Podpalaczka

Tłumaczenie: Krzysztof Sokołowski
Seria: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
6,84 (3244 ocen i 181 opinii) Zobacz oceny
10
156
9
255
8
532
7
1 082
6
675
5
386
4
67
3
77
2
8
1
6
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Firestarter
data wydania
ISBN
9788376483481
liczba stron
460
język
polski
dodała
Lue

Andy McGee, zachęcony możliwością szybkiego zarobienia dwustu dolarów, decyduje się uczestniczyć w ryzykownym eksperymencie. Zastrzyk testowanego specyfiku o nazwie Lot Sześć, rzekomo łagodnego środka halucynogennego, powoduje osobliwe zmiany w jego psychice. Wkrótce przekonuje się, że siłą woli potrafi zmusić innych do określonych zachowań. Jego żona Vicky (także poddana eksperymentowi)...

Andy McGee, zachęcony możliwością szybkiego zarobienia dwustu dolarów, decyduje się uczestniczyć w ryzykownym eksperymencie. Zastrzyk testowanego specyfiku o nazwie Lot Sześć, rzekomo łagodnego środka halucynogennego, powoduje osobliwe zmiany w jego psychice. Wkrótce przekonuje się, że siłą woli potrafi zmusić innych do określonych zachowań. Jego żona Vicky (także poddana eksperymentowi) odkrywa w sobie zdolności telepatii i telekinezy, a ich córeczka Charlie potrafi rozniecać ogień na odległość. Osobami o tak niezwykłych umiejętnościach interesują się agenci z Wydziału Wywiadu Naukowego. Ich bezwzględne metody działania sprawiają, że życie szczęśliwej rodziny zmienia się w koszmar.

 

źródło opisu: Prószyński i S-ka, 2010

źródło okładki: http://www.proszynski.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1415
Ksychopata | 2015-09-21
Przeczytana: 16 września 2015

Klucze do wyobraźni czytelnika..., złote klucze...!!!
Niewielu je ma...,
Większość ma nie właściwe
A któż ma ten najlepszy, o najczystszych proprcjach szczerego złota?
Czy jest ktoś taki?
Czytelnik jest jak zamek, a słowa pisarza są kluczem. Każdy klucz pasuje do określonych zamków. Nie ma takiego, który pasowałby do wszystkich. Musi pasować do siebie kształtem, każda zapatka, załamanie musi być idealnie wyprofiliowane..., by go otworzyć.

Na pewno każdy z nas jako dzieciak bawił się ogniem..., najczęściej do ręki wpadały zapałki. Okiełznać płomień, to było wyzwanie.
No dobra, może przesadziłem, nie każdy miał takie szalone pomysły, ale spora część na pewno....:)
Kiedyś, będąc jeszcze gówniarzem często patrzyłem na świeczkę, na ten mały płomień, który tlił się na jej wierzchu..., ten ognisty, płynny taniec potrafił zahipnotyzować, skupić myśli tylko na nim..., do dziś pamiętam te chwile:)
Czasem próbował przerwać ten taniec, przecinając go palcem. Przyznam, że czasem było gorąco. Najlepszy był szybki, płynny ruch..., pewnego rodzaju magia

Podobne emocje towarzyszyły mi przy ognisku. Gdy w gronie znajomych, z kiełbaskami nadzianymi na ostro zaostrzone kije, spotykaliśmy przy różnego rodzaju okazjach.
Zawsze wpatrywałem się w to jak ogień opływał i przytulał się do drewna, pożerał go z każdą upływającą chwilą. Przy świeczce nie czuło się tego ciepła, przy ognisku to gorące powietrze, w pewnych momentach aż odpychało, zabierało dech...
Ten taniec płomieni, te niezwykłe ruchy..., coś w nich jest, przyciągają uwagę...
Od zawsze, w pewnych chwilach pojawiały mi się w myślach pewne wyobrażenia, ból...
Jedno malutkie oparzenie zapałką, zapalniczką czy gorącą wodą, a ile bólu potrafi przynieść, a co dopiero może czuć, ktoś kto umiera w płomieniach. Ciężko sobie wyobrazić taki ból.

Kiedyś jako gówniarz, bawiąc się zapałkami podpaliłem szopę. W tej swojej głupocie, pełen nawiności, ogarnięty bezmyślną ciekawością, chciałem zobaczyć, co się stanie ze słomą, w jaki sposób będzie się palić. W swych zapędach nie byłem, aż tak hardcorowy, by celowo mieć w zamiarze podpalenie szopy. Ja nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego co tak naprawdę robię. Miałem chyba nie więcej jak 10 lat.
Ta szopa była napakowana tą słomą. Najgorsze było to, że pomiędzy szopą, po jednej stronie była komórka z rowerami, a po drugiej dom babci. Jakby to się zajęło, to byłoby nieciekawie. Lecz na szczęście zanim tak na dobre ogień zaczął się rozprzestrzeniać, najpierw zrobiło się mnóstwo dymu. Wystraszony pobiegłem od razu do domu. Zaalarmowałem wszystkich. Rodzice wyskoczyli z domu, babcia ze swojego, wielka akcja gaszenia skończyła się sukcesem. Tak na dobra sprawę ogień, chyba się nawet nie pojawił. Lecz miałem nauczkę na całe życie, przestroga jakich mało, no chyba największe lanie, spośród wszystkich. Ten dzień, ten moment, tamten letni wieczór pamiętam, tak jakby to było wczoraj. Więcej do głowy takie pomysły mi nie przyszły.

W pewnym momencie doszło do pewnego rodzaju oczekiwania. Z każdym kolejnym rozdziałem, im bardziej podążałem za akcją, czekałem na wielki wybuch. Tak jakby moment uśpienia, gdy podpala się wiązkę prochu, połączoną z ogromną ilością dynamitu. Obserwujemy co się dzieje, jak gra ognistych iskier podpalonego prochu zmierza wprost w objęcie dynamitu..., a co później się dzieje, to tylko kwestia naszej wyobraźni...
Taka właśnie jest ta książka. Od samego początku jest akcja. King pokazuje nam bohaterów od najciekawszej strony, a później usypia nas, spowalniając na chwilę akcje. Biegnące po stronach słowa są jak ten proch
Norbi kiedyś śpiewał, że "Kobiety są gorące". To idealnie pasowałoby do głównej bohaterki i jej ognistej natury. Sama w sobie miała miotacz ognia. Wystarczyła siła jej umysłu. Moim zdaniem swoją osobowością skierowała praktycznie całą uwagę na siebie. Jej ojciec, choć także ciekawy, w porównaniu z Charlie wypada blado. Jak na siedmio, ośmiolatkę zachowywała się nad wyraz dojrzale. Nie wiem czy tak małe dzieciaki mogą charakteryzować, aż taką przenikliwością czy inteligencją, ale wątpić w to, aż tak bardzo chyba nie należy.
W drugim tle ciekawa była postać tego wielkiego Indianina, z wielką szramą na połowie twarzy. Był on moim zdaniem znacznie ciekawszy niż ojciec. Znowu zaniżam znaczenie w powieści roli tego ojca, ale to jest nic osobistego. Tak to oceniam. Ogólnie każda postać w "Podpalaczce" miała swój jakiś udział. Jedna większy, druga mniejszy. Do postaci w tej książce King przyłożył się wyjątkowo dobrze.

Kolega *** Degamisz*** w swej recenzji zwrócił uwagę na samo zakończenie. Jakby King zostawił sobie furtkę na ciąg dalszy tej historii. Swoją drogą, ciekawe jak potoczyły się jej dalsze losy. Gdy skończyłem tę "Podpalaczkę" myślałem o tym. Jak pokazuje recenzja kolegi z LC, nie byłem w tej myślach samotny...

Ciekawi mnie jeszcze jedna kwestia....
Siła naszego umysłu...
Jak wielkie ma możliwości?
Co byśmy byli w stanie zrobić, gdybyś potrafili korzystać z jego możliwości, w o wiele większym stopniu?
Bo korzystam zaledwie z 10%...
Strasznie mnie to ciekawi...

"Podpalaczka" dołącza do grona najlepszych w mojej liście...!!!
...długiej liście:)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.

Opinie czytelników


O książce:
Żmijowisko

To moja pierwsze spotkanie z panem Wojciechem i podejrzewam, że nie ostatnie. Książka to istny rollercoaster i trzeba naprawdę uważnie czytać, żeby si...

zgłoś błąd zgłoś błąd