Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Aniołowie dnia powszedniego

Tłumaczenie: Jacek Illg
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, Prószyński i S-ka
6,23 (122 ocen i 15 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
7
8
11
7
40
6
26
5
21
4
5
3
9
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Andělé všedního dne
data wydania
ISBN
8376480863
liczba stron
136
kategoria
Literatura piękna
język
polski

Chcecie dowiedzieć się wreszcie jak wyglądają aniołowie? Jak dobrzy ludzie. Ale cierpliwość aniołów też ma swoje granice...Dla pięćdziesięciodwuletniego Karela z praskiej dzielnicy Nusle wtorek, 5 września 2006 roku, jest ostatnim dniem życia, o czym wiedzą tylko aniołowie… Młoda wdowa, instruktor nauki jazdy, samobójca i czterej aniołowie oto protagoniści nowej książki Michala Viewegha....

Chcecie dowiedzieć się wreszcie jak wyglądają aniołowie? Jak dobrzy ludzie. Ale cierpliwość aniołów też ma swoje granice...Dla pięćdziesięciodwuletniego Karela z praskiej dzielnicy Nusle wtorek, 5 września 2006 roku, jest ostatnim dniem życia, o czym wiedzą tylko aniołowie… Młoda wdowa, instruktor nauki jazdy, samobójca i czterej aniołowie oto protagoniści nowej książki Michala Viewegha. Najpoczytniejszy współczesny pisarz czeski z dużą swobodą narracji i kompozycyjną brawurą opowiada historię jednego dnia, u schyłku którego łączą się drogi życiowe tych trojga ludzi. Sam autor określa swoją opowieść jako „story o ludziach, aniołach i umieraniu” oraz „książkę o nas wszystkich, których czas został dawno odmierzony, a mimo to zachowujemy się, jakbyśmy mieli żyć tu wiecznie”.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 887
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Praski danse macabre...

Po przeczytaniu powieści Michala Viewegha doszłam do wniosku, że jednak nie chciałabym być aniołem. Status śmiertelnika odpowiada mi dużo bardziej. Miałam wątpliwości już wówczas, gdy kilka lat temu obejrzałam słynny film Wima Wendersa "Niebo nad Berlinem". Utrzymany w stylistyce ekspresjonistycznej, ze zdjęciami zanurzonymi w popielatej sepii, z niepokojącą muzyką Nicka Ceve'a – czarował smutkiem i melancholią. Anioły o wielkich skrzydłach i łagodnych oczach uwodziły moją wyobraźnię. Milczące, czuwające nad dachami Berlina, niosące pocieszenie nieszczęśliwym, samotnym, zagubionym ludziom. Mogły je widzieć jedynie dzieci – chyba w myśl przekonania, że dobrze widzi się tylko sercem, a to, co ukryte, jest niewidoczne dla oczu ["Mały Książę"]. Wielkie posępne skrzydła jeszcze długo prześladowały moje sny.

Zupełnie inne odczucia wzbudziły we mnie anioły z powieści Michala Viewegha, krążące smętnie wśród zaułków Pragi. Co mnie samą zdumiało, wydały mi się bliższe niż anioły Wima Wendersa. Bardziej ludzkie niż mistyczne. Przyziemne niż wzniosłe. Jakieś takie zmęczone, bezradne, zrezygnowane. Nie tego się spodziewałam. "Powiem wprost: większość naszych misji kończy się niepowodzeniem"[s. 9]. Myślałam, że takie słabości to domena ludzi, a tu, proszę, anioły bezradne i nieporadne. Kto by pomyślał. Mało tego. "Nasze drobne anielskie przejawy życzliwości wydają mi się trochę przypadkowe. Brakuje mi w tym jakiegoś systemu"[s. 9] – te sceptyczne rozważania jednego z aniołów kładą się cieniem na przekonaniu, że Bóg, zwierzchnik aniołów, jest idealny. A jaki Pan, taki kram...

Jofaniel. Hahamel. Nith-Haiah. Ilmuth. Jeźdźcy apokalipsy, jak sarkastycznie wyraził się Jofaniel, mając na myśli siebie i pozostałą trójkę swoich towarzyszy. Kuriozalne to anioły – nie mają skrzydeł. Ale nie trzymajmy się tak kurczowo zardzewiałych stereotypów. Nie skrzydła zdobią anioła, tak jak nie szata zdobi człowieka. "Jesteśmy tylko posłańcami. Kurierami miłości" [s. 9]. Dodać otuchy, uczynić ostatnie chwile bardziej znośnymi, sprawić, by człowiek, patrząc w oczy śmierci, nie odchodził z poczuciem, że jego życie było jedynie przelotnym cieniem, opowieścią idioty, pełną wrzasku i wściekłości, a nieznaczącą nic [Szekspir] – to misja, którą starają się wypełniać od kilkuset lat. Z różnym skutkiem. Anioły dnia powszedniego są ułomne tak jak ludzie. Nie potrafią udzielić sensownej odpowiedzi na pytanie trzynastoletniej Chinki umierającej na raka: dlaczego? Oto przed aniołami kolejne zadanie, tym razem w Pradze: ich podopieczni to Karel, instruktor nauki jazdy, i Zdenek, samobójca. 5 września 2006 roku to ich ostatni dzień życia... Karel na razie o tym nie wie... Jest jeszcze Estera, młoda wdowa, niepotrafiąca odnaleźć się po śmierci męża. Ich losy splotą się u schyłku dnia, w którym przeznaczone jest umrzeć obu mężczyznom. Poznajemy też Marię, żonę Karela, zgorzkniałą, pozbawioną energii nauczycielkę, dla której małżeństwo już dawno stało się przyzwyczajeniem, a praca rutyną. Lidkę, żonę Zdenka, która zdradziła go i odeszła od niego wraz z dwójką dzieci. I Jarmilę, matkę Zdenka, pozostawioną przez męża w dniu ślubu, która swoje zranione serce koi miłością do syna i groteskową wiarą w anioły. W skrzydlate anioły w białych, powłóczystych szatach i z aureolą wokół głowy. Będzie potrzebowała pocieszenia. Ale sprawa jest beznadziejna. Tutaj nic się nie da zrobić. Jofaniel, Hahamel, Nith-Haiah i Ilmuth już na starcie czują się pozbawieni motywacji i wiary w sukces. Ogarnia ich przerażająca dla mnie inercja. Defetyzm. Aniołowie już dawno stracili zdolność do zachwytu. "Kiedyś, dawno temu miałem pewne złudzenia co do ludzkiej mądrości, wrodzonej dobroci, ale jak tylko zacząłem rozumieć, co ludzie mówią, moją sympatię diabli wzięli. (...) Wolne od osądzania, wyrozumiałe spojrzenie na ludzkie mrowisko – to jest (...) wszystko, na co mogę się zdobyć"[s. 77]. Aniołom dnia powszedniego daleko zatem do ideału. I to je różni od aniołów Wima Wendersa: anielskość bohaterów "Nieba nad Berlinem" jest kwintesencją doskonałości, która nie pozwala im płakać, widzieć kolorów, czuć zapachów, smaków. Jeden z nich zapragnie zostać człowiekiem, by zasmakować pełni życia i miłości, nawet za cenę utraty nieśmiertelności i wiecznej doskonałości. Nawet mimo świadomości, że życie wiąże się z bólem, cierpieniem, stratą, starzeniem się, umieraniem. "Trzeba wstąpić w kamień, w drzewo, w wodę, w szpary furty. Lepiej być skrzypieniem podłogi niż przeraźliwie przeźroczystą doskonałością" [Z. Herbert, Tylko nie anioł].

Mój profesor od fizyki, przy okazji wystawiania oceny odpytywanej osobie, zwykł żartobliwie mawiać: "Dostateczny. I obyś żył aż do samej śmierci". Wtedy, przed laty, ogromnie mnie to bawiło, teraz, po przeczytaniu książki, słowa te nabierają zupełnie innego charakteru. "W młodości mało kto przeczuwa, że życie nie jest niczym innym, jak ciągłym żegnaniem się z życiem"[s. 90]. Książka Michala Viewegha to "story o ludziach, aniołach i umieraniu" oraz "książka o nas wszystkich, których czas został dawno odmierzony, a mimo to zachowujemy się, jakbyśmy mieli żyć wiecznie" [słowa autora – nota wydawcy]. To współczesny danse macabre, osadzony w scenerii praskich krajobrazów, z charakterystycznym architektonicznym detalem w tle: mostem. W książce mosty na Wełtawie nabierają znaczenia eschatologicznego, stają się klamrą spinającą dwie sfery: doczesną i tę, która znajduje się na drugim brzegu życia. Jeden z nich staje się mostem śmierci...

Przyznaję, że książka mnie przygnębiła. Smutni, nieszczęśliwi, pełni gniewu i zatwardziałości ludzie... Nieporadni, zrezygnowani aniołowie... I Bóg, który "utrzymuje kilka miliardów ludzi w absolutnej nieświadomości" [s. 131]. Mojego zawodu nie ukoił ani rubaszny, ironiczny, chwilami refleksyjny, anegdotyczny styl, ani wciągająca, wartka narracja, ani melanż kompozycyjny, ani czarny humor, którym autor obdarzył swoje anioły. I nawet słowa anioła Jofaniela nie zdołały mnie pocieszyć: "Używaj daru życia. Uśmiechów dzieci, kolorów nieba, zapachu kawy, ciepłego wiatru i dzwonienia tramwajów. Ciesz się mroźną zimą i upalnym latem. Szczęście to czas. Nie zapomnij o tym" [s. 126].

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Niekochana

Typowa książka dla kobiet pisana przez kobietę, stopień wyżej od Harlequina - choć tu ekspertem nie jestem. Mamy więc wrednych mężczyzn, oraz spragnio...

zgłoś błąd zgłoś błąd