Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Juliet, naga

Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Wydawnictwo: Nowa Proza
5,97 (251 ocen i 21 opinii) Zobacz oceny
10
3
9
10
8
19
7
55
6
78
5
54
4
17
3
9
2
2
1
4
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Juliet, naked
data wydania
ISBN
978-83-7534-096-9
liczba stron
336
słowa kluczowe
literatura angielska
język
polski
dodała
Ag2S

Kolejna powieść międzynarodowej sławy pisarza, autora m.in. „Był sobie chłopiec”, na podstawie której powstał film z Hugh Grantem, nominowany do Oscara. Nick Hornby wraca do korzeni - czyli muzyki i poplątanych relacji międzyludzkich - w zabawnej i wzruszającej nowej powieści, z zadumą i współczuciem spoglądając na życie, które zawsze można zmarnować - ale zawsze też można odkupić. Powieść...

Kolejna powieść międzynarodowej sławy pisarza, autora m.in. „Był sobie chłopiec”, na podstawie której powstał film z Hugh Grantem, nominowany do Oscara.
Nick Hornby wraca do korzeni - czyli muzyki i poplątanych relacji międzyludzkich - w zabawnej i wzruszającej nowej powieści, z zadumą i współczuciem spoglądając na życie, które zawsze można zmarnować - ale zawsze też można odkupić.
Powieść opowiada o parze 30 latków, którzy zdali sobie właśnie sprawę, że wspólne zainteresowania muzyczne to zbyt mało by ich związek mógł trwać nadal...

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 3200
Joanna Gołaszewska | 2010-09-12
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 12 września 2010

Nick Hornby w tej książce porusza tyle dylematów, że nie wiem, od czego zacząć.
W maleńkim miasteczku na wschodnim wybrzeżu Anglii mieszka para ludzi w średnim wieku. Mają oboje po ok. 40 lat i nie są małżeństwem, co okaże się dalej znaczące. Mieszkają razem już 15 lat i nagle Annie dochodzi do wniosku, ze niezbyt lubi Duncana, swego życiowego partnera. Może "nagle" nie jest tu dobrym słowem. Ona sobie stopniowo to uświadamia. Zaczyna odczytywać różne emocje, jakie wzbudza w niej Duncan swoim zachowaniem, mówieniem. Nie budzi jej entuzjazmu.
Annie uświadamia sobie, że on zaczyna ją irytować. Podstawą do podobnych rozważań jest jego uwielbienie, obsesja na punkcie pewnego muzyka, który od 20 lat niczego nowego nie nagrał. Duncan wraz z grupą fanów na stronie internetowej poświęconej Crowe'owi analizują teksty piosenek, wklejają zdjęcia, rozmawiają, ich życie kręci się wokół twórczości i życia Tuckera Crowe. Annie stopniowo przestaje to rozumieć, przestaje wyrozumiale akceptować obsesję Duncana, który to zjawisko nazywa hobby i pasja. Ta bezkrytyczność zostaje ukoronowana ślepym zachwytem nad płytą "Juliet, naga" - to nieobrobiony materiał do płyty "Juliet", która przyniosła sławę muzykowi. "Juliet, naga" ukazuje się niespodziewanie na małym rynku fanów Crowe'a dzięki jakiemuś staremu znajomemu muzyka, który to znajomy znajduje ją w swojej kolekcji i za zgodą autora wydaje. Duncan oczywiście płacze ze szczęścia i pisze recenzję.

Annie się denerwuje i pisze swoją recenzję tej płyty w odpowiedzi na rozbuchaną i nadmiernie entuzjastyczną opinię Duncana i też publikuje ją na tej stronie. Czy uwierzycie, że musiała najpierw uzyskać jego zgodę? Przecież to on jest nadwornym specjalistą w dziedzinie, więc jak ona może w ogóle wypowiadać się na temat czegoś, na czym się nie zna?
I to moje pierwsze pytanie - kto dał prawo wszelkiej maści "profesjonalistom", krytykom, recenzentom do tego, że tylko oni mogą coś oceniać? Czy trzeba się znać na muzyce, by wiedzieć, że podoba nam się ona albo nie? Tu muszę dopisać, że myślałam o literaturze, gdy czytałam tę książkę. Odniesienia widziałam podobne.
Rozśmieszyło mnie zwłaszcza stwierdzenie pewnych dwóch mężczyzn, którzy oceniali jakąś muzykę po tym, czy jest ona popularna czy nie.

"_Tylko że muzyka Tamli jest zbyt sławna, rozumiecie? - powiedział Gav.
-Jak to, zbyt sławna?
-Nie jest wystarczająco niszowa. A to musi być niszowe.
(...)jeśli kawałek dotarł do szerokiej publiczności, to po drodze z pewnością stracił swoją wartość."


Urocze, prawda? Czy nie odnosicie wrażenia, że podobny snobizm ma miejsce wśród wielbicieli literatury? Jeśli książka znalazła się gdzieś na szczycie listy bestsellerów, to straciła po drodze swoją wartość. Wartościowe jest tylko to, co ja odkryłem, jest tylko moje; niemożliwe, żebym był taki sam jak tłumy, nie może mi się podobać to samo, co milionom innych ludzi, jakże to tak? Komercja to coś uwłaczającego, żeby tylko mój autor nie zawitał na te listy (modlą się ci od wysokiej literatury) - ja czasami odnoszę wrażenie, że tak się dzieje. Gdy tylko ktoś zyskuje popularność, czyli trafia do milionów, od razu podnosi się tyle samo głosów krytyki. Wtedy dopiero trzeba się wykazać indywidualnością, odrębnością, wyrobieniem (oczywiście innym niż to ogólne) i pokazać, że jest się ponad przeciętność i koniecznie trzeba znaleźć co najmniej 5 wad danego utworu (można więcej).

Ale nie to jest głównym tematem książki - rozpisałam się na temat tego, co obserwuję od jakiegoś czasu.
Tak naprawdę Hornby chyba pisze o przemijaniu, rozliczaniu się z dokonaniami życiowymi, o tym, co zrobiliśmy ze swoim życiem.
Ten ostatni a przecież najważniejszy temat powieści tylko zasygnalizuję, bo dla mnie nie jest on tak istotny jak popularność w sztuce. Chociaż wiekiem pasuję do bohaterów, to jednak nie uważam, że już powinnam zacząć jakieś podsumowania czy rozliczania ze sobą. Spokojnie, na to przyjdzie czas. Annie żyła w związku z człowiekiem, którego zwyczajnie nie kochała i pewnie stąd to pragnienie zmiany w życiu, póki jeszcze nie jest za późno. Każdy w książkach znajduje to, co go dotyka najbardziej. Więc mnie jeszcze nie dotyka przemijanie, ale zagadnienie popularności w muzyce i literaturze owszem.
Powieść przeczytałam z ogromną przyjemnością, nie jest jakimś zagmatwanym traktatem, a mimo to skłania do przemyśleń. Dlatego dałam jej 5. Bo co prawda wcześniejsze powieści Hornby'ego podobały mi się bardziej, ale ta jest całkiem dobra. Porusza też sprawę ojcostwa, ingerencji w prywatność. Myślę, że każdy w niej znajdzie coś dla siebie.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Mechaniczne pająki

Lubię steampunk, lubię pająki, nawet w wydaniu YA. Jestem w stanie dużo wytrzymać dla obu tych przyjemności ale niestety z przykrością zawiadamiam ż...

zgłoś błąd zgłoś błąd