Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Narkonomia

Tłumaczenie: Anna Rogozińska
Wydawnictwo: Relacja
7,59 (22 ocen i 4 opinie) Zobacz oceny
10
2
9
3
8
7
7
5
6
4
5
1
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Narconomics: How to Run a Drug Cartel
data wydania
ISBN
9788365087638
liczba stron
290
język
polski

Czego nauczyli się szefowie gangów narkotykowych, obserwując świat wielkiego biznesu? Jakim cudem początkujący szef kartelu narkotykowego może odnieść sukces w nielegalnej branży o wartości 300 miliardów dolarów rocznie? Ucząc się od najlepszych. Od tworzenia wartości marki do spersonalizowanej obsługi klienta – ludzie tworzący organizacje przestępcze pilnie studiowali strategie i taktyki...

Czego nauczyli się szefowie gangów narkotykowych, obserwując świat wielkiego biznesu?

Jakim cudem początkujący szef kartelu narkotykowego może odnieść sukces w nielegalnej branży o wartości 300 miliardów dolarów rocznie? Ucząc się od najlepszych. Od tworzenia wartości marki do spersonalizowanej obsługi klienta – ludzie tworzący organizacje przestępcze pilnie studiowali strategie i taktyki korporacji takich jak Walmart, McDonald's i Coca-Cola. A co muszą zrobić rządzący, aby móc walczyć z tą plagą? Przestać wydawać co roku 100 miliardów dolarów na bezskuteczne działania i zrozumieć, że kartele narkotykowe działają jak znakomicie zorganizowane korporacje.

Tom Wainwright, redaktor „The Economist”, odkrywa tajniki najbardziej tajemniczej i brutalnej działalności – produkcji i handlu narkotykami. Droga wiedzie od pól koki w Andach, przez amerykańskie więzienia, sklepiki z marihuaną w Kolorado, aż do narkotykowych melin w najciemniejszych zakątkach internetu. Autor Narkonomii zapewnia świeże i innowacyjne spojrzenie na kwestię handlu narkotykami i 250 milionów ich konsumentów. Rozmawia z boliwijskim potentatem na rynku kokainy, z przywódcą gangu z Salwadoru, wytwórcą pigułek z Nowej Zelandii i uroczą meksykańską babunią, która przy smażeniu naleśników snuje plany morderstwa. Przepytuje prezydentów, policjantów i nastoletnich zabójców, aby zrozumieć, jak funkcjonują gangi narkotykowe, dlaczego ze sobą współpracują i co ma z tym wspólnego społeczna odpowiedzialność biznesu.

 

źródło opisu: relacja.net

źródło okładki: relacja.net

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 548
Huncwotcool | 2017-05-17
Przeczytana: 16 maja 2017

Wainwright poświęca sporą część książki na opis zasad rządzących narkobiznesem i jego zdolności przystosowania się do wszelkich regulacji (i te ponad pół książki jest naprawdę świetne- warto się zapoznać!)... by pod koniec zaproponować "recepty" do których stosowałby się ten sam "efekt balonu" co do wszystkich dotychczasowych rozwiązań, które w "Narkonomii" autor krytykuje.


-"Andyjskie wladze mogłyby zainwestować minimalne sumy w ułatwienie rolnikom przejścia z uprawy koki na pomidory, ale zamiast tego przeznaczają znacznie wyższe kwoty na niszczenie upraw koki przy pomocy wojska."
Minimalne te sumy byłyby dziś- przy obecnej równowadze rynku narkotykowego. Ale kartele mogłyby przebić dowolne propozycje przejścia na pomidory skoro cena uprawy koki to niecały procent ceny końcowego produktu o czym pisze sam autor w jednym z pierwszych rozdziałów. Wainwright wiec sobie przeczy: skoro nieskuteczne jest wypalanie upraw z powodu tego procenta to tym bardziej nieskuteczne byłoby zachecanie rolnikow do uprawy pomidorów bo kartele nie tylko przebiłyby każdą ofertę rządową (bo pieniądze byłyby pompowane w dotowanie uprawy pomidorów zamiast w wypalanie upraw koki- mniejsze straty na produkcji dla kartelu przy wyjściowo dużym marginesie na zwiększanie pieniędzy dla rolników za uprawy) ale mają także mechanizm zastraszania i karania rolników w postaci obcinania głów i innych aktywności, którym żaden rząd nie dorówna.
Już nie mówiąc o tym co oznaczają dopłaty do rolnictwa i jakie przekręty na tym się robi. Kartele natychmiast siadłyby na tych pieniądzach tak jak dziś mafie włoskie siadły na biznes utylizacji odpadów co opisał Saviano. Musiałaby więc zostać utworzone kolejne instytucje regulacyjne, które pożerałaby pieniądze. Ginęliby kolejni ludzie. Bo dla przestępców nieistotne jest co jest straszne w odbiorze społecznym czyli straszne złe narkotyki- co znowu- autor zauważa. Dla przestępców istotne jest to co daje zysk. I dopłaty do pomidorów mogłyby dawać nie gorszy zysk niż inne sfery działalności i skutki tych dopłat dla mogłyby być podobne jak skutki prania pieniędzy, handlu narkotykami, wyłudzeń podatkowych. Autor po prostu dodaje kolejny problem do ich całej sterty.


- "Wszystkie te interwencje bledną w porównaniu z programami leczenia narkomanów."
Wainwright mówi o efektywności tego mechanizmu dziś. Na ilość regularnych użytkowników niższą niż byłaby przy legalizacji lub depenalizacji.
W innym miejscu zauważa, że ludzi jedzących na potęgę leki z nielegalnej dystrubucji, jest wiecej niz "klasycznych" narkomanów. Czyli potencjał uzależnienia populacji czymkolwiek o działaniu psychoaktywnym co będzie generowało koszta ich leczenia jest ogromny.
Po legalizacji czy depenalizacji substancji dziś uznawanych za narkotyki ludzi do leczenia byloby wielokrotnie więcej- tak jak dziś alkoholikow, palaczy i uzależnionych od opiatów z leków.
Te same propozycje, które wysuwa autor względem polityki antynarkotykowej są nieskuteczne względem już obecnych na rynku substancji o potencjale uzależniającym. Programy leczenia i zapobiegania są studnią bez dna na pieniadzę i kraje "pierwszego świata" chcą w praktyce delegalizować te substacje. Działać batem regulacji, ograniczać ilość punktów sprzedaży
W odniesieniu do alkoholu: wszyscy sie dziś głowią jak zmniejszyć ilość pijących żeby zniwelować koszty leczenia, koszty opieki po wypadkach komunikacyjnych i inne koszty, koszty, koszty... Zamykanie lokali od 22? Bedą brali od kolegów chomikujących spod kanapy. Zakaz sprzedazy poniżej 18 roku życia? Przeciez i tak ktos im kupi. Wyższa akcyza? Wezmą alkohol z przemytu i zatrują sie. To robią na mase normalni ludzie w warunkach kulturowej adaptacji alkoholu i jego nieprzerwanej legalności gdzie wiekszość pijących i tak nie jest uzależniona. A właśnie o "sensownym uregulowaniu" podejścia do narkotyków mówi autor w wielu miejscach. Należy sobie zadać pytanie czy nie mówi o widmie takim samym jak "war on drugs". Czy coś takiego jak "sensowne regulacje" w ogóle istnieje.
Łatwo jest mówić o kosztach gdy z heroiny czy kokainy korzysta co czterdziesty. Przy popularyzacji takich środków, zdjęcia z nich stygmatu i tabu koszta obsługi programów leczenia i zapobiegania byłyby wielokrotnie większe. Wainwright w ogóle o tym nie wspomina ale ciężko uwierzyć że jest tego nieświadomy. Raczej wie, że mocno to stępiłoby ostrze jego publicystyki.
Pewną dziurką od klucza przez którą można spojrzeć na skalę manipulacji stosowaną przez autora jest przykład do którego odwołuje się on w dyskusji o kosztach leczenia. Szwajcaria, Zurych, około 800 osób leczonych. Wystarczy to zestawić z milionami ludzi, miliardami dolarów, którymi Wainwright rzuca na lewo i prawo. Cherry picking jakiego w książce jest niemało.


