Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

GRU. Radziecki wywiad wojskowy

Tłumaczenie: Jarosław Kotarski
Wydawnictwo: Rebis
6,99 (330 ocen i 22 opinie) Zobacz oceny
10
9
9
27
8
60
7
138
6
57
5
33
4
5
3
0
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Inside Soviet Military Intelligence
data wydania
ISBN
978-83-7510-572-8
liczba stron
212
słowa kluczowe
wywiad, komunizm, GRU, ZSRR
kategoria
historia
język
polski
dodał
Łukasz Kuć

Dopóki w 1978 r. autor tej książki, oficer GRU, nie uciekł do Wielkiej Brytanii, na Zachodzie o radzieckim wywiadzie wojskowym wiedziano tyle co nic. Suworow musiał przekazać oficerom MI5 niemal wszystkie podstawowe wiadomości: o strukturze GRU i jej siatek wywiadowczych, werbunku i metodach zdobywania informacji, łączności z agentami, sposobach przesyłania zdobyczy do ZSRR, a także często...

Dopóki w 1978 r. autor tej książki, oficer GRU, nie uciekł do Wielkiej Brytanii, na Zachodzie o radzieckim wywiadzie wojskowym wiedziano tyle co nic. Suworow musiał przekazać oficerom MI5 niemal wszystkie podstawowe wiadomości: o strukturze GRU i jej siatek wywiadowczych, werbunku i metodach zdobywania informacji, łączności z agentami, sposobach przesyłania zdobyczy do ZSRR, a także często nieznanych na Zachodzie dokonaniach tej służby. Tak powstała ta książka - barwna, dowcipna, anegdotyczna, a zarazem jeżąca włos na karku, zwłaszcza gdy pomyśleć, że GRU po ćwierćwieczu od jej wydania najwyraźniej rozkwita.

 

źródło opisu: Rebis, 2010

źródło okładki: zdjęcie autorskie

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 229
Grzegorz | 2014-12-19
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 19 grudnia 2014

Suworow... Kontrowersyjna postać, na pewno z dużym dystansem podchodzę do niego (i jego tez) jako historyka, zwłaszcza kiedy pisze o wydarzeniach roku 1941. To nie jest tak, że moim zdaniem całkowicie się myli czy coś podobnego. Ciężko jednak brać na poważnie opracowania pisane bez podparcia źródłami, zwłaszcza archiwaliami, dlatego sporą część jego teorii traktuje jako ciekawostki, wymagające mimo wszystko udowodnienia.

Ale zarówno słynne Akwarium, jak i GRU... to nieco inna bajka. O ile ta pierwsza pozycja to fikcja literacka bazująca (wg Autora, ile w tym prawdy on sam już wie) na biografii samego Władimira Rezuna (bo tak się w rzeczywistości Suworow ma nazywać), to GRU. Radziecki wywiad wojskowy według legendy ma być przerobioną wersją podręcznika dla brytyjskich służb specjalnych. Ciężko traktować ją jako naukowe opracowanie (chociaż ma niejako taką formę), nie są to do końca wspomnienia. Najbliższym prawdy jest stwierdzenie, iż jest to źródło o charakterze memuarystycznym. Źródło moim zdaniem bardzo wartościowe i na pewno szalenie interesujące.

Nie jest to pozycja dla wszystkich. To rzecz dla pasjonatów, osób szczerze zainteresowanych mechanizmami działania sił zbrojnych, a zwłaszcza służb specjalnych. Spotkałem się z wieloma negatywnymi opiniami o GRU... A, że to nudne, a że to podręcznik jakiś niemal, a że to za dużo szczegółów, nazw, terminów, schematów etc. Jak już wspomniałem, GRU... pierwotnie miało być skierowane dla brytyjskiego wywiadu (?) i stąd taka, a nie inna forma. To nie jest literatura sensacyjna, to nie jest nawet literatura popularnonaukowa. Ja jestem zachwycony i książkę wręcz wchłonąłem. Ale to kwestia zainteresowań i tego, czego się szuka. Akwarium stanowiło przystawkę, narobiło apetytu na tematykę, GRU... to danie główne, podające odpowiedzi na mnóstwo pytań, które zdążyły się w mojej głowie narodzić.

Dochodząc do sedna - książka ta to arcyciekawa rzecz. Z jednej strony bardzo spodobał mi się opis wewnętrznej struktury GRU, z wyjaśnieniem kompetencji poszczególnych organów wchodzących w skład organizacji. Wiedza Autora musi być ogromna i jeśli to wszystko prawda, dobrze poznał strukturę organizacji. Głowię się, na ile to co przedstawił jest wiarygodne, gdyż wchodzi nierzadko naprawdę w szczegóły. Zdziwiony wieloma rozwiązaniami zastosowanymi w elitarnym sowieckim wywiadzie, czy to organizacyjnymi, czy to odnośnie szkolenia, czy procedur - bywałem wielokrotnie. Tematykę w pewnym stopniu znam, nie jestem do końca laikiem, więc tym bardziej byłem wręcz zafascynowany czytając, jak pewne rzeczy wymyślili i rozwiązali Sowieci, mistrzowie wywiadowczego fachu. Najbardziej zaskoczyła mnie informacja, iż wywiad agenturalny prowadzony był również na szczeblu armii i grupy armii (wywiad operacyjny), a tamtejsze wydziały drugie stanowiły swoiste "GRU w miniaturze" jak to ładnie określił pan Suworow.

Nie mniej wartościowe od moich ulubionych kwestii organizacyjnych są opisy procedur działania w terenie, jak i zasad ogólnych, którymi się kierowano w pracy oficera operacyjnego. Czytając, myślałem że nie nadążę z przewracaniem kartek. Jest to świetna pozycja dla wszystkich, którzy chcą dowiedzieć się o co chodzi w fachu "szpiega". Co stanowi sedno ich pracy? Jak przeprowadza się werbunek? Czym różni się agent od oficera operacyjnego? Jakie są zadania tych drugich? Kim są "nielegałowie"? Jakie są proporcje w składzie kolonii dyplomatycznych między "czystymi" dyplomatami, a oficerami GRU i KGB? Jak wygląda rywalizacja między tymi dwiema ostatnimi organizacjami? Zresztą moim zdaniem da się odczuć, iż Suworow jako człowiek pochodzący z elitarnego GRU, ma ironiczny stosunek do KGB.

Miejscami można się przerazić. Pomijając wszechobecne kary śmierci z błahego powodu, dla mnie osobiście poruszający był opis przygotowania do służby "nielegała", a więc oficera operacyjnego działającego poza ramami wszelkich rezydentur, nielegalnie, w oparciu o starannie wymyśloną "legendę". Z jednej strony rozmach, a także staranność, pilność i przywiązanie do szczegółów w przygotowaniu i włączeniu do działań w terenie takiego "szpiona" może imponować. Lata mozolnego, indywidualnego szkolenia dla danego delikwenta i zazwyczaj również jego żony, potem powolny "transport" do kraju docelowego - poprzez wiele innych państw. Podróż "nielegała" potrafiła trwać, aby uwiarygodnić jego legendę, od kilku miesięcy do kilku lat. Mieszkał i pracował w kolejnych krajach, zanim znalazł się w tym właściwym. Tam z kolei, pracował nad tym aby się "zalegalizować", wyrobić dokumenty, stworzyć sobie historię zatrudnienia. Po okresie próbnym wracał do Moskwy i kończył szkolenie (znów nawet kilka lat!), zdawał egzamin (w obecności bodajże I zastępcy szefa GRU, a więc sam czubek świecznika) i znów był "transportowany" na miejsce. Dzieci, jeśli je posiadał, zostawały zakładnikami, żona zaś pracująca z nim w zespole i szkolona zazwyczaj jako radiotelegrafistka szpiegowała męża w obawie o swoje dzieci, donosząc centrali o wszystkim co wydawało się jej w zachowaniu małżonka podejrzane. W ten sposób gwarantowano sobie, iż dany "nielegalny" nie zdradzi i nie ucieknie do kraju, w którym przebywa. Rozmach i środki doprawdy robią wrażenie. Skala takich przedsięwzięć jest jednak tak naprawdę przerażająca, jeśli się nad tym dobrze zastanowić.

Już podczas lektury Akwarium (a chyba zwłaszcza podczas niej) naszła mnie myśl, co pcha ludzi do służby w wywiadzie. A zwłaszcza takim jak GRU? Co pchało tych wszystkich oficerów operacyjnych do ostrej, katorżniczej pracy 24 na dobę 7 dni w tygodniu, po której nie było podziękowań, nie było chwały, nie było pieniędzy (których i tak nie byłoby jak wydać), była za to wieczna groźba likwidacji z błahej przyczyny lub i bez niej? Czemu ludzie przystępowali do wywiadu, a zwłaszcza do Zarządu II, wiedząc iż nie ma stamtąd powrotu (Autor porównał wywiad do mafii, nie da się stamtąd wyjść inaczej niż w worku), że to tak naprawdę koniec normalnego życia? Gdybym spotkał Witię Suworowa twarzą w twarz, chętnie bym się go o to zapytał. W Akwarium pisał, iż do GRU nie biorą z przymusu. Ciekawe na ile to prawda, ale jeśli jednak, to jakie były motywy jego i jakie są i były motywy tysięcy innych żołnierzy którzy zdecydowali się dołączyć do Akwarium? Satysfakcja? Wrodzone predyspozycje? Adrenalina? Ambicja? Chęć wykazania się? Potrzeba znaczenia czegoś? Może daleko posunięte wariactwo? To chyba dobre pytanie...

Podobać się mogą pewne anegdotki i miejscami humorystyczny język Autora. Ryczałem ze śmiechu podczas przezabawnego opisu pozyskania od pewnego amerykańskiego majora jądrowego pocisku artyleryjskiego. Puenta tej historii jest naprawdę dobra. Pewne uwagi i spostrzeżenia Autora również mogą się podobać ze względu na swój cięty charakter. Szczególnie utkwiły mi w pamięci uwagi na temat sympatyków komunizmu z krajów zachodnich. Sowieccy oficerowie operacyjni ani im nie ufali, ani ich nie rozumieli. No bo jak żyjąc w kraju, gdzie można kupić wszystko, do którego ci sami oficerowie najchętniej by uciekli, popierać tak porąbany ustrój jak komunizm? "Wywiadowcy" podczas werbunków takich ludzi łapali się za głowę. Jak stwierdza Suworow woleli już (i większość werbunków takich ludzi dotyczyła) ludzi początkowo niechętnych do współpracy. Prosowieckie organizacje w krajach zachodnich to nieco inna sprawa, sam Suworow wyraża się o nich mocno pogardliwie i o braku szacunku dla takich organizacji w samym GRU również wspomina. Smaczków takich jest całkiem sporo.

GRU. Radziecki wywiad wojskowy to książka wybitnie wciągająca dla zainteresowanych tematyką. Nie jest to wiarygodne naukowe opracowanie, nie są to czyste wspomnienia. To raczej źródło narracyjne w formie tego pierwszego (uporządkowanego opracowana), napisane miejscami językiem technicznym, fachowym, a miejscami w sposób nieco luźniejszy, z wplecionymi anegdotami, bądź humorystycznymi i nierzadko ciętymi jak brzytwa przemyśleniami Autora. Jak już pisałem, nie jest to pozycja skierowana do wszystkich, a wręcz przeciwnie - chyba niewielkie grono będzie w stanie ją docenić. Wiąże się to po prostu z indywidualnymi zainteresowaniami i znajomością tematyki, wielu GRU... może wydać się zwyczajnie nudna i nie ma czemu się dziwić. W żadnym wypadku nie jest to sensacja ani beletrystyka w ogóle.

Niemniej polecam. Tematyka fascynująca, choć niewątpliwie włos się na głowie jeży momentami. Jednak dobrze że nie żyjemy w czasie Zimnej Wojny, a zwłaszcza w tak "ciekawym" kraju jak ZSRR. A od tajnych służb lepiej trzymać się z daleka, książka ta tylko utwierdziła mnie w tym przekonaniu.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Miasto cierni. Największy obóz dla uchodźców

"Państwo w państwie" Somalia... Pierwsze skojarzenie: "Helikopter w ogniu" Ridleya Scotta (2001), "Kapitan Phillips" P...

zgłoś błąd zgłoś błąd