas. W pewnym momencie przeszłość się o nas upomni i trzeba będzie zamknąć ten etap życia. Tak było w przypadku głównej bohaterki "Zaraz wracam".

"Minęło dziesięć lat. W tym okresie miałam różne...
Niektórym ludziom wydaje się, że wyjeżdżając, zostawiając za sobą całe dotychczasowe życie, da się zapomnieć o przeszłości. Jednak można to tylko zagłuszyć, oddalić na bliżej nieokreślony czas. W pewnym momencie przeszłość się o nas upomni i trzeba będzie zamknąć ten etap życia. Tak było w przypadku głównej bohaterki "Zaraz wracam".

"Minęło dziesięć lat. W tym okresie miałam różne znajomości, ale nigdy, przenigdy już nie kochałam. Moje serce było skamieniałe na jakiekolwiek uczucia. Nie umiałam przystosować się do świata, który zabrał mi moje życie."

Marta przed dziesięciu laty w wyniku wypadku straciła męża i dwie córeczki. Po tym tragicznym wydarzeniu wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Teraz wraca do Polski, by w Gdyni objąć stanowisko szefa w korporacji zajmującej się PR-em. Jej powrót w rodzinne strony sprawi, że będzie musiała zmierzyć się z przeszłością i bolesnymi wspomnieniami. Kobietę wesprze przyjaciółka i rodzice. Poza tym w jej życiu pojawi się pewien przystojny mężczyzna... Czy Marta da sobie szansę na szczęście i miłość? Czy przyjmie zmiany, jakie ofiarowuje jej los?

"Śmierć w moim życiu odebrała mi wszystkich, których kochałam, nie chciałabym widywać jej za często. Mogłabym tego po prostu nie udźwignąć."

Jak pogodzić się ze śmiercią? Jak odnaleźć spokój? I jak dalej żyć? Autorka nie podaje gotowych rozwiązań na to, by zaakceptować śmierć. Proces żałoby wymaga czasu, łez, buntu, złości. To dzieje się powoli, ale w końcu przychodzi taki moment, kiedy znów będziemy widzieć jasne strony życia. Dla Marty takim przełomowym wydarzeniem było spotkanie z wokalistą zespołu Golden Life, Adamem Wolskim, którego słowami jednej z piosenek udaje się zburzyć mur, jaki wokół siebie zbudowała.

Autorka wykreowała bohaterów, którzy wydają się prawdziwi. Ujmują swoimi wadami, a ich zalety sprawiają, że jeszcze bardziej ich lubimy. Portret głównej bohaterki jest wyrazisty i wiarygodny. Portret głównej bohaterki jest wyrazisty i wiarygodny. Początkowo wydawała mi się kobietą zimną, wyrachowaną, zgorzkniałą wredną babą, zwyczajnie wkurzała mnie, co za charakterek... Nie okazywała żadnych uczuć, drwiła ze wszystkich, a mężczyzn traktowała jak obiekty swoich spełnień seksualnych. Jednak później przechodzi interesującą metamorfozę.

"Może i ja taka jestem, na zewnątrz twarda sucz, a w środku serce łamie się na milion elementów, które ciężko złożyć. Tyle że mnie ludzie postrzegają jako potwora, nie widzą we mnie człowieczeństwa. Oceniają, choć nic nie wiedzą."

Emocje w tej książce grają pierwsze skrzypce. Wraz z Martą przeżywałam całą jej tragedię i niesprawiedliwość losu. Jej ból był niemal przez mnie namacalny. Stracić trzy ukochane osoby jednego dnia... czegoś takiego nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Czytając tę historię, łzy same cisnęły się do oczu. Z drugiej strony nie zabrakło humoru. I bardzo dobrze, bo gdyby nie on, książka byłaby zbyt smutna.

Anicie Scharmach udało się zaintrygować mnie fabułą, z wielkim zaciekawieniem śledziłam rozwój wypadków. Książka napisana jest przyjemnym w odbiorze językiem. Pierwszoosobowa narracja pozwala na bliższe poznanie bohaterów. Wszystko zgrabnie się łączy, nic nie jest napisane na siłę. Króciusieńkie rozdziały to jest to, co w książkach bardzo lubię. Dzięki nim można odnieść wrażenie, że czyta się jeszcze szybciej. Natomiast wątek z adopcją zwierząt ze schroniska to dodatkowy atut powieści.

"Zaraz wracam" to powieść o żałobie, przebaczeniu, sile przyjaźni, która daje nadzieję, popycha do naprawienia błędów i przypomina, że każdy z nas ma prawo do szczęścia. Polecam!

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
604 604 13336
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (142)

Ulubieni autorzy (108)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (8)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd