Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Michał Stanek 
ZaOkladkiPlotem.pl, Antykwarioosz.pl, odBrazos.blogspot.com
Z zawodu bibliotekarz cyfrowy i webmaster. Prywatnie mol książkowy, żeglarz, turysta, wierszokleta. Amator historii rodzinnego Lublina, kuchni śródziemnomorskiej, kawy z cynamonem i chili, sosu Worcestershire, whisky Ballantines, piwa Perła i lubelskich cebularzy. Miłośnik dojrzałego westernu, czarnego kryminału, literatury amerykańskiej i ambitnych seriali, a także twórczości Josifa Brodskiego. Twórca wyszukiwarki antykwarycznej Antykwarioosz.pl i fanpage'a o powieści i serialu Na południe od Brazos.
Lublin, status: Czytelnik, dodał: 2 książki, ostatnio widziany 2 godziny temu
Teraz czytam
  • Nowe przygody skarpetek (jeszcze bardziej niesamowite)
    Nowe przygody skarpetek (jeszcze bardziej niesamowite)
    Autor:
    Trzynaście nowych opowieści bestsellerowej książki Justyny Bednarek, zilustrowanych przez niezrównanego Daniela de Latour. Postacie stworzone przez Justynę Bednarek pragną odmiany i przygód. Jak poka...
    czytelników: 39 | opinie: 1 | ocena: 8,31 (13 głosów)
  • Poezje wybrane
    Poezje wybrane
    Autor:
    Obszerny wybór wierszy zmarłego przedwcześnie poety stanowi próbę stworzenia kanonu jego najlepszych polskich przekładów. Wstęp tworzą osobiste i przenikliwe „Noty o Brodskim” napisane po śmierci poet...
    czytelników: 1 | opinie: 0 | ocena: 0 (0 głosów)
  • Przekrój nr 3 (3558) lipiec- wrzesień 2017
    Przekrój nr 3 (3558) lipiec- wrzesień 2017
    Autor:
    Nowe i stare opowiadania, okładka Marka Raczkowskiego, kolejna odsłona przygód panny Angst, wywiad rysunkowy z Józefem Wilkoniem, jeszcze ciekawsze wywiady, a także sporo o wakacjach i naturze.
    czytelników: 12 | opinie: 0 | ocena: 0 (0 głosów)
  • Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta
    Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta
    Autor:
    Nowa powieść autora Atlasu Chmur. • Książka Roku wg New York Times • Nagroda 2011 Commonwealth Writers' Prize • Nominacja Man Booker Prize for Fiction 2010 • Best Books of the Year wg Magazynu Time. ...
    czytelników: 1607 | opinie: 85 | ocena: 7,71 (399 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-06-28 14:20:53
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Seria: Poza serią

Kobiety wracają na tarczy

Glendon Swarthout (1918-1992) nie był pisarzem specjalnie przywiązanym do westernu. Znaczną część jego dorobku zajmują powieści związane z traumą wojenną (echo uczestnictwa w II wojnie światowej) i powieści w taki czy inny sposób poświęcone tematyce wchodzenia w dorosłość ("Bless the Beasts and Children"). Ale wśród jego najobficiej nagrodzonych powieści znajdziemy...
Kobiety wracają na tarczy

Glendon Swarthout (1918-1992) nie był pisarzem specjalnie przywiązanym do westernu. Znaczną część jego dorobku zajmują powieści związane z traumą wojenną (echo uczestnictwa w II wojnie światowej) i powieści w taki czy inny sposób poświęcone tematyce wchodzenia w dorosłość ("Bless the Beasts and Children"). Ale wśród jego najobficiej nagrodzonych powieści znajdziemy też kilka poświęconych Pograniczu - m. in. "They Came To Cordura", "The Shootist" (będącą kanwą filmu z ostatnią rolą Johna Wayne'a) i "The Homesman" z 1988 roku. To właśnie "Eskorta".

Swarthout pochylił się nad losem kobiet żon pionierów, zasiedlających w XIX wieku amerykańskie Pogranicze. W pewnym sensie stanowy ponure dopełnienie recenzowanej kiedyś "Drogi na Zachód". W tamtej powieści A. B. Guthrie'go rodziny wyjeżdżały do Oregonu w poszukiwaniu nowego, nie łatwego ale przecież m o ż l i w e g o życia. Dla bohaterek Swarthouta to życie okazało się jednak zbyt okrutne, zbyt trudne, w zbyt dużym stopniu naznaczone walką, cierpieniem, stratą i samotnością. Ogrom nierzadko makabrycznych doświadczeń i trudy życia w półdzikich warunkach spowodowały, że w kilku przypadkach psychika nie wytrzymywała i popadały w obłęd. Te z nich, które miały dość szczęścia, trafiały w ręce ludzi dobrej woli. Oni zaś odwozili je z powrotem na wschód - do pozostałych tam rodziców, kuzynów, czy też do zakonnych ośrodków opieki. Wracały, można rzec - na tarczy.

O jednej z takich wędrówek - fikcyjnej, ale opartej na opisach autentycznych przypadków - opowiada "Eskorta". To cztery nieszczęśniczki, wśród których znajduje się dzieciobójczyni (urodziła kolejną osobę do wyżywienia), kobieta zaatakowana przez wilki, kolejna zmagająca się z obsesją na tle bezpłodności, wreszcie matka trojga dzieci zmarłych niemal jednocześnie na dyfteryt. Jest jeszcze ich tytułowa eskorta. Mary Bee Cuddy, zahartowana w twardym życiu harda stara panna, która podjęła się misji gdyż nie zdobył się na to żaden z zamieszkałych w okolicy mężczyzn. I George Briggs, włóczęga i wyrzutek, wskutek splotu okoliczności zawdzięczający Mary życie. Na nich obojgu bezlitosne życie na Pograniczu również odcisnęły swoje piętno - mocniej niż skłonni byli przyznać. Dlatego też relacje między tą dwójką odbiegają od typowych w takich fabułach schematów, opartych na rozpisanej komediowo zasadzie "kto się czubi, ten się lubi" (przykład pierwszy z brzegu: "Dwa muły dla siostry Sary" z Clintem Eastwoodem i Shirley MacLaine z 1970 r.). Bohaterowie Swarthouta są na to zbyt naznaczeni cierpieniem (własnym i cudzym - nie zapominajmy o celu ich misji), a ich pełne odruchowej szorstkości wymiany ciętych ripost, choć mają pozory przekomarzania się, podszyte są lepiej lub gorzej skrywaną rozpaczą i samotnością.

Ich podróż z przygnębiającym ładunkiem czterech zamkniętych w zakratowanym wozie niepoczytalnych kobiet to kompletna odwrotność pogodnej propagandy American Dream. To wstydliwa i skrywana strona słynnej teorii "Boskiego przeznaczenia" (ang. Manifest Destiny). Hasło to, sformułowane przez redaktora Johna L. O'Sullivana w 1845 roku, mówiło o rzekomo nadanym białym Amerykanom przez samego Boga prawie do kolonizacji całego kontynentu aż po Pacyfik. Western amerykański rzadko zajmował się ludźmi, którzy byli ofiarami na drodze realizacji tego poglądu. Na swój czas całe stulecie czekali Indianie - pierwsze rewizjonistyczne westerny nakręcono w latach 50. XX wieku, a pierwsza poważna książka tego nurtu ("Pochowaj me serce w Wounded Knee" Dee'ego Browna) powstała w 1970 roku. Natomiast los kobiet na Dzikim Zachodzie jest niezbyt rozpoznany i słabo reprezentowany w westernowej beletrystyce. Tak było aż do lat 80. - w tamtym okresie i później poświęcił im uwagę Larry McMurtry ("Na południe od Brazos", "Buffalo Girls"), na nich koncentruje się interesujący film o osadnikach "Meek's Cutoff" (2010), z tego też czasu pochodzi napisana w 1988 roku "Eskorta". Stanowi ona nieodzowne dopełnienie dorobku gatunku, hołd dla tych, których historia podboju Pogranicza, nawet ta rewizjonistyczna, zazwyczaj pomija milczeniem - kobiet, których przerosły okoliczności i które za realizację amerykańskiego snu zapłaciły cenę najwyższą.

pokaż więcej

 
2017-06-28 14:14:05
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Podróże

Julia Hartwig (ur. 1921), urodzona w Lublinie poetka i tłumaczka, przebywała w Stanach Zjednoczonych w latach 1970-1974, uczestnicząc w międzynarodowym programie wymiany pisarzy. W tym okresie wykładała na uniwersytecie w Des Moines w Iowa, następnie w oodziale Uniwersytetu Nowojorskiego w Stony Brook na Long Island, a jeszcze później na dwóch uniwersytetach w Kanadzie. Dziennik obejmuje... Julia Hartwig (ur. 1921), urodzona w Lublinie poetka i tłumaczka, przebywała w Stanach Zjednoczonych w latach 1970-1974, uczestnicząc w międzynarodowym programie wymiany pisarzy. W tym okresie wykładała na uniwersytecie w Des Moines w Iowa, następnie w oodziale Uniwersytetu Nowojorskiego w Stony Brook na Long Island, a jeszcze później na dwóch uniwersytetach w Kanadzie. Dziennik obejmuje głównie okres nowojorski wraz z odwołaniami do czasu spędzonego w Iowa. Ameryka przechodziła właśnie gorzki okres utraty niewinności. Dzieci-kwiaty mocno już przywiędły, wygasała wojna w Wietnamie, nie żyli bracia Kennedy i doktor King, a Nixon w wyniku afery Watergate właśnie żegnał się z urzędem.

Autorka "Dziennika" z założenia operuje swoim własnym, indywidualnym doświadczeniem Ameryki. Koncentruje się na rzeczywistości fizycznie ją otaczającej. Dlatego punktem wyjścia chyba każdego bez wyjątku fragmentu jest wydarzenie, osoba lub zjawisko z codziennego życia rodziny poetki. Z tych klocków, mniejszych i większych, układa się podszyta zadumą obserwacja codziennego życia Ameryki - dość zamożnego miasteczka, campusu, nowojorskiej metropolii, z retrospekcjami ze stosunkowo prowincjonalnego Des Moines w rolniczym Iowa. Niektóre to krótkie "błyski", jak je nazywa Hartwig, inne - rozrastają się w felietony i eseje godne samoistnej publikacji. I tak na przykład zwięzłe portrety komiwojażera albo listonosza stają się sprężyną refleksji nad miejscem przedstawicieli tych charakterystycznych zawodów w w społeczeństwie i kulturze Ameryki (choćby słynna sztuka Arthura Millera "Śmierć komiwojażera", listonosz jako figura posłańca itp.). Zwykłe, codzienne "How are you?" prowokuje do refleksji nad typowo purytańską dyscypliną wewnętrzną, wpajaną z pokolenia na pokolenie od czasów pionierów, bo to właśnie z jej powodu nikt nie oczekuje na to pytanie poważnej odpowiedzi. Fascynujący jest esej, sprowokowany - a jakże - przypadkową rozmową, a poświęcony Emily Dickinson, wielkiej pustelniczce poezji amerykańskiej. Pełen empatii i delikatności i wyczuwalnego poczucia zrozumienia poetki przez drugą poetkę. Hartwig z upodobaniem kolekcjonuje drobiazgi - epizody codziennego życia zwłaszcza, anegdoty, w których na równych prawach pojawiają się John Dillinger i ogrodnik sąsiadów, Norman Mailer ("wciąż jeszcze chodzi w glorii zbuntowanego, nie pogodzonego ze światem kombatanta drugiej wojny światowej, choć należy dziś do świetnie sytuowanych pisarzy establishmentu" i feministki ze stowarzyszenia Women's Lib ("Co tu mówić, kiedy wyszłam z tej uroczystości na ulicę, miałam ochotę uścisnąć pierwszego napotkanego mężczyznę"). Pośród spraw większych - jak formalne i nieformalne hierarchie uniwersyteckie, czy niedostatki amerykańskiego systemu edukacji - nie umykają jej też te mniejsze, jak msza gospel w Harlemie, poranne rozwożenie gazet. Nadbrzeżne ptactwo o świcie nad oceanem. Świąteczna gorączka w NY - zjawisko, dzięki niezliczonym filmom, wręcz ikoniczne. Przy czym autorka zachowuje postawę pełnego empatii obserwatora, niezwykle uważnego i niebywale wrażliwego na niuanse. Nie stroniącego przy tym od łagodnej ironii.

Charakterystyczne, że im więcej Julia Hartwig widzi, tym dalsza jest od jednoznacznych ocen. Przeciwnie - wiele akapitów sprawia wrażenie bardziej zawieszonych niż zakończonych pointą; jakby autorka zapatrzyła się w okno, zamyśliła, a następny akapit jest już o czymś innym - nowa myśl, nowa obserwacja, zapewne pisana w innych okolicznościach (dziennik nie zawiera żadnych dat). Miarą wielkiej klasy i empatii jest też podejście do opisanego w książce studenta z Południa, Allena. Student ten przez pewien czas przyjaźnił się z rodziną poetki, korzystał z ich pomocy, natomiast rozstał się z nimi w sposób niebywale przykry i celowo krzywdzący, jawnie okrutny. Mimo to został opisany z zachowaniem tego samego podejścia, z próbą zrozumienia przyczyn jego zachowania. Z żalem, ale bez potępienia. Ba - nawet otrzymał później od Hartwigów referencje na kolejny uniwersytet - "był przecież studentem wyjątkowo utalentowanym". Co za klasa!

Refleksje lubelskiej poetki są interesujące nie tylko jako szereg migawek z USA pierwszej połowy lat 70. XX wieku. Trafnie uchwyciła niektóre istotne cechy i zjawiska, jakie zdominują życie tego kraju przez następne dziesięciolecia, a poprzez import tamtej cywilizacji stają się aktualne dziś także dla nas, odległych o pół globu i niemal pół wieku. To, co poetka pisze o brakach w wykształceniu młodych Amerykanów, albo o rozszerzającej się dopiero wówczas pladze otyłości - bez większych poprawek można odnieść do obecnej Polski. Robi to dość niesamowite wrażenie.

Jednym z ważniejszych fragmentów "Dziennika" jest obszerna, emocjonalna panorama Manhattanu, począwszy od zaskakującego portretu Times Square - któż by przypuszczał, że w latach 70. było to centrum życia bogatego półświatka, a kolejne ekipy włodarzy miasta obowiązkowo obiecywały zrobienie na Times Square porządku? Charakterystyka poszczególnych głównych alei metropolii - przede wszystkim majestatycznej Piątej, pocztówkowej Pierwszej i przesiąkniętej europejskim klimatem Drugiej Wschodniej, czy też znanej z serialu "Mad Men" Madison Avenue - to mistrzostwo świata. W ujęciu Hartwig ulice te ożywają, naprawdę mają charakter, budzą emocje, sentymenty, zachwyt, czasem dystans i sprzeciw. 30 lat później podobnie emocjonalnie opisze Manhattan inna Polka - Magdalena Rittenhouse. Podobieństwo jest oczywiste, przy czym oprócz faktu, że u Hartwig Manhattan stanowi tylko fragment, nie da się ukryć, że - nic nie ujmując młodszej autorce - w przypadku poetki z Lublina mamy do czynienia z osobą wielkiej wrażliwości i kultury; erudytką poruszającą się z lekkością między nowojorskimi butikami a paryskimi muzeami na tej samej stronie, a operującą piórem z delikatnością i precyzją, która przywodzi na myśl zwiewność i finezję pajęczych splotów. I nie ma na nią celniejszego określenia, niż użyte przez Czesława Miłosza - osoba wykwintna. Jej książka to - wybaczcie banał - podróż w niezwykłym towarzystwie kogoś, z kim nie chce się rozstawać i kogo nie chce się przestać słuchać.

pokaż więcej

 
2017-06-28 14:04:45
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

ŻAGLE STAW!

Cykl O'Briana to nie żadne tam przygodowe bajanie. O jego wartości stanowi studium życia na morzu, relacji pokładowych, rutyny dalekich kursów, harówki przy żaglach i żmudnych ćwiczeń w strzelaniu do celu. Jest krew i sól morska, sztormy, pasaty i okresy dobijającej flauty - po prostu marynarski los we wszystkich swoich, nie zawsze spektakularnych, przejawach. O'Brian zdaje się...
ŻAGLE STAW!

Cykl O'Briana to nie żadne tam przygodowe bajanie. O jego wartości stanowi studium życia na morzu, relacji pokładowych, rutyny dalekich kursów, harówki przy żaglach i żmudnych ćwiczeń w strzelaniu do celu. Jest krew i sól morska, sztormy, pasaty i okresy dobijającej flauty - po prostu marynarski los we wszystkich swoich, nie zawsze spektakularnych, przejawach. O'Brian zdaje się znać je do najdrobniejszej drzazgi z dolnego pokładu - który zresztą zapełnia ciekawie zróżnicowaną załogą (mój absolutny faworyt to wiecznie zrzędzący steward Killick). Oczywiście nie brak jest spektakularnych bitew, gwałtownych abordaży, kapitalnie odmalowanych pojedynków na salwy burtowe, dramatycznych akcji czy całych kampanii morskich. Miejscami bywa przy tym bardzo brutalnie - na przykład kula armatnia urwie sternikowi głowę, a odłamek wypatroszy kapitański oczodół. O'Brian tworzy całą panoramę epoki wojen napoleońskich oczami oficera Royal Navy. Łącznie ze stosunkami we flocie i sztabie, jak również ze sferą życia osobistego, która jako żywo przypomina powieści Jane Austen (skądinąd właśnie ją uważał O'Brian za za największe pióro w literaturze brytyjskiej).

Podziw budzi także pieczołowite osadzenie fikcji w historii - niemal wszystkie okręty Jacka Aubreya to autentyczne jednostki, a spora część przypisanych mu akcji miała rzeczywiście miejsce. Kampania opisywana w tym tomie została przez O'Briana odtworzona w najdrobniejszych szczegółach na podstawie historycznych dokumentów, takich jak dzienniki pokładowe i księgi rozkazów. Wrażenie autentyzmu jest naprawdę ogromne.

(Cały tekst: www.zaokladkiplotem.pl)

pokaż więcej

 
2017-06-26 10:02:13
Wypowiedział się w dyskusji: Wznowienia książek

Wiersze ostatnie Wiersze ostatnie Josifa Brodskiego - od lat męczę Znak o ten tom, rozmawiałem nawet osobiście z Jerzym Illgiem - niestety bez skutku.

więcej...
 
2017-06-24 22:03:42
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
 
2017-06-24 22:03:09
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam, Posiadam
 
2017-06-24 20:43:17
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2017-06-24 19:57:28
Wypowiedział się w dyskusji: Wznowienia książek

Na południe od Brazos będzie jesienią w Vesperze. Patronem medialnym jest mój blog Za Okładki Płotem. Warto obserwować na FB, będę informował tam na bieżąco. O raju, od 20 lat czekam na to wydanie.

więcej...
 
