Akademia Pennyroyal

Tłumaczenie: Grażyna Chamiele
Cykl: Akademia Pennyroyal (tom 1)
Wydawnictwo: Mamania
7,22 (168 ocen i 36 opinii) Zobacz oceny
10
13
9
22
8
41
7
41
6
30
5
8
4
11
3
2
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Pennyroyal Academy
data wydania
ISBN
9788365087225
liczba stron
368
słowa kluczowe
fantastyka
język
polski
dodał
Anna

"Akademia Pennyroyal szuka odważnych dziewcząt, które chcą zostać księżniczkami, i śmiałych chłopców, którzy chcą zostać rycerzami. Przybywajcie!" W królestwie zjawia się bezimienna dziewczyna z lasu. Kim jest? I czy naprawdę niczego nie pamięta? Wstępuje do Akademii Pennyroyal, gdzie kadeci i kadetki szkolą się do walki ze smokami i wiedźmami. Z nowym imieniem Evie od samego początku musi...

"Akademia Pennyroyal
szuka odważnych dziewcząt, które chcą zostać księżniczkami,
i śmiałych chłopców, którzy chcą zostać rycerzami.
Przybywajcie!"

W królestwie zjawia się bezimienna dziewczyna z lasu. Kim jest? I czy naprawdę niczego nie pamięta? Wstępuje do Akademii Pennyroyal, gdzie kadeci i kadetki szkolą się do walki ze smokami i wiedźmami.
Z nowym imieniem Evie od samego początku musi znosić surowy reżim treningów pod okiem sierżant Wróżki. Zyskuje tu przyjaciół, ale też wrogów.

Na drodze do poznania losów swojej rodziny Evie odkrywa moc ludzkiego współczucia, ale i mroczne tajniki magii. Gdy wiedźmy zaczną zagrażać jej nowemu światu, Evie pozna prawdę o wojnie między księżniczkami a wiedźmami, która ma o wiele bardziej osobisty charakter, niż kiedykolwiek mogłaby to sobie wyobrazić.

M.A. Larson mistrzowsko łączy przygodę, humor i magię, tworząc prawdziwy świat w baśniowych dekoracjach sugestywnie nawiązujących do twórczości braci Grimm.

 

źródło opisu: http://mamania.pl/

źródło okładki: http://mamania.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 623
SadisticWriter | 2017-07-19

Nie od dzisiaj wiadomo, że księżniczki, rycerze, smoki i złe wiedźmy to sprawdzony przepis na fantastyczną książkę z kategorii literatury dziecięcej/młodzieżowej, pytanie tylko czy oryginalny? Wydawałoby się, że nie można wymyślić już nic nowego w powielanym monotonnie schemacie, a jednak czasem ktoś uniesie swoje pióro ponad sztampowość twórczości. Czy M.A. Larson spełnił ten warunek?
Muszę się wam do czegoś przyznać. Gdyby nie cudowna okładka, zapewne nie zwróciłabym uwagi na tę książkę. Najpierw na zmysły oddziaływała estetyka, dopiero potem opis z tyłu okładki. Stwierdziłam, że w sumie nie zaszkodzi zapoznać się z kolejną historią o cudownej akademii szkolącej księżniczki i rycerzy – gdy byłam mała, to były w końcu dla mnie tematy pierwszorzędne.
Co jest wyjątkowego w Akademii Pennyroyal? Na pewno pomysł na lekkie „ubrutalnienie” rzeczywistości. Okazuje się, że księżniczki to nie tylko piękne, wysoko urodzone damy, które mają reprezentować państwo, to także mała, magiczna armia, która walczy z wiedźmami z pomocą dobra – może brzmi to trochę naiwnie, ale uważam, że zostało to całkiem nieźle przedstawione, tym bardziej, że autor dał nadzieję młodym dziewczynkom na to, że nawet nie będąc wysoko urodzone, mogą zostać księżniczkami! Nie mogę również zapomnieć o rycerzach – w końcu księżniczki muszą mieć swoich towarzyszy, a główna bohaterka musi się w kimś zakochać, prawda? Jednak na ich temat nie mam zbyt wiele do napisania. Po prostu byli. Wszystko skupiało się raczej na walczących z wiedźmami księżniczkach, które prędzej przechodziły przez szkolenie survivalowe niż te związane z królewską etykietą.
Główną bohaterką powieści jest Evie. Dobrze, w rzeczywistości ma inne imię, ale właśnie tak każe do siebie wołać innym. Muszę przyznać, że po kilku dniach od przeczytania książki, jedyne co pamiętam to właśnie jej historia. Uważam że była trochę za bardzo pokręcona. Nie chcę nikomu zdradzać fabuły, dlatego nie napiszę w tym temacie zbyt wiele, ale sądzą, że autor miał za dużo pomysłów na jedną postać przez co przeciągnął ją przez różne dziwne zjawiska równocześnie. Co mnie odrobinę boli – więcej tu chłodnej Evie (bo tak ją właśnie widzę jako tę młodą dziewczynkę) niż fabuły nawiązującej do akademii, a szkoda, bo cała szkoła wydawała się być ciekawym elementem – w efekcie nierozwiniętym.
Akademia Pennyroyal ma specyficzny klimat. Jest w nią wpleciona odrobina wątków z różnych baśni – chociażby już na początku mamy scenę wyrwaną z Jasia i Małgosi, a tak poza tym wiele z „pradawnych” księżniczek, o których opowiadano bajki, są w tym uniwersum prawdziwe. Została również zachowana jedna z najważniejszych cech dla uniwersalnych baśni – motyw dobra walczącego ze złem. Powiedzmy, że ten element się zgadza. Co z całą resztą?
Z przykrością muszę stwierdzić, że w pozornie magicznej Akademii jest naprawdę mało wyczuwalnej magii, a największa wada tej książki to to, że brakuje w niej emocji przez co wszystko wydaje się być trochę jałowe. Nie zrozumcie mnie źle, pomysł był naprawdę dobry, ale gdyby jeszcze dodać trochę kolorów, trochę życia, trochę środków budujących klimat i odjąć te dziwne przeskakiwanie autora z jednego wątku do drugiego bez ostrzeżenia – byłoby idealnie. Brak podstawowych zabiegów stylistycznych spowodował, że nawet kiedy powinnam być zaskoczona, po prostu nie byłam. Przyjaźń między bohaterami była dla mnie nieprzekonująca i sztuczna, podobnie jak miłość przedstawiona pomiędzy dwójką głównych bohaterów oraz skomplikowane zawiłości rodzinne. Nie wyłapałam też, żeby bohaterowie czymś się wyróżniali – byli mało charakterystyczni, zlewali się z tłem. Do tej pory nie wiem co mogłabym powiedzieć o głównej bohaterce, bo zapamiętałam jedynie jej chłód w stosunku co do innych ludzi.
Była jedna postać, której historia mi się podobała i która zaskoczyła mnie swoją przemianą (nie mówię, że na lepsze, ha!). Była to Malora, jedna z księżniczek. Początkowo po prostu wredna i… w sumie wredna pozostała, ale powód dla którego taka była zasługiwał na zainteresowanie.
Moje czytanie Akademii Pennyroyal było całkiem zwyczajnym doświadczeniem. Nie emocjonowałam się, ale też i nie nudziłam, po prostu płynęłam przez treść bez wzruszenia. Owszem, bywały momenty, kiedy się uśmiechałam, bo książka zawiera w sobie kilka śmiesznych elementów – np. zmianę w żabę jednego z bohaterów, wróżkę-terrorystkę, która szkoliła dziewczęta jak w jakimś wojsku, czy chłopiec, który z polecenia swojej matki uczył się jak być księżniczką (cieszę się, że autor go nie „zgenderował” i zachował trochę jego męskości).
Myślę, że podstawowym problemem tej powieści może być to, że pisał ją mężczyzna. Dlatego jest odrobinę bardziej brutalna. Spytacie dlaczego brutalna. Może dlatego, że bycie księżniczką okazywało się nie być takie kolorowe i nieraz przynosiło ze sobą pot i łzy, wiedźmy bywały bezlitosne, a główna bohaterka kiedy trzeba było potrafiła porządnie podtopić swoją krewną w błocie albo pobić ją do krwi, żeby się ogarnęła (miód dla moich oczu – szkoda, że młodsi czytelnicy mogą to opacznie zrozumieć). Jakoś męska twórczość nie pasuje mi do księżniczek i rycerzy, może przez to było tu tak mało emocji i kolorów.
Akademia Pennyroyal to niezobowiązująca lekturka dla dzieci, młodzieży jak i dorosłych – nie musicie się bać, nie zabije was słodyczą, bo jej tu po prostu nie ma. Osobiście jestem ciekawa co będzie się działo w drugim tomie, bo pomimo moich obiekcji ta historia wciąż mnie intryguje, poza tym zawsze istnieje szansa, że autor się zrehabilituje.

http://zniewolone-trescia.blogspot.com/2017/07/recenzja-ksiazki-ma-larson-akademia.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Siedemdziesiąt siedem słoni

Czekałam na tę książkę, bo kocham wschodnie podróże. Niestety zawiodłam się srodze. Pan Biedrzycki na etapie pisania był chyba przekonany że będzie mi...

zgłoś błąd zgłoś błąd