Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Sto dni

Tłumaczenie: Maria Skalska
Seria: Proza obca [Ha!art]
Wydawnictwo: Ha!art
6,74 (27 ocen i 6 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
4
8
4
7
7
6
5
5
4
4
1
3
0
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Hundert Tage
data wydania
ISBN
9788361407034
liczba stron
237
język
polski

Opowieść o stu dniach ludobójstwa w Rwandzie widzianych z punktu widzenia Europejczyka, pracownika organizacji humanitarnej. Akcja powieści dzieje się w kwietniu 1994 roku, kiedy na ulicach Kigali szaleje tłum. Totalitarny reżim w obliczu utraty władzy organizuje masakrę ludu Tutsi. Główny bohater, David, zostaje w mieście i przez okres wojny domowej ukrywa się w swoim domu. Myśli o fiasku...

Opowieść o stu dniach ludobójstwa w Rwandzie widzianych z punktu widzenia Europejczyka, pracownika organizacji humanitarnej.
Akcja powieści dzieje się w kwietniu 1994 roku, kiedy na ulicach Kigali szaleje tłum. Totalitarny reżim w obliczu utraty władzy organizuje masakrę ludu Tutsi. Główny bohater, David, zostaje w mieście i przez okres wojny domowej ukrywa się w swoim domu. Myśli o fiasku politycznego projektu, o Afryce i o ukochanej kobiecie, którą poznał w ogarniętym wojną kraju.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 894
ultramaryna | 2010-10-24
Na półkach: Przeczytane, Posiadane
Przeczytana: 18 października 2010

Rwanda – malutki, górzysty kraj w środkowo-wschodniej Afryce. Od zawsze społeczeństwo dzieliło się tu na Tutsi (pasterzy) i Hutu (rolników). Tutsi będący w zdecydowanej mniejszości przez długi czas byli klasą rządzącą. Aż do osiągnięcia przez Rwandę niepodległości w 1962, kiedy to Hutu wygrali w wyborach. Między dwoma plemionami narastały od dawien dawna konflikty, co dało swój pełny upust w 1994 roku. W ciągu zaledwie stu dni Hutu zabili ponad 800 000 Tutsi.

Nie bez przesady Rwanda została nazwana Szwajcarią Afryki. Bo wszystko działa tu jak w zegarku, także mechanizm zabijania. Witajcie w piekle. Prawdziwe piekło musi być dobrze zorganizowane.

Szwajcar David Hohl pracuje w stolicy Rwandy w organizacji humanitarnej. Wikła się tam w romans z Rwandyjką imieniem Agathe. Gdy rozpoczyna się rzeź Tutsi, David jako jedyny Europejczyk zostaje w Kigali. Udaje mu się przeżyć i obserwuje z bliska masakrę. Jest samotny, a widząc ogrom cierpienia sam cierpi i rozmyśla.

Trzeba było wiele talentu, żeby napisać powieść, która uniesie ciężar tej historii i powie czystą prawdę o wydarzeniach w Rwandzie. Bez koloryzacji, zbytniego patosu, oskarżania jednej lub drugiej strony. Bärfussowi się udaje. Wiemy, że to tylko powieść, że historia Davida jest jedynie fikcją osadzoną na tle tragicznych wydarzeń. I mimo to wierzymy w niemal każde słowo. A jest to naprawdę wielka sztuka, którą autorowi udało się osiągnąć dzięki dokładnemu, spokojnemu opisowi sytuacji, oddającemu równocześnie ogrom dramatu. Bärfuss wprowadza czytelników w sytuację w Rwandzie, szczegółowo przedstawia zróżnicowanie etniczne tego kraju, dogłębnie opisuje podłoże konfliktu. Dzięki temu książka zdaje się być momentami dobrym reportażem, a historia Davida jedynie ciekawym dodatkiem do opisu ludobójstwa i poprzedzających je wydarzeń. Ale jest to stwierdzenie mylące, bo przecież dobrze poznajemy losy i wszystkie uczucia Davida, bo wgłębiamy się w ważny dla fabuły wątek miłosny. A do tego autor ustami głównego bohatera zadaje wiele pytań, które mogą gryźć sumienie Europejczyka.

Bo w końcu, czy my też nie powinniśmy się czuć winni tragedii w Rwandzie? Europejczycy jako kolonizatorzy wprowadzili sztywny podział na Tutsi i Hutu (wcześniej była to granica płynna, każdy mógł „awansować”), co zburzyło odwieczne prawa i wywołało nienawiść Hutu do wyżej postawionych Tutsi. Przed ludobójstwem istniało w Rwandzie wiele europejskich organizacji, mających na celu pomoc w budowie kraju. A gdy zaczął się zbiorowy mord, wszyscy uciekli, wynieśli się do bezpiecznej Europy. ONZ nie potrafiło nic zdziałać, nie mogło powstrzymać rzezi. Kto jest naprawdę winny? Czy można kogokolwiek oskarżać?

Tak więc „Sto dni” jest też powieścią o winie. O tej ogromnej, której czasem sobie nie uświadamiamy, ale też o poczuciu winy za sprawy błahe. Piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami – wspaniałomyślne intencje mogą nic nie znaczyć, mogą nawet zgubić. Gdzie kończy się pomoc, a rozpoczyna zwyczajne wtykanie nosa w nie swoje sprawy?

„Sto dni” to książka odważna, niepokojąca i prawdziwa. Bärfuss nie boi się stawiania trudnych pytań i kłujących czytelnika tez. Ludobójstwo w Rwandzie jest ukazane obiektywnie, z dokładnością i szczerością, a równocześnie staje się pretekstem do refleksji. Po prostu – naprawdę dobra, wartościowa literatura.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Młyn do mumii

Wątek kryminalny jest potraktowany marginalnie. Co jakiś czas trochę popchnięty, bez specjalnego zaangażowania. Autor za to skupia się na iście baroko...

zgłoś błąd zgłoś błąd