2017-06-23 14:13:30
Wypowiedział się w dyskusji: Zgłoszenia błędów w książkach i autorach

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/62165/na-poludnie-od-brazos-tom-1
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/218008/na-poludnie-od-brazos-tom-2

To są dwa tomy jednej powieści, podzielonej w polskim wydaniu wyłączne ze względów wydawniczych (rozmiar). Można je połączyć w jedną pozycję?

więcej...
 
2017-06-23 10:43:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Jesień Komanczów

Dalszy ciąg powieści "Tańczący z Wilkami" powstał 11 lat po premierze jej słynnej ekranizacji. Ten sam okres czasu dzieli obie fabuły, z czego prosty wniosek, że w Świętym szlaku mamy rok 1874. To właściwie ostatnie chwile istnienia wolnych Komanczów. W powieści znajdziemy więc zarówno słynną drugą bitwę pod Adobe Walls, jak i następującą po niej wojnę nad Rzeką Czerwoną,...
Jesień Komanczów

Dalszy ciąg powieści "Tańczący z Wilkami" powstał 11 lat po premierze jej słynnej ekranizacji. Ten sam okres czasu dzieli obie fabuły, z czego prosty wniosek, że w Świętym szlaku mamy rok 1874. To właściwie ostatnie chwile istnienia wolnych Komanczów. W powieści znajdziemy więc zarówno słynną drugą bitwę pod Adobe Walls, jak i następującą po niej wojnę nad Rzeką Czerwoną, której kulminacją była tragiczna w przebiegu i skutkach bitwa w kanionie Palo Duro. W tym czasie miała też miejsce wizyta wodzów kilku plemion indiańskich (m.in. Komanczów, Czejenów i Arapahów) w Waszyngtonie, u prezydenta Ulissesa Granta. Wszystkie te wydarzenia znalazły swoje miejsce w powieści, choć są udziałem postaci fikcyjnych.

Jedną z nich jest rzecz jasna były porucznik kawalerii John Dunbar, obecnie Tańczący z Wilkami, choć tym razem nie znajduje się on w centrum uwagi. Jego perypetie (porwanie żony wraz z córką córką i ich poszukiwanie) stanowią luźne przetworzenie losów Cynthii Ann Parker - podobnie jak to miało miejsce w poprzednim tomie. Ale pisarza bardziej interesuje zagłada plemienia, więc koncentruje się na relacjach między przywódcami indiańskimi: wojowniczym Wiatrem we Włosach, powściągliwym Wierzgającym Ptakiem i sędziwym Dziesięć Niedźwiedzi. Więcej przestrzeni dostaje także młody mistrz koni Dużo Uśmiechów. Wraz z całym ludem stoją oni w obliczu sił, których nie są w stanie okiełznać, a ich zrozumienie - niewiele pomoże. Zapis emocjonalny tego momentu poprzedzającego tragiczny i chyba nieuchronny koniec potęgi Komanczów stanowi najmocniejszy aspekt powieści. O ile z talentem opisane są refleksje Dziesięciu Niedźwiedzi i Wierzgającego Ptaka, to niestety autor nie pokusił się o zniuansowanie białych Amerykanów. O ile jeszcze dobre chęci ma pastor Lawrie Tatum, to już generał Ranald Mackenzie jest postacią beznadziejnie jednowymiarową. A szkoda, bo akurat ten żołnierz zasługiwał na większą uwagę. Co prawda to on był pogromcą Komanczów, ale też właśnie z nim przyjaźnił się później przez wiele lat po swojej kapitulacji wielki wódz Quanah Parker. Gdyby Mackenzie był taki jak maluje go autor Świętego Szlaku byłoby to niemożliwe. Podobnym okrutnikiem jest generał William Sherman. Cóż, wynalazca taktyki spalonej ziemi nie był z pewnością łagodnego usposobienia, ale u Blake'a jest własną karykaturą.

