Rekin i baran. Życie w cieniu islandzkich wulkanów

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
6,86 (244 ocen i 59 opinii) Zobacz oceny
10
22
9
38
8
44
7
55
6
35
5
21
4
4
3
6
2
6
1
13
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788234764308
liczba stron
320
kategoria
literatura faktu
język
polski

Czy słyszeliście o uwielbieniu Islandczyków dla festiwalu Eurowizji i basenów na świeżym powietrzu, zbieractwa i robótek na drutach, zaklętych miejsc oraz zwariowanych upodobań kulinarnych? Czy chcecie dowiedzieć się, dlaczego dawniej islandzcy rybacy wkładali do butów pazury czapli, do drzwi nie należało pukać więcej niż trzy razy, a własnej kołdry trzeba było pilnować jak oka w głowie? I...

Czy słyszeliście o uwielbieniu Islandczyków dla festiwalu Eurowizji i basenów na świeżym powietrzu, zbieractwa i robótek na drutach, zaklętych miejsc oraz zwariowanych upodobań kulinarnych?

Czy chcecie dowiedzieć się, dlaczego dawniej islandzcy rybacy wkładali do butów pazury czapli, do drzwi nie należało pukać więcej niż trzy razy, a własnej kołdry trzeba było pilnować jak oka w głowie? I czemu brzemienne kobiety nie powinny zerkać na zorzę oraz co sprawia, że islandzkie łąki kuszą aromatem ginu?

Ta książka to wyjątkowy przewodnik po „islandzkiej duszy” i zarazem porywająca opowieść o życiu na pięknej i niebywale wietrznej wyspie w cieniu stu trzydziestu wulkanów. Jedyna rzecz, której się z niej nie dowiecie, to dlaczego owce uwielbiają stać na środku drogi – to jedna z niezgłębionych, irracjonalnych owczych tajemnic…

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 28
klucha | 2017-05-31
Na półkach: Przeczytane

Fragment przewodnika National Geographic "Islandia" autorstwa Andrew Evansa, wyd. rok 2008 (str. 222):
Niecodziennie się zdarza, by ściek przemysłowy stał się niezwykle popularną międzynarodową atrakcją turystyczną.

Fragment książki "Rekin i baran", wyd. rok 2017 (str. 169):
Niecodziennie bowiem zdarza się, aby w wyniku cudownego pomieszania materii zwykły ściek przemysłowy zyskał status międzynarodowej atrakcji turystycznej.

Ach, te szatańskie wersety! Bez komentarza :)

Edit:
A jednak będzie z komentarzem.

"ISLANDIA", Andrew Evans, str. 49:
W domach woda płynąca z kranu ma dwie wersje – jest lodowcowo zimna lub wulkanicznie gorąca.
"REKIN I BARAN", str. 163:
W islandzkich kranach woda występuje w dwóch spowinowaconych wersjach: albo zjawia się impulsywnie i zgodnie ze swą wulkanicznie gorącą naturą, albo wyłania się lodowcowo zimna.

"ISLANDIA", Andrew Evans, str. 307:
Pod względem geologicznym Fiordy Zachodnie stanowią najstarszą część Islandii. (...) Na powierzchni rozciąga się jeden z najmłodszych krajobrazów w kraju – lód zniknął stąd zaledwie kilka tysięcy lat temu.
"REKIN I BARAN", str. 288:
Fiordy Zachodnie (...) pod względem geologicznym stanowią najstarszą część Islandii. Chociaż mają dość leciwą proweniencję, to w gruncie rzeczy rozciąga się tu jeden z najmłodszych krajobrazów na wyspie. Lód zniknął z powierzchni tej ziemi dopiero kilka tysięcy lat temu.

I tak dalej, i tak dalej... Szkoda, że autorka, która tak obficie czerpie z dorobku Andrew Evansa (z pewnością za jego zgodą :), nie umieściła jego książki w spisie publikacji źródłowych.

Edit 2:
Ojojoj, jak fajnie! Znajduję kolejne kwiatki. Mam ich już całą furę, tu z braku miejsca tylko te najzabawniejsze (ale wszystkie są zabawne, wierzcie mi :)

artykuł Pauliny Dudek (wcześniejszy)
http://podroze.gazeta.pl/podroze/1,114158,15452911,U_nas_newsem_byl_stan_wojenny__a_u_nich___ze_zabraklo.html


W latach siedemdziesiątych, gdy Prince Polo było u szczytu popularności, statystyczny Islandczyk zjadał co roku mniej więcej kilogram polskich wafelków.

Rekin i baran, "książka Marty Biernat" (cudzysłów użyty z rozmysłem), str. 208:

W latach siedemdziesiątych, gdy Prins Póló sięgnęło śmiało szczytu popularności, statystyczny Islandczyk podgryzał z lubością ponad kilka kilogramów wafelków rocznie.

Dalej, ten sam artykuł Pauliny Dudek:

Gdy w 1981 roku w Polsce rozpoczął się stan wojenny, a w 1982 roku na Islandii nagle wyczerpały się zapasy Prince Polo, wiadomość ta (o braku Prince Polo, nie o stanie wojennym) trafiła na pierwsze strony islandzkich gazet.

"Rekin i Baran":

Gdy w 1981 roku w Polsce został wprowadzony stan wojenny, a w 1982 roku na Islandii nieoczekiwanie wyczerpały się zapasy Póló, wiadomość dotycząca sytuacji w Polsce oraz ta zupełnie druzgocąca - o deficycie wafli - trafiła na czołówki islandzkich gazet.

Paulina Dudek:

Prince Polo weszło nawet do islandzkiej kultury, tej średniej i całkiem wysokiej: pojawia się kilkukrotnie w książce jedynego islandzkiego pisarza noblisty, Halldóra Laxnessa (na przykład wtedy, gdy główny bohater powieści "Kristnihald undir Jökli" witany jest słowami: "Zaraz zostanie podana kawa. I Prince Polo, rzecz jasna")

"Rekin i baran":

Wafelek wskoczył też nad wyraz sprawnie na salony islandzkiej kultury, nie tylko średniej, lecz także całkiem wysokiej. (...) pojawia się kilkakrotnie w dorobku jedynego islandzkiego noblisty, (...) Halldóra Laxnessa, gdzie padają zdania zapowiadające podanie kawy, a prócz niej nieodmiennie Prins Póló, rzecz jasna klasycznego.

JAK MOŻNA TAK KRAŚĆ????? Jest tego dużo dużo więcej. Własnością pani Biernat są w "jej" książce chyba tylko malarskie przymiotniki :))

Edit kolejny:
No i znowu Andrew Evans ("Islandia", przewodnik National Geographic).
Str. 64:
Bezpieczniej jest zelżyć matkę Islandczyka, niż nazwać kucem dosiadane przez niego zwierzę.
"Rekin i baran", str. 261:
(...) lepiej prosto w oczy zelżyć czyjąś rodzinę, niż obrazić dosiadane przez Islandczyka zwierzę.

Evans, str. 262:
Istnieje 15 klubów (jeden na wyspę), a ich członkowie odtwarzają liczący setki lat rytuał łapania maskonurów w sieci i zbierania jaj za pomocą sznurkowych drabin oraz długich lin.
(...) w Heimaey znajduje się siedziba oficjalnego Patrolu Małych Maskonurów.
Pod koniec okresu rozrodczego (w połowie sierpnia) kilkaset tysięcy małych maskonurów wędruje od klifów do morza.
Zdezorientowane miejskimi światłami zwierzątka zamiast na brzeg oceanu wychodzą na ruchliwe ulice miasta.

"Rekin i baran", str. 277:
Na wysepkach istnieje kilkanaście klubów myśliwskich, których członkowie odtwarzają mający setki lat i legendarny już rytuał chwytania ptaków w sieci i zbierania jaj za pomocą sznurkowych drabin oraz długich lin.
(...) na wyspie Heimaey znajduje się oficjalna siedziba Patrolu Maskonurów.
W połowie sierpnia, czyli pod koniec okresu rozrodczego, kilkaset tysięcy małych maskonurów wędruje od klifów (...) do morza.
(...) zdezorientowane światłami miasteczka, czasem zamiast na brzeg oceanu kierują się na ulice.

Bogowie!!! Ile jeszcze??

EDIT, NIE WIEM JUŻ, KTÓRY:
O, widzę, że znowu tu kogoś nastraszono :)
Jeszcze przedwczoraj (28.11.17) była tu krótka treściwa opinia w stylu: "Plagiat, książka sklejona z różnych cudzych kawałków", uzupełniona jedną, całkowicie zasłużoną gwiazdką. Ale opinia zniknęła! A rating natychmiast podskoczył :) Czyżby "Rekin i baran" przestał być plagiatem?
Drodzy animatorzy całej akcji, choćbyście postawili sobie całe galaktyki gwiazdek z martwych kont, a nam wszystkim zagrozili sądem, niestety nie dacie rady usunąć z rynku i unicestwić tej plejady książek i stron, z których autorka "czerpała natchnienie". To takie przykre, prawda... ?

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Hans Memling. Malarz tego drugiego renesansu

Jest to typowy komiks edukacyjny. Autor starał się z jednej strony wytłumaczyć możliwie jak najwięcej o epoce i świecie artystycznym, w którym przyszł...

zgłoś błąd zgłoś błąd