-legalizacja marihuany w USA ma dużo plusów? Niewątpliwie. Ale problemów też już zdążyła narobić o czym w Narkonomii można przeczytać. Autor nie pisze o innych zjawiskach, które legalizacja spowodowała a które są tu krótko opisane:
http://smallwarsjournal.com/jrnl/art/book-review-of-“narconomics-how-to-run-a-drug-cartel"
bo nie zdążył. Książka została wydana w 2016 roku i do 2017 roku kartele już zdążyły stratom na legalizacji w pewnej mierze zaradzić.


-łoj paaanie, w jednym mieście w USA wydano ponad 100k $ na ciężarówkę do przewozu więźniów- ładują piniondze w represje i sobie je kolesiowsko wydają. Szczyt bezczelności. A panie to trzeba w zapobieganie, w edukację, w szkolenia.
Jak wyglądają w Europie różnorakie szkolenia za fundusze europejskie i na co idą pieniądze na inwestycje i co trzeba robić i ile pieniędzy wydać żeby rozkradanie tych funduszy powstrzymywać to temat z którym Wainwright powinien się zapoznać. Chociaż nie wierzę że nie zna tego typu przykładów z dowolnego zakątka świata. Ale to po prostu nie pasuje do tezy. W tym przypadku przesunięcie funduszy ma zadziałać magicznie i nie podlegać "efektowi balonu". Marnowane pieniądze w sektorze policyjnym będą odporne na marnowanie w sektorze edukacji. Eh... Już nie wspominając o tym jak odległe od sensownej dyskusji nie schodzącej w populistyczną papkę są argumenty w stylu "w jednej z niezliczonych miejscowości na zadupiu kraju o 300 milionowej populacji szeryf wydał 100k $ na jedną ciężarówkę".


-Wszystko o narkobiznesie? Mały wycinek.
Mamy w tej książce 2 konsumentów: Amerykę i gdzieniegdzie Europę. To jest 1 mld ludzi. Na ziemi żyje ponad 7 mld! Wzrastająca klasa średnia w krajach, które mają 3 mld ludzi czyli 3x więcej niż liczba potencjalnych obecnych odbiorców opisywanych przez Wainwrighta- kraje BRIC- konsumują i będą konsumowały na potęgę. To są tacy sami ludzie jak ci z Zachodu. Dają po żyłach, palą, wciągają. Jak tylko pojawia w krajach rozwijających się więcej ludzi, którzy mogą sobie pozwolić na coś więcej niż pracę i sen tam dochodzi do eksplozji spożycia narkotyków o czym autor w jednym miejscu napomyka.
Oskarżana jest w "Narkonomii" wyłącznie polityka amerykańska. Amerykanie i Europejczycy przynajmniej coś robią. Ostrożnie, nie wylewając dziecka z kąpielą. A ich oficjalne instytucje sporządzają wiele sensownych raportów, które autor chętnie chwali i cytuje i z których korzysta się w legislacji i współpracy międzypaństwowej. Rosji i Chinom, poświęcone jest pół strony... Krajom, które mają więcej mieszkańców niż USA i Europa razem wzięte, mają znacznie bardziej restrykcyjne prawa i wcale nie mają zamiaru ich liberalizować lobbując za zaostrzeniem "war on drugs" na arenie międzynarodowej. Ja już nie mówię o Indiach, Indonezji, Malezji, Afryce...


-Meksyk to w "Narkonomii" wyłącznie ofiara. Meksykanie nie zabijają się sami nawzajem. To znaczy zabijają się ale to wina Ameryki! Narkotyków chyba nie konsumują. Wszystko idzie do Babilonu z północy.
Mitologizacja tych ludzi z biedniejszych krajów jest przerażająca. Wainwright zdejmuje z nich odpowiedzialność za własne decyzje. Bo jak oni biedni mają sobie z tym wszystkim sami poradzić. Jednocześnie interwencje amerykańskie i wsparcie militarne uważa za nieetyczne trzymanie wojny z daleka od swoich granic. Wainwright sam popyt uważa za źródło zła. Popyt który przypisuje w zasadzie wyłącznie Zachodowi a równocześnie popyt o którym sam pisze że jest nie do zatrzymania skoro na całym świecie konsumpcja rośnie z powodu rosnącej klasy średniej w krajach rozwijających się... Meksyk to kraj rozwijający się... hmm. Wniosków oczywiście nie uświadczymy. Zostawmy to jak jest. Lepiej się sprzeda.
Sofistyka w "Narkonomii" wspina się na wyżyny i ciężko to rozplatać.


-Dla autora najlepsza recepta na walkę z przemytnikami ludzi na granicy Mex-USA to przyznawanie większej ilości wiz Meksykanom... nieraz jego argumenty to gadanie w stylu "włamują ci się do domu? pozbądź się wszystkich cennych rzeczy- nie będą mieli czego kraść".


-Świeży przykład regulacji rynku dopalaczy w Nowej Zelandii to dla Wainwrighta ciekawa sprawa, chociaż system ten mimo wzniosłych założeń był niewydolny już na starcie, w kilka lat zdegenerował się tak, że parlament NZ nie wie co ma robić a legalni biznesmeni z sektora dopalaczy bankrutują czując że zostali wykochani bez mydła. I Wainwright o tym pisze- ale jak zwykle- żadnych konstruktywnych wniosków. Żadnego ostrożnego podejścia do późniejszego dawania recept będących wchodzeniem w problemy dokładnie takie same w NZ.


-To o czym nie wspomina Wainwright w proponowaniu regulacji to cena marihuany w Amsterdamie z nielegalnej dystrybucji- jest 2x niższa. Podobnie jeżeli chodzi o ceny wizyt w burdelach. Podobnie dzieje się z zabawą z akcyzą na olej opałowy i napędowy w Polsce.
Pierwszą rzeczą z łańcucha zdarzeń, który zweryfikuje plany reform są podatki. A tych się nie uniknie bo jak mówi powiedzenie: "W życiu są tylko dwie pewne rzeczy- podatki i śmierć".
Różni bonzowie mogą podatków unikać ale regulacja rynku narkotyków to regulacja zjawiska masowego, które będzie dotyczyć każdego małego żuczka. Jeżeli kogoś to nie przekonuje to niech porówna cenę papierosów sprzedawanych z legalnej dystrybucji i z Ukrainy- różnica ponad dwukrotna. Na papierosach i wspomnianym wcześniej paliwie wyrastają prawdziwe potęgi świata przestępczego. Autor nie porusza tak podstawowych kwestii.




Tytuł ostatniego rozdziału: "Dlaczego ekonomiści to najlepsi policjanci" brzmi karykaturalnie. Książka pokazuje, że niektórzy ekonomiści są pewni siebie tak samo jak uberpolicjanci i inni mający rzekomy monopol na wiedzę (zresztą na ile skuteczne są różne teraz-to-już-naprawdę-skuteczne recepty ekonomistów na różne bolączki z dziedziny ekonomii napisano już tysiące książek). Jedynym rozwiązaniem jest współpraca specjalistów z rożnych działek żeby nie władować się na oczywiste mielizny na które eksperci z wąskich dziedzin są ślepi. Chociaż materia jest tak skomplikowana i tyle tu interesów, że ciężko liczyć na spektakularne efekty.
Chyba że ktoś się będzie porywał na zmianę ludzkiej natury ale o takich próbach napisano już wiele antyutopii, rzeczywistość też przyniosła gorzkie lekcje.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Grzech

Próbuję sklecić pierwsze zdanie opinii o debiutanckiej książce Maxa Czornyja i mam ogromny problem, gdyż wywołuje ona we mnie tak sprzeczne odczucia,...

zgłoś błąd zgłoś błąd