Największe zastrzeżenia mam jednak do amnezji Tańczącego z Wilkami. Nie jestem w stanie uwierzyć, że przez 11 lat dorosły, bystry człowiek, oficer, jest w stanie zapomnieć języka i niemal wszelkiej wiedzy o swojej dawnej kulturze. Nie kupuję tego, a tym bardziej faktu, że żadnemu z Indian nie przyjdzie do głowy wykorzystać "białego Indianina" jako źródło wiedzy, czy choćby tłumacza. On sam zaś zachowuje się, jakby białych porzucił we wczesnym dzieciństwie, a nie w kwiecie wieku (porucznik kawalerii musiał mieć w 1863 roku, gdy porzucił białych, przynajmniej 24-25 lat!). A Dunbar zachowuje się, jakby nic o swojej dawnej rasie nie wiedział. Odbieram to niestety jako duży błąd pisarski.

Ogółem jednak książka broni się nienajgorszą rekonstrukcją kilku epizodów z historii walk z Komanczami i sugestywnym, przygnębiającym - zupełnie innym niż Tańczącym... - klimatem. Dlatego taką samą jak w przypadku poprzednika ocenę wystawiam tym razem bez podpierania się sentymentem wobec filmu.

pokaż więcej

 
2017-06-23 10:35:44
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Aksamitne zderzenie kultur

Filmowa fabuła powszechnie znanej ekranizacji stanowi dość wierne odzwierciedlenie tego, co można znaleźć w powieści. Koncentruje się więc na postaci porucznika Johna J. Dunbara i jego kontaktów z Indianami podczas pełnienia służby na dalekiej - i de facto opuszczonej - placówce wojskowej wiosną i latem 1863 roku. Młody porucznik ulega stopniowo coraz większej...
Aksamitne zderzenie kultur

Filmowa fabuła powszechnie znanej ekranizacji stanowi dość wierne odzwierciedlenie tego, co można znaleźć w powieści. Koncentruje się więc na postaci porucznika Johna J. Dunbara i jego kontaktów z Indianami podczas pełnienia służby na dalekiej - i de facto opuszczonej - placówce wojskowej wiosną i latem 1863 roku. Młody porucznik ulega stopniowo coraz większej fascynacji dzikim ludem, aż po przełomowym polowaniu na bizony zostaje przyjęty do ich grona. Spotyka tam białą kobietę, jako dziecko porwaną z rodzinnej farmy przez inne plemię Indian. Będzie ona jego tłumaczką w zacieśniających się kontaktach z plemieniem.

Na szczęście powieść nie stanowi jedynie suchego przepisania scenariusza, jak to czasami wychodzi przy podobnych próbach. Introspekcje, dotyczące zresztą nie tylko głównego bohatera, dopowiadają to, co w filmie pozostawało w sferze domysłu. Zapewniają przez to lepszy wgląd w proces wzajemnego przełamywania nieufności i zaspokajanie zwykłej ciekawości. Ponadto w przypadku Dunbara poznajemy, obszerniejsze niż w filmie, fragmenty prowadzonego przezeń dziennika.

Warto za to nadmienić, że wątek porwanej za młodu białej kobiety wzorowany jest jawnie na historii Cynthii Ann Parker, o której wspominałem już kiedyś w innym tekście. Biała branka, podobnie jak jej powieściowa odpowiedniczka, poślubiła Komancza i spędziła wśród Indian większość swojego dorosłego życia, zostając ponadto - i tu podobieństwa się kończą - matką słynnego wodza Quanaha. U Blake'a biała squaw imieniem Podniesiona Pięść zostaje bezdzietną młodą wdową i w takim stanie spotyka Johna Dunbara, któremu na polecenie wodza Kopiącego Ptaka służy za przewodniczkę po świecie Indian. Skądinąd w filmie Costnera w miejsce powieściowych Komanczów mamy plemię Siuxów.

