Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Inwazja

Wydawnictwo: W.A.B.
5,94 (241 ocen i 94 opinie) Zobacz oceny
10
13
9
14
8
27
7
53
6
56
5
21
4
14
3
19
2
10
1
14
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788328044234
liczba stron
500
język
polski
dodała
AMisz

Inwazja to epicka opowieść, w której – zgodnie z wielką tradycją gatunku – zwykli ludzie zostają wrzuceni w tryby historii. Tylko tym razem historia rozgrywa się tu i teraz, w czasach supermarketów i telefonów komórkowych. W czasach, które już na zawsze miały pozostać spokojne. Trwa inwazja. Wojska rosyjskie wchodzą na terytorium Polski, a Roman, Danuta i Michał zostają zmuszeni do całkowitej...

Inwazja to epicka opowieść, w której – zgodnie z wielką tradycją gatunku – zwykli ludzie zostają wrzuceni w tryby historii. Tylko tym razem historia rozgrywa się tu i teraz, w czasach supermarketów i telefonów komórkowych. W czasach, które już na zawsze miały pozostać spokojne.

Trwa inwazja. Wojska rosyjskie wchodzą na terytorium Polski, a Roman, Danuta i Michał zostają zmuszeni do całkowitej zmiany swojego dotychczasowego życia. Roman wrócił do służby i dowodzi oddziałem w nierównej walce z Rosjanami, Danuta dojrzewa do buntu przeciw ojcu, który prowadzi ciemne interesy, a Michał postanawia uciekać z rodziną ze zniszczonego miasta, zajętego przez Rosjan.
Autor, wykorzystując swoje doświadczenie scenarzysty, znakomicie łączy elementy sensacyjne, militarne, romansowe i futurologiczne. Opowieść wiernie odwzorowująca współczesność, z pełnokrwistymi bohaterami, z plastycznymi scenami bitewnymi i sylwetkami przedstawicieli wielkich mocarstw, pobudza wyobraźnię czytelnika, uderzając w najbardziej ukryte pokłady emocji. Inwazja niepokoi, czasem zmusza do śmiechu przez łzy, budzi lęk i bez wątpienia zachęca do myślenia. Doskonałe dialogi i wartka akcja sprawiają, że Wojtek Miłoszewski to nowa gwiazda literatury sensacyjnej!

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 613
Konrad | 2017-06-18
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2017
Przeczytana: 14 czerwca 2017

Pałac Kultury i Nauki leży w gruzach. Katowice, podobnie jak reszta Polski – w ruinie. Fale uchodźców płynące nitkami metra, wędrujące po drogach i autostradach. Gotowy scenariusz na film katastroficzny, tym razem wreszcie w Polsce? W pewnym sensie, z jednym zastrzeżeniem. To książkowy debiut Wojtka Miłoszewskiego, czyli Inwazja.

Rok 2017. Polskie władze dokonują czynu ich zdaniem chwalebnego, jednak w opinii Rosjan stanowiącego casus belli: ekshumacja i próba odesłania na Wschód resztek sowieckich żołnierzy, rzekomo wyzwalających Europę z faszystowskiego jarzma. Wojska rosyjskie, po blitzkriegu na Ukrainie, dokonują inwazji na Polskę. Przyznaję, że pierwsze strony brzmią niezwykle apetycznie: „Ten odcinek granicy między Polską a dawną Ukrainą przebiegał w bieszczadzkich lasach. Linię graniczną oznaczały wbite w ziemię kamienie, tak zwane monolity. (…) - Czołem chłopaki! - wydarł się szeregowy Gawriłow. - Na wasze słupki też przyjdzie czas! Najlepiej będzie, jak sami je usuniecie! Mniej roboty dla nas! (…) - Zapraszamy! Tylko onuce sobie wypierz, bo smród taki, że nawet z tej odległości oczy szczypią!”. Wszystko to przy znanym już z przeszłości milczeniu krajów zachodnich – których armie jak zwykle nie zamierzają umierać za Gdańsk – oraz całkowicie niesprawnym instytucjom powstrzymującym tego typu incydenty: Unii Europejskiej oraz NATO. Nie chciałbym przyczepiać się do wiedzy geopolitycznej autora – wydaje mi się, że w tej powieści trochę mniej chodziło o prawdopodobieństwo, a bardziej o czystą rozrywkę.

Historia Inwazji dzieje się na kilku płaszczyznach. Rozpad Polski jaką dobrze znamy obserwujemy z perspektywy przede wszystkim zwyczajnych ludzi: Michała, jego żony Barbary i ich dwójki dzieci; Henryka Wojnarowicza i jego córki, Doroty; wojskowego Romana Gurskiego i jego jednostki. Po drodze pojawiają się kanclerz Merkel, prezydent Hollande, Władimir Putin, Andrzej Duda, Jarosław Kaczyński (zwany dla niepotrzebnej niepoznaki prezesem), Antoni Macierewicz, Donald Trump, czyli wszyscy ci, których znamy ze zdjęć w gazetach i migawek w telewizji czy internecie.

Fabularnie Inwazja to: po pierwsze, political fiction, czyli opowieść z cyklu „co by było, gdyby”, rozgrywająca się jednak nie w historii, a współcześnie. Po drugie, powieść sensacyjno-przygodowa. Czyta się Inwazję bardzo dobrze – pomimo licznych niewypełnionych luk w historii (konia z rzędem temu, kto bez większych kłopotów ogarnie wątek Zenona, Henryka, Danuty i Kafara, mi się to nie udało). Książka jest najlepsza w tych momentach, kiedy czytelnik obserwuje toczącą się wojnę wraz z „prostymi ludźmi”, czyli głównie z Michałem i Basią. Ich rozterki – zjeść czy nie zjeść, obrabować opuszczony supermarket czy nie, ich przeszkody – walka z najgorszymi, najniższymi instynktami innych uchodźców, czy wreszcie sama kreacja postaci – właśnie na takich, jakimi my sami jesteśmy, z całym bagażem tego faktu; wszystkie te składniki sprawiają, że narracja o nich udała się Miłoszewskiemu najbardziej.

Najgorzej natomiast wypadają fragmenty z wielkimi tego świata, czyli politykami, możnymi, tymi, którzy decydują o tym co mamy jeść, czytać i myśleć. Zacznę od tych najbliższych, czyli Polaków. Cóż, tutaj Wojtek Miłoszewski się nie popisał. Jest nieudolny prezydent, który potrafi wyłącznie czytać z kartki; jest chłopcem na posyłki wielkiego prezesa, trzymającego w rękach stery polskiej polityki zewnętrznej i wewnętrznej. Każdy bez najmniejszego trudu rozpozna w nich Andrzeja Dudę, Jarosława Kaczyńskiego czy Antoniego Macierewicza. Wyłączając na potrzeby recenzji poglądy polityczne i oceniając obiektywnie – Wojtek Miłoszewski ograł temat tych osób w sposób wręcz prostacki, bazując na najbardziej ogranych stereotypach. Rozumiem, że można nie pałać miłością do rządu PiS (sam nie należę do gorących zwolenników), ale autor mógł jednak trochę bardziej przyłożyć się do swojej pracy, a nie bezceremonialnie ściągać z Ucha prezesa. Podobnie wygląda sprawa z Angelą Merkel i zarządcami Zachodu. Merkel, kontemplująca skarpetki Putina: „Założę się, że jego skarpetki są więcej warte niż mój kostium z amerykańskiej sieciówki, pomyślała siedząca naprzeciwko prezydenta Rosji Angela Merkel, taksując wzrokiem strój Putina”. Donald Trump jako wieśniak i idiota, który marzy jedynie o szybkiej imprezie na mieście (naprawdę, szczerze polecam obejrzenie jednego odcinka House of Cards – da się wykreować postać, której nie lubimy, bez robienia z niej kretyna). Kiepsko, jak na political fiction. Paradoksalnie, najpoważniejszą postacią faktyczną w książce jest Władimir Putin: rozsądny, chociaż z odchyłami furiackimi, ale budzący szacunek; tego człowieka trzeba się bać.

O ile konstrukcja bohaterów, szczególnie tych rzeczywistych, nie do końca udała się autorowi, tak jedno trzeba uczciwie przyznać – świetnie zbudował klimat. Widokówki z płonącej (po raz już który w historii?) Warszawy, zaorane po raz pierwszy w literaturze Katowice, obrazy zdegenerowania wojną, ujawniania się najniższych instynktów. Wiele z tych wątków ma charakter czysto fantastyczny – jak kanibal napadający na Michała na stacji benzynowej – inne jednak zasługują na uwagę, mówiąc nam mnóstwo o nas samych. Szczególnie odznaczają się tu machinacje Henryka Wojnarowicza (cała jego historia została przez Miłoszewskiego skopana, jednak znajdzie się kilka ciekawszych, mniejszych opowieści) – jego chciwość, podłość, wyjątkowo liche dorobkiewiczostwo. Gdyby żył w okupowanej Warszawie, byłby szmalcownikiem. Najgorszego sortu. Klimat, niektóre postacie i wątki wykreowane w naprawdę ciekawy i przykuwający do lektury na dłużej sposób – trzeba to Miłoszewskiemu policzyć zdecydowanie na plus.

Mam jednak wrażenie – przy całej dobrej woli dla debiutu książkowego – że czegoś w tej powieści zabrakło. Może ciekawszych postaci znanych z faktycznego świata? Na pewno. Mam też wrażenie, że książka kończy się za szybko, przeskakując pomiędzy poszczególnymi wątkami w sposób nieco porwany. A i powieściowe „zbiegi okoliczności” są odrobinę przesadzone, ale to można darować. Może to kwestia wyeksploatowanego do granic okrucieństwa, pełniącego rolę eye-catchera?

Jedno jest pewne – Inwazja eksploruje nasze najgłębsze strachy dotyczące wojny, szczególnie tej, którą mogą nam przynieść Rosjanie. Powieść oddaje głos tym, dla których wojna faktycznie nigdy się nie zmienia i zawsze pozostaje tym samym bagnem, czyli prostych, zwyczajnych ludzi, wyrwanych nagle ze swojego świata, przyzwyczajeń, codzienności, rzuconych na nieludzką ziemię, gdzie największym przeciwnikiem jest – niestety – drugi człowiek.
Pomimo wad, które można jednak wybaczyć debiutantowi, kupuję tę powieść i czekam na więcej pomysłów Wojtka Miłoszewskiego.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Hummusy i pasty

Jeszcze kilka lat temu dieta wegańska jawiła się wszystkim jako egzotyczny sposób żywienia. Nie było książek kulinarnych skierowanych do wegan, wegańs...

zgłoś błąd zgłoś błąd