Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Hayden War 6: De Oppresso Liber

Cykl: Hayden War (tom 6)
Wydawnictwo:
7,42 (67 ocen i 6 opinii) Zobacz oceny
10
4
9
8
8
20
7
19
6
12
5
4
4
0
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
De Oppresso Liber
data wydania
liczba stron
312
język
polski
dodała
Villiana

Koniec wojny nie oznacza końca walki. SOLCOM dowiaduje się, że Ross Ell podjęli ekspedycję przeciw niestowarzyszonemu gatunkowi, który zamieszkuje ziemię niczyją pomiędzy obszarami kontrolowanymi przez Ziemian a tymi, gdzie panuje Sojusz. W poszukiwaniu odpowiedzi i najlepszej metody działania SOLCOM wysyła okręt, który ma po cichu zbadać sytuację. Major Sorilla Aida i jej oddział zostają...

Koniec wojny nie oznacza końca walki. SOLCOM dowiaduje się, że Ross Ell podjęli ekspedycję przeciw niestowarzyszonemu gatunkowi, który zamieszkuje ziemię niczyją pomiędzy obszarami kontrolowanymi przez Ziemian a tymi, gdzie panuje Sojusz. W poszukiwaniu odpowiedzi i najlepszej metody działania SOLCOM wysyła okręt, który ma po cichu zbadać sytuację.

Major Sorilla Aida i jej oddział zostają wyznaczeni do tego zadania. Ich wyprawa ma za wszelką cenę pozostać tajemnicą dla potężnych obcych. Jedna rzecz wydaje się pewna: wolność nigdy nie jest dana na zawsze, a opresja to uniwersalny sposób działania w kosmosie…

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 247
veinylover | 2017-06-21
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 21 czerwca 2017

W kategorii „zajmujące czytadło” autor wykonuje dokładnie taką robotę, jakiej od niego oczekuję. Dobrze się bawię przy akcji, w której dużo się dzieje, a nasza niezniszczalna bohaterka dokonuje kolejnych heroicznych wyczynów. Pomysł na fabułę tego tomu sensowny, bo domyka aspekt poszukiwań przez wredną rasę Ross Ell (jasne, obcy z Roswell :D) zaginionego statku ale oczywiście to Ziemianie mają ochotę zdobyć kolejny bonus w wyścigu technologicznym.
„Zadarliście z niewłaściwą rasą”. Dobrze brzmi.
Gdyby na tym tomie uniwersum miało się zakończyć, to zamiast tych rozkminów psychologicznych w epilogu należałoby wspomnieć o sukcesach technologicznych Ziemian wynikających z kolejnej zdobyczy. Ale jak widać autor nie jest pewny, czy tą serię zakończyć, czy jeszcze dopisać jakiś kolejny rozdział. Pole możliwości jest rzeczywiście wciąż otwarte, ale czy tak się stanie, to trudno powiedzieć.
Kilka rzeczy zostało w tej serii osieroconych, można by się spodziewać, że coś wyniknie z tego, że w jednym z tomów coś błyszczącego z wody Haydena, coś w rodzaju glonów czy bakterii zeżarło Lucjanina. Konsekwentnie ciągnąc ten wątek można się spodziewać, że sprytni Ziemianie to zauważą i powstanie coś w rodzaju broni biologicznej antylucjańskiej. Zamiast strzelać do nich z broni palnej wystarczyłby pistolet na wodę :D
Och, te niepokoje i wyrzuty sumienia głównej bohaterki... Po co ta poprawność polityczna, jak ma ona być wredną i twardą suką, to niech będzie, właśnie taką ją kocham, a nie użalającą się nad nieszczęściem wszystkiego, co się rusza.
Dodaję kolejną gwiazdkę za polski wątek, a co - to mój prywatny nepotyzm patriotyczny. Przynajmniej ten autor zauważa istnienie naszego narodu i państwa, co powinno być czasem widoczne w anglosaskich powieściach zważywszy na to, jak porządnymi jesteśmy dla nich sojusznikami.
Gdzieś tam w którymś tomie autor marudzi, że brakuje niklu i żelaza do produkcji kadłubów ziemskich statków, co jest bardzo mało wiarygodne, bo niczego nie ma w kosmosie tak dużo, jak tego żelastwa. Większość masy Ziemi, to żelazo-niklowe jądro, a choćby protoplaneta Westa w naszym układzie słonecznym mogłaby dostarczyć tych pierwiastków tyle, że w dającym się przewidzieć czasie nie mogłoby ich zabraknąć.
Dlaczego nie daję więcej gwiazdek dla powieści w moim ulubionym gatunku?
Cała ta babranina w teorii grawitacyjnych napędów, a zwłaszcza broni grawitacyjnej jawi mi się jako bardziej „fiction”, niż „science”, przynajmniej w omawianej przez autora formie. Jedynym sensownym mechanizmem produkującym energię z materii mogłaby być miniaturowa czarna dziura, dokarmiana odpowiednio materią, wstępnie obracająca się z ogromną prędkością i obdarzona potężnym polem magnetycznym, którą można by utrzymywać z próżni i sztucznym polu magnetycznym, żeby dawała się przemieszczać w kosmosie. Jasne, że i to jest „fiction”, ale fiction możliwe do pomyślenia. Te napędy grawitacyjne z uniwersum tej serii są zbyt magiczne.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Echa pamięci

Zapamiętywalna, smutna i bardzo rzeczywista przy swojej fikcyjności. Taka mogła być jesień na angielskiej wsi pod koniec lat trzydziestych. Taka praw...

zgłoś błąd zgłoś błąd