Ta reżyserska zmiana, oraz łatwość jej przeprowadzenia bez głębszej ingerencji w fabułę, zwraca uwagę na jedną zasadniczą słabość "Tańczącego z Wilkami". Otóż jego fabuła, odarta z zapierających dech zdjęć Deana Semlera i bajecznie pięknej muzyki Johna Barry'ego, obnaża swoje zasadnicze wady. Jedną z nich jest powierzchowność w przedstawieniu kultury Indian. Łatwość przeniesienia opowieści z kręgu równinnych Komanczów w krąg Siuoxów wynika z braku głębszego wniknięcia w specyfikę kultury tego konkretnego plemienia. Wszystko, co dowiadujemy się o indiańskich obyczajach to zbiór ogólników, z których najkonkretniejszy to jedzenie świeżutkiej wątroby bizona. Natomiast nie dowiadujemy się niemal nic o niebywałych zdolnościach Komanczów choćby w ujeżdżaniu i hodowli koni, z czego przecież słynęli na pół kontynentu. Podobnie jak z okrucieństwa. Zaś u Blake'a są to szlachetni wojownicy, niczym Apacze u Karola Maya. Ich długa i dramatyczna historia sprowadzona jest do jednej sceny wspomnień sędziwego wodza Dziesięć Niedźwiedzi, w dodatku napisanej tak, jakby wojna o Komanczerię z białymi nie trwała już od kilku dziesięcioleci. Przeciwnie - Indianie Blake'a zachowują się, jakby białego człowieka dotąd nie spotkali, w co - biorąc pod uwagę, że mamy lata 60. XIX wieku - nie sposób uwierzyć. Natomiast refleksje tych bardziej rozgarniętych Indian, jak również całość przedstawienia życia plemienia, nie wykracza poza portret zbiorowy w duchu romantycznym, sentymentalnym, niczym obrazy Frederica Remingtona. A szkoda, bo te wszystkie płaszczyzny zderzenia kultur dawały szansę na dzieło dużo głębsze i mniej gładkie, mniej jednoznaczne.

Wątek miłosny również jest skrojony w sposób zachowawczy. Prawdziwą transgresją Dunbara byłby związek z autentyczną Indianką, natomiast Blake serwuje nam bezpiecznie związek dwojga białych rezydentów. Co prawda dzięki takiej konfiguracji Podniesiona Pięść staje się pomostem między białym kochankiem a indiańską społecznością, ale też przedstawienie procesu nauki Dunbara razi powierzchownością, bo jak uwierzyć w naukę języka, kiedy w całej powieści nie pada nawet jedno indiańskie słowo; jak uwierzyć w przenikanie kultur, skoro o indiańskiej nie dowiadujemy się niemal nic poza tym, że jest zachwycająco harmonijna z przyrodą?

W tej sytuacji pytania o ocierającą się o plagiat wtórność fabularną wobec filmów "Run of the Arrow" Samuela Fullera i "Człowiek zwany Koniem" Elliota Silversteina mogłby być odebrane jako kopanie leżącego.

Zasługą Michaela Blake'a jest jednak stworzenie opowieści, która wydobyła z niebytu martwy gatunek filmowy - western. Niewątpliwie opisane wyżej sentymentalizm i powierzchowność fabuły dołożyły się do tego sukcesu "in plus", a nie - wbrew mojemu utyskiwaniu - "in minus". Z kolei Kevin Costnera idealnie ubrał romantyczną historię w olśniewającą warstwę audiowizualną, co przeniosło się na wielki sukces, a wobec niego powyższe wątpliwości tracą na znaczeniu. Prawda czasu przegrała z prawdą ekranu - nie pierwszy i nie ostatni raz.

Daję 6 gwiazdek, w tym jedną z sentymentu do filmu.

Inne moje recenzje: www.zaokladkiplotem.pl

pokaż więcej

 
2017-06-23 10:08:54
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam, Posiadam
 
2017-06-23 10:07:14
Dodał do serwisu książkę: Poezje wybrane
 
2017-06-23 10:00:13
Został fanem autora: Josif Brodski
 
2017-06-20 19:44:01
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
Moja biblioteczka
345 30 158
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (0)
Lista jest pusta
Ulubieni autorzy (1)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd